Psychologia duszy ?

IP: *.unl.edu 17.02.03, 15:53
Tak, z takim tytulem ksiazki sie spotkalem. Maslo maslane, nie uwazacie ?
Psychologia miala byc nauka o duszy, co sie wiec stalo, jak daleko juz
odeszla ta nauka od swego "powolania", ze dzis trzeba przypominac jej
pierwotny cel ?

Oto tytul tej pozycji: "Soul Psychology" by dr. Joshua Stone.

Pozdr, Imagine.
    • Gość: & Re: Psychologia duszy ? IP: *.proxy.aol.com 17.02.03, 16:25

      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Tak, z takim tytulem ksiazki sie spotkalem. Maslo maslane, nie uwazacie ?
      > Psychologia miala byc nauka o duszy, co sie wiec stalo, jak daleko juz
      > odeszla ta nauka od swego "powolania", ze dzis trzeba przypominac jej
      > pierwotny cel ?
      >
      > Oto tytul tej pozycji: "Soul Psychology" by dr. Joshua Stone.
      >
      > Pozdr, Imagine.

      Tak, tak, Mosci Panie, maslo maslane, ale wszystko zalezy od intencji. Skoro
      dzisiejsza psychologia odeszla od swoich korzeni, a slowo psyche rozumie sie
      bardziej jako psychike, to niewatpliwie nie jest to tylko maslo maslane tylko
      chec przedstawienia kwestii istnienia i natury duszy w terminach
      usankcjonowanej racjonalnie nauki, jaka jest psychologia. W koncu definicja
      wspolczesnej psychologii odnosi sie stanow swiadomosci, a nie samej duszy.
      Dusza poszla w kat, bo nie da sie jej przedstawic w sposob racjonalnie
      jednoznaczny. Stad tyle teraz tych ksiazek eklektycznych, probujacych laczyc
      mistyke z racjonalnymi naukami. Dlaczego nie. Tylko tak mi sie zdaje ze
      chcacego nie trzeba przekonywac, ale widac popyt jest.

      Pozdr, Gosc
      • Gość: Imagine Re: Psychologia duszy ? IP: *.unl.edu 17.02.03, 17:09
        " W koncu definicja wspolczesnej psychologii odnosi sie stanow swiadomosci, a
        nie samej duszy."

        To cytat z Twojej wypowiedzi. Jak mam to jednak rozumiec ? To tak jakby
        powiedziec, ze interesuja mnie schody i pietra w moim bloku ale nie klatka
        schodowa, ktora przeciez nie dosc ze zawiera i schody i pietra, to jeszcze mase
        innych rzeczy. Czy to troche nie zaweza zagadnienia ?
        Poza tym, dla wielu swiadomosc jest dowodem na istnienie duszy i czy ta
        wybiorczosc w spogladaniu na fenomen naszego zycia psychicznego nie okalecza
        wlasnie calego, wielkiego obrazu nas STAMTAD ? Gdybys sprobowal zdefiniowac
        dusze, jaki zwiazek swiadomosci z dusza bys widzial ? Np. dusza (zrodlo)-
        swiadomosc(manifestacja zrodla) ?
        Pozdr, Imagine.
        • Gość: & Re: Psychologia duszy ? IP: 205.188.209.* 18.02.03, 00:55
          no nie, definiowac tego co jest istota istnienia, raczej bym sie nie osmielal.
          Wiesz, definicja z samej swojej natury jest czyms zaprzeczajacym duchowosci.
          O duszy to mozna sobie napisac wiersz, albo cos muzycznego wyrazic, pomalowac,
          ale mowic racjonalnie, i to jeszcze definiujac cos co wymaga porownania,
          dystansu, zmyslowo-racjonalnego macania, to nie moja dzialka. Wydaje mi sie ze
          to jest problem owych polprzekonanych polnieprzekonanych, a chyba duzo ich jest
          skoro powstaja rozne ksiazki z pogranicza fizyki, psychologi, psychoterapii i
          mistyki. Jest jakis trend usilujacy laczyc te dwa bieguny. Ja tylko moglbym
          powiedziec ze material budujacy dusze, czy tez nasza przyszla/przeszla/wiecznie
          obecna (ale dynamiczna, wiec wciaz rozwijajaca sie), pozacielesna obecnosc
          moglbym porownac do Nocy, a swiadomosc do Dnia. Swiadomosc, z racji swojej
          ograniczonej i cenzurujacej natury, nie jest w stanie zobaczyc, ani dopuscic do
          doswiadczenia calej naszej natury. Filtruje, osadza, szczegolnie moralnie.
          Natomiast to co nalezy do Nocy, czyli bardziej utajone, niemile i nieprzyjemne
          dla swiadomosci (ale nie tylko), zachcianki i pragnionka, przemykaja sie
          chylkiem, albo w postaci nocnych snow i koszmarow (z punktu widzenia psychologi
          sen jest stanem jak najbardziej aktywnym mozgu - jakby dotrawianiem doswiadczen)
          albo pewnych nalogow (kiedy mozna swiadomosc wylaczyc, a potem powiedziec - to
          nie bylem Ja). A gdzie tu dusza? Pewnie wszedzie. Trudno zobaczyc to co sklada
          sie na sama esencje istnienia, skoro jest sie ta esencja. Dlatego mysl,
          poznanie odnosi sie czegos co jest, ale jednoczesnie juz tego nie ma, bo
          inaczej nie moznaby bylo to nazwac, poznac. Zreszta im bardziej mysl zbliza sie
          do duszy, tym bardziej oddala sie od siebie, i w koncu nie chodzi o poznanie,
          tylko o doswiadczenie, a kiedy juz doswiadczasz, to nazywacze-poznawacze juz
          cie nie poznaja, stajesz sie kims kto zwariowal lub zidiocial co nieco. Po
          prostu na pewnym poziomie wstep dozwolony jest tylko dla tych ktorzy nie
          potrafia juz zdradzac, manipulowac, czy tez poznawac tylko dla wlasnego
          interesu. To ze sa takie ksiazki usilujace przekonac racjonalistow do czegos
          ponadracjonalnego, jezykiem racjonalnym, wydaje mi sie jakims dziwnym wybrykiem
          natury, chociaz byc moze sluza one jako pomost(daj Boze!). To tak jak z pewnymi
          mistykami, ktorzy przez wiele wiekow ukrywali swoja wiedze, i przekazywali ja
          tylko jako wtajemniczenie dla tych ktorzy byli na nia gotowi, i sami o nia
          prosili, a nawet musieli udowodnic ze rzeczywiscie jej pragna. Wiedza ta byla
          przekazywana tylko ustnie, nie zapisywana. A kiedy tylko zaczeli ja zapisywac i
          wydawac w jezykach kultur racjonalistycznych, zaraz pojawil sie "bicz bozy" i
          wielkie przesladowanie (owych mistykow). Mysle ze pod tym wzgledem wschod, czy
          tez buddyzm wypracowal dobra technike nie nachalnego nawracania. Uczen biega za
          mistrzem, a nie jak swiadkowie Jehowy. Jezus zreszta tez nie palil sie do
          zapisywania swoich zlotych mysli. Sw. Pawel uwazany jest za zalozyciela
          kosciola. A potem cala armia "badaczy owadzich nozek" rozparcelowujaca nature
          duszy boga trojcy etc., co niewatpliwie moze byc ciekawa przygada i karma dla
          ducha, ale zeby otworzyc sie na percepcje wiecznosci trzeba doswiadczac zarowno
          nocy jak i dnia, i to tak zeby nie mozna bylo uniknac swiadomosci wlasnej
          niedoskonalosc. A reszta jest przygoda osobista, dla kazdego unikalna.
          Pzdr
          • Gość: Imagine Re: Psychologia duszy ? IP: *.unl.edu 18.02.03, 16:23
            Gość portalu: & napisał(a):

