może to banalne,ale...DLUGI post

31.05.06, 01:34

Mój problem jest być może banalny,więc osoby,które nie chcą czytać o
problemach 19-latki,uprzedzam już na wstępie,
żeby nie marnowały czasu.Sprawy mają się więc tak-jestem już po maturze,mam
mnóstwo wolnego czasu,z którym nie wiem co zrobić.
Nie potrafię się cieszyć najdłuższymi w swoim życiu wakacjami,dopadło mnie
jakieś znużenie i marazm.Większość czytających
powie pewnie,że to zrozumiałe,bo matura,stres i o jejku...To nie ma tak
naprawdę nic do rzeczy,matura nie była dla mnie żadnym stresującym
przeżyciem-po co mam się denerwować swoim wynikiem,skoro i tak dla moich
rodziców jest faktem oczywistym,że zostaję z nimi
i nie wyjeżdżam na żadne studia.To jest właśnie jeden z powodów mojego
rozgoryczenia.Moje koleżanki gadają całymi dniami o studiach,co doprowadza do
najwyższego z możliwych stanów poirytowania,bo ja NIE MOGĘ nigdzie
wyjechać.Mimo tego nie umiem się też wściekać na rodziców,bo w jakiś sposob
ich rozumiem.Oni uważają,że
nie poradzę sobie sama w obcym mieście.To chyba niestety jest smutna prawda-
nie radzę sobie zbytnio z życiemjestem bardzo rozpieszczoną jedynaczką,którą
rodzice wyręczali we wszystkim,żeby tylko dziecko się za bardzo nie potłukło
i nie skaleczyło.Chyba jestem doskonałym dowowdem na to,jak bardzo
nadopiekuńczość i troskliwośc mogą szkodzić.Największym moim życiowym
dramatem było liceum.Te 3 lata
wspominam jako jedną wielką mękę-byłam klasową ofiarą i chłopcem do bicia.Nie
wiem jakim cudem udało mi się dotrwać do końca liceum,konsekwencje tych
przykrych doświadczeń to moja obniżona samoocena,
utrwalone przekonanie o byciu ofiarą(to jest największy problem) i lęk.Od
roku bardzo mocno staram się z tym wszystkim walczyć,ale tak naprawdę...NIE
CHCE MI SIĘ.
Tak naprawdę ciągle walczę z wiatrakami-próbuję wytrwale coś zmienić,męczę
się z ludźmi,próbując postępować asertywnie...i wychodzi na odwrót.Jestem już
tym wszystkim niesamowicie zmęczona i znużona,chyba powoli się
poddaję.Kto by się zresztą nie poddał po tylu bezowocnych staraniach?To
cholernie przykre,bardzo czegoś i nie móc tego soiągnąć,na pewno wiecie.Teraz
dałam sobie spokój-nie wiem,co jeszcze mogłaby zrobić,nie radzę
sobie,a los jakoś niestety nie kwapi się,żeby mi pomóć.Tylko niech nikt mi
nie mówi,że przesadzam.Proszę o odrobinę zrozumienia...
    • kolejar Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 03:36
      W Twoim wieku miałem prawie takie same problemy - poza studiami, bo na uczelnię
      miałem parę przystanków bliżej niż do liceum. I jeszcze ten lęk przed tłumem...
      Nie wiem, co tam się dzieje wokół Ciebie. Ale MUSISZ wychodzić do ludzi. Dla
      mnie tym wyjściem była tzw. kontrkultura. Jakoś z trudem bo z trudem, ale udało
      mi się zaistnieć w środowisku - nazwijmy to - artysyczno-punkowo-wariackim. Lęk
      przed tłumem pozostał, ale... nie boję się wyjścia na scenę! Z trąbą i jako
      front-man wokalista. I to są jedyne chwile bez lęku. Poza tym jednak niczego do
      końca nie udało się rozwiązać. Wszędzie ludzie są tacy sami. Ale każda relacja z
      drugim człowiekiem to dzianie się Boga Żywego - jak uczą Uczeni w Piśmie.
      Nie bój się! Możesz wyjechać i dasz sobie radę! O Twoim (i moim) przypadku
      dramatycznie trafnie opowiedział B16 w sobotnie popołudnie na Błoniach w Kr.
      Paraliżuje nas lęk przed klęską - że jesteśmy do niczego, nie poradzimy sobie.
      To przecież nieprawda! Gorsze ciapy sobie radzą. Trzeba tylko wierzyć w
      ostateczny sukces. Wtedy nie zdołują nas do końca napotkane trudności, nic i
      nikt nas nie pokona. W przeciwnym razie nasz lęk staje się samosprawdzającym się
      przeczuciem klęski. Czy nie lepsza jest samosprawdzająca się przepowiednia sukcesu?
      Pozostaje pytanie: a jaka jest gwarancja tego sukcesu?
      JPII&B16 mówią na to: Jezus!
      Nie, nie chodzi mi o to, żebyś zaczęła chodzić co niedzielę do świątyni. Tą
      odpowiedź trzeba dać sobie w ukryciu, w największej tajemnicy, w centrum swojej
      intymności. Każde dzieło musi mieć solidny fundament. Powiedz sobie: to i tamto
      jest dobre, więc mi się to uda, bo IHVH mi w tym pomoże. I jeśli tylko wytrwasz
      w takiej wierze, to się uda.
      Na zakończenie - militaryści by powiedzieli, że masz słabe morale. A nawet
      najlepiej wyposażona i wyszkolona armia o słabym morale przy pierwszym kontakcie
      bojowym rzuci broń i ucieknie, albo się podda. Natomiast wysokie morale nie raz
      w historii doprowadziło do pokonania przeważających sił npla.
      Powodzenia w akcji! Jak wystarczająco zechcesz, zwyciężysz!
      • mathias_sammer Re: może to banalne,ale...DLUGI post 01.06.06, 08:53
        Juz mialem napisac, ze bardzo dobry tytul watku:DDD, no ale powstrzymalem
        sie:DDDDDD i napisze inaczej:

        Wprost uwielbiasz uzalac sie nad soba. Im wiecej sie uzalasz, tym bardziej
        jestes szczesliwa, bowiem nic nie sprawia wiekszej przyjemnosci jak
        doswiadczanie samoswiadomosci i odczuwanie niemocy, za ktore juz nawet nie
        innych, ale czas siebie obwinic. "Wiem, ze taka jestem, wiem, ale nie umiem
        inaczej" Czyz to nie duch artystow 20-lecia miedzywojennego, slowa niegdys
        przeczytanych ksiazek nie tluka sie po sciankach Twojej czaszki czyniac Cie
        rozerwanym lnianym zaglem w kolorze white powiewajacym na bezkresnym oceanie
        samotnosci (hhihi)?

        M.S.
    • kryzolia Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 08:34
      to straszne co przeczytałam, mam ochote krzyczeć : NIE, do Twoich rodziców. CO
      za egoizm. Oni CI wmówili, że sobie nie poradzisz, sa egostami najwyższego
      stopnia, ja ich nie rozumie, kochaja CIe jakąś chorą miłością - niszcząc Cię.
      Nie jestes ich własnosćia, w tym wieku masz prawo isć swoja drogą. Rodzice nie
      zawsze bedą , czy oni sobie zdają z tego sprawę. POmyśl i TY, co będzie jak
      zabraknie rodziców?
      Nie wiem czy sama sobie możesz pomóc, czy masz na tyle siły aby się wyrwac z
      domu i być wreszcie wolna. Przeciez pomomo tej chorej opieki wcale nie czujesz
      się szczęśliwa, więc nie tędy droga. MOze jednak spóbujesz, przynajmniej spróbuj
      iśc na studia, złóż gdzieś papiery, nie jest za późno, przeciez i tak rodzice
      nie beda CIe utrzyymywali do końca życia. A mąż, dzieci itd. - czy to wszytsko
      co Cię moze czekać w życiu chcesz zastąpić rodzicami? Masz 19 lat - powinnaś byc
      dorosła. Co takiego jest na studiach z czym sobie wg CIebie i Twoich rodziców
      nie poradzisz? Wiele osób wyjeżdzając z rodzinnego domu boi sie zmian, to
      naturalne. Twoi rodzice CIe ubezwłasnowolnili, mieli obowiązek wychowac CIe na
      samodzielnego człowieka, mieli na to 19 lat, a ze swoich egostycznych pobudek
      zrobili z Ciebie kaleke i nadal w tym trwaja wmawiająć CI ze sobie nie poradzisz.
    • illiterate Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 08:40
      Jesli nie mozesz wyjechac na wakacje, moze znajdz prace w swoim miescie?

      Wiem, ze to brzmi absurdalnie, ale byc moze takie doswiadczenie podbuduje Cie
      na tyle, ze bedziesz mogla poczuc sie lepiej. Wlasna decyzja, male sukcesy
      (nawet w najglupszej robocie), swoja wlasna forsa... A nawet, jesli sie cos nie
      uda, to pozostanie Ci zawsze pare doswiadczen, o ktore bedziesz madrzejsza
      nastepnym razem.

      A po przerwie wakacyjnej co planujesz? Nie zamierzasz wyjechac na studia do
      innego miasta?
    • joanna10010 Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 08:47
      Mam syna w Twoim wieku. Też byłam nadopiekuńczą matką. Kiedy mój
      syn po ukończeniu liceum, powiedział że musi się usamodzielnić zdębiałam, w
      ukryciu popłakałam sobie. Mamy b.dobre warunki mieszkaniowe, a on nie chciał z
      nami mieszkać - myślałam. Wtedy było mi bardzo smutno.
      Dziś wiem, że to była **dobra Jego decyzja**. Usamodzielnił się.
      Pracuje, studiuje zaocznie. Pomagamy Mu w niewielkim stopniu. Jestem z Niego
      dumna. Kiedy sięgnę pamięcią do swoich młodzieńczych lat, to ... było bardzo
      podobnie. Uczyłam się z dala od rodziny. Początkowo było trudno,
      tęsknota.Wkracza się w zupełnie inne środowisko i zupełnie inne traktowanie
      człowieka. Ja dopiero w nowym środowisku odżyłam, poznałam nowe koleżanki,
      kolegów, chłopaka - którzy akceptowali mnie, taką jaka byłam. Miałam to
      szczęście (dodaję, że byłam b.nieśmiała). Z rodzicami miałam zawsze bardzo
      dobry
      kontakt.
      Ty jesteś jedynaczką - wiadomo, że rodzice martwią się o Ciebie.
      Ale to TY musisz podjąć decyzję o dalszej nauce. Myślę, że Twoi rodzice to
      mądrzy ludzie i ją zaakceptują. Jestem pewna, że sobie poradzisz, nie marnuj
      życia. Życzę powodzenia.
      • k873 Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 19:19
        Jeśli chodzi o wakacje,to zamierzam pracować-przynajmniej czegoś się nauczę i
        nie będę marnować czasu, siedząc w domu.Oczywiście chcę mieć bardzo jakąś
        pracę,ale też się boję-wiem,że nie zostanę np. kelnerką,bo byłabym w tym
        beznadziejna.A po wakacjach...sama nie wiem,poważnie zastanawiam się nad
        tym,czy nie zostać na rok w domu,a potem próbować się wyrwać do większego
        miasta.Nie wiem czemu,ale wydaje mi się,że to jest najlepszy czas na odzyskanie
        sił,bo zmienię otoczenie(obecne także źle na mnie wpływa,bo przypomina mi o
        przykrych doświadczeniach) i pozbędę się w końcu toksycznych
        znajomych.Teraz,nie czuję się niestety na tyle silna,żeby mieć pewność,że poza
        domem sobie poradzę.Mam nadzieję,że w końcu mi się uda,a jeśli nie...Hmm,o tym
        wolę na razie nie myśleć.Dziękuję za życzliwe odpowiedzi i zainteresowanie.
        • illiterate Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 19:31
          Myslisz, ze ten rok w domu Ci pomoze? W jaki sposob?
          Co zyskasz, mieszkajac jeszcze przez rok z rodzicami?

          Jesli nie czujesz sie na silach, moze sprobuj ten rok jakos dobrze wykorzystac -
          np na terapie. Nie wiem, jak duze jest Twoje miasto - jesli male, znajdz kogos
          w najbliszym duzym, bo 'po co ludzie maja gadac'. Spokojnie i pomalu zyskasz
          wiare w siebie, poznasz siebie sama lepiej i zdobedziesz sile do wyjechania z
          domu.

          Jesli trudno Ci bedzie zdobyc prace, pomysl moze o wolontariacie. To jest praca
          bez pieniedzy, ale za to z o wiele wieksza mozliwoscia poznania siebie i
          swiata, niz kelnerowanie. Mnie sama bardzo doswiadczenie wolontariatu umocnilo.
          (Szukaj w googlach - wrzuc 'centrum wolontariatu' np).

          A - mozesz tez pomyslec o tymczasowym wyjezdzie z domu.
          Jakis kurs, szkola przez pare miesiecy, cos w tym stylu - np cos co Ci sie moze
          przydac na przyszlych studiach (jezyk?). Wszystko zorganizowane i podane, ale
          gdzis mozliwie daleko. Bedziesz wtedy mogla zobaczyc siebie bez 'kontekstu' -
          rodzicow, domu, miasta, znajomych. Prawdziwsza taka :)
        • kryzolia Re: może to banalne,ale...DLUGI post 01.06.06, 08:17
          jesli naprawde chcesz zostac w domu jeszcze rok, (choc nie wiem po co) to
          przynajmniej idx do jakiejś np. dwuletniej pomaturalnej szkoły, choćby po to aby
          nie stracić tego roku odrywajac się zupełnie od nauki, bo wrócić jest trudno po
          takiej przerwie.A tak poza tym to warto iśc na studia, tam wcale nie musisz
          spotkać osób z któreymi wcześniej chodziłaś do szkoły, tam CIę nie bedą znać i w
          ten sposób zaczniesz swoje życie od nowa.
    • mskaiq Re: może to banalne,ale...DLUGI post 31.05.06, 09:20
      Mysle ze Sama wiesz czy dasz Sobie rade w obcym miescie czy nie. Moja Corka,
      zaraz po skonczeniu szkoly sredniej wyniosla sie z domu na studia i w czasie
      studiow prawie wcale nie korzystala z pomocy od nas, pracowala studiujac i
      radzila Sobie bez problemow.
      Zupelnie inaczej wygladala sprawa z moim Synem. Byl bardzo dlugo z nami. Mysle
      ze trzeba odejsc kiedy czujemy sie na silach, czasem lepiej poczekac i nie czuc
      sie z tego powodu gorszym. Wedlug mnie kazdy dojrzewa w roznym wieku, nie mozna
      tego na sile zmieniac bo czesto prowadzi to do powaznych problemow.
      Piszesz ze jestes rozpieszczona jedynaczka, w tym nie ma niczego zlego, bylas
      otoczona miloscia, potrzebowalas jej. Jest wiele rozpieszczonych jedynaczek
      ktore daja sobie swietnie rade, dojrzewanie nie zalezy od rozpieszczenia,
      chociaz taka opinia jest dosc powszechna. Mam wrazenie ze Twoje obecne problemy
      biora sie z tego ze winisz sie ze jestes gorsza i poczucia ze milosc Rodzicow
      Cie ogranicza, przez co probujesz pozbywac sie jej.
      Nie rob tego, poczekaj, znajdz Sobie zajecie w Swoim miescie, kiedy poczujesz
      ze jest czas na to aby odejsc z domu, odejdziesz.
      • k873 Re: może to banalne,ale...DLUGI post 01.06.06, 17:32
        Żeby było jasne-na pewno będę studiować,nie zamierzam siedzieć w domu przez
        rok,nic nie robiąc.Będę po prostu(najprawdopodobniej) studiować w miejscu
        swojego zamieszkania,a nie w jakimś większym mieście.Nie wiem,czy przez ten rok
        uda mi się coś zmienić,zobaczymy.
        • kryzolia Re: może to banalne,ale...DLUGI post 02.06.06, 10:03
          jeśli tylko masz mozliwośc studiowac tam gdzie mieszkasz to bardzo dobrze, o to
          chodziło abys sie uczyła.
          Ale w tym co piszesz jestes niekonsekwentna, mam wrazenie że sama sie gubisz w
          tym co chcesz, czego sie boisz, zmieniasz decyzje. Wpierw sie chcesz odciac od
          znajomych i dlatego m.in. nie chcesz wyjechac na studia, a teraz piszesz ze
          pójdziesz tam gdzie mieszkasz, a gdzie z pewnością spotkasz równiez jakiś
          znajomych z liceum.........
    • archi_joa Re: może to banalne,ale...DLUGI post 01.06.06, 18:47
      Gdy czytam Twój post widze siebie sprzed jakis 2 lat....tez bylam po maturze i
      zamiast sie cieszyc pograzalam sie w zlych myslach. Miom zdaniem powinnas przede
      wszystkim zastanowic sie dlaczego jestes taka. czy to wplyw rodzicow, moze jacys
      toksyczni znajomi? falszywi przyjaciele? moze wplyw atmosfery w lo? . Jesli juz
      ustalisz dlaczego jestes nieszczesliwa, postaraj sie od tego odciac. Ja tak
      zrobilam. Nadal mieszkam z rodzicami, studiuje niedaleko miejsca zamieszkania,
      ale zupelnie zmienilam srodowisko - mam nowych znajomych, zmienilam swoj wyglad,
      styl ubierania - slowem - nowy rozdzial w zyciu. I jest duzo lepiej - grupa mnie
      akceptuje, rozmawiam z wieloma osobami, mam bliskich znajomych. Ale jednak
      zmiana przede wszystkim zachodzi w psychice, nie na zewnatrz
    • b-beagle Re: może to banalne,ale...DLUGI post 01.06.06, 18:49
      Nie poddawaj się i nie mysl o sobie w ten sposób. Wyjedź na studia wbrew
      wszystkim. wierzę, że sobie poradzisz )))
    • agunia_29 Re: może to banalne,ale...DLUGI post 02.06.06, 12:35
      bo ja NIE MOGĘ nigdzie
      > wyjechać.Mimo tego nie umiem się też wściekać na rodziców,bo w jakiś sposob
      > ich rozumiem.Oni uważają,że
      > nie poradzę sobie sama w obcym mieście.
      (...)
      Jestem już
      > tym wszystkim niesamowicie zmęczona i znużona,chyba powoli się
      > poddaję.


      Może dlatego trzeba pokazać rodzicom, że nie jesteś małym dzieckiem które
      trzeba za rączkę prowadzić i właśnie sobie poradzisz!! Należałoby opuścić tych
      męczących, zmienić otoczenie bo ci tego potrzeba i wyjechać w siną dal.
      Zamiast narzekać to się spakuj i wyjedź narazie gdzie bądź byle z dala i
      odpocznij. Wrócisz to inaczej spojrzysz na świat i zdecyduj sie na konkretne
      studia może nawet poza miastem, gdzie poznasz nowych ludzi i będziesz poza
      kontrolą rodziców żebyś tylko ty miała wpływ na siebie nikt inny.
      Zwyczajnie ZMIEŃ OTOCZENIE.
    • asia8325 Re: może to banalne,ale...DLUGI post 02.06.06, 16:42
      Wiesz co, miałam trochę podobnych problemów, choć chyba nie aż w tak ostrej
      formie... i powiem ci jedno: jedyna moim zdaniem dobra rada dla ciebie to "skok
      na głeboką wodę". Wyjedź na studia, najlepiej na drugi koniec Polski, gdzie nikt
      cię nie będzie znał, gdzie będziesz mogła zaczać wszytsko od nowa... Zaufaj, nie
      minie pół roku jak z nieprzystosowanej do życia, niesamodzielnej jedynaczki
      staniesz się kimś zupełnie innym... Tylko trzeba chcieć, choć trochę i zdać
      sobie sprawę jakie błędy popełniało się wcześniej.
      Pozdrawiam i powodzenia
    • asia8325 Re: może to banalne,ale...DLUGI post 02.06.06, 16:45
      aha, i nie słuchaj tych bzdur że sobie nie poradzisz...
      Wiesz, moi rodzice całe życie chyba próbowali mi wmówić że w porówaniu z moją
      sosotrą jestem nikim... Prawie im się to udało. Dlaczego miałabyś sobie nie
      poradzić? co jest trudnego w zwykłąym codziennym życiu z dala od rodzinnego
      domu? Robienie zakupów, pranie, gotowanie? To że trzeab nauczyć się topografii
      nowego maista? Znaleźć nowych znajomych?
      Tak długo jak będziesz wierzyła, że sobie nie poradzisz- nei poradzisz sobie.
Pełna wersja