jak usamodzielnic faceta?

IP: 157.25.122.* 25.02.03, 21:11
Moj narzeczony (26 lat) jest strasznie niesamodzielny. Ma bardzo
opiekunczych (aczkolwiek bardzo fajnych) rodzicow, ktorzy zawsze go
traktowali jak dziecko: matka nie pracuje wiec wszystko w domu robi i
podstawia domownikom pod nos. Ojciec jako glowa rodziny wszystko zalatwial
sam. Narzeczony jest wiec nie za bardzo przygotowany do samodzielnego zycia.
Mialam nadzieje ze jak sie wyprowadzi od rodzicow to sie cos zmieni.
Jednakze, pomimo ze od roku mieszka sam, to nadal zanosi pranie mamie,
chodzi do niej na obiady, a gdy tylko wyjedzie to mama wkracza i sprzata
mieszkanko. Tata placi wszystkie rachunki, naprawia auto, woła hydralika,
czy naprawia usterki. Doprowadza mnie to do szału, bo nie chce faceta
ofermy, a rodzice nie dają mu szansy się nauczyć, a on sam uwaza że za dużo
pracuje by sam sie wszystkim zająć. No i co zrobić, bo chyba nie ma sensu
gadac z jego rodzicami przeciez mogli by sie poczuc urazeni
    • Gość: jenko Re: jak usamodzielnic faceta? IP: *.lubin.dialog.net.pl 25.02.03, 21:14
      Nie gotować , nie sprzątać, nie płacić rachunków i może zacznie sam coś robić.
      • Gość: gural Re: jak usamodzielnic faceta? IP: *.proxy.aol.com 25.02.03, 21:21
        zyc nie umierac. Ten okres to on bedzie wspominac jako
        posmak raju, ktorego nie ma. Alez sprawdzian genow
        przyjdzie z dzidziusiem, a moze, nie daj Boze, z utrata sil
        rodzicow. Rzeczywiscie masz na co narzekac,
        i jeszcze do tego zazdroscic, odcinac te pepowine,
        moj, tylko moj, dla mnie, poswiecac sie, ganiac,
        kurze z nozek scierac, gotowac, za wieki upokorzen
        i dominacji meskiej.
        • kwieto Re: jak usamodzielnic faceta? 25.02.03, 21:26
          Gość portalu: gural napisał(a):

          > zyc nie umierac. Ten okres to on bedzie wspominac jako
          > posmak raju, ktorego nie ma. Alez sprawdzian genow
          > przyjdzie z dzidziusiem,

          Uhm... tyle ze moze sie okazac, ze sie zrobia dwa "dzidziusie" ktorymi beda sie opiekowac rodzice - i co wtedy?

          Rzeczywiscie masz na co narzekac,
          > i jeszcze do tego zazdroscic, odcinac te pepowine,
          > moj, tylko moj, dla mnie, poswiecac sie, ganiac,
          > kurze z nozek scierac, gotowac, za wieki upokorzen
          > i dominacji meskiej.

          ?????????????????????????
          A tego to juz zupelnie nie rozumiem.
    • kamfora Re: jak usamodzielnic faceta? 25.02.03, 21:19
      Gość portalu: Marta napisał(a):

      > Moj narzeczony (26 lat) jest strasznie niesamodzielny. ,

      /.../

      > Doprowadza mnie to do szału, bo nie chce faceta
      > ofermy, a rodzice nie dają mu szansy się nauczyć, a on sam uwaza że za dużo
      > pracuje by sam sie wszystkim zająć. No i co zrobić, bo chyba nie ma sensu
      > gadac z jego rodzicami przeciez mogli by sie poczuc urazeni


      Chyba żartujesz!!!!!

      Masz zamiar podjąć się "pracy misjonarskiej" i ZMIENIC faceta???

