annreal
08.07.06, 11:39
Witam, wstalam ze scisnietym zoladkiem, nie z glodu i nie po kacu.. Czuje sie
nie najlepiej..
Moja historia jest dluga i skomplikowana.. Dobiega konca..
Potrzebuje porady, moze ktos z Was ma podobne doswiadzenie..
Po prawie czterech latach zakonczylismy zwiazek, byl trudny, walczylismy o
niego , walczylismy o siebie, nieumiejetnie, bylismy dla siebie bliscy, ale
swiadomi ze musimy to przerwac bo jestesmy przeciazeni, musmi odpoczac..
bardzo duzo wynieslismy oboje z tego zwiazku- on dal mi sile, wsparcie,wiare w
siebie, sam cenil to ze pokazlam mu wiele spraw, wiele nauczylam go o zyciu,
choc sama g.. wiem..
po rozstaniu nadal utrzymywalismy kontakty, probowalam zystansowac sie powoli,
on nadal traktowal mnie jak swoja dziewczyne-pisal, dzwonil, deklarowal,
wlasciwei nie wiel sie zmienilo. Umowa byla taka ze jesli ktores z nas pozna
kogos to powie drugiemu, zeby druga osoba sie z tym oswoila. Poznalam,
powiedzialam mu,prosil o szczegoly, ze mu to pomoze i ze uwolni ode mnie..
Uleglam, powidzilam to co chcial uslyszec. kilka dni pozniej oznajmil ze
wyjezdza na wycieczke, do znajmoych po Polsce i jeszcze do jednego miasta.
Wyciagnelam z niego ze poznal tam kogos droga internetowa. "kolezanka" na moje
pytanie odpowiadal wymijajaco, cos bylo nie tak...
pojechal, odezwalam sie, chcialm wiedziec co sie dzieje, chcialam poznac
szczegoly, przeciez umowislismy sie.. prosilm go zeby napisal wprost co jest
grane, bo mecze sie, ze trudno mi ..
nic, nie odpowidal na moje pytania, telefon zamilkl, nawet nie nosi go przy
sobie..
to boli, bo ktos kto dotad byl najblizszy mi, nawet juz po wszystkim.. nagle z
dnia na dzien stal sie tak bardzo obcy, nagle deklaacja ze jestem nadal
najwazniejsza i ze sie dlugo to nie zmieni zakleta zostala w martwy telefon..
bez odzewu, tak po prostu..
ktos komu ufalam jak dotad nikomu, ktos kto tak wiele pokazal i z kim tak
wiele przezylam..
nie potrafie zrozumiec tego
chcialabym zapomniec, ale jak mozna latwo zapomniec jesli na kazdym kroku
natykam sie na wspomnienia..
jak zapomniwec o kims kto byl podstawa zycia, niemal wprowadzil w nie? wrosl w
kazda jego sfere? jak pozbyc sie uzucia zalu i smutku?..
dzieki za kazde dobre slowo..