Skończona przyjaźń damsko-damska

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 10:42
Drodzy internauci, może doradzicie mi jak uzdrowić siebie, swoją duszę, po
nieudanej przyjaźni? Przyjaźni damsko-damskiej. Mam niespełna 22 lata.
Pierwsze ślady mojej przyjaźni z Alą, to chyba rok 1990. Poznałyśmy się przez
naszych ojców, którzy razem pracowali. Spotykałyśmy się na wigilii w pracy,
potem był wspólny kurs niemieckiego, jakieś imieniny kogoś tam. Traktowałam
tą przyjaźń, jako przeznaczenie, ponieważ był między nami tylko jeden dzień
różnicy, a w dodatku ona miała nawet nosić takie samo imię, jak ja. Lata
płynęły, a przyjaźń trwała. Pisałyśmy listy, spotykałyśmy się. Dzwoniłyśmy.
Raz ja do niej, za moment ona oddzwaniała. I tak godzinami rozmawiałyśmy o
tym, co było dla nas ważne. Góry. Jeździłyśmy razem. Nasz Karpacz. Tam
odżywałyśmy. Wymyślałyśmy przeróżne historie, prowadziłyśmy długie, nocne
rozmowy. Chyba byłyśmy dla siebie, jak siostry. Było świetnie. Wybrałyśmy
inne licea. Nie starałyśmy się namawiać siebie nawzajem do nauki w tej samej
szkole średniej. Nie było między nami zazdrości, rywalizacji. Była prosta,
szczera i jak wtedy myślałam- prawdziwa przyjaźń, która miała przetrwać
wszystko. Czymkolwiek WSZYSTKO jest w dzisiejszych czasach. Nie potrafię
określić momentu, w którym zauważyłam, że coś się psuje. Analizując
przeszłość, początek rozłamu chyba odnajduję w jej oblanej maturze, a mojej
wprost przeciwnie- jednej z najlepiej zdanych w szkole. Co było potem? Ona
spędzała wakacje, podczas których było coraz mniej czasu dla mnie, dla
przyszłej studentki. Przez pierwszy rok moich studiów jeszcze nasza przyjaźń
istniała. Czasami się spotykałyśmy. Wspierałam ja, gdy zbliżał się maj i jej
matura. Pożyczałam notatki i siedziałam pod salą w kuratorium, gdzie przyszło
jej się ponownie zmierzyć z egzaminem dojrzałości. Tak bardzo się
cieszyłyśmy, gdy zdała. Myślałam, że pójdzie na studia, ale zrezygnowała. W
czerwcu zmagałam się ze swoją pierwszą letnią sesją. Nie było jej przy mnie.
Nawet nie wiedziała, jak bolał jej brak zainteresowania i wsparcia. Potem
były kolejne wakacje i coraz rzadszy kontakt. I wrzesień. Pamiętam spotkanie.
Oglądałam jakieś jej zdjęcia. I czułam jak bardzo się oddaliłyśmy. Słuchałam
z jaką pasją opowiada o chłopaku, który wkradł się do jej życia. Pamiętam, że
wtedy, we wrześniu dałam jej zaległy prezent i życzenia imieninowe
(czerwcowe). W zamian nie dostałam nawet kartki. Wtedy, czułam, że to nie
jest już ta sama Ala, że wiele między nami różnic się pojawiło. Były potem
jakieś sporadyczne maile, ale umarły śmiercią naturalną. Telefon zamilkł, w
sercu zrobiła się dziura. I tak skończyła się przyjaźń, z dziewczyną, która
miała być matką chrzestną mojego dziecka. I płynęły miesiące. Gdzieś, kiedyś
ją widziałam z daleka. Jak takie jakieś szare wspomnienie przemknęła. Bolesne
wspomnienie. Rok temu, w maju podjęłam jedyną próbę ratowania (?) tej
przyjaźni, wysyłając jej na urodziny życzenia. Dzień wcześniej ja wkraczałam
w dwudziesty pierwszy rok mojego życia. Tak bardzo pragnęłam, by się
odezwała. Nie doczekałam się nigdy telefonu. Skończyłam drugi rok studiów i
znalazłam się na zakręcie. Nie dogadywałam się z rodziną. Postanowiłam
wyjechać i zapomnieć o wielu rzeczach. Musiałam odpocząć i uporządkować swoje
życie. Wyjechałam, także dlatego, by zapomnieć o niej, ale też dlatego, by
uporać się z pewnym uczuciem albo raczej z jego pozostałością. Moja
miesięczna nieobecność pomogła mi się odnaleźć, trochę zrozumieć siebie ale
nie zapomniałam o największej porażce mojego życia. Owej nieudanej przyjaźni.
A podobno prawdziwa przyjaźń zaczyna się wtedy, gdy porażkę przyjaciela
odczuwa się, jak własną. A jej porażki zawsze były moimi. Jej oblana matura
sprawiła, że nie umiałam radować się swoją. Więc gdzie popełniłam błąd?
Najgorsze jest to, że nie potrafię zapomnieć. I wyzbyć się z siebie tej
cholernej nadziei, która raz po raz pojawia się nagle i karze mi wierzyć, że
wszystko da się nadrobić...

