husar84
03.07.06, 11:08
Wyjechałem na rok z kraju. Miałem dobrego przyjaciela. Nie odzywałem się do
niego przez rok. Gdy przyjechałem spotkaliśmy się dwa razy. Strasznie źle się
mi z nim rozmawiało, między nami zrodził się jakiś straszny dystans, staliśmy
się dla siebie prawie jak obcy, wcześniej rozumieliśmy się naprawdę doskonale.
Miałem zadzwonić za tydzień i dzwonię tak już rok... Mieszkamy od siebie
dosłownie kilkaset metrów. Sytuacja paskudna, okropnie się z tym czuję, nie
wiem co wzbudza taki lęk przed spotkaniem, im więcej czasu mija tym trudniej,
teraz po roku, gdybym się z nim spotkał pewnie nie odezwał by się nawet słowem
do mnie, a ja spalił bym się ze wstydu, tym bardziej, że on prawdopodobnie
myśli, że ja znów wyjechałem.
Nie rozumiem swojej głupoty... Może mi ktoś to wytłumaczyć, dlaczego czuję lęk
przed spotkaniem? Szkoda było by stracić na zawsze dobrego przyjaciela...!!!