Dodaj do ulubionych

Mąż mnie nigdy nie uderzył

06.06.06, 09:15
Denerwuje mnie naiwne pytanie redaktorki: dlaczego ofiary przemocy nie
uciekaja od przesladowcy? A gdzie maja uciec? Najczesciej bez pieniedzy,
pracy, mieszkania. Gdzie sie maja podziac z dziecmi? W Polsce pomoc panstwa
dla ofiar przemocy to jakas paranoja. A wlasciwie dlaczego to one maja
uciekac tzn. wyprowadzac sie, ze wspolnego mieszkania? To chyba sprawca
powinien znalesc sobie nowe lokum. Moze ktos wreszcie napisalby artukul o tym
jak wyglada pomoc panstwa dla kobiet ofiar przemocy, ktore odwazyly sie uciec
od "meza". Dlaczego o tym nikt nie napisze?
--
Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
Obserwuj wątek
    • lela-62 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 10:12
      Bardzo dziękuję Gazecie za tekst o przemocy psychicznej. Jak wielce
      skomplikowany jest to problem, rozumieją tylko Ci, którzy jej doznają. Są
      kompletnie osamotnieni w walce z nią i kompletnie niezrozumiani. Dlatego tak
      potrzebe jest wsparcie. Mam 44 lata i od 20 lat mężatką właśnie w takim
      związku. Dopiero, niestety, od pół roku chodzę na terapię i dopiero teraz, o
      zgrozo, zaczynam rozumieć, dlaczego moje życie jest takie przegrane. To jest
      takie trudne, takie niejednoznaczne. Proszę, piszcie o tym częściej,
      nagłaśniajcie te sprawy, uświadamiajcie ludziom także, że to nie jest wstyd
      pójść do psycholoa. Ja zrobiłam to przynajmnije 10 lat za późno, ale może nie
      wszystko stracone...
      • obalmykaczyzm Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 10:39
        Hej, lela! Twoje zycie nie jest, jak piszesz, przegrane, skoro postanowilas cos
        z tym zrobic. DEcyzja pojsc do terapeuty jest wygrana - 10 punktow dla Ciebie.
        Mam nadzieje, ze terapeuta pomoze Ci odbudowac wiare we wlasna wartosc. A wtedy
        bedziesz mogla znalezc dosc sily aby odejsc. Bo absolutnie wszystko jest lepsze
        niz zycie w zniewoleniu.
        Sluchaj! strasznie dobrze jest zyc na wolnosci! A prawo jest po Twojej
        stronie, slyszysz? Szmat zycia przed |Toba. Trzymam kciuki.
        A on, jesli jest taki jak tu opisani, to sie nie poprawi. Oni sie nie
        poprawiaja - chyba, ze po wieloletniej terapii. A Ty nie masz na to czasu.
        Twoim najwaznieszym zadaniem jest ratowanie wlasnego zycia i ew, dzieci, jesli
        je masz. Dosyc sie juz naposwiecalas i naczekalas. Teraz Me-lela-62!
          • miauka Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 14:51
            Lela, tez uwazam, ze wygralas swoje zycie - pomysl o wszystkich kobietach, ktore
            do smierci nawet nie sprobuja sobie pomoc! Zycze wytrwalosci i pomyslnosci.

            Kiedys myslalam: jak mozna dac soba tak pomiatac, nie uciec, przeciez one same
            sobie to robia, moze to lubia? Teraz wiem, ze nie kazdemu udaje sie wyrwac z
            takiego lajna, tak jak nie kazdemu alkoholikowi udaje sie przestac pic, a
            twierdzenie, ze "moze to lubia" jest gleboko krzywdzace.

            Uwazam, ze winna takiego stanu rzeczy jest nasza zaklamana kultura, pelna
            hipokryzji religia, pelne agresji i przywiazane do stereotypow spoleczenstwo.
            Smutne.
            • fikus28 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 22:34
              Witam. Ja też zawsze dziwiłam się tym kobietom. Ale niestety punkt widzenia
              zależy od punktu siedzenia. Wyszłam za mąż i sama znalazłam się w takiej
              sytuacji. Rok po ślubie mąż mało nie zrobił ze mnie kaleki, dzięki opatrzności
              Bożej chyba udało mi się uniknąć udeżenia podstawą czaszki w upadający stołek
              kiedy mój "mąż" złapał mnie za kostki i poderwał do góry. Ale tłumaczyłam to
              sobie że przecież musiałam zasłużyć, bo zamiast siedzieć cicho robiłam mu
              wyrzuty że w środku nocy przyprowadził mi do domu pijane towarzystwo z imprezy.
              Poza tym przecież obiecał że już więcej mi tego nie zrobi. Moi drodzy rozwodze
              się z nim po prawie 5 latach małżeństwa, po tym jak w pijanym widzie nasikał mi
              w przedpokoju. I pytanie na koniec. Czy myślicie że moi znajomi kiedy im o tym
              opowiedziałam kiedy szukałam pomocy pomogli mi? Otóż 90% z nich mi poprostu nie
              uwierzyło. Dobrze że znalazły się dwie osoby które spróbowały otworzyć mi oczy
              w jakim piekle żyję. I dobrze że stało się to teraz a nie za 10 lat. Tym osobom
              będę do śmierci wdzięczna za to co dla mnie robiły i robią. Pozdrawiam.
                • fikus28 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 07.06.06, 20:58
                  Dziękuję. Staram się trzymac twardo, ale z takiego związku jest strasznie
                  trudno się wyrwać. Uzależnienie od tej drugiej osoby i wmówiony przez nią brak
                  własnej wartości i wiary we własne siły są tak trudne do pokonania jak K2. Ale
                  gdy znajdzie się choćby jedna osoba która daje wsparcie w takiej chwili
                  wyzwolenie staje się dużo łatwiejsze. Pozdrawiam wszystkich cieplutko.:))
                    • fikus28 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 08.06.06, 09:33
                      Fakt. Takie związki przez psychologów nazywane są sadystyczno -
                      masochistycznymi. I też myślałam tak jak Ty. Ale powtarzam jeszcze raz punkt
                      widzena zależy od punktu siedzenia. Wyobraź sobie że jesteś z ukochaną przez
                      Ciebie osobą, że jej ufasz i wierzysz że ona też Cię kocha, wiążesz się
                      sakramentalnym więzem małżeńskim, przysięgacie sobie przed ołtarzem i....jest
                      coraz gorzej. U mnie dużą rolę odegrała wiara, powtarzałam sobie że skoro mam
                      ślub kościelny to nie wolno mi od niego odejść, potem zaczęłam wierzyć że sama
                      sobie nie poradzę, że nie będę potrafiła sama o siebie zadbać, że jestem do
                      niczego, że nie mam prawa do własnego zdania. Dopiero pomoc prawdziwych
                      przyjaciół i psychologa pozwoliła mi się uwolnić. Mineło prawie pół roku a ja
                      nawet po rozmowie telefonicznej z nim trzęsę się jak baranie jajo. On np.
                      dzwoni kiedy jajestem w pracy, albo w nocy i nawija mi makaron na uszy. Jaka to
                      ja jestem okrutna i zła do szpiku kości, gra na moich uczuciach i wierze, albo
                      prosi i płacze w słuchawkę albo grozi i wyzywa. To nie jest ani łatwe ani
                      przyjemne. Wmówił naszym (patrz jego) znajomym że to moja wina że to on jest
                      ofiarą, że ja go wyrzuciłam z domu bez powodu, a on biedaczek jest na dnie
                      rozpaczy i nie może się pozbierać. 70% znajomych odwróciło się ode mnie.
                      Naprawdę to nie jest takie proste jak się wydaje. Pozdrawiam.
                  • niebo55 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 08.06.06, 01:23
                    Zgadzam sie całkowicie.Wsparcie jest niezbędnt tak jak kąt do mieszkania i
                    srodki do życia. Myślę że generalnym problemem jest nie dać się całkowicie
                    uzależnić od drugiej osoby.Nie dać się odciąć od znajomych , przyjaciół,
                    rodziny , nie rezygnować z obszaru swoich zainteresowań, szkoły nauki, pracy.
                    Kiedy ktoś tzn partner( bo to działa w obie strony) codziennie wmawia nam i
                    naszym dzieciom ( tez przez to przechodziłam)że jeteśmy nikim, bez wartości ,
                    głomby, zero itp.że gdyby nie on/ona to skończyli byśmy w przytułku albo na
                    ulicy, że tylko on/ona jest naszą jedyną ostoja itp.itd to zaczynamy myślec że
                    może żeczywiście to prawda, chociaż w głebi duszy czujemy ze on/ona nie ma
                    racji. Odejść jest bardzo trudno, a jeszcze trudniej się z tego na stałe
                    wyleczyc. wystarczy że ponownie pomieszka sie z partnerem i on/ona zacznie znowu
                    używać przemocy psychicznej -to poczucie krzywdy i zachwianie poczucia własnej
                    wartości wraca.A może to że np. nasze rodzeństwo próbowało nami drygować i
                    ugruntowało w nas poczucie niższej wartości bo zawsze we wszystkim było lepsze
                    wpływa na skłonność do stawania się ofiarą przemocy psychicznej!!!. Moja siostra
                    po dziś dzien traktyje mnie jak nieco głupsza albo miej zaradną, chociaz tak juz
                    nie jest.!! Kończąc uważam .że w każdym przypadku, nawet w udanych rodzinach,
                    nie mozna zgodzić sie na to aby któryś z partnerów był całkowicie zależny od
                    drugiego, bo nawet w dobrych rodzianch zdzaza sie choroba, wypadek ,nagłe
                    niezczęście ?? i odchodzi ten kto utrzymywał rodzine, a druga osoba zostaje sama
                    bez środków do zycia, bez znajomych przyjaciół. Wtedy dopiero jest trudno żyć
                    nawet jeśli nie było sie ofiarą. Koniecznie trzeba mieć własni życie i
                    srodowisko żeby w takich razach móc żyć dalej, żeby nie walił nam się w gruzy
                    dorazu cały świat.Pozdrawiam
                  • xanaxy Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 12.06.06, 20:42
                    Dramat zaczyna sie w rodzinnym domu.Ofiary przemocy juz byly ofiarami, nim
                    wyszly za kolejnych psychopatow. Trzymajcie sie dziewczyny.Jaknajdalej od
                    manipulatorow / prawnikow szczegolnie, bo to oni w majestacie prawa rozgrywaja
                    swoje chore emocje/, tez od wojska,policji i "cieplych" / na poczatku!!!/
                    facetow. Nikr tak nie potrafi udawac, jak psychopaci. Oni istnieja naprawde, a
                    nie w filmach tylko.
      • joanna_can Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 22:23
        Odeszlam od meza 18 lat po slubie (przemoc fizyczna/psychiczna) nie moge sama
        siebie zrozumiec dlaczego tak pozno.

        Ale - w sumie to niewazne kiedy. Wazne, ze sie zdecydowalam. Od tego dnia
        jestem naprawde szczesliwa. Z jednym wyjatkiem - nie wyobrazam sobie, zebym
        sie mogla po raz drugi z kims zwiazac... Flirt, randka - tak, ale nic na
        stale.
    • abch1 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 15:43
      Wiem co to znaczy. Właśnie mija rok, jak skończyłam to. Groził, że popełni
      samobójstwo, ale zmieniłam numer telefonu, wyprowadziłam z mieszkania. Dziś
      świat jest piękny, a ja umiem się tym cieszyć. Życzę wszyskim kobietom w takiej
      sytuacji więcej wiary w siebie i swoje możliwości.
    • axial_force dlaczego jest mowa tylko 06.06.06, 16:26
      o kobietach-ofiarach? mało jest kobiet-terrorystek, które swoimi humorami
      zatruwają życie mężom i całym rodzinom?

      sam przerobiłem taki związek (na szczęście wyłącznie na poziomie zwykłego
      chodzenia ze sobą), pozatym w mojej rodzinie i wśród moich znajomych też jest
      wiele takich przypadków

      wizja wyłącznie męskiej tyranii w związkach to mit, może ktoś pokusi się by
      pokazać drugą stronę medalu?
      • elpicador Re: dlaczego jest mowa tylko 06.06.06, 18:55
        Pewnie dlatego, że jest to periodyk dotyczący kobiet ;)
        Jednak sam chciałem zadać to same pytanie. Mam za sobą 10 lat życia w przemocy
        psychicznej, tej ze strony kobiety. 10 lat zmarnowanego życia, stresów,
        awantur, wysłuchiwania jaki to jestem beznadziejny a ona wspaniała i nie
        popełniająca błędów.
        Na szczęście cała sprawa już się kończy, wkrótce się wyprowadzam :)
        • joanna_can elpicador - to, o czym piszesz 06.06.06, 23:04
          to nie jest przemoc psychiczna. To zwykla upierdliwosc. Nie staram sie
          pomniejszyc twojego problemu, wierze ze istnieje, ale nie spelnia pewnych
          warunkow przemocy.

