bardzo zapewne oklepane

IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.03, 02:40
podejrzewam, ze temat ten pojawil sie nie raz nie dwa na tym forum, ale mimo
wszystko podejme go raz jeszcze -co zrobic gdy jest sie z czlowiekiem,
ktorego poprzedni zwiazek byl "toksyczny", tzn. ktos kogos wykorzystywal i
meczyl psychicznie, a teraz moj kochany probuje (i udaje mu sie) stosowac
sztuczki, ktorych nauczyl sie od swojej bylej na mnie? co zrobic, zeby dac do
zrozumienia komus, ze nie mozna traktowac drugiej osoby jak wlasnosc? wiem,
powiecie - odejdz, zapomnij. ale co zrobic, zeby mimo wszystko naprawic zlo?
bo przeciez kocham tak mocno...ale to boli... i to jak bardzo!
    • kwieto Re: bardzo zapewne oklepane 07.03.03, 07:06
      Trzeba dac mu do zrozumienia, ze te sztuczki nie dzialaja (chyba ze dzialaja, to juz gorzej :((( )
      Chec manipulacji opiera sie na pewnym przekonaniu, ze nie spotkaja nas za to konsekwencje - ze manipulowana dziewczyna nie odejdzie, wspolpracownik sie nie poskarzy przelozonym itd.

      Moze postataraj sie pozbawic go takiej pewnosci, jednoczesnie pietnujac owe "sztuczki"?


      Zaciekawilo mnie bardzo okreslenie "sztuczki ktorych sie nauczyl od niej". Jakos tak sobie mysle, ze starasz sie go wytlumaczyc przed sama soba. szlachetne, ale czy napewno prawdziwe? Mysle ze osoba krzywdzona w jakis sposob, stara sie nie krzywdzic taka sama metoda kolejnych osob. Jestes pewna, ze to on byl strona skrzywdzona w poprzednim zwiazku? Moze oboje odpowiadali sobie pieknym za nadobne? - takich ludzi staralbym sie unikac.
      • Gość: malutka Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.03, 15:06
        kwieto napisał:

        > Trzeba dac mu do zrozumienia, ze te sztuczki nie dzialaja (chyba ze dzialaja,
        t
        > o juz gorzej :((( )

        niestety - chyba dzialaja, bo jak zapewne wiesz, najlatwiej wykorzystywac
        uczucia
        > Chec manipulacji opiera sie na pewnym przekonaniu, ze nie spotkaja nas za to
        ko
        > nsekwencje - ze manipulowana dziewczyna nie odejdzie, wspolpracownik sie nie
        po
        > skarzy przelozonym itd.
        >
        > Moze postataraj sie pozbawic go takiej pewnosci, jednoczesnie pietnujac
        owe "sz
        > tuczki"?
        >
        no wlasnie, ale jak????
        >
        > Zaciekawilo mnie bardzo okreslenie "sztuczki ktorych sie nauczyl od niej".
        Jako
        > s tak sobie mysle, ze starasz sie go wytlumaczyc przed sama soba. szlachetne,
        a
        > le czy napewno prawdziwe? Mysle ze osoba krzywdzona w jakis sposob, stara sie
        n
        > ie krzywdzic taka sama metoda kolejnych osob. Jestes pewna, ze to on byl
        strona
        > skrzywdzona w poprzednim zwiazku? Moze oboje odpowiadali sobie pieknym za
        nado
        > bne? - takich ludzi staralbym sie unikac.
        >

        widzisz, a mnie sie wydaje, ze ludzie, ktorych zly zwiazek oslabil psychicznie
        dowiaduja sie w jaki sposob podporzadkowuje sie druga osobe i potem ida na
        latwizne i zamiast wspolpracowac z druga osoba - pracuja nad jej glowka, az w
        koncu to oni sa gora

        • kwieto Re: bardzo zapewne oklepane 07.03.03, 21:41
          A ja jestem przekonany, ze jezeli ktos nie ma w zwyczaju manipulowac innymi, to nawet jesli zostanie zmanipulowany totalnie, to sam tego nie zrobi.
          Szczegolnie, ze jesli jest teraz z kims innym, to nie ma po co. Zeby sie odegrac? Mszczac sie na Tobie nie odegra sie na niej - jako czlowiek choc troche myslacy powinien to chyba zrozumiec?

          Podtrzymuje teze, ze z tym wykorzystywaniem go w poprzednim zwiazku bylo cos nie tak. Albo wykorzystywali sie wzajemnie, albo to on wykorzystywal ja.
    • kamfora Re: bardzo zapewne oklepane 07.03.03, 07:08
      Gość portalu: malutka napisał(a):

      > co zrobic gdy jest sie z czlowiekiem,
      > ktorego poprzedni zwiazek byl "toksyczny", tzn. ktos kogos wykorzystywal i
      > meczyl psychicznie, a teraz moj kochany probuje (i udaje mu sie) stosowac
      > sztuczki, ktorych nauczyl sie od swojej bylej na mnie?

