czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie

28.08.06, 14:23
To kontynuacja mojego ponizszego watku - Fascynacja pozamalzenska- do czego
moze prowadzic. Coz jak mozna bylo chyba przewidziec. znajomosc pomimo
zapewnien sie nie
zakonczyla i wkroczyla we faze wyznawania sobie milosci. Pomiomo iz widzieli
sie tylko raz i to moze nie dluzej niz godzine. Reszta to byly telefony,
smsy ,
gg. Maz twierdzi ze nie potrafi przestac bo cos mu wewn. mowi ze powienien
kontynuowac to. Stracil dla niej glowe. Mowi ze o wiele bardziej wolalby to
odczuwac to co czuje do
niej wobec mnie. Ale nic na to nie poradzi ze jest inaczej. On nie wie czy to
co czuje do mnie do wciaz milosc. Moze juz tylko przyzwyczajenie. Choc
przyznaje ze kiedy robimy cos nowego
razem to jest fantastycznie i wcale mu nie w glowie zadne inne. Jestem
zalamana bo wierzylam ze laczy nas cos wielkiego ze jestesmy dwiema
polowkami. Tyle razem przezylismy.
Nie wiem czy powinnam w tej sytuacji od razu odejsc czy tez powinnismy
rozmawiac. Przeciez juz o tym rozmawialismy i jakos nie dalo to rezultatu na
dlugo bo
nie minely dwa tygodnie i znajomosc sie znowu rozgrzala. Czy walczyc czy od
razu dac za wygrana. Moze gdybym chciala odejsc to zrozumialby co moze
stracic?
A moze wprost przeciwnie sam podsunelabym mu wybor tego co w tej chwili
bardziej fascynujace dla niego czyli ta druga? Nie wiem juz co mam robic.
Pomozcie. Prosze
    • facettt Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 14:32
      Ludzie nie sa dwoma polowkami. sa indywidualnosciami. Wiekszymi, lub
      mniejszymi. Kazdy.

      Teoria dwu polowek, to iluzja.

      A teraz konkrety:
      Skoro sam NIE ZAMIERZA od Ciebie odejsc, to po co go odpychasz?
      Fascynacja ma to do siebie, ze gdy sie spelnia, to sie czesto konczy.
      Nie lepiej pozostawic sprawy swojemu biegowi?

      • vin Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 14:43
        A co znaczy ze fascynacja sie spelnia. ze dojdzie do fizycznej konsumpcji.
        Nawet nie jestem pewna czy tu o tylko chodzi. Oni wyznaja sobie milosc. czy ja
        mam stac z boku i sie przygladac dokad to zmierza.Jedno co wiem to to ze
        postawienie go przed wyborem ona albo ja nie ma sensu. ale poza tym to juz nic
        nie wiem .
        • facettt Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 14:56
          vin napisała:

          Jedno co wiem to to ze postawienie go przed wyborem ona albo ja nie ma sensu.

          To jedno juz wiesz dobrze, skoro on sam nie chce dokonac tego wyboru.
          Fascynacja musi sie spelnic, tzn. , facet musi sam dojsc do wniosku,
          ze to nowa milosc i wtedy i tak pewnie sam Cie zostawi.
          Jezeli zas fascynacja sama za jakis czas wygasnie i zostanie przy Tobie,
          to wtedy masz szanse na normalne zycie.

          Wyrzucajac go juz teraz ze Twojego zycia, pozbawiasz, go tego wyboru.
          Ale wtedy do konca zycia nie bedziesz pewna, jak bys sie to ulozylo i czy
          dobrze zrobilas.
          • vin Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 15:06
            dzieki bardzo za madre slowa. Ale jak tu przezyc ten czas obok? w ogole nie
            ingerowac i nie interesowac sie tym co robi? Rozmawiac z nim o tej znajomosci
            i o nas?
            • nelly_27 Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 15:19
              ...kilka lat temu znalzałam się w identycznej jak Ty sytuacji, długo bo ponad
              pół roku dręczyłam się tą sprawą. Nie potrafił wybrać; twierdził, że do niej
              czuje coś wyjątkowego...coś czego do mnie po 5 latach znajomości już nie czuje
              chyba,ale nie jest pewny mówił, że też jestem dla niego ważna z tym, że nie wie
              czy mnie kocha.
              Ja kochałam go - i to bardzo. Postanowiłam "przeczekać"... dać sobie czas
              na "rozwinięcie akcji" (dopuszczając wersje odejścia od niego)...
              bolało..bolało jak cholera. Miałam świadomosć, że się spotyka z nią, że dzwonią
              do siebie, piszą maile, sms-y. Wbijał mi nóż w serce...czułam się podle.
              Trwało to prawie pół roku, starał się... z nią jak twierdzi skończyć znajomość
              ale ona mu nie pozwoliła jej zakończyć. Wiedziała, że istnieję, wiedziała jak
              jestem dla tego człowieka ważna.Teraz wiem, że dobrze zrobiłam odchodząc, nie
              mogłam dać się dłużej upokarzać i marnować życia z człowiekiem, który nie
              potrafił wybrać, dałam mu szanse (to moja jedyna satysfakcja z tego związku)
              próbowałam ratować to co nas łączyło. Uratowałam siebie, własną godność.

              Wiem jedno- nie wierz jak będzie mówił, że to tylko koleżanka, przyjaciółka, że
              nie wie dlaczego nie chce zakończyć znajomości z nią... on dobrze to wie...
              jeśli chcesz ocalić siebie uciekaj!. Ja tak zrobiłam, nie żałuje!
              • qw5 Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 15:54


                Najgorsi to są tacy uczciwi. Powie, że sie zakochał i już zamiast sam się
                mordować, ukrywać, stresować, to on zrzuca to na Twoje barki i ma z głowy.

                Jest jeszcze taki pomysł. Można zagrać w jego grę. Znalezc sobie jakiegoś
                fajnego przyjaciela - dzwonić pisać maile im więcej i ciekawiej tym lepiej, no
                i koniecznie prosić go o rady w sprawie tej znajomości, np Kochanie, jak
                sądzisz czy zabójczo wyglądam, bo właśnie za chwilę mam spotkanie itd

                Wersja Nelly jest bardziej radykalna i mniej teatralna, ale też dobra.
              • vin Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 19:16
                Mowisz ze bylas w podobnej sytuacji. Ciekawa jestem czy w czasie tego pol roku
                bywaly chwile kiedy obydwoje czuliscie sie naprawde dobrze ze soba zeby nie
                powiedziec szczesliwie? U mnie tak jest. niedawno calowalismy sie nastolatki w
                sklepie. No ale pozniej znow codziennosc i znow ONA. Gdyby nie bylo takich
                momentow moze dalabym sobie spokoj.A tak nie wiem. jEst jeszcze oczywiscie
                inna mozliwosc. Jestem naiwna i nie powinnam mu wierzyc ze on czul to samo.
                ale czy blysk w oku mozna udawac?
                • teaspoon1 Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 20:45
                  przede wszystkim bardzo Ci współczuję, nie dość, że doświadczyłaś zdrady to z
                  tego co piszesz mąż wcale nie żałuje a wręcz odwrotnie brnie dalej a Ciebie
                  niestety odstawił na boczny tor. Dla mnie taki totalny brak empatii z jego
                  strony świadczy o nim źle bo każdy głupi wie jak czuje się osoba którą się
                  informuje, wiesz ktoś inny jest dla mnie ważniejszy, do kogoś innego czuję coś
                  wyjątkowego a ty jestes fajną kumpelą... i miło mi się czasem spędza z toba
                  czas...
                  wiec zanim zaczniesz gonić uciękającego króliczka może zastanów się czy on jest
                  tego wart.

                  skoro tam uległ fascynacji to podejrzewam że dopóki tam nie pojawi się nic
                  na "nie" bedzie lgnął do tamtej kobiety. tam ma coś nowego, innego,
                  pociągającego, nieobarczonego codziennoscią, znajomością na wylot..
                  tu wszystko zna i ma, tam może mieć, w jego pojęciu gwiazdkę z nieba.
                  ta znajomość oparta jest głównie na wyobrażeniach a jak wiadomo te moga być
                  najbardziej kolorowe bo nie przypominają zwykłej szarości.
                  Jeśli jednak facet nie ceni tego co ma, nie ceni związku który budował to chyba
                  ciężko Ci będzie go przekonać że wiele traci.

                  ja chyba bym się odwróciła, może jeszcze spróbowała rozmawiać ale nie namawiać
                  i starałabym się postawić granicę, przy której przestaję rozmawiać. z tej jego
                  szczerości raczej wynika że on nie chce się starać byc tu i teraz a jedynie
                  myśli o tam. w takim stanie emocjonalnym może do niego nic nie trafiac.

                  wiem, że to straszne ale chyba lepiej postawić ultimatum, no chyba że chcesz
                  żyć w trojkącie. On jeśli odejdzie to pewnie przekona się że to była bańka
                  mydlana... może bedzie chcial wrocic. moze ty juz nie bedziesz chciala aby
                  wracal.



                • gszesznica Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 20:52
                  wspoczuje Ci ..
                  mysle ze powinnas Go zmusic do opuszczenia domu..
                  Wtedy bedzie "wolny"i bedzie mogl lepiej poznac te swoja "milosc"
                  Jesli go kochasz,zostan z nim w kontakcie..
                  Najlepiej jak zmienisz troche styl ubierania sie ,,krotsze spodnica i takie
                  tam,..


                  :))
                  zobaczysz jak szybko zapomni o tamtej..
                • loretta_p Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 28.08.06, 21:27
                  Temat na tyle mnie zainteresował,że pierwszy raz postanowiłam czynnie
                  poudzielać się na forum. Zainteresował, bo znam go z autopsji, a właściwie
                  wciąż poznaję i dziwię się, ile jest w stanie znieść osoba, która kocha.
                  Czytając pierwszą wypowiedź, miałam wrażenie, że chodzi o moje życie sprzed
                  kilku miesięcy. Miałam wtedy wiele pomysłów i kolejno wcielałam je w życie:
                  okazywać bezwarunkową miłośc i wyrozumiałośc, przeczekać, może odejśc, zabić
                  się...Każde z rozwiązań zawiodło. Poznałam w międzyczasie działanie znacznej
                  części leków psychotropowych, a raczej brak działania, zawaliłam dużo ważnych
                  spraw, a może najwazniejszych. Może trzeba było odejść, popłakac miesiąc i
                  ułożyć życie na nowo? Są jednak takie chwile, dla których warto było zostać. Są
                  niestety i takie, w przeważającej części, w których chce się zasnąć i... Dodam,
                  że jestem mężatką od kilku ładnych lat (długo najszczęśliwszą na świecie), mam
                  udane dziecko i dom(?), którego boję się stracic.
                • krytyk2 Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 29.08.06, 00:25
                  taki poocałunek dany Tobie w sklepie to dla niego fraszka!
                  W tym czasie albo wprost mysli o niej albo jest w takiej euforii z powodu
                  miłości do niej ,że pocaluje nawet faceta na ulicy,wsio ryba!

                  Jest jeszcze jeden motyw takich zachowań-chęć zabicia poczucia winy i oddalenia
                  Twoich podejrzeń.Faceci zakochani w innej nagle robią sie słodcy dla swoich żon
                  czy długoletnich partnerek.I do tego garnka możesz znowu dodać szczyptę euforii
                  miłości do innej.
                  • shachar Re: Zgubna teoria "dwu polowwek" 11.09.06, 01:16

                    tez tak mysle
                    on wtedy calowal tamta laske
                    oh, well :(
    • lune czy mozna bezkarnie ranic ? 28.08.06, 21:57
      jestem przekonana ze nie ;

      kiedy czytam twoj post otwierajacy watek mam nie tyle ochote ryczec ile rzucic
      w faceta czyms ciezkim !

      kazdemu czlowiekowi moze sie zdarzyc zadurzenie, zakochanie, fascynacja itd.
      niedoskonali jestesmy, coz ... ale miara czlowieczenstwa jest szanowac uczucia
      drugiej osoby ;

      wybacz ale twoj maz zachowal sie okropnie ! nie chodzi mi o jego fascynacje
      pozamalzenska ale o to ze tak ci relacjonuje stan swoich uczuc jakby nie
      dostrzegal ze ty je takze masz ! niszczy cos bezpowrotnie, rujnuje to co
      budowaliscie razem ; zachowuje sie beztrosko jak chlopczyk ktoremu oczka swieca
      sie do nowej zabawki ... pozalowania godne, naprawde :(

      kilka osob pisalo juz o tym ; ale ja to powtorze : okresl granice, postaw
      warunek, niech sobie facet pojdzie gdzies i przemysli ; moze mu przejdzie, moze
      nie ; moze bedziesz chciala by wrocil a moze nie ...

      niektore kobiety uwazaja ze trzeba 'przeczekac' ; byc moze - ale czasem koszt
      takiego 'przeczekania' jest tak duzy - ze pozostaje po nim popiol i nic
      wiecej ;

      nie pozwol by cie to zniszczylo ;

      lune


      • vin Re: czy mozna bezkarnie ranic ? 28.08.06, 22:04
        Dziekuje z calego serca za Wasze zaangazowanie i wyrazenie opini. Jest to dla
        mnie bardzo cenne ze moge posluchac zdania innych osob.
        • teaspoon1 Re: czy mozna bezkarnie ranic ? 28.08.06, 22:11
          przy okazji polecam Ci książkę Zofii Milskiej Wrzosińskiej "Para z dzieckiem"
          wydaje się, że tytuł nie pasuje do Twojego problemu ale książka ta to zbiór
          listów czytelników na rózny temat, między innymi zdrady oraz tego co może
          rokować dobrze gdy się ona już w związku pojawi a co nie. Pani Zofia bardzo
          realistycznie i "sprawiedliwie" ocenia różne sytuacje. Myślę, że znajdziesz tam
          historię podobną do Twojej.
          Pozdrawiam, opiekuj się sobą :)
          • vin Re: czy mozna bezkarnie ranic ? 28.08.06, 23:47
            Dzieki bardzo Teaspoon1
        • nelly_27 Re: czy mozna bezkarnie ranic ? 29.08.06, 08:07
          Wszystkie porady, które tu otrzymałaś są na pewno cenne, ale Ty sama wiesz o
          tym, że decyzja będzie tylko i wyłącznie Twoja. Każdy przypadek jest tak
          naprawde inny... każdy człowiek jest inny. Szansa na uratowanie związku jest
          zawsze, wszystko zależy od tego czy jest wola obydwu! podkreślam obydwu
          stron!!! jeśli tylko Tobie będzie zależeć, żeby ratować wasz związek nic z tego
          nie wyjdzie (wiem to z autopsji niestety)...musi defunitywnie skończyć
          znajomość z tą kobietą... jeśli tego nie zrobi nie ma szans na poprawę waszych
          stosunków. Nie da się żyć ze świadomością bycia "tą drugą"
    • greengrey Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 29.08.06, 00:19

      Jeśli Twój mąż decyduje się pozostać z Tobą- to zostaje z TOBĄ, więc nie
      kontaktuje się z tą drugą kobietą bo to niszczy Twoje zaufanie i sansę na to by
      naprawdę do Ciebie wrócił.

      Jeśli zostajecie ze sobą to oboje! i Ty i On jesteście ze sobą w tym związku.

      I naprawdę nie ma tu miejsca na altenatywny, związek (choćby dusz)

      Głos wewnętrzny mówi mu,że ma to kontynuować?

      Twój głos wewnętrzny krzyczy,że w takim układzie (troje was w tym związku) Ty
      cierpisz.. ciekawe co on na to ?

    • madziapek Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 29.08.06, 00:38
      rozumiem cię jak nikt - przeżyłam (przeżywam?) takie same rozterki. nie
      spodziewaj sie jednak, że dam ci jakąś receptę. nie miej nadziei, że na forum
      znajdziesz złotą radę. możesz tylko ku wątpliwemu pocieszeniu poczytać, ze nie
      tylko Tobie cos takiego się przydażyło, i ze scenariusz jest prawie zawsze taki
      sam. zakończenia sa natomiast różne tak jak różńe są osoby i pary które podobne
      sytuacje przeżyły czy przeżywają. bo to da się przeżyc, mimo wszystko.
      niestety zostałaś sama ze swoim problemem, swoimi uczuciami, myślami. wiem, że
      chciałabyś cofną czas i naprawić wszystkie błędy jakie popełniliście, nie
      dopuścić do nich, wiem że chciałabyś wymazać tą kobietę, tą fascynację z
      waszego życia ... ale nie ma wehikułu czasu. wyczytuję w twoich słowach wielką
      do niego miłość i oczekiwanie, że się "opamięta", że wróci że powie "to była
      pomyłka, Ty jesteś najważniejsza, ty jesteś Miłością mojego życia z Tobą chcę
      się zestarzeć". też tak czekałam. nie wiem czy masz jakiś wpływ na jego decyzje
      i uczucia. chyba nie
      my jesteśmy razem, mieszkamy razem, wychowujemy razem dzieci ale cały czas
      walczę ze swoim poczuciem winy i ciągłym porównywaniem się z tą kobietą.
      chodziłam do psychologa, brałam leki przepisane przez psychiatrę - żeby
      zrozumiec i podnieść swoją samoocenę.
      mamy znacznie dłuższy niż wy staż małżeński, trójkę dzieci, pewne decyzje
      podejmuje się inaczej
      nie umiem tej znajomości mojego męża nazwać - przyjaźń? fascynacja? odskocznia?
      znajomość? kolor w szarym zyciu? nie wiem
      wiem, że była powodem wielu kłamstw, wielu łez i wielkiego mojego bólu, ale
      również szzerych długich rozmów, powrotów na poczatek naszgo związku, dotarcia
      do jego wad, wypowiedzenia dawnych oczekiwań, określenia zaniedbań, wskaznai
      niedomówień itd itp
      wiem, że była wynikiem kryzysu naszego związku
      boli, że nie próbował znaleź mnie
      wiem, że z uczuciami nie wolno igrać i samego siebie wodzić na pokuszenie (ale
      to uwaga, w tych wypadkach, bardziej do naszych "drugich połówek")
      i wiem na 100%: nikt nie zdeyduje za Ciebie, sama musisz odpowiedziec sobie na
      wszystkie pytania, wyobrazić wszystkie rozwiązania (i siebie / was w nowej
      sytuacji), zastanowić się i jeszcze raz szczerze porozmawiać ze swoim mężem.
      może macie jeszcze szanse na wspólną decyzję ... o rozstaniu lub naprawie i
      odbudowie małżeństwa (ale tu absolutnie bez pani w tle - pod zadnym pozorem!).
      sama możesz podjąc tylko decyzję o rozstaniu, bo uwierz mi nie da się kochac za
      dwoje, nie da się starać za dwoje, nie udaje się naprawa z jedenj strony (tym
      bardziej z panią w tle)
      jesli masz ochotę napisz do mnie na maila
      pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie, nie płacz cały czas (!)
    • piekna_mala Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 30.08.06, 09:52
      Kochana przykro mi z powodu tego co przechodzisz ale poprostu nie mogę uwierzyć
      co ten facet wyprawia! Jak można kogoś zdradzać i jeszcze o rozmawiać z kobietą
      życia! Już na początku powinnaś dać mu w mordę ( przepraszam za tak radykalne
      słownictwo) ale skoro już i tak o wszystkim wiesz i rozmowa z nim nie skutkuje
      to możę... powinaś porzmawiać z nią?... Mężczyźni są jak dzieci-naiwni-nie
      widzą pułapek zastawianych przez kobiety...Tak jak napisała grzesznica; extra
      ciuszek fryzurka i poprostu idź do niej i przyłuż jej w ten pusty łeb ( ona
      odbiera ci ukochanego faceta!!! więc nie powinna być zdziwiona że będziesz
      wściekła za kogo ona się uważa?! ) i powidz mu że to koniec jak zobaczy jaką ma
      tygrysicę ;) to da mu napewno do myślenia... a jeśli i tak nie dotrze do niego
      jak bardzo go kochasz i jak bardzo cię zranił - odejdź.

      Przepraszam jeśli moja wypowiedź jest radykalna ale nauczyłam się że czasami
      trzeba walczyć o swoje i pokazać pazurki.

      P.S Ja wierzę w dwie połowki... więc jesli masz o co walczyć..
    • maaciek11 Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 30.08.06, 10:50
      zrób to co ona pisz smsy do niego dawaj mu upust jego chceci pisania rozmawiaj
      szcerze tak jak ona to robi i zrób czasami cos dla niego to czego on
      oczekuje.ona ma nad toba przewage bo jest daleko i tylko na chwile i nie widzi
      jej marudzenia na codzien powalcz jej bronia zamień sie w nia a zobaczysz on
      szybko zobaczy ze to co chce ma tutaj a tamto jest daleko i mgliste
    • yesamin Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 30.08.06, 13:18
      Po pierwsze: Na 99,9% on trwa w tej fascynacji i uczuciach nastawionych
      na "wysokie C" jedynie dlatego, że rodzaj ich zwiazku ma charakter romansowo-
      przygodowo-odświętny. Ponieważ nie mieszka z nią, nie ma tam codziennej rutyny
      i dochodzeń, kto zapchał zlew albo widywania przetłuszczonych włosów i
      używanych wyciorków do uszu... No, wiesz... Jak się ma randkę, to się sprząta
      mieszkanko, robi makijaż i pełną depilację, nastawia nastrojową muzykę i własną
      gotowość do rozmów o miłości, dzieciństwie, marzeniach a także do seksu, który
      wieńczy to świeto cielesno-duchowe. Gdy cie boli ząb i masz PMS a w zlewie
      gnije sterta nieumytych naczyń, po prostu nie umawiasz się na randkę.
      A jak się jest w małżeństwie, to mleko kipi, dziecko płacze, głos przyjmuje
      czasem ostre tony... Jak w teledysku do piosenki Kasi Nosowskiej: "Kochaj mnie
      mimo wszystko". I dlatego trudno tu zachować tę wiarę w drugą osobę, to pełne
      przekonanie o połówkach - bo już nie raz mleko się rozlało i zbierała nas
      ochota, by zadusić własne drące się dziecię, spłodzone przecież z naszym
      lubym ;)! Nic nie jest takie wzniosłe, świetlane i celujące w samo niebo niczym
      nowiutki, nieskalany wieżowiec metal-szkło... Małżeństwo to raczej lekko
      nadgryziona zębem czasu kamienica, w której słyszano już awantury i łatano
      dziury... Osobiście jestem za kamienicą, bo ma ona swoją ludzkość,
      autentyczność, ziemskość i życie.
      Jeśli ten dom kochasz i chcesz go zachować, chyba, paradoksalnie, warto by było
      pozwolić meżowi na przeprowadzkę do wieżowca. Niech zasmakuje tej klimatyzacji,
      która rozwali mu oskrzela i tego jeżdżenia windą, od czego zacznie go boleć
      głowa.
      Oczywiście powinnaś zabiegać o wysokie alimenty - co serdecznie doradzam, bo
      nie chodzi tu o pogrążenie się w "uczciwej biedzie", bo to nie jest sexy, tylko
      o to, żebyś ty mogła stać się wolną, atrakcyjną, dobrze się bawiącą kobietą -
      naprawdę, jak ma się z czego żyć, to można żyć radośnie, rozwijać pasje i mieć
      fajne przygody - niezależnie od sparowania lub nie.
      Wydaje mi się, że jeśli zachowasz z mężem przyjacielski kontakt i teraz to ty
      będziesz spotykać się z nim w nastrojowych lokalach przy lampce wina albo na
      spontanicznych wypadach za miasto a tamta będzie zbierać po mieszkaniu jego
      rozrzuconą bieliznę czy wysłuchiwać nudnych relacji z pracy i burczeć przy tym
      albo ziewać - to ty nagle staniesz się Muzą, Miłością i Fascynacją.. He he
      he! :)
      • alisza69 Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 30.08.06, 19:30
        Jeśli jest cień nadzieji na to, że to milość, to trzeba walczyć o szczęście!!!
        Walcz dziewczyno, po latach wiem, że warto!!!
    • cossa Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 30.08.06, 20:51
      napisałaś:
      Choc
      > przyznaje ze kiedy robimy cos nowego
      > razem to jest fantastycznie i wcale mu nie w glowie zadne inne.

      mozesz probowac tanczyc na rzesach
      i wydziwiac, urozmaicac, by sie nie znudzil
      jendak wyszystko sie kiedys nudzi..

      jesli Twoj maz nie wie co to malzenstwo
      to zostajac przy nim i czekajac zna zmiane
      moim zdaniem niczego nie zmienisz

      on musi wiedziec czego chce
      ze chce CIEBIE

      a opowiadanie Tobie o uczuciach do innej
      (choc nie potepiam, uwazam, ze warto, ale to ma swoje granice)
      jest moim zdaniem niczym innym jak traktowaniem Cie jak mame,
      ktora wszystko przetrzyma
      i nadal bedzie kochac
      i przyjmie z otwartymi ramionami, gdy tylko on tego bedzie chcial

      tak mi sie to widzi

      pozdr.cossa
    • blekitna26 Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 31.08.06, 13:32
      Rzeczywiscie, jestes w trudnej sytuacji. Najprosciej jest odejść. Zamknąć drzwi
      i starać się zapomniec. Tak jest najprościej, ale nie tędy droga.
      Wprawdzie mam 25 lat i mężatką jeszcze nie jestem, to z wielkiego -jak uwazam-
      mojego doświadczenia uważam, że powinnaś dokonać pewnej analizy.
      Nie odchodz raptownie. Nawet jesli wszystko w okol tej sytuacji wydaje Ci się
      patowe i nie do przejścia! Staraj się nie zamartwiac, nie użalać nad tym, nad
      sobą. Staraj się myśleć pozytywnie. Staraj się być spokojna, wyważona. Stój z
      boku i obserwuj. Nie rób z siebie ofiary i staraj się rozmawiać jasno
      klarownie, ale nie męcząco. Musisz teraz wszystko "wyważać" i nie stawiać sądów.
      Najważniejsze, abyś dokonala analizy waszego malzenstwa tzn od początku jak
      wygladalo, czy byla fascynacja, milosc etc. jesli bowiem od poczatku cos nie
      gralo,to znaczy ze nigdy nie byliscie dobrani tak naprawde, a pokierowal wami
      jedynie jakis rozsadek wewnetrzny.Czy więc jest sens walczyć o cos czego nigdy
      nie bylo???
      Musisz walczyć jesli to ma sens, więc jesli byla milosc to musisz walczyć by ja
      odzyskać!!! MUSISZ walczyć, ale po cichu... Rozmawiaj.
      Ta fascynacja ktorą doznaje twoj maż moze byc chwilowa, zauroczenie. jesli
      uznasz ze zbyt dlugo trwa, ze cie niszczy odizoluj sie i odejdz. staraj sie
      jednak byc wytrwala, abys nigdy nie mogla sobie zarzucic ze nie walczylas, ze
      pozwolilas odejsc...
      W zyciu wszystko jest mozliwe, nawet jesli zarzekamy sie ze nigdy na pewno nam
      się to nie przytrafi. zycie zaskakuje... badzcie czujni...to tylko zycie
      i "wszystko może się zdarzyć". Ja jestem tego zywym przykladem, moze kiedys Wam
      napisze, co spowodowalo, że dzis wiem ze NAPRAWDE WSZYTSKO MOZE SIĘ ZDARZYĆ, A
      NA NIEKTORE SPRAWY WPLYWU NIESTETY NIE MAMY.
    • vin Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 31.08.06, 16:57
      Dziekuje Wam wszystkim z osobna za wyrazenie Waszych cennych opinii. Jestem na
      prawde gleboko poruszona Waszym zaangazowaniem i pomoca w zrozumieniu sytuacji
      w ktorej sie znalazlam i mozliwymi jej rozwiazaniami (czasami nawet w oparciu o
      wlasnie osobiste doswiadczenia). Pomagacie mi sie pozbierac do kupy i nie byc
      dobrowolna ofiara tego co sie dzieje. Jesli jest jedna rzecz co do ktorej nie
      mam watpliwosci to to ze to byla wielka i prawdziwa milosc (pisze byla bo nie
      wiem czy nadal jest ze strony mojego meza).Trwala prawie pol mojego zycia a
      teraz jest na etapie ze trudno uwierzyc ze to co bylo bylo prawdziwe. Jestem
      przed powazna rozmowa z moim mezem. Wiem ze nie bedzie ona dotyczyla tylko tej
      znajomosci ale takze jakosci naszego zwiazku. Nie wiem co on czuje, czy
      faktycznie zalezy mu jeszcze na naszym malzenstwie czy tez moze nie ma odwagi
      powiedziec mi ze juz nie, ze nie chce mu sie starac i woli pojsc na latwizne
      zaczynajac cos nowego. tak pisaliscie nie mozna kochac i starac sie za dwoch.a
      ja obecnie nie wiem czy nie jestem tak na prawde sama w tym wszystkim. Duzo
      zalezy od tej rozmowy/rozmow i tego co stanie sie po niej. Chce wierzyc ze
      bedzie dobrze, ze nam sie uda ale jest i czastka we mnie ktora mowi mi ze moze
      byc taka sytuacja ze dla wlasnego dobra bede musiala myslec tylko o sobie.
      Jeszcze raz z calego serca Wam wszystkim dziekuje i goraco pozdrawiam!!!
      • mgg555 Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 01.09.06, 12:06
        Gdybym była na twoim miejscu odeszłabym. Chyba nie mogłabym znieść tych słów
        które przytoczyłaś ze strony męża. Nie mogłabym patrzeć na to jak jednocześnie
        utrzymuje dwa związki przy czym wyraźnie angażuje się tylko w jeden z nich.
        Pojawiła się inna i jeśli jesteś w stanie wybaczyć zdradę mężowi która dokonuje
        sie wprost na twoich oczach to możesz z nim zostać i czekać choć nie masz
        gwarancji że wszystko dobrze się skończy. Ja nie wybaczyłabym takiej zdrady.
        Zadnej. A rozmowy tego typu po prostu by mnie załamały. Czułabym się w tym
        układzie jak ta gorsza, ta, od ktorej szuka sie odskoczni, gorsza od jakiejs