    • Gość: Asiula Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 25.02.03, 11:43
      Tez mi sie przykro zrobiło czytajac Twoja opowieść. Ale , wiesz, takie bywa
      życie. Wydaje mi sie ze Twoja przyjaciółka w którymś momencie (zaoewne w szkole
      średniej) "odbiła" od tego co zawsze razem tarktowałyscie jako wspólne. Może
      odegrało tu rolę inne towarzystwo, nawiazała nowe znajomości, może nie
      wiedziałas o tym ze zawsze była w Twoim cieniu (piszesz ze byłas leopsza w
      szkole) . Moze znalazla sobie inny sposób na życie.
      Wydaje mi sie ze cierpisz niepotrzebnie. Zachowaj miłe wspomnienia, doceń to że
      przez jakąś cześc swojego zycia miąłaś kogos tak bliskiego i nazwij to miłą dla
      serca przeszłością. Idź dalej, napotkasz na swojej drodze jeszcze nie ejdną
      osobę, która sprawdzi sie jako prawdziwy przyjaciel.
      Rozumiem Cie bo czasem sama wracam do swojej przeszłosci i zal mi serce scicka
      na wspomnienie mojej cudownej przyjazni jaką miałam, a nie udało sie jej przy
      zyciu utrzymac. Pozostaja zdjecia, listy, miłe wspomnienia, zachowaj ję dla
      siebie i nie miej zalu do przyjaciółki, ze odeszła. Widocznie chciałą iść inną
      drogą. A jezeli nigdy nie pokusiła sie o wyjaśnienie szczerze tych zmienionych
      relacji wobec Ciebie widocznie nie uważa za konieczne tego tematu poruszanie. I
      tak sie dziewię tylko z esama nie zabrałaś ją "za fraki" na decydujaca rozmowę,
      bez obwijania w bawełnę. Choć możliwe ze nic by to i tak nie wyjaśniło.
      Życzę Ci powodzenia w życiu i zeby wiosna wreszcie nadeszła!!!!!
      ;-)
      • procesor Re: Skończona przyjaźń damsko-damska 25.02.03, 11:51
        W każdym związku - w przyjaźni również- musi byc miejsce na wolność. Na
        swobodny oddech.
        Może byłyscie ZBYT blisko? Może juz oddechu nie mozna było złapać?

        Ja nie wiem o swojej przyjaciółce wszystkiego. I nie musze.
        A jednak - to przyjaźń. Bardzo stara.
        Czy w tym wszytskim miałaś grono innych bliksich znajomych? czy ona miała?
        Miałyscie chłopaków? Własne pasje - każda odrębną??

        Może ja przytłoczyłaś siłą swego uczucia "siostrzanego"??
    • Gość: Sławek Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: 212.106.159.* 25.02.03, 11:48
      Kartki i maile to nie jest najlepszy sposób na ratowanie przyjaźni. Potrzebna
      jest długa, szczera rozmowa.
    • Gość: garbatyaniou Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: 195.245.213.* 25.02.03, 14:52
      dewiza z psychologii potocznej (obowiązująca w moim życiu): "nic na siłę!";
      pomyśl że to nie jest koniec przyjaźni, tylko jej kolejny, inny etap; po tym
      który minął ("24h razem"), ten jest jakimś "odpoczynkiem" od siebie nawzajem (i
      ja bym go tak traktowała), a to co będzie dalej musi wypływać od Was obu...
    • Gość: Malwa Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 15:32

      gabi,
      czytam tę Twoją historię i jednego nie rozumiem... Dlaczego nie
      ratowałaś/ratujesz tej przyjaźni w jedyny, najprostszy, możliwy sposób?
      dlaczego nie zapytałaś Ali jej : CO SIĘ Z NAMI STAŁO?

      Z Twojego postu wynika, że dostrzegasz początek, moment Waszego oddalenia,
      ale nie możesz znaleźć przyczyny. Dlaczego z Nią nie porozmawiałaś wprost,
      szczerze, jak z PRZYJACIÓŁKĄ ?

      Przecież Tobie na Niej zależy.. przecież jest warta Twojej uwagi,
      zainteresowania. Z tego co mówisz wynika, że nadal o tym myślisz, analizujesz.
      Po prostu..porozmawiaj.

      Choćby po to, aby Ją spytać, czy Ty nie popełniłaś jakiegoś błędu?

    • Gość: sylvia Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: 62.103.178.* 25.02.03, 16:08
      Znam doskonale ten ból,nadal bardzo to przeżywam i pewnie tak będzie
      zawsze.Rodzice mojej koleżanki zawsze patrząc na nas mówili"wy wózkami
      się mijałyście".Nawet nie pamiętam kiedy to się zaczęło pewnie w
      piaskownicy.Przeżwałyśmy wszystko razem,podstwówka,liceum(chociaż inne klasy).
      Pierwsze miłości(moja pierwsza miłość w jej bracie)wszystko.Rozmowy po nocach,
      dyskoteki,nigdy się ze sobą nie nudziłyśmy.
      Pierwsze oznaki,że coś jest nie tak widziałam wtedy kiedy u mnie wszystko było
      ok i najbardziej kiedy miałam jakiegoś fajnego chłopaka.Ale nigdy nie chciałam
      wierzyć,że ona może o to być zła lub zazdrosna,przecież to nie powinno istnieć
      w przyjażni.Ja byłam szalona,wiecznie uśmiechnięta,malowałam się i zakładałam
      spódniczki.Zawsze ja organizowałam wypady,imprezy i co będziemy robić w sobotę.
      Ona zero makijażu,nigdy spódniczki i zawsze z boku,z tym swoim dziwnym
      zwrokiem.Czasami czułam się jak jej mamusia,ale ona właśnie tego
      potrzebowała,to jej pasowało,po co miała się wysilać.Zawsze miała kogoś kto za
      nią wszystko załatwi.Teraz już wiem ,że tacy ludzie nie są szczerzy,po
      cichutku i pomalutku,szykują plan zemsty.Ale wpierw muszą znależć,kogoś na
      zastępstwo najlepszej przyjaciółki,dopiero wtedy pokazują pazurki.W moim
      przypadku,zastępcą był jej chłopak obecny mąż.
      Już po kilku miesiącach kiedy opętała jego, powiedziała mi,że całe życie mi
      zazdrościła.Póżniej kiedy ona zamieszkała ze swoim chłopakiem a ja z
      moim,spotykaliśmy się często razem kino,wakacje itd.Zaczęła się konkurencja
      kto ma lepszy samochód ,mieszkanie,pracę.Trwało to i trwało,każdy ból który mi
      sprawiała chowałam gdzieś głęboko.Pomagałam jej jak mogłam ona mi prawie nigdy.
      Czułam się strasznie ta przyjażń była jak narkotyk,cierpiłam ale jednocześnie
      nie potrafiłam bez niej żyć.Pewnego dnia poszłam do niej,zrobiła czy
      powiedziała coś nie tak,wyszłam.Powiedziałam sobie,że nie chcę jej więcej
      widzieć i tak się stało.Od tamtej pory minął rok,a ja wiem,że
      uwolniłam się od nieszczerości,zakłamania i fałszu.Jest mi lepiej,nauczyłam się
      wymagać od ludzi,rzeczy na które zasługuję.Mówić głośno o tym co czuję,żeby
      drugi człowiek o tym wiedział.Jej nie mówiłam nic kiedy zaczęły się nasze
      problemy.
      To był mój błąd za który płacę,byłam zbyt honorowa do tego,żeby się przyznać
      jak mnie rani jej zachowanie.
      Poznałam nowych ludzi,nowe koleżanki i jestem szczęśliwa.Kiedy byłam z nią
      wydawało mi się,że tylko ona mi wystarczy,odtrącałam inne koleżanki.Teraz mam
      ich kilka(NIE PRZYJACIÓŁKI,KOLEŻANKI)i tak jest najlepiej.Robimy sobie babskie
      wieczory,pijemy piwo i śmiejemy się.
      Zrozumiałam coś jeszcze,najważniejszy jest mój facet,moja druga połówka to
      on powinnien słuchać moich myśli i zwierzeń a nie koleżaka,one tylko udają,że
      rozumieją,udają że się cieszą z twojego szczęścia.To przykre ale prawdziwe.
      Rada dla Ciebie zostaw koleżnkę,jeśli zechce to wróci,znajdz chłopaka który
      wypełni twoją pustkę,a jak już znajdziesz tego odpowiedniego to będziesz
      szcześliwa i zapomnisz.

