comamzrobic2
04.09.06, 00:04
Jestem po ślubie 10 lat, mamy dwójkę dzieci. Kiedyś wielka miłość, ślub,
mieszkanie kątem u znajomych w wynajmowanym pokoju, a teraz gniew, brak
polotu i starch o dzieci. Przez ostatnich kilka lat między nami układało się
fantastycznie, pomijam oczywiście fakt, że klepaliśmy biedę, ja zarabiałam
grosze a mąż nie miał pracy. W końcu mąż wpadł na pomysł założenia firmy w
dziale usług. Przy pomocy teścia stworzyli firmę, obecie wspaniale
funkcjonujacą i przynoszącą spore zyski. Wskutek wzrostu poziomu życia
rozpoczęliśmy budowę swojego wymarzonego domu, niestety w pobliżu teściów.
...Kiedy się wprowadziliśmy wszelkie plany o idealnej rodzinie poszły w łeb.
I zaczęła się..."sielanka nie z tej ziemi". Oboje pracujemy, ja kończę późno
(awansowałam i mam nienormowany czas pracy), mąż również, a dziećmi zajmują
się...teściowie, gdyż według męża nikt tak nie wychowa jak jego rodzicie
(którzy tak bardzo swiecą przykładem. Moi rodzice już nie żyją, nigdy nie
otrzymałam od nich żadnego wsparcia, jakoże sami byli schorowani i
nieporadni.
Plany o wspólnym mieszkaniu stały się nierealne...teściowie kontrolują każdy
mój krok, szpiegują mnie. Wypuszczają niesłuszne plotki, że mam kochanka
(kończę późno), że nie dbam o dzieci, że chodzą głodne i nie zaznały opieki
macierzyńskiej. Mąż popiera rodziców. Choć jego ojciec, zawsze "na bani"
awanturuje się o byle co, ale rodzice są IDEALNI. Teściowie zbuntowali
przeciwko mnie męża, już im nie jestem potrzebna, chcą zabrać mi dzieci. Od
momentu przeprowadzki koło teściów nasze życie innymne niemal nie istnieje.
Albo ja nie mam ochoty patrzeć na męża, albo on na mnie. I tak jakoś się
ciągnie. Wiele razy chciałam się rozwieść ale nie mam dokąd iść, a jeśli
nawet iść to z dziećmi, które bardzo kocham. Po śmierci rodziców, mieszkanie
zabrało państwo. A moja pensja nie wystarczyłaby na wynajomwanie mieszkania i
utrzymanie dwojga małych dzieci (no chyba że zasądzono by mężowi spore
alimenty). Niestety tej pewności nie mam.
Niemal wszystko wskazywałoby na to, że to mąż zostałby z dziećmi, ponieważ to
jego jest owy dom, to on ma spore zarobki, stabilną sytuację finansową, a
ponadto to on ma "niby świadków mojego puszczania się" (ja natomiast jestem w
obcym mieście nie mam tu zbyt wielu znajomych).
Chciałabym by ten toksyczny związek się skończył, nie kocham już męża,
straciłam siły by o niego walczyć, zależy mi jedynie na synach. Już nie
pamiętam kiedy byłam z koleżanką na kawie...po prostu nie mogę, chcę uniknąć
kłótni, która i tak jest kilka razy dziennie. To naprawdę nic przyjemnego,
kiedy teść śledzi mnie w drodze z pracy i do pracy, gdy teściowa rozpowiada
plotki o moim rzekomym puszczaniu się. Kiedy nawiany teść robi mojemu szefowi
awantury...
Jeśli ktoś doszedł do końca mojego wpisu proszę o wypowiedzi na ten temat.
Nie wiem gdzie szukać pomocy. Może ktoś mógłby się wypowiedzieć w kwestii
prawnej? Czy mam w ogóle jakiekolwiek szanse na to by dzieci zostały ze mną?
Dziękuję