nelly_27
12.06.06, 11:00
Może macie jakieś konstruktywne rady... byliśmy ze sobą 4 lata... kochałam go
bardzo... ale jego postępowanie /zdrada, ukrywanie przede mną różnych spraw/
sprawiły że nie mogłam tego już dłużej nieść, nie potrafiłam dłużej udawać,
że nic się nie dzieje, gryźć w sobie swoje podejrzenia (okazały się trafne)
Jakiś czas temu podjełam decyzje o rozstaniu... był zrozpaczony, twierdził,
że tylko mnie kocha i jestem i będe już na zawsze jedyną kobietą w jego
życiu. W końcu coś we mnie pękło, kazałam mu się wynosić z mojego
domu /mieszkał u mnie/
Jest mi cieżko... bardzo cieżko. Kocham go cały czas.. jak mam sie wyleczyć z
tej miłości; wiem że nie mamy przed sobą przyszłości; nie umiem przymykać
oczy na zdrady i nieszczerość w związku. Odeszłam... cierpie i nie mogę sobie
z tym poradzić choć już minęło pół roku od naszego rozstania.
Jak mam żyć, jak funkcjonować, oddychać - pomózcie:-(! Czy "to" zawsze musi
tak cholernie boleć...??