          Faktem jest, ze przemoc w rodzinie dotyczy glownie kobiet - one generalnie sa
          ofiarami. Oczywiscie zdarza sie inaczej (zawsze sa wyjatki).

          Przemoc nie zalezy (w kazdym razie nie do konca zalezy) od kultury danego
          kraju, jezyka, religii... Jest wszedzie. W pewnych jednak krajach jest lepiej
          zorganizowana pomoc (pisze z Kanady - tu jest naprawde postawione to na duzo
          wyzszym poziomie niz w Polsce). Bez tej pomocy jest trudno. W Polsce wszystko
          jest dopiero w powijakach. I tak lepiej, niz 23 lata temu, kiedy wyjezdzalam.
          Bedzie jeszcze lepiej. (Niestety beda tez nastepne ofiary...)

          • mis22 Ofiary przemocy sa obu płci 07.06.06, 08:51
            axial_force napisał:
            > o kobietach-ofiarach? mało jest kobiet-terrorystek, które swoimi humorami
            > zatruwają życie mężom i całym rodzinom?

            > sam przerobiłem taki związek (na szczęście wyłącznie na poziomie zwykłego
            > chodzenia ze sobą), pozatym w mojej rodzinie i wśród moich znajomych też jest
            > wiele takich przypadków.

            > wizja wyłącznie męskiej tyranii w związkach to mit, może ktoś pokusi się by
            > pokazać drugą stronę medalu?

            To prawda! Ale mity sa nieodlaczna cecha naszej kultury. Inny problem to
            sterotypy myslowe sedziow udzielajacych rozwodu. Zwykle "z definicji" przyjmuja
            oni, ze pokrzywdzona jest kobieta. Nawet jesli jest to oczywista "Herod-baba"
            terroryzujaca wszystkich wokol. Przemoc, szczegolnie psychiczna, nie jest
            ograniczona do jednej plci.
          • sternsternhard Re: elpicador - to, o czym piszesz 07.06.06, 08:52
            > to nie jest przemoc psychiczna. To zwykla upierdliwosc. Nie staram sie
            > pomniejszyc twojego problemu, wierze ze istnieje, ale nie spelnia pewnych
            > warunkow przemocy.

            tak samo jak nie istnieje przemoc psychiczna, to po prostu okazywanie miłości
            przez mężczyznę.

            Ech Joanno, walczysz z jedynmi stereotypami, a powielasz inne.
            --
            Nowa karta do głosowania:
            [ ] PiS
            [ ] Nowe wybory
        • lucusia3 Re: dlaczego jest mowa tylko 07.06.06, 11:11
          Zgadzam sie, że zaburzenia psychiczne (a to co opisano to moim zdaniem nie mozna nazwac normalnością)sa podzielone równo między kobiety i mężczyzn. Tylko nie słyszy sie za często o pobitych mężczyznach, którzy będą kalekami do końca życia. Również nie słyszy sie o żonach zabraniających wyjść mężowi z domu, a artykuł był o takich drastycznych przypadkach.Nie słyszałam o tak zagłodzonych mężach, żeby nie pozwalało to na posiadanie dzieci (znam taki przypadek, oboju po doktoratach). "Normalna" upierdliwość to chyba nie to.
          Winne jest tu głównie wychowanie i akceptacja społeczna, a może udawanie, że się nic nie widzi.
          Może tak PIS, który lubi się zajmować dewiacjami, zajmie sie też tymi. W końcu rodzina to dla nich priorytet, a dzieci tak wychowywane nie moga sie normalnie rozwijac i normalnie potem żyć.
        • leo_tax Re: dlaczego jest mowa tylko 07.06.06, 13:25
          elpicador napisał:

          > Pewnie dlatego, że jest to periodyk dotyczący kobiet ;)
          > Jednak sam chciałem zadać to same pytanie. Mam za sobą 10 lat życia w
          przemocy
          > psychicznej, tej ze strony kobiety. 10 lat zmarnowanego życia, stresów,
          > awantur, wysłuchiwania jaki to jestem beznadziejny a ona wspaniała i nie
          > popełniająca błędów.
          > Na szczęście cała sprawa już się kończy, wkrótce się wyprowadzam :)

          A widzisz..........ja jestem w podobnej sytuacji lecz nie potrafie tego
          zakończyc.Nie wiem, ale ja się jeszcze łudze że cos sie zmieni.....choć nic na
          to nie wskazuje - jak to mówia :WYOBRAZNIA TO POTĘGA :)A może to tkwienie jest
          w jakimś sensie formą pewnego zobowiązania - założyłem rodzinę , mam dzieci i
          co?? tak poprostu odejść?

          pozdr
        • fikus28 Re: dlaczego jest mowa tylko 07.06.06, 21:06
          Macie rację panowie, są takie kobiety które "kastrują" psychicznie swoich
          mężów. Sama widziałam parę takich małżeństw. Ale o tym mówi się żadziej gdyż
          żadziej mężczyźni przyznają się do bycia w takim związku, do bycia obiektem
          przemocy psychicznej ze strony kobiety. Żadziej też szukają pomocy. I tu
          pokutuje mit silnego maczo którym powinien byc każdy facet i zapyziały kult
          patriarchatu w naszym społeczeństwie. Facet nie ma prawa się skarżyć, bo to by
          było zaprzeczenie jego męskości. A ja się pytam z jakiej paki???? Wy tak samo
          jak i my zasługujecie na pomoc i wsparcie. Pozdrowionka.
      • leo_tax Re: dlaczego jest mowa tylko 07.06.06, 13:19
        > wizja wyłącznie męskiej tyranii w związkach to mit, może ktoś pokusi się by
        > pokazać drugą stronę medalu?

        Przeciwnie - to nie żaden mit - jesteśmy społeczeństwem patryjalchalnym, gdzie
        dominuje stereotyp Pana i Władcy.I czy sie komuś podoba czy też nie - tego typu
        zjawisko w przeważającej częsci dotyczy mężczyzn.
        pozdr
    • megxx Tak, wolność jest piękna! 06.06.06, 16:37
      Tylko trzeba ją samej wywalczyć. Nie ma gdzie szukać skutecznej pomocy, nie pomoże darmowy prawnik w ośrodku-bo zapomni dodać najważniejszej informacji, nie pomogą sąsiedzi, łatwiej udawać, że nic nie słyszeli, nie pomoże policja, bo trzeba dokładnie wytłumaczyć, czy na pewno istnieje zagrożenie zdrowia, czy zycia, by była interwencja... ( a ponoć nie powinni pytać w ogóle, tylko natychmiast przyjeżdżać), nie pomoże...

      Tylko skuteczna kampania w mediach-non stop, lekcje prowadzone przez profesjonalistów o przemocy, uczenie co to jest przemoc(np. już wulgarne odezwanie do drugiej osoby)od podstawówki-daje nadzieję, że zahamujemy to zjawisko w Polsce.


      A tekst specjalisty z artykułu:
      - Klasyczna ofiara przemocy psychicznej - powiedział Krzysztof Sarzała, szef Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku. - Jej historia jest nudna i męcząca. Ludzie uważają, że nie powinna narzekać, skoro mąż jej nie bije, albo natychmiast odejść od niego.

      Czy zdanie: "Jej historia jest nudna i męcząca." dotyczy jego odczucia, czy może jest komentarzem do reakcji "ludzi" z kolejnego zdania?

      Jeżeli to jego odczucie-to właśnie obraz jak wielu "fachowców" traktuje ofiary przemocy domowej.



    • piekielnica1 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 17:02
      Zdaje się, że Magdalena Środa wystąpiła kiedyś na jakimś Bardzo Wysokim Forum z
      takim tematem i straciła stanowisko.
      Twój apel jest przeciw PRAWDZIWYM WARTOŚCIOM
      Podobno tylko feministki i lesbijki poruszają ten temat próbując naruszyć
      fundamenty Prawdziwej Rodziny.
      Dla dobra tej RODZINY należy cierpieć z godnością.
      • lady_bee1 A Ty dźwigaj ten krzyż 06.06.06, 17:59
        Tak, a Ty babo dźwigaj ten krzyż, a Pan Ci to w niebie wynagrodzi. Pogląd Panów
        bijących żony jest oczywisty, jednak wiele kobiet uważa tak samo. W
        miejscowości, gdzie się wychowałam, wiele kobiet obrywało oo swoich żywicieli i
        co najgorsze nie widziały w tym nic złego. W końcu to chłop, ma tyle na głowie
        i musi jakoś odreagować. One jak owce szły na rzeź z imieniem Boga na ustach.
        Czasem tylko coś tam między sobą, po cichu ponarzekały i się rozchodziły - taka
        minigrupa wsparcia a miejscowy ksiądz zamiast zbesztać faceta tłukł im do
        głowy, że tak to już na świecie musi być. Może nie ze wszystkim zgadzam się ze
        Środą, jednak w tym przypadku stoję za nią murem. Kościół katolicki nie
        piętnuje roli męża Pana i Władcy. On może być chamem, mieć zły humor, przyłożyć
        babie i dzieciakowi drągiem po plecach. Konopielka Panie...
        • krolroger Nie da sie zlikwidowac problemu systemowo. 06.06.06, 18:28
          Problemu przemocy nie da sie rozwiazac systemowo. Nie wazne czy to przemoc w
          rodzinie w pracy czy gdziekolwiek indziej. Z tego co wiem stan malzenski w/g
          prawa moze ulec rozwiazaniu, mozna wydac nawet zakaz zblizania sie itd. Niestety
          to wszystko wymaga elementarnej chęci i odwagi do obrony. Wszelkie komentarze
          obwiniajace za to cokolwiek lub kogokolwiek wydaja mi sie bez sensu. O nasze
          dobro przede wszystkim powinnismy dbac sami, panstwo moze nam w tym ewentualnie
          tylko pomoc.
            • tymon99 to nie ma nic do rzeczy!! 06.06.06, 23:36
              mark.parker napisał:

              > Czegoż można się spodziewać w kraju, w którym Wierzejski otwarcie nawołuje do
              > przemocy, a weszpolaczek jest wicepremierem?

              a słyszałeś, żeby ktoś zaczął dręczyć żonę dopiero po ich dojściu do władzy?? te
              historie trwają latami, przez wiele rządów i ustrojów..
          • magdacan Re: Nie da sie zlikwidowac problemu systemowo. 06.06.06, 19:55
            Zgadzam sie z tym, ze o nasze dobro powinnismy dbac sami. Ale jak to zrobisz
            jezeli mieskasz w jednym mieszkaniu z kims kto Cie dreczy psychicznie i
            fizycznie masz np. dwoje malych dzieci i nie pracujesz. Wiesz co bedzie sie
            dzialo w domu gdy on dowie sie o zlozeniu sprawy o znecanie albo o rozwod? Ja
            wiem. Wiec jak sobie pomoc jak nie masz dokad pojsc ani tez nie masz kogos, kto
            Ci pomoze? Odwaga do obrony? A jak moze bronic sie slaba, udreczona kobieta
            przed swoim katem mieszkajac razem z nim? Moze mi cos podpowiesz?
            --
            Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
            • mahadeva Re: Nie da sie zlikwidowac problemu systemowo. 07.06.06, 11:58
              szczegolnie, ze kultura wymaga, zeby to meznie znosic :) i koniecznie miec
              chlopa, chociazby dreczyl... tak postepuja wszystkie moje kolezanki, a ja
              poczulam sie dziwnie na prawde, gdy zrezygnowalam z tego zycia po bozemu z
              dreczacym facetem, dodam ze pochodze z wawy, mam b dobre wyksztalcenie i b
              dobra prace, ale te glupie zasady kulturowe panuja wszedzie. strasznie sie
              ciesze, ze wreszcie zaczyna sie o tym glosno mowic!
            • nela42 Re: Nie da sie zlikwidowac problemu systemowo. 08.09.06, 01:04
              Nie umiem zrozumieć dlaczego kobiety mówią o tym,że nie mają nikogo obok siebie?
              takich samotnych rzeczywiście jest chyba mniejszość.Rodzice,ktokolwiek, nawet
              sąsiad.tylko problem moim zdaniem polega bardziej na wstydzie i zakładaniu
              zgóry,że nikt mi nie pomoże.Czasami bardziej jesteśmy przyzwyczajeni do życia z
              oprawcą/już go znamy jest oswojony/niż chcemy mówić o tym głośno,strach przed
              nowym, wstyd nas paraliżuje,kwestia wiary i złożonego ślubowania,najpierw
              trzeba uwolnić umysł od takich lęków, jestem pewna ,że jest wiele osób i
              instytucji mogących pomóc.
              • marklips Nie da sie zlikwidowac problemu?Tragedie w Polsce! 18.12.06, 17:18
                Gdyby tak jak jest za Odra,Pan uderzylby ciezarna kobiete w 6 miesiacu,
                zostalby zaaresztowany a prokurator automatycznie zalozyl by sprawe
                do Sadu.Niestety w malych miejscowosciach,jak n.p.Slupca(Wielkopolskie)
                proba morderstwa,kobiety i jej nienarodzonego dziecka,swietnej matki 2 corek,
                kobiety wykszalconej,ze wzgledu na jej meza(!!),ktory jest oprawca,
                nie jest dla prokuratury w Slupcy,zagrozenniem,czyli prokurator
                jest wspolwinny,takiej probie mordowania dziecka.

                To sa fakty.Piszcie,protestujcie.
                Im wiecej komentarzy,stron internetowych,tym lepiej dla kobiet i dzieci.

                Ile jeszcze dzieci,przez milych dla spoleczenstwa i ..dla szkoly,
                pseudo ojcow,beda na sciane rzucane a policja,
                nie anlizuje,przez Psychologa dzieciecego,tragedii dzieci,
                zakladajac tylko niebieska karte.

                Polski system i sadyzm zaczyna byc w EU znany.
                Protestujcie.Zmieniajcie ten makabryczny system.
          • michos56 Re: Nie da sie zlikwidowac problemu systemowo. 07.06.06, 05:00
            chyba nie masz racji twierdzac, ze komentarze obwiniajace (itd) sa bez sensu.
            mowienie o sprawach, o ktorych ofiary nie maja pojecia, ze nie tylko je spotyka
            taki los ma wielki sens. To dla ciebie jest oczywiste, to co jest oczywiste -
            pewnie nie jestes ofiara - mysle, ze wsrod czytelnikow(czek) podobnego do tego
            tekstow, bedzie niejedna ofiara, ktora, daj Boze, zacznie myslec po nowemu i
            wyrwie sie z piekla. To nieprawda, ze tego nie da sie rozwiazac "systemowo". W
            USA takie systemowe dzialanie, kiedy policja wkraczajaca w sprawy rodzinne (u
            nas tabu?)dziala wg scisle okreslonych procedur, juz przynosi widoczne efekty w
            postaci zmiany obyczajowosci co jest z oczywista korzyscia nie tylko dla
            potencjalnych ofiar, ale takze dla niedoszlych krzywdzicieli, ktorzy na dobra
            sprawe tez sa ofiarami swoich zaburzen. Nie, akurat tego rodzaju rodzinnych
            patologii nie mozna pozostawiac do rozwiazywania wg sloganu: niech kazdy radzi
            sobie sam.
          • mrs.bovary Re: Nie da sie zlikwidowac problemu systemowo. 07.06.06, 09:02
            To nie tak prosto jak ci sie wydaje, niestety. Syndrom ofiary, zniewolenie też
            kiedys wykorzystywano systemowo. z tym na szczęście, przynajmniej częściowo
            dalismy sobie radę. Teraz "systemowo", jak npisałeś, trzeba powalczyć o
            jednostki. Próbować wpłynać na nawyki myślowe, na wygodnictwo mentalne właśnie
            tych, którzy są obok ofiary. Bo sama ona, ofiara (kobieta, mężczyzna, dziecko),
            po latach przystosowywania sie do humorów, podłości, różnego rodzaju
            podświadomie nawet stosowanych strategii - nie obroni sie sama. Tym bardziej,
            że w około ciagle słyszy: "tak maja wszyscy", "świat nie jest
            idealny", "przeciez on nie jest taki zły", "pomyśl o dzieciach" itd itd itd itd
    • vitoria3 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 19:00
      Nie uciekają, bo po takim praniu mózgu są święcie przekonane, że to z nimi jest
      coś nie tak, że są słabe, że to one są chore psychicznie. I faktycznie, po
      kilku latach takiego towarzystwa każdy by był skrzywiony. Ale jeśli mają
      dzieci, to robią im regularne świństwo. Bo dziecko przecież nie może powiedzieć
      o tatusiu, że jest zły, jak akurat na swój atak szału. I dziecko nie może
      zwiać, ono naprawdę nie ma gdzie, no chyba że w patologię :(
    • aniaczepiel Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 19:06
      Przykład:

      "Gdy pytałam, czy w takim razie mogę znaleźć pracę, mówił, że nie. Czemu nie?
      Bo nie"

      Czemu te molestowane psychicznie kobiety nie rozumieją, że wyjście za mąż nie
      jest równoznaczne z poddaniem się woli małżonka i że małżeństwo nie pozbawia
      jej ani jednego prawa człowieka? Przecież to takie oczywiste.
      --
      Błagam o pozwolenie na jeszcze jedno chociażby spotkanie z jego cieniem. Z
      tęsknotą rozmawiam czasami sama ze sobą. Ludzi, co Polski nie kochają, pomijam.
      Krytycy Marcinkiewicza i PiS
      • dascha.semcov A ja się dziwię 06.06.06, 19:17
        Sama doświadczyłam przemocy psychicznej, akurat w moim przypadku była to matka.
        Odebrała mi poczucie bezpieczeństwa i bezpieczny dom. Nawet teraz, po
        dziewięciu latach, które minęły od mojej wyprowadzki, śni mi się często i nie
        są to przyjemne sny.
        Dlatego dziwię się tym kobietom, nie temu, ze trwają w takim stanie, ale temu,
        że wplątały się w taki układ.
        Dzwonek alarmowy powinien pojawić się już na początku, po pierwszym akcie
        dokonania przemocy, bo teraz będzie już dużo trudniej.

        Był taki dzień, kiedy moja matka sprawiła, że przestałam ją kochać, a zaczęłam
        się jej bać - i od tej chwili nie robiłam nic innego, tylko planowałam ucieczkę.
        Udało się, trzeba tylko znależć w sobie siłę, zacząć zachowywać się asertywnie -
        nabrać pewności siebie, wiary we własne siły i jest to pierwszy krok do
        uniezależnienia się od sprawcy-kata.

        To, że teraz będzie trudniej, nie oznacza, że się nie uda.
        • vitoria3 Re: A ja się dziwię 06.06.06, 19:30
          Brawo Datscha. Taka ucieczka od kata to cały proces. Wiem jakie to okropne, jak
          całe Twoje dorastanie jest podporządkowane planowaniu ucieczki - to powinien
          być czas wzrostu, rozwoju... :/ Trudno to potem nadrobic, tym bardziej, że
          później, wcześniej czy później trzeba będzie się z tym całym nagromadzonym
          przez dorastanie w ciągłym poczuciu zagrożenia strachem skonfrontować, żeby go
          wreszcie pokonać...
          no i jeszcze wyjście z nałogów - jedynych dostępnych ucieczkach, kiedy ta
          prawdziwa, fizyczna nie była jeszcze dostępna :(
          Niezły bagaż do prostowania...
          • therania Re: A ja się dziwię 07.06.06, 08:02
            Sama doświadczyłam przemocy psychicznej i przez 10 lat nie potrafiłam uciec od
            swojego kata. Teraz mam to już za sobą i mimo, że nie jest mi łatwo, mam troje
            dzieci,cieszę się każdym dniem bez niego.Do dzisiaj próbuje mną manipulować i
            odzyskać władze jaką miał , ale ja jestem już uodporniona.Życzę każdej z
            bohaterek artykułu odwagi.I wierzę, że znajdą w sobie siłe by uwolnią się od
            swoich katów. Trzymam za Was kciuki
            Joanna
        • izabella1991 Re: A ja się dziwię 06.06.06, 19:34
          Doskonale Ciebie rozumiem!
          Ja rowniez swoje dziecinstwo wspominam jako pieklo na ziemi!Sama siebie
          podziwiam za to,ze udalo mi sie z tego wyjsc!
          Fakt,nie bylo lekko....nerwice mam do dzis!Dla mnie moi ,,starzy" sa obcymi
          ludzmi,mieszkam daleko od nich(w Hiszpanii)ale z checia zamieszkalabym nawet na
          ksiezycu:-)))Te dziewczyny dla dobra Swojego i dzieci
          powinny....zalatwic ,,Pana i wladce" na amen!
        • macsad Re: A ja się dziwię 06.06.06, 22:30
          Być może jest to szerszy problem. Być może ofiara jest psychicznie
          ubezwłasnowolniona i to ubezwłasnowolnienie przejawia się w każdej relacji kat-
          ofiara? Więźniowie obozów koncentracyjnych rzadko dopuszczali się przemocy w
          swojej obronie mimo że posiadali nad katami ogromną przewagę liczebną, która
          być może pozwalała równiez na uzyskanie przewagi siłowej? Być może nieodłącznym
          elementem relacji kat-ofiara jest właśnie uległość i to ona stanowi motor
          postępowania kata? nie weim, szkoda...
        • evonea Re: A ja się dziwię 07.06.06, 10:56
          Łatwo powiedzieć, że przy pierwszym ataku powinien pojawić się sygnał alarmowy.
          Ale jak to jest też w artykule, pierwsze sygnały my kobiety utożsamiamy z jego
          wielką do nas miłością: nie wychodź bo przecież ja nie wychodzę, tak bardzo Cię
          kocham że chce spędzać każdą chwilę z Tobą więc Ty kochasz mnie mniej bo wolisz
          spędzić ten dzień z koleżanką. Tak to zaczęło się u mnie. I pomyślałam: może
          rzeczywiście, od razu po pracy on biegnie do domu, a ja jestem niewdzięczna
          tak bardzo, nie doceniam. A potem jeśli raz pozwolimy wszystko nasila się.
          Dlaczego nie ucieka się wtedy? I tu też jak z artykułem: ponieważ nie każdy
          dzień tak wygląda: gdy jesteśmy już podporządkowane, stłamszone, słownie
          zmanipulowane, przyjaciół już nie mamy to większość dni wygląda dobrze:
          siedzimy w domu, sprzątamy, gotujemy, wychowujemy dzieci -> a ta tzw. 'sesja'
          to raz na jakiś czas - podejrzenia, krzyki, wymówki, słowne manipulowanie i
          obrażanie. Ale większość dni normalna: normalna w jego znaczeniu, ale z czasem
          i my przyjmujemy tę usłużną normalność. Po jakimś czasie zaczynamy zastanawiać
          się: najbliższa mi osoba myśli o mnie tak źle, jak więc nie ma być to prawdą,
          przecież on sam mówi, że chce tylko mojego dobra, ja jestem zła, źle myślę, źle
          się zachowuje -> ja muszę się zmienić, być jeszcze lepsza w czymkolwiek on chce
          żebym była lepsza.
          I tak to wygląda właśnie od tego pierwszego dzwonka.
          Najgorsze według mnie jest to, że nawet jak kobieta zwróci się o pomoc,
          powiedzmy na policję, to czym dla policji jest w naszym kraju przemoc
          psychiczna? Czy jest z tego siniak, czy jest na to jakiś dowód, czy można
          udownodnić tak naprawdę, że jest się ofiarą przemocy? Jak? Opowieścią?
          Powiedzą: sama jest sobie winna, że się na coś takiego zgadzała. Że się
          zgadzała by ją ta traktować.
          Ja się zgadzałam. I dalej kocham swojego mężczyznę całym sercem, ale rozumiem,
          że to nie ja jestem chora (misiącami wmawiał mi depresję), ale on. I nie umiem
          mu pomóc. Nie wiem jak miałabym to zrobić. Przez cały tez okres, w którym
          byliśmy razem każda moja skarga, moje wątpliwości kwitował zdaniem: 'Ja nie mam
          sobie nic do zarzucenia' i gdy już nie jesteśmy razem, dalej ma do zarzucenia
          wiele tylko mnie.
        • agnieszka_k86 Re: A ja się dziwię 07.06.06, 16:20
          Ja doswiadczylam przemocy psychicznej najpierw w domu ze strony ojca, potem w
          zwiazku z mezczyzna ktory wydawal sie innym typem czlowieka niz moj ojciec.
          Czemu kobiety pakuja sie takie zwiazki?Nie wiem czemu inne kobiety, ale wiem
          czemu ja. Mezczyzna z ktorym bylam zwiazana nie byl taki od poczatku. Chociaz
          teraz z biegiem czasu analizujac wszystko zaczynam dostrzegac, ze byly sytuacje
          ktore powinny wtedy dac mi do myslenia. Ale nie daly. Bylam zbyt zakochana. I t
          chyba jest odpowiedz czemu wpakowalam sie w taki zwiazek. Milosc zaslepia i
          oglupia. Bylam z nim 3 lata. Nie bylismy malzenstwem, nie mieszkalismy nawet
          razem a jedynie od czasu do czasu pomieszkiwalismy. Na kazdym kroku dawal mi
          odczuc ze jestem od niego gorsza. Ze jestem glupsza, ze mam gorsza prace, ze
          pochodze z gorszej rodziny, gorszego srodowiska. Ze nie nadaje sie do niczego.
          Duzo by wymieniac. Trwalo to jakis rok. Potem mnie uderzyl. Pierwszy raz i
          mocno. Bolalo jednak mniej niz slowa ktore slyszalam od niego wczesniej. Potem
          tlumaczyl sie ze zasluzylam bo wygadywalam glupoty. Doslownie tak powiedzial.
          Przez caly zwiazek z nim zmienilam sie diametralnie. Z pelnej zycia, energii i
          zdolnej przenosic gory dziewczyny stalam sie zamknieta w sobie, przerazona i
          przekonana o wlasnej beznadziejnosci. On mnie taka uczynil. Stopniowo zaczelam
          zrywac kontakt z przyjaciolmi. On nie chcial zebym sie z nimi widywala. Bo go
          zdradzam, bo gdy wychodze na kawe ide sie puszczac. Nie poszlam na studia bo on
          przekonal mnie ze to w moim przypadku i tak nie ma sensu. Za namowa mamy
          uczylam sie w szkole policealnej. Ale i z tego szybko zrezygnowalam. Po 3
          latach zwiazku odeszlam. Jak to sie stalo? Jak znalazlam sile? Po ktorejs
          awanturze i kolejnych wyzwiskach powiedzialam o wszystkim co przezywam mojej
          matce. To ona, jej siostra i moja przyjaciolka (poznalam ja jakis czas
          wczesniej) pomogly mi odejsc. Nie udalo sie od razu. Gdy pierwszy raz
          powiedzialam ze odchodze uderzyl mnie. Za drugim blagal na kolanach zebym
          zostala. Potem chcial podcinac sobie w mojej obecnosci zyly. Potem byly
          prezenty i kwiaty (pierwszy raz w zyciu, potem grozby ze mi cos zrobi jesli
          odejde. Chcialam uciec. Wszystko bylo juz w zasadzie zaplanowane, zalezalo
          tylko od jednej osoby. Osoba zawiodla, w sumie nie mam pretensji, to obcy
          czlowiek. I wtedy pewnego dnia znalazlam w sobie sile by odejsc. I nie
          obchodzilo mnie nawet to, ze on np mnie pobije, czy zabije nawet. Bylo mi
          wszystko jedno. Przeciez pozostanie z nim rowniez oznczalo powolna smierc.
          Odeszlam. Przetrwalam proby zastraszania, grozby, nachodzenie. Bylam nagle
          silna. Powoli odnawiam kontakty z dawnymi przyjaciolmi. Wyszlam do ludzi.
          Wszyscy zauwazyli zmiane. Wreszcie wynajelam mieszkanie (wczesniej po
          wyprowadzce od rodzicow,mieszkalam w wynajmowanym pokoju). Pracuje, od
          pazdziernika zaczne wreszcie studia. Jestem szczesliwa. Po zwiazku z nim
          pozostal mi tylko lek przed kolejnym cierpieniem i nieumiejetnosc zaufania
          mezczyznie. Nie potrafie sie otworzyc na mezczyzn.
          Teraz gdy napisze ile mam lat, pewnie ktos moze pomyslec ze to historia wyssana
          z palca. Ale ja to przezylam niestety. Mam 20 lat. Od 3 miesiecy zaczynam zycie
          od nowa. I ciesze sie ze rok temu nie zgodzilam sie wyjsc za niego. Dzisiaj
          pewnie juz by mnie nie bylo.
          • mathias_sammer Re: A ja się dziwię 07.06.06, 17:13
            Pozwol, ze wylonie clou "Mezczyzna z ktorym bylam zwiazana nie byl taki od
            poczatku. Chociaz
            teraz z biegiem czasu analizujac wszystko zaczynam dostrzegac, ze byly sytuacje
            ktore powinny wtedy dac mi do myslenia. Ale nie daly. Bylam zbyt zakochana. I t
            chyba jest odpowiedz czemu wpakowalam sie w taki zwiazek. Milosc zaslepia i
            oglupia. Bylam z nim 3 lata. Nie bylismy malzenstwem, nie mieszkalismy nawet
            razem a jedynie od czasu do czasu pomieszkiwalismy. Na kazdym kroku dawal mi
            odczuc ze jestem od niego gorsza. Ze jestem glupsza, ze mam gorsza prace, ze
            pochodze z gorszej rodziny, gorszego srodowiska. Ze nie nadaje sie do niczego.
            Duzo by wymieniac. Trwalo to jakis rok. Potem mnie uderzyl. Pierwszy raz i
            mocno. Bolalo jednak mniej niz slowa ktore slyszalam od niego wczesniej. Potem
            tlumaczyl sie ze zasluzylam bo wygadywalam glupoty. Doslownie tak powiedzial.
            Przez caly zwiazek z nim zmienilam sie diametralnie. Z pelnej zycia, energii i
            zdolnej przenosic gory dziewczyny stalam sie zamknieta w sobie, przerazona i
            przekonana o wlasnej beznadziejnosci. On mnie taka uczynil. Stopniowo zaczelam
            zrywac kontakt z przyjaciolmi. On nie chcial zebym sie z nimi widywala. Bo go
            zdradzam, bo gdy wychodze na kawe ide sie puszczac."



            A teraz posluchaj- musze szybko bo juz jestem spozniony: bylem swiadkiem czegos
            podobnego i bylo mi bardzo przykro ogladac ponizanie czlowieka, ktory wczesniej
            tez narozrabial i nalezalo mus ie nie lada lanie. Ale! Jego wina bylo tez to,
            ze kolezanka, ktora przyszla po przerwie do pracy poczula sie upokorzona, ze
            wszystkie papiery lezace na biurku nie naleza do niej i nie sa wjej gestii
            obowiazkow. Nie przyslo jej do glowy, ze organizacja istniala i rzadzila sie
            juz okreslonymi prawami, ona wskutek wlasnych oczekiwan chciala, byc od razu
            dyrektorem i zbierac profity ze wszystkich pracujacych handlowcow.
            Przywlaszczajac sobie cudze dokumenty (czyt. kradnac je) oskarzyla o oszustwo
            innych. Blad polegal na tym, ze trzeba bylo od razu powiedziec- nie ruszaj co
            nie twoje a nie cackac sie z kims, kto nigdy nie docenil co dla niego robiono.

            Do dzis nie rozumie ona na czym polegal jej blad. Podobno niektorzy chca jej
            cos jeszcze tlumaczyc, choc rozumiem cel, ale nie bardzo rozumiem oczekiwany
            dla siebie zysk z tlumaczenia.

            NIGDY ALE NIE TO NIGDY NIE POTRAKTUJE CZLOWIEKA JAK CZLOWIEKA, JESLI ZACHOWUJE
            SIE JAK BYDLE. Vice wersa mi nie przeszkadza.

            ciao

            Były dwie możliwości: albo stanąć na gruncie ich zasad, albo zawisnąć nad nimi.
            Stanisław Jerzy Lec (pierw. de Tusch - Letz, 1909 - 1966)
    • kwiaty.we.wlosach Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 19:25
      Jestem wstrząśnięta po przeczytaniu tego artykułu.

      Mój ojciec własnie taki był - przemoc psychiczna przede wszystkim wobec matki
      (ale tez w stosunku do mnie i do siostry), a do tego dochodziła przemoc
      fizyczna.

      I mimo że mam teraz ponad 20 lat, to nie potrafię zaufać żademu mężczyźnie.

      Ale nasuwa się właśnie pytanie - jak pomóc takim kobietom i ich dzieciom?
      Dlaczego to w tym kraju jest przyjęte, że kobieta ma z pokorą przyjmować każde
      zachowanie męzczyzny- w imię czego? w imię dobra rodziny i dzieci?
      Powinna być przeprowadzona jakaś kampania medialna, która uświadomi
      stłamszonym, zmaltretowanym kobietom, że ich życie nie jest normalne - a one
      jak najbardziej mają prawo do normalności, do życia bez strachu i upodlenia.
      I może takie kampanie uświadomiłyby oprawcom, że ich zachowanie kwalifikuje się
      pod paragraf.

      A zamiast projektów wprowadzania do szkół "wychowania patriotycznego" (czy jak
      to tam chcą nazwać), należałoby wprowadzić zajęcia (i to od najmłodszych klas),
      jak bronić się przed przemocą (każdego rodzaju).


    • vortex21 Przeczytajcie historię ... 06.06.06, 19:34
      Przeczytajcie historię, która zdarzyła się pewnemu mężczyźnie ….

      -----------------------

      Poznali się w kościele, siedziała z boku. Trudno było ocenić jej wiek, lecz była
      piękna. Po nabożeństwie pochwaliła się, że dostała nowe mieszkanie, które
      pojechali razem obejrzeć.

      Krótko później myśleli już o ślubie.

      Miała małą córeczkę, jako samotna matka, śliczna dziewczynka, pokochał ją od
      pierwszego wejrzenia a ona jego. Z radością nazywała go tatusiem.

      Ciężko tyrał, codziennie po wiele godzin pracował przy komputerze pisząc, w
      jednym pomieszczeniu z całą rodziną, bo nie stać go było na biuro. Kochał swoją
      żonę, kochał jej córkę, szanował teściową, która pomieszkiwała z nimi.

      Często słyszał – ‘nie kochasz mnie, nic nie rozumiesz’ – starcia słowne stały
      się coraz bardziej ostre. Uznał, że skoro żona tak mówi, pewnie ma rację.
      Postanowił jednak być dla niej jak Chrystus, który oddał swoje życie za ludzi.
      Ciężko pracował, bawił się z jej córką, później zajmował się synem, kolejną
      córką i kolejnym synem. Dzieci przychodziły na świat jedno po drugim. Ciężko
      pracował i wreszcie stać go było na zakup samochodu i wynajęcie domku w górach.

      Pewnego razu, podczas typowej awantury (normalnie wychodził, aby ‘wypuścić
      parę’, tym razem jednak został, bo żona mówiła, że ‘ucieka jak tchórz’) nie
      wytrzymał, chwycił ją za szyję i przewrócił na podłogę. Przestraszył się tego,
      co się stało. Nie rozumiał, dlaczego to zrobił?

      Potem było jeszcze gorzej, żona zaczęła nazywać go damskim bokserem,
      wrzeszczała, że zbyt wiele czasu poświęca młodszym dzieciom, ignorując jej
      córkę. Starał się jak mógł, zarabiał i dbał o rodzinę. Gotował i sprzątał,
      pracował nie myśląc o sobie. Chcąc zadowolić żonę czasem kupował jej prezenty –
      kwiaty (które kilka razy od razu wpakowała do śmietnika), drobne upominki (każdy
      był nie taki jak być powinien, w ocenie żony on jej nie kocha bo nie wie jakie
      prezenty ona lubi, gdyby kochał, toby wiedział).

      Później zaczęło się piekło – ‘nie wracaj dzisiaj’ – słyszał w telefonie, kiedy
      zmęczony po 10 godzinach pracy wracał z biura (nareszcie miał biuro) do domu.
      Awantura, kiedy po tygodniu, stęskniony za dziećmi i swoją ukochaną, zdecydował
      się wbrew jej prośbą jednak wrócić do domu.

      Wiedziała dokładnie jak wyprowadzić go z równowagi. Niszczyła meble, które
      kupował. Wydawała pieniądze na drogie rzeczy, z których później wcale nie
      korzystała. Często, po wysłuchaniu krzyków, jakim to strasznym człowiekiem,
      przestępcą bijącym żonę, ohydnym i podłym jest, zapadała cisza i mógł
      powiedzieć, co czuje, lecz przerywała mu zwykle po kilku słowach. Wrzeszczała
      coraz głośniej, sąsiedzi i ludzie dookoła zaczęli patrzeć na niego z
      politowaniem. Wstydził się tego, co się dzieje. Żona nie chciała go znać. Kochał
      dzieci i ją, lecz ona nie chciał z nim być. Wyprowadziła się na jesieni,
      znalazła sobie mieszkanie, z które on zapłacił. Codziennie, pomimo że nie
      mieszkali razem, woził dzieci do szkoły, przywoził je do domu. Zatrudnił dla
      żony pomoc domową, kucharkę, prosił tylko o to, aby mógł jeść posiłki z dziećmi.
      Przychodził, gdy ona była poza domem, jadł obiad z dziećmi, był to wspaniały
      czas przy stole.

      Zdarzyło się, że pewnego razu stracił pracę. Tak po prostu, stało się coś, co
      zdarza się w wielu rodzinach, wielu mężom, stracił pracę. Lecz, jako człowiek
      pozytywnie myślący, miał nadzieję, że to tylko chwilowy problem. Mijały miesiące
      i nic. W międzyczasie wszystkie oszczędności wydał na życie. Utrzymanie rodziny
      plus wynajem dwóch mieszkań pochłonęły wszystko. Żona chciała pieniędzy. Zaczął
      sprzedawać sprzęt biurowy, kserokopiarkę, sprzedał nawet swój ukochany rower.
      Wszystko poszło na zaspokojenie potrzeb rodziny. Gdy nie miał już, czego
      sprzedać, żona zabroniła widywać się z dziećmi. Powiedziała, że nie obchodzi jej
      skąd weźmie pieniądze – ‘możesz sprzedawać się jako męska dziwka’ – powiedziała,
      gdy starał się wytłumaczyć jej, że nie ma pieniędzy. Mijały tygodnie, nie
      odbierała telefonów, nie otwierała drzwi, nie odpisywała na SMSy. Gdy w
      towarzystwie policji pukał do drzwi, słyszał niski głos teściowej – ‘płacić’.

      Pewnego dnia zrozumiał – życie się dla niego zakończyło.

      -----------------------

      PS. Historia prawdziwa, oparta na liście, który po sobie pozostawił. W
      kontekście kobiet, które dręczone są przez mężów, na przykładzie tego człowieka
      chciałem pokazać, że często to mężczyźni padają ofiarami swoich żon, lecz
      wstydzą się przyznać do tego.

      Pzdr.
        • int1 Re: Przeczytajcie historię ... 06.06.06, 22:45
          czytałam w "psychologii apołecznej" cialdini'ego, że kobiety są
          bardziej "agresywne" od mężczyzn, gdzie za definicję agresji uważa
          się "zachowanie, mające na celu skezywdzenie ko0goś".
          przy agresji fizycznej mężczyźni górują, ale przy psychicznej agresywności
          kobiety nie maja sobie równych :))
          trzeba by jednak zrobić badania "przemocy domowej", bo te dwie sprawy nie muszą
          być równoznaczne. I to na polskim gruncie.

          -co nie jest głosem w dyskusji, komu jest gorzej
          --
          kilka prostych słów
          • obywatelpiszczyk Re: Przeczytajcie historię ... 07.06.06, 01:00
            W ten sposób kobiety rozpoznają "materiał na ojca". Jest to działanie
            instynktowne, stare jak rodzaj ludzki. Kompleksy nie wyłażą z facetów ot tak
            sobie. Dopiero jak się takiemu dobrze przyłoży (oczywiście psychicznie), to
            wyłazi z niego co w nim siedzi.

            Normalny facet na agresję uczuciową zareaguje śmiechem albo wzruszeniem ramion.

            Zakompleksiony zacznie się kłócić albo odpowie agresją albo ucieknie. Wtedy
            baba zaczyna w niego walić jak w bęben, aż do skutku. Jak jest bardzo
            zakompleksiony to będzie przy niej trwał i lizał buciki aż miło.


            Dla kobiety nie ma gorszej straty czasu niż facet-dupa wychowujący jej (czy
            jego też jest nieistotne) dzieci. Taki nadaje się tylko do tego żeby płacić na
            ich utrzymanie. Jak będzie je wychowywał to wszystko spieprzy. Nawet
            najbardziej zakompleksiona kobieta lepiej nadaje się do wychowania dzieci niż
            facet z problemami. Głownie dlatego iż to właśnie ludzie z kompleksami są
            tymi "uczuciowymi terrorystami".


            Takie historyjki jak ta na powyżej wzruszały mnie kiedyś - biedne
            wykorzystywane palanty.
            Teraz wystarcza, że poznaje człowieka i po jakichś 10 minutach ogólnej
            rozmowy mogę powiedzieć jaka jest jego sytuacja rodzinna i czy warto spróbować
            szczęścia z jego śliczną młodą żoną.

            Może ktoś by się w końcu postarał o przetłumaczenie na polski angielskiego
            słówka "looser" które najlepiej oddaje charakter takich biednych palantów?

            Przegrany?

            Polska jest krajem "looserów". Mężczyzn chodowała tak komuna, żeby nie
            podskakiwali.
            Jak to się robi? Proste: bierzesz człowieka i karzesz go za każdy przejaw
            wolnej woli, inicjatywy i przedsiębiorczości. Z drugiej strony pozwalasz mu na
            lenistwo, oszustwo i nieudolność. I po paru latkach voila, bolszoj loozer.
            Tylko dać mu kufajke, walonki i pół litra do kieszeni.

            Jak ktoś da mu szanse to przekaże to gówn..o swoim dzieciom.


            • lucusia3 Re: Przeczytajcie historię ... 07.06.06, 12:12
              To nie komuna jest winna. To mamusie traktujące dzieci jak własność przedmiotową, tatusiowie mających swoje pociechy w głębokim poważaniu, gdy tylko maja jaki taki porządek w pokoju i nie zawracaja im głowy. To egoizm i wygodnictwo jest winne. takie postwy sa zresztą dziedziczne, często dzieci rodziców, którym sie nie układało, tez nie potrafią sobie ułożyc stosunków z innym człowiekiem. Tego się trzeba też od kogos nauczyć. Gdy sie widzi taką paniusię czy pana to można byc prawie pewien, że jego (jej) dzieci będa robic to samo.
            • marklips Re: Przeczytajcie historię?Skandal-Polska?!Protest 06.08.06, 10:36
              Pozfrawiam Mark Lips z Berlina.Pozwole sobie na moj
              cytat,z innego Forum ,o podobnym temacie.

              Dla mnie to,powolne ..teraz brutalne slowo,ludobojstwo
              polskich politykow ich prawnikow na polskich kobietach,
              matkach,dzieciach jest nie tylko skandalem ale realna
              wojna przeciwko narodowi polskiemu.Niestety podobne
              przypadki maja miejsce w Europie.

              Pieniadze na bron sa ale na 400 Zl rodzinnego,miesiecznie,nigdy
              w Polsce pod ty dyktatura i politycznymi,od 1989 roku
              sadystami ,nigdy nie bedzie.Tych ktorzy protestuja,zamykaja,
              te bestie w Europie,te kobiety walczace o zycie swoich dzieci,
              sa pietnowane przez religie lub koscioly.

              Teraz moj cytat,sprzed wielu dni.
              Prosba do GW o pomoc aktywna dla niebieskiej linii,
              lub dla tego tematu na stronie glownej-wykluczona.
              Moje prosby do innych gazet?
              Makabryczna cenzura w Polsce.
              Demokracja na papierze.Fui.Tchorze!
              Cytat:
              otwierdzam ale nasza demokracja tego nie zmieni i moze lepiej.
              Tolerancja dla wszystkich kultur?Tak tylko dlaczego to samo w Polsce?
              Artykul mowi o muslimskiej kulturze ale takie sytuacje
              maja miejsca W Polsce!!!!!!!!!!!!!!!!
              Niebieska Linia ktora pomaga Kobietom i Matkom jest bezradna.
              +
              10 Minut temu dostalem email(przez sms)
              od Kobiety ze Slupcy,(Wielkoposka)matki 2 dzieci,
              wspolwlascicielki domu z ogrodem,ktorej maz po roznych(bez alkoholu)
              biciach w brzuch z piescia i innych brutalnych ekscesach,
              wraz z rodzina(tak zwane dobre towarzystwo) odgrazal sie przy
              dzieciach(6 i 8 lat)ze ja zamorduje a dzieci mu
              na nerwy dzialaja.Niestety ta Pani podala numer
              Telefonu i wlaczyla swoje Handy
              i te perwesyjne reakcje do dzieci slyszalem.
              Natychmiast poinformowalem
              Ürokurature Krajowa w Warszawie,ktora ma w Internecie numery Faxu.

              Ja z Berlina musialem poinformowac,bowiem Policja w Slupcy
              nie ma Faxu.Takich przypadkow jest wiele.
              Moje strony co prawda informuja ojcow w Niemczech i Europie
              ale sa tez po polsku i czasami i dlatego takie email o ratunek przez
              sms,email lub telefon od Kobiet z Poslki,bowiem one same maja
              Strach przed oprawcami lub Policja.

              To jest problem nie tylko w Turcji ale rowniez w Polsce.

              Ludobojstwo(zbyt mocne okreslenie?)ma miejsce w Polsce ale i
              w Europie.Co prawda jedyny kraj,Niemcy,co dba o kobiety i dzieci
              ale z przed 3 miesiecy Brat zabil,bronia palna swoja siostre.W Berlinie.
              Oczywiscie z Turcji.Piekny kraj i z piekna tradycja!!

              Artykuj w WG jest tez prowokujacy bowiem
              takie sytuacje maja miejsce w Polsce
              a co wy piszecie w Forum na ten temat,
              jest dla mnie barbarzynskim skandalem.

              Polskie wladze pozwalaja na adresy w Internecie
              dla Domow Matek i dzieci,ktore nie tylko
              sa bite,gwalcone ale nawet tam nie maja
              bezpieczenstwa.Dlaczego ten Temat o polskich
              kobietach i dzieciach nie jest glownej stronie?

              Gdzie jest Policja?Co robia do cholery polscy politycy?
              Sorry.Przerwa.Pozdrawiam.Mark Lips"
              ____________
              Koniec cytatu.Zwiazki Kobiet w Polsce?Kardynal Glemp?Opus Dei?
              Iluminaci?Kro ma interes aby ludniosc w Polsce i w Europie
              niszczyc?Przeciez jesli kobiety w Polsce

              byly,sa i beda gwalcone,bite a ich dzieci musza to przezywac,
              i bez ochrony prawnej jaka jeszcze w Niemczech dla kobiet jest
              /reakvja Sadu Rodzinnego n.p.w Berlinie-natychmiastowa lub max.do 5 dni/
              w koncu zaprotestuja lub jeszcze normalni faceci rozpoczna
              wojne militarna i domowa o przyszlosc nastepnego pokolenia.

              Pozdrawiam i nie mam strachu przd ludobojcami z Polski
              lub Europy.Ratujmy kobiety.Kazdy z forum wysyla 1 pocztowke
              do Parlamentu Eu lub UNO lub robmy petycje do UNO,
              16 mln podpisow!!!!!
              • marklips Gazeta.pl pomaga prokuraturze krajowej.Dzieki i br 08.08.06, 16:58
                Pozdrawiam i krotko.Dzieki Forum,gazecie wyborczej i temu komentarzowi,
                dochodzenie jest prowadzone i akta sprawy zalozone.

                Wulgarnych slow tego Pana ze Slupcy(slupca) nie przekazywalem
                jak i "tekstow" w obecnosci jego dzieci.
                Codziennie ta Pani musi przejsc psychiczny horror.

                A rodzina tego Paana w Slupcy ma pelne
                nienawisci reakcje do tych dwojga dzieci,
                nie wspominam Matki tego Pana i bylej
                urzedniczki PZU ,ktora w sposob sadystyczny
                chroni tego perwesyjnego Pana.
                Na samochody,paliwo sa pieniadze
                a na wlasne dzieci nie.


                Prosze wszystlich w Forum o akcje:
                Kobieta,Matka i jej dzieci.
                Prosze o pomysly.Blagam.

                Jako facet-Apeluje do polskich kobiet.
                Kobiety,Panowie,Matki,Dzieci(key dla szukarek)
                tworzcie apele do gazety wyborczej,
                do Ministrowm i politykow.


                Blagajcie Kosciol w Polsce o laske.
                Moze sie zlituja na polskimi dziecmi i polskimi
                kobietami.Dotychczas tylko Caristas w Berlinie
                reaguje a caritas w Polsce....

                Szanowny Panie,Kardynale Glemp,
                Apeluje do Pana,jako czlonek katolickie organizacji
                (bardziej radykalnej jak Pana)
                prosze o Pana pomoc i teksty prawne
                dla polskich politykow.

                Przeciez katoliccy ksieza studiuja tez prawo,
                nawet karne,cywilne,rodzinne.

                Prosze Pana
                na kazdej mszy o apel dla ratowania polskich kobiet i
                polskich dzieci.

                Korzystam z szansy w Gazecie Wyborczej.
                Bez jakichkolwiek relacji do polityki.

                Blagam Pana,Panie Kardynale.

                O litosc,laske,pomoc.

                Wiem troche wiecej niz normalni informatycy,
                dlatego wykorzystuje(!!!)prase dla tego problemu.

                Nie mam jakiego kolwiek strachu przed rostrzelaniem
                czy przypadkowym wypadkiem.

                Prosze Pana i Pana Panie Kardynale Glemp
                i pana prawnikoe o pomoc.

                Dziekuje i pozdrawiam.
                Niech bedzie pochwalony Jesus Christus.
                Mark Lips
                __________

                Ratujcie polskie dzieci przed sadystami.
                Ostatni komentarz to jest poczatek.

                Blagajmy polska prase.Albo jest za pomoca
                albo przeciw.

                Apel do dziennikarzy.Nawet jak was zamkna,tak jak
                na zachodzie czasami tak bywa,a temat jest trudny,
                i nie sprzedaje sie,blagam was piszcie.

                Prokuratura Krajowa czeka.
                Niebieska Linia czeka.

                Kazde dziecko w Polsce musi byc od opracow ratowane.
                (nawet lekarze maja obskorne reakcje)

                Pozdrawiam
                Mark Lips
      • kwiaty.we.wlosach Re: Przeczytajcie historię ... 06.06.06, 20:06

        Dlatego ważne jest uświadamianie już małym dzieciom (zarówno dziewczynkom jak
        i chłopcom), czym jest przemoc, uświadamianie, że przemoc jest złem - bo jeśli
        człowiek wyrasta w przemocy, to jest to dla niego stan naturalny, a przeciez
        nie walczy się z naturalnym porządkiem rzeczy.

        I pewnie też zdarza się przemoc psychiczna kobiet wobec mężczyzn. Zresztą ten
        artykuł w żadnym miejscu tego nie kwestionuje - po prostu ten rodzaj przemocy
        (kobiet wobec mężczyzn) nie jest przedmiotem tego tekstu.


        Tu nie chodzi o eliminowanie przemocy mężczyn wobec kobiet, czy kobiet wobec
        mężczyn, tylko o eliminowanie przemocy CZŁOWIEKA WOBEC CZŁOWIEKA.

        Chodzi o respektowanie prawa drugiego CZŁOWIEKA (zarówno kobiety jak i
        mężczyzny) do poszanowania jego godności i integralności zarówno psychicznej
        jak i fizycznej.





        • darr.darek Przeczytajcie historię ... i wyciągnijcie wnioski 06.06.06, 20:47
          kwiaty.we.wlosach napisała:
          > I pewnie też zdarza się przemoc psychiczna kobiet wobec mężczyzn. Zresztą ten
          > artykuł w żadnym miejscu tego nie kwestionuje - po prostu ten rodzaj przemocy
          > (kobiet wobec mężczyzn) nie jest przedmiotem tego tekstu.

          Pytanie tylko, dlaczego tekst o psychicznym znęcaniu się dotyczy tylko spraw
          agresji mężczyzn wobec kobiet ? U osób słabo znających rzeczywistość, takie
          teksty łatwo wywołują płytkie wnioski i poparcie dla głupich ideologii. Nie
          zauważyłaś w dyskusji forumowej wielu "wystąpień feministyczych" ?

          Gdyby tekst był o przemocy o podłożu narodowym lub rasowym, wówczas opisywanie
          okrucieństw np. wyłącznie niemieckich wobec innych narodów lub wyłącznie
          okrucieństw murzyńskich wobec białych, również miałoby tak nobliwe miejsce w
          gazecie ?

      • kapitan_stopczyk Mój kolega wkopał się w coś podobnego. 06.06.06, 20:59
        Żona ze swoją mamusią wyciągnęły od niego całą kasę. Wybudował dom i nawet w
        nim nie zamieszkał, bo mieszka w nim jego żona i teściowa (i córeczka). Ciągle
        tylko: kasa, kasa - dwaj pieniądze, bo mało, mało, mało......
        Facet juz miał samobójcze myśli.
        I nie potrafi się z tego otrząsnąć - tylko ciągle myśli, że ją kupi.
          • kapitan_stopczyk Nie ma takich pieniędzy, które ją zadowolą. 06.06.06, 21:17
            A facet tego nie rozumie.
            "Jak zarobie pieniądze, to się wszystko ułoży" - dosłownie tak się wyraził.
            Jego baba to klasyczna modliszka. Modliszki zawsze występują w parach -
            modliszka i jej matka. Zawsze grają razem - zawsze przeciwko ofierze czyli
            mężowi modliszki.
            I nie istnieje taka suma, która obłaskawi modliszkę. Po prostu nie istnieje.

            I jeszcze jedno: przemoc domowa.
            Opisywana tutaj oczywiscie występuje. Ale najwięcej jest tej polegającej na
            rękoczynach.
            Siniaki pod oczami pobitej kobiety widać.
            Posiniaczonej duszy faceta nikt nie widzi.
            I dlatego facet zawsze przegrywa w takich sytuacjach.
      • kapitan_stopczyk I jeszcze jedno dotyczące facetów. 06.06.06, 21:29
        Najczęstszym błędem jaki popełniają faceci jest pozwolenie na to, żeby jego
        żona zawłaszczyła mu CAŁE JEGO DOTYCHCZASOWE ŻYCIE.
        Co robi najczęściej facet po ślubie?
        Zrywa wszystkie dotychczasowe przyjaźnie. Przykłady z mojego otoczenia mógłbym
        wymieniać.... Facet nagle nie ma czasu z kolegą pogadac na ulicy (ba,
        nawet "zapomina" czasami powiedzieć zwykłe "cześć"), kończą się raz na zawsze
        jakieś pogawędki przy piwku, nie ma czasu zadzwonić, pogadać - słowem cały jego
        dotychczasowy świat zamyka się. 100% jego życia wypełnia RODZINA - a właściwie
        żona.
        I dodchodzi do takiej sytuacji jak ta opisana wyżej.
        I co?
        Facet nagle znalazł się na ulicy i NAWET NIE MIAŁ Z KIM POGADAĆ!!!
        Świat w którym liczyła się tylko żona nagle przestał istnieć - facet ocknął się
        ze snu - rozejrzał się dookoła - a tu PUSTYNIA!!!
        NIKOGO NIE MA!!!!
        I co mu pozostało? Sznurek.
        Tak właśnie kończą ludzie, którzy kotwiczą swój okręt na jednej linie. Lina się
        zerwałą i facet utonął.
        I dlatego zawse powtarzam: rodzina 80% czasu. Pozostałe 20% dla ludzi
        życzliwych.
        Nigdy nie zrywajcie dobrych znajomości z powodu żony.
        Powyższa historia jest tego najlepszym przykładem.
        • rena.ndg Re: I jeszcze jedno dotyczące facetów. 06.06.06, 23:07
          A czy sądzisz że niektórzy mężczyżni nie zawładają całym życiem swoich zon?
          Jestem tego przykładem.
          Też jestem ofiarą przemocy psychicznej.Co z tego,że mąż mnie nidy nie uderzył
          jak mnie zniszczył psychicznie.Kiedyś pracowałam, miałam swoje dochody ale i
          tak byłam nastwiona na "odbiór" mojego męża.nawet nie wiesz jak można się
          zatracić aby nie dopuścić do kolejnego poniżania ,co można robić.
          Mąż systematycznie izolował mnie od znajomych,rodziny.Wreszcie uwierzyłam,że to
          ja jestem winna całemu złu.
          Kiedyś próbowałam odejśc od męża.Sąd nam nie dał rozwodu "dla dobra dzieci".
          Mąż nastawił nawet moją mamę,która twierdziła,że jak nie bije i daje wypłatę to
          ja sama nie wiem czego chcę.
          Efekt tego był taki,że to mąż miał następny agument na mnie i regularnie
          straszył rozwodem.Tylko,że ja czekałam aby to zrobił.
          Kilka lat temu straciłam pracę i jestem na "utrzymaniu" męża.Teraz mąż nie daje
          mi już całej wypłaty tylko jej częśc.na moje prośby,że nie daję sobie rady
          odpowiada ,że jakoś sobie poradzimy.Ja nie mam na opłaty a on ma na swoje
          prywatne potrzeby m.in na alkohol.Tak bardzo bym chciała powiedziec jemu co tak
          naprawdę czuję ale boję się jego reakcji.
          Jakiś rok temu próbowałam uzyskac pomoc w Orodku Pomocy Rodzinie.I cóż-przecież
          nie mam sińców.Czego ja mogę chciec.Od kilku lat leczę się na
          depresję.Oczywiście też to przed mężem ukrywałam ,bo i tak słyszałam ,że jestem
          wariatką.
          Doszło do tego,że aby się uwolnić próbowałam odebrać sobie życie.
          Po tym zdarzeniu moja rodzina powiedziała mi ,że chcieli mi pomóc ale ja tylko
          broniłam męża.Tłumaczyłam im ,że to dlatego iż po każdej ich próbie rozmowy czy
          też interwencji ja miałam jeszcze gorsze piekło.
          Teraz wiem ,że mam w nich wsparcie ,ale widzę ,że znowu wchodzę w te same
          koleiny.Znowu boję się znimi rozmawiać o swoich sprawach i znowu obserwuję
          reakcje męża.Nie mam siły żyć i nie mam siły aby się uwolnić od tego związku.
          Nie wierzę już w siebie.
          Wiesz chyba najorsze jest to ,że ja uwierzyłam iż jestem nic niewarta.
          Nawet syn powiedział mi kiedyś,że to ja zgotowałam im piekło.Nie ojciec,który
          wrzeszczał i pił -tylko ja.A przecież ja chroniłam moje dzieci tak jak umiałam.
          Mam jeszcze taką iskierkę nadziei ,że będę normalnie żyła ale ma już tak mało
          sił.
          Jescze dodam tylko ,że przez otoczenie jestem postrzegana jako
          silna ,niezależna kobieta.Widzisz- tak nauczyłam się grać.
          Taka historia jak moja zdażyć się może i zdarza innym.I nie ma co spierać
          się ,czy to kobiety czy mężczyżni są częstszymi ofiarami przemocy psychicznej.
          Przemoc zawsze jest zła ,bo niszczy drugiego człowieka.








        • iwo32 Re: I jeszcze jedno dotyczące facetów. 06.06.06, 23:33
          kapitan_stopczyk napisał:

          >kończą się raz na zawsze jakieś pogawędki przy piwku, nie ma czasu zadzwonić,
          pogadać...

          Biedny facet... i pilotem od telewizora tez sie musi podzielic...
          Nie ma wyjscia! Trzeba babie pokazac kto tu rzadzi!!!
        • l_e_a1966 Re: I jeszcze jedno dotyczące facetów. 07.06.06, 14:26
          > dotychczasowy świat zamyka się. 100% jego życia wypełnia RODZINA - a
          właściwie
          > żona.
          I dlatego zawse powtarzam: rodzina 80% czasu. Pozostałe 20% dla ludzi
          > życzliwych.

          Kochałam swojego męża. Miłością dojrzałą, pomimo iż mieliśmy po 20 lat.
          Ta miłość nie pozwalała mi ograniczać ukochanej osoby. Tak więc nie zabrałam mu
          jego życia - tych 20%. Nie, cudowna nie byłam. Wypowiadałam swoje opinie, jeśli
          uważałam, że jakaś sprawa wymaga korekty. Ale przecież nie byłam w stanie
          fizycznie zatrzymać faceta, kiedy.......... :
          1) był święcie przekonany, że ma prawo do 'odpoczynku', bo właśnie wrócił z
          wojska. Przy poparciu swojej matki wyjechał na miesiąc do Niemiec, do swojej
          ciotki. A ja? Ja zostałam z roczną córeczką.
          2)był święcie przekonany, że ma prawo do 'jakiejś rozrywki'. Spakował plecak i
          hoops, w górki. A co ja? Ja zostałam z dwójką małych dzieci.

          Jest błyskotliwy i inteligentny. Jak mawia, fascynują go inteligentne kobiety.
          Może 'fascynują' to za dużo. Podziwia raczej. Dlatego jest ze mną.

          Tak, jest błyskotliwy. Jeśli jest ci w domu za cicho, zaproś go. Zagada cię na
          śmierć. O wszystkim będzie ciekawie rozprawiać,na każdy temat, nie pomijając
          tych, o których bladego pojęcia nie ma. No i najlepiej porozmawiać o ludziach,
          jacy są cieńcy w barach, głupi, prości, no i 'co z tego, że wykształceni'.
          hehehehe..
          Nie chce mi się już o tym pisać. Co to da.....
      • lela-62 Re: Przeczytajcie historię ... 07.06.06, 09:55
        Mam wrażenie, że nie doczytał Pan teksu w Gazecie do końca, bo tam było takie
        małe P.S., że występuje także przemoc psychiczna wobec mężczyzn, ale akurat w
        tym tekście o tym nie pisali. Autorzy wiedzą więc o tym, że takie zjawisko
        dotyczy obu płci. Najistotniejsze jest w tym tekście to, że zwraca się uwagę na
        zjawisko przemocy psychicznej w ogóle. A to się lekceważy, bo nie widać
        siniaków, nie ma noża i innych akcesoriów. Dlatego ja osobiście bardzo się
        cieszę, że w ogóle taki materiał powstał, choć na pewno jest niepełny. Sama
        jestem ofiarą przemocy psychicznej i wiem, jak moje życie zostało zniszczone,
        mimo pozoró, że wszystko jest ok. Pozdrawiam
    • martakluczek Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 19:51
      bez przesady, są i takie sytuacje, ale te kobiety, które mają taką możliwość,
      najczęściej tego nie robią, tak jak jedna z bohaterek w artykule. dla mnie to
      niewyobrażalne! jeśli nawet nie chcą tego robić dla siebie, to jakimi są
      matkami, jeśli nie odchodzą dla własnych dzieci? przez właśnie takie matki,
      schemat patologicznej rodziny się tylko powiela :/
    • tituru-tituru Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 19:52
      Ten artykul jest wstrzasajacy... I wspolczuje bardzo kobietom, ktore sa w
      takiej sytuacji. Ale pytanie - dlaczego nie uciekają? - nie jest naiwne. Jak
      osoba moze pozwolic innej osobie tak sie ponizyc? Jak matka moze patrzyc na to,
      jak jej maz glodzi jej dziecko, jak je okalecza psychicznie już na zawsze???
      Nie, nie jestem naiwna. Bylam przez dwa lata w zwiazku, ktory przybieral z
      kazda chwila coraz bardziej obrot, jaki opisano w artykule. To ja czulam sie
      winna, czulam sie nienormalna, przeszlam pranie mozgu po ktorym nie wiedzialam
      juz, co mam myslec. Czulam ze popadam w szalenstwo.
      Ale zerwalam, udalo mi sie, bo jeszcze nie bylo za pozno. Nie bylo latwo, ale
      sie udalo.
      I dlatego pytam - dlaczego one nie odeszly wtedy, kiedy jeszcze mogly? Kiedy
      jeszcze nie byly przegranymi, 40-letnimi kobietami z zerowym doswiadczeniem
      zawodowym, wrakami kompletnie zlamanymi psychicznie? Bo nie uwierze, ze cos
      takiego zaczelo sie dopiero 10 lat po slubie... One zniszczyly swoje zycie, i
      zycie swoich dzieci.
      Oczywiscie, glownymi winowajcami sa ci "mezczyzni", jesli mozna ich tak nazwac.
      I pisze te slowa nie po to, zeby poczuc sie lepsza od tych kobiet, czy zeby je
      winic. Ale po to, zeby inne kobiety sie choc chwile zastanowily: kiedy wola zyc
      na utrzymaniu swojego partnera, rezygnuja ze swojej autonomii, podporzadkowuja
      sie bo tak jest latwiej, bo nie ma ryzyka ani odpowiedzialnosc... Zastanowcie
      sie, zanim zrezygnujecie z siebie, bo ksiaze z bajki moze zamienic sie w
      potwora.
      • ardzuna Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:37
        Dlaczego nie uciekają? Bo są na przykład uczone przez rodziców, że w żadnym
        konflikcie, w jakim są, nie mają racji. Że to ich wina, one go wywołały, i one
        muszą przeprosić, nawet jak się nie czują winne.
      • iwo32 Nie tak łatwo odejść.. 07.06.06, 00:28
        > Ale zerwalam, udalo mi sie, bo jeszcze nie bylo za pozno.

        Udało ci się, bo miałas dokąd i za co odejść. Wczesnie czy pózno - nie ma
        zanczenia jesli jesteś sama jak kołek, bez pieniedzy, znajomych (mąz przegonil
        wszystkich), telefonu (zablokowal), rodziny (masz chlopa, to z nim siedz) i z
        małym dzieckiem przy nogawce. Musisz jeść, musisz miec dach nad głową i twoje
        dziecko tez. I czekasz, kiedy to dziecko urosnie, zeby móc cos zrobic. Ruszyc
        sie z domu, poszukac pomocy, pracy, wsparcia. Czekasz i godzisz sie na wszystko.
        Nie masz innego wyjscia. Czekasz latami do czasu, kiedy twoje dziecko zrozumie,
        ze nie "idziesz gzic sie z gachami" tylko szukać pracy, że nie jestes "kurwą" i
        nie "porzucasz go" tylko tylko idziesz do pracy, żeby miało ubranie, ksiązki i
        zabawki. Nie każda sie doczeka, nie każda po latach "bycia szmatą, suką,
        ścierwem i darmozjadem" będzie miała siłę i odwagę jeszcze o coś walczyć. Nie
        każdej się uda zachowac wiare, ze cos potrafi, ze podola innym obowiazkom niz
        gary i pranie. Wiele z nich nigdy nie stanie na wlasne nogi bo nie znajdzie
        pracy. Wiele z nich znajdzie, ale straci ją bo wpływowy mąż sie o to postara a
        potem powie "widzisz dziwko a mowilem ci, ze jestes zerem i nic nie potrafisz!"
      • polska_baba Im dłużej to trwa, tym trudniej jest odejść 07.06.06, 12:33
        Na szczęście nie mam takich doświadczeń, ale chyba rozumiem mechanizm takich
        zachowań kobiet.
        Tobie dlatego się udało, że nie czekałaś, wyszłaś z takiego związku dośc
        szybko, póki jeszcze miałaś siły. One na początku łudzą się, że on się zmieni,
        a jednoczesnie niedostrzegalnie dla siebie tracą siłę niezbedną do wyrwania się
        z takiego związku. Im dłużej to trwa, tym mniej sił i tym trudniej się wyrwać.
        • vortex21 Właśnie .... 06.06.06, 21:20
          Jaka jest reakcja policji, kiedy przychodzi kobieta posiniaczona i mówi że ją
          mąż pobił? Jaka jest rekcja policji, kiedy mężczyzna mówi że nie dostał obiadu
          bo żona go 'karała'? On nie pokaże siniaków na 'duszy'...
          • aniutek Re: Właśnie .... 07.06.06, 03:52
            vortex21 napisał:

            > Jaka jest reakcja policji, kiedy przychodzi kobieta posiniaczona i mówi że ją
            > mąż pobił? Jaka jest rekcja policji, kiedy mężczyzna mówi że nie dostał obiadu
            > bo żona go 'karała'? On nie pokaże siniaków na 'duszy'...

            hej wlasnie postawiles znak rownosci bicie= nie ugotowany obiad.....
            no rece i nogi opadaja
            siniaki na duszy bo zupa byla za slona ??? hehehehe drobne zarty Vortex
            --
            Change one person's mind.
            Change the world.
            Zazula
            • vortex21 Siniaki na 'duszy' doprowadziły człowieka ... 07.06.06, 11:00
              do ostateczności. To nie są żarty! Żony potrafią karać swoich mężów na wiele
              sposobów, potrafią wychowywać ich jak dzieci i manipulować nimi. Nie sprowadzaj
              wszystkiego do prosego sloganu ... Psychiczna, długo-terminowa persfazja często
              nie pozostawia widocznych śladów, lecz jest jednakowo dokuczliwa.

              Pzdr.
    • allspice Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:03
      To dziwne,że te kobiety godzą się na utratę swojego człowieczenstwa i swojej
      godności.Należy zapytac się -w imię jakich racji muszą znosic to codzienne
      dręczenie i zniewolenie? Przecież to żadna miłośc ani przyjażń,tylko chora
      osobowość partnerów-mężów. Nie ma to jak być singlem w "tym zwariowanym świecie"
      • vitoria3 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:14
        Nie muszą. Znoszą, bo to wymaga mniej wysiłku. Bo są słabe. Bo tak naprawdę to
        lubią te codzienne walki. Bo to jest zawsze relacja dwustronna. Tysiąc powodów.
        Ale we mnie nieodłącznie się wyzwala agresja wobec takich "cierpiętnic-ofiar".
        Nieznoszę takich słabych kobiet. Projekcja, wiem, ale to już pewnie skrzywienie
        do końca życia.

        PS I bardzo podziwiam kobiety, które umiały przerwać to błędne koło i zostawiły
        swojego tyrana- szantażystę.
              • vitoria3 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:45
                No oczywiście. Mój ojciec mnie bił, jak płakałam. Więc nie płakałam.
                Ale oczywiście też mnóstwo pretensji do matki - że nigdy go nie przystopowała,
                tylko chowała głowę w piasek i udawała, że wszystko jest ok, itd, itp. Więc
                wstręt do jej słabości. Szkoda gadać.
                • kwiaty.we.wlosach Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 21:09
                  > Więc wstręt do jej słabości

                  Mam to samo - żal do matki za jej słabość, ze przez wiele lat pozwalała, żeby
                  ojciec znęcał się nad nią i nad nami(mną i siostrą). Chociaz po kilkunastu
                  latach w koncu odważyła się odejść. Tylko że straszne w tym wszystkim jest
                  fakt, ze to kobieta bierze ze sobą dzieci i musi się martwić, gdzie mieszkać, a
                  facet zostaje sam w domu. Tak było u nas - ojciec został sam w olbrzymim domu,
                  a matka wynajęła dla nas pasudne mieszkanie. Ale i tak zrobiła najlepsze, co
                  można było wtedy zrobić - nie wiem, jaki byłby teraz stan mojej psychiki, gdyby
                  wtedy nie zdecydowała się na taki krok.

                  Ale też mam do dzisiaj, że pogardzam ludzką słabością. Gardzę też swoją
                  skłonnością do słabości.

              • kama313 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 12.07.06, 08:52
                A czy znikanie na kilka godzin (np. spacer z psem od 6.15 do 8.46 i dalej) to
                forma przemocy psychicznej, wzgledem mnie, zadawaniemi bólu
                poprzedniego dnia kłócilismy się, poniewazż w żywe oczy mnie okłamuje, a kiedy
                staram sie dociec prawdy, twierdzi że dręcze go.
                dzisiaj rano wyciagnał do mnie pierwszy rekę, ale ja odpowiedziałam,ze nie
                zadaje sie z oszustem, więc wyszedł na dłuugi spacer
        • iwa_ja Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 22:27
          vitoria3 napisała:

          I bardzo podziwiam kobiety, które umiały przerwać to błędne koło i zostawiły>
          swojego tyrana- szantażystę.
          Vitoria, to znaczy, że i mnie podziwiasz. Skończylam dwa fakultety, byłam
          niezłą laską. Z domu uciekłam, bo matka była toksyczna (wszystkie te
          wcześniejsze wpisy o własnym dzieciństwie to jakby o mnie). O fakultetach
          napisałam tylko dlatego, że to dobrze się marketingowo sprzedawało mojej
          teściowej, nie dlatego, żebym zaraz była jakaś mądra (w jej oczach). I trafiłam
          na jeszcze bardziej toksycznego męża i teściową. Chciałam być dobrą żoną i
          matką, nie taką jak moja. Urodziłam troje dzieci. Nie będe pisać, jak on się
          zachowywał, kiedy trzecie (niechciane przez niego) było w drodze. Wszystkie
          elementy z tego artykułu przećwiczyłam na sobie. Jak zapaliłam papierosa (on
          nie pali), wywalił wszystkie pieniądze z mojej portmonetki i spalił na
          kuchence, a bieda była straszna. Jak przychodzili goście, dawał im schowaną dla
          dzieci szynkę. Jak miałam dostać premię mówił, że powinnam mu kupić spodnie, bo
          stare się rozwalają. Na wyjeździe eksportowym zawalał mojego szefa listami, że
          dzieci chore i żeby wróciła.
          Moje osiągnięcia pracowe kwitował, wobec dzieci, że mi słoma z butów...
          Wyżerał schowane dla dzieci owoce.
          Każdy mój wyjazd z dziećmi (on nie jeździł, no przecież bez sensu, żeby dzieci
          wyjeżdzaly z Warszawy, skoro niedaleko mamy Wilanów i świeże powietrze, za
          swoje zarobione z dziećmi wyjeżdżalam) kończył się awanturą (przy dzieciach),
          że pojechałam, żeby spotkać się z gachem.
          Wystąpiłam o rozwód.
          Zostawiłam mu mieszkanie. Kupiłam dla siebie i dzieci, zadłużyłam się. W parę
          dni po przeprowadzce wpadł do mnie i wyciągnął kapę na łóżko spod syna. Bo to
          przecież jego, ta kapa.
          Kiedy syn zdawał do liceum, tatuś nie dzwonił. Syn wracał i pytał, czy tata
          dzwonił. Nie dzwonił. To ja zadzwoniłam i zwyzywałam.
          Rok po rozwodzie zrobiłam doktorat (mój mąż zrobił doktorat, kiedy najmłodsze
          miało parę miesięcy, po 10 latach zrobił, musiało być cicho w domu, bo tatuś
          robił doktorat), potem habilitację.
          Tatuś cały czas jest.
          Przytargałam córce, która była w ciązy, kwiatki i ziemię na balkon. Wnuczka
          spała, więc zostawiłam na korytarzu. Tatuś przeniósł na balkon. - Strasznie się
          nadźwigał, powiedziała córka.
          Kupiłam dwa mieszkania. Córka z rodziną mieszka w jednym. Spłacałam co miesiąc
          kredyt za to mieszkanie. Tatuś raz wpadł i przybił półki. - Namęczył się,
          stwierdziła córka.

          Ergo. Dumna jestem z siebie, że strząsnęłam ten garb. Ale miałam tzw.
          możliwości i parę. A teraz ta para (po 12 latach od rozwodu) ze mnie wychodzi.
          Bo tatuś nadal znęca się psychicznie nade mną i niszczy psychikę dzieci. Nie
          chce mi się gadać, jak.
          W każdym razie, trzeba mieć kupę siły, żeby się z tego wyrwać (z małżeństwa
          znaczy). Co potem? Gehenna.
          Tzw. niebieskie linie i inne takie guzik pomogą. Jeżeli kobieta nie ma zaplecza
          (wykształcenie itd.), jest skazana.
          Dlatego nie sądzę, by w dobrym tonie było pokrzykiwanie na kobiety, że nie chcą
          się wyrwać. Bo chcą. Chociaż nie wiedzą, co może je jeszcze czekać.

          --
          Rudi
          przy obecnym tempie życia/zanieczyszczeniu środowiska/itp bzdurach - nie warto
          kupować roweru ;)
            • iwa_ja Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 07.06.06, 13:06
              obywatelpiszczyk napisał:

              > Iwa a z ręką na sercu możesz powiedzieć, że kochałaś swojego męża gdy za
              niego
              > wychodziłaś?
              Jasna cholera! Co za pytanie?!!! Pewnie, że tak!!! Nawet potem, kiedy byłam w
              pierwszej ciąży i zwróciłam uwagę zaproszonemu przez niego koledze, żeby nie
              palił przy mnie i mąż zagroził mi rozwodem, że rozwalam jego przyjaźnie. Nawet
              potem, kiedy nic nie zrobił, gdy przyniosłam drugą córkę ze szpitala (dla
              teściowej była to czwarta wnuczka) i teściowa powiedziała, że może dziecko ma
              Downa, a on nie zareagował. Nawet wtedy, kiedy kazał mi skakać i kąpać się w
              gorącej wodzie, żeby poronić trzecią ciążę.
              Wystarczy?

              --
              Rudi
    • usaf Zona i jej ojciec 06.06.06, 20:17
      szantazuja mnie, zona probuje mnie bic, bo wie ze wysmiali by mnie na policji a
      pozatym liczy na to ze odddlabym jej i wtedy mialaby mnie w garsci.

      przyjacielu, badz ostrozny z kim sie spotykasz i kogo poslubiasz.
    • madziara571 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:29
      przeczytałam wszystkie komentarze i zastanawiałam sie czy też sie wypowiedzieć .
      postanowiłam -tak. Cieszę sie ze ktoś poruszył problem terroru psychicznego w
      stosunku do mężów.. Moja córka wyszła 4 lata za mąż od początku widzialam zmiany
      jakie w niej zaszły to juz nie była ta sama spokojna dziewczyna -nie poznawalam
      jej . jej mąż a mój zięc nieba by jej przychylił ale ona miala ciągle mało
      ,szybko rok po roku urodziła 2 dzieci i na tym rola jej jako pani domu sie
      skończyła wstyd mówić ale jej dom przypominał wysypisko śmieci jej mąż bardzo
      sie starał jakos to ogarnąć ale jak wracał z pracy { po 12 godzin. } to
      zaczynaly sie awantury ze ona sie nudzi i zaraz siadala do samochodu i razem z
      dziecmi odwiedzala znajomych . to trwalo 3 lata i było coraz gorzej . Potem zieć
      wyjechał " w świat " ale jej to nie przeszkadzało wynajeła duze mieszkanie
      podała go o alimenty i teraz " wie ze zyje " na moje uwagi o niegospodarnosci
      mówi ze on musi płacic i bedzie placil coraz wiecej bo dobrze zarabia a ona ma
      wydatki { buty za 300 zł wczorajszy zakup } za mieszkanie i media też musi
      placic . ona nie pracuje BO JEST MATKą SAMOTNIE WYCHOWUJACą DZIECI !!! krew mnie
      zalewa !! uważam ze sady powinny zasadzac alimenty w takiej lub zbiżonej kwocie
      OBU małzonkom bo teraz wiem co to jest zerowanie .Jej jest dobrze ma czas na
      koleżanki .i oglądanie telewizji nie musi szarpać sie z życiem bo ma zasądzone
      alimenty { po 500 na każde dziecko } i do tego zmusiła go do opłacania czynszu
      .. wierzcie mi ze kobiety moga byc bezwzgledne i jak hieny moga zerować na
      wspolmałzonku .. ale tego nasze prawo nie przewidziało niestety ..
      • magdacan Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:57
        MI akurat udalo sie wyrwac z przemocy. Teraz podobno naleze do tzw. silnych
        kobiet. Ale prawda jest taka, ze po prostu mialam szczescie i tyle.Pomogla mi
        rodzina i przyjaciele. Znam osoby, ktore tez uciekaly z takich zwiazkow ale
        niestety, mimo ze pracowaly nie poradzily sobie finansowo. A jak w Polsce sie
        sciaga alimenty to chyba wszyscy zainteresowani wiemy. Wydatki zwiazane z
        wynajeciem mieszkania i oplatami sa tak duze, ze potem nic nie zostaje a jesc
        trzeba. Wiec czesto niestety trzeba bylo wrocic do przemocowca . Dlatego ciagle
        uwazam, ze to sprawca przemocy powinien zmienic mieszkanie a nie ofiara. I nie
        sadzcie tak latwo bo po czyms takim naprawde trudno sie podniesc.
        --
        Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
      • nett1980 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 07.06.06, 10:20
        wraca po 12 h do domu i zona wsiada do samochodu z rocznym dzieckiem i
        niemowlakiem i jezdzi w nocy po znajomych??Wiec rok po slubie bylo dobrze i z 4
        lat tylko 3 byly do niczego .Kobieto ile ty masz dzieci , przy dwojce dzieci co
        rok po roku sie rodza jest tyle roboty ,ze nie ma sie czasu czyscic szczoteczka
        do zebow fug w lazience. Nie rozumiem co okreslasz smietnikiem? To co nie
        nauczylas dziewczyny jak ma dom prowadzic? Oj toksyczna mamuska , zazdrosnica i
        zly wzor, oj nie wiem czy nie zmysla tez albo tez czy nie jest raczej
        tesciowa??
    • tom1003 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:31
      oki, faceci i przemoc fizyczna, to znamy i wiemy
      ale przemoc psychiczna nie jest chyba tylko domeną mężczyzn, chyba że oglądamy
      świat oczyma gazetowych tzw. feministek i kolejny tekst będzie o tym że przemoc
      wzrasta wraz ze współczynnikiem głosowania na PiS albo Pani Środa objaśni nam że
      alkoholizm (oczywiście piją tylko męzczyźni - katolicy) wzrasta wraz z
      częstotliwością praktyk religijnych
    • tituru-tituru Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 06.06.06, 20:39
      Po prostu sa ludzie dobrzy (i w miare zdrowi psychicznie ;>),
      i ludzie toksyczni, ktorzy zyja w swoim chorym swiecie i chca do niego wciagnac
      innych... ale zeby byc przez takiego czlowieka pochlonietym, nie da sie ukryc,
      trzeba tego na jakims poziomie (nawet nieswiadomym) chciec...
      • lela-62 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 07.06.06, 09:59
        oczywiście, że tak, ma Pani rację, ale to w tym artykule było napisane,
        dlaczego tak się dzieje. Ofiary przemocy są zgłodniałe miłości i dlatego pakują
        się w takie oszukańcze związki. To jest problem naprawdę złożony. Ja się siebie
        pytam, dlaczego ja to sobie zrobiłam? Trudno jest się z tym pogodzić, że dałam
        sobie to zrobić, podłożyłam się jako ofiara. Prapoczątki takiego zachowania to
        jest nasze dzieciństwo - najczęśniej ułomne emocjonalnie z różnych powodów.
        Pozdrawiam
      • leo_tax Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 07.06.06, 16:19
        > Reportaz nie najwyższych lotów. Bardzo powierzowne ujęcie tematu przemocy
        > psychicznej, sprowadzone do męskiej zazdrości... jednowymiarowe, pomimo wielu
        > przykładów. Instytucja kata psychicznego jest o wiele bardziej złożona.

        Jeśli czujesz niedosyt to sięgnij do fachowej lektury....wszak tu masz
        doczynienia z periodykiem o charakterze niespecjalistycznym :)
        pozdr
      • l_e_a1966 Re: Mąż mnie nigdy nie uderzył 08.06.06, 12:23
        > Reportaz nie najwyższych lotów. Bardzo powierzowne ujęcie tematu przemocy
        > psychicznej, sprowadzone do męskiej zazdrości... jednowymiarowe, pomimo wielu
        > przykładów. Instytucja kata psychicznego jest o wiele bardziej złożona.

        Zgadzam się w pełni. Jestem przekonana, że punkt widzenia zależy od miejsca
        siedzenia. Tak jak cień przedmiotu: rzucony na ścianę przybiera różne kształty,
        w zależności od operowania źródłem światła. Żyję w pobliżu takiej sytuacji.
        Para jest po rozwodzie w powodu znęcania się. Znęcania różnego rodzaju,
        fizycznego też. Dużo o tej parze wiem, a mimo tego trudno byłoby mi
        jednoznacznie określić, co jest faktem, a co odczuciem tych, którzy tytułują
        siebie ofiarami tego związku. Apeluję o nauczenie nas (ofiar) odczytywania
        samych siebie. Wiem, że jest to bardzo trudne. Co nie znaczy, że niemożliwe.
        W związkach brakuje dialogu o odczuciach, bo wtedy kiedy był na to czas,
        zajmowali się seksem. Nikogo nie obrażam. Sama się tak czasami czuję.
        Pozdrawiam. I przechodzę do dalszego odczytywania zebranych tu postów.
    • uhu_an akurat! 06.06.06, 21:38
      t0 jedynie lizniecie tematu. przemoc psychiczna czesto porzybiera znacznie
      lagodniejsze formy. najczesciej sa to szantaze emocjonalne, taka przemoc
      w 'bialych rekawiczkach'- np, bo ja ciebie tak kocham itd., wieczna kontrola, z
      kim, gdzie kiedy.
      wiem, co pisze, bo jestem ofiara.
      mozna by napisac, ze dalej mieszkam z katem. czemu nie cuekam? bo jestem
      uzalezniona, bo mam tak niskie poczucie wartosci, ze taka osoba nie wierzy, iz
      ktos ja pokocha. nie wierzyw siebie. niby banal, ale dosyc skutecznie utrudnia
      zycie. znacie taki termin jak 'wyuczone poczucie bezradnosci'? . to wlasnie cos
      takiego.
      ja pracuje, ale jestem zaledwie w polowie drogi. to nie jest latwe.
      dla wielu wydaje sie wszystko taaaakie oczysiwste i latwe. generalnie problemy
      finansowe to drugorzedna sprawa. na pierwszym miejscu jest odwaga. ja na razie
      jej wystarczajaco duzo nie mam by sie uwolnic. ale walcze.