      Przede wszystkim zastanowić się, czy w tym poprzednim związku na pewno
      stroną wykorzystywaną była "była"?
      • kamfora Re: bardzo zapewne oklepane 07.03.03, 07:12

        Oczywiście chodziło mi o to, czy stroną wykorzystującą była na pewno
        jego była partnerka.
        • Gość: malutka Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.03, 15:03
          to wszystko jest w ogole jakies takie zaplatane. moj nawleczony jest duzo
          starszy ode mmnie, jego poprzedni zwiazek byl od poczatku do konca chory (przez
          5 lat on byl "tym drugim", ona byla mezatka z dzieckiem) i moze uklad
          odpowiadal im obojgu, ale na pewno to on byl kozlem ofiarnym (chociaz z drugiej
          strony - znam tylko jego subiektywna wersje).
          moj problem polega na tym, ze najpierw sie zakochalam, a potem dopiero poznalam
          charakter i osobowosc mojego ukochanego. wiem, ze to kompletnie bez sensu, ale
          tez wiem, ze wielu ludziom sie to zdarza. juz po kilku miesiacach wiedzialam
          jakie "ziolko" jest z mojego mezczyzny, ale jestem z tych co to "zbawiaja
          swiat" i wierza, ze potrafia zmienic innych ludzi. nowiec mnie sie wydawalo,
          ze pokazujac swoja milosc, oddanie, tolerancje i cierpliwosc naucze Jego robic
          to samo, no i... zdziwilam sie, bo sie nie udalo. historia mojego zwiazku jest
          tak dluga, tak poplatana i tak kompletnie nonsensowna, ze kazdy po przeczytaniu
          opisu pierwszego miesiaca naszej znajomosci zapytalby sie mnnie czy jestem
          wariatka. no ale widac ja lubie problemy. teraz jest jeszcze trudniej, bo ja
          jestem daleko od polski (wyadawalo mi sie, ze w ten sposob rozwiaze problemy),
          a problemy sa jeszcze gorsze, bo zwiazek przez telefon i net to jeszcze wieksza
          paranoja. ale co zrobic????
          • kwieto Re: bardzo zapewne oklepane 07.03.03, 21:45
            darowac sobie?
            Zbawianie swiata to piekna rzecz, ale nie mozna zbawic swiata, ktory nie poszukuje zbawienia.
            Czy on na pewno chce tworzyc "normalny" zwiazek?
            a moze roznego rodzaju gierki i manipulacje po prostu mu odpowiadaja i nie ma ochoty tego zmieniac?

            W takiej relacji (wykorzystywacza) pokazywanie swojej milosci budzi tylko ochote dalszego wykorzystywania. Trzeba sie "maskowac", "ukrywac"... A co to za zwiazek, kiedy w imie milosci do kogos mam udawac kogos kim nie jestem?
    • wannia Re: bardzo zapewne oklepane 07.03.03, 17:20
      Odejść - nie odejść. To w dużej mierze zależy od tego, ile życia (czytaj:
      czasu) poświęciłaś temu związkowi. Im dłużej się jest ze sobą, tym trudniej
      podjąć ostateczną decyzję o rozstaniu, tym bardziej wrasta się w układ, nawet
      gdy jest toksyczny i dalsze bycie razem nie rokuje dobrze. Jeśli jesteście ze
      sobą krótko, ból będzie może nie mniejszy, ale krótszy. Swojego mężczyzny nie
      zmienisz żadną siłą, żadną rozmową, żadnym tłumaczeniem, nawet naginaniem się
      do jego "wizji świata". To przede wszystkim on musiałby chcieć coś zmienic w
      sobie, a najwyraźniej nie chce, czy też po prostu nie jest w stanie.
      Twoje "oswajanie" problemu z jego poprzednim związkiem, dobrze o Tobie
      świadczy, ale nie powinnaś raczej usprawiadliwiać tym wszystkich jego trudnych
      zachowań. Bo pewnego pięknego dnia obudzisz się i stwierdzisz, że Ciebie już
      nie ma, że nie samostanowisz o sobie, że ktoś wszedł do Twojej głowy i robi w
      niej porządki na swoją modłę. I zapędzisz się - lub też dasz się zapędzić - w
      kozi róg. Kompromisy kompromisami, ale w związku nie można nigdy zapominać o
      sobie. A, jeszcze jedno, tak mi się wydaje, że Twój wyjazd za granicę na pewno
      nie rozwiąże Twoich/Waszych problemów. Co najwyżej oddali go, by mógł powrócic,
      gdy Ty wrócisz do kraju. Osobiscie znam podobną historię - ciężka,
      pokomplikowana sprawa.
      Pozdrawiam
      • Gość: malutka Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.03, 18:23
        no wlasnie - jestesmy ze soba od trzech lat. ja nie wiem czy to jest duzo czy
        malo. wiem tylko tyle, ze paradoksalnie kocham i nienawidze tego czlowieka, to
        wszystko jest takie ciezkie do zrozumienia, a jeszcze ciezsze do wyjasnienia.
        chcialabym na ten temat z kims porozmawiac, ale kto ma wiecznosc, zeby mnie
        wysluchac, kto nie ma wlasnych problemow, zeby pomagac mi w moich, no i w
        koncu, kto przy zdrowych zmyslach ma takie problemy jak ja? kazda normalna
        kobieta juz dawno powiedzialaby - "od dzisiaj moze mi sie pan nie klaniac" i
        byloby po sprawie, a ja taka naiwna jestem... no coz..
    • Gość: maja Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.03.03, 17:50
      Można spróbować w związku z trudnym mężczyzną wyraźnie zaznaczać swoje własne
      granice. Może on będzie je szanował, jeśli ty bedziesz konsekwentna.
      Oczywiście, że to trudne, jeśli on zna tylko taki sposób postepowania z
      kobietami. Oczywiście, wybacz żart, gdy ty będziesz troszkę więcej
      niż "malutka" i jeśli powiesz "nie", to on musi wiedzieć, że to znaczy "nie",
      abyś sie nie czuła nieustannie słaba i pozbawiona własnego zdania. To się
      udaje, niestety nie z każdym mężczyzną i nie każdej kobiecie.
      • Gość: malutka Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.union01.nj.comcast.net 07.03.03, 18:28
        Gość portalu: maja napisał(a):
        > Oczywiście, wybacz żart, gdy ty będziesz troszkę więcej
        > niż "malutka" i jeśli powiesz "nie", to on musi wiedzieć, że to znaczy "nie",


        nie wiem kiedy kobiety madrzeja, nie wiem czy moje 22 lata to wystarczajaco
        duzo, zeby czuc sie dorosla, czy wystarczajaco malo, zeby mowic o sobie jeszcze
        dziewczynka, ale wiem, ze w zyciu duzo przeszlam, a moj swiat wlasnie chyba sie
        sklada z tego, ze ja komus udowadniam, ze mimo jego zlosliwosci ja go kocham,
        a ten ktos w zamian oddaje mi swoja zolc i zlosc i nieczulosc.
        bez sensu, no nie?
        • Gość: ech Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.com 08.03.03, 00:41

          a moj swiat wlasnie chyba sie
          > sklada z tego, ze ja komus udowadniam, ze mimo jego zlosliwosci ja go
          kocham,
          > a ten ktos w zamian oddaje mi swoja zolc i zlosc i nieczulosc.
          > bez sensu, no nie?
          Kompletnie bez sensu! Mam to samo :(
          Tyle, że z moją kobietą. Im wiecej czułości, miłości i cieplych słow tym wiecej
          złości, ignoracji, zimna... I na odwrót, kiedy juz nie daje rady sie usmiechac,
          i mysli moje mi mowia "ze juz mi wszystko wisi", wtedy slysze jaki jestem
          kochany... To dopiero paranoja. Już nie mowie, ze tez odczuwam w pewnym sensie
          probe manipulacji swoja osoba, próbe "totalnej" dominacji.
          Tylko ja dobrze wiem, że ze mnie zły "materiał" na potulnego baranka.
          Moj zwiazek jest dość swiezy (pol roku) i poniekad swoja postawa chce pokazac
          mojej partnerce jak ja sobie wyobrazam wspolne egzystowanie. Coraz czesciej sie
          zastanawiam czy to ma sens, czy takich ludzi mozna zmienic? Jeszcze próbuje...
          Ale coraz mniej we mnie wiary i sił...
    • Gość: rybkaa Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.acn.waw.pl 08.03.03, 00:26
      Malutka, otwórz oczy! Nic go nie usprawiedliwia, żaden jego toksyczny
      zwiazek, to wszystko bzdury. Prawda jest taka że gdyby cię kochał i szanował
      zastanowiłby sie dziesięć razy zanim pokazałby choćby przysłowiowe 'muchy w
      nosie'.
      • procesor mroczne wizje - ciag dalszy :)) 08.03.03, 00:48
        Facet sporo starszy?
        Po związku z mężatka, długotrwałym??

        Mówi że był ofiara?

        A ty kochasz i nienawidzisz??
        Wierzysz w prawdziwość powiedzenia "jak się ożeni to się odmieni"??

        Sama dobrze wiesz jak jest. W głębi duszy wiesz co powinnaś zrobić. :))

        Zakochałas sie - a potem go poznałaś. Miałąś 19 lat, to niewiele. Zakochani eto
        nie miłość. Zakochanie bywa ślepe - miłość ma wzrok bystry. :))

        Masz skłonności masochistyczne? A swoja droga - jest ci wierny? Ty za granica,
        daleko, związek z tych trudnych..
        Może ci samo przejdzie - jak nie trzeba bedzie dobić żebys się nie męczyła. :))
        Wizyta u psychologa nie zaszkodzi ci. I jeszcze - a jak tam poprzednie twoje
        związki??
        • Gość: malutka Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) IP: *.tnt6.poughkeepsie.ny.da.uu.net 08.03.03, 09:58
          procesor napisała:

          > Facet sporo starszy?

          straszy o 17 lat
          > Po związku z mężatka, długotrwałym??

          tak, 5 lat z mezatka
          >
          > Mówi że był ofiara?

          nie moiwl, sama wywnioskowalam
          >
          > A ty kochasz i nienawidzisz??
          kocham wtedy kiedy jest mily, nienawidze, kiedy zapomina zlozyc mi zyczen na
          urodziny
          > Wierzysz w prawdziwość powiedzenia "jak się ożeni to się odmieni"??
          nie, w to nie wierze, to bzdura, jestem naiwna, ale nie az tak
          > Sama dobrze wiesz jak jest. W głębi duszy wiesz co powinnaś zrobić. :))
          doskonale wiem, powinnam odejsc, trzasnac drzwiami i nie ogladac sie do konca
          zycia
          > Zakochałas sie - a potem go poznałaś. Miałąś 19 lat, to niewiele. Zakochani
          eto
          >
          > nie miłość. Zakochanie bywa ślepe - miłość ma wzrok bystry. :))
          >
          > Masz skłonności masochistyczne?
          nie mam sklonnosci masochistycznych, co wiecej - wydaje mi sie, ze jestem
          apodyktyczna
          > A swoja droga - jest ci wierny? Ty za granica,
          > daleko, związek z tych trudnych..

          w to akurat mu wierze. jestem pewna na 100%, ze mnie nie zdradza
          > Może ci samo przejdzie - jak nie trzeba bedzie dobić żebys się nie
          męczyła. :))
          ech! gdyby to bylo takie latwe! ktos za mnie podejmuje decyzje... marzenia

          >
          > Wizyta u psychologa nie zaszkodzi ci.
          tez sie nad tym zastanwialam
          I jeszcze - a jak tam poprzednie twoje
          > związki??

          zawsze ze starszymi mezczyznami, z mojej strony pelne zaangazowanie (proby
          zaglaskania kota na smierc), dojrzalosc emocjonalna ponad wiek, burzliwe
          historie, namietnosci, wiele niepowodzen, wiele nadziei

          a tak poza tym to zaczynam sie zastanawiac jak inni ludzi radza sobie w takich
          problemach, przeciez nie uwierze, ze to tylko mnie sie przytrafia.
          • procesor Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) 08.03.03, 10:33
            Gość portalu: malutka napisał(a):
            > zawsze ze starszymi mezczyznami, z mojej strony pelne zaangazowanie (proby
            > zaglaskania kota na smierc), dojrzalosc emocjonalna ponad wiek, burzliwe
            > historie, namietnosci, wiele niepowodzen, wiele nadziei
            > a tak poza tym to zaczynam sie zastanawiac jak inni ludzi radza sobie w
            takich problemach, przeciez nie uwierze, ze to tylko mnie sie przytrafia.

            Pewnie że nie tobie jednej. :)
            I scenariusze też bywaja trudne.
            Nie będe sie bawic w psychologa bo nim nie jestem, zwłaszcza że chyba trzebaby
            wejść jescze głębiej - w twoje relacje w rodzinei, relacje z ojcem.
            Chyba naprwde wizyta u psychoteraputy może ci trochę pomóc wyjaśnić motywy
            jakimi się kierujesz wybierając takich partnerów. A jak nie wizyta - to chociaż
            troche lektur z tego zakresu nie zaszkodzi. Tak ja to widzę.

            Ty nie możesz kogoś zmienic. Zmienić możesz tylko siebie. :)
            I to chyba najlepsze co można ci polecić. Na razie skupic się nie na zwiazku -
            tylko na sobie i swoich reakcjach, swoich celach, motywach itd....
            A miałąm się nie bawic w psychologa. :)

            No dobra gdzie ci nasi forumowi cichociemni?? :))
            • Gość: malutka Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) IP: *.union01.nj.comcast.net 10.03.03, 16:55
              procesor - masz zupelnie racje, jako, ze jestem wielka fanka psychoanalizy,
              sama juz nie raz zastanwialam sie nad powiazaniami roznych czynnikow w moim
              zyciu i posiadam wiele przslanek do tego, ze szukam sobie ojca w starszych
              mezczyznach, do ktorych z jednej strony mam stosunek balwochwalczy, a z drugiej
              strony, probuje ich nastawic na dawanie mi tego, czego ja potrzebuje, a nie
              tego, co oni sa mi w stanie dac, ale z drugiej strony ktoz z nas nie marzy
              sobie, ze jego druga polowka bedzie spelniala wszystkie jego wymagania i
              oczekaiwania? a potem tylko kroczek dzieli od proby wcielenia tego w zycie.
              coraz bardziej konsumpcyjny tryb zycia zmienia ludzi z aktywnych na pasywnych.
              chocbysmy nie wiadomo jak temu zaprzeczali taka jest prawda. mi sie to wcale
              nie podoba. nie podobaja mi sie moje niektore przemyslenia, reakcje czy
              nazwijmy to "zachcianki", ale z drugiej strony kto wiaze sie z druga osoba nie
              chcac od niej nic? cale zycie jest trudne, podziwiam ludzi, ktorzy potrafia
              znalezc kompromis, potrafia tak kierowac swoim zyciem, zeby byc zadowolonym. ja
              jestem czlowiekiem o duzych mozliwosciach (ktore nigdy nie zostana
              wykorzystane), wielkim lenistwie, jeszcze wiekszych aspiracjach, a raczej
              marzeniach i zbyt duzym stopniem zamyslenia (niepotrzebnie, cholera poszlam na
              ta filozofie). wiem, ze potrzebuje kogos, kto bedzie mnie popychal ku zyciu,
              kto bedzie "bzyczal mi nad uchem", ze powinnam cos ze soba zrobic, a
              paradoksalnie wybieram sobie mezczyzna slabszych psychicznie od siebie, a potem
              mam do nich pretensje, ze sa tacy nieporadni.ja chyba lubie znecac sie nad
              ludzmi (to jest oczywiscie zart) eee.. ja juz nic nie wiem.
              pewnie przeczytacie to i stwierdzicie, ze wiekszych bzdur nie czytaliscie juz
              dawno. a ja naprawde nie wiem co zrobic.
              dla przykladu - moj kochany zapomnnial w zeszlym tygodniu zlozyc mi zyczen
              urodzinowych, bylam smutna i zla, obiecalam sobie, ze nic nie powiem.
              oczywiscie tego samego dnia wykrzyczalam mu, ze czuje sie urazona. w dzien
              kobiet (nota bene - nie cierpie tego swieta, bo pamietam jak moj kolega w
              podstawowce dala swojej mamie laurke z wierszykiem - "w dniu twojego swieta ty
              krowo kopnieta daje ci to ziele bos glupia jak ciele" i w tedy wydalo mi sie,
              ze wszyscy mezczyzni skaldaja nam zyczenia, bo musza, a nie bo chca) rowniez
              nie zobaczylam w swojej skrzynce zadnego maila z zyczniami. wiec wczoraj
              obievalam sobie, ze nie zadzwonie do niego dopoki on sie nie domysli o co mi
              chodzi. no tak. wytrzymalam w sowim postanowienie moze 5 godzin. zadzownilam i
              co? slodkim glosikiem zapytalam jak sie czuje i przeprosilam go, ze go budze,
              bo u niego jest 5 nad ranem, a u mnie dopiero 11. czy ja nie jestem glupia?
              • kwieto Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) 10.03.03, 21:27
                Jakbym czytal siebie sprzed paru lat. serio!