      POZDRAWIAM
      • procesor Re: Skończona przyjaźń damsko-damska 25.02.03, 23:00
        Gość portalu: sylvia napisał(a):
        > Zrozumiałam coś jeszcze,najważniejszy jest mój facet,moja druga połówka to
        > on powinnien słuchać moich myśli i zwierzeń a nie koleżaka,one tylko udają,że
        > rozumieją,udają że się cieszą z twojego szczęścia.To przykre ale prawdziwe.
        > Rada dla Ciebie zostaw koleżnkę,jeśli zechce to wróci,znajdz chłopaka który
        > wypełni twoją pustkę,a jak już znajdziesz tego odpowiedniego to będziesz
        > szcześliwa i zapomnisz.

        Ostrożnie z takimi radami.
        Jestes ilustracja do dyskusji z wątku o miłości - uwieszasz sie na kims. Nie
        wytzrymałą przyjaciółka - to jest chłopak.
        Może i z kwietem nie do końca sie rozumiem ale pozornie.

        Wewnętrznej pustki nie wypełni ci żaden człowiek. W sobie to ty masz miec
        bardzo wiele by byc z kimś.
        Gdyby kwieto to czyatł - kwieto, kochany, jestem bliżej twego rozumienia
        związkó niż ci sie to zdaje!
        To co opisane w tej wypowiedzi mnie przeraza.
        A swoja droga NIE DA sie przez tyle lat nie zauważyć że ta druga osoba nie jest
        przyjacielem. Tego trzeba nie chcieć widzieć.

        Może ta druga czuła się przytłoczona. Ciekaee jak ona by opisał te spólne
        lata "przyjaźni".

        A jak sie zawiedziesz an tym facecie - to co później? A tak byc może?
        No nie , juz widze te posty po zawodzie miłosnym, "bo on nie chciał słuchać,
        nie rozumiał, nie wypełniał wewnetrznej pustki!".
        oj bo wykraczę..
        • kwieto Moja szkola! Moja szkola! 25.02.03, 23:09
          hihihihi

          Mam nadzieje, ze troszke rozumiesz, dlaczego tak gwaltownie prostestuje na wspomnianym przez Ciebie watku :"))
          • procesor Re: Moja szkola! Moja szkola! 25.02.03, 23:12
            kwieto napisał:
            > hihihihi
            > Mam nadzieje, ze troszke rozumiesz, dlaczego tak gwaltownie prostestuje na
            wspomnianym przez Ciebie watku :"))

            KwietuszkU!!!!
            Przeciez ja ice doskonale rozumiem!!
            Nie wyobrażam sobnie chłopa uwieszonego na mnie - i vice versa.
            Ale - i tak CZASEM mam ochote UWIESIĆ się.
            Co nie znaczy że tego nadużywam. :)))

            Jak cie spotkam kwieto - to sie na tobie uwiesze!!
            N aszyi - jakos dosięgnę. :))
        • Gość: gabi Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 23:15
          Dzieki za wszystkie odpowiedzi. Nie sadze, ze bylysmy za blisko, albo ze ja
          prztloczylam swoim siostrzanym uczuciem. Naprawde rozumialysmy sie bez slow. A
          jesli chodzi o proby naprawy przyjazni, to mowilysmy sobie o tym, ze musimy sie
          czesciej spotykac, ze siebie zaniedbujemy. Padaly tez slowa: " co sie z nami
          dzieje?" "zle sie z nami dzieje". ale jakos obie nie potrafilysmy uratowac tej
          przyjazni. Ja mialam czas na spotkania, podejrzewam, ze im dluzej nie dzwonila
          (gdy mowila, ze sie odezwie) im dluzej mnie "olewala" tym miala wieksze
          poczucie winy i obawy, by zadzwonic. Skad ten wniosek? Kidys mi napisala, ze
          taka z niej swinka, ze sie nie odzywa, ze jej glupio, ze mnie tak zaniedbuje...
          Myslalam wiec, ze wspomniana przeze mnie proba ratowania przyjazni, w postaci
          zyczen urodzinowych pomoze jej zrozumiec, ze wciaz ja kocham, ze tesknie i ze
          jestem gotowa ratowac, to co zniszczylysmy. Bo wina na pewno lezy po obu
          stronach. Choc nie wiem, co zle zrobilam, pewnie tez jestem winna. Oczywiscie
          mam wielu znajomych, ale slowa przyjaciel staram sie nie naduzywac. Przyjazn
          buduje sie latami. W dzisiejszym trudnym, konkurencyjnym swiecie juz nie tak
          latwo o bezinteresownosc. Pozdrawiam i dzieki za rady :))
          • procesor Gabi 25.02.03, 23:20
            Moje powyższe zastrzeżenia były do sylvii.

            A do ciebie - ne przekreslaj tej przyjaźni.
            Jeszcze moż eprzyjść zcas gdy ona odzyje.
            W mojej bywały okresy gdy baaardzo długo nie pisałysmy - bo życie każda z ans
            miała juz własne i absorbujące. I do głowy by mi nie przyszło obrazić sie o
            brak kartki na urodziny.
            Raczej pomyslałabym sobie że musi miec nieżly kocioł że zapomniała! Jużnam sie
            zdarzały kartki Bożonarodzeniowe prawie na wiosnę!! hihihi
        • Gość: sylvia Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: 212.205.217.* 26.02.03, 16:51

          >
          > Ostrożnie z takimi radami.
          > Jestes ilustracja do dyskusji z wątku o miłości - uwieszasz sie na kims. Nie
          > wytzrymałą przyjaciółka - to jest chłopak.
          > Może i z kwietem nie do końca sie rozumiem ale pozornie.
          >
          Bardzo trudno jest opisać coś co trwało tyle lat i wcale mnie nie zdziwił
          brak zrozumienia(jeśli można na coś takiego liczyć).Pisałam bardzo ogólnie
          nie podając przykładów,bo po co.Ciekawa jestem czy miałeś
          profesorze,przyjaciela przez długie, długie lata?Czy wybaczałeś,czy
          udawałeś ,że nie widzisz chociaż sytuacje były jasne.Czy wolałeś poświęcić
          cenny czas jemu niż siostrze,bratu,mamie sobie samemu?Jeśli to wszystko
          uważasz za uwieszanie się to ok uwieszanie było obustronne.
          Przez kilka lat,w moim życiu istniał on i ona,często ona ważniejsza od
          niego.Więc teraz kiedy minęło trochę czasu i mogę rozsądnie myśleć,potrafię
          wyciągnąć odpowiednie wnioski i powiedzieć,że najważniejszy w życiu jest nasz
          partner.Jeśli oczywiście jest tego wart,dla mnie jak najbardziej.


          > Wewnętrznej pustki nie wypełni ci żaden człowiek. W sobie to ty masz miec
          > bardzo wiele by byc z kimś.
          > Gdyby kwieto to czyatł - kwieto, kochany, jestem bliżej twego rozumienia
          > związkó niż ci sie to zdaje!
          > To co opisane w tej wypowiedzi mnie przeraza.
          > A swoja droga NIE DA sie przez tyle lat nie zauważyć że ta druga osoba nie
          jest
          >
          > przyjacielem. Tego trzeba nie chcieć widzieć.
          >
          > Może ta druga czuła się przytłoczona. Ciekaee jak ona by opisał te spólne
          > lata "przyjaźni".
          >
          > A jak sie zawiedziesz an tym facecie - to co później? A tak byc może?
          > No nie , juz widze te posty po zawodzie miłosnym, "bo on nie chciał słuchać,
          > nie rozumiał, nie wypełniał wewnetrznej pustki!".
          > oj bo wykraczę..

          Pustka wewnętrza,nie rozumiem skąd Ci to przyszło do głowy.Nie znam tego
          uczucia,na szczęście.Ale nie o tym mowa.Tematem jest przyjażń i uważam,że
          tylko osoby które naprawdę miały dane przeżyć przyjażń mogą o tym mówić.A czy
          Ty często w swoim środowisku,patrzyłeś z boku na przyjażń?Czy nigdy nie
          pomyślałeś jak bardzo bliskie jest to miłości? Kochamy rodziców nawet tych
          najgorszych,siostrę z którą kłócimy się codziennie wybaczamy,zapominamy i
          kochamy dalej.Dla mnie ona była jak siostra,byłam silna,wytrzymywałam wiele bo
          kochałam.Masz rację udawałam,że nie chcę widzieć.Ale to ja powiedziałam
          stop,dalej nie da rady,nie ona.Problem polega na tym,że jedna osoba zawsze
          kocha bardziej.Z zazdrości,ze strachu przed utratą tej drugiej robi wiele
          złych rzeczy.Często wstydzimy się mówić o tym co nas boli, wstydzimy się
          powiedzieć zostań ze mną,chcę porozmawiać.Wolimy wyrzyć się , nie
          odzywać,stroić fochy. Wtedy zaczyna być coś nie tak i tylko rozmowa może to
          uratować.Dla nas było za póżno.WSZYSTKO CO SIĘ STAŁO BYŁO WYNIKIEM BRAKU
          SZCZEROŚCI.NADAL ISTNIEJE W MOICH MYŚLACH CODZIENNIE,JA W JEJ NA PEWNO TEŻ.
          W MOIM POŚCIE NIE BYŁO MOWY O NIENAWIŚCI,ZEMŚCIE BYŁ TYLKO ŻAL.

          Jeśli chodzi o mojego faceta,to z uśmiechem na ustach Ci piszę,że takich
          obaw nie mam.Zyczę Ci żebyś kochał i był kochany tak jak ja.

          POZDRAWIAM
          • procesor Re: Skończona przyjaźń damsko-damska 26.02.03, 18:15
            Gość portalu: sylvia napisał(a):
            > Bardzo trudno jest opisać coś co trwało tyle lat i wcale mnie nie zdziwił
            > brak zrozumienia(jeśli można na coś takiego liczyć).Pisałam bardzo ogólnie
            > nie podając przykładów,bo po co.Ciekawa jestem czy miałeś
            > profesorze,przyjaciela przez długie, długie lata?Czy wybaczałeś,czy
            > udawałeś ,że nie widzisz chociaż sytuacje były jasne.Czy wolałeś poświęcić
            > cenny czas jemu niż siostrze,bratu,mamie sobie samemu?Jeśli to wszystko
            > uważasz za uwieszanie się to ok uwieszanie było obustronne.

            Aj, aj! Po pierwsze JA JESTEM KOBIETA.
            Mam przyjaciólke. Od ponad 20 lat mniej więcej. :)
            Wiem o czym pisze, nasza przyjaźń przechodziła różne fazy.
            Czy wolałam poświęcac jej czas? O bardzo lubiłam spędzac z nia czas. :) Ale nie
            ujmowałabym tego w kategoriach "poświęcania się". Choc czasem rezygnowałam z
            czegoś by byc z nia. Takie jest życie - trzeba wybierać cały czas. :))

            > Przez kilka lat,w moim życiu istniał on i ona,często ona ważniejsza od
            > niego.Więc teraz kiedy minęło trochę czasu i mogę rozsądnie myśleć,potrafię
            > wyciągnąć odpowiednie wnioski i powiedzieć,że najważniejszy w życiu jest nasz
            > partner.Jeśli oczywiście jest tego wart,dla mnie jak najbardziej.

            Czy to juz twój mąż?? Czy macie dzieci?? Nie??
            No to porozmawiamy jak będziesz z nim miałą taki staz jak z "przyjaciółka". :))
            Bo kto wie co życie przyniesie?

            > Pustka wewnętrza,nie rozumiem skąd Ci to przyszło do głowy.Nie znam tego
            > uczucia,na szczęście.Ale nie o tym mowa.

            Oto cytat z twoich rad dla Gabi: "Rada dla Ciebie zostaw koleżnkę,jeśli zechce
            to wróci,znajdz chłopaka który wypełni twoją pustkę,a jak już znajdziesz tego
            odpowiedniego to będziesz szcześliwa i zapomnisz."
            Stąd wzięłam. I uwazam dawanie takich rad za szkodliwe.
            I co jak ona nie znajdzie tego właściwego? Zastrzeli sie?? Ma mieć poczucie że
            jej zycie jest nic nie warte?

            > Tematem jest przyjażń i uważam,że
            > tylko osoby które naprawdę miały dane przeżyć przyjażń mogą o tym mówić.A czy
            > Ty często w swoim środowisku,patrzyłeś z boku na przyjażń?Czy nigdy nie
            > pomyślałeś jak bardzo bliskie jest to miłości? Kochamy rodziców nawet tych
            > najgorszych,siostrę z którą kłócimy się codziennie wybaczamy,zapominamy i
            > kochamy dalej.Dla mnie ona była jak siostra,byłam silna,wytrzymywałam wiele
            > bo kochałam.

            My do siebie z przyjaciólką pisujemy listy tytułowane Kochana Siostro!
            bynajmniej nie zakonna!! :)) I iwemy co piszemy. OBIE.

            > Masz rację udawałam,że nie chcę widzieć.

            No, chwila szczerości.

            > Ale to ja powiedziałam stop,dalej nie da rady,nie ona.Problem polega na
            > tym,że jedna osoba zawsze kocha bardziej.Z zazdrości,ze strachu przed utratą
            > tej drugiej robi wiele złych rzeczy.

            I tu się moim zadaniem mylisz. :)
            Opisujesz toksyczne (ach jakie ładne słowo! :))) związki miedzy ludźmi.
            TWÓJ problem polega na tym że uważasz że jedna strona daje więcej - uczucia,
            wsparcia, czy czego tam jeszcze. To nie jest normalne.
            Bycie ślepym na wady drugiej osoby nie jest powodem do chwały. Raczej by ise
            zastanowic czemu siebie traktujemy tak kiepsko by to znosic.

            > Często wstydzimy się mówić o tym co nas boli, wstydzimy się
            > powiedzieć zostań ze mną,chcę porozmawiać.Wolimy wyrzyć się , nie
            > odzywać,stroić fochy. Wtedy zaczyna być coś nie tak i tylko rozmowa może to
            > uratować.Dla nas było za póżno.WSZYSTKO CO SIĘ STAŁO BYŁO WYNIKIEM BRAKU
            > SZCZEROŚCI.NADAL ISTNIEJE W MOICH MYŚLACH CODZIENNIE,JA W JEJ NA PEWNO TEŻ.
            > W MOIM POŚCIE NIE BYŁO MOWY O NIENAWIŚCI,ZEMŚCIE BYŁ TYLKO ŻAL.

            Myślę że piszac tu o innych - piszesz o sobei najwięcej. TY sie wstydzisz?
            Ciebie boli? To także TWÓJ brak szczerosci. Przed sama sobą.
            Spójrzmy prawdzie w oczy - to NIE była prawdziwa przyjaźń. To był związek 2
            dziewczyn, oparty na poświęceniu jednej (choc COŚ na pewno zyskiwałaś!) - i
            braniu z drugiej. No ale ta druga POZWALAŁA ci na bycie ta dobrą przyjaciółką.
            A ty oszukiwałaś siebie w jakimś stopniu co do waszych zależności.
            Cytat z Ciebie:" Czułam się strasznie ta przyjażń była jak narkotyk,cierpiłam
            ale jednocześnie nie potrafiłam bez niej żyć." no i tu jest pies pogrzebany.
            Ale to temat na inna dyskusję.
            Stachura (chyba?) napisał "cokolwiek prawdziwie się zaczyna - nigdy się nie
            kończy. Albowiem cokolwiek sie kończy - nigdy się prawdziwie nie zaczęło.."

            > Jeśli chodzi o mojego faceta,to z uśmiechem na ustach Ci piszę,że takich
            > obaw nie mam.Zyczę Ci żebyś kochał i był kochany tak jak ja.

            Dzięki. Zmiany płci nie planuję. :))
            • Gość: sylvia Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.otenet.gr 27.02.03, 22:46

              >
              > Aj, aj! Po pierwsze JA JESTEM KOBIETA.
              Przepraszam z góry za pomyłkę,po "charakterze pisma"trudno
              poznać,kobieto.
              Do lata jeszcze pozostaję panienką,chociaż po 5 latach mieszkania pod
              jednym dachem czuję się jak żona i wcale nie narzekam.Dziecko w najbliżych
              planach.
              Łapiesz za słówka nie patrząc na ogół,a szkoda.Ciekawi mnie dlaczego
              nie wierzysz w dobre związki(przykre doświadczenia?).Ja wierzę i nie boję się
              o to co będzie za 20 lat.Liczy się to co było i jest teraz,jeśli zajdzie
              potrzeba,odejścia to po doświadczeniu z koleżanką postaram się to zrobić
              wcześniej.Po to jest życie żeby uczyć się codziennie,dlaczego dałam taką radę?
              Dlatego bo uważam,że świat jest za duży i za ciekawy,żebyśmy mieli marnować
              cenny czas na chore związki.
    • anahella Re: Skończona przyjaźń damsko-damska 25.02.03, 23:29
      Ja mysle ze to jest normalne, ze przyjaznie z czasow dzieciecych sie rozchodza.
      Warto jednak walczyc o przyjazn. Umow sie z nia najlepiej tak zeby nikt wam nie
      przeszkadzal i powiedz jej ze ci brak tej przyjazni. Jezeli ona chowa jakies
      urazy to niech ci opowie o tym. Przeciez tyle was laczy. Ale jezeli ktoras z
      was uzna po tej rozmowie ze to sie skonczylo to nie ma o co walic glowa w mur.
      W doroslym zyciu zaczyna was wiecej dzielic niz laczyc. pozdro
    • mallina Re: Skończona przyjaźń damsko-damska 26.02.03, 02:48
      czasem naprawde warto odczekac (poczekac?)
      ja tez czekalam - byl zakret w przyjazni i trwal on bardzo dlugo
      z perspektywy czasu mysle ze wyszlo to na dobre - nie bylo przymusu,
      zmuszania sie do spotkan, minal czas i nadszedl moment ze wszystko wrocilo..

      teraz obie jestesmy starsze, i byl tez czas porozmawiac o tym co spowodowalo ze
      nasze drogi na jakis czas sie rozeszly

      nadal sie rozumiemy jak w poprzednim czasie
      byla i jest dla mnie jak siostra
      i wiem ze zawsze tak bedzie.

      a ten czas gdy jej nie bylo...brakowalo mi jej i bylam zla ze nie jest ze mna,
      ale przyjazn wiele potrafi przeciez wybaczyc..

      trzymaj sie, na pewno sie odnajdziecie
      prawdziwa przyjazn nie odchodzi na zawsze.
    • Gość: ryba Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.blueyonder.co.uk 26.02.03, 08:21
      Wiem o czym mowisz. Swego czasu moja zona przegonila z mojego domu kilku moich
      serdecznych przyjaciol. Trudno i przykro mi bylo i zreszta im tez. Ale nasza
      przyjazn przetwala i ciagle spotykamy sie, na naszej ulubionej laweczce w
      parku, na dlugie meskie rozmowy...
    • Gość: weronika Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.kopernik.gliwice.pl 26.02.03, 09:56
      cześć Gabi!!
      Mam wrażenia jakbym czytała o sobie sprzed 9 lat. Sytuacja bardzo podobna. Jak
      bardzo mi zależało na tej znajomości. Tyle razy próbowałam to reanimować.
      Teraz z prespektywy czasu widze, że takie luxniejsze koleżeńskie znajomości
      przetrwały i są naprawde fajne i mamy ze soba kontakt. Taki związek-dosłownie
      psiapsiułek które rozumieją się bez słów nie ma szans przetrwania bo tam nie ma
      miejsca dla innych ludzi. Co to znaczy: chłopak wkradł sie w jej życie? W
      zdrowym układzie powinnas się cieszyć że twoja przyjaciółka się zakochała.
      Miałam dosłownie to samo-to jest jak zazdrosc o ukochanego. Myślę, że ona to
      już zrozumiała i dlatego nie kontaktuje sie z tobą. Daj sobie spokój. Teraz jak
      się przypadkiem spotkamy na ulicy to nawet trudno wykrzesac z sibie odrobinę
      sympatii. Taki układ jest charaktereystyczny dla bardzo młodych osob.
      Czy ty masz chłopaka, kogos tobie bliskiego, masz koleżanki? Zacznij życ, co
      było to się nie odstanie.
    • Gość: Gabi Re: Skończona przyjaźń damsko-damska IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.03, 00:01
      Już myslalam, ze zdecyduje sie na jakis krok, ale znajomy mi odradzil mowiac,
      ze kto sie raz sprzeniewierzy, temu sie nigdy nie wierzy.. Na razie nie
      podjelam decyzji. Czekam. I tęsknie. I usiluje zyc bez niej.
Pełna wersja