somebody101010
09.09.06, 21:00
Witam,
Mam prośbę o radę.
Jakiś czas temu rozstałem się ze swoją miłością. Nie ukrywam, że bardzo wiele
dla mnie znaczyła, niestety dużo więcej niż ja dla niej. Po rozstaniu
dowiedziałem się różnych ciekawych rzeczy, okazało się, że ma ona tendencję do
zachowywania się w związkach wyjątkowo niewłaściwie (nie chodzi mi może o
zdradę itp, bardziej o postawę rozkochującą mężczyzn, a następnie porzucania
gdy znajdzie nową miłość, a przy tym wysyła na tyle mylne znaki do
nowopoznanych, że oni łatwo się zakochują, nawet jeśli dla niej to po prostu
fajny kumpel).
Niestety byłem jednym z tych naiwnych, po rozstaniu dowiedziałem się, że to
jest u niej częste. Jednocześnie jednak poznałem ją na tyle dobrze (pół roku
razem to jednak nie aż tak mało), żeby wiedzieć, że ona naprawdę szczerze
zaczyna nowy związek chcąc coś budować. Widziałem w niej dużo szczerości.
Jednocześnie wiem, że strasznie ją męczy to, że tak łatwo rozkochuje mężczyzn
i że ma zawsze mnóstwo adoratorów wokół siebie. Myślę, że boi się
zaangażowania, a jednocześnie nie zdaje sobie sprawy, że czasem postępuje
niewłaściwie.
W przeszłości raz zaangażowała się bardzo poważnie, ale w bardzo niewłaściwej
osobie. Byli zaręczeni, ale gość zaczął się nad nią znęcać psychicznie,
szantażować, ostatecznie okazało się, ze zdradza i jest uzależniony od
amfetaminy (niezwykłe jak bardzo można nie zauważyć pewnych rzeczy u
narzeczonego). Długo po rozstaniu ją jeszcze dręczył i szantażował. Także
dzieciństwo miała dość niewesołe za sprawą bardzo dużo wymagającego ojca.
Rzecz w tym, że w przeciwieństwie do wielu osób z zewnątrz, dla których jest
to po prostu zła dziewczyna (nawet wiele jej dałych przyjaciółek tak obecnie
twierdzi), ja dostrzegam w niej osobę w głębi ducha dobrą, tylko zagubioną
(przez pół roku jednak trochę ją poznałem, w związku byliśmy dobrymi
przyjaciółmi, dużo razem i szczerze rozmawialiśmy - nie można grać aż tak
dobrze). Charakteryzuje ją niezwykłe (i bardzo fascynujące dla mnie)
połączenie siły i delikatności.
Ogólnie w czasie związku zauważyłem też, że dziewczyna strasznie nie lubi
JAKICHKOLWIEK komplementów (a jest dziewczyną ładną i mądrą). Denerwują ją.
Dochodzę do wniosku, że ma poważne problemy z poczuciem własnej wartości...
Wierzę, że ona jest w głębi ducha bardzo nieszczęśliwa. Ale też, że ktoś tej
dziewczynie musi uświadomić, że pewne rzeczy robi niewłaściwie, bo bardzo boje
się o jej przyszłe szczęście w życie.
Gdy dowiedziałem się o pewnej nowej rzeczy, parę dni temu bardzo poważnie jej
wiele spraw wygarnąłem. Stwierdziłem (mimo, że razem już nie jeteśmy), że
muszę zastosować terapię szokową. Ma dość ostry charakter, dlatego wywiązała
się poważna kłótnia. Ale jednocześnie wyciągnałęm pomocną dłoń i powidziałem,
że w pełni ją akceptuje i jeśli będzie kiedyś chciała o sobie porozmawiać to
jestem do jej dyspozycji. Po kłótni i jej późniejszych SMSach wyglądało na to,
że się już nie będziemy odzywać do siebie. Ale dzień później napisała mi, że
dziękuje za wsparcie, przeprasza za wszystko i żebym dał jej czas, kiedyś
chętnie może o czymś opowie.
Tyle wstępu.
I teraz mam pytanie do Was... sądzicie, że taka osoba potrafi się zmienić?
Pytanie jest niebanalne, ponieważ chcę bardzo jej pomóc (taki już mam
charakter, że lubię pomagać i służyć głebokim duchowym wsparciem, traktuję to
wręcz jako wyzwanie), ale jednocześnie jeśli miałoby to być z góry skazane na
porażkę to wolę sobie darować i urwać kontakt. Na pewno nie będzie łatwo
budować przyjaźni z osobą, którą autentycznie pokochałem (dodam, że nie myślę
w tej chwili o żadnym powrocie, nie potrafiłbym zaufać, intresuje mnie tylko
przyjaźć i pomoc jej; ona też wracać nie chce, bo mnie nie pokochała, zwykłe
zauroczenie, nie zaangażowała się dalej).
Warto to robić?
Jest sens?
Ma to szansę powodzenia?