hedoneee
23.05.06, 20:32
No normalnie się staczam. Też to macie? Jak mam ochotę na sernika z
brzoskwiniami to po niego idę, jak na pepsi idę, jak na najlepsze fajki -
kupuję. Nie przeszkadza mi to, że mam masę długów. Tak samo z resztą. Wokół
mega syf - wali mnie to, wolę na kompie posiedzieć. Nie przeszkadza mi, że
synek właśnie wylewa na siebie sok. A co tam - przynajmniej się czymś zajął.
Normalnie to przybiera patologiczne rozmiary. Nie chce mi się chodzić do
pracy, chodzę ale się spóźniam. Nie chce mi się chodzić z synkiem na spacery,
chodzę ale rzadko byle odbębnić. Nie chce mi się iść ze sobą do lekarza, nie
chcę mi się malować, ubierać w miarę. O wychodzeniu gdziekolwiek to w ogóle
nie ma mowy. No normalnie porażka,jedyne co mi się chce to palić fajki
(powinnam rzucić bo kasa), siedzieć na necie, oglądać TV i jeść.Koniec. A
długi rosną, mieszkanie coraz bardziej zapuszczone, synek znudzony, i mija
dzień za dniem. Co myślicie - szczerze.Codzień kończę dzień z postanowieniem,
żeod jutra to wszystko się zmieni. Robie rozpiski, snuję przyszłość itp. Na
następny dzień znów to samo. Przerasta mnie to. Niewiem czy mam zbyt duże
wymagania co do siebie i na wstępie odpadam (rzucenie palenia, studia,
ascetyczny tryb życia by spłacić długi itditd) czy może to jakaś depresja
albo co. Pomóżcie!