Czy macie podobny problem?

08.08.06, 23:31
Nie wiem jak to opisać ,ale spróbuję.
Od 20 lat jestem mężatką i im jestem starsza tym bardziej utrzymuję się w
przekonaniu,że małżeństwo to zniewolenie człowieka. Z czego wynikają te moje
myśli?. Otóż mimo,że niby nie jestem sama czuję się samotna. Z moim mężem na
pierwszy rzut oka stanowimy całkiem zwykłe małżeństwo- ani złe,ani dobre.
Mamy dwóch synów, byt materialny jako tako zapewniony, nie kłócimy się zbyt
często,ale też coraz mniej mamy ze sobą wspólnego. Dzieli nas już właściwie
wszystko.
Oto kilka przykładów
mąż domator,raczej zamknięty- ja wręcz przeciwnie. W pierwszych latach
małżeństwa jeszcze mieliśmy grono znajomych - teraz wszędzie chodzę sama , a
mężowi ta sytuacja całkiem odpowiada.
Ja jestem książkomanką i w wolnym czasie nie rozstaję się z książką- moja
połowa nie dość ,że w ogóle nie czyta to jeszcze próbuje wykpić moją pasję,że
niby czytanie nic mi nie daje.
Latem jedyną formą odpoczynku dla niego jest wylegiwanie się na słońcu, ja
lubię chodzić, zwiedzać być między ludżmi.
Nie mamy też w ogóle wspólnych tematów bo jakikolwiek tematat poruszę (o ile
nie dotyczy spraw domowych} go nie interesuje i zaraz daje temu wyraz.
Nie chcę powiedzieć,że sama jestem ideałem,a mąż jest tym złym. Wcale tak nie
jest. Mąż jest pracowity, uczciwy, wiem,że zawsze mogę na niego liczyć, jest
tzw złotą rączką i jest bardzo odpowiedzialny.
Co nas najbardziej dzieli to podejście do życia- ja spontaniczna,lubię
improwizować , nie lubię postępować wg sznurka(chyba,że jest to konieczne),
mąż jest zawsze jakby na baczność.
Zapytacie po cholerę za niego wyszłam- ba,żebym miała tamte lata i dzisiejszy
rozum. Nie mówię,że jestem nieszczęśliwa,ale czegoś mi brakuje.
Czy wy macie coś podobnego?
    • solaris_38 Re: Czy macie podobny problem? 08.08.06, 23:48
      zawsze brakuje
      jesteśmy wszak oparci o te pierwiastki układu okresowego które sa z natury
      nieszczesliwe i dążą do dubletu lub oktetu ale wtedy znowu mają zaburzoną
      ilośc ładunków .. no nie wazne
      chodzi mi o to że brak jest zawsze

      ale dlaczego szukasz go w NIM ?

      będąc z nim mozesz robić wszystko czego pragniesz

      nie w nim twój głód

      działaj i bądz szcvzesliwa

      posiadanie partnera daje wiele bezpieczeństwa bo zycie jest niebezpieczne i
      oboje mozecie pragnąć wparcia i przywiązania drugiej strony szcególnie przy
      kłopotach kórych z wielkei coraz wiecej
      obdarzajmy się ale równoczęsnei jest wazne pamiętać że tylko my sami ponosimy
      odpowedzialnośc za włąsne szczescie
      oczywiscie osoby dorosłe

      choćby zaczać ;)
    • loltka Re: Czy macie podobny problem? 08.08.06, 23:50
      niestety, straciliscie radosc zycia we dwoje, obawiam sie, ze musicie odzyskac
      swoja spontanicznosc sprzed lat. Ty zamknełas sie w swoim swiecie a on w swoim i
      nie potraficie wyjsc sobie na przeciw. Przeciez musi byc cos co kiedys
      robiliscie razem i lubiliscie to. rozmawiałas z mezem??? Moze sie okazac, ze on
      czuje sie równie samotny, moze ma jakis problem o ktorym nie umie CI powiedziec...??
      obwawiam sie ,ze ta sytuacja narasta juz od kilku lat a teraz staje sie po
      prostu nie do zniesienia.
      przydałaby sie wizyta u psychologa zajmujacego sie parami, ktore wpdły w kierat
      zycia, a teraz gdy dzieci wyfruwaja z domu czują, z epoza tym kieratem nic juz
      ich nie łączy. to nie ejst łatwe...
      na forum odpowiedzi niestety nie znajdziesz....
      • ariadna-enta Re: Czy macie podobny problem? 09.08.06, 01:05
        lotka - wcale nie szukam odpowiedzi na forum. Zdaję sobie sprawę,że swoje
        problemy muszę sama rozwiązać. Chciałam się tylko podzielić swoim problemem jak
        to robią inni . Próbowaliśmy z psychologiem,ale najlepszy terapeuta nie pomoże
        jeżeli przepaść jest zbyt duża. Ja jeszcze czasami próbuję zbliżyć się do
        męża ,staram się być wobec niego przyjacielska, wypytuję go o jego sprawy,ale
        trafiam w próżnię. Mąż robi wrażenie,że mu na mnie nie zależy, nie zabiega o
        moję uczucia i to mnie coraz bardziej zniechęca do niego.
        Raczej się nie rozstaniemy z różnych powodów. Być może inna kobieta na moim
        miejscu znalazłaby sobie kogoś innego,ale ja przynajmniej na razie nie biorę
        takiej opcji pod uwagę.
        Staram się o tym nie myśleć na codzień - po prostu żyję ,pracuję ,wychowuję
        dzieci, zajmuję się domem, czytam, ogląam TV, spotykam się ze znajomymi.
        Nie dane jest mi przeżywać bliskość z drugą osobą- no cóż nie ja pierwsza i nie
        ostatnia. Może coś ze mną jest nie tak.może nie umiem tak do końca zbliżyć się
        do mężczyzny, a może to nie ten facet. Czasu już nie cofnę, a na zaczynanie
        wszystkiego od nowa chyba nie mam ochoty,tym bardziej,że nigdy nie można mieć
        pewności,że z innym będzie lepiej.Wiem to brzmi jak fatalizm,ale na razie nie
        mam innego pomysłu na życie.
    • blue_as_can_be Re: Czy macie podobny problem? 09.08.06, 11:24
      Twoja opowiesc w wielu punktach przypomina mi moje własne doświadczenie. tylko
      ja nie potrzebowałam aż 20 lat, żeby zobaczyć co w trawie piszczy...

      myślę, że może nie powinno się traktować małżeństwa jako instytucji
      typu "wszystko w jednym": i fascynacja i przyjaźn i rodzicielstwo i wspólne
      życie, etc, etc, bo takie układy są prawie nie możliwe, za to myślenie w tym
      stylu generuje nieprawdopodobną eskalację oczekiwań... może lepiej postawić na
      jakąś jedną rzecz, na której nam zależy, np "rodzicielstwo", a całą resztę
      atrakcji realizować w innych relacjach? problem w tym, że nasza kultura nie
      wykształciła żadnego dobrego modelu, który by to umożliwiał :-(
    • on691 Re: Czy macie podobny problem? 09.08.06, 12:04
      Ja myślę, że Twój problem nie jest wyjątkowy.
      Podobny kryzys przeżywało moje małżeństwo po 16 wspólnych latach.
      Też dorobiliśmy się, było nam coraz lepiej.Ale coś zazgrzytało.
      Moja żona musiała mieć podobne odczucia do Ciebie, choć ja jako domator, lubie
      aktywny wypoczynek, ruch, ale nie imprezy i goszczenie się.Ona zaś często
      gdzieś chciała wychodzić do znajomych.I tak powoli zaczęła się ode mnie oddalać.
      Takie kobiety spragnione odmiany, przeżycia czegoś nowego, są łatwym łupem dla
      innych mężczyzn szukających niezobowiązujących przygód.
      I przed tym chciałbym Cię przestrzec.Nie warto.Inni wcale nie są lepsi.A
      małżeństwo może się rozsypać.A potem jest już tylko gorzej.I słusznie boisz się
      zmian. W naszym wieku chce się spokoju i stabilności.A do tego rozpad małżństwa
      wiąże się z kłopotami materialnymi.Doceń to co masz.
      W końcu jak przeczytałem o Twoim mężu, to nie jest złym człowiekiem.
      Może potrzeba mu jakiegoś wstrząsu?
      Porozmawiaj z nim, ale nic na siłę.Powiedz mu, że człowiek który zamyka się w
      sobie, staje się w pewnym sensie ograniczony.
      Pozdrawiam
      • sanyu Re: Czy macie podobny problem? 09.08.06, 12:05
        słuchaj a dlaczego w ogóle za niego wyszłaś? dla mnie to niezrozumiałe...
      • ariadna-enta Re: Czy macie podobny problem? 09.08.06, 19:25
        on691-dopiero teraz przeczytałam Twoją odpowiedż i chciałam pewne rzeczy
        sprostować. Mówiąc,że wychodzę sama miałam na myśli spotykanie się żeńskim
        gronie, a nie wypady na imprezy zakrapiane alkoholem,albo na dyskoteki. Daleka
        jestem od kokietowania i mizdrzenia się do facetów. Po prostu raz na jakiś czas
        dzwonię do koleżanki i spotykamy się na babskich plotach.Mój mąż zawsze wie
        gdzie jestem bo niczego przed nim nie ukrywam bo wie,że czasami trudno mi
        wysiedzieć w domu. Dziękuję,że mnie przestrzegasz,ale ja za bardzo się
        szanuję,żeby dać się poderwać jakiemuś bawidamkowi.
        Jak już napisałam nie szukam innego mężczyzny,ani nie planuję wielkich zmian w
        życiu.Żałuję tylko,że między dwojgiem ludzi,którzy kiedyś byli sobie bliscy
        nastąpił taki chłód. Staram się doceniać to co mam bo wiem,że są kobiety,które
        mają o wiele gorsze problemy niż ja, ale czasem człowiekowi jakoś tak żal.
        Dziekuję i Pozdrawiam,
        • horpyna4 Re: Czy macie podobny problem? 10.08.06, 10:13
          No cóż, zawsze uważałam, że małżeństwo powinno dobierać się według ulubionego
          sposobu spędzania wolnego czasu. Jeżeli wspólnie cieszą się tym samym, to reszta
          jakoś może się dotrzeć. Masz rzeczywiście duży problem, tym bardziej, że
          utrwalany przez długie lata. Może jakiś sensowny psycholog poradzi Ci, jak
          dotrzeć do męża. Nie będę truć, że potrzebny jest kompromis, bo po tylu latach
          nie jest to praktycznie wykonalne. Spróbuj pogłówkować, co zrobić, żeby móc z
          mężem rozmawiać. Może na początek pytaj go o jakieś sprawy, którymi się dotąd
          nie interesowałaś? Chodzi o jego zainteresowania, w końcu jakieś musi mieć. I o
          zdanie w różnych sprawach,nawet błahych. Słuchaj go z zainteresowaniem, może to
          doceni i wylezie ze skorupy.
          • szczelnosc miałam troszkę temu 10.08.06, 10:23
            Uważam, że szukasz jednak odmiany uczuciowej, (chcociaż temu zaprzeczasz). To
            Twoja podświadomość, Tobą kieruje.
            Pewnie jesteś po 40 a w tym wieku kobiety czują jak coś im ucieka.
            Powinnaś szczerze porozmawiać ze swoim mężem, a nawet powiedzieć , że rządasz,
            i oczekujesz szczęścia w Waszym związku.
            Masz prawo, tak jak i on, do bycia szczęsliwą.
            Trochę smutno brzmi Twoja sugestia, że dziś byś za niego już nie wyszła, o to
            raczej skazuje wszystko na niepowodzenie, ale ... życie plecie różne
            scenariusze.
            Czasami można odmienić związek, nawet po wielu latach.
            powodzenia
            • ariadna-enta Re: miałam troszkę temu 10.08.06, 22:01
              Dziękuję wszystkom za odpowiedż. Może i podświadomie,albo nawet i świadomie
              szukam odmiany uczuciowej,ale problem polega na tym,że mam dystans do mężczyzn-
              nie żebym ich nie znosiła,albo się ich bała,tylko obawiam się,że między mną, a
              mężczyzną zawsze będzie jakiś mur. Nie wiem czy zawsze taka byłam, czy to efekt
              pożycia z moim mężem.Już pisałam,że nie będę szukać kogoś innego chyba,że taki
              ktoś sam się znajdzie. I tu zaczną się schody bo nigdy nie będę mieć
              pewnośći,że ten drugi po jakimś czasie się na mnie wypnie i tak koło się zamyka.
              Zawsze już będę trochę "na nie" w stosunku do płci przeciwnej. Wiem trochę to
              skomplikowane.
              Co do mojego męża to nie chce mi się już zabiegać o jego względy bo nie lubię
              łaski. Nie mam ochoty mizdrzyć się do niego, przymilać się i szukać wspólnej
              drogi jeżeli jemu jest dobrze tak jak jest. Odizolował się ode mnie i ma spokój.
              Sorry,że tak przynudzam,ale czasami fajnie jest "wygadać" się przed
              nieznajomymi.
    • nostra_damus Re: Czy macie podobny problem? 10.08.06, 22:01
      Nie
      • arszwisi problem jest nieskomplikowany: 10.08.06, 22:11
        z Twojej strony duzo ekspertyzy, z jego strony malo a n a l i z y...

        aw
Pełna wersja