mousee1
03.07.06, 17:50
Moja mama pracuje na pół etatu jako sprzątaczka w jednym z supermarketów.
Wczoraj miała skończyć o 22.00, niestety dyrektor kazał jej jeszcze zostać.
Mój ojciec pojechał po matkę do pracy samochodem, poniewaz nie czekała o
umówionej godzinie tam gdzie powinna, wrócił do domu myśląc ze wróciła
wcześniej pieszo. Niestety nie. Pojechał tam jeszcze raz, mama skonczyła
przed 23.
Ojciec zrobił mamie nieziemską awanturę ze musiał jej szukać bo niby nie wie
o której ma konczyć pracę. Nie potrafił zrozumiec, ze taka była decyzja
dyrektora. Powiedział mamie, że już nigdy jej nie zawiezie do pracy i ze ma
sobie chodzić pieszo albo jeździć na rowerze. I moze sobie wracać do domu
kiedy chce. Ulewa nie ulewa, noc czy nie noc. Ma to gdzieś.
Jakim prawem on tak mowi????
Przeciez gdyby miała przy sobie komórkę to przeciez zadzwoniłaby do domu. Ale
jej nie ma. Za to mój stary ma ich dwie, nie wspominając o tel. stacjonarnym.
A wiecie co jest w tym najgorsze... to ze moja matka przed 50tką musiała iśc
do pracy. A przecież nie powinna pracować, nie miała lekkiego życia z nim,
wychowała 5 dzieci. Na starośc przyszło jej pracować, jeśli chce mieć za co
sobie chleb kupić. Nie musiałaby, bo wie, ze ma dzieci na ktorych moze liczyć.
A mąż?? Mąż dostaje prawie 3 tys. złotych na rękę emerytury. A własma żonę
wysłał do pracy, i co najważniejsze kazał jej załozyc sobie oddzielne konto.
Nienawidze go z całego serca!!!!!