Proza życia

04.02.03, 13:16
Kocham pewną kobietę i jest ok. Jest fantastyczna - co do zasady - w stylu
bycia, bardzo atrakcyjna, itd. Bez większych oporów mogę powiedzieć, że
chciałbym spędzić z nią życie. Od jakiegoś czasu, chodzą mi po głowie jednak
dość nieprzyjemne myśli. Niezbyt natarczywe, ale jednak. Zastanawiam się
bowiem, jak może zmienić się nasz układ w przyszłości (przepraszam, nazywam
to układem, bo choć zdarza mi się czasami używać, jakoś nie lubię
wyrazu „związek”). - Na ile codzienność może wpłynąć na pogorszenie relacji
między nami. Nie jestem naiwny – codzienne wspólne życie, to nie to samo
co „trzymanie się w parku za rączkę” poprzedzające prawdziwe wspólne życie.
Tym bardziej mam te obawy, że sam jestem po rozwodzie, wiem więc, co składa
się na powszednie życie. Owszem, dzięki temu że mam już jakieś doświadczenie,
wiem na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać itd., ale to chyba jednak
trochę mowa trawa. Życie bowiem, jest dość skomplikowane i nieprzewidywalne.
Bardzo zależy mi na niej, nie tylko dziś, ale i w przyszłości. Zależy mi na
naszych wzajemnych relacjach, aby co najmniej utrzymać ich dzisiejszy poziom.
Na tym, aby nic nie wypaliło się i nie wyblakło po iluś latach. Kurcze, wiem
że nie ma na to recepty – nikt tak naprawdę nie da przepisu na wieczną
miłość, ale nie zastanawiacie się czasami nad tym ?
    • Gość: Malwina Re: Proza życia IP: *.abo.wanadoo.fr 04.02.03, 13:20
      macie forse ? mieszkajcie osobno.
      jak na zachodzie (w kazdym razie coraz czesciej)
      wszystko sie zmienilo
      zycie razem, koncepcja malzenstwa...
      wypracujcie nowy sposob bycia w parze, czemu nie ...
    • Gość: Sławek Re: Proza życia IP: 212.160.66.* 04.02.03, 14:33
      chateaux napisał:

      > Kocham pewną kobietę i jest ok. Jest fantastyczna - co do zasady - w stylu
      > bycia, bardzo atrakcyjna, itd. Bez większych oporów mogę powiedzieć, że
      > chciałbym spędzić z nią życie. Od jakiegoś czasu, chodzą mi po głowie jednak
      > dość nieprzyjemne myśli. Niezbyt natarczywe, ale jednak. Zastanawiam się
      > bowiem, jak może zmienić się nasz układ w przyszłości (przepraszam, nazywam
      > to układem, bo choć zdarza mi się czasami używać, jakoś nie lubię
      > wyrazu „związek”). - Na ile codzienność może wpłynąć na pogorszenie
      > relacji
      > między nami. Nie jestem naiwny – codzienne wspólne życie, to nie to samo
      > co „trzymanie się w parku za rączkę” poprzedzające prawdziwe wspóln
      > e życie.
      > Tym bardziej mam te obawy, że sam jestem po rozwodzie, wiem więc, co składa
      > się na powszednie życie. Owszem, dzięki temu że mam już jakieś doświadczenie,
      > wiem na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać itd., ale to chyba jednak
      > trochę mowa trawa. Życie bowiem, jest dość skomplikowane i nieprzewidywalne.
      > Bardzo zależy mi na niej, nie tylko dziś, ale i w przyszłości. Zależy mi na
      > naszych wzajemnych relacjach, aby co najmniej utrzymać ich dzisiejszy poziom.
      > Na tym, aby nic nie wypaliło się i nie wyblakło po iluś latach. Kurcze, wiem
      > że nie ma na to recepty – nikt tak naprawdę nie da przepisu na wieczną
      > miłość, ale nie zastanawiacie się czasami nad tym ?

      Tez tak mam. Za niecałe 3 miesiące ślub. Teraz dogadujemy się świetnie. Nam
      jest dobrze ale widzę że większośc małżeństw wokół się po prostu sypie. Bez
      względu na to jak są wykształceni, czy i jak bardzo wierzący - większość ma
      kłopoty. Zupełnie inni ludzie niż przed ślubem. Ranią się, robią sobie na
      złość, usiłują wywalczyć jak więcej dla siebie kosztem partnera tak jakby to
      były zapasy a nie małżeństwo. Stwierdzają że nie tak to sobie wyobrażali. Że
      brakuje im wielu rzeczy z których kiedyś nie zdawali sobie sprawy. Nie chcą ze
      sobą rozmawiać. Nie ma woli kompromisu w nawet najgłupszych kłótniach. Jest to
      niesamowite bo widziałem jacy byli kiedyś. Zastanawiam się czy z nami też tak
      będzie ?
      • matrek Re: Proza życia 04.02.03, 14:45
        Może po prostu to kwestia poznania się. Nie wiem, spekuluję. Ale to faktycznie
        tragiczne, że dwoje najbliższych sobie - w załóżeniu przynajmniej - ludzi
        rywalizuje ze sobą, udowadnia sobie coś nawzajem, czy jeszcze gorzej ...
        • Gość: Sławek Re: Proza życia IP: 212.160.66.* 04.02.03, 14:55
          Tenże sam Zagłoba mawiał; "Każda dziewka hubka, każdy chłop krzesiwo, będzie
          iskier kupka jeno krzeszcie żywo"
          :-)
          • matrek Re: Proza życia 04.02.03, 15:09
            Co to znaczy, że - jak na[pisałeś wyżej - "...większośc małżeństw wokół się po
            prostu sypie." ? Naprawdę tak obserwujesz ? Owszem, małżeństwa się sypią, ale
            czy aż wikszość. No nie weiwm, może zależy to od środowiska w jakim się
            obracasz.
            • Gość: Sławek Re: Proza życia IP: 212.160.66.* 05.02.03, 01:08
              Żyję w normalnym środowisku. Żadnej patologi w powszechnym tego słowa
              rozumieniu. "Sypanie się" to to co wymieniłem (brak szacunku, kłótnie bez woli
              pojednania, celowe ranienie się w czasie kłótni, rywalizacja, brak zrozumienia
              itp.) czyli najlepsza droga do rozpadu małżeństwa. Oczywiście małżeńtwa się nie
              rozpadają bo jest również wiele powodów za ich utrzymaniem bez względu na ich
              jakość. Dla mnie to straszna antyreklama małżeństwa. Czy rzeczywiście większość
              taka jest ? Oczywiście moje szacunki są bardzo powierzchowne bo żadnych badań
              nie prowadziłem ale sporządzenie szybkiego zestawienia w głowie potwierdza że
              tak. Zresztą nawet ci u których nie widać żadnych nieprawidłowości wyglądają
              jakby mówili "jakoś nam leci, jakoś to musi być". Żadnej radości z bycia razem,
              żadnego entuzjazmu a od czasu powzięcia decyzji o małżeństwie obserwuję
              wnikliwie wszystkie zaprzyjaźnione pary.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja