bardzo nieetyczne pytanie

IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 21:10
Jak sprowokować niepijącego od kilku miesięcy alkoholika, żeby znowu zaczął
pić (i trafił w końcu na skuteczne leczenie) ???????.

Życie z nim jest nie do zniesienia, brak mi już sił i cierpliwości.

Proszę Szanowne Grono o wstrzymanie się od ewentualnych komentarzy i
odpowiedzi na niezadane w tym poście pytania. Zapewniam, że wszystkie inne
możliwości rozwiązania problemu zostały wykorzystane i nie przyniosły żadnego
efektu.

Czekam na konkretne odpowiedzi i z góry dziękuję.

zdesperowana
    • Gość: ryba Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.blueyonder.co.uk 21.02.03, 21:25
      Sama zacznij pic...
    • Gość: Imagine Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.navix.net 21.02.03, 21:59
      Gość portalu: zdesperowana napisał(a):

      > Jak sprowokować niepijącego od kilku miesięcy alkoholika, żeby znowu zaczął
      > pić (i trafił w końcu na skuteczne leczenie) ???????.
      >
      > Życie z nim jest nie do zniesienia, brak mi już sił i cierpliwości.
      >
      > Proszę Szanowne Grono o wstrzymanie się od ewentualnych komentarzy i
      > odpowiedzi na niezadane w tym poście pytania. Zapewniam, że wszystkie inne
      > możliwości rozwiązania problemu zostały wykorzystane i nie przyniosły żadnego
      > efektu.
      >
      > Czekam na konkretne odpowiedzi i z góry dziękuję.
      >
      > zdesperowana
      Chociaz dobrze ze tytul postu pasuje jak ulal do tematu. Od dzisiaj zaczynam
      pic na nowo i potem nareszcie zaczne sie leczyc. Co za koszmar !!!
    • Gość: dede Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 22:15
      głupia, głupia, głupia, wstyd mi za Ciebie, wstyd, żal mi faceta, który z Tobą
      jest, to musi być nie do wytrzymania !!!!!!!!!!!!!
      nawet mi się nie chce pisać merytorycznie na to co napisałaś, jesteś tak
      prosta, że nie zrozumiałabyś nawet przecinków...
      • procesor Re: bardzo nieetyczne pytanie 21.02.03, 22:21
        Gość portalu: dede napisał(a):
        > głupia, głupia, głupia, wstyd mi za Ciebie, wstyd, żal mi faceta, który z
        Tobą
        > jest, to musi być nie do wytrzymania !!!!!!!!!!!!!
        > nawet mi się nie chce pisać merytorycznie na to co napisałaś, jesteś tak
        > prosta, że nie zrozumiałabyś nawet przecinków...


        Tylko spokojnie.
        Mnie tylko ciekawi DLACZEGO jest tak źle że niepijacego trzeba rozpic - i
        DOPIERO leczyc????
        Nie mozna go leczyć z tego czegos BEZ rozpijania od nowa??
        • Gość: ryba Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.blueyonder.co.uk 21.02.03, 22:26
          procesor napisała:

          > Gość portalu: dede napisał(a):
          > > głupia, głupia, głupia, wstyd mi za Ciebie, wstyd, żal mi faceta, który z
          > Tobą
          > > jest, to musi być nie do wytrzymania !!!!!!!!!!!!!
          > > nawet mi się nie chce pisać merytorycznie na to co napisałaś, jesteś tak
          > > prosta, że nie zrozumiałabyś nawet przecinków...
          >
          >
          > Tylko spokojnie.
          > Mnie tylko ciekawi DLACZEGO jest tak źle że niepijacego trzeba rozpic - i
          > DOPIERO leczyc????
          > Nie mozna go leczyć z tego czegos BEZ rozpijania od nowa??

          Procesorku,

          A mnie sie wydaje ze ktos chce mi zabrac miejsce 1 idioty na tym
          forum...Przeczytaj dokladnie ten watek :)))
    • maiku200 Re: bardzo nieetyczne pytanie 21.02.03, 22:24
      Nie wiem co Ci poradzić, miałam nic nie pisać, ale mój tuż przedmówca mnie
      zdenerwował. Nie bierz po uwagę takich niewiedzących. Problem alkoholizmu znam
      aż do traumy (od przeżyć traumatycznych) i niewiele jest w naszym
      społeczeństwie trudniejszych tematów. Wybacz, nic niepomogę, ale ten tam mnie
      wpienił.
      • Gość: Imagine Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.navix.net 21.02.03, 23:42
        maiku200 napisała:

        > Nie wiem co Ci poradzić, miałam nic nie pisać, ale mój tuż przedmówca mnie
        > zdenerwował. Nie bierz po uwagę takich niewiedzących. Problem alkoholizmu
        znam
        > aż do traumy (od przeżyć traumatycznych) i niewiele jest w naszym
        > społeczeństwie trudniejszych tematów. Wybacz, nic niepomogę, ale ten tam mnie
        > wpienił.
        Mozecie mi wyjasnic, kto tu jest przeciwko komu ?
        • maiku200 Re: bardzo nieetyczne pytanie 22.02.03, 00:20
          Gość portalu: Imagine napisał(a):


          > Mozecie mi wyjasnic, kto tu jest przeciwko komu ?

          Jeżeli o mnie chodzi, to nie mam nic przeciwko głównej autorce wątku i jej
          partnerowi (nie znam dokładnie sytuacji), ale zdenerwowała mnie wypowiedź żaby,
          moim zdaniem zbyt autorytatywna. Alkoholizm jest trudnym doznaniem w życiu i
          nie można bez znajomości sytuacji zdołować kogoś za chęć życia. Normalnego.
          • Gość: ryba Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.blueyonder.co.uk 22.02.03, 08:31
            maiku200 napisała:

            > Gość portalu: Imagine napisał(a):
            >
            >
            > > Mozecie mi wyjasnic, kto tu jest przeciwko komu ?
            >
            > Jeżeli o mnie chodzi, to nie mam nic przeciwko głównej autorce wątku i jej
            > partnerowi (nie znam dokładnie sytuacji), ale zdenerwowała mnie wypowiedź
            żaby,
            >
            > moim zdaniem zbyt autorytatywna. Alkoholizm jest trudnym doznaniem w życiu i
            > nie można bez znajomości sytuacji zdołować kogoś za chęć życia. Normalnego.

            :(((Przepraszam...lubisz mnie jeszcze...?
            • maiku200 Re: bardzo nieetyczne pytanie 22.02.03, 12:42
              Gość portalu: ryba napisał(a):


              > :(((Przepraszam...lubisz mnie jeszcze...?

              No... póki co , to jeszcze lubię.;)
    • cossa Re: bardzo nieetyczne pytanie 22.02.03, 00:05
      jesli wolno spytac - na czym polega roznica miedzy
      niepijacym bez terapii i tym samym w trakcie czy po
      terapii? moge sie tego jedynie domyslac, ale chcialabym
      sie "upewnic". nie odpowiem Ci nic nic konkretnego na
      Twoje "nieetyczne" pytanie, bo tak sie zlozylo, ze temat
      alkoholizmu jest mi obcy (nie doswiadczylam na sobie i
      wokol siebie). pytam po prostu z ciekawosci i jesli
      zechcesz mi odpowiedziec bylabym wdzieczna:)

      pozdrawiam
      cossa
    • Gość: stary misio Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: 67.122.151.* 22.02.03, 00:38
      UhmmmpFfffff.... He he he he.

      No z cala pewnoscia nie probowalas sie skutecznie wyprowadzic.
      Przeciez nie mozna sie "nieskutecznie" przeprowadzic. Nie?

      Ja to wiem jak jest, czlowiek z rana trzezwieje i kurwica bierze.
      A jak jest trzezwy caly czas to raczki biegaja, oczka gonia, chetnie sie w ryja
      leje i takie tam. Ja mysle, ze ja Cie nawet troche rozumiem.
      Co ty myslisz, ze faceci czasem na swoim nie chca postawic?
      Czy Ty nie jestes zbyt uparta?

      Wyprowadz sie albo goscia utlucz. Wiesz jak gosc nie pije staropolska metoda
      na "odstaw" to znaczy ze jest uparty i dobrze. Takiego konfliktu nie
      przelamiesz. I lepiej - bo jak on przez kilka miesiecy jeszcze wytrzyma to
      cokolwiek mu jest przejdzie.

      Ale jezeli nie przejdzie to wtedy bedziesz musiala sie przeprowadzic.
      Albo niech on sie wyprowadzi. Tak najlepiej. Psychologicznie to z pijakiem,
      a na trzezwo psychologia nie dziala.
      Wiec w zasadzie jak chcesz aby znowu sie schlal to wychodzi na to, ze Ty wiesz
      co robisz...


      Pozdrawiam.
    • anahella Re: bardzo nieetyczne pytanie 22.02.03, 04:59
      predzej czy pozniej sam zacznie pic. tylko uwazaj zeby to nie bylo za pozno
      dla ciebie:/ pozdro
    • Gość: oak Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: 213.76.11.* 22.02.03, 13:29
      I pomyśleć, że wszyscy Ci czuli, madrzy i otwarci na los drugiego człowieka
      mędrcy tutejsi, potraktowali ZDESPEROWANĄ per noga, bądź jak idiotkę.

      Jak to możliwe, że tak wrażliwe towarzystwo z "PSYCHO" nie wpadło na myśl, że
      BYĆ MOŻE ten "ozdrowieniec" był mnie uciążliwy jako oficjalny alkoholik.
      B
      ył mniej uciążliwy dla najbliższych bo NP. tylko wracał zalany i padał
      nieprzytomny na łóżko (nie każdy alkoholik od razu bije, awanturuje się lub
      zadręcza), niż ten rzekomy ozdrowieniec, emanujący nienawiścią, złością i
      nieskrywanym żalem do całego otoczenia, no bo to przecież "przez nich nie może
      pić, to dla nich musiał się rozstać z czymś co było sensem jego życia"

      Może to nie uświadomienie sobie zgubności własnego nałogu, a tylko akt
      poświęcenia ze skutkami ubocznymi w postaci nienawiści do tych, którzy do tego
      poświęcenia go zmuszają.

      podkreślam MOŻE....
      ale jestem rozczarowany ......
      • Gość: stary misio Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 22.02.03, 18:21
        "Jak to możliwe, że tak wrażliwe towarzystwo z "PSYCHO" nie wpadło na myśl, że
        BYĆ MOŻE ten "ozdrowieniec" był mnie uciążliwy jako oficjalny alkoholik."

        Alez oczywiscie, ze dostrzegamy problem.
        Problem jest. Tyle, ze osobiscie musze sie przyznac, ze moj odpis nie wynika z
        wrazliwosci tylko z faktu, iz post mnie ubawil. Babka ma szczegolny problem.
        Pozatym dlaczego twierdzisz, ze towarzystwo z "PSYCHO" ma miec specjalne
        predystynacje w kierunku wrazliwosci? Ja sadze, ze wiekszosc jest raczej
        niewrazliwa... He he he. Czy w psychologii potrzebna jest wrazliwosc?
        To interesujace. Czy Nietze podawal taka ceche jako pozadana?
        Wlasnie - pytam pozostalych - co sadzicie o wrazliwosci w zawodzie psychologa
        albo jeszcze lepiej psychiatry? Czy nie sadzicie, ze raczej lepsza jest
        obserwacja otoczenia i autopsja? Skad Wy wiecie albo jak wnioskujecie co ktos
        czuje? Bo ja musze powiedziec, ze czasem nie mam pojecia o co kobicie chodzi.
        Widze po minie, ze cierpi ale nic poza tym.

        "że wszyscy Ci czuli, madrzy i otwarci na los drugiego człowieka mędrcy
        tutejsi, potraktowali ZDESPEROWANĄ per noga, bądź jak idiotkę."

        Widzisz po pierwsze nie merytorycznie, powyzej napisalem aby sie wyprowadzila,
        bo osobiscie uwazam, ze zycie z gosciem majacym zmiany w mozgu po przebytym
        uzaleznieniu moze byc nie do wytrzymania. Kobita pewnie probowala sie dostosowac
        ale najprawdopodobniej sie NIE DA. A proba kombinowania jakby tutaj swojego
        faceta schlac jest nawet nie tyle zalosna ile kryminalna. Facet ma pragnienie
        wyjscia z nalogu i jego wlasna baba zamiast mu pomoc, nawet jak juz nie ma tego
        zwiazku to jeszcze chce go w nalog wpedzic z powrotem. To co jest?
        Przeciez - pewnie - ze to idiotyzm.

        Czy Ty wiesz ile jest problemow na swiecie?
        Kazdy ma problemy, problemem jest na przyklad to, ze kazdy uwaza ze jego
        problemy sa najwazniejsze.
        A kim jest osoba, ktora w imie jakiegos swojego spokoju czy lenistwa nie ma
        ochoty sie wyprowadzic i chce zamiast tego dalej truc meza?

        Co wy tam myslicie - ze zwiazki sa swiete?
        To mi traci hipokryzja!

        Ona ma sie od tego faceta odseparowac!
        Wyprowadzic, wywalic go na zbity pysk, wywalic jego rzeczy i meble,
        jezeli maja dzieci - to najlepiej w jeden dzien sie spakowac i wyjechac.

        No, to tyle, i nie badz taki rozczarowany ......







        • Gość: Malwina Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.d1.club-internet.fr 22.02.03, 20:03
          pytanie moze i nie etyczne ale sprawa baaardzo banalna
          u pary gdzie facet pil a ona sie "poswiecala" jest wyrobiony pewien (upiorny
          ale jest) sposob zycia - jak kolka zebate- facet przestaje pic - dwoje nie
          znanych nie wiedzacych co z soba zrobic ludzi znajduje sie face à face.
          Wiekszosc konczy rozwodem.(statystyka)
          Dla ciekawych mechanizmow publikacje AA polecam.
          • alfika Re: bardzo nieetyczne pytanie 24.02.03, 11:31
            Na dodatek jest rzeczą normalną w rodzinie alkoholika, że istnieje kozioł
            ofiarny (tenże pijący) i każdy problem daje się wytłumaczyć: "przecież wiesz,
            że ojciec(najczęściej ojciec) pije" (więc nie mam siły ci pomóc, więc nie
            możesz studiowac, więc musimy się trzymać razem i nie możesz wyjechać do szkoły
            do innego miasta, więc musisz ty być odpowiedzialny za rodzinę, więc nie
            powinieneś mieć kolegów itp.).
            A jak się to picie kończy, to w pierwszym odruchu właśnie rodzina najgorzej to
            znosi i rodzina najbardziej nakłania do ponownego picia.

            Stąd nawoływanie do leczenia całej rodziny (terapie dla współuzależnionych lub
            terapie dla rodzin) - bo istnieje najzwyklejsze w świecie uzależnienie np. tego
            ojca od alkoholu i uzależnienie reszty rodziny od alkoholizmu ojca.

            Czasem reszta rodziny podejmuje spotkania terapeutyczne i bez terapii
            alkoholika. Zdesperowana, właśnie to mogłabyś (jeśli zechcesz) dla siebie i
            reszty rodziny zrobić. No bo czemu nie?
            • Gość: A27 Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.proxy.aol.com 25.02.03, 01:42
              Jesli jedna osoba w rodzinie jest alkoholikiem - to chora przez nia jest cale
              rodzina. Jesli Twoj maz alkoholik znowu zacznie pic - to wrocisz do starych
              schematow, ktore juz znasz. Moze sa niemile, ale "bezpieczne i sprawdzone".
              Jak autopilot.
              Nie ma sensu by Twoj maz zazal pic, bo trzezwy jest nie do zniesienia. Zamiast
              czekac az sie napije - idz na terapie i szukaj pomocy dla siebie. Bo czy on
              pije czy nie pije TY musisz zadbac o siebie.
              To stan przejsciowy- wytrzymaj i uwierz, ze bedzie lepiej.
    • olek13 Re: bardzo nieetyczne pytanie 25.02.03, 07:57
      Zapewniam Cię, że problem (każdy) można rozwiązać, bez krzywdzenia kogokolwiek.
      Pozdrawiam
      • kwieto Re: bardzo nieetyczne pytanie 25.02.03, 20:07
        No to taki pierwszy z brzegu:
        masz blizniaczki syjamskie. Jesli ich nie rozdzielisz, oboje umra. Jesli je chirurgicznie odseparujesz - jedno bedzie musialo umrzec.
        Jak rozwiazac problem, nie krzywdzac nikogo?
        • olek13 Re: bardzo nieetyczne pytanie 25.02.03, 21:19
          Kwieto,
          Piszesz o kilku problemach: problemie każdedo z bliźniąt, rodziców, lekarzy i innych. Każdy z tych problemów wymaga indywidualnego zbadania i rozwiązania, a Ty chcesz gotowej recepty na wszystkie.
          Każdy problem jest do rozwiązania - jedynym warunkiem jest dobra wola i otwartość tego, kogo problem dotyczy.
          • kwieto Re: bardzo nieetyczne pytanie 25.02.03, 22:04
            Olku, wystarczy, ze skupisz sie na problemie blizniat.
            Problem lekarzy i rodzicow mnie nie interesuje.

            Co najmniej jedno z blizniat MUSI umrzec. Jak rozwiazesz ich problem?
            • olek13 Re: bardzo nieetyczne pytanie 26.02.03, 07:37
              Kwieto,
              Problem powstał w momencie, gdy człowiek podjął decyzje, skutkujące odrodzeniem się w takim miesjcu i w taki sposób. Rozwiązaniem jest zmiana podjętych decyzji, intencji co do siebie. Noworodek nie ma świadomości i nie da mu się tego odreagować (chociaż podobno możliwe jest do pewnego stopnia odreagowanie w zastępstwie). Ale którymś kolejnym razem możliwość zmiany się pojawi i wtedy nastąpi uzdrowienie.
              Krzywdę istota ludzka wyrządza sobie sama, chociaż często realizacja krzywdy następuje rękami innych. Uniknąć krzywdzenia można przez działanie w czystej intencji (tym samym bez obaw) i wówczas dylemat moralny u tego, kto podejmuje decyzję, nie powstanie. Inną sprawą jest, że naprawdę mało kto potrafi tak działać - ale to znowu skutek jego intencji i wyborów.
              Wiem, że cokolwiek robię z ufnością i miłością, to nie niesie krzywdy. I nie skrzywdzę owego bliźniaka, jedynie zrealizuję jego pragnienie śmierci w niemowlęctwie.
              A problem, który postawiłeś, jest zupełnie inny - problemem nie jest to, że trzeba uśmiercić noworodka, ale to, że owa istota wybrała cierpienie zamiast szczęścia.
              • kwieto Re: bardzo nieetyczne pytanie 26.02.03, 08:03
                Obawiam sie, ze nie zrozumiales pytania.

                Powiedziales, ze KAZDY problem da sie rozwiazac, nie krzywdzac (nawet w najmniejszym stopniu) nikogo.
                A mnie interesuje nie proba wyjasnienia a ROZWIAZANIA problemu.
                Niezaleznie od tego jak to sie stalo, ze urodzily sie blizniaczki syjamskie, tego juz nie jestes w stanie zmienic. Zatem musisz sie zajac tym, co jest TERAZ.
                A TERAZ mamy taka sytuacje, ze mamy bliznieta syjamskie, ktore trzeba rozdzielic. CO NAJMNIEJ JEDNO MUSI umrzec.
                ROZWIAZ zatem problem, ktory pojawil sie TERAZ

                Czekam na jakas recepte, ktora bedzie osadzona w terazniejszosci.
                • kamfora Re: bardzo nieetyczne pytanie 26.02.03, 08:21
                  kwieto napisał:

                  > A TERAZ mamy taka sytuacje, ze mamy bliznieta syjamskie, ktore trzeba
                  rozdzielic. CO NAJMNIEJ JEDNO MUSI umrzec.
                  > ROZWIAZ zatem problem, ktory pojawil sie TERAZ

                  Kwieto, nie ma akurat takiego problemu w rzeczywistości!
                  To jest jedynie problem do rozmyślań, takie "rozkosze łamania głowy".
                  Nigdy nie jesteś w stanie stwierdzić, co się NA PEWNO stanie
                  wskutek twojego działania. I w przypadku bliźniąt syjamskich zazwyczaj ilu
                  lekarzy (wybitnych) tyle zdań.

                  A tak na marginesie: wymyśliłeś, w jaki sposób te bliźnięta są zrośnięte,
                  że jedno MUSI umrzeć?
                  • kwieto Re: bardzo nieetyczne pytanie 26.02.03, 08:32
                    kamfora napisała:

                    > A tak na marginesie: wymyśliłeś, w jaki sposób te bliźnięta są zrośnięte,
                    > że jedno MUSI umrzeć?

                    Wystarczy ze maja kilka wspolnych organow, np. pluca.

                    I akurat niczego tu nie wymyslam, bodaj przed rokiem byl precedens. Dzialo sie to w Wlk. Brytanii - bliznieta potrzebowaly takiej operacji, by choc jedno z nich moglo przezyc. Na taka operacje nie chcieli sie zgodzic rodzice dziecka, i zdaje sie sadowo nakazano operacje.

                    Zatem - sytuacja jak najbardziej mozliwa. Ja mam pytanie, jak rozwiazac ten problem, nie krzywdzac nikogo. Wykret o przyszlym wcieleniu niczego nie zmienia - bo skoro trzeba teraz kogos zabic, wyrzadza mu sie tym samym krzywde. Niezaleznie od jej ewentualnych skutkow za ilestam wcielen (o ile ktos w to wierzy).
                • olek13 Re: bardzo nieetyczne pytanie 26.02.03, 08:28
                  Każdy problem jest do rozwiązania, tylko nie z każdej pozycji. Problemy, których rozwiązań nie ma (bo ich nie można znaleźć) są rozwiązywalne po zmianie "układu odniesienia". Wystarczy zmienić perspektywę oglądu i rozwiązanie widać, tyle że zupełnie inne, niż się może wydawać, ale za to dużo lepsze od oczekiwanego.
                  • kwieto Re: bardzo nieetyczne pytanie 26.02.03, 08:33
                    Olku, nie pieprz o ukladach odniesienia, tylko zaprezentuj mi rozwiazanie, ktore nie krzywdzi nikogo.

                    Albo nie mow, ze kazdy problem da sie rozwiazac bez krzywdzenia kogokolwiek.
                  • kwieto P.S. 26.02.03, 08:34
                    Na marginesie, ciekaw jestem w jakiej perspektywie smierc dziecka jest swietnym rozwiazaniem....
                    • olek13 Re: P.S. 26.02.03, 08:41
                      Kwieto,
                      A co to jest krzywda? Krzywdą jest zastrzyk, który robi się, aby wyleczyć chorobę? Wytłumacz to choremu dziecku!
                      Wytłumacz jak wygląda kula istotom, żyjącym na płaszczyźnie.
                      • procesor do Olka 26.02.03, 11:27
                        Olku - nadal nie odpowiedziałes na pyatnie kwieta. A ja tez jestem ciekawa co
                        bys zrobił.
                        Bo jak kwieto napisał - to prawdziwy dylemat - nie pamiętam jak sie to sko
                        nczyło, czy przezyło chociaz jedno z tych bliźniąt.

                        Jakbyś TY Olku miał takie bliźniaki, był ich ojcem, to tez byś filozofował az
                        obydwoje by zmarli? I w ten sposób nie wydałbys wyroku na żadne - ale i nie
                        ocaliłbys, nie podjąłbyś nawet próby ocalenia chociaż jednego dziecka??
                        Pewnie też sąd by musiał sie wtrącac, bo trudno z ciebie iwydusic KONKRETNĄ
                        odpowiedź. :)
                        • olek13 Re: do Olka 26.02.03, 15:01
                          procesor,
                          Odpowiedziałem. Lepiej nie potrafię.
                          A gdyby mnie to dotknęło - nie wiem, co bym zrobił. Wiem, co robię w sytuacjach, które mnie realnie dotykają, bez gdybania. I stąd moje przekonanie, że każdy problem da się rozwiązać.
                          Pozdrawiam
                          • kwieto Re: do Olka 26.02.03, 18:09
                            No wiec realnie go rozwiaz!
                            Bo z powyzszego wynika, ze dla Ciebie smierc niewinnego dziecka nie jest krzywda - dobrze rozumiem?

                            Olku - zejdz na ziemie. zycie nie toczy sie w przyszlych czy przeszlych wcieleniach, tylko tu i teraz.
                            I tu i teraz trzeba rozwiazac problem, tak aby tu i teraz nie skrzywdzic nikogo.
                            Skoro sie upierasz, ze wiesz jak to zrobic, to powiedz, prostymi slowami.
                            • olek13 Re: do Olka 27.02.03, 07:51
                              Kwieto,
                              Odsyłam do tego, co napisałem w tym i innych wątkach.
                              Nie udowodnię Ci niczego - nie ma takiej możliwości ani potrzeby.
                              Napisałem post do zdesperowanej, aby ją sprowokować do zastanowienia się. Moja z Tobą dyskusja raczej nie ma sensu, o czym parokrotnie przekonaliśmy się. Zresztą nie mam ochoty dyskutować - nic mi to nie da.

                              Pozdrawiam serdecznie.
                              • kwieto Re: do Olka 27.02.03, 08:34
                                Skad u Ciebie taki pesymizm i brak ciekawosci swiata oraz checi do rozwoju? Jestem zasmucony :(((

                                Czyzbys mial intencje nieuctwa?
                                • olek13 Re: do Olka 27.02.03, 09:03
                                  Ależ skąd. Poznaję wszystko znacznie chętniej, niż kiedykolwiek. Brak chęci do dyskusji jest dla mnie dowodem postępów w moim rozwoju - uwolniłem się od przymusu udowadniania, czy też głoszenia swoich prawd na lewo i prawo.
                                  Takie poglądy, jakie Ty głosisz są mi znane i mnie nie inspirują - dlatego nie podejmuję dyskusji :)).
                                  • kwieto Re: do Olka 27.02.03, 18:36
                                    O, ciekawa koncepcja - najlepsza nauka to taka, ktorej nie nalezy udowadniac (wszak wszystkim nam wiadomo, ze cos takiego jak dowod, cos empirycznie poznawalnego, tylko oslabia naukowosc i prawdziwosc danego wywodu)

                                    Chyle czola przed ogromem wiedzy.
                                    :")))
                                    • olek13 Re: do Olka 27.02.03, 21:31
                                      Kwieto,
                                      Przecież ta nauka jest dla mnie, co komu do tego?
                                      A dowody, empirycznie doświadczane mam, na własne potrzeby. Mogę?
                                      Czemu tak bardzo chcesz mnie sprowokować?
                                      • kwieto Re: do Olka 27.02.03, 21:41
                                        Chyba masz intencje bycia prowokowanym :"))

                                        Najpierw wypowiadasz sie sentencjonalnie: "Zapewniam Cię, że problem (każdy) można rozwiązać, bez krzywdzenia kogokolwiek.", a potem wykrecasz sie od podania takiego rozwiazania, zaslaniajac sie "dowodami empirycznymi na wlasne potrzeby"
                                        Wychodzi z tego, ze Twoje rady sa w stanie pomoc tylko Tobie - a maja zerowa skutecznosc gdy piszesz do kogos kto nie jest Toba.

                                        Coz, wychodzi na to, ze jedynym sposobem aby byc na tym forum uzytecznym, bedzie w Twoim przypadku po prostu zaprezentowanie swojego problemu, oraz empirii, ktora doprowadzila do jego rozwiazania.
                                        • olek13 Re: do Olka 27.02.03, 22:41
                                          kwieto napisał:

                                          > Chyba masz intencje bycia prowokowanym :"))

                                          Hmmm.... Zasadniczo dostrzegam prowokację, ale nie działa na mnie :)).

                                          Moje rady mają może zerową wartość dowodową (przynajmniej dla Ciebie), ale niekoniecznie są bezużyteczne. Kogoś przecież mogą zainspirować. Poza tym, czy moja obecność tutaj musi się wiązać z jakąś "użytecznością"? A może wystarczy, że jest użyteczna dla mnie?

                                          • kwieto Re: do Olka 27.02.03, 23:02
                                            Obecnosc, czy wypowiedzi?

                                            Co do wypowiedzi, to powiem, jeszcze raz, najprosciej jak potrafie:

                                            1. Udzielasz komus rady
                                            2. Zapytany o podanie rozwiazania przykladu, wg wskazowki ktora podales, mowisz, ze Twoje rady sprawdzaja sie w Twoim przypadku, i zdecydowanie unikasz konkretnej odpowiedzi - jak Twoja rada ma pomoc komu innemu.
                                            3. Przycisniety do muru, twierdzisz, ze dowodow czy przykladow nie potrzebujesz podawac, a empiria sprawdza sie w Twoim przypadku.

                                            Z powyzszego wynika:

                                            A) To co radzisz, sprawdza sie TYLKO w Twoim przypadku (bo nie jestes podac rozwiazania problemu, ktory nie dotyczy Ciebie)
                                            B) (co wynika z A) - to co napisales do autorki watku jest dla niej bezuzyteczne

                                            Zatem jestem zwyczajnie ciekaw, po co wypowiadasz sie w jakims watku, skoro z gory wiesz, ze Twoja wypowiedz nijak nie pomoze danej osobie, a tak naprawde moze jej nawet zaszkodzic?
                                            • olek13 Re: do Olka 28.02.03, 07:04
                                              Twoje wnioski są bardzo interesujące, ale to tylko Twoje wnioski...
                                              A czasami pomóc może jedno słowo...
                                              • kwieto Re: do Olka 28.02.03, 07:07
                                                Zaszkodzic rowniez
                                                • olek13 Re: do Olka 28.02.03, 07:31
                                                  Ba! Czasami choremu może zaszkodzić uzdrowienie!
                                                  • kwieto Re: do Olka 28.02.03, 07:36
                                                    Sadzac po jakosci argumentow w powyzszej rozmowie - Tobie akurat uzdrawianie nie grozi...
                                                  • olek13 Re: do Olka 28.02.03, 07:40
                                                    Ja też Cię lubię :-)))
                                                  • kwieto Re: do Olka 28.02.03, 07:50
                                                    Ciesze sie, ze zaczales chciec sie uczyc
    • Gość: Anka Re: bardzo nieetyczne pytanie IP: *.ksk.net.pl / 192.168.4.* 25.02.03, 20:47
      Gość portalu: zdesperowana napisał(a):

      > Jak sprowokować niepijącego od kilku miesięcy alkoholika, żeby znowu zaczął
      > pić (i trafił w końcu na skuteczne leczenie) ???????.
      >
      > Życie z nim jest nie do zniesienia, brak mi już sił i cierpliwości.
      >

      > Może jednak nie wszystkie możliwości zostały wyczerpane? Rozwód na przykład?
      On jest alkoholikiem, ale WSPÓłUZALEŻNIONA jesteś Ty. I musisz - jak tu już
      ktoś Ci mądrze poradził - zadbać o siebie, nawet jego kosztem. Podstawową
      regułą w leczeniu alkoholizmu jest abstynencja właśnie. Bez tego, alkoholizm
      jest nieuleczalny! Nawet w najlepszej klinice! I on już ten pierwszy krok
      uczynił, nawet jeżeli oficjalnie nie dopuszcza do siebie myśli o chorobie
      alkoholowej i leczeniu. Leczenie alkoholizmu to bardzo długi, ciężki i
      wyczerpujacy psychicznie proces. Ty możesz, jeżeli chcesz, ale nie musisz mu
      towarzyszyć, nie musisz go wspierać i dźwigać z szamba, w które się sam
      wpakował. To jego problem, nie Twój. Jeżeli masz dzieci, tym bardziej powinnaś
      się zatroszczyć o spokój waszej rodziny. Nie możesz pozwolić , żeby alkoholas
      na Tobie, żonie i może matce, wyładowywał swoje frustracje związane z
      odstawieniem alkoholu. To nie jest choroba taka sama jak inne. W alkoholizm i
      narkomanię ludzie wkraczają sami, z własnej winy, nie z winy żony,dzieci,
      matki, ojca. Chorobę alkoholową można porównać do raka toczącego całą rodzinę.
      I wtedy, ratując rodzinę, niejednokrotnie należy odrzucić zrakowaciałą tkankę -
      alkoholika. Dla dobra tej zdrowej reszty. Nie ma to nic wspólnego z etyką, bo
      to on złamał przysięgę małżeńską, nie Ty, nie wasze dzieci. Jakim prawem cała
      niewinna rodzina ma cierpieć z powodu jednego grzesznika?
      .
      >
      > zdesperowana
Inne wątki na temat:
Pełna wersja