krystynka1976
21.07.06, 11:27
przyznam szczerze, że mało jest takich wątków-co zapewne oznacza, że nie ma z
tym problemów-ale
otóz mój brat poslubił 6 lat młodszą od siebie dziewczynę parę lat temu,
jak ją spotkał-właśnie rzuciła liceum, dzieki niemu (i mojej skomnej pomocy -
znalazłam jej pracę)ściągnelismy ją do miasta w którm mieszkalliśmy obydwoje.
Oni zamieszkali razem, brat ją utrzymywał, ona powoli kończyła liceum, poszła
na studia, urodziła dziecko, zrezygnowała z pracy wychowuje dziecko-
finansowo powodzi się im dobrze, ponieważ mój brat dobrze zarabia, wiec o
finanse sienie troszczą.
ale chodzi mi o kwestię traktowania rodziny mojego brata i pewnie zaraz
zostanę zaatakowana, ale bardzo mi sięto nie podoba. Faktem jest, że na
początku mojej mamie trudno było ją zaakceptować- ze względu na pewne
zachowania, ale z czasem-widywali sie 2-4 razy do roku jakoś te stosunki
ulegały poprawie-przynajmniej ze strony mojej matki, widziałam jak sie
starała ją zaakceptować-a to jakiś upominek, a to prezent itp. Po urodzeniu
dziecka-4 lata temu proponowała pomoc-jak bratowa studiowała, bratowa
odmawiałam ,mówiąc, że jej rodzina zapoiekuje sie wnuczką, z czasem nawet jej
siostra zamieszkała z nimi, poniewaz znalazła prace w mieście wiec tam sobie
mieszkali razem. wszystko było by dobrze, gdyby nie pewna awantura: 2 lata
temu mama miała operacje w mieście w którym oni mieszkali, wiec poprosiła po
operacji o mozliwośc przenocowania 1 nocy-zaznaczam 1 nocy, ponieważ wyszła
ze szpitala po południu i nie miała sie czym dostać do domu. Bratowa i brat
oczywicie się zgodzili, ale w trakcie przygotowywania obiadu doszło do
awantury-bo moja mam zaczęła zapraszać bratową na wieś mówiąc przyjedźcie,
dzieci się wasze pobawią-mamy dzieci prawie w tym samym wieku) nato bratowa
wykrzyczała, że nigdzie jedździć nie będą , nic nie potrzebują a w ogóle to
najlepiej, żeby moje dziecko poszukało sobiennych kolegów do zabawy(dodam ,ze
i tak sie z nimi w ogóle nie spotykaliśmy, czasami zadzwoniłam z grzeczniości
zapytać jak sie czuje moja chrześnica.
Jeszcze były jakieś teksty o wtrącaniu sie do ich małeżnstwa--rzeczy
kompletnie od czapy. Mama po prostu wyszła-brat próbował ją zatrzymać, ale
już było za późno. Wróciła do domu jakims bardzo póxnym autobusem, prosiła
sąsiadów żeby ją odebrali z przystanku i późną nocą dotarła do domu. W domu
nastapił krwotok, było pogotowie it. Ojciec sie zdenerwoał, zrobił bratu
awanturę, mama również przeżyła to bardzo. Ja wiedziałm o tej sytuacji z
opisu mamy, ale jako,że mój brat praktycznie po swoim ślubie zerwał ze mną
stosunki (poza bycie chrzestym u mego syna - w rewanżu ja jestem u niego)
wiec ja nie ingerowałam, pomagałam rodzicom jak mogłam, aby jakoś ta rana sie
zabliźniła. Minęło 2 lata od tego czasu-po tej awanturze brat nie kontakuje
sie z naszą rodziną ani ze mną.
Chcąc przerwać mur milczenia wyciągnęłam rękę do nich zapraszając ich do
rodziców (wiem, że mam bardzo czeka żeby zobaczyć wnuczke, porozmawiać z
własnym dzieckiem, no i własnie: wiedząc, że bratowa jest bardzo wrażliwa, na
moje kontakty z bratem poza jej plecami zadzwoniłam do brata na komórkę-
stacjonarnego nie mają i poprosiłam o rozmowę- z bratem rozmawiało mi sie
spoko, on mówił, że ma żal do rodziców ,że mu taką awantue zrobili, ale jakoś
chwilę porozmawialismy, że może to sie uda naprawić. Zadzwoniłam o umówionej
porze-porozmawiałm chwile z bratem-bratowa sie obudziła i słysząłam jak
niemalże wyrwała słuchawkę bratu krzycząc, że spotykać to sie ona nie będzie,
że nie potrzebuje kontaktu z naszą rodziną, a w ogóle to ona się
przestaszyła, że moja matka chce rozbić jej małżeństwo- przekaz informacji
był taki: mam was w d-pie, dziadkowie w ogóle nie muszą oglądać wnuczki,
kontakótw z rodziną też nie będzie utrzymywać-na moją ripostę, że przecież
jej rodzice są odwiedzani co tydzień powiedziała mi aaa tu was wszystkich
boli....
ręce mi opadają, zastanawia mnie dlaczego mój brat nie reaguje na fakt, że
bratowa kompletnie nie szanuje naszej rodziny, ja nie mówie o tym, żeby
kochała swoją teściową-nie musi, ale nawet przyjechac-odwiedzić na 3 godziny,
pobawić sie z wnuczką. Przy ząłożeniu ,że moja matka mieszka 120km od nich i
czasem dzwoniła-bo oni nigdy wczęsniej nie zadzwonili pierwsi, zarzuty, że
matka 1 wizytą rozbija małżeństwo są zasadne???
Nie wiem co z tym zrobic, tak bardzo chciałabym,aby te stosunki były
poprawne, żeby można było jak moimi szwagierkami (mam ich 3-))) usiąść,
spotkać sie na kawie, poplotkować-z nimi 3trafię sie dogadać a z właśną
bratową, która mogłaby mieć we mnie przyjaciela na dobre i na złe nie.....
tyle moich refleksii,dłufie to ale i smutne bardzo dla mnie.
Nasunęła mi się taka myśl z forum -"synowe jeśli są zakompleksione i nie
wyniosą z domu poczucia wartości dąża do zerwania wiezi z meża rodziną, a ta
druga strona to widzi i jest beee-cytatszedł jakoś tak:-))-ale coś w tym
chyba jest .....
pozdrawiam i jeśli ktoś ma ochotę do wyrażenia swoich opinii-zapraszam