Konflikty między dziećmi a drugą żoną

    • socjolog76 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 10:40
      Konflikty między dziecmi a drugą żoną powinien rozwiązywać ojciec, a
      przynajmniej łagodzić. Zazwyczaj jednak jest się tak, że zarówno dzieci, jak i
      małżonka mówią wybieraj... i zaczyna się rywalizacja.
      Wg mnie powinno się przyjąć pewne zasady: druga żona nie wtrąca się do spraw
      pomiędzy dziećmi a ojcem i mąż powinien jej to na wstępie wytłumaczyć. Nie jest
      matką tych dzieci, więc nie ma prawa się mieszać w ich rodzinne sprawy.
      Podobnie z dziećmi, nie powinny się wtrącać w życie małżeńskie ojca i przez
      niego tez powinny zostać o tym poinformowane.
      A pretensje o telefony czy sms-y do dzieci nie powinny mieć miejsca. To nie są
      sprawy drugiej żony.
      • ella700 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 23.03.10, 14:15
        ok, nie jestem ich matka, ale to ja przez pewien okres ich zycia sie
        nimi zajmowalam, wiec jak moge sie nie wtracac
    • karamancza wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malzenstwa 16.06.06, 10:58
      Z punktu widzenia dziecka swoich rodzicow... Oni nadal sa malzenstwem, ale
      probuje sobie wyobrazic jak zareagowalabym gdyby ojciec odszedl i ozenil sie
      ponownie...
      Otorz gdyby rodzice sie rozwiedli z winy mamy to , a tata nie mialby zadnej
      kochanki a nowa zone poznalby dopiero po rozwodzie to nie mialabym do niego
      zadnego zalu, a to czy polubilabym jego nowa zone zalezaloby od tego jakim
      bylaby czlowiekiem i jaki mialaby stosunek do mnie.
      Tak samo byloby jesli malzenstwo rodzicow rozpadloby sie z winy ich obojga -
      nie kochali sie juz, nie mieli wspolnych tematow, slowem klasyczna niezgodnosc
      charakterow i oboje mieli siebie juz dosc. Rozwod, a po jakims czasie ojciec
      poznaje te druga i biora slub.
      No chyba ze ta druga zona to bylaby jakas siksa mlodsza od ojca o kilkanascie
      a moze i o 20 lat, wtedy po prostu byloby mi strasznie wstyd przed rodzina i
      znajomymi, bo pewnie pomysleliby ze moj ojciec zglupial. Zreszta sama bym tak
      pomyslala :)
      Ale jedna sytuacja bylaby dla mnie nie do zaakceptowania. Jesli malzenstwo
      moich rodzicow rozpadloby sie przez te trzecia. Po prostu nie moglabym jej
      zaakceptowac, kobieta ktora z czystego egoizmu burzy zycie calej rodziny,
      odbiera innej meza a dzieciom ojca, wprowadza taka straszna rewolucje w ich
      zycie, niejednokrotnie odbiera komus sens zycia nie jest dla mnie warta
      akceptacji, dobrego traktowania, usmiechu dzieci ktorym rozwalila rodzine.
      Faceta nie bronie, on jest winny jeszcze bardziej, z tym ze on jest ojcem tych
      dzieci i jego zawsze beda bardziej tolerowaly niz intruza. Moze nawet nadal
      beda go kochaly i probowaly odzyskac?
      • kardynal_pacelli1 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 16.06.06, 19:52
        karamancza napisała:
        > Ale jedna sytuacja bylaby dla mnie nie do zaakceptowania. Jesli malzenstwo
        > moich rodzicow rozpadloby sie przez te trzecia. Po prostu nie moglabym jej
        > zaakceptowac, kobieta ktora z czystego egoizmu burzy zycie calej rodziny,
        > odbiera innej meza a dzieciom ojca, wprowadza taka straszna rewolucje w ich
        > zycie, niejednokrotnie odbiera komus sens zycia nie jest dla mnie warta
        > akceptacji, dobrego traktowania, usmiechu dzieci ktorym rozwalila rodzine.


        To bardzo ciekawe,że winą obarczasz kobietę (w tym wypadku te
        trzecią).Dziwne,że nie przyszło ci do głowy,że to może stary ześwirował i bzyka
        na boku.Widze,że jego puszczanie się na boku, a tym samym rozbijanie rodziny
        jest dla ciebie jak najbardziej do przyjęcia i zakceptowania.Czyli,że stary
        może odebrać dzieciom uśmiech a ta trzecia to wredna baba.
        • delfina77 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 16.06.06, 21:42
          Nie no, przecież napisała, że do ojca też miałaby żal, ale jako że to jej
          ojciec, czyli członek rodziny, mógłby mieć szanse na wybaczenie, a obca osoba na
          takie względy niestety nie zasługuje. Cóż, życie, tak to już jest
      • ab732 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 17.06.06, 01:24
        a gdyby sie okazalo, ze twoja matka wyszla za maz za jednego mezczyzne, pomimo
        ze kochala juz kogos innego. i przez dlugi czas byla w malzenstwie, glownie ze
        wzgledu na dzieci, ktore nadawaly sens jej zyciu ale po 15 latach odeszla do
        tego, ktory caly czas na nia czekal... to jakbys ja ocenila?

        ab
      • ella700 Re: wszystko zalezy od okolicznosci rozpadu malze 23.03.10, 14:20
        dlaczego zeniac sie z mlodsza zrobilby zle, moj maz jest starszy
        odemnie o 20 lat ( od 4 lat jestesmy malzenstwem), mamy 2 dzieci,
        jesli mowisz 20etnia siksa masz na mysli osobe nie dojrzala
        emocjonalnie, ja mialam 21 lat jak wychodzilam za maz, ale moje zyie
        nauczylo mnie ŻYCIA tak bardzo, ze majac 20 lat bylam 30 latka
        (umyslowo), nie wrzucaj wszystkich do jednego worka
    • jolunia01 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 11:08
      Autorka artykułu napisała:
      "Jak może kobieta, która trzy lata temu wyszła za mąż, twierdzić, że bez
      dopuszczenia do spraw dorosłych dzieci jej męża 'w efekcie zostaje do wspólnego
      życia telewizor, pies i menu'? A serdeczne rozmowy, a wspólne rozrywki, miłe
      małżeńskie zwyczaje. Jest przecież jeszcze seks, który zwykle łączy partnerów i
      w którym pary po pięćdziesiątce często znajdują przyjemności nieznane młodym...
      I oczywiście dzień codzienny, owo menu, które wymaga zakupów, przygotowania,
      pozmywania."

      Widać, że nie ma pojęcia, o czym pisze. Jakie serdeczne rozmowy, jakie wspólne
      rozrywki, jakie miłe małzeńskie zwyczaje, skoro "pan mąż" wiecznie jest zajęty
      sprawami swoich dzieci z poprzedniego związku. To dla nich rzuca wszystko i
      pędzi załatwiać ich sprawy, to ich sprawy sa ważniejsze, niz wspólne z druga
      zona, bo przecież musi pokazać dzieciom, że sa dla niego ważne, to dla dzieci
      ma zawsze czas, zdrowie i pieniądze.
      Jesli autorce wydaje się, że mozna zbudowac związek nad zlewozmywakiem czy przy
      psiej smyczy - to współczuje, że nie stać jej na więcej.
      A co do seksu - seks jest owszem miły, ale wtedy kiedy między ludźmi istnieje
      cos innego, niż tylko telewizor, pies, zakupy i sprzatanie.
      Nie rozumiem, jak taka ograniczona osoba może uważać się za kompetentna do
      doradzania w rodzinnych problemach.
    • mmena Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 11:56
      Jesli corki maja prawo decydowac czy ojcu wolno zyc z inna partnerka niz ich
      matka, to w takim razie ojciec ma prawo decydowac o tym czy jego corki moga
      szukac sobie partnerow. Jesli one sa zazdrosne i uwazaja, ze ojciec nalezy tylko
      do nich to podobnie moze postapic ojciec. "Corki sa tylko moje i wara od nich.
      Kazda proba kontaktu z nimi bedzie surowo tepiona. Potencjalnemu kandydatowi na
      partnera tak zatruje zycie jak one zatruly mojej partnerce."
    • nela42 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 13:02
      Druga żona nie jest dla mojego dziecka zagrozeniem,nawet zabiera dziecko na
      wycieczki, wyjazdy, zalezy to glównie od tego jak ojciec dziecka ustawi swoje
      stosunki w domu i z dzieckiem.Dziecko jest dzieckiem,i nie mozna stawiac na
      rowni tych dwóch osób,zwlaszcza,ze zona zawsze moze przestac byc zoną a dziecko
      do konca pozostanie dzieckiem tego ojca.Nawet jak bedzie miało 50 lat i swoje
      dzieci, wnuki.Moje dziecko samo ocenia i widzi jakie sa relacje ojca z nową
      zoną ,dziecko zna swoja pozycje i wie, ze ojciec je kocha, ale tez kocha swoja
      zonę.Dzieciom powinno zalezec na normalnych ukladach, nie muszą kochać drugiej
      żony, wystarczy że ojciec ja kocha.
    • allspice Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 13:24
      Moje relacje z dzieckiem-synem męża z 1-go małżeństwa
      układały się poprawnie. Podobnie,jak relacje męża z 1-wszą żoną.W ważnych
      dla nas wszystkich sprawach umielismy się "dogadywać" ale nic ponadto.
      Tak i pozostało do dziś,kiedy nasze dzieci - i te z 1-go i te z 2-go związku
      sa dorosłe i utrzymują kontakty,kiedy zachodzi taka potrzeba - i nic więcej.
      Czyli,to co jest niekiedy pokazywane na filmach-wspólne wakacje,swięta jest
      tylko na filmach,a nie w życiu.
    • tajemniczy_don_pedro A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 14:05
      Słuszna opinia w artykule: że to nie miłość, a chęć posiadania. Taki motyw
      zawierania małżeństw jest coraz częstszy ostatnio. Facet chce posiadać kobietę,
      więc się żeni. Kobieta chce posiadać mężczyznę, więc usiłuje mu ustawiać życie
      pod własny egoizm i potrafi je zbrzydzić do tego stopnia, że facet ucieka.
      Kobieta zostaje sama, wpada w depresję i dobrze jej tak. Facet myśli k...sem
      zamiast mózgiem i żeni się z następną kobietą, która chce go traktować jak
      własność (i dobrze mu tak, niech mu skacze ciśnienie). W sumie i kobiety, i
      mężczyźni dostają to, na co zasługują, szkoda tylko, że dzieci się pojawiają, i
      też są traktowanie jak coś do posiadania, i jako narzędzie do odgrywania się na
      byłym/obecnym małżonku.
      • luna67 Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 15:29
        tajemniczy_don_pedro napisał:

        > Słuszna opinia w artykule: że to nie miłość, a chęć posiadania.