        panienki z internetu. Myślę ze taki facet nie jest ciebie wart i tak juz wiele
        z siebie dalas w tym zwiazku... w porwnaniu z nim... Ale to tylko moje zdanie.
      • vin Re: czy odejscie to najlepszy pomysl-cd historii 18.10.06, 22:19
        Pomimo zapewnien ze zerwie z nia jakikolowiek kontakt wczoraj dowiedzialam sie
        ze dlugo jednak nie wytrzymal i znajomosc trwa nadal. a juz wydawalo sie ze
        jest miedzy nami lepiej - lepiej sie rozumiemy, jestesmy bliscy sobie jak
        dawniej. No ale pojawily sie klopoty finansowe w ktorych ja niestety nie moglam
        wtedy pomoc. On nagle znowu przestal miec tyle czasu dla mnie, stracil
        zainteresownie mna - zaczelam czuc zr traktuje mnie jak wroga. Wtedy pomyslam
        ze chyba ta jego znajomosc jest znowu w toku choc zapewnial mnie ze to juz
        koniec (ona do niego dzwonila ale on caly czas z premedytacja nie odbieral
        telefonu - czekajac az ona sie zniecheci i znajomosc umrze smiercia naturalna -
        to jest jego bajka na moje potrzeby). Okazalo sie ze niestety mialam racje.
        rozmawialismy. powiedzialam ze ja juz wiecej tego nie zniose: tych ciaglych
        rozczarowan ze znowu zostalam oszukana. On oczywiscie znowu bardzo zaluje,
        zapewnia ze dopiero teraz zrozumila jaka krzywde mi zrobil. Ale ja juz nie mam
        sily zeby wierzyc. Bo ile razy mozna dac sie oszukac.To mowi mi moj rozsadek
        ale niestety jest jeszcze serce ktore sie z tym nie zgadza. Czy ktos z Was
        bylby w stanie jeszcze raz zaufac?
    • maalwinka ODEJŚĆ 10.09.06, 22:42
      Widać, że Go kochasz i że zawsze Go szanowałaś i mu to pokazywałaś... to nie
      dobrze był zbyt pewien siebie i teraz również jest. On nie jest ceibnie
      wart !!!!
      A jego reakcja na twoje odejscie bedzie podsumiowaniem wszytskiego, uiwerz!!!
    • owocoskala Re: czy odejscie to najlepszy pomysl?-pomozcie 11.09.06, 10:46
      gg. Maz twierdzi ze nie potrafi przestac bo cos mu wewn. mowi ze powienien
      > kontynuowac to.
      Ten głos to endorfiny :) dxziałaja podobnie jak narkotyk. Niech mąż poczyta
      ficjologię. Zakochał się lub zafascynował. To mija. Natomiast czy ja dobrze
      rozumiem ze on widział tą swoja nową lubą przez godzinę? I jeszcze ma czelność
      ci zawracać tym głowę. Jakiś totalnie niepoważny gość. Serio.
    • vin Re: czy odejscie to najlepszy pomysl- cd historii 18.10.06, 22:44
      Pomimo zapewnien ze zerwie z nia jakikolowiek kontakt wczoraj dowiedzialam sie
      ze dlugo jednak nie wytrzymal i znajomosc trwa nadal. a juz wydawalo sie ze
      jest miedzy nami lepiej - lepiej sie rozumiemy, jestesmy bliscy sobie jak
      dawniej. No ale pojawily sie klopoty finansowe w ktorych ja niestety nie moglam
      wtedy pomoc. On nagle znowu przestal miec tyle czasu dla mnie, stracil
      zainteresownie mna - zaczelam czuc zr traktuje mnie jak wroga. Wtedy pomyslam
      ze chyba ta jego znajomosc jest znowu w toku choc zapewnial mnie ze to juz
      koniec (ona do niego dzwonila ale on caly czas z premedytacja nie odbieral
      telefonu - czekajac az ona sie zniecheci i znajomosc umrze smiercia naturalna -
      to jest jego bajka na moje potrzeby). Okazalo sie ze niestety mialam racje.
      rozmawialismy. powiedzialam ze ja juz wiecej tego nie zniose: tych ciaglych
      rozczarowan ze znowu zostalam oszukana. On oczywiscie znowu bardzo zaluje,
      zapewnia ze dopiero teraz zrozumila jaka krzywde mi zrobil. Ale ja juz nie mam
      sily zeby wierzyc. Bo ile razy mozna dac sie oszukac.To mowi mi moj rozsadek
      ale niestety jest jeszcze serce ktore sie z tym nie zgadza. Czy ktos z Was
      bylby w stanie jeszcze raz zaufac?

      • ginestra Re: czy odejscie to najlepszy pomysl- cd histori 19.10.06, 00:20
        Kochana vin!
        Po pierwsze - trzymam za Ciebie kciuki, czytalam co napisalas Ty i inne
        forumowiczki. Strasznie mi przykro, ze tak cierpisz, i to jak dlugo, ze ciagle
        sa te porywy nadziei i znow rozczarowania i to Twoje wielkie uczucie i nadzieja
        na poprawe i to cierpienie. Tak jak pisaly niektore osoby, sama podejmiesz
        decyzje i sama bedziesz najlepiej czula jak jest. Pod wieloma opiniami
        podpisuje sie i ja, zwlaszcza tymi, zebys nie godzila sie na role osoby, ktora
        wszystko zniesie, ktorą mozna zle traktowac, zdradzac, szantazowac emocjonalnie
        itp., ktorej mozna zadawac ból, czy narzucac odpowiedzialnosc za zwiazek w
        stopniu wiekszym niz 50%. Mimo milosci do meza i nadziei na dobry zwiazek z nim
        warto pamietac o tym, o czym wlasnie mowily tu niektore dziewczyny, ze wplyw
        mozna miec tylko na siebie, nie na niego, ze jakiekolwiek strategie (rozmowy,
        przeczekanie, dawanie mu tego czego mu niby brakuje itp.) W TYM CELU ABY sie
        opamietal, zostawil tamta itp. nie moga miec zadnych szans powodzenia, bo to co
        zrobi zalezy tylko od niego i nic na swiecie nic nie sprawi jesli on sam tego
        nie zechce.

        Natomiast ja chcialabym sie podzielic z Toba czyms, co byc moze bedzie Ci
        pomocne, a jesli nie, to sama ocen co najlepiej zrobic.
        Otoz ja natrafilam kiedys na ksiazke, pare lat temu, ale mysle, ze jest
        wznawiana i dostepna raczej w ksiegarniach katolickich (moze tez wysylkowo?),
        ale niezaleznie od tego czy jestes osoba wierzaca czy nie polecam taka mysl
        przewodnia tej ksiazki i sama ksiazke jak najbardziej tez. Nosi ona
        tytul "Milosc potrzebuje stanowczosci", a autorem jest (chyba) James Dobson.
        Nie chodzi o to, ze jest on wyrocznia, ale mi te tresci zapadly bardzo mocno w
        pamiec i wydaly sie bardzo sluszne i ze swojej obserwacji kilku kobiet, ktore
        byly w podobnej sytuacji co Twoja i ich dzialan, zauwazylam ogromna prawdziwosc
        tego co mowi ten autor. On ujmuje sytuacje romansu, zdrady (takiej jak ma
        miejsce u Ciebie na przyklad) w klimacie podobnym jak przy sytuacji
        uzaleznienia/ wspoluzaleznienia. Mowi o tym, ale z wielkim wsparciem i bez
        wymadrzania sie, naprawde tez dajac duzo otuchy, ze najlepiej byloby postapic w
        tej sytuacji stanowczo, tj. powiedziec z maksymalnym spokojem o tym co czujesz
        Ty, bo przeciez nie ma w Tobie zgody, aby ten stan trwal, ale powiedziec to
        trzeba jakos tak lakonicznie. Wiem, ze o ten spokoj trudno, ale postaraj sie o
        jakies wsparcie duchowe, aby moc wierzyc w swoje slowa: ze ostatnio wprawdzie
        szamotalas sie w tej historii itp. itp., ale teraz przemyslalas to i widzisz,
        ze jednak jest to dla Ciebie niedopuszczalne, zeby zyc w trojkacie, i ze jesli
        tak jest zafascynowany tamta kobieta, to najlepiej bedzie i najlogiczniej,
        jesli sobie z nia wrecz zamieszka. Paradoksalnie chodzi o to, zeby pokazac, ze
        Ty sie z tego trojkata "wylogowujesz" (przynajmniej decyzyjnie i emocjonalnie).
        (Nie chodzi o to, zebys Ty wyprowadzala sie z domu, ale o pozostawienie go z
        jego wlasnym problemem i konsekwencjami tegoz.) Ze: niech robi co chce, jest
        dorosly, skoro go zafascynowala, to napewno uznal, ze ma ona wiele zalet i
        wobec tego niech sobie do tego swojego idealu idzie. Jak chce komus opowiadac
        jaki jest zakochany, to niech opowiada tamtej, ale Ty nie chcesz tego sluchac i
        juz nie bedziesz powierniczka "rozterek mlodego wertera". Nie umiem tego dobrze
        przekazac, ale chodzi o zostawienie go w spokoju tak jak zostawia sie
        alkoholika (jesli chcesz poczytaj tez o wspoluzaleznieniu, o postepowaniu wobec
        alkoholika, ze jesli osoba mu najblizsza bierze na siebie jego problemy,
        usprawiedliwia go, stara sie go "zrozumiec", przejmuje jego obowiazki, tlumaczy
        go przed ludzmi, chowa przed nim alkohol, kladzie go do lozka jak wraca pijany
        itp., to w ten sposob stwarza mu komfort picia i niemoznosc zobaczenia, ze jest
        alkoholikiem). Podobnie z romansem. Jesli nie da sie spowodowac, by sie
        wyprowadzil, to juz samo to emocjonalne Twoje wylogowanie sie, bycie z nim
        tylko na zasadzie kontaktu sluzbowego, jakies Twoje tez moze inne kroki (typu
        dowiadywanie sie o separacje/ rozwod) ukazujace, ze oto sam na wlasne zyczenie
        niszczy Wasz zwiazek i nie daje Ci mozliwosci bycia bliska mu osoba, tez niosa
        jakis przekaz i konkretny skutek. Na pewno rozjasni to sytuacje i skonfrontuje
        go z tym co robi. Z Twojej strony wszystko moze jak najbardziej byc utrzymane w
        takim klimacie autentycznosci, wiernosci sobie, bo przeciez cos czujesz, nie da
        sie byc moze udawac skały, gdy czlowiek cierpi i zrobilby wszystko, zeby tamten
        emocjonalnie wrocil. Oczywiscie, ze moze byc widac po Tobie, ze Ci jakos na nim
        zalezy, ale mimo to mozesz trwac w swojej postawie, tak jak osoba, ktora jest
        partnerem alkoholika, a ktora postanawia poszukac pomocy DLA SIEBIE, i juz od
        tej chwili zaczac leczyc sie ze wspoluzaleznienia, a przeciez tego swojego
        alkoholika nie przestala kochac, natomiast ktos ja postawil pod sciana i juz
        ona nie moze inaczej, nie moze brnac w dalsze wspoluzaleznienie = nakrecanie
        uzaleznienia. Jedna wazna rzecz w przypadku zdrady - u wiekszosci ludzi, kiedy
        cos ma powab owocu zakazanego i nagle nieoczekiwanie stanie sie kompletnie
        niezakazane, traci ten walor doslownie w jednej chwili, tak jakby ktos nagle
        spuscil powietrze z balonika. Naprawde. Moze Twoj maz do takich osob tez
        nalezy. Kiedy nie bedzie tego podniecajacego konfliktu bycia miedzy dwiema
        zakochanymi kobietami (co narcyzowi bardzo pochlebia) tylko pozostanie mu
        jedynie tamta - najprawdopodobniej NATYCHMIAST zobaczy w niej wiele wad,
        zobaczy jak nudna jest to mimo wszystko relacja, jak slabo sie znaja. Jeszcze
        lepiej na pewno by bylo, teoretycznie, gdyby razem zamieszkali, bo na pewno
        szybko by sie przekonal jak malo ja zna i jaka to zwyczajna osoba. NIKT nie
        jest idealem. Ona tez. Na pewno nieuchronnie zobaczylby jej rozne negatywne
        cechy. Jest tez bardzo prawdopodobne, ze juz samo zaproponowanie jej wspolnego
        zamieszkania moglo by wprawic ja w poploch i byc moze stracilaby ten
        swoj "gruchajacy" entuzjazm, jaki objawia w necie.
        Ale przede wszsytkim takie stanowcze postawienie sprawy, taka "twarda milosc"
        mysle, ze po prostu zmusi go do jakiejs refleksji. I tu nie chodzi o to, zeby
        cos robic W TYM CELU, zeby zmusic go do refleksji, tylko chodzi o zostawienie
        go samemu sobie. Ty zajmij sie po prostu soba. Ufaj swoim glebokim uczuciom,
        swojej niezgodzie na to czy owo, ktora czujesz, a Twoje uczucia Cie nigdy nie
        zawioda. Jesli postapisz tak jak czujesz sama, nie ogladajac sie na niego, to
        tym samym zostawisz go z jego wlasnymi uczuciami. I tu jest tak, ze albo on
        zreflektuje sie albo nie. Albo dostrzeze, ze jestes dla niego wazna - albo nie.
        Albo zacznie chciec naprawic zlo i powrocic do Ciebie, od tej chwili pracujac
        nad naprawa zwiazku - albo nie. Tu jest to ryzyko, ze albo tak albo nie, ale
        jesli pozostaniesz w trojkacie, to on nie dojdzie do tej refleksji, tylko
        wygodnie mu bedzie byc caly czas w tym w czym jest i nadal Cie "wodzic za nos".

