atabe73
01.09.06, 10:01
byc moze taki watek juz byl, ale potrzebuje pomocy w zrozumieniu pewnego
osobnika. dorosly mezczyzna w wieku 40 lat,za soba ma kilka zwiazkow
powaznych i wiele kobiet, naprawde wiele. zaden zwiazek nie skonczyl sie
malzenstwem mimo ze on ( przynjamniej tak twierdzi ) chce miec prawdziwa
rodzine i to jest cel do jakiego dazy. jest osoba pewna siebie, uwaza sie za
atrakcyjnego faceta, z ludzmi bardzo szybko nawiazuje kontakt, jest lubiany,
wesoly, jest optymista. jesli chodzi o matke to nie ma z nia kontaktu,
jednynie sporadyczny - swieta. twierdzi i ze nigdy go nie rozumiala, ze
zawsze on byl tym najgorszym, ze gdy byl w wieku lat 17 wygonila go z domu.
ona obecnie wyciaga do niego reke, zalezy jej bardzo na kontaktach z nim - on
nie chce twierdzac ze jest za pozno i ze ona nie jest dla niego matka, ze nic
dla niego nie znaczy. dla niego autorytetem jest ojciec - niestety nie zyje,
zmarl gdy chlopak mial 18 lat. bylam z tym osobnikiem w zwiazku, mieszkalismy
razem. pierwsze miesiace byly cudowne, byl kochajacy, wyrozumialy byl idealny
a ja bylam dla niego wszystkim - jak stwierdzil kobieta jego zycia.wiele
poswiecil by byc ze mna. nagle zaczelo sie psuc, zaczal mnie ranic slownie,
byl okrutny, wszystko co robilam - robilam zle. staralam sie myslac ze to
strach przed odtraceniem. stralam sie do momentu gdy nie odkrylam, ze probuje
szukac innej ... wina o rozpad obarczylam siebie. pomozcie mi go zrozumiec.