Gyby nie JA...

01.03.03, 12:10

"...to tkwiłabyś w tej dziurze do dziś, jako stara panna!"

tak krzyczał do mojej koleżanki jej mąż w czasie jakiejś kłótni...

Wczoraj opowiadała mi o tym, zastanawiając się, co to może oznaczać?
Czy on jej nie kocha, tylko postanowił sobie "uszczęśliwić tę biedną
dziewczynę z prowincji"?
Czy ona ma mu dziękować, że był tak łaskawy...?

Mają dwójkę dzieci, ona w nim zakochana, teraz pełna wątpliwości...

Co o tym myślicie?
    • kwieto Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 12:30
      To znaczy tyle, ze ma siedziec cicho, bo jak nie to ja zostawi i wtedy ona sobie bez niego nie poradzi.
      Nie oznacza to wcale braku swego rodzaju "milosci".
      Pytanie, czy akurat na takiej "milosci" tej kolezance zalezy?
    • Gość: Malwina Re: Gyby nie JA... IP: *.d1.club-internet.fr 01.03.03, 12:30
      interpretacja Malwiny :-)
      on strasznie sie boi ze ona go opusci i usiluje za wszelka cene jej wmowic ze
      nikt na nia nigdy nie spojrzy i ze on jest jej jedyna szansa zyciowa
    • joanna_1 Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 12:49
      Hmm, trudno wypowiedziec się na temat więzi łączącej dwoje ludzi i wzajemnych
      relacji na podstawie jednego tylko sygnału ich komunikacji. Była to kłotnia, w
      ktorej dochodzi do demonstracji emocjonalnej sily argumentu nie zawsze będących
      wyrazem realnej słuszności. Niestety czasem kłotnie są tym wyrazistym znakiem
      tego co tak naprawdę w trawie piszczy.
      Warto by sie przyjrzeć, kto pełni rolę dominująca w związku, kto jest motorem
      napedzającym. Moim zdaniem ów pan i władca ( mocno hipotetyzując) rozsiadł sie
      na swoim tronie, wybudował mocny autorytet i delektuje się jego siłą.
      Ale to moja mocno naciagana wersja.
      • miauczynska Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 13:19
        To cham i prostak!
        Sądzę jednak że zależy mu na żonie bardziej niż stara się pokazać
        jest to bowiem argument mężów którzy drżą ze strachu o swoją kobietę,
        argument niepewnych swojej wartości mężczyzn , świadomych swoich kompleksów
        i przekonanych ze ich partnerka jest "lepsza" w co najmniej kilku dziedzinach
        życia , chcących uzależnić od siebie partnerkę udowadniając jej że jeśli jego
        zabraknie , nikt nie zainteresuje się jej losem i sczeźnie , zginie,
        przepadnie! Biedaczek z niego! ;-)
        Na miejscu koleżanki powiedziałabym spokojnie ale i bez egzaltacji , przy
        następnej próbie upokorzenia
        -Kochanie wiesz że jest inaczej więc proszę nie mów tak do mnie nigdy więcej.
    • provincjuszka Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 14:00
      Jestem w sytuacji podobnej jak twoja kolezanka. Tez slysze takie teksty
      od mojego slubnego (ostatnio czeciej nawet).
      Na studiach imponowalo mi, ze taki facet, za ktorym szalaly prawie wszystkie
      dziewczyny wybral wlasnie mnie. Niebogata, niezbyt urodziwa, na dodatek
      z prowincji. Czulam sie dowartosciowana, kwitlam. Studia skonczylam
      z wyroznieniem, po slubie zamieszkalismy w jego mieszkaniu. Dostalam
      ciekawa i dobrze platna prace. Moj maz tez ma prace, ale czuje sie
      niedowartosciowany. Zarabia mniej niz ja.
      Kiedys uslyszalam, jak tesciowa mowi komus, ze to wszystko dzieki jej
      synowi, bo mogl ozenic sie z kazda, a wybral takie nic, prosta dziewczyne,
      a teraz "ona robi sie na wielkie co".
      Ostatnio zaproponowano mi kierownicze stanowisko, co wiaze sie
      z nienormowanym czasem pracy ale wieksza pensja.
      Uslyszalam, ze nie powinnam sie pchac, bo tam nie miejsce dla mnie.
      Mysle, ze moj maz mnie kocha, ale nie bardzo sie umie odnalezc.
      Poslubil kobiete, od ktorej czul sie "lepszy". Mial nadzieje, ze
      taka go nie zostawi. Moze tez liczyl po cichu na jakas wdziecznosc
      do konca zycia?
      Nie wiem, po co to wszystko pisze, ale nie mam tego komu powiedziec.
      Bo ja tak naprawde to jestem wdzieczna temu czlowiekowi, bo wiem,
      ze to prawda, ze dzieki niemu osiagnelam to, co osiagnelam.
      Czy w zwiazku z tym powinnam czuc wyrzuty sumienia, ze nie czuje
      wyrzutow sumienia?
      Przepraszam ze tak sie rozpisalam.

      Ewa


      • anahella Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 18:21
        provincjuszka napisała:

        > Kiedys uslyszalam, jak tesciowa mowi komus, ze to wszystko dzieki jej
        > synowi, bo mogl ozenic sie z kazda, a wybral takie nic, prosta dziewczyne,
        > a teraz "ona robi sie na wielkie co".

        Ja uwazam, ze ty zrobilas "wielkie co" - w znaczeniu pozytywnym. Zyjesz
        intelektualnie i zawodowo tak jak uznalas za stosowne, zalozylas rodzine.
        Tesciowa miala projekcje ciebie, ze bedzisz cicha i posluszna gospodynia domowa
        a ty sie okazalas dobrym i docenianym pracownikiem. Troche mi to wyglada na
        pretensje do garbatego, ze ma dzieci proste. Tesciowa jest dorosla kobieta i
        powinna sama sobie zdac sprawe z tego, ze to JEJ projekcje a ty nie masz
        obowiazku sie do nich dostosowywac.
      • ta_ Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 19:36
        provincjuszka napisała:

        > Nie wiem, po co to wszystko pisze, ale nie mam tego komu powiedziec.
        > Bo ja tak naprawde to jestem wdzieczna temu czlowiekowi, bo wiem,
        > ze to prawda, ze dzieki niemu osiagnelam to, co osiagnelam.
        > Czy w zwiazku z tym powinnam czuc wyrzuty sumienia, ze nie czuje
        > wyrzutow sumienia?
        > Przepraszam ze tak sie rozpisalam.
        >
        > Ewa

        Witaj Ewo :)
        Z wielką przyjemnością przeczytałam twój post i gratuluję osiągnięć !

        Odnieść się chcę do ostatniego fragmenu, który cytuję powyżej.
        Czy jesteś pewna, że osiągnęłaś to, co osiagnełaś DZIĘKI temu człowiekowi?
        Jesteś przekonana, że on jest ojcem wszystkich twoich sukcesów?!
        Tak nie jest na pewno. Może ma współudział i bardzo pięknie,że to widzisz i
        doceniasz, ale doprawdy NIE PRZECENIAJ jego roli i nie umniejszaj własnej
        pracy. Twój wkład bezsprzecznie jest większy.

        Obawiam się ,że takie myślenie, jak ty reprezentujesz dowodzi usilnej pracy
        męża i jego rodziny nad tobą, aby właśnie taki skutek uzyskać.
        Nie porzucaj swoich ambicji, nie rezygnuj z własnego rozwoju, a pomysł o
        hodowaniu wyrzutów sumienia uznaj za absurdalny i szkodliwy :)

        Życzę ci jak najwięcej sukcesów
        Ta_(mar_ta)
    • Gość: Sławek Re: Gyby nie JA... IP: 212.106.159.* 01.03.03, 14:05
      Myżlę, że takich słów nie potrafiłbym nigdy zapomnieć i od tej chwili wszystko
      byłoby już inne.
      • julla Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 14:19
        Poza tym skąd wiadomo gdzie byś była i co byś robiła, gdyby nie ten mityczny ON?
        Może np. nie byłabyś na kierowniczym stanowisku, ale za to miałabyś lepsze
        samopoczucie przy kimś przyjacielskim przy boku. Trudno powiedzieć co lepsze,
        co gorsze. Życie z kimś kto partnera dołuje i pozbawia poczucia wartości jest
        smętne; i nie wiadomo, czy dziękować, czy przepraszać...
    • anahella Re: Gyby nie JA... 01.03.03, 18:32
      kamfora napisała:

      >
      > "...to tkwiłabyś w tej dziurze do dziś, jako stara panna!"
      >
      albo by tak bylo albo by bylo zupelnie inaczej. Mysle ze na pewno nie bylaby
      dzis kobieta po wstrzasie emocjonalnym (bo takie cos to jest wstrzas).

      Podnosic samoocene mozna na dwa sposoby. Albo szukac czegos "wyzej" i dociagac
      do tego albo szukac czegos "nizej" i cieszyc sie ze jest "wyzej". Tylko ze ta
      druga postawa czesto konczy sie tym ze to "nizej" nagle okazuje sie "wyzej" a
      brak umiejetnosci do dociagania do "wyzej" powoduje frustracje. Uzylam
      slow "wyzej" i "nizej" celowo w cudzyslowiu, bez zadnych konkretnych konotacji.

      Co ta dziewczyna wedlug mnie powinna zrobic? BYC DUMNA ze ktos, kto ja ocenial
      jako nizej teraz ja uwaza za kogos wyzszego. No i oczywiscie popracowac nad
      taktownoscia wypowiedzi meza.
      pozdro
Inne wątki na temat:
Pełna wersja