        Chec posiadania? och bo sie usmieje. Myslisz, ze kobieta wychodzi za maz zeby
        posiadac? A gdzie milosc?, myslisz, ze nie istnieje? Ze ludzie po przezyciach
        jej juz nie potrzebuja? i na chybil trafil biora sobie pierwszego lepszego
        partnera w celu posiadania? A moze wedlug ciebie na poczadku jest milosc, ktora
        wypoczwarza sie w chec posiadania?:-);-)

        Jezeli chodzi o relacje dzieci z pierwszego malzenstwa do drugiej zony meza, to
        w najwiekszym stopniu sa odpowiedzialni za nie; maz i byla zona (o bylej zonie
        nie bylo mowy w zadnej tutaj wypowiedzi). A niestety EX bardzo czesto dolewa
        duzo oliwy do ognia.

        Dlaczego terazniejsza zona nie powinna byc informowana o dzieciach z
        poprzedniego malzenstwa (jezeli tego chce)? przeciez zycie i sprawy meza sa tez
        jej sprawami, bo z nim zyje i ma prawo dzielic radosci i smutki zwiazane
        ("nawet") z jego dziecmi. Przeciez relacje z dziecmi zajmuja ojcu napewno duzo
        czasu wiec dlaczego do tego odcinka zycia meza nie ma byc dopuszczona zona?
        Dlaczego maz ma sie zachowywac tak jakby znikal z powierzchni ziemi na ten czas.

        Szczerosc, otwarcie, rozmowa, zaufanie itd, itp. jest atutem udanego zwiazku.

        Ojciec powinien od poczadku uzmyslowic dzieciom kim jest jego nowa partnerka dla
        niego, ze jej nalezy sie taki sam szacunek jak i jemu, jasno przedstawic sparwe
        i otwarcie mowic o nieporozumieniach (jezeli widzi, ze stosunki dziedzi z
        terazniejsza zona sa nie tak). A nie chowac glowe w piach przy
        nieporozumieniach, bojac sie utraty albo dzieci albo nowej zony.

        Byla zona jest najczesciej bardzo negatywnie ustosunkowana do nexi, niezaleznie
        od tego czy byla powodem rozpadu malzenstwa czy nie, nikt nie lubi byc
        "zdetronizowanym", nawet po rozwodzie nie umie sie z tym pogodzic, jak on moze
        np. po 3 latach (po rozwodzie) tak szybko znalezc "zastepczynie", i w dodatku
        byc z nia szczesliwym, a swoja niechec i rozczarowanie przelewa na dzieci
        poprzez rozne niemile docinki w kierunku do nexi (przy dzieciach), i jak
        bumerang trafia ta niechec i uraza z powrotem do terazniejszej zony przez
        niemile zachowanie dziedzi w stosunku do nexi, i tutaj kolo sie zamyka.

        Matka ktora kocha dzieci powinna dzieciom zaoszczedzic niemilych sytuacji,
        uzmyslowic dzieciom, ze tato je nadal kocha, to oni sie rozstali, ze one
        pozostana zawsze jego dziecmi, bez wzgledu na to z kim ojciec dzieli po
        rozstaniu/rozwodzie swoje zycie.

        Nie stawiac warunkow dzieciom, albo ja albo nowa partnerka taty, nie uzywac
        dzieci jako broni przeciwko bylemu mezowi. Te male w.w. uiszczone punkty moga
        bardzo pomoc w pozytywnych relacjach pomiedzy dziecmi a nowa partnerka taty.

        • noniza Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 16:37
          luna67 napisała:


          > Dlaczego terazniejsza zona nie powinna byc informowana o dzieciach z
          > poprzedniego malzenstwa (jezeli tego chce)? przeciez zycie i sprawy meza sa > tez > jej sprawami, bo z nim zyje i ma prawo dzielic radosci i smutki zwiazane
          > ("nawet") z jego dziecmi. Przeciez relacje z dziecmi zajmuja ojcu napewno duzo
          > czasu wiec dlaczego do tego odcinka zycia meza nie ma byc dopuszczona zona?

          Sądzę, że dlatego że dzieci mogą sobie tego nie życzyć. Mają do tego prawo.
          Czym innym jest kulturalne zachowanie wobec kolejnej żony ojca, czym innym dopuszczanie jej osobistych spraw dzieci. To ojciec się z nią ożenił, a nie jego dzieci.
          Dzieci to odrębne istoty, mające prawo wyboru czy ich prywatne sprawy mają być omawiane w szerszym gronie, czy też nie.
          • alfika Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 18:58
            dzieci będą sobie mogły życzyć albo nie życzyć jak same założą swoją rodzinę :)

            o ile mi wiadomo, nie dzieci decydują, o czym ojciec czy matka rozmawia z
            babciami, ciociami, a nawet swoimi przyjaciółmi

            - a ponieważ druga żona/drugi mąż to ktoś, kto wybrał życie w rodzinie, gdzie
            są już dzieci, to wszyscy, którzy o fakcie ponownego małżeństwa nie decydowali,
            mogą się jedynie z tym faktem pogodzić
            • noniza Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 16.06.06, 20:30
              alfika napisała:

              > dzieci będą sobie mogły życzyć albo nie życzyć jak same założą swoją rodzinę

              ojciec pomimo ślubu z inną kobietą, dalej stanowi dla dzieci rodzinę,
              dla mnie dziecko to nie pies, nie podlega tresurze, tylko wychowaniu
              i wolno mu wyrażać swoje życzenia.
              Mam wrażenie, że dla kolejnych żon, to trudne do przyjęcia, szczególnie
              gdy chodzi o nie ich dzieci.

              > o ile mi wiadomo, nie dzieci decydują, o czym ojciec czy matka rozmawia z
              > babciami, ciociami, a nawet swoimi przyjaciółmi

              oczywiście, że nie decydują. tak jak i rodzice nie decydują o czym dzieci rozmawiają ze swoimi przyjaciółmi.
              Mają jednak prawo oczekiwać, że sprawy które powierzają w zaufaniu rodzicom,
              nie stana się tematem ogólnej debaty z osobami,które wymieniłaś, jeśli tego nie chcą.
              Czy gdyby twoja przyjaciółka, czy przyjaciel omawiali z innymi twoje
              b. osobiste zwierzenia, miałabyś dalej do nich zaufanie?


              • alfika Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 19.06.06, 14:54
                rodzice to rodzice, mają wychować, a nie grać roli znajomych - i jeśli w
                wychowaniu uczestniczy ktoś inny niż rodzice - z decyzji tychże rodziców
                zresztą - to nie dzieci rola to oceniać czy włazić między dwoje dorosłych ludzi

                a osobną kwestią jest, czy tatuś czy mamusia umie wybrać takiego
                partnera/partnerkę, której nie będzie trzeba odsuwać, ale która/y będzie umiał
                przyjąć cały urok i trudności sytuacji
                - ale jeśli rodzic tak kocha dzieci, jak to wiadomo wszem i wobec, to myślę, że
                z takim odpowiedzialnym zadaniem bez trudu sobie radzi :)
        • ella700 Re: A wszystko to z tej chęci posiadania 23.03.10, 14:46
          zgadzam sie w 10000%, ex dolewa oliwy do ognia, w moim przypadku
          gdzie zostawia dzieci mezowi, a one ostro daway nam popalic juz jako
          prawie dorosle, ona skwitowala " ze dlaczego maja nam ulatwiac zycie
          skoro moga nam utrudniac" niezla suka co??? nie no nawet suka nie
          zostawia swoich dzieci
      • allspice tajemniczy_don_pedro... 16.06.06, 15:46
        to jednak miłość popycha kobiety do stałego,usankcjonowanego związku,
        a jak troszeczkę życie dokuczy,to przychodzi refleksja "a po co mi to było".
        Obecnie,jest inaczej.Spada ilość zawieranych małżenstw i jest bardzo wiele
        i bardzo dobrych związków "partnerskich" ;ludzie ze sobą są,bo jest im ze sobą
        po prostu dobrze. A kiedy sa dzieci "twoje,moje i nasze",to jest jeszcze lepiej.
        Więc nie zgadzam sie a tym,że istnieją inne pobudki do zawierania ew.małzenstw
        anizeli miłość.Ale,ja nie jestem tego dobrym przykładem...
    • heartpumper A to znacie? 16.06.06, 16:45
      Jakie wady ma 2 zona? Swoje i 1 zony.
      • maria-anna Re: A to znacie? 16.06.06, 16:55
        heartpumper napisał:

        > Jakie wady ma 2 zona? Swoje i 1 zony.
        --------------------------------------------------------------------------------
        Nie znam tego dowcipu,ale jest dobry.Ale mówiąc serio,mówi się,że drugie
        małżeństwo jest lepsze niż pierwsze.Kontakty wzajemne z wszystkimi dziecmi,
        tez nie najgorsze,bo darzy sie je sympatią i przyjażnią...
    • camell_ek a po co nam w ogole faceci? 16.06.06, 17:41
      camell.blox.pl/2006/06/Po-co-nam-faceci.html
    • gszesznica Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 18:57
      bledem jest ze w takiej sytuacji kobieta nie stara sie o sympatje tych dzieci.
    • lipa5 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 19:02
      Żona to nie matka. Być żoną nie znaczy że się jest matką. Jesteś żoną
      mężczyzny, który ma skazę, bo jest ojcem. To on, nie ty ma wypełniać obowiązki
      ojca. Dzieci mają też matkę (najczęściej) i ona pełni swą matczyną rolę. Ojciec
      i matka kochają dzieci, sa dla nich pobłażliwe, wiele wybaczają, dają sobie
      chodzić po głowie. I co? A jeśli jesteś tylko żoną , ale nie matką, to tego nie
      zrozumiesz. Zaczniesz liczyć mu kasę i czas, jakby on miał odmawiać dzieciom
      pomocy z jakichś racjonalnych według ciebie powodów. A one chcą robić głupstwa,
      być czasem niegrzeczne i dalej czuć miłość ojca. Teraz tata ma żonę, która
      bystro patrzy, czy tata nie przesadza z tą miłością do dzieci. Dlaczego leci na
      każde pprawie wezwanie, a nie odmówi, bo jest zajęty z nową zoną? TO jest
      problem, ale drugie żony nie powinny kontrolować relacji ojciec - dziecko,
      jeśli to nie ich dziecko To całkiem inne relacje, niż małżeńskie. Dorosłe
      dzieci, będą grzeczne, będą ojcu współczuć, ale zacznie rosnąć między nimi
      mur.Zanim dziecko wyrosło, rodzice włożyli w jego wychowanie wiele uciążliwej
      pracy, wiele wyrzeczeń, w tym swego egoizmu. A jeśli druga żona nie ma dzieci,
      nie ma tych doświadczeń i domaga się tylko wspólności w każdym obszarze życia,
      także w obszarze nieswoich dzieci? Może chce mieć pakiet kontrolny?
      Najtrudniejsze sprawy, to sprawy pozornie poprawne, bez awantur, lecz toczone
      przez robaka czyjejś złej emocjonalności.
      • alfika Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 19:07
        nie wychowuje się grzecznych dorosłych dzieci lecąc do nich na każde zawołanie
        mądra matka i mądry ojciec tego po prostu nie robi
        bo później dziecku wydaje się, że ma prawo zrobić wszystko

        mądra matka i mądry ojciec nie przeoczą tego lecenia na każde zawołanie i u
        siebie nawzajem
        i jeśli powie im o tym błędzie przyjaciółka, babcia czy druga żona - pomyślą
        zamiast się rzucać do walki o terytorium
    • unicef123 Re: trzymać "ptaka " na uwięzi 16.06.06, 19:18
      i mysleć , głowa to taka fajna rzecz w której ( podobno ) jest rozum .
      Jesli go brak to powstaja takie sytuacje. Najbardziej cierpią na tym DZIECI a
      nie drugie zony ( jakie to baby ? zabierają ojca dziecią ! ) one wogóle nie
      powinny istnieć , to sa szmaty. A facet , kory nie może dogadać się z tą z
      która chciał spędzić całe życie to d e te k t y w . łajza.
      • alfika Re: proponuję... 16.06.06, 19:29
        ...żeby nie fantazjować na temat powodu rozstań i nie szukać winnego w osobie
        po kolei lub wybiórczo: ojca, drugiej żony, pierwszej żony, ósmego męża,
        dziadka czy śniegu

        to nie na temat

        tematem jest rodzina, która naprawdę już powstała, nawet jeśli to kolejna żona
        i kolejny mąż

        (chyba, ze ktoś uważa, ze należy wszystkie kolejne małżeństwa rozwiązać,
        najlepiej jutro)

        ps. a jeśli pierwsza żona odbiła swojego pierwszego męża przyjaciółce, to się
        liczy jako łachudra czy nie?
        a jeśli pierwszy mąż pierwszej żony ma "panieńskie" dzieci?
        :)))
        sytuacje mozna mnożyć, naprawdę, aż do absurdu - i nawet przy wskazaniu obojga
        winnych nie my jesteśmy do rozliczania, piętnowania i karania...
    • shoovar Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 16.06.06, 21:00
      to dziala w obie strony,dlatego tak duzo samotnie wychowujacych dzieci
      kobiet....

      I jeszcze jedno zdanie, też z listu, takie nieco może filozoficzne: 'Małżeństwo
      z facetem »z przeszłością « to zawsze ryzykowna sprawa'.
      • heartpumper Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:17
        Ale wiecie co jest chyba najsmutniejsze w tej naszej wspolczesniej ziemskiej
        egzystencji? To, ze faceci juz tak na prawde nie sa potrzebni kobietom. Nie chce
        uogolniac ale tak chyba juz jest. Sad but true :(
    • souri Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:19
      Dzieci mojego narzeczonego sa jeszcze male, maja 6 i 4 lata. Znam je obie (to
      sa coreczki) i one mnie uwielbiaja.
      Problem w tym, ze byla zona stara sie zniechecic je do mnie, co bardzo mnie
      boli. Nie bylam przyczyna rozpadu ich malzenstwa. Poznalismy sie juz po
      rozwodzie, a z reszta to ona odeszla...
      Ja sama ciagle namawiam mojego ukochanego do czestych kontaktow z corkami, dbam
      o to, zeby nie zapominal o ich swietach, zeby czesto dzwonil i byl obecny w ich
      zyciu. Rozmawiam z nim o tym czesto, podkreslajac, jak wazne dla ich rozwoju
      psychocznego, poczucia pewnosci, bezpieczenstwa etc. jest normalny i czesty
      kontakt z ojcem.
      Boje sie tylko, ze byla zona zbuduje miedzy mna a jego dziecmi bariere. Nie
      wiem, jak sie temu przeciwstawic, jak zadbac, zeby ta bariera nie powstala....

      Moze macie jakies pomysly? Doswiadczenia?
      • heartpumper Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:24
        Wydaje mi sie, ze odzywa sie w niej instynkt macierzynski (truizm)- chce
        'bronic' dzieci. Mimo wszystko traktuje Ciebie jako zagrozenie. Dlaczego? Po
        prostu moze najlepiej z nia o tym porozmawiaj?
        A zreszta, jestem facetem wiec nie rozumiem takich spraw tak jak kobiety.
        • souri Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:29
          Tylko, ze to jest wariatka...
          Wariatka, jakich malo. Nie sadze, zeby rozmowa z nia cos dala. Z reszta, ona
          nie zyczy sobie tez kontaktow ze mna, a ja jakos nie mam ochoty zmuszac ja do
          tego. Nic na sile.
          Wierze, ze wszystko sie jakos ulozy, ale po prostu jest mi strasznie przykro...
          A dziewczynki sa na prawde urocze. I poniewaz kocham mojego narzeczonego, to
          kocham tez jakos jego dzieci.
          • heartpumper Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 10:38
            Szkoda, bardzo to przykre, bo pewnie wolalabys zeby bylo inaczej i aby ona na
            wasz zwiazek nie miala wplywu (mimo tego raczej 'gdzies' bedzie, przynajmniej
            przez jakis czas). Jesli nie chce rozmawiac (mimo tego, ze ma takie prawo) to
            swiadczy tylko o jej poziomie :(
          • luna67 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 13:38
            Wspolczuje tobie souri,
            jestem w podobnej sytuacji (2-jka dzieci,10,7), ktora trwa juz ponad 4 lata. Nie
            bylam tez powodem rozbicia zwiazku, to ona odeszla do innego mezczyzny, ktory po
            14 miesiacach zwial od niej. Nie bede opisywala gehenne z byla zona mojego M,
            ktora ciagnie sie do tej pory dzieci w jej rekach sa narzadem szantarzu i presji.
            Ale w przeciwienstwie do ciebie, to ja nie zycze sobie kontaktow z ta furiatka,
            moj repertuar porozumien z nia sie wyczerpal;-) Doszlam do wniosku, ze szkoda
            moich nerwow, bo w imie czego? to nie moje "niwo".
            Widze, ze nie stracilas nadziei, ale z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nadzieja
            jest matka glupich (przepraszam, ze tak sie wyrazam, ale to moje zdanie)
            Zycze tobie wytrwalosci i "grubej skory"
          • movisz Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 18:20
            Gdybym byla matka tych dwoch dziewczynek to takze nie zyczylabym sobie
            kontaktow swoich dzieci z toba. Samo stwierdzenie ze ich matka to wariatka
            stawia ciebie w negatywnej sytuacji i owa matka moglaby sie obawiac ze bedziesz
            starala sie ustawiac dzieci przeciwko niej. A zadna matka nie chce stracic
            szacunku i autorytetu u swoich dzieci. W zyciu bym nie pozwolila spotykac sie
            swoim dzieciom z osoba ktora bym podejrzewala ze moglaby cokolwiek powiedziec
            negatywnego o mnie jako matce.
            Procz tego to ze ona jest wariatka to przypuszczam ze to opinia twojego
            kochanego narzeczonego bo ty patrzysz na nia jego oczami bo nie znasz jej na
            tyle by miec o niej wyrobiona wlasna opinie.
            Nie znam powodu ich rozstania ale wiem jedno ze od dobrego meza a zwlaszcza
            dobrego ojca dzieci sie nie odchodzi.
            • ella700 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 23.03.10, 15:51
              odchodzi sie i zostawia sie temu zemu mezowi swoje kochane dzieci,
              zyz to nie wariatka???
      • ola.x1 Do SOURI 18.06.06, 17:22
        Rozczarujesz sie i tyle, bo nikt tych twoich starań nie doceni. Ani twój mąż,
        ani dzieci. Gdy tylko podrosną zaczną wysuwać zęby jadowe i zaznaczać swoje
        terytorium.
        • ella700 Re: Do SOURI 23.03.10, 15:52
          tak, tak, potwierdzam w 100%, jestem tego zywym dowodem
    • sarenka42 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 21:21
      mnie też dotknęła taka sytuacja chociaż w tej chwili ukochana córka mojego męża
      z pierwszego małżeństwa ma 29 lat.Przeżyłam koszmar, łącznie z wyjazdami za
      granicę, o których ona nie mogła wiedzieć bo też by chciała a ja chciałam być
      sama z mężem, z zakupami, wtedy w Pewexie gdzie na złość mnie potrafiła od męża
      wyciągnąć całą pensję a ja nie mogłam nawet słowem zaprotestować, a nawet wbrew
      mnie przywiózł ją na nasz ślub.Ona do tej pory, a mija 20 lat odkąd jesteśmy
      małżeństwem, nigdy nie przysłała mi kartki ani na urodziny ani na imieniny, do
      domu nie dzwoni tylko na komórkę do ojca bądż e-mail.Kiedyś zastanawiałam się
      czy gdybym wiedziała co mnie czeka i jaki bierny był mój mąż, czy wyszłabym za
      niego za mąż.Na koniec tylko dodam,że to nie ja byłam przyczyną rozpadu jego
      pierwszego małżeństwa(poznałam go już spory czas po rozwodzie) i to nie mąż
      wnosił sprawę o rozwód.
      • el_sqrwiel Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 21:23
        Ojciec ją do tego przyzwyczaił i nic ci do tego
        • el_sqrwiel Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 17.06.06, 21:25
          Ma matke, która ja wychowywała, wiec do niej uderz
    • legwan13 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 18.06.06, 11:25
      Pani Dodziuk od pewnego czasu lansuje model rozbijanej rodziny.... A to zauważa
      że kochanki chcą być kochane (atykuł z Wysokich Obcasów sprzed kilku lat,
      następnie radośnie radzi jak żyć po zdradzie - (można zająć się działalnością
      gospodarczą i już jest fajnie - oczywiście rada dotyczy tej zdradzonej). A
      teraz - fajnie ma być porzuconym dzieciom. Najlepiej niech się skumplują z
      panienką(często rówieśniczką)która im zabrała tatulka. No i nie bądźmi
      małostkowi jeżeli chodzi o pieniążki - jak będą następne dzieci -jaki problem.
      Nawet jak tatusia już nie ma (na tym świecie) renta jest do podziału na pięciu
      potomków, więc trójce studiujących dzieci z pierwszego małżeństwa nie ubędzie
      nic jak się podzielą z dwójką przedszkolaków z drugiego małżeństwa Trzeba
      pogodzić się z faktami dokonanymi - zwłaszcza z tymi, na które nie miało sie
      wpływu. Mój punkt wiedzenia jest z pozycji dorosłego dziecka i szczerze
      nienawidzę kobiety, która rozbiła moją rodzine i gardzę ojcem który zniszczył
      życie mojej mamie.
    • legwan13 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 18.06.06, 16:13
      Pani Dodziuk konsekwentnie lansuje pewien model rodziny. A to kilka lat temu
      nawoływała, że kochanki mają prawo być kochane, w ubiegłym roku znalazła sposób
      na dojście do siebie po zdradzie (działalność gospodarcza w wykonaniu
      zdradzanej żony) a teraz postanowiła uporządkować relacje dzieci - tatuś i nowa
      żona tatusia. Najlepiej jak zostana kumplami - zwłaszcza że ta druga czasami
      jest w wieku dzieci. Pomijając kwestie finansowe nowa wybranka tatusia okradła
      mnie z wszystkiego - ale i finanse mają znaczenie -jak już po tatusiu została
      renta to trójka studentów musiała podzielić sie sprawidliwie z dwójką
      przedszkolaków. Jestem dorosłym dzieckiem - moja mama nie ułożyła sobie nigdy
      życia (nowy partner - niemożliwe - istnieje coś tak banalnego jak przysiega
      małżeńska). Nienawidzę kobiety która pozbawiła mnie rodziny i gardzę ojcem
      który zniszczył życie mojej mamie. Nikt i nigdy już tego nie zmieni. Pewne
      rzeczy sa nieodwracalne.
      • ola.x1 Nie chcę wchodzić w kontakty z córką partnera 18.06.06, 16:51
        Myślę, że ja jestem na początku drogi, którą opisuje socjolog76. Mój partner ma
        córkę z dość przypadkowego związku. Myślę, że kolejne żony nie są zazdrosne o
        dzieci, tylko o to w jaki sposób są traktowane w obecności tych dzieci. jeśłi
        opisujesz, że córka potrafiła z ojca w twojej obecności wyciągnąć w pewexie
        całą pensję, to odpowiem, że córka to była głupia gó..ara zaznaczająca swoje
        terytorium, a twój mąż stary palant płacący pieniędzmi za wyrzuty sumienia
        zwiazane z zostawieniem córki. Mój partner chciałby ze mną rozmawiać o swojej
        córce i chyba chciałby abym ją poznała. Ale nie wynika to z jakiś specjalnych
        uczuć, ale chyba chęci chorej konfrontacji. Nadmienię, że gdy poznaliśmy się,
        to jakoś "zapomniał powiedzieć mi o tym dziecku", potem coś przebąkiwał, że
        jakaś kobieta mówi, że ma z nim dziecko (dziś 12letnie). Nie mam ochoty
        poznawać tej córki, a nawet jestem trochę bezczelna mówiąc mu, że skoro ją
        ukryłeś, to proponuję abyś ukrywał ją dalej. Mój opór jak zauważyłam budzi w
        nim agresję i jego kontakty zaczynają być znacznie bardziej intensywne. Ja
        natomiast chcę oszczędzić sobie emocji związanych z poznawaniem cudzego
        dziecka, ale głównie dlatego, że wiem, że on nigdy w obecności córki nie
        zaakcentuje, że liczy się ze mną tak samo jak z córką i że jestem dla niego
        równie ważna. Tacy mężczyźni mają wyrzuty sumienia, a dzieci wychowywane bez
        ojców są zwykle dość zaborcze emocjonalnie. Ja w tym układzie stoję jak na
        linii frontu i przyznam, że wolę uniknąć konfrontacji dla własnego psychocznego
        zdrowia. Nie znam tego dziecka i nie będę udawać, ze jego los jest mi w
        jakikolwiek sposób bliski.
        • movisz Re: Nie chcę wchodzić w kontakty z córką partnera 18.06.06, 18:56
          .........opisujesz, że córka potrafiła z ojca w twojej obecności wyciągnąć w
          pewexie
          > całą pensję, to odpowiem, że córka to była głupia gó..ara zaznaczająca swoje
          > terytorium, a twój mąż stary palant płacący pieniędzmi za wyrzuty sumienia
          > zwiazane z zostawieniem córki. .......

          jeszcze trzeba do tego dodac ze byl palantem bo w momencie jak jego obecna zona
          byla przeciwna zapraszania jego corki na slub nie zerwal z nia. Byl to przeciez
          wstep tego jak bedzie jego corke traktowala pozniej.


          A tobie ala.x1 zycze by twoja wypowiedz przeczytal twoj narzeczony i otrzasnal
          sie ze snu bo nie wrozysz nic dobrego dla waszego przyszlego zwiazku. Dziecko
          nie prosilo sie na swiat i ojciec czy chce czy nie ma OBOWIAZEK uczestniczyc w
          jego zyciu. A tobie jak sie to nie podoba to nie powinnas sie z nim wiazac.
          Postaw sie w sytuacji tego dziecka. Ty tez kiedys bylas dzieckiem. Jak bys sie
          czula bedac odrzucona przez wlasnego ojca?
          I powtarzam jeszcze raz, dobre traktowanie wlasnego dziecka to nie uciszenie
          wyrzutow sumienia ale przede wszystkim obowiazek i milosc ojcowska!
          Gwarantuje ci ze bedziesz myslala innaczej jak kiedys sama bedziesz musiala
          wychowywac swoje dziecko. A przeciez jest to mozliwe. Oczywiscie nie zycze ci
          tego bo...jest mi to obojetne.
          • ola.x1 Do movisz 18.06.06, 19:10
            Nie rozumiem twojego napadu agresji na mnie. Napisałam, że nie mam ochoty
            poznawać tego dziecka tylko dlatego, że mój partner chce prowadzić jakieś
            gierki. To jego dziecko, a nie moje i nie mam ochoty uczestniczyć w życiu
            cudzych dzieci. Poza tym jeśli uważasz, że partner, któy "ukrywa" fakt że
            posiada dziecko jest w porządku, to gratuluję ci spojrzenia. Przecież ja nic
            złego nie robię temu dziecku, myślę nawet, że poznanie mnie nie byłoby dla niej
            miłym przeżyciem. Nie jestem typem "matki Polki" i na pewno nie umiałabym
            podlizywać się jakiemuś dzieciakowi, a jeśli coś by mi się nie podobało to
            głośno powiedziałbym swoje zdanie. Po co więc stwarzać takie dziwaczne i
            sztuczne sytuacje. On może sobie biegać do tego dzieciaka, łożyć na nią, ale
            mój dom jest moją twierdzą. Z resztą nie sądzę aby jej matka była zadowolona z
            kontaktów tego dziecka ze mną.
            • ola.x1 Re: Do movisz 18.06.06, 19:17
              cd.

              Poza tym chyba przeczytałaś tekst pierwszej autorki i wyraźnie z niego wynika,
              że jej mąż w obecności dziecka dyskredytuje ją (na przykład wydawanie pensji na
              fatałaszki dla córeczki). Mnie na jej miejscu też by trafiał szlag i przyznam,
              że podziwiam ją, że potrafi zachować zimną krew w takiej sytuacji, bo ja bym
              głośno powiedziała co o tym myślę. Jeśłi chodzi o obecność dziecka na ślubie...
              trudno mi tu się wypowiadać, ale też nie byłoby to dla mnie miłe przeżycie, a w
              końcu ślub ma być miłym przeżyciem. Nie wiem też czy dziecko jest zadowolone
              patrząc na ślub swojego ojca. To chyba udaje się tylko w cukierkowych
              amerykańskich filmach.
              • movisz Re: Do movisz 19.06.06, 02:00
                ..........Nie rozumiem twojego napadu agresji na mnie. Napisałam, że nie mam
                ochoty
                poznawać tego dziecka tylko dlatego, że mój partner chce prowadzić jakieś
                gierki. To jego dziecko, a nie moje i nie mam ochoty uczestniczyć w życiu
                cudzych dzieci. ...

                Wcale nie chcialam ciebie zaatakowac. Przepraszam jesli tak wyszlo.
                Po prostu u ciebie widac tyle zlej woli i egoizmu w stosunku do dziecka ktorego
                jedyna wina jest to ze zostalo poczete przez niedojrzalego czlowieka ktory
                stara sie teraz jakos nadrobic to zlo ktore wyrzadzil dziecku pozbawiajac go
                obecnosci ojca na codzien.
                Ty z gory nastawiasz sie na robienie im problemow ale wez pod uwage ze to
                dziecko bylo przed toba i ty zdajesz sobie z tego sprawe. Ona nie zniknie a ty
                jako ta druga osoba w kolejnosci masz do wyboru angazowac sie w ten zwiazek
                gdzie juz jest dziecko lub nie. Jezeli uwazasz jego dziecko za "cudze" czyli
                obce, czyjes to po co jestes z nim skoro uwazasz go za obcego, cudzego?
                A to ze ukrywal przed toba ze ma dziecko to swiadczy o tym ze na tyle ciebie
                poznal ze bal ci sie tego powiedziec obawiajac sie twojej reakcji.



                .........Poza tym chyba przeczytałaś tekst pierwszej autorki i wyraźnie z niego
                wynika,
                > że jej mąż w obecności dziecka dyskredytuje ją (na przykład wydawanie pensji
                na
                >
                > fatałaszki dla córeczki). Mnie na jej miejscu też by trafiał szlag i
                przyznam,
                > że podziwiam ją, że potrafi zachować zimną krew w takiej sytuacji, bo ja bym
                > głośno powiedziała co o tym myślę.


                Ciekawa jestem czy tobie twoj ojciec nigdy nie kupowal fatalaszkow? Jezeli nie
                to ci wspolczuje a jezeli tak to po prostu zachowywal sie jak prawdziwy ojciec.

                Nadal podtrzymuje swoja opinie ze nie powinniscie sie ze soba wiazac bo jestes
                negatywnie nastawiona do jego dziecka i nie rozumiesz ze spotykanie sie z
                dzieckiem i lozenie na utrzymanie dziecka jest jego obowiazkiem.
                Czy jakbys miala z nim dziecko i by sie wam nie ulozylo czy bylabys szczesliwa
                jakby nie chcial sie z nim widywac czy lozyc na nie?
                Po prostu szukaj faceta bez zobowiazan bo to jest duza roznica.

                Powiem szczerze ze czytajac ten watek jestem zaskoczona tym ogromnym
                despotyzmem, egoizmem i brakiem zrozumienia ze strony kobiet w stosunku do
                dzieci ktore nie z ich winy zostaly pozbawione rodzinnego kompletnego domu,
                ktore tak samo tesknia za matka jak i ojcem i pragna kontaktu z obojgiem
                rodzicow.
                To jest po prostu swinstwo ze strony tych kobiet ktore odciagaja ojcow od
                dzieci z poprzedniego malzenstwa i staraja sie ograniczac ich kontakty.


                .......Jeśłi chodzi o obecność dziecka na ślubie...
                >
                > trudno mi tu się wypowiadać, ale też nie byłoby to dla mnie miłe przeżycie, a
                w
                >
                > końcu ślub ma być miłym przeżyciem. Nie wiem też czy dziecko jest zadowolone
                > patrząc na ślub swojego ojca. To chyba udaje się tylko w cukierkowych
                > amerykańskich filmach........

                Nie, to sie udaje w cywilizowanym swiecie wsrod ludzi kulturalnych i
                odpowiedzialnych ktorzy licza sie z drugim czlowiekiem i jego uczuciami.
                I sama znam mnostwo takich przypadkow.
                • ola.x1 Do movisz 19.06.06, 12:24
                  movisz, ty szyjesz w jakimś wyimaginowanym świecie. Dzieck z poprzedniego
                  związku zawsze będzie poszkodowane, bo wychowuje się bez obecności ojca i nikt
                  tego niezmini. Jeśłi chodzi o kupowanei fatałaszków, to jeśli wydaje na nie
                  całą pensję w obecnosci drugiej żony i stanowi to uszczerbek dla ich domowego
                  budżetu to uważam to po prostu za chamstwo wobec drugiej żony. Wiesz, mój
                  ojciec też mi kupował fatałaszki w pewexie, bo chciał tym zagłuszyć wyrzuty
                  sumienia, ze nie jest prawdziwym ojcem (mimo, ze nigdy nie wyprowadził się).
                  Fatałaszki nie zagłuszą jednak wyrzutów sumienia. Ojciec to musi być ktoś kto
                  pociesza, pyta o problemy, uczy, odrabia razem lekcje i opiekuje się w
                  chorobie. Z perspektywy osoby dziś 36letniej powiem ci, że ojciec który tylko
                  kupuje fatałaszki i traktuje córkę jak partnerkę, z którą można pograć w
                  tenisa, popływać an surfingu, pochwalić się nią wśród znajomych nie jest żadnym
                  ojcem. Dziś nie mam dobrego kontaktu z ojcem, bo w sumie jest to mi dość
                  obojętny cżłowiek, któremu pomogę gdy potrzebuje tej pomocy, ale nie żywię do
                  niego żadnych głbszych uczuć, bo uczucia buduje się latami, a nie w ciągu
                  półgodzinnej wizyty w pewexie:)

                  Jeśłi chodzi o córkę mojego partnera to myślę, że mój partner prezentuje
                  podobny pozniom co mój ojciec. Chciałby mnie z nią poznać, abym zobaczyła że
                  powielił swoje geny z sukcesem. Nie ma z a tym nic głębszego. Poświęca jej
                  teraz sporo czasu, ale tylko dlatego, że ja jestem zajęta zawodowymi sprawami i
                  nie mam dla niego czasu. Chcę ją zapisać na obóz surfingowy, ale tylko dlatego,
                  że ja nie chcę z nim pływać i potrzebuje towarzystwa na desce. Na narciarski
                  jej nie zapisuje, bo ja jeżdżę na nartach. Czy myślisz, ż ejest to prawdziwy
                  ojciec? Poznałąbym jego córkę, gdyby on miał do tego normalne podejście, gdybym
                  wiedziała, ze to nie będzie jakaś żałosna pantomima i że będzie potrafił
                  przedstawić mnie swoej córce jako kobietę, z którą buduje życie, a nie jkąś tam
                  kolejną "Olę". To mój partner nie dojrzał do tego abym poznała jego dziecko, a
                  nie ja i p owiem ci szczerze, ze współczuję temu dziecku, z ema takiego
                  płytkiego ojca. Ojca, któy manipuluje miłością dziecka i kocha warunkowo.

                  Napisałaś, że usprawiedliwaisz mojego partnera, że nie powiedział mi o tym, że
                  ma dziecko, bo nie miał do mnie zaufania. A nie pwiedział mi o tym przez prawie
                  dwa lata! Dziwię się więc, że miał do mnie zaufanie, aby ze mną sypiać,
                  mieszkać u mnie i chcieć mieć ze mną dziecko... Czy nie sądzisz, ze to dość
                  zaskakujące?
                  • lilith76 Re: Do movisz 19.06.06, 14:23
                    dlaczego więc nadal trwasz przy kimś kto:
                    - nie nadaje się na ojca,
                    - zbudował wasz związek na kłamstwie,
                    - wg ciebie nadal próbuje manipulować.

                    jak na razie on wychodzi z tego obronną ręką, a rykoszetem dostanie się dziecku.
                    • ola.x1 do lilith76 19.06.06, 14:43
                      Dlaczego trwam, to moja sprawa. Nie o tym tu rozmawiamy.
          • ola.x1 Do movisz 24.06.06, 14:53
            movisz... jesteś dziwna.
    • alfika Re: pozostawiam jeszcze szanownym paniom 19.06.06, 14:57
      ...i panom pod rozwagę następującą sytuację:
      coraz częściej na wzór skandynawski nasze sądy przyznają opiekę naprzemienną
      rodzicom
      nie interesuje nas tu krytyka takiego układu, ale sytuacja drugiego
      małżonka/małżonki - i ich tzw. "nieuczestniczenie" w wychowaniu :)))))))

      trochę mniej jadu po wyrobionych przekonaniach na temat kochanek, kochanków i
      romansów na boku ze strony jakże przecież kochających rodziców
      • burza4 dorosłe dzieci 19.06.06, 17:47
        alfika napisała:

        > ...i panom pod rozwagę następującą sytuację:
        > coraz częściej na wzór skandynawski nasze sądy przyznają opiekę naprzemienną
        > rodzicom

        z ciekawości - gdzie to wyczytałaś, bo jako żywo - jeszcze się z takim
        przypadkiem nie spotkałam nigdy, a dość często czytuję "samodzielną mamę"? nie
        da się całkiem "nieuczestniczyć" w wychowaniu, podobnie jak nie da się żyć na
        marginesie poprzedniej rodziny męża.

        Artykuł dotyczył relacji dorosłych dzieci i drugich partnerek. To zupełnie inna
        sytuacja od tej, gdzie dzieci są małe. Nie pojmuję zdziwienia pani Dodziuk
        złymi odczuciami partnerki. To, co jej proponuje - jest według mnie szalenie
        odległe od czegoś, co powinno łączyć dwoje ludzi w związku małżeńskim, to jakaś
        chora namiastka związku. Spędzać sama weekendy, radzić sobie sama, trzymać się
        z boku? fajnie raz na jakiś czas, ale stale - to po co partner? Rozwiązanie
        które podsuwa może się sprawdzić u pary zaprzyjaźnionych sublokatorów, ale w
        małżeństwie? to tak, jakby mąż miał 2 osobowości, raz jako mąż; drugi raz -
        jako ojciec, przy czy występując w tej ostatniej - żonę traktuje jak obcą. To
        jest chore.

        Strony naprawdę nie muszą się lubić ani wiedzieć o sobie wszystkiego. Ale
        odsuwanie żony od spraw, którmi żyje mąż niczego dobrego nie wróży. Nieważne
        czy to sprawy dzieci, czy służbowe, nikt przescież nie oczekuje, że będzie
        powierzał drugiej żonie np. małżeńskie problemy córki. Ale musi też mieć
        świadomość tego, że załatwianie spraw za dzieci za plecami żony jest nie fair.

        Ważne jest prowadzenie częściowo odrębnego życia. Naturalnie każdy potrzebuje
        kawałka swojej przestrzeni. Ale KAWAŁKA, a nie większości! Małżeńswo nie może
        funkcjonować jak spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, odtąd-dotąd. Oni
        prowadzą po prostu odrębne życie pod jednym dachem...

        Założę się przy tym, że gdyby w artykule dorosłą córkę zastąpić teściową -
        reakcje i odpowiedzi byłyby skrajnie różne. Jaki byłby komentarz gdyby mąż
        ciągle latał na kazde skinienie teściowej, gdyby teściowa przychodziła
        ignorując istnienie żony, gdyby np mąż brał kredyt dla teściowej za plecami
        żony bez jej wiedzy itd?
        • ola.x1 Do burza4 19.06.06, 18:32
          masz w 100% rację! Większość kobiet, które tu wypisują te brednie podyktowane
          wibracjami macicy zupełnie nie wie o czym pisze. Nowy zwiazek, nowa żona i
          stare dzieci...tę relacje można ułożyć na zdrowych zasadach, ale tylko wtedy
          gdy dzieci nie stoją na piedestale podyktowanym wyrzutami sumienia. Ja mam
          objekcje przed poznaniem córki mojego partnera nie dlatego, że kieruje się
          jakimiś chorymi emocjami, ale dlatego, że patrząc na jego postawę nie wyczuwam,
          że akcentuje swojej córce i jej matce, że to ja jestem osobą z którą chce
          spędzić życie. To raczej wygląda tak, że jest jakaś Ola, z którą od paru lat
          mieszka i na którą nie należy za bardzo zwracać uwagi, bo Ola ma się dostosować
          do sytuacji, a nie sytuacja do Oli. Nawet cały swój majątek zapisał córce, bo
          gdyby na przykład umarł, to przecież nie ja jestem tą osobą, która powinna
          cokolwiek dziedziczyć. Nie wzieliśmy ślubu, bo pewnie boi się, że nagle będę
          miała jakieś prawa. A gdy mówimy o ślubie, to mówi głównie o rozdzielnosci
          majątkowej i intercyzie (mimo, ze ja jetsem osobą dobrze zarabiającą i na pewno
          nie czyham na czyjeś pieniądze) Nie możemy nawet razem wybudować domu, bo on
          się nie godzi na to, aby moje interesy zostały zabezpieczone, a ja z kolei nie
          godzę się na to, aby w przypadku jego śmierci nagle okazało się, że dom w
          którym mieszkam ma współwłaściciela. Wybieram więc mieszkanie w swoim
          mieszkaniu. Myslę, że to nie "drugie żony" są winne temu, że te kontakty nie
          układają się tak jak by mogły, ale faceci, którzy są pozbawieni klasy i dla
          drugiej żony mają tylko warunki. Mój facet doprowadził do tego, że ja nie chcę
          mieć z nim żadnej współnoty majątkowej, bo się po prostu boję. Teraz
          przynajmniej wiem, ze mieszkam w swoim mieszakniu i jeżdżę swoim samochodem. A
          bez poczucia wspólnoty (mowa nie tylko o pieniądzach) bardzo trudno buduje sie
          jakąkolwiek bliskość i zaufanie.
          • luna67 Re: Ola.x1 21.06.06, 10:47
            Mozesz mi zdradzic, dlaczego jeszcze trwasz w tym chorym zwiazku? co ciebie przy
            niem trzyma?
            Ten facet jest moim zdaniem psychicznie chory, nie ma zielonego pojecia co to
            jest udany zwiazek, wzajemne zaufanie, szczerosc i zabezpieczenie partnera w
            razie smierci jednego z nich, a te rzeczy sa atutem udanego zwiazku. Jestes
            5-tym kolem u wozu, niestety jest to gorzka prawda.
            • lilith76 Re: Ola.x1 21.06.06, 14:17
              zdarza się, że mężczyzna po jednym nieudanym związku (podziałach dobytku) w
              kolejnym jest już bardzo ostrożny, asekurujący się, bojący się na zapas,
              dokładnie rozdzielający moje/twoje. raz już dostał po tyłku, choć miało być tak
              pięknie.
              jeśli ma jeszcze jakieś zalety lub potrafi inaczej pokazać, że kobietę kocha i
              zależy mu, to nie jest źle.
              • luna67 Re: Ola.x1 21.06.06, 14:39
                lilith76,
                jak jest ostrozny tnz., ze jest nie gotowy na nastepny zwiazek, i jezeli
                podchodzi do nastepnego zwiazku z dystansem, bojac sie na zapas, to gwarancja ze
                bedzie nie udady. Takie zwiazki sie sypia, bo druga partnerka nie bedzie chciala
                byc traktowana gorzej od pierwszej zony:-)
                • ola.x1 do luna 21.06.06, 23:29
                  Luna, z tego co opisałaś wynika jakaś kompletna paranoja. on jest z tobą, ale
                  tak naprawdę należy do poprzedniej rodziny. Jak tak można, żeby ci powiedział,
                  ze to ty masz zapłacić za mieszkanie, bo on ma jak widać inne wydatki. ja czuje
                  się strasznie osamotniona w tym moim związku(?) i tu nie chodzi o jego córkę,
                  ale o to, że nie czuję, że jestem dla mojego partnera kimś ważnym . przyznam ci
                  się, że jestem juz na krawędzi wytrzymywania tego wszystkiego. Dla mojego
                  partnera najważniejsze jest to, czy jest w lodówce jedzenie. Mam wrażenie, że
                  nie mieszkam z cżłowiekiem, tylko z przewodem pokarmowym. Nawet jeśli jesteśmy
                  pokłóceni, to on pyta mnie czy zrobiłam coś do jedzenia. Mimo, że ejst bardzo
                  bogaty za wszystko każe mi płacić po połowie. Nawet gdy znudził mu się dość
                  nowy rower, a ja chciałąm go wziąć to musiałam zapłacić cenę jaką uzyskałby za
                  niego na allegro. Taka postawa zabija we mnei ucucia. Juz mi się nie chce
                  starać. Wśród znajomych uchodzę za pogodną osobę, a gdy wracam do domu to
                  jestem smutna. Kupuję sobie prezenty, aby przez chwilę dobrze się poczuć. Kiedy
                  byłam mężatką i wiem, że miłość i partnerstwo wyglądają zupełnie inaczej.
                  Najgorsze jest to, że wile osób mi mówiło, że z tym facetem nic się nie może
                  udać. Jak widac mieli rację. Tylko ja byłam ślepa i wierzyłam, że egpista może
                  kochać. Nie może, bo jego serca wypełnia wielka i nieprzebrana miłość, ale do
                  samego sibie i już na nikogo więcej nei ma tam miejsca.
                  • luna67 Re: do ola.x1 22.06.06, 23:10
                    Tak sie wlasnie czuje jak napisalas:-(
                    I wiem tez jak ty sie czujesz, gdyz zylam 17 lat z takim czlowiekem (pomimo
                    slubu), do ockniecia sie (lepiej pozno niz wcale). Nas laczyl slub i dzieci, a
                    ciebie co laczy? masz z nim dzieci? slub?

                    Dziewczyno przeciez ty jestes dla niego darmowa sluzaca i naloznica, przepraszam
                    ze pisze bezposrednio ale jedno i drugie kosztuje i to nie malo, sknera liczy
                    napewno co miesiac ile zaoszczedzil cieszac sie jaki on to nie cwany, a z tym
                    rowerem mnie dobilas;-( i dziwie sie ze cos do niego jeszcze czujesz, bo sknera
                    byl napewno od poczatku waszego zwiazku.

                    Ja sie osobiscie boje, ze przez wybryki mojego partn. zaczne sie od niego
                    odsuwac, nie moge na niego w tej chwili "patrzec", mam do niego zal i jestem
                    zla. Mamy tyle wydadkow na nowe mieszkanie, bo bez kuchni (mebli i urzaczen
                    elektr.), mojej corce musze kupic nowe meble, gdyz te dwuletnie pojda do dzieci
                    pokoju mojego partnera, malowac mieszkanie tez trzeba i te stare i te nowe, a on
                    zadowolony, bo udalo mu sie "tanio" fajna hustawke kupic dla dzieci do ogrodu.
                    Zrobilam jak nigdy (bo miarka sie przebrala) karczemna awanture, niech on zaczne
                    wszystko pakowac do konca, do tej pory, oprocz latania po sklepach z hustawkami
                    palcem nie ruszyl. Chyba robie blad z ta przeprowadzka, jakbym wszesniej
                    wiedziala to nie zgodzilabym sie na ten dom:-(((((

                    Dzis po popoludniu wrociwszy z zakupow (mebli dla corki), zastalam dzieci mojego
                    ogladajace katalog z meblami, krzyczace "ja chce ten stolik, i ta
                    mebloscianke....., zamarlam...., po ockniecu sie, usmiechnelam sie tylko nie
                    komentujac, ale ciekawa jestem kto im to zafunduje, bo ja napewno nie, a tatus
                    jest splukany;-)

                    Nie wiem jak ja ten czas przezyje, najlepiej jakby mnie na ten czas uspili;-)

                    Ps
                    Ile masz lat, ze siedzisz z takim sknera? napisalas tez, ze ci sie nie chce
                    "szukac " nowego, a nie zastanawialas sie dlaczego tobie sie nie chce? ja tobie
                    mowie, ze to twoj partner odbiera tobie te sily;-) i kolo sie zamyka:-)
                    • ola.x1 Do Luna67 23.06.06, 21:59
                      Witaj. Chciałąbym z tobą poroznmawiać, ale nie na publicznym forum:) Mój adres
                      to ola.x1@gazeta.pl

                      Pytasz co mnie przy nim trzyma? Chyba niechęć do kolejnej zmiany. Przyznam, że
                      zrobiłam już w życiu kilka "zmian". Kazda kolejna jest gorsza:) A co ciebie
                      trzyma przy tym beznadziejnym facecie, którego opisujesz? Przecież też powinnas
                      kopnąć go w tyłek i przestać zarabiać na jego dzieci. Napisz do mnie.
            • ola.x1 do Luna 21.06.06, 16:14
              Masz racje Luna, to chory facet. Mówią mi o tym wszyscy znajomi, a moja rodzina
              wręcz go nienawidzi. Uważa go za bogatego dupka. Pieniądze w pierwszym
              pokoleniu:) Nie jestem z nim jednak z przyczyn finansowych, bo sama potrafię
              sobie zapewnić dobry byt. Jestem z nim...bo nie chce mi się zaczynać czegoś
              nowego. To raczej ja dokładam do tego związku, bo wychowano mnie tak, że lepiej
              dołożyć niż usłyszeć, że ktoś do ciebie dopłaca. Od mojego rozwodu (pięć lat)
              każdy facet to jakaś nowa porażka. Dupki i egoiści. Jeden sprowadził się do
              mojego mieszkania i miałam wrażenie, że rozrósł się jak chwast. Uważał, że
              skoro zostawił dla mnie żonę (głupek) to powinnam byc mu do końca życia
              wdzięczna. Wyobraź sobie, że żeby go wyprowdzić musiałam wynająć mu mieszkanie
              i uciec się do podstepu, że to tylko na jakiś czas. Drugi chciał we mnie
              widzieć opiekunkę. To był w sumiei fajny facet, ale rola opiekunki mi nie
              odpowiadała:) Obecny na początku wydawał się fajny, myślałam, że będzie mnie
              szanował. Jestem bardziej od niego wykształcona, mam fajnych znajomych i
              ciekawą pracę. Tymczasem okazuje się, że to kolejna pomyłka. We własnym
              mieszkaniu mieszkam z wrogiem. Pewnie rozstanę sie z nim, ale teraz
              przygotowuję się do ważnych egzaminów i po prostu nie mogę zafundować sobie
              takiego stresu. Egzaminy są w listopadzie... :)))
              • luna67 Re: do Luna 21.06.06, 17:47

                nie jest prawda, ze madry czlowiek uczy sie na bledach. Nie tacy siedza w
                rzadzie, a historia sie powtarza nawet ta smutna;-)

                Ja osobiscie jestem ok. 5 lat w zwiazku z mezczyzna, ktory wydaje szystkie
                pieniadze na dzieci (nie mowiac na alimenty bo to jego obowiazek), na
                zagranichne wczasy z dziecmi, nowe rowerki co roku (bo "stare sie znudzily),
                dodatkowy, pieknie urzadzony u nas pokoj, dodatkowe modne ubranka (oprocz nie
                "domowych"), drogie prezenty, itd., a o tym dowiedzialam sie dopiero wczoraj;-(((

                Nie zwracalam prawde mowiac na to uwagi, gdyz uwazalam, ze to jego pieniadze i
                jego dzieci, ja zarabiam bardzo dobrze, dokladam do wszystkiego i oprocz tego,
                uzbieralam sobie dosc pokazna sumke, wiec myslalam, ze on tez dba o przyszlosc,
                dodam, ze mam 17-letna corke, ktora wylacznie ja utrzymuje (mieszka z nami i tez
                kosztuje jak dorosly).

                Doszlismy do wniosku, ze nasze mieszkanko jest jednak za male (bioro w sypialni,
                a papiery sie mnoza), wiec poszukalismy sobie piekny domek (na czynsz),
                zaczelismy rozmawiac o tym co mamy dokupic, i co sie okazalo?, ze to ja mam do
                tego mieszkanka wylozyc, bo moj partner jest "goly", pomimo, ze bardzo dobrze
                zarabia nawet po odtraceniu alimentow.

                Nigdy nie sprawdzalam jego konta ani sie nie pytalam wiedzac, ze duzo zarabia i
                bylam pewna, ze mysli o przyszlosci, gdyz planujemy dzidzie juz 6 miesiecy (i
                jak nigdy teraz mam watpliwosci). Wczoraj przy pakowaniu wpadly mi w rece jego
                rachunki, zlapalam sie za glowe (nie dziwiac sie jego goloty), bardzo drogi
                komputer, zloty naszyjnik, ktory widzialam juz u malej, ale myslalam, ze to
                tabak, i inne przerozne rachunki z kupna zabawek ktore u nas juz nie maja miejsca.
                Pomyslalam, ale ma "droga kochanke";-), po rozmowie sie okazalo, ze to dla malej
                i dla malego, od tak sobie. Przypominam sobie, ze mala prawie co tydzen
                dziekowala tacie za prezenty, ale z tej okazji, ze robi czesto "maluskie" wiec
                nie zwracalam na to uwagi.

                OK. pomyslalam, czasu nie da sie cofnac, i suszyc glowy mojemu tez nie ma po co,
                ale co dalej, teraz dochodzi do mnie jak moj wyrazal sie o mojej
                "poprzedniczce", odeszla, bo nie mogla patrzec jak "rozpieszczam dzieci", i coz
                z tego pomyslalam, ja moja tez rozsadnie "rozpieszczam, ale teraz dopiero wiem o
                co mu chodzilo.
                Po rozmowie rece mi opadly, nie mam sily sie pakowac, nie chce tego nowego
                mieszkania, nie chce dziecka, nic mnie nie cieszy, bo wiem, ze on sie nie
                zmieni, przy rozmowie dowiedzialam sie, ze jedze w sierpniu z dziecmi na wczasy
                na Majorke a przy wycofaniu zamowienia straci 30% wplaty.
                Mam do siebie zal, ze wczesniej nie przyjzalam sie temu wszystkiemu dokladnie,
                ksiazeczkom osczednosciowym dla dzieci i polisom, ogolnie wszystkim wydatkom
                zwiazanych z dziecmi i ile nam zostaje na zycie, ale balam sie ze bede posadzana
                o chytrostwo.
                On mnie pociesza i mowi jak nie starczy to rodzice pomoga, o zgrozo nigdy od
                nich nie wezme ani grosza, chocbym z glodu umierala!!! te pozniejsze wymowki, nie!!!
                Jestem wku..ona, jak on sobie to wszystko wyobraza?

                Nie, nie jestem madra, jak napisalas ja tez tak myslalam, ale fakty mowia za
                siebie;-( pomimo tego wszystkiego kocham tego wariata;-)
            • ola.x1 do Luna 21.06.06, 16:19
              Luna, jesteś mądrą osobą. Chciałam ci jeszcze to powiedzieć.
        • alfika Re: dorosłe dzieci 14.07.06, 11:23
          nie wyczytałam
          znam z relacji wypowiedź sądu :)
          • alfika Re: a jeszcze do Burzy4... 14.07.06, 11:28
            moje wpisy dokłądnie tego dotyczą - jedności małżeństwa
            jeśli nie umie sie stworzyć kilku osobom rodziny, to się nie tworzy
            sytuacja "mam dziecko" musi być omówiona, sprawdzona, przemyślana - i do tego
            nade wszystko trzeba bardzo ugodowych ludzi, mądrych i dojrzałych

            inaczej powstaje twór, gdzie ktoś jest nieszczęśliwy, ktoś leczy swoje wyrzuty,
            a ktoś jest przeciągany we wszystkie strony

            i na co to komu?
            ślub i wspólne życie niczego nie załatwia
            powinien być na końcu powyższej drogi przemyślania, nie na końcu
            - ale jak ktoś lubi ryzykować... wolna droga
            niestety
    • lmn32 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 20.06.06, 15:36
      "Mąż uparcie twierdzi, że nic mi nie mówi o ich sprawach, bo mnie to denerwuje,
      i że nie lubię jego dzieci. A jak mam lubić, skoro kiedy ja odbiorę telefon,
      słyszę tylko: »Cześć, mogę prosić ojca? «, skoro nie składają mi życzeń
      imieninowych ani urodzinowych, a wchodząc do naszego domu, rzucają »cześć « do
      ściany, bo jestem w innym pomieszczeniu. Sytuacja jest na tyle stresująca na co
      dzień, że poważnie zastanawiam się, czy ma sens trwanie w takim związku, który
      nie łączy, ale dzieli. Nie mamy nic wspólnego, nawet spraw bieżących. I gdzie
      tu związek?'. "