        Jeszcze polecam ksiazke "Szantaz emocjonalny" autorki Susan Forward. To jest
        tez bardzo pomocna ksiazka w takich sprawach jak Twoja, daje ona strasznie
        wiele jasnosci, wiedzy bardzo konkretnej, konkretnych narzedzi, jak nie
        pozwolic soba manipulowac, jak rozpoznawac swoje uczucia, jak widziec "gdzie
        jestes Ty w tej sytuacji", jak podejmowac decyzje w zgodzie ze soba.

        I jeszcze "Kobiety, ktore kochaja za bardzo" Robin Norwood.

        Ja wiem, ze to moze brzmiec "akademicko", ze podsuwam ksiazki itp., ale wierz
        mi, jestem bardzo przekonana do tej stanowczosci i bycia "blisko siebie", w
        zgodzie ze soba, do pozwalania sobie na bronienie siebie i traktowania siebie z
        szacunkiem, tak by inni tez traktowali Cie z szacunkiem. Ja zastosowalam tez
        takie postepowanie, najpierw musialam sie go po prostu z trudem, ale wytrwale
        uczyc, JEDNOCZESNIE bedac w takim podobnym cierpieniu jak Twoje, w uz
      • ginestra Re: czy odejscie to najlepszy pomysl- cd histori 19.10.06, 00:26
        CD. poprzedniego postu:
        JEDNOCZESNIE bedac w takim podobnym cierpieniu jak Twoje, w uzaleznieniu od
        meza, w poczuciu slabosci i doswiadczaniu niemozliwosci bycia stanowcza i
        stawiania granic, a jednak je pomalu stawiajac. Szukaj dla siebie, gdzielolwiek
        czujesz, ze to sluszne, wzmocnienia, wsparcia i pomocy, dobrego kierunku i
        powolutku idz obrana droga - droga tego jak chcialabys, zeby bylo, jak
        chcialabys byc traktowana. Zycze Ci w tym powodzenia, wytrwalosci, wiele
        wsparcia od innych i odkrywania wlasnych zasobow. Trzymaj sie i niczego sie nie
        boj! Pozdrawiam!
        • vin Re: czy odejscie to najlepszy pomysl- cd histori 19.10.06, 23:17
          Droga Ginestra,
          Dziekuje Tobie bardzo za wyrazenie tak obszernej opinii i za slowa wsparcia
          (ktore nie ukrywam sa mi bardzo bardzo potrzebne). Dzieki rowniez za polecenie
          mi ksiazek - na pewno skorzystam!! Nie wiem dokad teraz zmierza to moje zycie
          ale mam wrazenie ze dokonuje sie we mnie jakas przemiana. Chyba jestem juz za
          bardzo zmeczona tymi ciaglymi wzlotami i upadkami/rozczarowaniami. Nie wiem co
          on zamierza w tej sprawie zrobic. Ja ze swojej strony nie moge juz chyba zrobic
          nic poza powiedzeniem ze nie moge juz dalej zyc w takim ukladzie.
          • ginestra Re: czy odejscie to najlepszy pomysl- cd histori 19.10.06, 23:46
            Droga vin!
            Powodzenia we wszystkim, trzymaj sie!
            Zycze Ci, aby Twoje sprawy jak najlepiej sie ulozyly, chocby powoli, ale jak
            najlepiej dla Ciebie.
            Pozdrawiam Cie serdecznie! :)
            • vin Re: czy odejscie to najlepszy pomysl- cd histori 20.10.06, 00:10
              Droga Ginestra,
              Dziekuje z calego serca i tez Cie goraca pozdrawiam!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja