likeadrum
28.06.06, 23:17
Jesteśmy ze sobą lat 6, właściwie pierwsza taka miłość. Teraz nadszedł czas
kiedy podejmuje się powazne decyzje życiowe a ja jestem w kropce.
Przede wszystkim zawsze miał problemy z marychą nieraz wpadał w takie ciągi
palenia, ze zawalił studia...a teraz poprostu parę razy w ciągu tygodnia.
Zawsze mi sie wydaje że byłam dla niego oparciem. Kiedy zaczęło znó z nim
ostro poprostu się zdenerwowałam i powiedziałam jego rodzicom (on ma 25 lat
aha no i wspomiałam też o kokainie którą musi za każdym razem na męskich
spotkaniach sobie też wciągać) oni własciwie nie wiedzą co to jest i co z tym
zrobić i zwalili na mnei całą odpowiedzialnośc żebym to ja się ostro za niego
wzięła itp :/
I teraz ja od jakiegoś roku wpadłam sama w straszne tarapaty doły itp ze
względu na sytuację rodzinną, nie wspominając o tym ze on tylko udaje ze go
to obchodzi i tego nie rozumie a kiedy ma ciężki dzień to na mnie się wyżywa
i udowadnia jaka jestem beznadziejna...trudno nie uwierzyć jak osoba którą
znasz od czasów szkolnych ci to mówi...no i faktycznie przez problemy w domu
zawaliłam szkołę i szukam pracy, ale wiadomo nie jest to tak łatwo.
Przechodzimy trudny okres i właściwie jestem b. zagubiona...czy takie trudne
momenty przechodzą czy jednak nie warto...ech i czy te jego dragi a co za tym
idzie zespół amotywacyjny (który i mnie chyba się udzielił) mogą jeszcze
pójść w gorszym kierunku? On swoją agresją tłumaczy fakt, ze jego ojciec też
tak się wyżywa na matce :/ tragedia