szelmar
22.08.06, 19:55
Straszny ze mnie dziwak. Jestem żonaty od 8 lat. Moja żona to JEDYNA kobieta
wobec której odważyłem się okazać uczucie. Wcześniej były liczne zauroczenia i
miłości platoniczne, przeżywane jednak cicho w samotności. I tak nie ma
żadnych szans, mówiłem sobie. Tak to prawda - nigdy nie potrafiłem
zaakceptować swojej fizyczności. Zawsze uważełem sie za brzydala, który nie ma
najmniejszych szans u dziewcząt. Nigdy w szkole nie chodziłem z żadną
dziewczyną. Do dziś unikam luster i nie pozwalam sobie robić zdjęć. A jak już
ktoś mi je zrobi, to nie oglądam. Jedyny moment kiedy się odważyłem i trzask
jestem żonaty - myśle, że szczęśliwie. Nie oglądałem nawet filmu z naszego
ślubu. Jednak wciąż tkwi we mnie jakieś poczucie niespełnienia, męskiej
niepełności. W pracy mam wiele koleżanek i jestem raczej lubiany. Za poczucie
humoru, partnerskie podejście do ludzi, szacunek, który staram sie im
okazywać, inteligencję (tak jest i proszę nie odbierajcie tego jako
samochwalstwo). To jednak są dobre relacje przyjacielsko koleżeńskie. Nadal
nie miałbym odwagi poflirtować - ot tak dla samej przyjemności flirtowania,
nie mówiąc już o jakimkolwiek romansie - zresztą chyba nie chcę go - to by
miało katastrofalne rezultaty dla mojej rodziny. Tak nie patrzę kobietom w
oczy i jakiekolwiek przechylenie relacji z koleżeństwa w stronę kobueta -
mężczyzna powoduje u mnie niekontrolowaną panikę. Wtedy zwykle uciekam w żart
albo udaję ślepego. Co mam robić? - Nie chcę romansować na prawo i lewo ale
chce mieć normalne zdrowe relacje z kobietami.
Marcel