socjolog76 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 10:40 Konflikty między dziecmi a drugą żoną powinien rozwiązywać ojciec, a przynajmniej łagodzić. Zazwyczaj jednak jest się tak, że zarówno dzieci, jak i małżonka mówią wybieraj... i zaczyna się rywalizacja. Wg mnie powinno się przyjąć pewne zasady: druga żona nie wtrąca się do spraw pomiędzy dziećmi a ojcem i mąż powinien jej to na wstępie wytłumaczyć. Nie jest matką tych dzieci, więc nie ma prawa się mieszać w ich rodzinne sprawy. Podobnie z dziećmi, nie powinny się wtrącać w życie małżeńskie ojca i przez niego tez powinny zostać o tym poinformowane. A pretensje o telefony czy sms-y do dzieci nie powinny mieć miejsca. To nie są sprawy drugiej żony. Odpowiedz Link Zgłoś
ella700 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 23.03.10, 14:15 ok, nie jestem ich matka, ale to ja przez pewien okres ich zycia sie nimi zajmowalam, wiec jak moge sie nie wtracac Odpowiedz Link Zgłoś
karamancza wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malzenstwa 16.06.06, 10:58 Z punktu widzenia dziecka swoich rodzicow... Oni nadal sa malzenstwem, ale probuje sobie wyobrazic jak zareagowalabym gdyby ojciec odszedl i ozenil sie ponownie... Otorz gdyby rodzice sie rozwiedli z winy mamy to , a tata nie mialby zadnej kochanki a nowa zone poznalby dopiero po rozwodzie to nie mialabym do niego zadnego zalu, a to czy polubilabym jego nowa zone zalezaloby od tego jakim bylaby czlowiekiem i jaki mialaby stosunek do mnie. Tak samo byloby jesli malzenstwo rodzicow rozpadloby sie z winy ich obojga - nie kochali sie juz, nie mieli wspolnych tematow, slowem klasyczna niezgodnosc charakterow i oboje mieli siebie juz dosc. Rozwod, a po jakims czasie ojciec poznaje te druga i biora slub. No chyba ze ta druga zona to bylaby jakas siksa mlodsza od ojca o kilkanascie a moze i o 20 lat, wtedy po prostu byloby mi strasznie wstyd przed rodzina i znajomymi, bo pewnie pomysleliby ze moj ojciec zglupial. Zreszta sama bym tak pomyslala :) Ale jedna sytuacja bylaby dla mnie nie do zaakceptowania. Jesli malzenstwo moich rodzicow rozpadloby sie przez te trzecia. Po prostu nie moglabym jej zaakceptowac, kobieta ktora z czystego egoizmu burzy zycie calej rodziny, odbiera innej meza a dzieciom ojca, wprowadza taka straszna rewolucje w ich zycie, niejednokrotnie odbiera komus sens zycia nie jest dla mnie warta akceptacji, dobrego traktowania, usmiechu dzieci ktorym rozwalila rodzine. Faceta nie bronie, on jest winny jeszcze bardziej, z tym ze on jest ojcem tych dzieci i jego zawsze beda bardziej tolerowaly niz intruza. Moze nawet nadal beda go kochaly i probowaly odzyskac? Odpowiedz Link Zgłoś
kardynal_pacelli1 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 16.06.06, 19:52 karamancza napisała: > Ale jedna sytuacja bylaby dla mnie nie do zaakceptowania. Jesli malzenstwo > moich rodzicow rozpadloby sie przez te trzecia. Po prostu nie moglabym jej > zaakceptowac, kobieta ktora z czystego egoizmu burzy zycie calej rodziny, > odbiera innej meza a dzieciom ojca, wprowadza taka straszna rewolucje w ich > zycie, niejednokrotnie odbiera komus sens zycia nie jest dla mnie warta > akceptacji, dobrego traktowania, usmiechu dzieci ktorym rozwalila rodzine. To bardzo ciekawe,że winą obarczasz kobietę (w tym wypadku te trzecią).Dziwne,że nie przyszło ci do głowy,że to może stary ześwirował i bzyka na boku.Widze,że jego puszczanie się na boku, a tym samym rozbijanie rodziny jest dla ciebie jak najbardziej do przyjęcia i zakceptowania.Czyli,że stary może odebrać dzieciom uśmiech a ta trzecia to wredna baba. Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 16.06.06, 21:42 Nie no, przecież napisała, że do ojca też miałaby żal, ale jako że to jej ojciec, czyli członek rodziny, mógłby mieć szanse na wybaczenie, a obca osoba na takie względy niestety nie zasługuje. Cóż, życie, tak to już jest Odpowiedz Link Zgłoś
ab732 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 17.06.06, 01:24 a gdyby sie okazalo, ze twoja matka wyszla za maz za jednego mezczyzne, pomimo ze kochala juz kogos innego. i przez dlugi czas byla w malzenstwie, glownie ze wzgledu na dzieci, ktore nadawaly sens jej zyciu ale po 15 latach odeszla do tego, ktory caly czas na nia czekal... to jakbys ja ocenila? ab Odpowiedz Link Zgłoś
ella700 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 23.03.10, 14:20 dlaczego zeniac sie z mlodsza zrobilby zle, moj maz jest starszy odemnie o 20 lat ( od 4 lat jestesmy malzenstwem), mamy 2 dzieci, jesli mowisz 20etnia siksa masz na mysli osobe nie dojrzala emocjonalnie, ja mialam 21 lat jak wychodzilam za maz, ale moje zyie nauczylo mnie ŻYCIA tak bardzo, ze majac 20 lat bylam 30 latka (umyslowo), nie wrzucaj wszystkich do jednego worka Odpowiedz Link Zgłoś
jolunia01 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 11:08 Autorka artykułu napisała: "Jak może kobieta, która trzy lata temu wyszła za mąż, twierdzić, że bez dopuszczenia do spraw dorosłych dzieci jej męża 'w efekcie zostaje do wspólnego życia telewizor, pies i menu'? A serdeczne rozmowy, a wspólne rozrywki, miłe małżeńskie zwyczaje. Jest przecież jeszcze seks, który zwykle łączy partnerów i w którym pary po pięćdziesiątce często znajdują przyjemności nieznane młodym... I oczywiście dzień codzienny, owo menu, które wymaga zakupów, przygotowania, pozmywania." Widać, że nie ma pojęcia, o czym pisze. Jakie serdeczne rozmowy, jakie wspólne rozrywki, jakie miłe małzeńskie zwyczaje, skoro "pan mąż" wiecznie jest zajęty sprawami swoich dzieci z poprzedniego związku. To dla nich rzuca wszystko i pędzi załatwiać ich sprawy, to ich sprawy sa ważniejsze, niz wspólne z druga zona, bo przecież musi pokazać dzieciom, że sa dla niego ważne, to dla dzieci ma zawsze czas, zdrowie i pieniądze. Jesli autorce wydaje się, że mozna zbudowac związek nad zlewozmywakiem czy przy psiej smyczy - to współczuje, że nie stać jej na więcej. A co do seksu - seks jest owszem miły, ale wtedy kiedy między ludźmi istnieje cos innego, niż tylko telewizor, pies, zakupy i sprzatanie. Nie rozumiem, jak taka ograniczona osoba może uważać się za kompetentna do doradzania w rodzinnych problemach. Odpowiedz Link Zgłoś
mmena Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 11:56 Jesli corki maja prawo decydowac czy ojcu wolno zyc z inna partnerka niz ich matka, to w takim razie ojciec ma prawo decydowac o tym czy jego corki moga szukac sobie partnerow. Jesli one sa zazdrosne i uwazaja, ze ojciec nalezy tylko do nich to podobnie moze postapic ojciec. "Corki sa tylko moje i wara od nich. Kazda proba kontaktu z nimi bedzie surowo tepiona. Potencjalnemu kandydatowi na partnera tak zatruje zycie jak one zatruly mojej partnerce." Odpowiedz Link Zgłoś
nela42 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 13:02 Druga żona nie jest dla mojego dziecka zagrozeniem,nawet zabiera dziecko na wycieczki, wyjazdy, zalezy to glównie od tego jak ojciec dziecka ustawi swoje stosunki w domu i z dzieckiem.Dziecko jest dzieckiem,i nie mozna stawiac na rowni tych dwóch osób,zwlaszcza,ze zona zawsze moze przestac byc zoną a dziecko do konca pozostanie dzieckiem tego ojca.Nawet jak bedzie miało 50 lat i swoje dzieci, wnuki.Moje dziecko samo ocenia i widzi jakie sa relacje ojca z nową zoną ,dziecko zna swoja pozycje i wie, ze ojciec je kocha, ale tez kocha swoja zonę.Dzieciom powinno zalezec na normalnych ukladach, nie muszą kochać drugiej żony, wystarczy że ojciec ja kocha. Odpowiedz Link Zgłoś
allspice Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 13:24 Moje relacje z dzieckiem-synem męża z 1-go małżeństwa układały się poprawnie. Podobnie,jak relacje męża z 1-wszą żoną.W ważnych dla nas wszystkich sprawach umielismy się "dogadywać" ale nic ponadto. Tak i pozostało do dziś,kiedy nasze dzieci - i te z 1-go i te z 2-go związku sa dorosłe i utrzymują kontakty,kiedy zachodzi taka potrzeba - i nic więcej. Czyli,to co jest niekiedy pokazywane na filmach-wspólne wakacje,swięta jest tylko na filmach,a nie w życiu. Odpowiedz Link Zgłoś