            > no nie, definiowac tego co jest istota istnienia, raczej bym sie nie
            osmielal.
            > Wiesz, definicja z samej swojej natury jest czyms zaprzeczajacym duchowosci.
            > O duszy to mozna sobie napisac wiersz, albo cos muzycznego wyrazic,
            pomalowac,
            > ale mowic racjonalnie, i to jeszcze definiujac cos co wymaga porownania,
            > dystansu, zmyslowo-racjonalnego macania, to nie moja dzialka. Wydaje mi sie
            ze
            > to jest problem owych polprzekonanych polnieprzekonanych, a chyba duzo ich
            jest
            >
            > skoro powstaja rozne ksiazki z pogranicza fizyki, psychologi, psychoterapii i
            > mistyki. Jest jakis trend usilujacy laczyc te dwa bieguny.

            Imagine: chwala Bogu ze ten trend jest i pozostanie. Jak powiedzial Einstein,
            religia bez nauki jest ulomna a nauka bez religii jest slepa.




            Ja tylko moglbym
            > powiedziec ze material budujacy dusze, czy tez nasza
            przyszla/przeszla/wiecznie
            >
            > obecna (ale dynamiczna, wiec wciaz rozwijajaca sie), pozacielesna obecnosc
            > moglbym porownac do Nocy, a swiadomosc do Dnia. Swiadomosc, z racji swojej
            > ograniczonej i cenzurujacej natury, nie jest w stanie zobaczyc, ani dopuscic
            do
            >
            > doswiadczenia calej naszej natury. Filtruje, osadza, szczegolnie moralnie.

            Imagine: To co Ty nazywasz Swiadomoscia, jest dla mnie raczej Umyslem. My
            jestesmy owa Swiadomoscia a Umysl jest produktem pracy zmyslow i mozgu. Jego to
            zadaniem jest filtrowanie, katalogowanie i osadzanie.

            > Natomiast to co nalezy do Nocy, czyli bardziej utajone, niemile i
            nieprzyjemne
            > dla swiadomosci (ale nie tylko), zachcianki i pragnionka, przemykaja sie
            > chylkiem, albo w postaci nocnych snow i koszmarow (z punktu widzenia
            psychologi
            >
            > sen jest stanem jak najbardziej aktywnym mozgu - jakby dotrawianiem
            doswiadczen

            Imagine: Jak moze byc najbardziej aktywnym w czasie snu, gdy zadne bodzce z
            naszych zmyslow nie dostarczaja juz materialu ? Sen jest "trzecia zmiana" i
            jako taka nie jest zbytnio przeciazona praca.

            > )
            > albo pewnych nalogow (kiedy mozna swiadomosc wylaczyc, a potem powiedziec -
            to
            > nie bylem Ja). A gdzie tu dusza? Pewnie wszedzie. Trudno zobaczyc to co
            sklada
            > sie na sama esencje istnienia, skoro jest sie ta esencja.


            Imagine: Wedlug mnie to Swiadomosc istnieje wszedzie, nie dusza. Dusza jest
            zindywidualizowanym zarodkiem zycia, tak jak nasienie.


            Dlatego mysl,
            > poznanie odnosi sie czegos co jest, ale jednoczesnie juz tego nie ma, bo
            > inaczej nie moznaby bylo to nazwac, poznac. Zreszta im bardziej mysl zbliza
            sie
            >
            > do duszy, tym bardziej oddala sie od siebie, i w koncu nie chodzi o poznanie,
            > tylko o doswiadczenie, a kiedy juz doswiadczasz, to nazywacze-poznawacze juz
            > cie nie poznaja, stajesz sie kims kto zwariowal lub zidiocial co nieco.

            Imagine: Mysl nie ma nic wspolnego z dusza. Mysl to czesc Umyslu, niejako
            zewnetrznej powloki wokol duszy. Mysli sa nosicielami naszych tendencji, dazen,
            aspiracji i wywieraja impresje na subtelnym ciele duszy, ale dusza nie sa.

            Pozdr, Imagine.

            • Gość: & Re: Psychologia duszy ? IP: *.proxy.aol.com 18.02.03, 17:42
              Przede wszystkim przepraszam za przejezyczenie, czy tez niescislosc odnosnie
              aktywnosci mozgu. Mowiac jak najbardziej(wlasnie) aktywny, mialem na mysli
              wlasnie fakt iz zazwyczaj sen uwaza sie za stan pasywny w porownaniu do jawy.
              Ale nawet wspolczesna nauka (ta czesc psychologii nastawionej najbardziej
              krytycznie do jakiejs tam duszy) uznaje dzieki stosowaniu wspolczesnej
              technologii komputerowej, ze cos tam w mozgu mruga, w roznych stadiach snu, co
              uznaje sie za nieodzowny warunek normalnego funkcjonowania na codzien. Poza tym
              mozg pracuje i przezywa we snie jak na jawie, tylko funkcje motoryczne sa
              zablokowane. Ja tam przychylam sie do opinii Junga odnosnie natury Nocy,
              emocji, jako drugiej strony duszy, czy tez dostarczyciela materialu tworczego
              dla Swiadomosci. Noc i Dzien musza jakos wspoldzialac, nawet nie chcac. Tu tez
              wazne jest zachowywanie rownowagi przeciwienstw, a nie ich likwidacja, w imie
              czystosci i bezpieczenstwa samej swiadomosci, czy tez dominacji emocji. Ale,
              latwo sie mowi. W kazdym razie nie staralem sie postawic snu ponad jawa, choc
              zdaje sie ze niejeden filozof juz to robil, m.in. Pascal, i to dosyc
              przekonywujaco. Co jest bardziej rzeczywiste. Wiesz, we snie moga powstawac
              rozne decyzje, a na jawie realizacja. Dlatego moze tak sie drapiemy po glowie z
              roznymi dylematami typu: wolnosc-predestynacja, przeznaczenie, przeczucie, deja
              vue etc.
              Kusi mnie zeby to zdanie Einsteina sparafrazowac jako: uczucie (religia) bez
              wiedzy (nauki), jak wiedza bez uczucia, to ulomnosc. Alez to wlasnie chcialem
              powiedziec, mowiac o Nocy I Dniu, podswiadomosci i swiadomosci.
              Nie przecenialbym tak bardzo zmyslow i mozgu jako zrodel Umyslu. To zalezy czy
              ten swiat tutejszy przyjmujemy jako ostateczny i doskonaly, czy tez jako
              niedoskonaly i ograniczony, czego dowodem bylaby wlasnie ograniczonosc samej
              swiadomosci i zmyslowosci (z ktorej wyzwala nas dopiero wieksze otwarcie sie na
              doswiadczenia emocjonalne - i swiadomosciowe, jak najbardziej, ich
              prztrawianie).
              Co do snu to Jung twierdzil iz pojawiaja sie w nim materialy "odrzucane"
              i "unikane w kazdy mozliwy sposob" automatycznie, przez swiadomosc, ktora boi
              sie ich jak ognia, poniewaz swiadomosc dba o status quo i dobre mniemanie o
              sobie (straznik i utrwalacz ego). Buduje sobie swiatek hierarchicznie i zeby
              wszystko wygladalo tak pieknie jak sobie wybuduje, to kazda napotkana innosc,
              mniej lub bardziej dobrotliwie, druzgocze (azeby nic nie zaklocalo porzadku).
              Noc jest, dzieki Bogu, mniej przebiegla, choc nie mniej uciazliwa. Masz racje,
              to jak slepy z kulawym, ida, po wybojach zyciowych doswiadczen, az w koncu,
              jesli wytrwaja, cos sie z tego urodzi. Rozne aspekty charakteru musza sie
              wymieszac w doswiadczeniach, absurdach, paradoksach, swietosciach i
              okrucienstwach (w koncu nawet swiety Augustyn, razem z kumplem, zapomnialem jak
              sie zwal, lubieli pogapic sie na walki gladiatorow, etc.), azeby ta dusza sie
              wydoskonalila na tyle by osiagnac taki stan oswiecenia, ktory uratuje ja od
              ponownego wcielenia w taka wlasnie ograniczonosc, jaka np. jest nasza ziemska
              tutejszosc.
              Owszem, Twoje slowo Umysl nie jestem w stanie objac, wymyka sie. Troche takie
              slowo-wytrych, rozwiazuje wszystko i... uniemozliwia dalszy ciag. Jak sam
              zauwazyles, mysli sa nosicielami. A nawet, jak slysze, umia fruwac, i sa
              niewidzialne. A czasem przenosza sie w tak odlegle wnetrza, i wplywaja na tyle
              innych istot, iz mozna by powiedziec ze im glebsza mysl, tym glebsze
              wspolistnienie tych wspolobecnosci. Mysl jest jednym z owocow istnienia (jasne,
              zalezy jaka). Jest taka czescia mnie, ktora umozliwia ten paradoks, iz nagle
              wchodze w Ciebie bez naruszania Twojej czy mojej suwerennosci, nijako zostaje
              wpuszczony, do pewnego poziomu, a potem nastepuje interakcja i rekcja. Taki
              psychologiczny niewinny stosuneczek bez...pciowy...
              A czy istnieje mysl bez uczucia?
              No dobra, a to ziarenko duszy, dlaczego mialoby byc takie infantylne?
              Mowisz ze "Dusza jest zindywidualizowanym zarodkiem zycia, jak nasienie."
              To bardzo kategoryczne stwierdzenie. Czy to znaczy ze wszystko co bylo przed
              urodzeniem sie na ziemi jest na nizszym poziomie. I czy welug Ciebie
              indywidualnosc jest iluzja, a rzeczywistoscia jest tylko wtopienie sie w
              jednolitosc (bezlitosna?) wszechogarniajacego bezosobowego Umyslu. Bo mi sie
              zdaje ze jeszcze nie bylo takiego madrego co by potrafil cos wymyslec nie
              posiadajac osobowosci, mozgu, czucia, etc.? Czyzby sama energia boska? Alez to
              powstalo w mojej glowie?
              Pozdr. &
              • Gość: Imagine Re: Psychologia duszy ? IP: *.unl.edu 18.02.03, 18:34
                Duzo materialu podrzuciles. Zamiast odpowiadac na Twoj post, wyjasnie Ci, jak ja
                rozumiem kategorie, o ktorych rozmawiamy. Zaczne od najbardziej obszernej,
                czyli Swiadomosci.

                SWIADOMOSC jest prapoczatkiem wszystkiego. Istnieje wszedzie, na kazdym poziomie
                egzystencji. Swiadomosc penetruje kazdy zakatek naszego Universe. Nie ma miejsca
                pozbawionego Swiadomosci. To jest inteligentny substrat, poczatek, budulec
                wszystkiego co istnieje. Poprzez asocjacje, zderzenia, konfiguracje powstaja
                bardziej zageszczone skupiska Swiadomosci, czego koncowym efektem (przynajmniej
                tak jak my to widzimy)jest nasz swiat materialny. Budulec jednak potrzebny do
                powstania tego swiata pochodzi z samej Swiadomosci. Dzisiaj juz kazde dziecko
                z liceum wie, ze materia to nic innego jak eneria.

                UMYSL jest produktem dzialania zmyslow i fizycznego mozgu. Budulcem UMYSLU jest
                tak jak wszystkiego innego, Swiadomosc, jednak skonfigurowana w sposob
                umozliwiajacy wykorzystywanie materialu "obrobki mozgowej" dla celow
                egzystencji w trzecim wymiarze. Materialnym skladnikiem UMYSLU jest mysl,
                rezydujaca w pamieci (mozgu, ale czy tylko tam, nie wiadomo).

                DUSZA jest zarodkiem zycia, niejako namiestnikiem Swiadomosci, z
                pelnomocnictwami do kreowania nowego zycia w trzecim wymiarze. Dusza nie jest
                umyslem, choc umysl nieustannie naciera na dusze i ksztaltuje jej tendencje,
                ktore sa motywem odrodzenia sie w nowym ciele. Dusza jest ambasadorem
                Swiadomosci dajac poczucie Indywidualnosci, ktora jest jednak w koncowym
                rozrachunku, iluzja.

                EGO jest produktem spolecznym, wynikiem dzialania UMYSLU, naszego i
                kolektywnego. EGO jest tym czym myslimy ze jestesmy, a DUSZA tym czym naprawde
                jestesmy, i w ostatecznym rozrachunku jestesmy. Z powyzszej definicji wynika,
                ze EGO jest tozsame z UMYSLEM, czasowym tworem, ktory zamiera wraz ze smiercia
                ciala fizycznego.

                OK, teraz wiec widzisz z jakich perspektyw ja wchodze w dyskusje tego typu.
                Nie ukrywam, sa to poglady w wiekszosci mistykow indyjskich, ktore jednak w
                sposob zasadniczy formulowaly i ciagle formuluja moje poglady. Przynajmniej mam
                czarno na bialym i wiem jak operowac tymi kategoriami, nie mylac sie i nie
                bladzac. Wszystko co wystudiowalem na ten temat przyszlo z jezykiem angielskim,
                stad moze pewne nieporozumienia mogly wyniknac. Mysle, ze system jakim ja sie
                posluguje jest systemem konkretnym, bez niedomowien i gdybania. Dla ludzi
                obeznanych z ezoteryka tego typu klasyfikacja jest zwyczajna nauka o
                duchowosci. Psychologia wschodu robi wyrazne rozroznienie pomiedzy dusza,
                swiadomoscia, umyslem i cialem. Kazda z tych kategorii jest inaczej upieczonym
                chlebem z tej samej maki.
                Jest wszechobecna jednosc, ale jednak dla spekulacji i potrzeb dyskusji czy
                nauczania koniecznym stako sie zroznicowanie owych pojec. Tak chyba latwiej.
                Milo mi dyskutowac z Toba.

                Pozdr, Imagine.

                • Gość: & Re: Ego IP: *.proxy.aol.com 19.02.03, 16:51

                  wpierw zaistnialem
                  zanim czegokolwiek sie dowiedzialem
                  a zanim zmysly/umysly sie rozprysly
                  od slodyczy/goryczy zycia
                  o-nie-mialem
                  ;-)
                  • Gość: & Re: swiadomosc IP: *.proxy.aol.com 19.02.03, 18:51
                    zaistnialam w milosnym objeciu roznorodnych istot
                    ktorych wieczna i niepojmowalna unikalnosc
                    uwila mi dom litosny
                    azeby swiat swiatloscia stal sie
                    w samym sercu braku
                    tam gdzie rodza sie pragnienia
                    dlatego sluze


                    i tym bardziej jestem soba
                    im wiecej wpuszczam w siebie
                    glosow dotykow i westchnien
                    nieskonczonych istot przemijania


                    bo ksztalt cielesny
                    jest obecnoscia milosci zycia
                    zrodzonego z wzajemnosci oddan
                    radosnych lub bolesnych
                    dlatego przemijaja owoce i ziarna
                    azeby zycie moglo kwitnac

                    • Gość: Imagine poezji sie nie komentuje lecz cytuje IP: *.unl.edu 19.02.03, 18:58
                      "dlatego przemijaja owoce i ziarna
                      azeby zycie moglo kwitnac"



                      O O !
                      Ktos tu ze swymi TALENTAMI sie skrada.

                      Dzieki za to.
                      Imagine.
Pełna wersja