Próbować coś zmieniać?

09.09.06, 21:00
Witam,

Mam prośbę o radę.
Jakiś czas temu rozstałem się ze swoją miłością. Nie ukrywam, że bardzo wiele
dla mnie znaczyła, niestety dużo więcej niż ja dla niej. Po rozstaniu
dowiedziałem się różnych ciekawych rzeczy, okazało się, że ma ona tendencję do
zachowywania się w związkach wyjątkowo niewłaściwie (nie chodzi mi może o
zdradę itp, bardziej o postawę rozkochującą mężczyzn, a następnie porzucania
gdy znajdzie nową miłość, a przy tym wysyła na tyle mylne znaki do
nowopoznanych, że oni łatwo się zakochują, nawet jeśli dla niej to po prostu
fajny kumpel).

Niestety byłem jednym z tych naiwnych, po rozstaniu dowiedziałem się, że to
jest u niej częste. Jednocześnie jednak poznałem ją na tyle dobrze (pół roku
razem to jednak nie aż tak mało), żeby wiedzieć, że ona naprawdę szczerze
zaczyna nowy związek chcąc coś budować. Widziałem w niej dużo szczerości.
Jednocześnie wiem, że strasznie ją męczy to, że tak łatwo rozkochuje mężczyzn
i że ma zawsze mnóstwo adoratorów wokół siebie. Myślę, że boi się
zaangażowania, a jednocześnie nie zdaje sobie sprawy, że czasem postępuje
niewłaściwie.

W przeszłości raz zaangażowała się bardzo poważnie, ale w bardzo niewłaściwej
osobie. Byli zaręczeni, ale gość zaczął się nad nią znęcać psychicznie,
szantażować, ostatecznie okazało się, ze zdradza i jest uzależniony od
amfetaminy (niezwykłe jak bardzo można nie zauważyć pewnych rzeczy u
narzeczonego). Długo po rozstaniu ją jeszcze dręczył i szantażował. Także
dzieciństwo miała dość niewesołe za sprawą bardzo dużo wymagającego ojca.

Rzecz w tym, że w przeciwieństwie do wielu osób z zewnątrz, dla których jest
to po prostu zła dziewczyna (nawet wiele jej dałych przyjaciółek tak obecnie
twierdzi), ja dostrzegam w niej osobę w głębi ducha dobrą, tylko zagubioną
(przez pół roku jednak trochę ją poznałem, w związku byliśmy dobrymi
przyjaciółmi, dużo razem i szczerze rozmawialiśmy - nie można grać aż tak
dobrze). Charakteryzuje ją niezwykłe (i bardzo fascynujące dla mnie)
połączenie siły i delikatności.

Ogólnie w czasie związku zauważyłem też, że dziewczyna strasznie nie lubi
JAKICHKOLWIEK komplementów (a jest dziewczyną ładną i mądrą). Denerwują ją.
Dochodzę do wniosku, że ma poważne problemy z poczuciem własnej wartości...

Wierzę, że ona jest w głębi ducha bardzo nieszczęśliwa. Ale też, że ktoś tej
dziewczynie musi uświadomić, że pewne rzeczy robi niewłaściwie, bo bardzo boje
się o jej przyszłe szczęście w życie.

Gdy dowiedziałem się o pewnej nowej rzeczy, parę dni temu bardzo poważnie jej
wiele spraw wygarnąłem. Stwierdziłem (mimo, że razem już nie jeteśmy), że
muszę zastosować terapię szokową. Ma dość ostry charakter, dlatego wywiązała
się poważna kłótnia. Ale jednocześnie wyciągnałęm pomocną dłoń i powidziałem,
że w pełni ją akceptuje i jeśli będzie kiedyś chciała o sobie porozmawiać to
jestem do jej dyspozycji. Po kłótni i jej późniejszych SMSach wyglądało na to,
że się już nie będziemy odzywać do siebie. Ale dzień później napisała mi, że
dziękuje za wsparcie, przeprasza za wszystko i żebym dał jej czas, kiedyś
chętnie może o czymś opowie.


Tyle wstępu.
I teraz mam pytanie do Was... sądzicie, że taka osoba potrafi się zmienić?

Pytanie jest niebanalne, ponieważ chcę bardzo jej pomóc (taki już mam
charakter, że lubię pomagać i służyć głebokim duchowym wsparciem, traktuję to
wręcz jako wyzwanie), ale jednocześnie jeśli miałoby to być z góry skazane na
porażkę to wolę sobie darować i urwać kontakt. Na pewno nie będzie łatwo
budować przyjaźni z osobą, którą autentycznie pokochałem (dodam, że nie myślę
w tej chwili o żadnym powrocie, nie potrafiłbym zaufać, intresuje mnie tylko
przyjaźć i pomoc jej; ona też wracać nie chce, bo mnie nie pokochała, zwykłe
zauroczenie, nie zaangażowała się dalej).

Warto to robić?
Jest sens?
Ma to szansę powodzenia?
    • wichrowe_wzgorza Re: Próbować coś zmieniać? 09.09.06, 21:07
      Powiem tak: warto, ale pamiętaj o sobie też. jeśli to potrafisz, to ok.
      Dobrze czytac, ze sa jeszcse ludzie, ktorzy potrafia wychylic sie poza wlasne
      ego, przelamac bol odrzucenia, odepchnac ambicje na dalszy plan, bo czlowiek..
      ;)
    • lashangri Re: Próbować coś zmieniać? 09.09.06, 23:24
      pewnie, że warto. o 180 stopni nikt się nie zmieni od zwyczajnego kumpelskiego
      wsparcia, ale z pewnością dużo jej to da. powodzenia!:)
    • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 12:21
      Dziękuję za te opinie, podbudowały mnie :-).

      Wichrowe_wzgórza: Dziękuję za te miłe słowa, bardzo mi miło. Niestety jedno to
      "chcieć", a drugie to "potrafić". To przecież kobieta, która dla mnie tak wiele
      znaczyła i znaczy... Posłałem Ci mailika na skrzynkę, odbierz sobie :-).
    • shangri-la Re: Koniecznie:) 10.09.06, 16:19
      Budowanie przyjażni z osobą , którą się zdążyło pokochać jest niemożliwe.
      Nie bardzo rozumiem, dlaczego jednak się rozstaliście, ponieważ powody o których
      piszesz na wstępie sa dość nieczytelne, zwłaszcza , że napisałeś poniżej " w
      pełni ją akceptuję".
      Chciałam się jednak skupić na innym fragmencie Twojego postu;

      "Ogólnie w czasie związku zauważyłem też, że dziewczyna strasznie nie lubi
      > JAKICHKOLWIEK komplementów (a jest dziewczyną ładną i mądrą). Denerwują ją.
      > Dochodzę do wniosku, że ma poważne problemy z poczuciem własnej wartości..."


      Kobiety atrakcyjne i interesujące słyszą w ciągu życia takie ilości
      komplementów, że są nimi znużone i każdy kolejny jest tylko powieleniem znanej
      im prawdy. Taka kobieta jest świadoma poczucia własnej wartości i nie ma z nią
      żadnych problemów, jak sugerujesz.
      Problem kobiety to nie tylko uroda i ogólnie budząca zainteresowanie meżczyzn
      powierzchowność.
      Prawdziwym problemem kobiety jest BYĆ KOCHANĄ , a za pełnymi zachwytu
      komplementami, zazwyczaj nie ma uczucia.
      W Twoim przypadku chyba JEST UCZUCIE, więc okaż je swojej kobiecie, bo tylko
      MIłOŚĆ uzdrawia , uszcześcliwia i nadaje sens każdej chwili życia.
      >
      • somebody101010 Re: Koniecznie:) 10.09.06, 17:56
        > Problem kobiety to nie tylko uroda i ogólnie budząca zainteresowanie meżczyzn
        > powierzchowność.

        A skąd wniosek, że tylko takie komplementy mówiłem? Napisałem, że są to
        komplementy jakiekolwiek, także odnoszące się do jej wnętrza. Jestem osobą,
        która na każdym kroku przekonuje swoją kobietę o uczuciu, bo uważam to za rzecz
        fundamentalną. Tym bardziej, że miała ona w tym czasie dużo problemów (życie jej
        niestety nie oszczędzało w ostatnim czasie) i starałem się dać jej tyle ciepła
        ile tylko jestem w stanie. Nie w tym więc problem.

        O powodach rozstania, cóż, nie chciałbym się tutaj wdawać w szczegóły.
        Najogólniej mówiąc, gdy się rozstawaliśmy to jedną nogą budowała już coś nowego.
        Twierdzi, że między nami było uczucie, ale nie była to miłość. A jak ktoś nie
        jest zaangażowany (a pod koniec tego zaangażowania brakło) to w pojedynkę nie da
        się budować związku. Z osobą dla której mnie zostawiła była miesiąć (rzucił ją).
        Drwina losu :/. Przed naszym związkiem nadszedł po prostu czas próby - gorszy
        okres - i tego nie przetrwaliśmy.
        • shangri-la Re: Koniecznie:) 10.09.06, 18:21
          Nie wyciagam wniosków.....usiłowałam Ci tylko wytłumaczyć, dlaczego komplementy
          nie robią wrażenia na kobietach atrakacyjnych , nie tylko fizycznie.:)

          Powodem Waszego rozstania natomiast, była jej zdrada, bo chyba nie masz
          wątpliwości jak się nazywa "budowanie nowego związku" w czasie trwania
          poprzedniego.....
          Zdrada to zupełnie inny problem i mnóstwo watków tutaj powstało na jej temat.
          Poczytac możesz, ale sam zdedydujesz , czy jesteś zdolny ją wybaczyć.
          Zdolność wybaczania jest proporcjonalna do siły uczuć....:)
          Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji;)
          • somebody101010 Re: Koniecznie:) 10.09.06, 18:30
            Nazwałaś wprost coś, czego chciałem uniknąć :-).

            Oddzielmy jednak dwie kwestie:

            a) To czy byłbym w stanie do niej wrócić. Jeśli widziałbym jej dużą chęć powrotu
            i realną chęć zmiany swoich zachowań, to - bardzo, bardzo powoli - tak. Na
            chwilę obecną - nie. A że ją kocham i nie mogę spać po nocach, bo tęsknię to już
            odrębna sprawa.

            b) To, że chcę jej pomóc, by nie robiła więcej takich rzeczy w przyszłości (a
            robi niestety w każdym z dotychczasowym związku, z wyłączeniem jednego).
            • shangri-la Re: Koniecznie:) 10.09.06, 18:37
              somebody101010 napisał:

              > Nazwałaś wprost coś, czego chciałem uniknąć :-).


              Niestety....prawdy lepiej nie unikać, bo rodzi to jedynie dalsze problemy.
              >

              > Oddzielmy jednak dwie kwestie:
              >
              > a) To czy byłbym w stanie do niej wrócić. Jeśli widziałbym jej dużą chęć powrot
              > u
              > i realną chęć zmiany swoich zachowań, to - bardzo, bardzo powoli - tak. Na
              > chwilę obecną - nie. A że ją kocham i nie mogę spać po nocach, bo tęsknię to ju
              > ż
              > odrębna sprawa.
              >

              Jeśli jesteś gotów wybaczyć i zacząć wszytko od nowa, zrób to....w przeciwnym
              razie będziesz żałował do końca świata i jeszcze dłużej.


              > b) To, że chcę jej pomóc, by nie robiła więcej takich rzeczy w przyszłości (a
              > robi niestety w każdym z dotychczasowym związku, z wyłączeniem jednego).

              Pisałam już poprzednio, że jedynym lekarstwem jest MIłOŚĆ, ale wzajemna.
              Swoim jednostronnym zaangażowaniem niczego nie zdziałasz, jeśli zabraknie
              prawdziwego, głębokiego uczucia Twojej kobiety.
              • somebody101010 Re: Koniecznie:) 10.09.06, 18:51
                > Niestety....prawdy lepiej nie unikać, bo rodzi to jedynie dalsze problemy.

                Tak, ja wiem, nie chciałem tego tylko tak wprost tutaj na forum :-).

                > Pisałam już poprzednio, że jedynym lekarstwem jest MIłOŚĆ, ale wzajemna.
                > Swoim jednostronnym zaangażowaniem niczego nie zdziałasz, jeśli zabraknie
                > prawdziwego, głębokiego uczucia Twojej kobiety.

                No własnie... Na dzień dzisiejszy ona nie chce wracać... Ale nie odrzuca
                przyjaźni. Kto wie, może gdy się lepiej poznamy i zbliżymy jako przyjaciele... ?
                Ale na razie o tym nie myślę, nie chcę się łudzić. Powoli zaczynam się otrząsać
                i szukać kogoś nowego (ona też teraz kogoś ma, więc nawet nie chcę się mieszać).
                Jeśli jej zależy to pewnie zadziała to na nią motywująco :-).
                • shangri-la Re: Niekoniecznie:( 10.09.06, 19:09
                  "No własnie... Na dzień dzisiejszy ona nie chce wracać... Ale nie odrzuca
                  przyjaźni. Kto wie, może gdy się lepiej poznamy i zbliżymy jako przyjaciele... ?
                  Ale na razie o tym nie myślę, nie chcę się łudzić. Powoli zaczynam się otrząsać
                  i szukać kogoś nowego (ona też teraz kogoś ma, więc nawet nie chcę się mieszać).
                  Jeśli jej zależy to pewnie zadziała to na nią motywująco :-)."


                  Tutaj mnie zaskoczyłeś.......
                  "Nie śpisz po nocach", tworzysz wątki na forum i ......."szukasz kogoś nowego"?!
                  Sorry, ale nie rozumiem w jakim celu jest Ci ten/ta "ktoś nowy" potrzebny.(?)
                  Ona robi Ci nadzieję na jakiś dziwny twór zwany "przyjażnią na ruinach miłości"
                  a sama też spotyka sie z innym mężczyzną?
                  Kto z Was kogo oszukuje?
                  • somebody101010 Re: Niekoniecznie:( 11.09.06, 08:43
                    > Tutaj mnie zaskoczyłeś.......
                    > "Nie śpisz po nocach", tworzysz wątki na forum i ......."szukasz kogoś nowego"?
                    > !
                    > Sorry, ale nie rozumiem w jakim celu jest Ci ten/ta "ktoś nowy" potrzebny.(?)
                    > Ona robi Ci nadzieję na jakiś dziwny twór zwany "przyjażnią na ruinach miłości"
                    > a sama też spotyka sie z innym mężczyzną?
                    > Kto z Was kogo oszukuje?

                    No właśnie? ;-)
                    W jakim celu mi potrzebny ktoś nowy... Cóż, żyć jakoś trzeba... Przetrwałem już
                    trochę czasu w samotności myśląc ciągle o niej... W ostatnim okresie wyznałem
                    jej, że ciągle ją kocham, niezależnie od tego wynikło też trochę ostrych słów
                    tytułem rozliczenia naszego poprzedniego związku z pewnych niedomówień.
                    Wyciągnąłem pomocną dłoń, ona nie powiedziała nie. Ale na tę chwilę nie mogę
                    liczyć na nic więcej. Wszystko co mogłem zrobić - zrobiłem. Teraz jest z kimś
                    innym i nie mogę wpychać się z buciorami w ich życie. Oby żyli szczęśliwie jak
                    najdłużej. Ja tymczasem też muszę zacząć układać sobie życie, choć samo myślenie
                    o tym przychodzi mi to z wielką trudnością. Wychodzę z założenia, że co ma być
                    to kiedyś będzie. Jeśli mamy sobie być przeznaczeni, to kiedyś jeszcze będzie
                    okazja do wspólnego związku. Może jako przyjaciela pozna mnie trochę lepiej i
                    doceni. Bardzo bym tego chciał, bo niestety obawiam się (a nawet mam
                    przekonanie), że w naszym związku nie poznała mnie w pełni - trafiłem na ciężki
                    okres w jej życiu i musiałem nastawić się na maksimum empatii i opiekuńczości.
                    Ale nie było w tym mojego pełnego "ja", bo tylko wyeksponowałem jedną z części
                    swojej osobowości. Nie realizowałem się w pełni w tym związku, bo też nie było
                    ku temu niestety okazji - cóż, są takie chwile, gdy własne potrzeby i pragninia
                    trzeba trochę zepchnąć na bok, bo są rzeczy w danej chwili ważniejsze. Myślę
                    też, że nie wyglądałbym wiarygodnie jako przyjaciel, nie próbując znaleźć nikogo
                    nowego. Będzie ewidentnie widzieć, że wszystko co robię, robię by ją na nowo
                    zdobyć :-). A ja sądzę, że tylko przez przyjaźń jest szansa na to by to się udało.

                    Niestety nie jestem w stanie teraz szukać wielkiej miłości. Ale kto wie co Bóg
                    dla nas szykuje, może ta wielka miłość odnajdzie mnie i uleczy rany? Nie chcę
                    szukać, ale myślę, że nadszedł czas gdy powinienem się otworzyć na nowe
                    perspektywy. Z resztą ja tak mam, że angażuję się trudno (wiem jak wiele sił
                    wkładam w związki i bardzo sobię te siły szanuję ;-)), więc to, że zacznę
                    poznawać nowe dziewczyny jeszcze niczego nie oznacza :-). A być może trochę
                    podbuduje moje nieco zatracone poczucie własnej wartości. Tak było z moją
                    Miłością, też rozglądałem się za różnymi dziewczynami, różne poznawałem, ale
                    zwykle po 1-3 spotkaniu czułem, że nie chcę się angażować (prawdopodobnie ja sam
                    też mam na tym tle jakieś problemy :-)). Aż do pewnego momentu gdy dostrzegłem
                    Ją (dostrzegłem, bo znaliśmy się z widzenia już wcześniej, ale dopiero pewnego
                    razu mieliśmy sposobność dłużej porozmawiać). Wówczas poczułem, że muszę o to
                    walczyć i ona mi to wyraźnie umożliwiła :-). Do dziś twierdzi, że bardzo mnie
                    podziwiała, że imponowałem jej. Wiem też, że z początku mocno "iskrzyło" między
                    nami, no to się po prostu czuje, przez pierwszy okres namiętności było dużo,
                    dużo szczęścia i obustronna euforia. Takie rzeczy się po prostu czuje, chyba
                    nikt nie potrafi tak doskonale udawać. Wiem też, że w tym okresie niemal
                    zapomniała o swoich problemach, niestety później się one nasiliły i odnalazły ją
                    znowu. Niestety mówi, że w drugiej części naszego związku bardzo próbowała się
                    zmusić do miłości, ale jej nie wyszło. Cóż, trochę też było mojej winy (choć
                    uważam, że mimo wszystko zachowałem się prawidłowo wobec siebie), bo czując brak
                    jej zaangażowania i to, że od pomocy w najcięższym okresie zaczynam się trochę
                    wypalać - zacząłem nieco manifestować swoje własne potrzeby. Niestety chyba nie
                    zawsze to się spotykało ze zrozumieniem.

                    Przyznam, że czasem trudno mi było (jako osoba przejawiająca raczej sporo
                    empatii) zrozumieć dlaczego czasem postępuje w sposób tak mało otwarty na
                    potrzeby innych. Pewnego razu pamiętam, że mieliśmy spędzić razem wspaniały
                    piątkowy wieczór u niej w domu. Jej rodzice wyjechali, no szykował się bardzo
                    miły wieczór. Niestety jak na złość (Bóg jednak zsyła nam różne próby ;-)) w
                    ciągu dnia poczułem się źle. Ola kazała mi zostać w domu i leżeć w łóżku, mimo,
                    że próbowałem ją przekonać, że nic mi nie będzie. Prawdę mówiąc dobrze, że mnie
                    przegadała, bo tak okropnego samopoczucia nie miałem od lat (do dziś nie wiem
                    czy było to zatrucie pączkami z bitą śmietaną dzień wcześniej czy grypa
                    żołądkowa). Co jednak ciekawe, z jednej strony kazała mi sama zostać w domu, a z
                    drugiej miała wieczorem dużo żalu, przechodzącego w agresję w moim kierunku, że
                    nie spędzamy tego wieczoru razem. Przysyłała mi wieczorem bardzo niemiłe SMSy,
                    co przyznam było ostatnią rzeczą, jakiej w tym momencie potrzebowałem (i też jej
                    to napisałem). Efekt był taki, że w wyniku tej specyficznej SMSowej kłótni nie
                    mogłem długo w nocy zasnąć, a temperatura cały czas rosła (przy 40.3 st
                    przestałem patrzeć na termometr, na szczęście wkrótce zasnąłem). Następnego dnia
                    natomiast urządziła mi niespodziewaną wizytę (mimo, że dzieliło nas wtedy 40km)
                    i spędziliśmy bardzo miły wieczór.

                    No i jak ja mam to rozumieć? Tak ogromny żal, że nie przyjechałem wskazuje na
                    zaangażowanie. Ekstremalny brak empatii w tym momencie (ja przecież nie byłem
                    winien temu, że się rozchorowałem) - wprost przeciwnie.

                    Co ciekawe, najczęściej zauważaną przez nią cechą negatywną wśród ludzi z jej
                    otoczenia (ja, jej brat, znajomi, byli) jest egoizm. A więc traktuje tę cechę
                    bardzo negatywnie.

                    To był jednak taki moment (już drugi), gdy doszedłem do wniosku, że czas
                    skończyć z kryciem jej za jej problemami i zrzucaniem swoich potrzeb na drugi
                    plan. Zacząłem manifestować swoje potrzeby (choć nie bardzo natrętnie), łącznie
                    z tym, że nie mogę jeździć codziennie się z nią widywać, bo dość poważnie wpływa
                    to na moją pracę (mam nienormowany czas pracy, no ale bez przesady, pracować
                    jednak trzeba). Nie podobało jej się to. Miała humory gdy czasem nie pojawiałem
                    się na uczelni (studiowaliśmy razem).

                    Pierwsza taka sytuacja, która zapaliła mi światełko ostrzegawcze miała miejsce
                    nieco wcześniej. Moja Miłość jest osobą skłonną do kłócenia się w związku z
                    rzeczami, które jej nie odpowiadają (taki jej sposób szczerej rozmowy), ale
                    wtedy przeszła już samą siebie... W ciągu dnia lubiłem jej często posłać
                    jakiegoś SMSa z czymś miłym (zależnie od ilości czasu dłuższego lub
                    króciutkiego), zostawić jakąś wiadomość na GG etc. I razu pewnego w pracy
                    zrobiłem to samo. Zostawiłem jej przytulaka na GG. Niedługo potem zaczęła się
                    awantura, że dlaczego nie przysłałem jej tego SMSem (chodziło o to, że była w
                    tym czasie w kuchni i SMSa zobaczyłaby wcześniej niż wiadomość na GG). Ja jej na
                    to, że przepraszam, ale natychmiast po wejściu do biura zostałem zaatakowany
                    toną pilnych spraw od wielu osób na raz i nie miałem czasu stukać SMSa, ani
                    wskakiwać na bramkę. A odezwać się na GG to dla mnie żaden problem, bo
                    komunikator i tak mam zawsze włączony na komputerze. Prawdę mówiąc nie sądziłem
                    nigdy, że z takiej sprawy może wyniknąć awantura do samego wieczora, łącznie z
                    tym, że po drodze niemal zerwała ze mną. Oczywiście już miałem tego dnia
                    popracowane.

                    No i znowu, jak to rozumieć? Z jednej strony chyba jej zależy, a z drugiej taki
                    brak wyrozumiałości - i w tym przypadku - zwyczajnej otwartości na argumenty.

                    Przypomniała mi się właśnie jeszcze jedna ciekawa historia, choć nie tak
                    dramatyczna jak dwie powyższe. Jeszcze innym razem (a to już był niemal sam
                    koniec naszego związku) mieliśmy iść razem na koncert zespołu moich znajomych.
                    Jak zwykle zadzwoniłem do menedżera, żeby mnie wpisał na listę gości, wraz z
                    osobą towarzyszącą (generalnie tak się mówi, poza tym menedżer jest osobą mającą
                    tysiące spraw na głowie i w czasie krótkiej rozmowy nie interesu
                    • owocoskala Re: Niekoniecznie:( 11.09.06, 09:01
                      Twoja dziewczyna ma niesamowite wprost kompleksy.. Musi bez przerwy cos sobie
                      udowadniać. rzeczywiście przydałaby się ostra terapia u psychologa. Może była
                      by inaczej postrzegana przez środowisko gdyby nie to, ale pamiętaj też że
                      środowisko jest w stanie obiektywniej ocenic jej charakter niz zakochany facet.
                      Ważne jest co kto robi, czy mozna na niego liczyć a nie jak rzuca włosami i czy
                      fajnie się z nią gada itd. Pamietaj na przysłość że partnera w związku można
                      zagłaskać. Ja np. wybrałam takiego który właśnie wydawało się jako jedyny nie
                      zwracał uwagi na moją powerzchowność i nie prawił mi koplementów. :) . Znam też
                      historię dziewczyny jeżdżacą do każdego chłopaka z dwojaczkami z obiadem- to
                      się nie sprawdza. Myslę też że Twoja dziewczyna kłamała mówiąc że nie była w
                      tobie zakochana chciała się wycofać w jej pojeciu z honorem, ale to niewiele
                      zmienia.... Szkoda ciebie w ogóle. Mam nadzieję że znajdziesz kogoś kto cię
                      doceni...
      • somebody101010 Re: Koniecznie:) 10.09.06, 18:49
        Jeszcze w kwestii komplementów, myślałem chwilę nad tym co pisałaś... I jestem
        skłonny zaakceptować fakt, że kobiety atrakcyjne mogą nie lubić komplementów od
        obcej osoby. Ale od bliskiej?

        Przykłady:
        (wszystkie przykłady sprowadzone do najprostszej postaci, zwykle komplementuję w
        sposób bardziej wyrafinowany)

        Komplementowanie atrakcyjności fizycznej:

        - Masz piękne oczy
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Masz wspaniałe włosy
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Masz świetną sylwetkę
        - Nieprawda / nie znasz się

        ... [mógłbym długo kontynuować]
        Dodam, że podnoszenie jej też absolutnie w grę nie wchodzi, pod groźbą ostrej
        awantury (nie lubi, poza tym boi się, że się załamię pod jej ciężarem).

        Komplementy jej cech:

        - Jesteś wspaniałą osobą
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Uwielbiam Twoją grację / delikatność
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Imponujesz mi tym i tym
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Jesteś silna, zobaczysz dasz sobie radę, wierzę w Ciebie
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Jesteś bardzo inteligentna
        - Nieprawda / nie znasz się

        - Jesteś mądra, zdasz ten egzamin
        - Nieprawda / nie znasz się / nie denerwuj mnie

        itp. itd.
        Też mógłbym wymieniać bardzo długo, ale trudno tak teraz wymyślić komplementy,
        które zwykle wychodzą spontanicznie.


        Zastanawiając się ustaliłem, że są dwa rodzaje kompelementów, które przyjmowała:

        - Podoba mi się to co zrobiła (w sensie materialnym i nie) lub co powiedziałaś
        - Lubię / kocham Cię taką jaka jesteś


        Ja rozumiem, że kobieta może cierpieć na nadmiar komplementów, ale proszę, no od
        kochającej osoby chyba jednak dobrze coś takiego czasem usłyszeć? No bo zaraz
        dojdziemy do wniosku, że właściwie to ja jej wogóle nic miłego miałem nie mówić
        (i niestety czasem już naprawdę nie wiedziałem jak jej powiedzieć coś miłego).


        Muszę teraz lecieć, będę później.
        Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie konstruktywne porady :-)
        • shangri-la Re: Koniecznie:) 10.09.06, 19:01
          "Nieprawda, nie znasz się, nie denerwuj mnie"
          Ja bym to nazwała przekomarzaniem:)....ale to chyba kwestia kontekstu i
          konkretnej sytuacji w jakiej padają takie słowa.

          "Zastanawiając się ustaliłem, że są dwa rodzaje kompelementów, które przyjmowała
          > :
          >
          > - Podoba mi się to co zrobiła (w sensie materialnym i nie) lub co powiedziałaś
          > - Lubię / kocham Cię taką jaka jesteś"

          I słusznie , bo to najpiekniejsze słowa jakie może kiedykolwiek usłyszeć kobieta.:)

          Twoja dziewczyna była w przeszłości zraniona, jest nieufna i stąd chyba jej
          niechęć do standartowych komplementów, które przecietną blondynkę zwalają z nóg.
          Myślę, że jest to wartościowa kobieta a Twoja miłość z czasem uleczy Jej własne
          rany i nadejdzie dzień, kiedy na Twoje "masz piekne oczy" odpowie "masz rację,
          to dlatego, że Ty się w nich odbijasz";)

          Pozdrawiam i życzę szczęścia:)


          >
          • somebody101010 Re: Koniecznie:) 11.09.06, 07:35
            > "Nieprawda, nie znasz się, nie denerwuj mnie"
            > Ja bym to nazwała przekomarzaniem:)....ale to chyba kwestia kontekstu i
            > konkretnej sytuacji w jakiej padają takie słowa.

            Niekiedy tak to faktycznie odbierałem. Ale zwykle w kontekście i przede
            wszystkim intonacji nie było niestety cienia żartu...

            > Myślę, że jest to wartościowa kobieta a Twoja miłość z czasem uleczy Jej własne
            > rany i nadejdzie dzień, kiedy na Twoje "masz piekne oczy" odpowie "masz rację,
            > to dlatego, że Ty się w nich odbijasz";)

            Bardzo ładne :-)
            Oby tak kiedyś pomyślała... :-)

            > Pozdrawiam i życzę szczęścia:)

            Wzajemnie :-)
    • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 17:23
      Boszzz, człowieku, co ty chcesz od laski. Może ją na operacje plastyczną
      wyślij, żeby ją obrzydzili, biust zmniejszyli i hormonami z 10 kg dodali. Do
      tego dodaj może jakieś elektrowstrząsy coby do końca życia z głupawy
      uśmieszkiem została i IQ 40,5.
      Wtedy faktycznie nie będzie 'rozkochiwać w sobie' facetów.

      Żałosne.

      Nie zdajesz sobie sprawy jak faceci się niestosownie zachowują. Są nachalni do
      bólu. Całują w rączki (fuj). Wgapiają się natrętnie w oczki i w biust.
      Nagminnie łamią bariery ciała (ach, te przypadkowe muśnięcia dłonią, objęcia,
      etc, a niedoświadczone laseczki płoną rumieńcem ach ach). Lać w twarz? Komu by
      się chciało? Przecież sami sobie grób kopią. Odpowiedz im jedną (czyt. jedną)
      zagrywką w tym stylu po tym, jak puścili ci ich całą serię z właściwą sobie
      subtelnością (grrrr) i już są ugotowani. I już myślą, że jesteś ich.
      I odchodzą przemyśleć STRATEGIĘ na dzień następny. Więc masz chwilę spokoju.

      A ty sobie myślisz - co za strata czasu. Następny manipulator. Już mu się
      włączył skrypcik 'zdobywcy' przy biuściastej małolacie. Wyłączy się za roczek.
      O ile w ogóle. Tak więc szance normalnego pogadania z ciekawym facetem -
      bliskie zeru, tak realnie oceniając. Znowu.

      E tam, chrzanię to. Faceci są beznadziejni. Wada fabryczna ten testosteron ;)
      • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 17:40
        zresztą i tak pewnie laska jeśli tak jak piszesz jest ładna i inteligentna to
        ma przechlapane, bo większość kobiet jej pewnie tak z marszu nieznosi (te
        zakompleksione, czyli jakieś 95%) a kumplować się może tylko z kobietami, które
        znają swoją wartość i nie są gó..arami z problemami typu 'ach, ach ma tu
        zmarszkę jak się krzywię, ach, a tu plamkę na tyłku; więc musi sobie dlużej
        poszukać i raczej nie w swoim wieku, co ma swoje zalety, oczywiście, bo
        przynajmniej nie musi wysłuchiwać tych przeraźliwie nudnych PROBLEMÓW
        DAMSKICH :/ A większość facetów będzie się przy niej nadymać jak koguciki, albo
        próbować jej udowadniać, że nie jest wcale taka mądra jak jej się wydaje, bo
        przecież jest kobietą.
        Zasadniczo większość ludzi będzie z marszu sie starać coś udowodnić - że wcale
        nie jest taka ładna, taka inteligentna, czy taka fajna. A już największa frajda
        jak sie takiej powinie noga. Wtedy można z satysfakcją stwierdzić 'a nie
        mówiłam?' i wrócić do swoich seriali w TV. A wcześniej może jeszcze trochę
        dokopać. Z niekłamaną satysfakcją. Bo przecież od początku o tym się marzyło,
        od momentu poznania :/ tylko nie miało się jak tego zrobić.
        • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 17:49
          tak więc jeśli się kobiecie trafiło, że jest i ładna i inteligentna, to
          zasadniczo musi nabrać do wielu rzeczy duuuuuużo dystansu, bo bardzo łatwo jest
          zostać wredną biczą, jak cię wszyscy dookoła traktują tylko jak sparring
          partnera (faceci - do sprawdzania się, kobiety- do treningu w wydrapywaniu
          oczu, wiadomo)
          trochę wyrozumiałości, drogi maczo i pamiętaj o tej belce w swoim oku najpierw
          zanim tak ostro ocenisz :/
          • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:02
            Czy aby nie zbyt pochopna i nieuzasadniona wycieczka? :-) Czy ja gdzieś
            atakowałem? Nie, myślę, że nawet fakt, że nei wdaję się w szczegóły i nie podaję
            przykładów oznacza, że nie atakuję tylko szukam wyważonej opinii.

            Rzecz w tym, że ja nie oceniam ostro, wprost przeciwnie, staram się
            usrawiedliwić. Myślę wręcz, że to Ty sama oceniłaś ją dużo ostrzej ode mnie. Nie
            znasz sprawy. Uwierz mi, że jedną sprawą jest być fantastyczną dziewczyną, a
            drugą - zachowywać się w związkach odpowiednio. Są pewne zasady i tyle. Dobrze
            jeśli je pozna i zaakceptuje. I o tym jest ten temat.

            P.S. Nie jestem typem maczo.

            Pozdrawiam.
            • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:09
              O, biedactwo :)
              A tu trafiłeś na klonika - fanatyka. Bywa.

              Jak się o nią troszczysz, to możesz jej na to zwrócić uwagę, ale jeśli miała
              teraz gorszy czas - jak piszesz - to takie rzeczy mogą ją tylko dobić, jak
              wyjedziesz z czymś takim na wstępie.
              Ludzie chyba sami powinni dochodzić do wniosku, że popełnili jakiś błędy. Tylko
              wtedy mają szansę się czegos nauczyć. Ale i wtedy też chyba niekoniecznie :/
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:13
                Mam taką propozycję:
                Więcej wiary w ludzi :-)
                W mężczyzn także.

                Pozdrawiam!
                • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:22
                  Somebody, u ludzi najbardziej denerwuje nas to, czego nie lubimy u siebie...
                  Wiesz o tym ,prawda?

                  PS mężczyźni potrafia byc bardzo fajni. ale, litości, niech nie udają że
                  rozumieją kobiety :/ bo to się wtedy robi groteska. Czasem wystarczy
                  spytać...eeeeh
                  • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:26
                    > Somebody, u ludzi najbardziej denerwuje nas to, czego nie lubimy u siebie...
                    > Wiesz o tym ,prawda?

                    Masz rację, łamania pewnych zasad życia w związku nie lubię.
                    Poza tym daleki jestem od zdenerwowania. Określiłbym to jako zatroskanie.

                    > PS mężczyźni potrafia byc bardzo fajni. ale, litości, niech nie udają że
                    > rozumieją kobiety :/ bo to się wtedy robi groteska. Czasem wystarczy
                    > spytać...eeeeh

                    Cały wątek jest o tym, czy powinienem pytać.
                    • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:34
                      Kto pyta nie błądzi :)
                      Ale to twoje życie, niektórzy wolą gdybanie i domysły.
        • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 17:50
          Nie próbować. Oszukujesz sam siebie i nadal jesteś zaangażowany. Pomóc takiej
          osobie może psychoterapeuta a nie były chłopak któty jest subiektywnie
          nastawiony. Możliwie że dziewczyna ma kompleksy ale nie wierzę że kobieta może
          dawać tylu osobom mylne znaki że jest zaangażowana. Doskonale wie co robi,
          potrzebuje potwerdzenia. W gruncie rzeczy może rzeczywiście uważa się za
          brzydką - stąd irytacja ale z pewnościa maluje się i robi dużo by się podobać.
          Nie trać czasu, zapomnij. To psychiczna modliszka. Czas leczy rany.
          • vitoria3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:01
            Owocoskała, ja proponuję karę śmierci dla takiej wrednej rury co to ma czelność
            rozmawiać w swoim życiu z więcej niż jednym facetem. Nie, co tam, lepiej
            przypiekanie ogniem, jakieś tortury, bo to jest po prostu NIELEGALNE, że faceci
            mogą ją lubić. Bo to niesprawiedliwe!!! Ona napewno ma syndrom modliszki.
            Napewno po stosunku morduje faceta i zjada podczas rytualnej czarnej mszy.
            Wnioskuję to z tego, że używa tuszu do rzęs, a wiadomo, że wszystkie kobiety
            które się malują i pokazują zęby, jak się uśmiechają, to ladacznice.

            Tak więc masz rację, idź na hipnozę, zapomnij o modliszce, to napewno zła
            kobieta była.
            • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:52
              > Owocoskała, ja proponuję karę śmierci dla takiej wrednej rury co to ma
              czelność
              >
              > rozmawiać w swoim życiu z więcej niż jednym facetem.
              Czy ty czytasz ten wątek?
              Chłopak prosi o radę nie spi ponoć po nocach, dalej kocha, dziewczyna go
              zdradziła i jakos tak nie wiadomo czemu biednej anielicy bez przerwy tak się
              zdarza że jest z kimś rozkochuje go w sobie i szuka następnego. Biedactwo :).
              My ładne kobiety mamy taż źle wszyscy nam zazdroszą, patrzą się, koszmar po
              prostu.... Niech założy okulary w brzydkiej oprawie, nie myje się zapuści wąsy.
              Hm, dziwne, też byłam i nadal jestem uważana za wyjątkowo atrakcyjną i takie
              rzeczy jakoś mi się nie przytrafiały ani moim też bardzo atrakcyjnym
              pryjaciółkom. jakoś nie budziłyśmy się po pół roku obok faceta stwierdzając że
              wlaściwie nigdy go nie kochałyśmy. Chłopak nie myśli trzeźwo i nie ma co go
              podpuszczać. Za bardzo mówiłes o swoich uczuciach, takie kobiety nie szukają
              cipłych kluch. przepraszam że to mówię. jesteś dobrą zatoką w czasie burzy ale
              nie kimś o kim by mogła marzyć.
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 09:08
                > podpuszczać. Za bardzo mówiłes o swoich uczuciach, takie kobiety nie szukają
                > cipłych kluch. przepraszam że to mówię. jesteś dobrą zatoką w czasie burzy ale
                > nie kimś o kim by mogła marzyć.

                Czasem dochodzę do podobnych wniosków.
                Choć to nie jest tak, że jestem uległym chłoptasiem, też jest we mnie dużo
                stanowczości i czasem gdy się komuś "nazbiera" potrafię być bardzo stanowczy i
                ekspresywny. Czasem nawet kłótnie (choć na co dzień jestem człek spokojny),
                przeradzają się w agresywne, ale to bardziej wtedy gdy czuję, że to ja nie mam
                racji ;-). Niestety nie lubię się otwarcie przyznawać do błędów. Zdarza mi się
                też nakrzyczeć na kogoś kto się w danej chwili źle zachowuje.

                Inna sprawa, że w czasie nagromadzenia się jej problemów starałem się unikać tak
                ostrych rozmów, uznając, że to będzie w tym momencie złe, a na odrobinę bolesnej
                szczerości przyjdzie jeszcze czas.

                Opowiem Wam jeszcze jedną intrygującą historię, która generalnie chyba
                potwierdza to o czym napisałaś. Razu pewnego w czasie wyjazdu sylwestrowego ze
                znajomymi była wieczorem impreza, a że zima to była i góry to w przedpokoju było
                bardzo mokro. Kafelki tam były, więc zrobiło się bardzo bardzo ślisko i na
                dodatek zaraz obok bardzo strome i neibezpieczne schody i raz po raz ktoś tam
                zaliczał upadek. Miłość ma pod wpływem upojenia alkoholowego (bo tylko tak mogę
                to tłumaczyć) zaczęła biegać jak postrzelona po pokoju i korytarzu, w pewnym
                momencie poślizgnęła się, przewracając nawet stos nart (na całe szczęście ją
                złapałem i nie zrobiła sobie krzywdy). W już to się spotkało z moją
                natychmiastową, bardzo ostrą i bardzo stanowczą reakcją (dostało się też
                koledze, który doszedł chyba do wniosku, że wnoszenie z zewnątrz śniegu i
                rzucanie śnieżkami w moją biegającą Miłość to świetna zabawa). Ostatecznie
                zdecydowałem, że moja Miłość ma już dość i natychmiast idzie spać, zaprowadziłem
                ją do łazienki. Jeszcze przez chwilę odbywała się zabawa pod tytułem "przynieś
                mi ręcznik", ja się obracam a ona ucieka spowrotem do pokoju (naturalnie przez
                śliski korytarz), ale w końcu definitywnie udało mi się ją zmusić do pozostania
                w łazience i w końcu kazać spać. I wiecie co w czasie tej osobliwej szarpaniny
                się stało? W pewnym momencie spojrzała mi w oczy i zaczęła podskakiwać i cieszyć
                się w najlepsze, że jestem na nią zły. Przyznam, że było to tak urocze, że sam
                też zacząłem się w głębi ducha śmiać, no ale było to w równym stopniu radosne,
                co i wprawiło mnie w osłupienie. Ogólnie sytuację oceniam pozytywnie (nigdy nie
                zastanawiałem się nad tym, ale jakoś tak wspomnienie tego, że ją w taki sposób
                wręcz zdominowałem jest dla mnie całkiem podniecające, ok tyle na temat mojej
                seksualności ;-)). Choć oczywiście takiego braku odpowiedzialności tolerować nie
                mogłem :-).

                Podobnych przypadków było jeszcze kilka, choć nie tak jaskrawych. Zwykle jednak
                w czasie standardowej awantury moja ostra reakcja zwrotna powodowała tylko
                dolewanie oliwy do ognia. Miłość razu pewnego sama mi z resztą powiedziała,
                żebym w takich chwilach brał ją na przeczekanie, bo ona wtedy nie jest otwarta
                na argumenty...


                Wiecie co, im więcej o tym wszystkim myślę, tym bardziej chęć jej poznawania
                jest dla mnie fascynująca ;-) Na samo wspomnienie o tym wszystkim mam dobry
                humor. Echhh :-(
                • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 10:23
                  Zwykle jednak
                  > w czasie standardowej awantury moja ostra reakcja zwrotna powodowała tylko
                  > dolewanie oliwy do ognia.
                  No ale to są dwie różne sprawy - czym innym jest męska pewność siebie i
                  narzucanie swojej woli z pewną czuloscią, a czym innym awanturowanie się i
                  krzyki. tego nikt nie lubi :)
                  • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 10:42
                    > Zwykle jednak
                    > > w czasie standardowej awantury moja ostra reakcja zwrotna powodowała tylk
                    > o
                    > > dolewanie oliwy do ognia.
                    > No ale to są dwie różne sprawy - czym innym jest męska pewność siebie i
                    > narzucanie swojej woli z pewną czuloscią, a czym innym awanturowanie się i
                    > krzyki. tego nikt nie lubi :)

                    No tak, tak :-). Wiem to, tak dla formalnosci napisalem ;-).
                    Jeszcze jakos skomentujesz pozostala czesc? :-)
                    • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 11:07
                      > Jeszcze jakos skomentujesz pozostala czesc? :-)
                      Może lepiej nie bo coraz bardziej masz ochote wrócić do trudnej ukochanej :)
                      • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 11:16
                        > Może lepiej nie bo coraz bardziej masz ochote wrócić do trudnej ukochanej :)

                        Wnioskuje, ze mnie do tego nie zniechecasz? ;-)
                        • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 12:42
                          > Wnioskuje, ze mnie do tego nie zniechecasz? ;-)
                          Cały czas i uparcie zwłaszcza że długo obserwowałam męski odpowiednik tego
                          zachowania już z zona i dzieckiem. Ale... jeśli koniecznie chcesz spróbowac ją
                          odzyskać co zapewne źle się skonczy, to wybij sobie zgłowy rolę przyjaciela,
                          pocieszyciela z chusteczką w dłoni, sługi na każde zawołanie oraz przestań
                          pisać o niej Milość z dużej litery, bo to takie.... jedni dla tych samych
                          kobiet robią ołtarzyki a ini je mają.... Niech cię przypadkiem spotka jako
                          zadowolonego z siebie człowieka na luzie, który chciałby dłużej pogadać ale
                          niestety się bardzo spieszy. Żadnych pytać typu "..a jak ty się czujesz....,
                          jak spałaś..." :) trzeba być życzliwym ale się cenić....
                          Jest taki film z Willem Smithem (tym z uszkami:)) jak on był konsultantem od
                          randek. Nie pamietam tytułu. Lektura obowiązkowa :))
                          • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 13:23
                            Dzięki za wszystkie uwagi :-).

                            > pocieszyciela z chusteczką w dłoni, sługi na każde zawołanie oraz przestań
                            > pisać o niej Milość z dużej litery, bo to takie....

                            Nie no, nie przywiązuj do tego zbyt dużej wagi. Nie chciałem wymieniać jej
                            imienia, a jakoś ją określać musiałem. Powstał więc taki nieszkodliwy kryptonim
                            :-). Na co dzień się nim nie posługuję.
                          • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 13:26
                            Dodam, że mimo wszystko dalej rozważam przyjaźń, nie urwanie kontaktu całkowite.
          • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:08
            Nie robi tego świadomie. Sama zadaje sobie pytanie o to co ma w sobie takiego,
            że wszystkim się podoba. I bardzo ją to męczy. A już na pewno nie robi tego
            świadomie. A co do malowania - na co dzień używa bardzo delikatnego makijażu i
            ubiera się raczej zwyczajnie. Nie lubi się wyróżniać.

            Czemu tyle osób próbuje wystawiać jej ocenę, nie znając jej? :-) Starczy mi już,
            że muszę ją czasem bronic przed jej własnymi znajomymi.

            Ja pytałem tylko o to czy warto bym próbował wskazać jej popełniane błędy,
            którymi rani innych i myślę, że też siebie. Odpowiedzi są jak na razie mieszane.
            • vitoria3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:15
              Ja bym cos takiego bardzo ceniła, gdyby to zrobił mój przyjaciel. Bo od tego
              są, między innymi. Ale uważaj - bo jeśli jest jeszcze w tobie w jakiś sposób
              zaangażowana (może być nawet nieświadomie) to możesz ją takimi uwagami
              krytycznymi bardzo zranić. Więc uważaj na formę, bo krytyka ZAWSZE boli, podana
              od osób najbliższych szczególnie, więc zadbaj o kontekst i o formę, bo jeśli
              wyjdzie na to, że robisz to z zemsty, np.to...może być bardzo przykro.
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:20
                Dotąd mieliśmy już jedną rozmowę. To już nawet nie chodziło o wytykanie jej
                czegoś (to było przy okazji), ale o wyjaśnienie pewnych rzeczy z naszej
                przeszłości o których się niestety dowiedziałem. Postarałem się to podać w
                najdelikatniejszej formie, cały czas zapewniając, że ją akceptuję i nie
                przestanę lubić, że ma we mnie przyjaciela. Cały czas podawałem pomocną dłoń.
                Kłótnia była wielka (taki ma charakter :-)), myślałem, że się już nie odezwie do
                mnie więcej (napisałem jej w SMS, że ja zrobiłem co w mojej mocy, teraz kontakt
                i nawiązywanie przyjaźni leży tylko w jej rękach). Później jeszcze kilka
                ciepłych SMSów. Napisała, że przeprasza mnie za wszystko, dziękuje za akceptację
                i wsparcie i że potrzebuje czasu, że może kiedyś wrócimy do rozmowy. Na mój gust
                dowód na to, że całkiem bez racji nie jestem i podążam we właściwym kierunku.
                • vitoria3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 18:32
                  to powodzenia :) jeśli ci naprawdę na niej zależy i jesteś w stanie jej
                  wybaczyć jej błędy, to macie szanse na przyjaźń. jeśli oczywiście o przyjaźń ci
                  chodzi.
                  Ale jeśli kobieta ma za sobą burzliwy okres w życiu, to chyba najpierw musi
                  sobie to życie poukładać, już bez ciebie. dopiero później ciebie do niego
                  zapraszać z powrotem, ale już na innych zasadach. Może nie chcieć ciebie
                  dodatkowo obarczać swoim bałaganem.
                  Ja lubię przyjaciół zapraszać do siebie, gdy mam czysty dom, i mogę się
                  podzielić czymś dobrym. Ale jestem też szczęśliwa, gdy mogę na nich liczyć, gdy
                  akurat sama niewiele mogę dać...bo dużo straciłam.
                  Moim zdaniem w przyjaźni najważniejsza jest szczerość. Jeśli będziecie w stanie
                  przeskoczyć z relacji związku na szczere relacje (a to zupełnie inna bajka
                  jest) to może wam się udać przyjaźń.
                  Powodzenia
          • klonn3 Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 21:26
            Owocoskała, może dziewczyna faktycznie ma problem, może faktycznie ma np.
            kompulsywną potrzebę uwodzenia. Ale skąd wiesz, że nie chce się tego pozbyć?
            Może chociażby ze względu na faceta, z którym jest obecnie będzie się próbować
            zmienić. Psychoterapia może pomóc, ale najbardziej może jej pomóc UCZCIWE
            ŻYCIE, bez kręcenia i szukania jakiejś drugiej opcji, czy innych podobnych
            rzeczy. Bo najwyraźniej do tego ma tendencje.

            Jeśli kocha swojego obecnego faceta, to napewno zrobi bardzo dużo, żeby się
            tego fatalnego (brrr) zwyczaju pozbyć. Jeśli zależy jej na przyjacielu, to
            napewno też nie będzie chciała go narażać, bo chyba raczej zna siebie (?), mamy
            tu do czynienia z dorosłą osobą. Nikt nie chce ranić przyjaciół :( raczej
            chcemy ich chronić. Ale tutaj jak z każdym nałogiem - alkoholikowi czy
            narkomanowi raczej trudno zaufać i są małe szanse że z dnia na dzień stanie się
            dobrą ,zintegrowaną psychicznie osobą.
            • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 08:44
              > Owocoskała, może dziewczyna faktycznie ma problem, może faktycznie ma np.
              > kompulsywną potrzebę uwodzenia. Ale skąd wiesz, że nie chce się tego pozbyć?
              > Może chociażby ze względu na faceta, z którym jest obecnie będzie się
              próbować
              > zmienić.
              Ależ ja się całkowicie z Tobą zgadzam. Ona ma problem, pewnie jej z tym źle i
              może zrobić to wszystko razem z terapią. Pisze tylko ze akurat somebody nie
              może jej pomóc bo jest wciąż zaangażowany i tak naprawdę chciałby ją zmienic
              dla siebie. Jak rozumiem nawet kogos nowego bedzie miał by zmobilizować swoją
              byłą być może do zazdrości i powrotu. Tak ogólnie jest przyjęte że osoba
              zaangażowana nie może być "terapeutą"
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 11:28
                > dla siebie. Jak rozumiem nawet kogos nowego bedzie miał by zmobilizować swoją
                > byłą być może do zazdrości i powrotu. Tak ogólnie jest przyjęte że osoba

                Nie, to nie tak :-). Nie angazuje sie w zwiazki nie majac pewnosci, ze sie oddam
                w 100%. Moze dlatego tak rzadko jestem w zwiazkach, mimo ze problemow z nowymi
                znajomosciami nie mam. Piszac o poszukiwaniu czegos nowego mialem na mysli, ze
                moze jednak trzeba dac sie nieco zyciu poniesc, moze jednak znajdzie sie ktos,
                kogo pokocham rownie mocno i uleczy to moje rany... Choc przekonania do tego nie
                mam. Wiem, ze cos musze zaczac robic, by tchnac w siebie nadzieje (czy to do
                powrotu, czy do budowania czegos nowego), bo bez nadziei nie jestem w stanie
                dalej zyc. A piszac o tym, ze moze zmotywuje ja to do myslenia o naszej
                przeszlosci chodzilo mi o to, ze mysle, ze im dluzej bede na nia czekac z
                otwartymi ramionami, tym dluzej nie bedzie reagowac. Poznalem ja na tyle, zeby
                wiedziec, ze jest przekorna i nie lubi robic niczego z czyjejs inicjatywy.
                Mysle, ze musze zaczac po prostu normalnie zyc. Nie chodzi mi o to, ze znalezc
                nowa dziewczyne tylko dla zazdrosci, ale po prostu - zaczac jej szukac, otworzyc
                sie na to, co moze przyniesc los (rowniez na przyjazn i powrot). Coraz bardziej
                wierze, ze to co moglem zrobic juz zrobilem, a teraz im bardziej bede sie dalej
                starac, tym mniej osiagne.
                • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 11:34
                  > Poznalem ja na tyle, zeby
                  > wiedziec, ze jest przekorna i nie lubi robic niczego z czyjejs inicjatywy.

                  Z drugiej strony, uwielbia jak ktos nia kieruje... Bardzo czesto gdy probowalem
                  ja do czegos przekonac to bylo najpierw wielkie NIE. A gdy sie nie poddalem to
                  pozniej bylo, ze sie cieszy, ze sie podobalo. Heh, kobieta pelna sprzecznosci
                  :-). I jak to ma nie byc fascynujace? ;-)
                  • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 11:38
                    Inna sprawa, ze czasem trudno bylo odroznic NIE czyli TAK, od NIE bo zaczne
                    gryzc ;-)
                • owocoskala Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 12:13
                  ze im dluzej bede na nia czekac z
                  > otwartymi ramionami, tym dluzej nie bedzie reagowac.
                  Oczywiście, to jest normalne niestety. Ty też jesteś przekorny i chcesz
                  zdobywać, jak rozumiem z twoich relacji z randek podobasz się dziewczynom, ale
                  wolałeś pokręconą, tajemniczą i trudną do zdobycia. To że jesteś wybredny to
                  pozytywna cecha a nie jak piszesz coś nie w porządku :). Jak bym przestała się
                  interesować wiadomo kim i zostawiła sprawy własnemu biegowi. Może kiedyś kiedy
                  bedziecie dojrzalsi..., ale pamiętej że ona może miec tak, że np. ktos jej
                  powie w pracy że przytyła albo że ma pryszcza, a ona by się sprawdzić pójdzie
                  bo baru poderwać faceta by sobie udowodnić że jest jednak wciąż laską...
                • miang Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 13:40
                  > Nie, to nie tak :-). Nie angazuje sie w zwiazki nie majac pewnosci, ze sie odda
                  > m
                  > w 100%. Moze dlatego tak rzadko jestem w zwiazkach, mimo ze problemow z nowymi
                  > znajomosciami nie mam. Piszac o poszukiwaniu czegos nowego mialem na mysli, ze
                  > moze jednak trzeba dac sie nieco zyciu poniesc, moze jednak znajdzie sie ktos,
                  > kogo pokocham rownie mocno i uleczy to moje rany... Choc przekonania do tego ni

                  oklamujesz tylko nas na forum i te nowe dziewczyny czy tez samego siebie przy
                  okazji?
                  • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 13:50
                    O co chodzi? Bo poki co nie widze, zebym kogos oklamal. Chyba tylko siebie w
                    tym, ze dam rade kogos odnalezc, podczas gdy wciaz czuje to co czuje :-(.
                    • miang Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 15:16
                      a, to dopiero bedziesz podrywal nowe dziewczyny?

                      i to nie twoja wina ze je zrobisz w konia, no bo przeciez nie twoja wina ze nie
                      chcesz sie angazowac, to Bog i zycie dla ciebie przyszykowalo, ty tylko
                      skorzystasz ....i pozniej wrocisz do bylej.
                      • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 15:44
                        > a, to dopiero bedziesz podrywal nowe dziewczyny?
                        >
                        > i to nie twoja wina ze je zrobisz w konia, no bo przeciez nie twoja wina ze nie
                        > chcesz sie angazowac, to Bog i zycie dla ciebie przyszykowalo, ty tylko
                        > skorzystasz ....i pozniej wrocisz do bylej.

                        :-) Bardzo proszę o przeczytanie całości wątku przed wyciąganiem wniosków.
                        Jak już pisałem, nie rozpoczynam związków, bez szczerych chęci zaangażowania.
                        I tak - dopiero teraz będę podrywać.
                        • miang Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 16:32
                          "Piszac o poszukiwaniu czegos nowego mialem na mysli, ze
                          moze jednak trzeba dac sie nieco zyciu poniesc, moze jednak znajdzie sie ktos,
                          kogo pokocham rownie mocno i uleczy to moje rany... Choc przekonania do tego nie
                          mam."

                          no biedactwo, przekonania nie masz i zwiazku nie bedziesz zaczynal, a ze dasz
                          sie poderwac jakies dziewczynie to juz jej problem, tak?
                          • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 16:58
                            > no biedactwo, przekonania nie masz i zwiazku nie bedziesz zaczynal, a ze dasz
                            > sie poderwac jakies dziewczynie to juz jej problem, tak?

                            Nadinterpretacja czy brak czytania ze zrozumieniem?
                            Pozdrawiam
    • blue_as_can_be Re: Próbować coś zmieniać? 10.09.06, 20:54
      Somebody, podejrzewam, że trafiłeś na przypadek trudniejszy, niż Ci się
      wydaje... wydaje mi się również, że popełniasz błąd próbując zrozumieć swoją
      dziewczynę odwołując się do własnych wyobrażeń co może oznaczać jakieś
      konkretne zachowanie.

      ktoś już na tym forum podrzucił kiedyś pewien link - to ten:
      samvak.tripod.com/faq21.html
      piszesz za mało, żeby być pewnym, ale niektóre elementy wskazywałyby, że...
      zresztą sam poczytaj.

      trzymaj się
      • shangri-la Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 07:52
        blue_as_can_be napisała:

        >
        >
        > ktoś już na tym forum podrzucił kiedyś pewien link - to ten:
        > samvak.tripod.com/faq21.html



        Zła diagnoza....ta pani nie jest narcyzem;)
        • blue_as_can_be Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 10:23
          po czym poznajesz? mnie tam się parę rzezczy skojarzyło...
          • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 15:55
            Czytalem ten dokument, nie ma tam raczej precyzyjnego okreslenia po czym taka
            osobe poznac, ale z klasycznej definicji wyrazu "narcyz" raczej sklonny jestem
            sie zgodzic z blue_as_can_be :-).
            • blue_as_can_be Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 16:21
              Somebody, to nie jest dokument tylko cała książka (albo przynajmniej obszerne
              fragmenty) - na dole strony znajdziesz odnośniki do innych rozdziałów,
              najszybciej będzie jeśli wejdziesz w "more FAQs". JEST tam bardzo precyzyjna i
              rozbudowana definicja narcyzmu oraz sporo praktycznych porad dla partnetów
              narcystycznych osobników.
              pzdr
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 17:58
                Myślę, że to jest jednak opis na wyrost. Poza tym, pełno jest tutaj trudnej
                jednak do ogarnięcia dla laika treści i wydaje mi się, że nie ja powinienem
                oceniać kwestię jej zdrowia psychicznego. Nie znam się, a zbyt łatwo o pomyłkę.


                Jeżeli jednak wspominamy o zaburzeniach to przypomniała mi się pewna rzecz,
                którą kiedyś moja dziewczyna powiedziała, wyrażając jednocześnie obawę czy na
                pewno wszystko z nią w porządku. O naszych licznych awanturach powiedziała, że
                jest osobą, która często widzi rzeczy tylko albo białymi albo czarnymi. Nie
                widzi stanów pośrednich. Dlatego tak trudno jest jej być otwartym na inne niż
                własne argumenty. Nie wiem jednak na ile przemyślana była ta opinia, a na ile
                była to myśl chwili (w trudnych sytuacjach łatwo coś sobie ubzdurać w sprawie
                własnego ja, przynajmniej ja tak czasem miewam ;-)).


                Z innych samokrytycznych wyrażeń to zdarzyło jej się kiedyś powiedzieć, że
                często rani ludzi oraz czasem w trudnych chwilach zdarza jej się wypowiadać
                "teraz widzisz jaka naprawdę jestem", albo gdy mówiłem czasem niektórym
                znajomym, że mam depresję z powodu tęsknoty do Oli, powiedziała "czemu wszyscy
                muszą wiedzieć jaka naprawdę jestem?". Zdziwiło mnie zabarwienie tej wypowiedzi,
                tak jakby rzeczywiście uważała, że jest z nią coś nie tak. Zawsze jednak
                tłumaczyłem to w ten sposób, że jest osobą zagubioną, zdaje sobie sprawę, że
                popełnia błędy i rani ludzi i pragnie tego nie robić, ale nie może się odnaleźć.


                Co o tym myślicie?

                W ocenach, że jest to poważniejsza choroba (tak jak pisze blue_as_can_be) jednak
                jestem ostrożny (żeby nie powiedzieć, że nie dopuszczam ich do siebie), zbyt
                łatwo o błąd, a szczególnie myślę trudno to zdiagnozować z relacji osoby
                postronnej i do tego przez internet.
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 18:04
                Z opisów na tej stronie wyłania mi się jakiś strasznie mroczny obraz tego
                narcyza. A moja dziewczyna bywa bardzo pogodna (choć ma tendencję do
                wyolbrzymiania problemów, które czasem z małych robią się przerastającymi ją),
                wiele też daje do związku od siebie. Nie jest więc tak, że nastawia się tylko na
                branie. Pierwsza część związku była cudowna. Myślę, że taka diagnoza jest jednak
                zbyt daleko idąca.
              • somebody101010 Re: Próbować coś zmieniać? 11.09.06, 18:09
                Myślę, że mogę powiedzieć, że nasz związek był szczęśliwy, poza pewnymi sprawami
                wynikającymi z obiektywnych trudności w życiu mojej Miłości. Ale to nie jest jej
                wina. Nie, moim zdaniem ten narcyz to całkowity strzał w płot.
Pełna wersja