      Czy Ty kochasz TEGO mężczyznę, czy jakieś jego przyszłe wcielenie?
      Jemu odpowiada to, jakim jest. Jeśli Tobie nie - to prawdopodobnie
      to nie jest TEN facet, a Ty nie jesteś TĄ kobietą.
      • Gość: ida Re: jak usamodzielnic faceta? IP: *.csk.pl 25.02.03, 21:34
        kamfora napisała:

        > Czy Ty kochasz TEGO mężczyznę, czy jakieś jego przyszłe wcielenie?

        Na niesamodzielnym facecie bardzo trudno jest sie oprzeć życiowo...
        No i zycie zamiast robic się latwiejsze niz w pojedynkę, robi sie trudniejsze...
        Uch... jak ja jestem zgryźliwa...

        Ale tak powaznie do autorki watku: przecież nie każdy musi sie zajmować
        wszystkim bez wyjątku-prać, zmywać, gotować i naprawiac samochód... I to
        którejs z tych czynnosci nie wykonuje sam wcale nie oznacza, ze jest
        niesamodzielny, niezaradny i co tam jeszcze...
        • kamfora Re: jak usamodzielnic faceta? 25.02.03, 22:00
          Gość portalu: ida napisał(a):

          > Na niesamodzielnym facecie bardzo trudno jest sie oprzeć życiowo...
          > No i zycie zamiast robic się latwiejsze niz w pojedynkę, robi sie
          > trudniejsze..

          Tak, tak... Na szczęście nie ma przymusu opierania się na takim facecie.
          Tym bardziej, że prawdopodobnie to ON właśnie szuka oparcia.
          A ponieważ jest wiele kobiet z rozwiniętym "instynktem opiekuńczym"
          to na pewno znajdzie taką, której jego niesamodzielność będzie pasowała :-)
      • mary_ann święta racja, Kamforo... 26.02.03, 19:02
        kamfora napisała:

        >
        > Czy Ty kochasz TEGO mężczyznę, czy jakieś jego przyszłe wcielenie?
        > Jemu odpowiada to, jakim jest. Jeśli Tobie nie - to prawdopodobnie
        > to nie jest TEN facet, a Ty nie jesteś TĄ kobietą.


        Święta racja, nic dodać, nic ująć. "On się zmieni po slubie" :-) Otóż nie
        zmieni się.
        Przykro mi to pisać, ale czarno widzę. A juz dziecko z kimś takim.... Brr!!
    • kwieto Re: jak usamodzielnic faceta? 25.02.03, 21:39
      Coz, "widzialy galy co braly", mowiac brutalnie.
      Jesli on sam nie mysli o tym, zeby sie usamodzielnic, to jakakolwiek Twoja "krucjata" nic nie pomoze, a raczej zaszkodzi.

      Chyba musisz sie przyzwyczaic...
    • Gość: Imagine Re: jak usamodzielnic faceta? IP: *.navix.net 25.02.03, 21:53
      Gość portalu: Marta napisał(a):

      > Moj narzeczony (26 lat) jest strasznie niesamodzielny. Ma bardzo
      > opiekunczych (aczkolwiek bardzo fajnych) rodzicow, ktorzy zawsze go
      > traktowali jak dziecko: matka nie pracuje wiec wszystko w domu robi i
      > podstawia domownikom pod nos. Ojciec jako glowa rodziny wszystko zalatwial
      > sam. Narzeczony jest wiec nie za bardzo przygotowany do samodzielnego zycia.
      > Mialam nadzieje ze jak sie wyprowadzi od rodzicow to sie cos zmieni.
      > Jednakze, pomimo ze od roku mieszka sam, to nadal zanosi pranie mamie,
      > chodzi do niej na obiady, a gdy tylko wyjedzie to mama wkracza i sprzata
      > mieszkanko. Tata placi wszystkie rachunki, naprawia auto, woła hydralika,
      > czy naprawia usterki. Doprowadza mnie to do szału, bo nie chce faceta
      > ofermy, a rodzice nie dają mu szansy się nauczyć, a on sam uwaza że za dużo
      > pracuje by sam sie wszystkim zająć. No i co zrobić, bo chyba nie ma sensu
      > gadac z jego rodzicami przeciez mogli by sie poczuc urazeni

      Odejsc.
      Pozdr, Imagine.
    • kwieto Z Agnieszki Osieckiej.... 25.02.03, 22:31

      • kwieto upss... nacisnelo sie. 25.02.03, 22:39
        Z Agnieszki Osieckiej, Zabawy poufne:

        "Kobieta wychodzi za maz za motocykliste, zawadiake, szalenca w umorusanym podkoszulku. Juz po miesiacu owa mloda mezatka pokazuje kolezance statecznie chodzacego Dostojnika* i mowi:
        - O, chcialabym, zeby tak wygladal moj maz!
        - To dlaczego wyszlas za Tolka? - pyta zdumiona kolezanka
        - Bo chcialam go zmienic - pada blyskawiczna odpowiedz
        Jest to tak zwany Podstawowy Chwyt Zenski: ona chce go zmienic. Doktor Amy z niezwykla blyskotliwoscia konstatuje, ze podobnie wsciekle dzialanie w kierunku przerobienia partnera nie wystepuje z drugiej strony. Mezczyzni nie uprawiaja owego zmudnego, meczacego majsterkowania psychologicznego na co dzien. Predzej wymienia caly model na nowy, niz beda sie babrac i kombinowac przy starym. Zas niewiasta nie popusci."



        * - jeden z typow meskich wg Doktora Amy'ego. Pozostale dwa to Wieczny Chlopiec oraz Pan Czesiek (przyp. kwieto)
    • anahella Re: jak usamodzielnic faceta? 26.02.03, 00:48
      Nie usamodzielnisz go. Tylko on sam moze sie usamodzielnic. pozdro
    • Gość: uncja Czy to mój były mąż?! IP: *.de.ibm.com 27.02.03, 14:01
      Bo prawie wszystko się zgadza... Niestety jedyną rozsądną rzeczą, którą możesz
      zrobić, jest nie brnięcie dalej w ten związek. Na takie
      próby "usamodzielnienia" mojego straciłam 5 lat i kupę zdrowia. I nabawiłam się
      ciężkiej depresji, bo to ja byłam wiecznie ta zła, bo się czepiałam, a mamusia
      nie, bo ja usiłowałam wymagać i jakoś niestety szybko przestałam na niego
      patrzeć z bezkrytycznym zachwytem (a mamusia patrzyła zawsze!!!). Bo ja, podła,
      nie podsuwałam mu pod nos herbatki już osłodzonej i wystudzonej... No i co z
      tego, że ja do porodu pracowałam, a to biedactwo nie mogło znależć pracy i
      budziło się około 12, a resztę dnia spędzało w szlafroku grając w gry
      komputerowe? Jak to - nie zrobić misiowi śniadanka? Że się spieszę rano do
      pracy? Przecież można zrobić kanapki wieczorem i wstawić na noc do lodówki!
      Było dokładnie tak, jak pisali moi przedmówcy - miałam w domu 2 dzieci, z tego
      jedno teoretycznie dorosłe. Kiedy się rozwiodłam, poczułam jakby garb spadł mi
      z pleców. Bo u mnie jeszcze dochodził problem z tym, że ktoś musi cholera, na
      ta rodzinę zarobić - i nie był to mój mąż bynajmniej. Pal sześć, że to ja
      musiałam martwić się, czy nam starczy do pierwszego, ale mój maż nie był nawet
      w stanie wykrzesać z siebie odrobiny wsparcia w sytuacjach kryzysowych chciałam
      choć usłyszeć "nie martw się, jakoś to będzie", a zamiast tego słyszałam "matko
      boska, to co my teraz zrobimy?!".

      Jak znam życie, kochasz go i nie porzucisz wbrew zdrowemu rozsądkowi, więc
      przynajmniej wstrzymaj się z zakładaniem rodziny i posiadaniem dzieci, najpierw
      pomieszkaj z nim, bo nasze rady teraz odrzucisz, ale wystarczy rok dwa i sama
      zwiejesz gdzie pieprz rośnie. Więc unikaj dodatkowyh komplikacji typu slub i
      dzieci.
      • Gość: Marta Re: Czy to mój były mąż?! IP: 157.25.122.* 27.02.03, 14:07
        no u mnie to chyba troche inaczej, bo moj jest bardzo zaangazowany w swoje
        zycie zawodowe i w tym co robi jest b. dobry. Ja przypuszczam, że rowniez w
        codziennych sprawach radzilby sobie calkiem niezle, gdyby jego rodzice daoli
        mu na to szanse! A jego matka mi kiedys powiedziala: "na wszystko przyjdzie
        czas, jak bedzie taka koniecznosc to sie wszystkiego nauczy". Ale nie wiem jak
        jej wyjasniec że JUZ tez czas przyszedl, a ja bedzie sie uczyl wszystkiego po
        kolei i po troche to bedzie jemu (no i nie ukrywam ze mnie tez) o wiele
        latwiej zalozyc rodzine i dzielic sie obowiazkami.
        • Gość: uncja Re: Czy to mój były mąż?! IP: *.de.ibm.com 27.02.03, 15:03
          Gość portalu: Marta napisał(a):

          > no u mnie to chyba troche inaczej, bo moj jest bardzo zaangazowany w swoje
          > zycie zawodowe i w tym co robi jest b. dobry. Ja przypuszczam, że rowniez w
          > codziennych sprawach radzilby sobie calkiem niezle, gdyby jego rodzice daoli
          > mu na to szanse! A jego matka mi kiedys powiedziala: "na wszystko przyjdzie
          > czas, jak bedzie taka koniecznosc to sie wszystkiego nauczy". Ale nie wiem
          jak
          > jej wyjasniec że JUZ tez czas przyszedl, a ja bedzie sie uczyl wszystkiego po
          > kolei i po troche to bedzie jemu (no i nie ukrywam ze mnie tez) o wiele
          > latwiej zalozyc rodzine i dzielic sie obowiazkami.

          To dobrze, że nie grozi ci do tego obowiązek utrzymania rodziny, ale i tak
          masz przed sobą ciernistą drogę. Po prierwsze, po co on niby miałby się
          zmieniać, skoro tak wyglądało jego życie przez prawie 30 lat i było dobrze? Po
          co miałby się starać, skoro w jego mniemaniu zawse będzie (albo powinien) być
          ktoś, kto to zrobi za niego? Oczywiście ty masz swoje racje, zresztą słuszne,
          ale musisz zdać sobie sprawę z tego, że on wcale takiej "samodzielności" nie
          potrzebuje do szczęścia i podświadomie będzie oczekiwał, że przejmiesz zadania
          mamusi. Zresztą, jej deklaracje też chyba nie są do końca szczere, tzn. np. u
          mnie było tak, że mimo naszego ślubu mamunia nadal koniecznie chciała pomagać,
          ciągle robiła naloty, żeby syniowi krzywda się nie stała i nie musiał sobie sam
          biedak, np. koszuli uprasować. Do mnie pretensje były, że nie gotuję obiadów z
          dwóch dań (mimo, że nam wtedy ledwo na zupinę wystarczało, bo ja byłam w ciąży,
          więc moje zarobki stały w miejscu, a on jakoś nigdy nie mógł pracy znaleźć).
          Dla ułatwienia dodam, że mój się usamodzielnił pod pewnymi względami, jak go
          kopnęłam w d...
          Zresztą - najłatwiej będzie ci to przetestować w warunkach bojowych, tzn. przez
          wspólne mieszkanie. To jedyna droga, żeby się przekonać, jak to wygląda w
          praniu i czy TOBIE to odpowiada. Oboje jesteście na tyle młodzi, że tak rok
          próby powinien dac ci odpowiedź na pytanie, czy jesteś w stanie z nim spędzić
          resztę życia, bo zakładam, że nikłe są szanse na to że facet w tym wieku zmieni
          się radykalnie. Gdyby chciał, już dawno by to zrobił, w końcu skoro ma swoje
          mieszkanie i zarabia, to równie dobrze mógłby np. wynając sobie np. Ukrainkę do
          sprzątania, to kosztuje naprawdę grosze.
Pełna wersja