k873
31.05.06, 01:34
Mój problem jest być może banalny,więc osoby,które nie chcą czytać o
problemach 19-latki,uprzedzam już na wstępie,
żeby nie marnowały czasu.Sprawy mają się więc tak-jestem już po maturze,mam
mnóstwo wolnego czasu,z którym nie wiem co zrobić.
Nie potrafię się cieszyć najdłuższymi w swoim życiu wakacjami,dopadło mnie
jakieś znużenie i marazm.Większość czytających
powie pewnie,że to zrozumiałe,bo matura,stres i o jejku...To nie ma tak
naprawdę nic do rzeczy,matura nie była dla mnie żadnym stresującym
przeżyciem-po co mam się denerwować swoim wynikiem,skoro i tak dla moich
rodziców jest faktem oczywistym,że zostaję z nimi
i nie wyjeżdżam na żadne studia.To jest właśnie jeden z powodów mojego
rozgoryczenia.Moje koleżanki gadają całymi dniami o studiach,co doprowadza do
najwyższego z możliwych stanów poirytowania,bo ja NIE MOGĘ nigdzie
wyjechać.Mimo tego nie umiem się też wściekać na rodziców,bo w jakiś sposob
ich rozumiem.Oni uważają,że
nie poradzę sobie sama w obcym mieście.To chyba niestety jest smutna prawda-
nie radzę sobie zbytnio z życiemjestem bardzo rozpieszczoną jedynaczką,którą
rodzice wyręczali we wszystkim,żeby tylko dziecko się za bardzo nie potłukło
i nie skaleczyło.Chyba jestem doskonałym dowowdem na to,jak bardzo
nadopiekuńczość i troskliwośc mogą szkodzić.Największym moim życiowym
dramatem było liceum.Te 3 lata
wspominam jako jedną wielką mękę-byłam klasową ofiarą i chłopcem do bicia.Nie
wiem jakim cudem udało mi się dotrwać do końca liceum,konsekwencje tych
przykrych doświadczeń to moja obniżona samoocena,
utrwalone przekonanie o byciu ofiarą(to jest największy problem) i lęk.Od
roku bardzo mocno staram się z tym wszystkim walczyć,ale tak naprawdę...NIE
CHCE MI SIĘ.
Tak naprawdę ciągle walczę z wiatrakami-próbuję wytrwale coś zmienić,męczę
się z ludźmi,próbując postępować asertywnie...i wychodzi na odwrót.Jestem już
tym wszystkim niesamowicie zmęczona i znużona,chyba powoli się
poddaję.Kto by się zresztą nie poddał po tylu bezowocnych staraniach?To
cholernie przykre,bardzo czegoś i nie móc tego soiągnąć,na pewno wiecie.Teraz
dałam sobie spokój-nie wiem,co jeszcze mogłaby zrobić,nie radzę
sobie,a los jakoś niestety nie kwapi się,żeby mi pomóć.Tylko niech nikt mi
nie mówi,że przesadzam.Proszę o odrobinę zrozumienia...