      Skad ja to znam, jeszcze 5 lat temu byłam córką, dzis jestem [...]
      Nie ma sie ochoty na rozmowę z kimś, kto skutcznie niszczy rodzinne relacje, na
      rozmowe z osobą, ktora świadomie pozwalała na ich niszczenie z każdym dniem
      coraz bardziej, która powiela od dłużeszego czasu słowa drugiej małżonki tez
      przechodzi ochota...
      • ola.x1 do Imn32 21.06.06, 16:30
        Imn, to przede wszystkim Twój mąż niszczy te relacja! To on nie dba o ciebie i
        pozwala dzieciom aby traktowały cię po prostu po...chamsku(przepraszam za to
        słowo). Moja koleżanka ma faceta z dwójką dzieci z poprzedniego zwiazku. To ona
        był a przyczyną rozwodu. Ten facet zawsze staje po jej stronie i skoro jego
        dzieci nie szanują jego kobiety powiedział im, że albo zaczna traktować ją z
        szacunkiem, albo daje im czas do namysłu. Sznuję go za to! To facet, który
        potrafi dać do zrozumienia kobiecie, że ją kocha i że to ona jest
        najważniejsza, a skoro dzieci nie akceptują jej to tak jakby nie akceptowały
        własnego ojca. Zazdroszczę jej takeigo faceta, bo mój to po prostu...dupek.
    • korona191 Konflikty między dziećmi a drugą żoną 20.01.07, 00:05
      Jestem w zwiazku z rozwodnikiem.on ma syna niestety.tak niestety.na litosc
      boska wiem ze nie jest winne dziecko ale do cholery jasnej co ja jestem winna
      ze pokochalam rozwodnika.wiem wiem mozecie powiedziec wiedzialas w co sie
      pakujesz. a myslicie ze to na poczatku przeszkadza? nie! niezauwaza sie tego na
      poczatku sie toleruje dziecko usmiecha sie na samo wspomnienie imienia. ale
      pozniej jest proza zycia. mieszkamy razem z moim chlopakiem a syn 8letni z
      matka daleko. i moj chlopak odwiedza go ok raz na 3 mce kocha go wiem ale na
      litosc boska to ja z nim zyje to ja sie opiekuje moim chlopakiem to ja z nim
      spedzam wiecej czasu jak nie caly czas. wiec uwazam ze on nie ma juz syna bo go
      nie wychowuje nie jest z nimnie widzi jak dorasta. rodzicem sie jest wtedy gdy
      z dzieckiem sie przebywa i ma sie wplyw na krztaltowanie jego osobowosci i
      charakteru. nie ma prawa sie nazywac ojcem a tylko dawca nasienia. kim sa
      rodzice ci co oddali do domu dziecka czy ci co zaodoptowali i wychowuja dziecko?
      sranie w banie z tym ze mam nie przeszkadzac w kontaktach z tak zwanym synem.
      zyje z moim chlopakiem moze w przyszlosci mezem i co za 10 lat synus zapuka ze
      chce pieniedzy? nie ma prawa. a nikt sie nie zastanawia co ja czuje? nie ma
      prawa mi odbierac czasu :syn: mojego chlopaka bo on tak chce. trudno rozstali
      sie i koniec zycie toczy sie dalej.to ja jestem z moim chlopakiem codziennie a
      nie przyjdzie pewnego dnia synus i mi powie spadaj bo to moj ojciec a ty jestes
      ta druga. o nie!!!!!!
    • korona191 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 20.01.07, 00:26
      zwiazek z rozwodnikiem.juz nigdy!!!!! on ma syna niestety.tak niestety.na
      litosc
      boska wiem ze nie jest winne dziecko ale do cholery jasnej co ja jestem winna
      ze pokochalam rozwodnika.wiem wiem mozecie powiedziec wiedzialas w co sie
      pakujesz. a myslicie ze to na poczatku przeszkadza? nie! niezauwaza sie tego na
      poczatku sie toleruje dziecko usmiecha sie na samo wspomnienie imienia. ale
      pozniej jest proza zycia. mieszkamy razem z moim chlopakiem a syn 8letni z
      matka daleko. i moj chlopak odwiedza go ok raz na 3 mce kocha go wiem ale na
      litosc boska to ja z nim zyje to ja sie opiekuje moim chlopakiem to ja z nim
      spedzam wiecej czasu jak nie caly czas. wiec uwazam ze on nie ma juz syna bo go
      nie wychowuje nie jest z nimnie widzi jak dorasta. rodzicem sie jest wtedy gdy
      z dzieckiem sie przebywa i ma sie wplyw na krztaltowanie jego osobowosci i
      charakteru. nie ma prawa sie nazywac ojcem a tylko dawca nasienia. kim sa
      rodzice ci co oddali do domu dziecka czy ci co zaodoptowali i wychowuja dziecko?
      sranie w banie z tym ze mam nie przeszkadzac w kontaktach z tak zwanym synem.
      zyje z moim chlopakiem moze w przyszlosci mezem i co za 10 lat synus zapuka ze
      chce pieniedzy? nie ma prawa. a nikt sie nie zastanawia co ja czuje? nie ma
      prawa mi odbierac czasu :syn: mojego chlopaka bo on tak chce. trudno rozstali
      sie i koniec zycie toczy sie dalej.to ja jestem z moim chlopakiem codziennie a
      nie przyjdzie pewnego dnia synus i mi powie spadaj bo to moj ojciec a ty jestes
      ta druga. o nie!!!!!!
    • bszalacha Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 22.01.07, 16:49
      Macocha od wieków jest pojęciem,które wszystko wyjaśnia.Nie bez przyczyne tyle
      świetnych baśni i powieści dotyczy tego "fenomenu".Mój ojciec,który po śmierci
      mamy ożenił się z taką jedną-po paru latach miał jej na tle dośc,że zostaliśmy
      sami.I było BARDZO DOBRZE.Ten proceder powinien być zakazany dla nieletnich
      dzieci.
    • drugazona5 Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 05.02.07, 03:37
      Jestem druga zona dla mojego meza, ktory z poprzedniego malzenstwa ma dwie
      dorosle corki. I moim marzeniem jest by sprawy corek nie dotyczyly sie mnie. Od
      samego poczatku bylam bardzo pozytywnie nastawiona. Staralam sie, by maz mogl
      spedzac czas ze swoimi corkami, przypominalam o nadchodzacych ich rocznicach,
      oraz wykonaniu telefonu do nich. Niestety moja szczera chec posiadania jak
      najlepszych stosunkow z pasierbicami przerodzila sie obecnie wrecz w nienawisc
      do nich. Widze, ze corki traktuja tate wylacznie jako zrodlo pieniedzy. Nie
      kontaktuja sie z nim, by zapytac jak sie miewa, tylko wtedy gdy potrzebuja na
      cos pieniadze. Czasem sa to uzasadnione wydatki, ale w wiekszosci to po prostu
      kolejne ich zachcianki. A ja jestem ta zla macocha, ktora trzyma finanse na
      smyczy i nie pozwala na podobne wybryki. Oboje z mezem zarabiamy przyzwoite
      pieniadze i staramy sie odlozyc oszczednosci na czas powiekszenia rodziny.
      Widze, ze dla meza to trudna sytuacja, by myslec o przyszlym dziecku, ktorego
      jeszcze na swiecie nie ma, wiedzac o potrzebach jego corek. W zwiazku z tym
      probuje mnie za kazdym razem przekonac, ze kolejna prosba jego corek zwiazana z
      pieniedzmi jest uzasadniona i opowiada mi cale historie jak to znow popadly w
      dlugi z powodu wysokich rachunkow, kolejnych kursow jezykowych, tudziez
      placenia lapowki w urzedzie w celu zalatwienia jakies waznej sprawy. Powodow
      jest tysiac, a kretywnosc pasierbic siega moich granic cierpliwosci. Moje
      prosby do meza o rozdzielenie majatku i nie anagazowanie mnie w sprawy fiansowe
      jego doroskych corek spotykaja sie z jego aprobata, ale w rzeczywistosci nic
      sie nie zmienia. Dodam, ze maz placi bardzo wysokie miesieczne alimenty w
      wysokosci jakiej emeryt nie jest w stanie doliczyc sie rocznej emerytury. Corki
      nie pracuja, studiuja, zmieniajac kierunki w celu przedluzenia mozliwosci
      otrzymywania alimentow od taty. Syatuacja staje sie sie coraz bardziej nie do
      zniesienia - zwlaszcza, ze okazuje sie ze corki mnie nigdy nie zaakceptowaly,
      mimo, ze pojawilam sie w zyciu ich taty po kilkunastu latach od jego rozwodu z
      pierwsza zona. Jesli wiec moge sie wypowiedziec na temat sosunkow pomiedzy
      druga zona a dziecmi pozwole sobie na opinie, ze to nie tylko my, drugie zony,
      jestesmy winne, zazdrosne i zachlanne, to rowniez wina dzieci, ktore nie chca
      sie pogodzic z faktem, ze pojawil sie w zyciu taty ktos, kto chce o niego dbac
      i byc z nim do konca zycia. Ale najwieksza to chyba jednak wina tatusiow,
      ktorzy obawiaja sie bycia konsekwentmym w stosunku do dzieci, bo wiazac sie to
      moze z odrzuceniem. Stoja wiec nasi panowie pomiedzy przyslowiowym mlotem a
      kowadlem nie wiedzac co zrobic i oczywiscie jak meska natura "nakazuje" nie
      przyznajac sie do problemu po ich stronie. A my, zony, pelne zrozumienia
      dzwigamy ciezar na naszych barkach. Ale czy na dlugo wystarczy nam milosci,
      zrozumienia i cierpliwosci by ciezar ten znosic?
      • movisz Re: Konflikty między dziećmi a drugą żoną 31.03.07, 21:38
        Hej druga zona!
        Nie chce mi sie komentowac tego co napisalas. Swoja opinie o problemie
        umiescilam wczesniej. Mam tylko prosbe. Jesli bedziesz miala dziecko z owym
        mezem, w co watpie bo ktoremu piedziesieciolatkowi (wnioskuje z wieku corek)
        chce sie miec znowu dzieci, to prosze cie notuj ile bedzie was kosztowac
        posiadanie dziecka miesiecznie a zwlaszcza jak bedzie juz na studiach i wtedy
        od owej kwoty odejmij to ile tatus placi alimentow na dzieci i zobaczysz wtedy
        ile on miesiecznie zaoszczedzil nie majac ich na codzien. Uwazam ze ta roznice
        jestescie im winni. Oczywiscie nie wliczamy kosztow codziennej opieki jak koszt
        benzyny i czas poswiecony pielegnacji ich. Bo czas to tez pieniadz.
        A tym co narzekaja ze tatusiowie placa za duzo alimentow to radze: wezcie
        dzieci do siebie ... bedzie taniej!!!
    • rudashell Konflikty między dziećmi a drugą żoną 27.03.07, 20:22
      sama jestem w takiej sytuacji i bardzo mi ciężko tym bardziej że mój partner
      wiecznie zwraca mi uwage przy dzieciach a ja wychowuje jego dwójke dzieci i
      swoje jedno czasem mam po prost dość tak jak dzisiaj naprzykład. ciesze sie że
      akurat trafiłam na ten artukół
    • rudashell Konflikty między dziećmi a drugą żoną 31.03.07, 20:54
      jestem dokładnie w tej samej sytuacji i nie zazdroszcze
Pełna wersja