bloody_valentine
19.07.06, 23:02
Potrzebuję obiektywnego zdania... i wydaje mi się, że mogę je otrzymać od Was
Forumowiczki, bo przecież się nie znamy... Jestem trochę w kropce i nie wiem
co mam zrobić. Mam przyjaciółkę, z która nie rozmawiałm od kilku tygodni...
cały ambras wynika z tego, że poznałam faceta. Miłego, fajnego i wogóle
cudnego chłopaka. To jest długa i skomplikowana historia, ale nie o nim mowa,
chociaz może o nim troche też. Mieszka w innym mieście więc nasz kontakt
ograniczał się do internetu i telefonu, kilku odwiedzin. Ale do rzeczy...
wszystko było super, ale ja zaczełam czuć się zdradzona przez moją
przyjaciółkę z jednej strony, a oszukiwana przez niego. Zaprzyjaźniła się tą
moją fascynacją tez przez phone i net. Mój błąd, ze nie powiedziałam jej
odrazu o moich "obawach". Rosłam w tej swojej paranoji... aż kiedyś
powiedziałam. Nic sobie tym nie wyjaśniłysmy, tylko wogóle przestałyśmy o nim
rozmawiać. Moja relacja z nim rosła, co bardzo mnie cieszyło, a drugiej
strony byłam potwornie przerażona, bo nie wiedziałam jak jest ich relacja, a
bałam się spytać. Z moją przyjaciółką gadałam coraz mniej i o coraz to
większych banałach, nawet nie mogłam jej powiedzieć, co czuje i jak sie czuje
itd. jakis czas tego sie widzielismy w trójke, wszystko pięknie tylko, że ja
rosnąc w tej swojej paranoji w pewnym momencie nie wytrzymałam nakrzyczałam
cos bez sensu i poszłam sobie... I teraz z nią nie rozmwiam od dłuższego
czasu bo czuję się beznadziejnie. Czuje się zdradzona i rozczarowana. Z nim
kontakt miałam, ale jak wyjaśniałm o co mi chodzi, to z jednej strony
usłyszałam to chciałam usłyszec przez cały ten czas znajomości i było to
miłe, a z drugiej strony on też poczuł się urażony po pierwsze moim
zachowaniem, a po drugie moja podejżliwoscią i pewnie brakiem zaufania.... i
chwilowo (mam nadzieję) nie mamy kontaktu. Taka historia. Nie wiem co mam
zrobić, a jest mi potwornie smutno. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi
chodzi, bo dość to zawiłe.