lottax
11.09.06, 12:02
Przyznam że męczy mnie ten temat.Mąż należy do ludzi nie myślącymi pozytywnie
nie podchodzi do życia a jakoś to będzie.Martwi się o przyszłośc czy o
terażniejszość.Mówi co zrobimy jak urodzi się chore ,co będzie jak stracę
pracę,kto wtedy nam pomoże.
Pesymistyczne podejście męża do życia doprowadziło że ja też się waham.Z
drugiej strony nie chciałabym żebyśmy czuli się samotni jak syn się ożeni
albo żeby on nie był samotny jak my odejdziemy.Nie chciałabym miec wyrzutów
sumienia że nie zdecydowaliśmy się ,bo lęk był silniejszy.
Co w takiej sytuacji mam zrobić?