kobieta_xxx
08.06.06, 12:26
Przez kilka lat bylam zwiazana z meczyzna ktory nie byl dla mnie odpowiedni,
zyciowa pomylka, nie bede sie wdawac w szczegoly bo nie o to mi chodzi.
Pozniej krotko przed zamierzonym rozstaniem z nim poznalam mezczyzne
starszego ode mnie o ponad 10 lat. Mezczyzne zonatego, majacego dziecko. Jego
malzenstwo jest dosc dziwne, praktycznie nie istnieje. To nie tylko moja
subiektywna opinia. Spotykamy sie bardzo zadko, z powodu dzielacej nas
odleglosci. Kocham go i on kocha rowniez mnie. Na poczatku wiedzialam ze on
nie odejdzie od zony, wiem ze nie moge od niego tego oczekiwac. Jakis czas
temu wpadlam w wir tzw szalenstwa. Zaczelam sporo i czesto pic, sypialam z
przypadkowymi mezczyznami. Moje zycie przypomina wegetacje. Czuje sie
samotna. Chcialabym z nim byc, stworzyc z nim normalny zwiazek. Teraz on nie
odejdzie od zony, syn jest jeszcze dzieckiem i by tego nie zrozumial. Ale czy
moge liczyc ze kiedykolwiek on bedzie tylko moj? Boje sie ze zmarnuje sobie
zycie czekajac na czlowieka ktory nigdy nie bedzie ze mna naprawde. Kocham go
tak bardzo jak tylko potrafie. Ale wiem ze musze wybrac. Czy byc z nim dalej
w takim ukladzie czy probowac ulozyc sobie zycie z kims innym. Z rozsadku bo
nikogo innego juz nie pokocham. Co wy zrobilisbyscie na moim miejscu?