tajemniczy_don_pedro A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 14:05 Słuszna opinia w artykule: że to nie miłość, a chęć posiadania. Taki motyw zawierania małżeństw jest coraz częstszy ostatnio. Facet chce posiadać kobietę, więc się żeni. Kobieta chce posiadać mężczyznę, więc usiłuje mu ustawiać życie pod własny egoizm i potrafi je zbrzydzić do tego stopnia, że facet ucieka. Kobieta zostaje sama, wpada w depresję i dobrze jej tak. Facet myśli k...sem zamiast mózgiem i żeni się z następną kobietą, która chce go traktować jak własność (i dobrze mu tak, niech mu skacze ciśnienie). W sumie i kobiety, i mężczyźni dostają to, na co zasługują, szkoda tylko, że dzieci się pojawiają, i też są traktowanie jak coś do posiadania, i jako narzędzie do odgrywania się na byłym/obecnym małżonku. Odpowiedz Link Zgłoś
luna67 Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 15:29 tajemniczy_don_pedro napisał: > Słuszna opinia w artykule: że to nie miłość, a chęć posiadania. Chec posiadania? och bo sie usmieje. Myslisz, ze kobieta wychodzi za maz zeby posiadac? A gdzie milosc?, myslisz, ze nie istnieje? Ze ludzie po przezyciach jej juz nie potrzebuja? i na chybil trafil biora sobie pierwszego lepszego partnera w celu posiadania? A moze wedlug ciebie na poczadku jest milosc, ktora wypoczwarza sie w chec posiadania?:-);-) Jezeli chodzi o relacje dzieci z pierwszego malzenstwa do drugiej zony meza, to w najwiekszym stopniu sa odpowiedzialni za nie; maz i byla zona (o bylej zonie nie bylo mowy w zadnej tutaj wypowiedzi). A niestety EX bardzo czesto dolewa duzo oliwy do ognia. Dlaczego terazniejsza zona nie powinna byc informowana o dzieciach z poprzedniego malzenstwa (jezeli tego chce)? przeciez zycie i sprawy meza sa tez jej sprawami, bo z nim zyje i ma prawo dzielic radosci i smutki zwiazane ("nawet") z jego dziecmi. Przeciez relacje z dziecmi zajmuja ojcu napewno duzo czasu wiec dlaczego do tego odcinka zycia meza nie ma byc dopuszczona zona? Dlaczego maz ma sie zachowywac tak jakby znikal z powierzchni ziemi na ten czas. Szczerosc, otwarcie, rozmowa, zaufanie itd, itp. jest atutem udanego zwiazku. Ojciec powinien od poczadku uzmyslowic dzieciom kim jest jego nowa partnerka dla niego, ze jej nalezy sie taki sam szacunek jak i jemu, jasno przedstawic sparwe i otwarcie mowic o nieporozumieniach (jezeli widzi, ze stosunki dziedzi z terazniejsza zona sa nie tak). A nie chowac glowe w piach przy nieporozumieniach, bojac sie utraty albo dzieci albo nowej zony. Byla zona jest najczesciej bardzo negatywnie ustosunkowana do nexi, niezaleznie od tego czy byla powodem rozpadu malzenstwa czy nie, nikt nie lubi byc "zdetronizowanym", nawet po rozwodzie nie umie sie z tym pogodzic, jak on moze np. po 3 latach (po rozwodzie) tak szybko znalezc "zastepczynie", i w dodatku byc z nia szczesliwym, a swoja niechec i rozczarowanie przelewa na dzieci poprzez rozne niemile docinki w kierunku do nexi (przy dzieciach), i jak bumerang trafia ta niechec i uraza z powrotem do terazniejszej zony przez niemile zachowanie dziedzi w stosunku do nexi, i tutaj kolo sie zamyka. Matka ktora kocha dzieci powinna dzieciom zaoszczedzic niemilych sytuacji, uzmyslowic dzieciom, ze tato je nadal kocha, to oni sie rozstali, ze one pozostana zawsze jego dziecmi, bez wzgledu na to z kim ojciec dzieli po rozstaniu/rozwodzie swoje zycie. Nie stawiac warunkow dzieciom, albo ja albo nowa partnerka taty, nie uzywac dzieci jako broni przeciwko bylemu mezowi. Te male w.w. uiszczone punkty moga bardzo pomoc w pozytywnych relacjach pomiedzy dziecmi a nowa partnerka taty. Odpowiedz Link Zgłoś
noniza Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 16:37 luna67 napisała: > Dlaczego terazniejsza zona nie powinna byc informowana o dzieciach z > poprzedniego malzenstwa (jezeli tego chce)? przeciez zycie i sprawy meza sa > tez > jej sprawami, bo z nim zyje i ma prawo dzielic radosci i smutki zwiazane > ("nawet") z jego dziecmi. Przeciez relacje z dziecmi zajmuja ojcu napewno duzo > czasu wiec dlaczego do tego odcinka zycia meza nie ma byc dopuszczona zona? Sądzę, że dlatego że dzieci mogą sobie tego nie życzyć. Mają do tego prawo. Czym innym jest kulturalne zachowanie wobec kolejnej żony ojca, czym innym dopuszczanie jej osobistych spraw dzieci. To ojciec się z nią ożenił, a nie jego dzieci. Dzieci to odrębne istoty, mające prawo wyboru czy ich prywatne sprawy mają być omawiane w szerszym gronie, czy też nie. Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 18:58 dzieci będą sobie mogły życzyć albo nie życzyć jak same założą swoją rodzinę :) o ile mi wiadomo, nie dzieci decydują, o czym ojciec czy matka rozmawia z babciami, ciociami, a nawet swoimi przyjaciółmi - a ponieważ druga żona/drugi mąż to ktoś, kto wybrał życie w rodzinie, gdzie są już dzieci, to wszyscy, którzy o fakcie ponownego małżeństwa nie decydowali, mogą się jedynie z tym faktem pogodzić Odpowiedz Link Zgłoś
noniza Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 20:30 alfika napisała: > dzieci będą sobie mogły życzyć albo nie życzyć jak same założą swoją rodzinę ojciec pomimo ślubu z inną kobietą, dalej stanowi dla dzieci rodzinę, dla mnie dziecko to nie pies, nie podlega tresurze, tylko wychowaniu i wolno mu wyrażać swoje życzenia. Mam wrażenie, że dla kolejnych żon, to trudne do przyjęcia, szczególnie gdy chodzi o nie ich dzieci. > o ile mi wiadomo, nie dzieci decydują, o czym ojciec czy matka rozmawia z > babciami, ciociami, a nawet swoimi przyjaciółmi oczywiście, że nie decydują. tak jak i rodzice nie decydują o czym dzieci rozmawiają ze swoimi przyjaciółmi. Mają jednak prawo oczekiwać, że sprawy które powierzają w zaufaniu rodzicom, nie stana się tematem ogólnej debaty z osobami,które wymieniłaś, jeśli tego nie chcą. Czy gdyby twoja przyjaciółka, czy przyjaciel omawiali z innymi twoje b. osobiste zwierzenia, miałabyś dalej do nich zaufanie? Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 19.06.06, 14:54 rodzice to rodzice, mają wychować, a nie grać roli znajomych - i jeśli w wychowaniu uczestniczy ktoś inny niż rodzice - z decyzji tychże rodziców zresztą - to nie dzieci rola to oceniać czy włazić między dwoje dorosłych ludzi a osobną kwestią jest, czy tatuś czy mamusia umie wybrać takiego partnera/partnerkę, której nie będzie trzeba odsuwać, ale która/y będzie umiał przyjąć cały urok i trudności sytuacji - ale jeśli rodzic tak kocha dzieci, jak to wiadomo wszem i wobec, to myślę, że z takim odpowiedzialnym zadaniem bez trudu sobie radzi :) Odpowiedz Link Zgłoś
ella700 Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 23.03.10, 14:46 zgadzam sie w 10000%, ex dolewa oliwy do ognia, w moim przypadku gdzie zostawia dzieci mezowi, a one ostro daway nam popalic juz jako prawie dorosle, ona skwitowala " ze dlaczego maja nam ulatwiac zycie skoro moga nam utrudniac" niezla suka co??? nie no nawet suka nie zostawia swoich dzieci Odpowiedz Link Zgłoś
allspice tajemniczy_don_pedro... 16.06.06, 15:46 to jednak miłość popycha kobiety do stałego,usankcjonowanego związku, a jak troszeczkę życie dokuczy,to przychodzi refleksja "a po co mi to było". Obecnie,jest inaczej.Spada ilość zawieranych małżenstw i jest bardzo wiele i bardzo dobrych związków "partnerskich" ;ludzie ze sobą są,bo jest im ze sobą po prostu dobrze. A kiedy sa dzieci "twoje,moje i nasze",to jest jeszcze lepiej. Więc nie zgadzam sie a tym,że istnieją inne pobudki do zawierania ew.małzenstw anizeli miłość.Ale,ja nie jestem tego dobrym przykładem... Odpowiedz Link Zgłoś
maria-anna Re: A to znacie? 16.06.06, 16:55 heartpumper napisał: > Jakie wady ma 2 zona? Swoje i 1 zony. -------------------------------------------------------------------------------- Nie znam tego dowcipu,ale jest dobry.Ale mówiąc serio,mówi się,że drugie małżeństwo jest lepsze niż pierwsze.Kontakty wzajemne z wszystkimi dziecmi, tez nie najgorsze,bo darzy sie je sympatią i przyjażnią... Odpowiedz Link Zgłoś
camell_ek a po co nam w ogole faceci? 16.06.06, 17:41 camell.blox.pl/2006/06/Po-co-nam-faceci.html Odpowiedz Link Zgłoś
gszesznica Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 18:57 bledem jest ze w takiej sytuacji kobieta nie stara sie o sympatje tych dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
lipa5 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 19:02 Żona to nie matka. Być żoną nie znaczy że się jest matką. Jesteś żoną mężczyzny, który ma skazę, bo jest ojcem. To on, nie ty ma wypełniać obowiązki ojca. Dzieci mają też matkę (najczęściej) i ona pełni swą matczyną rolę. Ojciec i matka kochają dzieci, sa dla nich pobłażliwe, wiele wybaczają, dają sobie chodzić po głowie. I co? A jeśli jesteś tylko żoną , ale nie matką, to tego nie zrozumiesz. Zaczniesz liczyć mu kasę i czas, jakby on miał odmawiać dzieciom pomocy z jakichś racjonalnych według ciebie powodów. A one chcą robić głupstwa, być czasem niegrzeczne i dalej czuć miłość ojca. Teraz tata ma żonę, która bystro patrzy, czy tata nie przesadza z tą miłością do dzieci. Dlaczego leci na każde pprawie wezwanie, a nie odmówi, bo jest zajęty z nową zoną? TO jest problem, ale drugie żony nie powinny kontrolować relacji ojciec - dziecko, jeśli to nie ich dziecko To całkiem inne relacje, niż małżeńskie. Dorosłe dzieci, będą grzeczne, będą ojcu współczuć, ale zacznie rosnąć między nimi mur.Zanim dziecko wyrosło, rodzice włożyli w jego wychowanie wiele uciążliwej pracy, wiele wyrzeczeń, w tym swego egoizmu. A jeśli druga żona nie ma dzieci, nie ma tych doświadczeń i domaga się tylko wspólności w każdym obszarze życia, także w obszarze nieswoich dzieci? Może chce mieć pakiet kontrolny? Najtrudniejsze sprawy, to sprawy pozornie poprawne, bez awantur, lecz toczone przez robaka czyjejś złej emocjonalności. Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 19:07 nie wychowuje się grzecznych dorosłych dzieci lecąc do nich na każde zawołanie mądra matka i mądry ojciec tego po prostu nie robi bo później dziecku wydaje się, że ma prawo zrobić wszystko mądra matka i mądry ojciec nie przeoczą tego lecenia na każde zawołanie i u siebie nawzajem i jeśli powie im o tym błędzie przyjaciółka, babcia czy druga żona - pomyślą zamiast się rzucać do walki o terytorium Odpowiedz Link Zgłoś
unicef123 Re: trzymać "ptaka " na uwięzi 16.06.06, 19:18 i mysleć , głowa to taka fajna rzecz w której ( podobno ) jest rozum . Jesli go brak to powstaja takie sytuacje. Najbardziej cierpią na tym DZIECI a nie drugie zony ( jakie to baby ? zabierają ojca dziecią ! ) one wogóle nie powinny istnieć , to sa szmaty. A facet , kory nie może dogadać się z tą z która chciał spędzić całe życie to d e te k t y w . łajza. Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: proponuję... 16.06.06, 19:29 ...żeby nie fantazjować na temat powodu rozstań i nie szukać winnego w osobie po kolei lub wybiórczo: ojca, drugiej żony, pierwszej żony, ósmego męża, dziadka czy śniegu to nie na temat tematem jest rodzina, która naprawdę już powstała, nawet jeśli to kolejna żona i kolejny mąż (chyba, ze ktoś uważa, ze należy wszystkie kolejne małżeństwa rozwiązać, najlepiej jutro) ps. a jeśli pierwsza żona odbiła swojego pierwszego męża przyjaciółce, to się liczy jako łachudra czy nie? a jeśli pierwszy mąż pierwszej żony ma "panieńskie" dzieci? :))) sytuacje mozna mnożyć, naprawdę, aż do absurdu - i nawet przy wskazaniu obojga winnych nie my jesteśmy do rozliczania, piętnowania i karania... Odpowiedz Link Zgłoś
shoovar Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 21:00 to dziala w obie strony,dlatego tak duzo samotnie wychowujacych dzieci kobiet.... I jeszcze jedno zdanie, też z listu, takie nieco może filozoficzne: 'Małżeństwo z facetem »z przeszłością « to zawsze ryzykowna sprawa'. Odpowiedz Link Zgłoś
heartpumper Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:17 Ale wiecie co jest chyba najsmutniejsze w tej naszej wspolczesniej ziemskiej egzystencji? To, ze faceci juz tak na prawde nie sa potrzebni kobietom. Nie chce uogolniac ale tak chyba juz jest. Sad but true :( Odpowiedz Link Zgłoś
souri Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:19 Dzieci mojego narzeczonego sa jeszcze male, maja 6 i 4 lata. Znam je obie (to sa coreczki) i one mnie uwielbiaja. Problem w tym, ze byla zona stara sie zniechecic je do mnie, co bardzo mnie boli. Nie bylam przyczyna rozpadu ich malzenstwa. Poznalismy sie juz po rozwodzie, a z reszta to ona odeszla... Ja sama ciagle namawiam mojego ukochanego do czestych kontaktow z corkami, dbam o to, zeby nie zapominal o ich swietach, zeby czesto dzwonil i byl obecny w ich zyciu. Rozmawiam z nim o tym czesto, podkreslajac, jak wazne dla ich rozwoju psychocznego, poczucia pewnosci, bezpieczenstwa etc. jest normalny i czesty kontakt z ojcem. Boje sie tylko, ze byla zona zbuduje miedzy mna a jego dziecmi bariere. Nie wiem, jak sie temu przeciwstawic, jak zadbac, zeby ta bariera nie powstala.... Moze macie jakies pomysly? Doswiadczenia? Odpowiedz Link Zgłoś
heartpumper Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:24 Wydaje mi sie, ze odzywa sie w niej instynkt macierzynski (truizm)- chce 'bronic' dzieci. Mimo wszystko traktuje Ciebie jako zagrozenie. Dlaczego? Po prostu moze najlepiej z nia o tym porozmawiaj? A zreszta, jestem facetem wiec nie rozumiem takich spraw tak jak kobiety. Odpowiedz Link Zgłoś
souri Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:29 Tylko, ze to jest wariatka... Wariatka, jakich malo. Nie sadze, zeby rozmowa z nia cos dala. Z reszta, ona nie zyczy sobie tez kontaktow ze mna, a ja jakos nie mam ochoty zmuszac ja do tego. Nic na sile. Wierze, ze wszystko sie jakos ulozy, ale po prostu jest mi strasznie przykro... A dziewczynki sa na prawde urocze. I poniewaz kocham mojego narzeczonego, to kocham tez jakos jego dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
heartpumper Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:38 Szkoda, bardzo to przykre, bo pewnie wolalabys zeby bylo inaczej i aby ona na wasz zwiazek nie miala wplywu (mimo tego raczej 'gdzies' bedzie, przynajmniej przez jakis czas). Jesli nie chce rozmawiac (mimo tego, ze ma takie prawo) to swiadczy tylko o jej poziomie :( Odpowiedz Link Zgłoś
luna67 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 13:38 Wspolczuje tobie souri, jestem w podobnej sytuacji (2-jka dzieci,10,7), ktora trwa juz ponad 4 lata. Nie bylam tez powodem rozbicia zwiazku, to ona odeszla do innego mezczyzny, ktory po 14 miesiacach zwial od niej. Nie bede opisywala gehenne z byla zona mojego M, ktora ciagnie sie do tej pory dzieci w jej rekach sa narzadem szantarzu i presji. Ale w przeciwienstwie do ciebie, to ja nie zycze sobie kontaktow z ta furiatka, moj repertuar porozumien z nia sie wyczerpal;-) Doszlam do wniosku, ze szkoda moich nerwow, bo w imie czego? to nie moje "niwo". Widze, ze nie stracilas nadziei, ale z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nadzieja jest matka glupich (przepraszam, ze tak sie wyrazam, ale to moje zdanie) Zycze tobie wytrwalosci i "grubej skory" Odpowiedz Link Zgłoś
movisz Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 18:20 Gdybym byla matka tych dwoch dziewczynek to takze nie zyczylabym sobie kontaktow swoich dzieci z toba. Samo stwierdzenie ze ich matka to wariatka stawia ciebie w negatywnej sytuacji i owa matka moglaby sie obawiac ze bedziesz starala sie ustawiac dzieci przeciwko niej. A zadna matka nie chce stracic szacunku i autorytetu u swoich dzieci. W zyciu bym nie pozwolila spotykac sie swoim dzieciom z osoba ktora bym podejrzewala ze moglaby cokolwiek powiedziec negatywnego o mnie jako matce. Procz tego to ze ona jest wariatka to przypuszczam ze to opinia twojego kochanego narzeczonego bo ty patrzysz na nia jego oczami bo nie znasz jej na tyle by miec o niej wyrobiona wlasna opinie. Nie znam powodu ich rozstania ale wiem jedno ze od dobrego meza a zwlaszcza dobrego ojca dzieci sie nie odchodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
ella700 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 23.03.10, 15:51 odchodzi sie i zostawia sie temu zemu mezowi swoje kochane dzieci, zyz to nie wariatka??? Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Do SOURI 18.06.06, 17:22 Rozczarujesz sie i tyle, bo nikt tych twoich starań nie doceni. Ani twój mąż, ani dzieci. Gdy tylko podrosną zaczną wysuwać zęby jadowe i zaznaczać swoje terytorium. Odpowiedz Link Zgłoś
ella700 Re: Do SOURI 23.03.10, 15:52 tak, tak, potwierdzam w 100%, jestem tego zywym dowodem Odpowiedz Link Zgłoś
sarenka42 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 21:21 mnie też dotknęła taka sytuacja chociaż w tej chwili ukochana córka mojego męża z pierwszego małżeństwa ma 29 lat.Przeżyłam koszmar, łącznie z wyjazdami za granicę, o których ona nie mogła wiedzieć bo też by chciała a ja chciałam być sama z mężem, z zakupami, wtedy w Pewexie gdzie na złość mnie potrafiła od męża wyciągnąć całą pensję a ja nie mogłam nawet słowem zaprotestować, a nawet wbrew mnie przywiózł ją na nasz ślub.Ona do tej pory, a mija 20 lat odkąd jesteśmy małżeństwem, nigdy nie przysłała mi kartki ani na urodziny ani na imieniny, do domu nie dzwoni tylko na komórkę do ojca bądż e-mail.Kiedyś zastanawiałam się czy gdybym wiedziała co mnie czeka i jaki bierny był mój mąż, czy wyszłabym za niego za mąż.Na koniec tylko dodam,że to nie ja byłam przyczyną rozpadu jego pierwszego małżeństwa(poznałam go już spory czas po rozwodzie) i to nie mąż wnosił sprawę o rozwód. Odpowiedz Link Zgłoś
el_sqrwiel Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 21:23 Ojciec ją do tego przyzwyczaił i nic ci do tego Odpowiedz Link Zgłoś
el_sqrwiel Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 21:25 Ma matke, która ja wychowywała, wiec do niej uderz Odpowiedz Link Zgłoś
legwan13 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 18.06.06, 11:25 Pani Dodziuk od pewnego czasu lansuje model rozbijanej rodziny.... A to zauważa że kochanki chcą być kochane (atykuł z Wysokich Obcasów sprzed kilku lat, następnie radośnie radzi jak żyć po zdradzie - (można zająć się działalnością gospodarczą i już jest fajnie - oczywiście rada dotyczy tej zdradzonej). A teraz - fajnie ma być porzuconym dzieciom. Najlepiej niech się skumplują z panienką(często rówieśniczką)która im zabrała tatulka. No i nie bądźmi małostkowi jeżeli chodzi o pieniążki - jak będą następne dzieci -jaki problem. Nawet jak tatusia już nie ma (na tym świecie) renta jest do podziału na pięciu potomków, więc trójce studiujących dzieci z pierwszego małżeństwa nie ubędzie nic jak się podzielą z dwójką przedszkolaków z drugiego małżeństwa Trzeba pogodzić się z faktami dokonanymi - zwłaszcza z tymi, na które nie miało sie wpływu. Mój punkt wiedzenia jest z pozycji dorosłego dziecka i szczerze nienawidzę kobiety, która rozbiła moją rodzine i gardzę ojcem który zniszczył życie mojej mamie. Odpowiedz Link Zgłoś
legwan13 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 18.06.06, 16:13 Pani Dodziuk konsekwentnie lansuje pewien model rodziny. A to kilka lat temu nawoływała, że kochanki mają prawo być kochane, w ubiegłym roku znalazła sposób na dojście do siebie po zdradzie (działalność gospodarcza w wykonaniu zdradzanej żony) a teraz postanowiła uporządkować relacje dzieci - tatuś i nowa żona tatusia. Najlepiej jak zostana kumplami - zwłaszcza że ta druga czasami jest w wieku dzieci. Pomijając kwestie finansowe nowa wybranka tatusia okradła mnie z wszystkiego - ale i finanse mają znaczenie -jak już po tatusiu została renta to trójka studentów musiała podzielić sie sprawidliwie z dwójką przedszkolaków. Jestem dorosłym dzieckiem - moja mama nie ułożyła sobie nigdy życia (nowy partner - niemożliwe - istnieje coś tak banalnego jak przysiega małżeńska). Nienawidzę kobiety która pozbawiła mnie rodziny i gardzę ojcem który zniszczył życie mojej mamie. Nikt i nigdy już tego nie zmieni. Pewne rzeczy sa nieodwracalne. Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Nie chcę wchodzić w kontakty z córką partnera 18.06.06, 16:51 Myślę, że ja jestem na początku drogi, którą opisuje socjolog76. Mój partner ma córkę z dość przypadkowego związku. Myślę, że kolejne żony nie są zazdrosne o dzieci, tylko o to w jaki sposób są traktowane w obecności tych dzieci. jeśłi opisujesz, że córka potrafiła z ojca w twojej obecności wyciągnąć w pewexie całą pensję, to odpowiem, że córka to była głupia gó..ara zaznaczająca swoje terytorium, a twój mąż stary palant płacący pieniędzmi za wyrzuty sumienia zwiazane z zostawieniem córki. Mój partner chciałby ze mną rozmawiać o swojej córce i chyba chciałby abym ją poznała. Ale nie wynika to z jakiś specjalnych uczuć, ale chyba chęci chorej konfrontacji. Nadmienię, że gdy poznaliśmy się, to jakoś "zapomniał powiedzieć mi o tym dziecku", potem coś przebąkiwał, że jakaś kobieta mówi, że ma z nim dziecko (dziś 12letnie). Nie mam ochoty poznawać tej córki, a nawet jestem trochę bezczelna mówiąc mu, że skoro ją ukryłeś, to proponuję abyś ukrywał ją dalej. Mój opór jak zauważyłam budzi w nim agresję i jego kontakty zaczynają być znacznie bardziej intensywne. Ja natomiast chcę oszczędzić sobie emocji związanych z poznawaniem cudzego dziecka, ale głównie dlatego, że wiem, że on nigdy w obecności córki nie zaakcentuje, że liczy się ze mną tak samo jak z córką i że jestem dla niego równie ważna. Tacy mężczyźni mają wyrzuty sumienia, a dzieci wychowywane bez ojców są zwykle dość zaborcze emocjonalnie. Ja w tym układzie stoję jak na linii frontu i przyznam, że wolę uniknąć konfrontacji dla własnego psychocznego zdrowia. Nie znam tego dziecka i nie będę udawać, ze jego los jest mi w jakikolwiek sposób bliski. Odpowiedz Link Zgłoś
movisz Re: Nie chcę wchodzić w kontakty z córką partnera 18.06.06, 18:56 .........opisujesz, że córka potrafiła z ojca w twojej obecności wyciągnąć w pewexie > całą pensję, to odpowiem, że córka to była głupia gó..ara zaznaczająca swoje > terytorium, a twój mąż stary palant płacący pieniędzmi za wyrzuty sumienia > zwiazane z zostawieniem córki. ....... jeszcze trzeba do tego dodac ze byl palantem bo w momencie jak jego obecna zona byla przeciwna zapraszania jego corki na slub nie zerwal z nia. Byl to przeciez wstep tego jak bedzie jego corke traktowala pozniej. A tobie ala.x1 zycze by twoja wypowiedz przeczytal twoj narzeczony i otrzasnal sie ze snu bo nie wrozysz nic dobrego dla waszego przyszlego zwiazku. Dziecko nie prosilo sie na swiat i ojciec czy chce czy nie ma OBOWIAZEK uczestniczyc w jego zyciu. A tobie jak sie to nie podoba to nie powinnas sie z nim wiazac. Postaw sie w sytuacji tego dziecka. Ty tez kiedys bylas dzieckiem. Jak bys sie czula bedac odrzucona przez wlasnego ojca? I powtarzam jeszcze raz, dobre traktowanie wlasnego dziecka to nie uciszenie wyrzutow sumienia ale przede wszystkim obowiazek i milosc ojcowska! Gwarantuje ci ze bedziesz myslala innaczej jak kiedys sama bedziesz musiala wychowywac swoje dziecko. A przeciez jest to mozliwe. Oczywiscie nie zycze ci tego bo...jest mi to obojetne. Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Do movisz 18.06.06, 19:10 Nie rozumiem twojego napadu agresji na mnie. Napisałam, że nie mam ochoty poznawać tego dziecka tylko dlatego, że mój partner chce prowadzić jakieś gierki. To jego dziecko, a nie moje i nie mam ochoty uczestniczyć w życiu cudzych dzieci. Poza tym jeśli uważasz, że partner, któy "ukrywa" fakt że posiada dziecko jest w porządku, to gratuluję ci spojrzenia. Przecież ja nic złego nie robię temu dziecku, myślę nawet, że poznanie mnie nie byłoby dla niej miłym przeżyciem. Nie jestem typem "matki Polki" i na pewno nie umiałabym podlizywać się jakiemuś dzieciakowi, a jeśli coś by mi się nie podobało to głośno powiedziałbym swoje zdanie. Po co więc stwarzać takie dziwaczne i sztuczne sytuacje. On może sobie biegać do tego dzieciaka, łożyć na nią, ale mój dom jest moją twierdzą. Z resztą nie sądzę aby jej matka była zadowolona z kontaktów tego dziecka ze mną. Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Re: Do movisz 18.06.06, 19:17 cd. Poza tym chyba przeczytałaś tekst pierwszej autorki i wyraźnie z niego wynika, że jej mąż w obecności dziecka dyskredytuje ją (na przykład wydawanie pensji na fatałaszki dla córeczki). Mnie na jej miejscu też by trafiał szlag i przyznam, że podziwiam ją, że potrafi zachować zimną krew w takiej sytuacji, bo ja bym głośno powiedziała co o tym myślę. Jeśłi chodzi o obecność dziecka na ślubie... trudno mi tu się wypowiadać, ale też nie byłoby to dla mnie miłe przeżycie, a w końcu ślub ma być miłym przeżyciem. Nie wiem też czy dziecko jest zadowolone patrząc na ślub swojego ojca. To chyba udaje się tylko w cukierkowych amerykańskich filmach. Odpowiedz Link Zgłoś
movisz Re: Do movisz 19.06.06, 02:00 ..........Nie rozumiem twojego napadu agresji na mnie. Napisałam, że nie mam ochoty poznawać tego dziecka tylko dlatego, że mój partner chce prowadzić jakieś gierki. To jego dziecko, a nie moje i nie mam ochoty uczestniczyć w życiu cudzych dzieci. ... Wcale nie chcialam ciebie zaatakowac. Przepraszam jesli tak wyszlo. Po prostu u ciebie widac tyle zlej woli i egoizmu w stosunku do dziecka ktorego jedyna wina jest to ze zostalo poczete przez niedojrzalego czlowieka ktory stara sie teraz jakos nadrobic to zlo ktore wyrzadzil dziecku pozbawiajac go obecnosci ojca na codzien. Ty z gory nastawiasz sie na robienie im problemow ale wez pod uwage ze to dziecko bylo przed toba i ty zdajesz sobie z tego sprawe. Ona nie zniknie a ty jako ta druga osoba w kolejnosci masz do wyboru angazowac sie w ten zwiazek gdzie juz jest dziecko lub nie. Jezeli uwazasz jego dziecko za "cudze" czyli obce, czyjes to po co jestes z nim skoro uwazasz go za obcego, cudzego? A to ze ukrywal przed toba ze ma dziecko to swiadczy o tym ze na tyle ciebie poznal ze bal ci sie tego powiedziec obawiajac sie twojej reakcji. .........Poza tym chyba przeczytałaś tekst pierwszej autorki i wyraźnie z niego wynika, > że jej mąż w obecności dziecka dyskredytuje ją (na przykład wydawanie pensji na > > fatałaszki dla córeczki). Mnie na jej miejscu też by trafiał szlag i przyznam, > że podziwiam ją, że potrafi zachować zimną krew w takiej sytuacji, bo ja bym > głośno powiedziała co o tym myślę. Ciekawa jestem czy tobie twoj ojciec nigdy nie kupowal fatalaszkow? Jezeli nie to ci wspolczuje a jezeli tak to po prostu zachowywal sie jak prawdziwy ojciec. Nadal podtrzymuje swoja opinie ze nie powinniscie sie ze soba wiazac bo jestes negatywnie nastawiona do jego dziecka i nie rozumiesz ze spotykanie sie z dzieckiem i lozenie na utrzymanie dziecka jest jego obowiazkiem. Czy jakbys miala z nim dziecko i by sie wam nie ulozylo czy bylabys szczesliwa jakby nie chcial sie z nim widywac czy lozyc na nie? Po prostu szukaj faceta bez zobowiazan bo to jest duza roznica. Powiem szczerze ze czytajac ten watek jestem zaskoczona tym ogromnym despotyzmem, egoizmem i brakiem zrozumienia ze strony kobiet w stosunku do dzieci ktore nie z ich winy zostaly pozbawione rodzinnego kompletnego domu, ktore tak samo tesknia za matka jak i ojcem i pragna kontaktu z obojgiem rodzicow. To jest po prostu swinstwo ze strony tych kobiet ktore odciagaja ojcow od dzieci z poprzedniego malzenstwa i staraja sie ograniczac ich kontakty. .......Jeśłi chodzi o obecność dziecka na ślubie... > > trudno mi tu się wypowiadać, ale też nie byłoby to dla mnie miłe przeżycie, a w > > końcu ślub ma być miłym przeżyciem. Nie wiem też czy dziecko jest zadowolone > patrząc na ślub swojego ojca. To chyba udaje się tylko w cukierkowych > amerykańskich filmach........ Nie, to sie udaje w cywilizowanym swiecie wsrod ludzi kulturalnych i odpowiedzialnych ktorzy licza sie z drugim czlowiekiem i jego uczuciami. I sama znam mnostwo takich przypadkow. Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Do movisz 19.06.06, 12:24 movisz, ty szyjesz w jakimś wyimaginowanym świecie. Dzieck z poprzedniego związku zawsze będzie poszkodowane, bo wychowuje się bez obecności ojca i nikt tego niezmini. Jeśłi chodzi o kupowanei fatałaszków, to jeśli wydaje na nie całą pensję w obecnosci drugiej żony i stanowi to uszczerbek dla ich domowego budżetu to uważam to po prostu za chamstwo wobec drugiej żony. Wiesz, mój ojciec też mi kupował fatałaszki w pewexie, bo chciał tym zagłuszyć wyrzuty sumienia, ze nie jest prawdziwym ojcem (mimo, ze nigdy nie wyprowadził się). Fatałaszki nie zagłuszą jednak wyrzutów sumienia. Ojciec to musi być ktoś kto pociesza, pyta o problemy, uczy, odrabia razem lekcje i opiekuje się w chorobie. Z perspektywy osoby dziś 36letniej powiem ci, że ojciec który tylko kupuje fatałaszki i traktuje córkę jak partnerkę, z którą można pograć w tenisa, popływać an surfingu, pochwalić się nią wśród znajomych nie jest żadnym ojcem. Dziś nie mam dobrego kontaktu z ojcem, bo w sumie jest to mi dość obojętny cżłowiek, któremu pomogę gdy potrzebuje tej pomocy, ale nie żywię do niego żadnych głbszych uczuć, bo uczucia buduje się latami, a nie w ciągu półgodzinnej wizyty w pewexie:) Jeśłi chodzi o córkę mojego partnera to myślę, że mój partner prezentuje podobny pozniom co mój ojciec. Chciałby mnie z nią poznać, abym zobaczyła że powielił swoje geny z sukcesem. Nie ma z a tym nic głębszego. Poświęca jej teraz sporo czasu, ale tylko dlatego, że ja jestem zajęta zawodowymi sprawami i nie mam dla niego czasu. Chcę ją zapisać na obóz surfingowy, ale tylko dlatego, że ja nie chcę z nim pływać i potrzebuje towarzystwa na desce. Na narciarski jej nie zapisuje, bo ja jeżdżę na nartach. Czy myślisz, ż ejest to prawdziwy ojciec? Poznałąbym jego córkę, gdyby on miał do tego normalne podejście, gdybym wiedziała, ze to nie będzie jakaś żałosna pantomima i że będzie potrafił przedstawić mnie swoej córce jako kobietę, z którą buduje życie, a nie jkąś tam kolejną "Olę". To mój partner nie dojrzał do tego abym poznała jego dziecko, a nie ja i p owiem ci szczerze, ze współczuję temu dziecku, z ema takiego płytkiego ojca. Ojca, któy manipuluje miłością dziecka i kocha warunkowo. Napisałaś, że usprawiedliwaisz mojego partnera, że nie powiedział mi o tym, że ma dziecko, bo nie miał do mnie zaufania. A nie pwiedział mi o tym przez prawie dwa lata! Dziwię się więc, że miał do mnie zaufanie, aby ze mną sypiać, mieszkać u mnie i chcieć mieć ze mną dziecko... Czy nie sądzisz, ze to dość zaskakujące? Odpowiedz Link Zgłoś
lilith76 Re: Do movisz 19.06.06, 14:23 dlaczego więc nadal trwasz przy kimś kto: - nie nadaje się na ojca, - zbudował wasz związek na kłamstwie, - wg ciebie nadal próbuje manipulować. jak na razie on wychodzi z tego obronną ręką, a rykoszetem dostanie się dziecku. Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 do lilith76 19.06.06, 14:43 Dlaczego trwam, to moja sprawa. Nie o tym tu rozmawiamy. Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: pozostawiam jeszcze szanownym paniom 19.06.06, 14:57 ...i panom pod rozwagę następującą sytuację: coraz częściej na wzór skandynawski nasze sądy przyznają opiekę naprzemienną rodzicom nie interesuje nas tu krytyka takiego układu, ale sytuacja drugiego małżonka/małżonki - i ich tzw. "nieuczestniczenie" w wychowaniu :))))))) trochę mniej jadu po wyrobionych przekonaniach na temat kochanek, kochanków i romansów na boku ze strony jakże przecież kochających rodziców Odpowiedz Link Zgłoś
burza4 dorosłe dzieci 19.06.06, 17:47 alfika napisała: > ...i panom pod rozwagę następującą sytuację: > coraz częściej na wzór skandynawski nasze sądy przyznają opiekę naprzemienną > rodzicom z ciekawości - gdzie to wyczytałaś, bo jako żywo - jeszcze się z takim przypadkiem nie spotkałam nigdy, a dość często czytuję "samodzielną mamę"? nie da się całkiem "nieuczestniczyć" w wychowaniu, podobnie jak nie da się żyć na marginesie poprzedniej rodziny męża. Artykuł dotyczył relacji dorosłych dzieci i drugich partnerek. To zupełnie inna sytuacja od tej, gdzie dzieci są małe. Nie pojmuję zdziwienia pani Dodziuk złymi odczuciami partnerki. To, co jej proponuje - jest według mnie szalenie odległe od czegoś, co powinno łączyć dwoje ludzi w związku małżeńskim, to jakaś chora namiastka związku. Spędzać sama weekendy, radzić sobie sama, trzymać się z boku? fajnie raz na jakiś czas, ale stale - to po co partner? Rozwiązanie które podsuwa może się sprawdzić u pary zaprzyjaźnionych sublokatorów, ale w małżeństwie? to tak, jakby mąż miał 2 osobowości, raz jako mąż; drugi raz - jako ojciec, przy czy występując w tej ostatniej - żonę traktuje jak obcą. To jest chore. Strony naprawdę nie muszą się lubić ani wiedzieć o sobie wszystkiego. Ale odsuwanie żony od spraw, którmi żyje mąż niczego dobrego nie wróży. Nieważne czy to sprawy dzieci, czy służbowe, nikt przescież nie oczekuje, że będzie powierzał drugiej żonie np. małżeńskie problemy córki. Ale musi też mieć świadomość tego, że załatwianie spraw za dzieci za plecami żony jest nie fair. Ważne jest prowadzenie częściowo odrębnego życia. Naturalnie każdy potrzebuje kawałka swojej przestrzeni. Ale KAWAŁKA, a nie większości! Małżeńswo nie może funkcjonować jak spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, odtąd-dotąd. Oni prowadzą po prostu odrębne życie pod jednym dachem... Założę się przy tym, że gdyby w artykule dorosłą córkę zastąpić teściową - reakcje i odpowiedzi byłyby skrajnie różne. Jaki byłby komentarz gdyby mąż ciągle latał na kazde skinienie teściowej, gdyby teściowa przychodziła ignorując istnienie żony, gdyby np mąż brał kredyt dla teściowej za plecami żony bez jej wiedzy itd? Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Do burza4 19.06.06, 18:32 masz w 100% rację! Większość kobiet, które tu wypisują te brednie podyktowane wibracjami macicy zupełnie nie wie o czym pisze. Nowy zwiazek, nowa żona i stare dzieci...tę relacje można ułożyć na zdrowych zasadach, ale tylko wtedy gdy dzieci nie stoją na piedestale podyktowanym wyrzutami sumienia. Ja mam objekcje przed poznaniem córki mojego partnera nie dlatego, że kieruje się jakimiś chorymi emocjami, ale dlatego, że patrząc na jego postawę nie wyczuwam, że akcentuje swojej córce i jej matce, że to ja jestem osobą z którą chce spędzić życie. To raczej wygląda tak, że jest jakaś Ola, z którą od paru lat mieszka i na którą nie należy za bardzo zwracać uwagi, bo Ola ma się dostosować do sytuacji, a nie sytuacja do Oli. Nawet cały swój majątek zapisał córce, bo gdyby na przykład umarł, to przecież nie ja jestem tą osobą, która powinna cokolwiek dziedziczyć. Nie wzieliśmy ślubu, bo pewnie boi się, że nagle będę miała jakieś prawa. A gdy mówimy o ślubie, to mówi głównie o rozdzielnosci majątkowej i intercyzie (mimo, ze ja jetsem osobą dobrze zarabiającą i na pewno nie czyham na czyjeś pieniądze) Nie możemy nawet razem wybudować domu, bo on się nie godzi na to, aby moje interesy zostały zabezpieczone, a ja z kolei nie godzę się na to, aby w przypadku jego śmierci nagle okazało się, że dom w którym mieszkam ma współwłaściciela. Wybieram więc mieszkanie w swoim mieszkaniu. Myslę, że to nie "drugie żony" są winne temu, że te kontakty nie układają się tak jak by mogły, ale faceci, którzy są pozbawieni klasy i dla drugiej żony mają tylko warunki. Mój facet doprowadził do tego, że ja nie chcę mieć z nim żadnej współnoty majątkowej, bo się po prostu boję. Teraz przynajmniej wiem, ze mieszkam w swoim mieszakniu i jeżdżę swoim samochodem. A bez poczucia wspólnoty (mowa nie tylko o pieniądzach) bardzo trudno buduje sie jakąkolwiek bliskość i zaufanie. Odpowiedz Link Zgłoś
luna67 Re: Ola.x1 21.06.06, 10:47 Mozesz mi zdradzic, dlaczego jeszcze trwasz w tym chorym zwiazku? co ciebie przy niem trzyma? Ten facet jest moim zdaniem psychicznie chory, nie ma zielonego pojecia co to jest udany zwiazek, wzajemne zaufanie, szczerosc i zabezpieczenie partnera w razie smierci jednego z nich, a te rzeczy sa atutem udanego zwiazku. Jestes 5-tym kolem u wozu, niestety jest to gorzka prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
lilith76 Re: Ola.x1 21.06.06, 14:17 zdarza się, że mężczyzna po jednym nieudanym związku (podziałach dobytku) w kolejnym jest już bardzo ostrożny, asekurujący się, bojący się na zapas, dokładnie rozdzielający moje/twoje. raz już dostał po tyłku, choć miało być tak pięknie. jeśli ma jeszcze jakieś zalety lub potrafi inaczej pokazać, że kobietę kocha i zależy mu, to nie jest źle. Odpowiedz Link Zgłoś
luna67 Re: Ola.x1 21.06.06, 14:39 lilith76, jak jest ostrozny tnz., ze jest nie gotowy na nastepny zwiazek, i jezeli podchodzi do nastepnego zwiazku z dystansem, bojac sie na zapas, to gwarancja ze bedzie nie udady. Takie zwiazki sie sypia, bo druga partnerka nie bedzie chciala byc traktowana gorzej od pierwszej zony:-) Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 do luna 21.06.06, 23:29 Luna, z tego co opisałaś wynika jakaś kompletna paranoja. on jest z tobą, ale tak naprawdę należy do poprzedniej rodziny. Jak tak można, żeby ci powiedział, ze to ty masz zapłacić za mieszkanie, bo on ma jak widać inne wydatki. ja czuje się strasznie osamotniona w tym moim związku(?) i tu nie chodzi o jego córkę, ale o to, że nie czuję, że jestem dla mojego partnera kimś ważnym . przyznam ci się, że jestem juz na krawędzi wytrzymywania tego wszystkiego. Dla mojego partnera najważniejsze jest to, czy jest w lodówce jedzenie. Mam wrażenie, że nie mieszkam z cżłowiekiem, tylko z przewodem pokarmowym. Nawet jeśli jesteśmy pokłóceni, to on pyta mnie czy zrobiłam coś do jedzenia. Mimo, że ejst bardzo bogaty za wszystko każe mi płacić po połowie. Nawet gdy znudził mu się dość nowy rower, a ja chciałąm go wziąć to musiałam zapłacić cenę jaką uzyskałby za niego na allegro. Taka postawa zabija we mnei ucucia. Juz mi się nie chce starać. Wśród znajomych uchodzę za pogodną osobę, a gdy wracam do domu to jestem smutna. Kupuję sobie prezenty, aby przez chwilę dobrze się poczuć. Kiedy byłam mężatką i wiem, że miłość i partnerstwo wyglądają zupełnie inaczej. Najgorsze jest to, że wile osób mi mówiło, że z tym facetem nic się nie może udać. Jak widac mieli rację. Tylko ja byłam ślepa i wierzyłam, że egpista może kochać. Nie może, bo jego serca wypełnia wielka i nieprzebrana miłość, ale do samego sibie i już na nikogo więcej nei ma tam miejsca. Odpowiedz Link Zgłoś
luna67 Re: do ola.x1 22.06.06, 23:10 Tak sie wlasnie czuje jak napisalas:-( I wiem tez jak ty sie czujesz, gdyz zylam 17 lat z takim czlowiekem (pomimo slubu), do ockniecia sie (lepiej pozno niz wcale). Nas laczyl slub i dzieci, a ciebie co laczy? masz z nim dzieci? slub? Dziewczyno przeciez ty jestes dla niego darmowa sluzaca i naloznica, przepraszam ze pisze bezposrednio ale jedno i drugie kosztuje i to nie malo, sknera liczy napewno co miesiac ile zaoszczedzil cieszac sie jaki on to nie cwany, a z tym rowerem mnie dobilas;-( i dziwie sie ze cos do niego jeszcze czujesz, bo sknera byl napewno od poczatku waszego zwiazku. Ja sie osobiscie boje, ze przez wybryki mojego partn. zaczne sie od niego odsuwac, nie moge na niego w tej chwili "patrzec", mam do niego zal i jestem zla. Mamy tyle wydadkow na nowe mieszkanie, bo bez kuchni (mebli i urzaczen elektr.), mojej corce musze kupic nowe meble, gdyz te dwuletnie pojda do dzieci pokoju mojego partnera, malowac mieszkanie tez trzeba i te stare i te nowe, a on zadowolony, bo udalo mu sie "tanio" fajna hustawke kupic dla dzieci do ogrodu. Zrobilam jak nigdy (bo miarka sie przebrala) karczemna awanture, niech on zaczne wszystko pakowac do konca, do tej pory, oprocz latania po sklepach z hustawkami palcem nie ruszyl. Chyba robie blad z ta przeprowadzka, jakbym wszesniej wiedziala to nie zgodzilabym sie na ten dom:-((((( Dzis po popoludniu wrociwszy z zakupow (mebli dla corki), zastalam dzieci mojego ogladajace katalog z meblami, krzyczace "ja chce ten stolik, i ta mebloscianke....., zamarlam...., po ockniecu sie, usmiechnelam sie tylko nie komentujac, ale ciekawa jestem kto im to zafunduje, bo ja napewno nie, a tatus jest splukany;-) Nie wiem jak ja ten czas przezyje, najlepiej jakby mnie na ten czas uspili;-) Ps Ile masz lat, ze siedzisz z takim sknera? napisalas tez, ze ci sie nie chce "szukac " nowego, a nie zastanawialas sie dlaczego tobie sie nie chce? ja tobie mowie, ze to twoj partner odbiera tobie te sily;-) i kolo sie zamyka:-) Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 Do Luna67 23.06.06, 21:59 Witaj. Chciałąbym z tobą poroznmawiać, ale nie na publicznym forum:) Mój adres to ola.x1@gazeta.pl Pytasz co mnie przy nim trzyma? Chyba niechęć do kolejnej zmiany. Przyznam, że zrobiłam już w życiu kilka "zmian". Kazda kolejna jest gorsza:) A co ciebie trzyma przy tym beznadziejnym facecie, którego opisujesz? Przecież też powinnas kopnąć go w tyłek i przestać zarabiać na jego dzieci. Napisz do mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 do Luna 21.06.06, 16:14 Masz racje Luna, to chory facet. Mówią mi o tym wszyscy znajomi, a moja rodzina wręcz go nienawidzi. Uważa go za bogatego dupka. Pieniądze w pierwszym pokoleniu:) Nie jestem z nim jednak z przyczyn finansowych, bo sama potrafię sobie zapewnić dobry byt. Jestem z nim...bo nie chce mi się zaczynać czegoś nowego. To raczej ja dokładam do tego związku, bo wychowano mnie tak, że lepiej dołożyć niż usłyszeć, że ktoś do ciebie dopłaca. Od mojego rozwodu (pięć lat) każdy facet to jakaś nowa porażka. Dupki i egoiści. Jeden sprowadził się do mojego mieszkania i miałam wrażenie, że rozrósł się jak chwast. Uważał, że skoro zostawił dla mnie żonę (głupek) to powinnam byc mu do końca życia wdzięczna. Wyobraź sobie, że żeby go wyprowdzić musiałam wynająć mu mieszkanie i uciec się do podstepu, że to tylko na jakiś czas. Drugi chciał we mnie widzieć opiekunkę. To był w sumiei fajny facet, ale rola opiekunki mi nie odpowiadała:) Obecny na początku wydawał się fajny, myślałam, że będzie mnie szanował. Jestem bardziej od niego wykształcona, mam fajnych znajomych i ciekawą pracę. Tymczasem okazuje się, że to kolejna pomyłka. We własnym mieszkaniu mieszkam z wrogiem. Pewnie rozstanę sie z nim, ale teraz przygotowuję się do ważnych egzaminów i po prostu nie mogę zafundować sobie takiego stresu. Egzaminy są w listopadzie... :))) Odpowiedz Link Zgłoś
luna67 Re: do Luna 21.06.06, 17:47 nie jest prawda, ze madry czlowiek uczy sie na bledach. Nie tacy siedza w rzadzie, a historia sie powtarza nawet ta smutna;-) Ja osobiscie jestem ok. 5 lat w zwiazku z mezczyzna, ktory wydaje szystkie pieniadze na dzieci (nie mowiac na alimenty bo to jego obowiazek), na zagranichne wczasy z dziecmi, nowe rowerki co roku (bo "stare sie znudzily), dodatkowy, pieknie urzadzony u nas pokoj, dodatkowe modne ubranka (oprocz nie "domowych"), drogie prezenty, itd., a o tym dowiedzialam sie dopiero wczoraj;-((( Nie zwracalam prawde mowiac na to uwagi, gdyz uwazalam, ze to jego pieniadze i jego dzieci, ja zarabiam bardzo dobrze, dokladam do wszystkiego i oprocz tego, uzbieralam sobie dosc pokazna sumke, wiec myslalam, ze on tez dba o przyszlosc, dodam, ze mam 17-letna corke, ktora wylacznie ja utrzymuje (mieszka z nami i tez kosztuje jak dorosly). Doszlismy do wniosku, ze nasze mieszkanko jest jednak za male (bioro w sypialni, a papiery sie mnoza), wiec poszukalismy sobie piekny domek (na czynsz), zaczelismy rozmawiac o tym co mamy dokupic, i co sie okazalo?, ze to ja mam do tego mieszkanka wylozyc, bo moj partner jest "goly", pomimo, ze bardzo dobrze zarabia nawet po odtraceniu alimentow. Nigdy nie sprawdzalam jego konta ani sie nie pytalam wiedzac, ze duzo zarabia i bylam pewna, ze mysli o przyszlosci, gdyz planujemy dzidzie juz 6 miesiecy (i jak nigdy teraz mam watpliwosci). Wczoraj przy pakowaniu wpadly mi w rece jego rachunki, zlapalam sie za glowe (nie dziwiac sie jego goloty), bardzo drogi komputer, zloty naszyjnik, ktory widzialam juz u malej, ale myslalam, ze to tabak, i inne przerozne rachunki z kupna zabawek ktore u nas juz nie maja miejsca. Pomyslalam, ale ma "droga kochanke";-), po rozmowie sie okazalo, ze to dla malej i dla malego, od tak sobie. Przypominam sobie, ze mala prawie co tydzen dziekowala tacie za prezenty, ale z tej okazji, ze robi czesto "maluskie" wiec nie zwracalam na to uwagi. OK. pomyslalam, czasu nie da sie cofnac, i suszyc glowy mojemu tez nie ma po co, ale co dalej, teraz dochodzi do mnie jak moj wyrazal sie o mojej "poprzedniczce", odeszla, bo nie mogla patrzec jak "rozpieszczam dzieci", i coz z tego pomyslalam, ja moja tez rozsadnie "rozpieszczam, ale teraz dopiero wiem o co mu chodzilo. Po rozmowie rece mi opadly, nie mam sily sie pakowac, nie chce tego nowego mieszkania, nie chce dziecka, nic mnie nie cieszy, bo wiem, ze on sie nie zmieni, przy rozmowie dowiedzialam sie, ze jedze w sierpniu z dziecmi na wczasy na Majorke a przy wycofaniu zamowienia straci 30% wplaty. Mam do siebie zal, ze wczesniej nie przyjzalam sie temu wszystkiemu dokladnie, ksiazeczkom osczednosciowym dla dzieci i polisom, ogolnie wszystkim wydatkom zwiazanych z dziecmi i ile nam zostaje na zycie, ale balam sie ze bede posadzana o chytrostwo. On mnie pociesza i mowi jak nie starczy to rodzice pomoga, o zgrozo nigdy od nich nie wezme ani grosza, chocbym z glodu umierala!!! te pozniejsze wymowki, nie!!! Jestem wku..ona, jak on sobie to wszystko wyobraza? Nie, nie jestem madra, jak napisalas ja tez tak myslalam, ale fakty mowia za siebie;-( pomimo tego wszystkiego kocham tego wariata;-) Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 do Luna 21.06.06, 16:19 Luna, jesteś mądrą osobą. Chciałam ci jeszcze to powiedzieć. Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: dorosłe dzieci 14.07.06, 11:23 nie wyczytałam znam z relacji wypowiedź sądu :) Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: a jeszcze do Burzy4... 14.07.06, 11:28 moje wpisy dokłądnie tego dotyczą - jedności małżeństwa jeśli nie umie sie stworzyć kilku osobom rodziny, to się nie tworzy sytuacja "mam dziecko" musi być omówiona, sprawdzona, przemyślana - i do tego nade wszystko trzeba bardzo ugodowych ludzi, mądrych i dojrzałych inaczej powstaje twór, gdzie ktoś jest nieszczęśliwy, ktoś leczy swoje wyrzuty, a ktoś jest przeciągany we wszystkie strony i na co to komu? ślub i wspólne życie niczego nie załatwia powinien być na końcu powyższej drogi przemyślania, nie na końcu - ale jak ktoś lubi ryzykować... wolna droga niestety Odpowiedz Link Zgłoś
lmn32 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 20.06.06, 15:36 "Mąż uparcie twierdzi, że nic mi nie mówi o ich sprawach, bo mnie to denerwuje, i że nie lubię jego dzieci. A jak mam lubić, skoro kiedy ja odbiorę telefon, słyszę tylko: »Cześć, mogę prosić ojca? «, skoro nie składają mi życzeń imieninowych ani urodzinowych, a wchodząc do naszego domu, rzucają »cześć « do ściany, bo jestem w innym pomieszczeniu. Sytuacja jest na tyle stresująca na co dzień, że poważnie zastanawiam się, czy ma sens trwanie w takim związku, który nie łączy, ale dzieli. Nie mamy nic wspólnego, nawet spraw bieżących. I gdzie tu związek?'. " Skad ja to znam, jeszcze 5 lat temu byłam córką, dzis jestem [...] Nie ma sie ochoty na rozmowę z kimś, kto skutcznie niszczy rodzinne relacje, na rozmowe z osobą, ktora świadomie pozwalała na ich niszczenie z każdym dniem coraz bardziej, która powiela od dłużeszego czasu słowa drugiej małżonki tez przechodzi ochota... Odpowiedz Link Zgłoś
ola.x1 do Imn32 21.06.06, 16:30 Imn, to przede wszystkim Twój mąż niszczy te relacja! To on nie dba o ciebie i pozwala dzieciom aby traktowały cię po prostu po...chamsku(przepraszam za to słowo). Moja koleżanka ma faceta z dwójką dzieci z poprzedniego zwiazku. To ona był a przyczyną rozwodu. Ten facet zawsze staje po jej stronie i skoro jego dzieci nie szanują jego kobiety powiedział im, że albo zaczna traktować ją z szacunkiem, albo daje im czas do namysłu. Sznuję go za to! To facet, który potrafi dać do zrozumienia kobiecie, że ją kocha i że to ona jest najważniejsza, a skoro dzieci nie akceptują jej to tak jakby nie akceptowały własnego ojca. Zazdroszczę jej takeigo faceta, bo mój to po prostu...dupek. Odpowiedz Link Zgłoś
korona191 Konflikty między dziećmi a drugą żoną 20.01.07, 00:05 Jestem w zwiazku z rozwodnikiem.on ma syna niestety.tak niestety.na litosc boska wiem ze nie jest winne dziecko ale do cholery jasnej co ja jestem winna ze pokochalam rozwodnika.wiem wiem mozecie powiedziec wiedzialas w co sie pakujesz. a myslicie ze to na poczatku przeszkadza? nie! niezauwaza sie tego na poczatku sie toleruje dziecko usmiecha sie na samo wspomnienie imienia. ale pozniej jest proza zycia. mieszkamy razem z moim chlopakiem a syn 8letni z matka daleko. i moj chlopak odwiedza go ok raz na 3 mce kocha go wiem ale na litosc boska to ja z nim zyje to ja sie opiekuje moim chlopakiem to ja z nim spedzam wiecej czasu jak nie caly czas. wiec uwazam ze on nie ma juz syna bo go nie wychowuje nie jest z nimnie widzi jak dorasta. rodzicem sie jest wtedy gdy z dzieckiem sie przebywa i ma sie wplyw na krztaltowanie jego osobowosci i charakteru. nie ma prawa sie nazywac ojcem a tylko dawca nasienia. kim sa rodzice ci co oddali do domu dziecka czy ci co zaodoptowali i wychowuja dziecko? sranie w banie z tym ze mam nie przeszkadzac w kontaktach z tak zwanym synem. zyje z moim chlopakiem moze w przyszlosci mezem i co za 10 lat synus zapuka ze chce pieniedzy? nie ma prawa. a nikt sie nie zastanawia co ja czuje? nie ma prawa mi odbierac czasu :syn: mojego chlopaka bo on tak chce. trudno rozstali sie i koniec zycie toczy sie dalej.to ja jestem z moim chlopakiem codziennie a nie przyjdzie pewnego dnia synus i mi powie spadaj bo to moj ojciec a ty jestes ta druga. o nie!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
korona191 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 20.01.07, 00:26 zwiazek z rozwodnikiem.juz nigdy!!!!! on ma syna niestety.tak niestety.na litosc boska wiem ze nie jest winne dziecko ale do cholery jasnej co ja jestem winna ze pokochalam rozwodnika.wiem wiem mozecie powiedziec wiedzialas w co sie pakujesz. a myslicie ze to na poczatku przeszkadza? nie! niezauwaza sie tego na poczatku sie toleruje dziecko usmiecha sie na samo wspomnienie imienia. ale pozniej jest proza zycia. mieszkamy razem z moim chlopakiem a syn 8letni z matka daleko. i moj chlopak odwiedza go ok raz na 3 mce kocha go wiem ale na litosc boska to ja z nim zyje to ja sie opiekuje moim chlopakiem to ja z nim spedzam wiecej czasu jak nie caly czas. wiec uwazam ze on nie ma juz syna bo go nie wychowuje nie jest z nimnie widzi jak dorasta. rodzicem sie jest wtedy gdy z dzieckiem sie przebywa i ma sie wplyw na krztaltowanie jego osobowosci i charakteru. nie ma prawa sie nazywac ojcem a tylko dawca nasienia. kim sa rodzice ci co oddali do domu dziecka czy ci co zaodoptowali i wychowuja dziecko? sranie w banie z tym ze mam nie przeszkadzac w kontaktach z tak zwanym synem. zyje z moim chlopakiem moze w przyszlosci mezem i co za 10 lat synus zapuka ze chce pieniedzy? nie ma prawa. a nikt sie nie zastanawia co ja czuje? nie ma prawa mi odbierac czasu :syn: mojego chlopaka bo on tak chce. trudno rozstali sie i koniec zycie toczy sie dalej.to ja jestem z moim chlopakiem codziennie a nie przyjdzie pewnego dnia synus i mi powie spadaj bo to moj ojciec a ty jestes ta druga. o nie!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
bszalacha Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 22.01.07, 16:49 Macocha od wieków jest pojęciem,które wszystko wyjaśnia.Nie bez przyczyne tyle świetnych baśni i powieści dotyczy tego "fenomenu".Mój ojciec,który po śmierci mamy ożenił się z taką jedną-po paru latach miał jej na tle dośc,że zostaliśmy sami.I było BARDZO DOBRZE.Ten proceder powinien być zakazany dla nieletnich dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
drugazona5 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 05.02.07, 03:37 Jestem druga zona dla mojego meza, ktory z poprzedniego malzenstwa ma dwie dorosle corki. I moim marzeniem jest by sprawy corek nie dotyczyly sie mnie. Od samego poczatku bylam bardzo pozytywnie nastawiona. Staralam sie, by maz mogl spedzac czas ze swoimi corkami, przypominalam o nadchodzacych ich rocznicach, oraz wykonaniu telefonu do nich. Niestety moja szczera chec posiadania jak najlepszych stosunkow z pasierbicami przerodzila sie obecnie wrecz w nienawisc do nich. Widze, ze corki traktuja tate wylacznie jako zrodlo pieniedzy. Nie kontaktuja sie z nim, by zapytac jak sie miewa, tylko wtedy gdy potrzebuja na cos pieniadze. Czasem sa to uzasadnione wydatki, ale w wiekszosci to po prostu kolejne ich zachcianki. A ja jestem ta zla macocha, ktora trzyma finanse na smyczy i nie pozwala na podobne wybryki. Oboje z mezem zarabiamy przyzwoite pieniadze i staramy sie odlozyc oszczednosci na czas powiekszenia rodziny. Widze, ze dla meza to trudna sytuacja, by myslec o przyszlym dziecku, ktorego jeszcze na swiecie nie ma, wiedzac o potrzebach jego corek. W zwiazku z tym probuje mnie za kazdym razem przekonac, ze kolejna prosba jego corek zwiazana z pieniedzmi jest uzasadniona i opowiada mi cale historie jak to znow popadly w dlugi z powodu wysokich rachunkow, kolejnych kursow jezykowych, tudziez placenia lapowki w urzedzie w celu zalatwienia jakies waznej sprawy. Powodow jest tysiac, a kretywnosc pasierbic siega moich granic cierpliwosci. Moje prosby do meza o rozdzielenie majatku i nie anagazowanie mnie w sprawy fiansowe jego doroskych corek spotykaja sie z jego aprobata, ale w rzeczywistosci nic sie nie zmienia. Dodam, ze maz placi bardzo wysokie miesieczne alimenty w wysokosci jakiej emeryt nie jest w stanie doliczyc sie rocznej emerytury. Corki nie pracuja, studiuja, zmieniajac kierunki w celu przedluzenia mozliwosci otrzymywania alimentow od taty. Syatuacja staje sie sie coraz bardziej nie do zniesienia - zwlaszcza, ze okazuje sie ze corki mnie nigdy nie zaakceptowaly, mimo, ze pojawilam sie w zyciu ich taty po kilkunastu latach od jego rozwodu z pierwsza zona. Jesli wiec moge sie wypowiedziec na temat sosunkow pomiedzy druga zona a dziecmi pozwole sobie na opinie, ze to nie tylko my, drugie zony, jestesmy winne, zazdrosne i zachlanne, to rowniez wina dzieci, ktore nie chca sie pogodzic z faktem, ze pojawil sie w zyciu taty ktos, kto chce o niego dbac i byc z nim do konca zycia. Ale najwieksza to chyba jednak wina tatusiow, ktorzy obawiaja sie bycia konsekwentmym w stosunku do dzieci, bo wiazac sie to moze z odrzuceniem. Stoja wiec nasi panowie pomiedzy przyslowiowym mlotem a kowadlem nie wiedzac co zrobic i oczywiscie jak meska natura "nakazuje" nie przyznajac sie do problemu po ich stronie. A my, zony, pelne zrozumienia dzwigamy ciezar na naszych barkach. Ale czy na dlugo wystarczy nam milosci, zrozumienia i cierpliwosci by ciezar ten znosic? Odpowiedz Link Zgłoś
movisz Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 31.03.07, 21:38 Hej druga zona! Nie chce mi sie komentowac tego co napisalas. Swoja opinie o problemie umiescilam wczesniej. Mam tylko prosbe. Jesli bedziesz miala dziecko z owym mezem, w co watpie bo ktoremu piedziesieciolatkowi (wnioskuje z wieku corek) chce sie miec znowu dzieci, to prosze cie notuj ile bedzie was kosztowac posiadanie dziecka miesiecznie a zwlaszcza jak bedzie juz na studiach i wtedy od owej kwoty odejmij to ile tatus placi alimentow na dzieci i zobaczysz wtedy ile on miesiecznie zaoszczedzil nie majac ich na codzien. Uwazam ze ta roznice jestescie im winni. Oczywiscie nie wliczamy kosztow codziennej opieki jak koszt benzyny i czas poswiecony pielegnacji ich. Bo czas to tez pieniadz. A tym co narzekaja ze tatusiowie placa za duzo alimentow to radze: wezcie dzieci do siebie ... bedzie taniej!!! Odpowiedz Link Zgłoś
rudashell Konflikty między dziećmi a drugą żoną 27.03.07, 20:22 sama jestem w takiej sytuacji i bardzo mi ciężko tym bardziej że mój partner wiecznie zwraca mi uwage przy dzieciach a ja wychowuje jego dwójke dzieci i swoje jedno czasem mam po prost dość tak jak dzisiaj naprzykład. ciesze sie że akurat trafiłam na ten artukół Odpowiedz Link Zgłoś
rudashell Konflikty między dziećmi a drugą żoną 31.03.07, 20:54 jestem dokładnie w tej samej sytuacji i nie zazdroszcze Odpowiedz Link Zgłoś