Nie cierpię gości...

25.08.06, 20:01
Którzy nie znając forum i jego zasad włażą ,zeby zadać pytanie.Ale ja tak
właśnie zrobię.Mam brata,który ma kłopoty.Nie robi nic,żeby swoje życie ruszyć
do przodu.Jest samotny udaje,że wszystko z nim ok nie chla,nie jest
babiarz,narkoman,wywrotowiec,.Poprostu nie robi nic z własnej woli.Tam gdzie
go wsadzą tam tkwi.Ma długi .Sam z nich nie wyjdzie.Tym razem je spłacę ,ale
tak robił w przeszłości i ktos za niego zawsze płacił.facet nie ma ambicji za
grosz.To jest przerażający tumiwisizm.Wszystkich okłamuje.Jak go wyciągne z
długów zrobi następne.To rysuje i końcu rozwali moją rodzinę.Nie wiem jak go
ruszyć.
Tem post założyłem,bo sam nie wiem czego chcę.Nie przeżyję za niego życia.Nie
wiem,czy gdzieś go skierować czy jakoś próbowac do niego dotrzeć.Nie chce dać
mu utonąć.
Widziałem w nagłówku forum "co zrobić z trolem"to nie żaden trol.Proszę o
szczere wypowiedzi.Jak wyczuję,że ktoś naprawde chce pomóc odezwę się na
priva.Teraz musze to sobie poukładać.Będę wdzięczny za odzew.
    • alfika Re: Nie cierpię gości... 25.08.06, 20:09
      czy Twój brat ma pracę? jakąś stałą?
      • johnnysixcannons Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 00:57
        Mówi,że ma...sam nie wiem.Widzisz jest tu problem bo kłamie.
        • alfika Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 13:51
          zostawic samemu sobie?
    • hellio Re: Nie cierpię gości... 25.08.06, 20:23
      Johnny, tu się na ogół z otwartymi ramionami wita ludzi, którzy "włażą" z
      problemem. I nikogo nie egzaminuje się z zasad.
      A teraz do sprawy.Piszesz w swoim poście wyraźnie: "nie przeżyję za niego
      życia". A prawdę mówiąc, czytając od początku to, co napisałeś wcześniej ze trzy
      razy zdążyłam zadać sobie pytanie: Boszszsz! Dlaczego ten chłopak uparł się
      przeżyć życie za swojego brata? Dlaczego ryzykujesz własną rodziną, planując
      regulowanie jego zobowiązań. Dlaczego w ogólę piszesz "spłacę", "wyciągnę", tak,
      jakby to spłacanie i wyciąganie nie miało się odbywać kosztem pieniędzy twojej
      rodziny i kosztem czasu, który jej mógłbyś poświęcić.
      Z twojego postu rozumiem (czy słusznie?), że brat nie jest chory, nie jest
      dzieckiem, jest zdolny do ponoszenia za siebie odpowiedzialności. I ma prawo do
      błędów. Bolesne jest obserwowanie, jak ktoś bliski pakuje się w kłopoty. Ale
      mamy naprawdę bardzo ograniczone możliwości czynienia kogoś szczęśliwym, jak on
      tego nie chce. Nie wiem, czy nie byłoby najrozsądniej próbować się z tym
      pogodzić. Po prostu.
      Pozdrawiam cię serdecznie i życzę dystansu, Hania
      • lune jak hellio 25.08.06, 23:39
        uwazam ze nie mozna przejmowac odpowiedzialnosci za czyjes zycie ;

        pozwol mu popelniac bledy i ... placic za nie ;

        moze to pozwoli mu dorosnac ?

        lune
      • johnnysixcannons Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 00:56
        masz rodzeństwo hellio?Nie kumasz.To nie takie proste.
        • shachar Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 02:05
          to ty nie kumasz
          jak nie proste, to plac i placz na forum.
        • hellio Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 12:16
          Tu mnie złapałeś, Johnny. Nie mam rodzeństwa. Ale kumam, bo mam dziecko. Dorosłe
          (22 lata). Masz dorosłe dziecko, Johnny? To jest chyba trochę tak, jak młodsze
          rodzeństwo, za które człowiek czuje się odpowiedzialny - tylko bardziej. W wielu
          sytuacjach chciałoby się pomóc, a nie można. Teraz już mam przetrenowane, ale
          pamiętam takie sytuacje, kiedy zalewała mnie bezsilność. Ale mówiłam sobie
          (pisze się to łatwo), że on ma na przykład egzamin do zdania, a ja mam
          dyskomfort bezsilności. I dlatego nie stałam nad nim i nie pilnowałam, czy uczy
          się czy siedzi na czacie. Czasem widzę, że młody brnie w błędy i... No, co można
          zrobić? Rozmawiamy. Czasem go do czegoś przekonam, a czasem nie. Ale nie
          rozmawiamy dotąd, aż go przekonam. Rozmawiamy do momentu, w którym on mówi - no,
          to już znam twój pogląd. I ja sobie wtedy mówię: on ma swój rozum. Może "lepszy"
          od mojego, bo jak to zmierzyć?
          Zakładam, że twój brat też ma swój rozum. I o coś mu chodzi, chociaż może ty nie
          wiesz, o co. Bliskich ludzi (i tych dalszych) trzeba wspierać, trzeba z nimi być
          w ciężkich chwilach, trzeba przekonywać, zeby nie zwątpili w swoją własną
          mądrość. Ale nie można zabierać im ich decyzji, ich wątpliwości, ich
          zobowiązań.Im wcześniej brat się zorientuje, że sam musi płacić swoje długi, tym
          lepiej. Przede wszystkim dla niego.
          I jeszcze jedna sprawa. Czasem się zdarza, że ludzie naprawiają czyjeś życie, bo
          nie chcą majstrować przy własnym. Czy trochę nie znajdujesz siebie w takim
          modelu? Pozdrawiam, H
        • alfika Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 14:00
          wiesz, czasem w rodzinach są układy polegające na totalnym uzależnieniu i
          zrzuceniu odpowiedzialności na barki mamy, taty, dziecka, brata, siostry,
          wnuczka... i za niewykonanie narzuconej roli płaci się odrzuceniem przez
          rodzinę i potwornymi wyrzutami sumienia

          w miedzyczasie zaś, wykonując takie nakazy wewnętrzne, zdepcze się parę innych
          osób - i to już dosłownie
          i co?
          i nic - innych można, bo nie ma się ani litości, ani miłości, ani lojalności -
          ma się tylko naleciałości i uzależnienia rodzinne... ot, sens życia...

          a "za wszystko przyjdzie naaaaam zaaaaaapłaaaacić!...."
    • braun_f wyslij go do pracy w londynie 26.08.06, 12:25
      albo irlandii
      serio mowie
    • beadah Re: Nie cierpię gości... 26.08.06, 20:53
      Znam problem z autopsji. Cierpisz na tzw "syndrom starszego brata"-starasz sie
      byc odpowiedzialny za slabszego brata i sluzyc mu pomoca...
      To bardzo dobrze o tobie swiadczy,jako o czlowieku. Musisz starac sie poznac
      go, i zrozumiec tok jego myslenia i motywy jego postepowania. To moze byc i
      trudne, i bolesne...
      Klamie bo ukrywa rzeczy nieprzyjemne, moze wstydzi sie wlasnej slabosci.
      Musisz poznac cala prawde i nie odrzucic go.Dopiero wtedy bedziesz mogl sie
      zastanowic jaka pomoc bedzie mu najlepsza.
    • greengrey Re: Nie cierpię gości... 27.08.06, 10:00

      Przede wszystkim nie płać żadnych długów i nie pozwól rodzicom ich spłacać.

      To jedyna droga.

      Twój mądry brat robi tak, bo dobrze wieże zawsze ktoś zapłaci.
      Co się bedzie przejmował.
      Jakoś to będzie.

      Zero konieczności zrobienia czegokolwiek.

      Czy to rozumiesz?
      • johnnysixcannons Re: Nie cierpię gości... 27.08.06, 11:16
        aż za dobrze
    • johnnysixcannons Słuchajcie! 27.08.06, 11:49
      Dzięki za wszystkie wypowiedzi.Generalnie prawie wszyscy mają rację.Sprawa jest
      jak góra lodowa.Pokazałem tylko koniuszek.Nie chcę zanudzać nikogo historią
      brata moją rodziny.Węzeł gordyjski splątanych uczuc i zależności,co ja równierz
      wałkuję od dziecka.Ja i tak w tym tkwię.Brat jest nad przepaścią.Jak mu nie
      pomogę do końca tygodnia straci mieszkanie i chyba się stoczy no bo co innego
      potem może go spotkać.Myślę,że pomogę mu teraz.Tylko ,że nie dyskutujemy o tym
      uwaga czy POMÓC MU TERAZ JESZCZE TEN JEDEN RAZ tylko znowu uwaga CO Z NIM DALEJ
      ZROBIĆ.
      Czy teraz wszyscy mnie rozumieją?Ja pytam o to:Co mam z nim zrobić dalej?Szukam
      takich pomysłów jak jakaś terapia grupa dyskusyjna czy cholera wie co.Wiem jedno
      będzie mi cholernie trudno nakłonić go na wizytę u psychologa.Zresztą tak
      naprawdę wlazłem tu na to forum , że może natrafię na jakies swiatełko .
      • cito1 Re: Słuchajcie! 27.08.06, 12:09
        Praca.
        Nie wiesz czy pracuje, więc zacznij od tego.
        Dobrze tu napisali wyślij go do pracy. Niech zaczyna od zera, zajmie czymś
        czas, zacznie szanować pieniądze bo dostrzeże z jakim trudem się je zarabia.
        Możesz podkreślić , że tym razem ta spłata długów, to już pożyczka.
      • alfika Re: Słuchajcie! 27.08.06, 12:10
        za pół roku znowu doprowadzi do podobnej sytuacji
        więc slbo odpowiedź brzmi nadal: nic z nim dalej nie robić, bo to jego rola,
        albo z pytaniem zwróć się do psychologa w rozmowie w cztery oczy podczas wizyty
      • lune jeszcze jeden raz ? 27.08.06, 12:11
        rozumiem twoje wahania ; moze ... idzcie razem do psychologa-terapeuty ;
        porozmawiajcie o tym ?

        jesli przekonany jestes ze brat pozostawiony sam sobie - nie poradzi sobie i
        spadnie na dno - sa mozliwe dwa wyjscia :

        - niech spadnie na dno ; byc moze wlasnie tego potrzebuje by sie pozbierac,
        moze to bedzie dla niego droga ?

        - jesli cie meczy taka wizja - bo chcialbys pomoc, bo to jednak czlowiek - to
        prawdziwa pomoca dla brata bylaby wlasnie jakas terapia - a nie pomoc
        materialna ; kasa leczy skutki postepowania brata, nie ratuje jego duszy ;

        lune
        • cito1 Re: jeszcze jeden raz ? 27.08.06, 12:16
          Jeśli ma nóż na gardle , to może drobny szantaż? Spłacę ostatni raz te długi
          ale zanim: idziemy do psychologa.
          • lune to nie jest szantaz 27.08.06, 12:20
            cito1 napisała:

            > Jeśli ma nóż na gardle , to może drobny szantaż? Spłacę ostatni raz te długi
            > ale zanim: idziemy do psychologa.

            To nie jest szantaz !!! to po prostu konieczne ;
            on musi przynajmniej to 'przejsc' - jesli nawet tego nie zrozumie, nie
            uswiadomi sobie w pelni ;

            lune
        • lune cd. 27.08.06, 12:17
          pomyslalam jeszcze o jednym :

          zachowujesz sie tak jakby on byl ubezwlasnowolniony - i jakbys to ty byl osoba
          ktorej sad powierzyl odpowiedzialnosc za niego ;
          trzeba sie na cos zdecydowac ; albo on jest faktycznie czlowiekiem ktory z
          jakis przyczyn nie jest zdolny do samodzielnego funkcjonowania /wtedy
          przejmujesz odpowiedzialnosc - ale i on nie moze samodzielnie podejmowac
          decyzji, jego wolnosc jest ograniczona/ ... albo traktujesz go jak czlowieka
          wolnego - czyli zdolnego do 'zarzadzania wlasnym zyciem' z wszelkimi
          konsekwencjami ;

          trzeba sie na cos zdecydowac ;

          lune

          • cito1 Re: cd. 27.08.06, 12:30
            Jeżeli za niego rozwiązuje problemy to i za niego powinien podjąć decyzję o
            konsultacji z lekarzem. Jeśli nie prośbą to groźbą. Ma atut w ręce w postaci
            długu, który obiecuje spłacić. To może brata skłonić ' dla świętego spokoju '
            przejść się na wizytę.
            • johnnysixcannons Re: cd. 27.08.06, 13:48
              W zasadzie macie rację.On mnie stawia pod ściana,więc ja też mam prawo go do
              wizyty zmusić.Może to jakiś początek.Propozycje gdzie pójść w grę wchodzi Warszawa.
              Rozważałem ubezwłasnowolnienie.Ale to sąd długo ciągnący proces i on nie chla
              ,nie jest narkomanem , nie wygląda na chorego pod żadnym względem.mogę taka
              sprawę przegrać.
              Mam rozwiązanie nieetyczne,ale jak wojna to wojna :każe mu przepisać mieszkanie
              na moją córkę.OIna ma rok,ale dla mojego brata to chyba jedyna istota na świeie
              na której mu może zalezeć na tyle,zeby coś zrobił.Powiem mu że to u niej ma
              dług.Może to zadziała.
              Na wszelki wypadek czy ktoś wie,jak doprowadzić takiego delikwenta do psychologa?
              Może ważniejsze pytanie:O kogo szukać pomocy czy u psychologa,czy gdzieś indziej.
              Wiem ,że to długi ciężki proces.Chyba nawet nie mam pojęcia w co się pakuję,ale
              jak nic nie zrobie to będzie dupa na całej linii.
              Znowu musze to przemyśleć.Najgorsze ,ze nie mam czasu.Po 30 zmarnowanych latach
              brak mi czasu.
              • lune Johnny ... 27.08.06, 14:20
                Ty go nie postawisz przed sciana !
                on ma wybor - ty takze ; on nie musi isc do psychologa - a ty nie musisz placic
                jego dlugow ;

                adresy warszawskie a na 'bialej liscie' - przejrzyj ;

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=36038178
                Nie musisz go nigdzie 'wlec' - zaproponuj mu to ; jesli sie nie zgodzi -
                trudno ... ale w tym momencie dla was obu musi byc jasne ze on idzie przez
                zycie na swoich warunkach ze wszystkimi konsekwencjami ;

                lune

                ps. masa psychologow ma prywatne praktyki ; nie bedziesz musial czekac ; w moim
                miescie to koszt ok. 60 zl za wizyte ; w placowce ktora ma kontrakt z NFZ -
                pewnie sa dluzsze terminy ;
            • johnnysixcannons Re: cd. 27.08.06, 13:53
              Jadę rozmawiać z bratem , ale jestem do tej rozmowy nie przygotowany.k...........
              • cito1 Re: cd. 27.08.06, 13:57
                Z tym mieszkaniem dobry pomysł, skoro i tak go opłacasz przynajmniej będziesz
                wiedział, że dla dziecka.
                Z tym doprowadzeniem, nie siłą fizyczną a presją, pomogę ale... zapłacę ale...
                Ja Tobie coś i Ty mi coś.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja