życie z kochanką

IP: *.*.*.* 21.02.03, 08:44
Jak sądzicie jakie są szanse takiego związku gdy facet odchodzi od żony do
kochanki. Oczywiście chodzi mi o związek nazwijmy go meża i tej kochanki.
Słyszałam gdzieś że związki takie szybko się rozpadają, zadko kończą się
drugim małżeństwem a jeśli nawet tote małżeństwa rozpadają się jeszcze
częściej niż te pierwsze. Szczególnie że facet długo, długo wacha się przed
odejściem od żony.
    • Gość: JO Re: życie z kochanką IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 11:00
      Przede wszystkim nie wyobrazam sobie byc z facetem, o ktorym wiem, ze oklamuje
      swoja zone. Zylabym za schiza,ze mi zrobi to samo.
      ROmans to trudny temat. Sa rozne przebiegi takich znajomosci, rozne motywy jej
      i jego, rozne zony....
      • carduus Re: życie z kochanką 21.02.03, 11:40
        Nie chciałabym byc złośliwa, ale pamiętsz taki wątek o "przyjaciółkach
        żonatych"??? Bo mnie sie tak cos po głowie tłucze...
        • Gość: Agni Re: życie z kochanką IP: *.*.*.* 21.02.03, 12:31
          Nie nie pamiętam takiego wątku bo jestem to początkująca, ale spóbuję go
          poszukać. A na czym miałaby polegać Twoja złośliwość?
          • carduus Re: życie z kochanką 21.02.03, 13:12
            Ależ to było do JO, która twierdzi, że nie mogłaby żyć z takim mężczyzną, a z
            tego co pisała swego czasu w owym wątku wynikało coś wprost przeciwnego.
            Właściwie nawet nie wynikało, a było powiedziane wprost. JO dziwiła się, że jej
            znajomi "dziwnie niechętnie" przyjmują fakt, że jest ona "przyjaciółką"
            żonatego faceta. Słowo "przyjaciółka" należałoby jednak zastąpić słowem
            "kochanka" bo seks między nimi był rzeczą po prostu "naturalną". Oczywiście to
            nie wszystko jest takie czarno-białe, JO miała pewne argumenty na swoje
            usprawiedliwienie. Daleka jestem od potepiania w czambuł, choc nieświeżo mi to
            pachnie. Niemniej jednak zdumienie wywołała we mnie jej deklaracja, że ona z
            kimś takim nie potrafiłaby żyć, bo przez czas jakis przynajmniej jednak żyła.
            Możliwe jedank, że coś po przeoczyłam. Może Jo tak bardzo to wreszcie zaczęlo
            przeszkadzać, że go zostawiła?
            JO, rozwiejesz moje wątpliwości???

            carduus
            • Gość: Agni Re: życie z kochanką IP: *.*.*.* 21.02.03, 13:56
              No ale co dzieje się po rozstaniu z żoną. Bo zwykle romans z kochanką to czyste
              zauroczenie kimś zupełnie innym niż żona. A zycie zwykle weryfikuje te uczucia.
              Szczególnie że gdy było się z kimś długo to zostaja pewne przyzwyczajenia,
              nawyki.
            • Gość: JO Re: życie z kochanką-do carduus IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 15:11
              carduus napisała:

              > Ależ to było do JO, która twierdzi, że nie mogłaby żyć z takim mężczyzną, a
              z
              > tego co pisała swego czasu w owym wątku wynikało coś wprost przeciwnego.
              > Właściwie nawet nie wynikało, a było powiedziane wprost. JO dziwiła się, że
              jej
              >
              > znajomi "dziwnie niechętnie" przyjmują fakt, że jest ona "przyjaciółką"
              > żonatego faceta. Słowo "przyjaciółka" należałoby jednak zastąpić słowem
              > "kochanka" bo seks między nimi był rzeczą po prostu "naturalną". Oczywiście
              to
              > nie wszystko jest takie czarno-białe, JO miała pewne argumenty na swoje
              > usprawiedliwienie. Daleka jestem od potepiania w czambuł, choc nieświeżo mi
              to
              > pachnie. Niemniej jednak zdumienie wywołała we mnie jej deklaracja, że ona z
              > kimś takim nie potrafiłaby żyć, bo przez czas jakis przynajmniej jednak
              żyła.
              > Możliwe jedank, że coś po przeoczyłam. Może Jo tak bardzo to wreszcie
              zaczęlo
              > przeszkadzać, że go zostawiła?
              > JO, rozwiejesz moje wątpliwości???
              >
              > carduus

              Alez pamietam co pisałam. I bardzo mi milo, ze Ty równiez.
              NIgdy nie twierdzilam, ze moaglabym z nim byc. Od jakiegos czasu cieszylam sie
              wrecz, ze to ONA jest jego zona, nie ja, ze to nie mi wywija takie numery.

              Nie zmieniam zdania,ze to byla przyjazn. Nie wyciofuje sie tez z tego,ze
              łaczył nas seks. DYskusja na ten temat juz sie toczyla wiec nie ma sensu do
              tego wracac.


              Tak, zostawilam Go 3 dni temu. Ostatecznie. Nie moglam zyc ze swiadomoscia, ze
              jego rodzina moglaby cierpiec przeze mnie. Wbrew wyobrazeniom jestem osoba
              bardzo wrazliwa i emaptyczna. W xccalej sytuacji, jakia miala miejsce,
              pogubilam sie troche w moich uczuciach, a łącząca nas wiez i sentyment
              dodatkowo to komplikowal. WOlalabym, aby łączyła nas platoniczna znajomosc lub
              tylko seks. Systuacja miedzy miedzy byla zbyt ciezka dla mnie. I dlatego to
              juz koniec. PO 4 latach i 1 miesiacu "przełamałam sie do jego osoby' (on tak
              odpowiedzial gdy oznajmilam ze to koniec)

              Jako ta trzecia, bedaca jednak z nim blisko i wiele wiedzaca o jego zyciu,
              uwazam ze mam prawo wypowiedac sie w temacie trojkatow malzenskich.

              Czekam na dalsze watpilwosci.

              JO
              • carduus Re: życie z kochanką-do carduus 21.02.03, 15:30
                Gość portalu: JO napisał(a):


                > Nie zmieniam zdania,ze to byla przyjazn.
                ******************

                Nigdy nie kwestionowałam tego, że mogła Was łączyc przyjaźń. Protestowałam
                jedynie przeciwko zaciemnianiu sytuacji poprzez nazywanie sie jego
                "przyjaciółką", bo to sugerowało, że łączyła Was JEDYNIE przyjaźć, a przecież
                tak nie było.


                > Tak, zostawilam Go 3 dni temu. Ostatecznie. Nie moglam zyc ze swiadomoscia,
                ze
                > jego rodzina moglaby cierpiec przeze mnie.
                ****************

                Gdybym chciała byc zgryźliwa zapytałabym ile czasu było Ci potrzeba, aby dojśc
                do takiego wniosku. Bo ślub odbył się kiedys tam. Dośc dawno w każdym razie. A
                Ty zostawiłaś go jednak DOPIERO 3 dni temu. Pominąwszy już kwestię taką, że 3
                dni to niezbyt długo (bo kto wie, czy za tydzień lub dwa nie dojdziesz do
                wniosku, że jednak Ci ta jego żona nie przeszkadza i wrócisz, zdarzają się w
                końcu takie przypadki) To jednak przez jakis czas trwałaś w takim związku i
                przez jakis czas byłaś jego kochanką.



                WOlalabym, aby łączyła nas platoniczna znajomosc lub
                > tylko seks.
                ********************

                A tego to już całkiem nie rozumiem. Jak to albo "platoniczna znajomość lub
                tylko seks"? Bo zawsze myslałam, że to jest tak, że albo mnie ktos pociąga i
                wtedy w sprzyjajacych okolicznościach, jest seks, albo nie pociąga i wtedy jest
                "polatoniczna znajomość". Jeden człowiek nie może ze zrozumiałych względów
                jednocześnie pociągać i nie pociągać. Jasniej proszę, bo nic nie rozumiem.


                > Jako ta trzecia, bedaca jednak z nim blisko i wiele wiedzaca o jego zyciu,
                > uwazam ze mam prawo wypowiedac sie w temacie trojkatow malzenskich.

                Nie kwestionowałam Twojego prawa do wypowiadania się. W końcu ja też się
                wypowiadam, choć doświadczenie mam w tej kwestii mniej niż marne.


                carduus
                • Gość: JO Re: życie z kochanką-do carduus IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.03, 11:59
                  carduus napisała:

                  > Gość portalu: JO napisał(a):
                  >
                  >
                  > > Nie zmieniam zdania,ze to byla przyjazn.
                  > ******************
                  >
                  > Nigdy nie kwestionowałam tego, że mogła Was łączyc przyjaźń. Protestowałam
                  > jedynie przeciwko zaciemnianiu sytuacji poprzez nazywanie sie jego
                  > "przyjaciółką", bo to sugerowało, że łączyła Was JEDYNIE przyjaźć, a
                  przecież
                  > tak nie było.

                  Nie tylko przyjazn, ale przede wszystkim.
                  >
                  >
                  > > Tak, zostawilam Go 3 dni temu. Ostatecznie. Nie moglam zyc ze swiadomoscia
                  > ,
                  > ze
                  > > jego rodzina moglaby cierpiec przeze mnie.
                  > ****************
                  >
                  > Gdybym chciała byc zgryźliwa zapytałabym ile czasu było Ci potrzeba, aby
                  dojśc
                  > do takiego wniosku. Bo ślub odbył się kiedys tam. Dośc dawno w każdym razie.
                  A
                  > Ty zostawiłaś go jednak DOPIERO 3 dni temu. Pominąwszy już kwestię taką, że
                  3
                  > dni to niezbyt długo (bo kto wie, czy za tydzień lub dwa nie dojdziesz do
                  > wniosku, że jednak Ci ta jego żona nie przeszkadza i wrócisz, zdarzają się w
                  > końcu takie przypadki) To jednak przez jakis czas trwałaś w takim związku i
                  > przez jakis czas byłaś jego kochanką.

                  Do wniosku doszlam juz dawno. POdobnie jak do tego,ze palenie mi szkodzi. Duzo
                  rzeczy wiem (i chyba dotyczy tonie tylko mnie)- ale łatwiej cos wiedziec niz
                  realizowac. Przykladow mam dziesiatki. POza tym jezeli juz podedjm8je takie
                  decyzje, sa one przemyslane i ostateczne. I od czegos trzeba zaczac. NIe ma
                  znaczenia dla mnnie, ile czsu minelo, ale fakt,ze wreszcie sie na to zdobylam.
                  Zakladajac,ze kiedys sie złamie, nic bym nie zrobila. Trzeba poodejmowac
                  czasem pewne ryzyko. W ttym prz7padku boje sie,ze za nim zatesknie. Ale moze
                  tak nie bedzie?
                  >
                  >
                  >
                  > WOlalabym, aby łączyła nas platoniczna znajomosc lub
                  > > tylko seks.
                  > ********************
                  >
                  > A tego to już całkiem nie rozumiem. Jak to albo "platoniczna znajomość lub
                  > tylko seks"? Bo zawsze myslałam, że to jest tak, że albo mnie ktos pociąga i
                  > wtedy w sprzyjajacych okolicznościach, jest seks, albo nie pociąga i wtedy
                  jest
                  >
                  > "polatoniczna znajomość". Jeden człowiek nie może ze zrozumiałych względów
                  > jednocześnie pociągać i nie pociągać. Jasniej proszę, bo nic nie rozumiem.

                  I znow pojawia sie rozdzwik miedzy rozumem a uczuciami. On jest niesamowicie
                  przystojnym, intrygujacym , ciekawym facetem- do tego dochodzilo łączące
                  nas "to cos"
    • anahella Re: życie z kochanką 23.02.03, 18:17
      Na to chyba nie ma recepty. Ale jak facet zostawia swoja dlugoletnia zone dla
      kochanki, to w kochance zawsze jest mniej lub bardziej uspiony strach ze ona
      tez zostanie porzucona. Pisze to tak na sucho bo nigdy tego nie trenowalam.
      pozdro
Pełna wersja