czy mi potrzebna jest pomoc ?

09.07.06, 17:28
z gory przepraszam za dlugosc postu...
Mam 25 lat ,skonczone studia , prace ,zdrowie (chyba oprocz
psychicznego)...jestem samodzielna ...
Zaczne od poczatku ...zbyt mlodo wyszlam za maz , po 2 latach malzenstwo sie
rozpadlo ...nie zmojej winy, ale nie o to chodzi... pozniej dlugo bylam
sama... po 1,5 roku zaczelam sie spotykac z pewnym facetem... okazalo sie ze
nie jest wolny ... :( znow rozpacz ...i dlugie chwile spedzane samotnie ...
potem bylo wiele randek ,ale tylko "jednorazowych" , bez powtornego
spotkania ..cos zawsze mi nie odpowiadalo w tych , z ktorymi sie
spotykalam ...
Poza tym jestem sama..bez przyjaciol...bez nikogo ... Kiedys myslalam ze mam
przyjciolki, ale okazalo sie zupelnie inaczej..to ja zawsze inicjowalam jakis
kontakt, ja zawsze dzwonilam , jezdzilam do nich ...a one nie...tylko jak
czegos potrzebowaly :( Gwozdziem do trumny okazalo sie to ze jak tylko znikne
im z horyzontu zaczynaja na mnie "jezdzic" jaka to ja nie jestem ... Tylko w
takim razie skoro mnie nawet nie lubily ... po co w ogole ta szopka ? wspolne
wakacje ? zeby miec o czym mowic ????
Ale nie o tym mialo byc...
Jakis czas temu poznalam kogos przez internet ... na poczatku bylam
na "nie" , bo trafil na nieciekawy okres w moim zyciu ...mialam dosc facetow
i wszystkiego zreszta ...
Ale on byl cierpliwy (tej cechy tez mi brakuje) i nie dal sie tak
latwo "splawic" ... w koncu jednak postanowilam go lepiej poznac... i wtedy
calymi dniami (on byl po wypadku ,dochodzil do siebie i dlatego mogl tak
rozmawiac) i nieraz nocami rozmawialismy przez komunikatory ... Dlugo mnie
prosil o numer tel... w koncu dalam ... i potrafilismy przegadac po pare
godzin dziennie ... W koncu przyjechal do miasta w ktorym mieszkam (on
zreszta tez , ale wczesniej byl w innym miejscu) ... ,ale powiedzial ze
spotkamy sie dopiero za jakis czas ,bo po pierwsze musi dojsc do siebie ... a
nie chce zeby wyglad zadecydowal (co uwazam ze jest powiedziane troche "na
wyrost" ,bo widzialam jego zdjecia...) a po drugie chce wszystko pozalatwiac
(pol roku go nie bylo) zeby pozniej miec czas tylko dla mnie ...dla nas ...
Codziennie jednak sie jakos komunikujemy (tel, sms, czy inne "wynalazki" ) .
Mowi ze jestem kims waznym dla niego ...
A ja jednak mam jakies "schizy" ..typu ..ze zanim sie spotkamy on kogos
pozna ...przez przypadek ..i w ogole nasze spotkanie nie dojdzie do
skutku ...
Wiem ze powinnam nieco "odpuscic" ... ale ja juz taka jestem i nie potrafie :
(
i miewam takie dni jak dzis, ze nie wychodze w ogole z domu ...lapie mnie
jakas chandra ... lzy same naplywaja do oczu ...
czy to sie kwalifikuje do leczenia ??
    • selene25 i jeszcze male pytanko .... 09.07.06, 17:37
      czy jak np. dzwonie do niego a on nie odbiera :( , to czy wypada mi zadzwonic
      nastepnego dnia ...czy to juz jest narzucanie sie ?? :(

      wiem ze jak facetowi zalezy to zawsze znajdzie chwilke na telefon (no ,ale nie
      jest tak ze on w ogole nie dzwoni , bo dzwoni, wysyla smsy....ale czasem nie
      odbierze ..ale to chyba wszytskim - mi tez- sie zdarza .... )
      • ela282 Re: i jeszcze male pytanko .... 09.07.06, 17:45
        To, że nie odbierze smsa to sie tym nie przejmuj. Cały czas telefonu sie przy
        sobie nie nosi. A tak poradziłabym Ci szczerze z nim porozmawiać a nie
        zamartwiać się.
        • selene25 Re: i jeszcze male pytanko .... 09.07.06, 21:29
          no wlasnie jestem po rozmowie ... sam zadzwonil ...wszystko wyjasnione ..tylko
          sie na koniec zapytal ..skad u mnie taka niska samoocena i brak wiary w
          siebie ...

          a ja wlasnie tego nie wiem ...:(
          • ela282 Re: i jeszcze male pytanko .... 09.07.06, 22:29
            Pewnie Twój były doprowadził Cię do tego. Ale sama widzisz, że najlepsza jest
            szczera rozmowa. Przynajmniej wiesz na czym stoisz. Pozdrawiam.
Pełna wersja