                Niestety, co do lenistwa, aspiracji i mozliwosci, zostalo mi po dzis dzien :((
                Ale reszte udalo sie zwalczyc :")
          • kwieto Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) 08.03.03, 11:12
            Jesli moge slowko - piszesz:


            > zawsze ze starszymi mezczyznami, z mojej strony pelne zaangazowanie (proby
            > zaglaskania kota na smierc), (...), burzliwe
            > historie, namietnosci, wiele niepowodzen, wiele nadziei
            >

            zauwazasz tez:

            > dojrzalosc emocjonalna ponad wiek

            I to mi tu wlasnie nie pasuje. Bo "dojrzalosc emocjonalna ponad wiek" nie pasuje mi tu do zwiazkow ze starszymi (rozumiem ze nie o rok czy dwa, ale bardziej o 10 lat) mezczyznami, "zaglaskiwanie kota", burzliwe namietnosci - to wszystko nie pasuje nijak do dojrzalosci emocjonalnej.

            Czepiam sie detalu, ale uwazam ze ten detal jest tu dosc wazny. Swego czasu sam pakowalem sie w historie podobne do Twojej (acz mialem wiecej szczescia, bo zwykle dostawalem kosza) i tez mi sie wydawalo ze jestem dojrzaly emocjonalnie nad wiek...

            Problem rozwiazalo zrewidowanie swojej "dojrzalosci" (i wszystkich mrzonek dotyczacych zwiazkow z nia zwiazanych).
            Moze warto zastanowic sie, czego wlasciwie oczekujesz od zwiazku, od partnera, a takze na ile sa to realne oczekiwania?
            I czy nie oczekujesz od partnera ze zagwarantuje Ci cos, co tylko sama jestes sobie w stanie zapewnic?

            Burze emocjonalne nie biora sie znikad, dotycza pewnych niezaspokojonych potrzeb - a raczej pragnienia ich zaspokojenia. Moze sprobuj owe potrzeby ukoic na wlasna reke, dopiero potem pakowac sie w zwiazki?
            "Zaglaskiwanie kota" tez nie jest raczej naturalnym dzialaniem - bo zabiera przestrzen potrzebna do zycia partnerowi, sprawia ze nie ma on oddechu. Czesto mam wrazenie, ze "zaglaskujacy" usiluja cos "wyzebrac" od partnera - zainteresowanie, milosc... Poswiecaja sie, swiadomie lub nie liczac na "nagrode" (czytaj: uwage, milosc, oddanie itd., itp.) za to, ze tak bardzo dbaja o swego towarzysza... A efekt jest czesto odwrotny - bo zbytnie "laszenie sie" rodzi niechec i agresje

            Slowem - polecam zrewidowac swoje poglady na temat "czego chce od zycia i ile jestem w stanie poswiecic by to osiagnac" :")))))


            > a tak poza tym to zaczynam sie zastanawiac jak inni ludzi radza sobie w takich
            > problemach, przeciez nie uwierze, ze to tylko mnie sie przytrafia.

            Innym tez sie to przytrafia :")
            Jednym przytrafia sie to do konca zycia, inni wyciagaja wnioski (niekoniecznie od razu) i wiecej nie pakuja sie w tego typu zwiazki. Albo bardzo szybko z nich wychodza, gdy tylko zorientuja sie co sie swieci.
            • Gość: malutka Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) IP: *.union01.nj.comcast.net 10.03.03, 17:16
              kwieto napisał:


              >
              > > zawsze ze starszymi mezczyznami, z mojej strony pelne zaangazowanie (proby
              zaglaskania kota na smierc), (...), burzliwe historie, namietnosci, wiele
              niepowodzen, wiele nadziei zauwazasz tez: dojrzalosc emocjonalna ponad wiek
              I to mi tu wlasnie nie pasuje. Bo "dojrzalosc emocjonalna ponad wiek" nie
              pasuje mi tu do zwiazkow ze starszymi (rozumiem ze nie o rok czy dwa, ale
              bardziej o 10 lat) mezczyznami,

              dlaczego tego nie rozumiesz? a mi sie to wlansie wydaje logiczne - mialam i mam
              wymagania, ktorym chlopcy (czy tez mlodzi mezczyzni) w moim wieku nie potrfaia
              sprostac, wiec kieruje sie w strone starszych (kilka, kilkanascie lat) mezczyzn.
              "zaglaskiwanie kota", burzliwe namietnosci - to wszystko nie pasuje nijak do
              dojrzalosci emocjonalnej.

              moim zdaniem to jest bardzo sliski i subiektywny teamt. chodzi mi o to, ze
              kazdy moze inaczej definiowac "dojrzalosc emocjonalna". dla mnie ona wiaze sie
              z umiejetnoscia byci odpowiedzialnym za to co sie robi, w taki sposob, ze moje
              i czyjes uczucia nie zostane przez to co robie nastawione na nieprzyjemnosci
              (to jest przyklad, nie cala definicja). to jak, ty mozesz rozumiec dojrzolosc
              emocjonalna moze byc zupelnie rozne od tego, co wcale nie znaczy, ze ja labo ty
              sie mylimy. to, ze potrafie dawac siebie w moze torche zabojczych dawkach, to
              inna sprawa - jesli kogos kocham, jesli z kims jestem to staram sie kazdego
              dnia mu pokazaywac, ze go kocham, a nie tylko np. w poniedzialki w czwartki od
              16.07 do 16.08 z krotka przerwa na zastanowienie sie co powiedziec. dla mnie
              nie ma daty przydatnosci do spozycia w zwiazku. ludzi powinni kochac sie cale
              zycie i kazdy dzien traktowac jak pierwsza randke. i ja wlansie taka jestem.
              nie wielu mezczyzn spotkalam, ktorzy potrafiliby tak samo pieknie to dawac jak
              biora. i o to mi wlasnie chodzilo.
              >
              > Czepiam sie detalu, ale uwazam ze ten detal jest tu dosc wazny. Swego czasu
              sam pakowalem sie w historie podobne do Twojej (acz mialem wiecej szczescia,
              bo zwykle dostawalem kosza) i tez mi sie wydawalo ze jestem dojrzaly
              emocjonalnie nad wiek...
              Problem rozwiazalo zrewidowanie swojej "dojrzalosci" (i wszystkich mrzonek
              dotyczacych zwiazkow z nia zwiazanych).

              a wiec sam widzisz, ze kazdy ma prawo bladzic, a juz szczegolnie jesli porywa
              sie na ocenianie samego siebie!
              >Moze warto zastanowic sie, czego wlasciwie oczekujesz od zwiazku, od partnera,
              > a takze na ile sa to realne oczekiwania?
              > I czy nie oczekujesz od partnera ze zagwarantuje Ci cos, co tylko sama jestes
              sobie w stanie zapewnic?
              Burze emocjonalne nie biora sie znikad, dotycza pewnych niezaspokojonych potrze
              > b - a raczej pragnienia ich zaspokojenia. Moze sprobuj owe potrzeby ukoic na
              wlasna reke, dopiero potem pakowac sie w zwiazki?"Zaglaskiwanie kota" tez nie
              jest raczej naturalnym dzialaniem - bo zabiera przestrzen potrzebna do zycia
              partnerowi, sprawia ze nie ma on oddechu. Czesto mam wrazenie,
              ze "zaglaskujacy" usiluja cos "wyzebrac" od partnera - zainteresowan
              > ie, milosc... Poswiecaja sie, swiadomie lub nie liczac na "nagrode" (czytaj:
              uwage, milosc, oddanie itd., itp.) za to, ze tak bardzo dbaja o swego
              towarzysza ... A efekt jest czesto odwrotny - bo zbytnie "laszenie sie" rodzi
              niechec i agresje
              Slowem - polecam zrewidowac swoje poglady na temat "czego chce od zycia i ile
              jestem w stanie poswiecic by to osiagnac" :")))))

              widzisz - to jest chyba najtrudniejsze do stwierdzenia - czego ja tak naprawde
              chce. najprostsza odpowiedz - szczescia, ale sama juz zaznaczylam, ze wiele
              jest spraw tego zycia, ktore kazdy czlowiek pojumuje na swoj indywidualny
              sposob. masz racje, chyba usze sobie to jeszcze raz przemyslec, ale chyba nie
              musze mowic, ze boje sie wnioskow, bo przeciez moga one jednoznacznie prowadzic
              do odejscia od kogos, kogo mimo wszystko sie kocha i caly czas ma sie nadzieje,
              ze wszystko sie naprawi..
              dziekuje za rade. naprawde wzielam ja sobie do serca!
              • kwieto Re: mroczne wizje - ciag dalszy :)) 10.03.03, 21:23
                Gość portalu: malutka napisał(a):

                > dlaczego tego nie rozumiesz? a mi sie to wlansie wydaje logiczne - mialam i mam
                >
                > wymagania, ktorym chlopcy (czy tez mlodzi mezczyzni) w moim wieku nie potrfaia
                > sprostac, wiec kieruje sie w strone starszych (kilka, kilkanascie lat) mezczyzn
                > .


                Wiesz, moim zdaniem, mezczyzna, ktory zwiazuje sie z mlodsza o kilkanascie lat kobieta wykazuje sie wszystkim, tylko nie dojrzaloscia emocjonalna. Dlaczego?
                Bo:
                A) do tej pory nie potrafil zbudowac trwalego, dojrzalego zwiazku
                B) jesli taki zwiazek zbudowal, a teraz mu "odbija" to tym bardziej oznacza to, ze jest niezrownowazony emocjonalnie.

                Slowem - takich ludzi, jesli chodzi o dojrzalosc emocjonalna, omijalbym z daleka. Zreszta, potwierdza to Twoj problem - jesli mezczyzna manipuluje Toba, nie liczac sie z Twoimi uczuciami - to gdzie jego dojrzalosc?
                Wielu dwudziestolatkow stoi na wyzszym poziomie emocjonalnym


                > moim zdaniem to jest bardzo sliski i subiektywny teamt. chodzi mi o to, ze
                > kazdy moze inaczej definiowac "dojrzalosc emocjonalna". dla mnie ona wiaze sie
                > z umiejetnoscia byci odpowiedzialnym za to co sie robi, w taki sposob, ze moje
                > i czyjes uczucia nie zostane przez to co robie nastawione na nieprzyjemnosci
                > (to jest przyklad, nie cala definicja).

                I w swietle przykladu dojrzalosci emocjonalnej bardzo ciekawie wyglada zarowno Twoj mezczyzna jak i Ty.
                Twoj mezczyzna nie potrafi "byc odpowiedzialnym za to co robi, w taki sposob ze Twoje uczucia nie sa nastawione na nieprzyjemnosci". Gdyby taki byl, nie byloby tego watku.

                U Ciebie z kolei "czepne sie" owych burz emocjonalnych (czy ktos w trakcie burzy emocji potrafi myslec aby nie krzywdzic innych? - watpie. Zaglaskiwanie kota to tez swego rodzaju nieliczenie sie z emocjami "zaglaskiwanego - bo nas interesuje tylko by piescic i glaskac, bez wzgledu czy glaskany ma na to ochote czy nie.

                Dlatego mysle, ze Twoje zwiazki ze starszymi mezczyznami nie wynikaja wcale z dojrzalosci emocjonalnej nad wiek, a raczej wrecz przeciwnie - moze niezbyt uswiadomionych potrzeb, moze z kompleksow (z kompleksem elektry na czele) i tak dalej.

                Szczegolnie, ze z tego co piszesz, owe zwiazki (a w kazdym razie ten) jakos kiepsko wychodza - w kazdym razie za kiepsko jak na bardzo dojrzalych i swiadomych ludzi.


                > sie mylimy. to, ze potrafie dawac siebie w moze torche zabojczych dawkach, to
                > inna sprawa - jesli kogos kocham, jesli z kims jestem to staram sie kazdego
                > dnia mu pokazaywac, ze go kocham, a nie tylko np. w poniedzialki w czwartki od
                > 16.07 do 16.08 z krotka przerwa na zastanowienie sie co powiedziec.

                To nie o to chodzi aby dawac siebie z przerwami :")))))
                Tyle ze "zaglaskiwanie kota" to przesadzanie z uczuciami, zabieranie przestrzeni ukochanej osobie, i sprawianie, ze pieszczota staje sie tortura. Jesli tak ma wygladac milosc...


                dla mnie
                > nie ma daty przydatnosci do spozycia w zwiazku. ludzi powinni kochac sie cale
                > zycie i kazdy dzien traktowac jak pierwsza randke. i ja wlansie taka jestem.

                Ale tutaj nie chodzi o tlamszenie wlasnych emocji. Sek w tym, ze zycie nie konczy sie na pieszczeniu partnera. A jesli nie potrafie wyczuc tej cienkiej granicy pomiedzy okazywaniem uczuc, a narzucaniem sie z nimi i "zaglaskiwaniem kotka", to znaczy, ze z moimi emocjami jest cos nie tak.
                I moim zdaniem, uregulowanie wlasnych emocji automatycznie rozwiaze problem ktory masz w tej chwili.


                bladzic, a juz szczegolnie jesli porywa
                > sie na ocenianie samego siebie!


                I dlatego moja uwaga odnosnie dojrzalosci emocjonalnej nie byla atakiem, ale sugestia ktora miala na celu sklonic Cie do refleksji i zastanowieniu sie, czy rzeczywiscie jestes taka jaka sie postrzegasz - i czy tutaj nie ma problemu, ktory rzutuje na to, ze Twoj zwiazek jest taki a nie inny i przynosi cierpienie a nie satysfakcje.


                > widzisz - to jest chyba najtrudniejsze do stwierdzenia - czego ja tak naprawde
                > chce. najprostsza odpowiedz - szczescia, ale sama juz zaznaczylam, ze wiele
                > jest spraw tego zycia, ktore kazdy czlowiek pojumuje na swoj indywidualny
                > sposob. masz racje, chyba usze sobie to jeszcze raz przemyslec, ale chyba nie
                > musze mowic, ze boje sie wnioskow, bo przeciez moga one jednoznacznie prowadzic
                >
                > do odejscia od kogos, kogo mimo wszystko sie kocha i caly czas ma sie nadzieje,
                >
                > ze wszystko sie naprawi..
                > dziekuje za rade. naprawde wzielam ja sobie do serca!


                Czasem zburzenie czegos jest lepsze niz tkwienie w chorym ukladzie. Naprawde! Byc moze (choc nie chce jednoznacznie radzic "rzuc go") odejscie od partnera i przemyslenie paru spraw uzdrowi i Ciebie i jego.
                Szczegolnie jesli powiesz mu dlaczego odeszlas - i dasz mu szanse na wyciagniecie wnioskow (ale jesli tak postapisz - nie wracaj, pomimo najgoretszych zapewnien poprawy).

                Tak czy siak, zwiazki w ktore wchodzisz sa w jakims stopniu pochodne Ciebie samej. Im bardziej czlowiek popaprany, tym bardziej popapranych ludzi spotyka. i tym bardziej popaprane relacje nawiazuje z innymi :(
    • wannia Re: bardzo zapewne oklepane 08.03.03, 15:18
      Spróbuj wyobrazić siebie z tym człowiekiem za lat 5-10. Co widzisz? Ty, wówczas
      27-32letnia, on 44-49letni. Widzisz spokój i harmonię? Widzisz Was z
      dzieciakami, jako szczęśliwą rodzinę? Widzisz Was razem? Jeśli tak, to chyba
      warto próbować coś z tym zrobić, choć z tego, co piszesz wynika, że to Ty
      musiałabyś się dostosować i podporządkować. Jeśli nie, chyba lepiej szybko
      podjąć ”dojrzałą” decyzję i zacząć decydować sama o własnym życiu. Nie wiem,
      jaki tryb życia wiedziecie, ale z czasem różnice wieku stają się coraz
      widoczniejsze. Ty poszłabyś potańczyc, a on posiedziałby przed TV, Ty
      pojechałabyś na szaloną wycieczkę w góry, ale jemu już się nie chce, Ty
      chciałabys pojeździć z nim rowerem, a on twierdzi, że samochód jest
      wygodniejszy. Być może tu jestescie dopasowani, ale różnice charakterów z
      wiekiem się natężają, więc na pewno - jeśli ma się tu coś zmienić - to chyba
      nie na lepsze. Swoją drogą, co skłoniło Ciebie do związku z dużo starszym
      mężczyzną, a co jego do związku z dużo młodszą kobietą? Może Ty
      potrzebowałaś ”ojca”, który weźmie Twoje życie w swoje ręce, a on ”córeczki” do
      ułożenia jej i uformowania według własnego wzorca?
      • Gość: malutka Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.union01.nj.comcast.net 10.03.03, 17:29
        wannia napisała:

        > Spróbuj wyobrazić siebie z tym człowiekiem za lat 5-10. Co widzisz? Ty,
        wówczas 27-32letnia, on 44-49letni. Widzisz spokój i harmonię? Widzisz Was z
        dzieciakami, jako szczęśliwą rodzinę?Widzisz Was razem? Jeśli tak, to chyba
        > warto próbować coś z tym zrobić, choć z tego, co piszesz wynika, że to Ty
        > musiałabyś się dostosować i podporządkować.

        rozmawialismy na ten temat wiele razy. to zawsze on mowil mi, zebym sie dobrze
        zastanowila, bo przeciez roznicy wieku nie da sie zmienic. ale jak kogos
        kochasz to sobie mowisz - wszystko jest do przejscia, bedzie dobrze, na razie
        sie tym nie martwmy.
        a jesli chodzi o dostosowanie sie do niego,to wlansie po to zaczelam ten watek,
        zeby dowiedziec sie jak znalzc kompromis w takiej sytuacji i przekonac mojego
        nawleczonego do tego, ze jest on nam potrzebny.

        Jeśli nie, chyba lepiej szybko
        > podjąć ”dojrzałą” decyzję i zacząć decydować sama o własnym życiu.
        > Nie wiem,
        > jaki tryb życia wiedziecie, ale z czasem różnice wieku stają się coraz
        > widoczniejsze.
        Ty poszłabyś potańczyc, a on posiedziałby przed TV, Ty
        > pojechałabyś na szaloną wycieczkę w góry, ale jemu już się nie chce, Ty
        > chciałabys pojeździć z nim rowerem, a on twierdzi, że samochód jest
        > wygodniejszy.

        wlansie dlatego zdecydowalam sie z nim byc, bo on nie cierpi spedzac czasu w
        domu ( do niedawna, bo zapomnialam jeszcze dodac, ze moje kochanie wpadlo w
        depresje i nie potrafi nic zrobic ze swoim zyciem :) taki maly szczegolik),
        szalone wycieczki w gory? to ja go gonie z wywieszonym jezykiem, bo on jakbym
        mogl to by biegal po gorach z 25 kg plecakiem, rowery? to on mnie na nie
        ciagnie i opowiada o swoich wyprawach rowerowych. wiem, ze to co podalas to
        tylko przyklady, moze byc mnostwo innych rzeczy i sytuacji, w ktorych sie nie
        zgodzimy, ale to wlansie mi sie w nim poodba, ze jego zycie jest pelne
        aktywnosci i potrafil zaimponowac mi wieloma rzeczami.

        Być może tu jestescie dopasowani, ale różnice charakterów z
        > wiekiem się natężają, więc na pewno - jeśli ma się tu coś zmienić - to chyba
        > nie na lepsze. Swoją drogą, co skłoniło Ciebie do związku z dużo starszym
        > mężczyzną, a co jego do związku z dużo młodszą kobietą? Może Ty
        > potrzebowałaś ”ojca”, który weźmie Twoje życie w swoje ręce, a on &
        > #8221;córeczki” do
        > ułożenia jej i uformowania według własnego wzorca?

        nie potrfie na to pytanie odpowiedziec. co mnie sklonilo do zwiazku z nim?
        wiele rzeczy - on jest bardzo interesujacym czlowiekiem, inteligentnym,
        otwartym, "obytym", znajacym wiele aspektow zycia, madrym, przyjacielksim,
        takim kochanym, chcialam z nim byc, bo nie potrafie byc sama, bo go pokochalam,
        bo znalazlam w nim przyjaciela (na poczatku) i swietengo rozmowce. wiele
        powodow. dlaczego on sie zdecydowal na mnie? nie wiem - musialabys sie go
        zapytac. nie moge wypowiadac sie za niego.
        • wannia Re: bardzo zapewne oklepane 11.03.03, 16:13
          Wyglada na to, że sama rozwiewasz wszelkie wątpliwości, które w Tobie drzemią.
          Skoro Twój partner jest fajnym facetem, jedynie z lekkimi tendencjami do
          manipulacji, to może nie ma co rozdzierac szat, tylko brać go takim, jaki jest?
          W końcu nie ma ludzi idealnych...
          • Gość: malutka ciekawe co z tego bedzie? IP: *.union01.nj.comcast.net 13.03.03, 03:27
            wiecie co? wczoraj z nim zerwalam. dzisiaj wyslal mi maila, ze jak dla niego to
            nie mialam wiekszego powodu, zeby z nim zrywac, bo ostatnio wyczuwal, ze coraz
            bardziej go rozumiem. ja sie czuje pusta w srodku i nie wiem czy dobrze
            zrobilam. to znaczy wiem, ze dobrze zrobilam, ale nie wiem jak dlugo wytrzymam.
            on mi napisal,ze moge z nim wszystko zrobic (buhaha), ale nie moge mu zabronic
            nadal mnie kochac, wiec on bedzie mnie kochal nadal. czemu ludzie sa tacy
            dziwni?????? czy ktos moze mi wytlumaczyc dlaczego dwoje ludzi, ktorzy powinni
            uszczesliwiac sie nawzajem robia sobie tylko krzywde??? w imie czego????
            • alfika Re: ciekawe co z tego bedzie? 13.03.03, 08:14
              To w zasadzie widzę same plusy.
              Piszesz, że wiesz, że dobrze zrobiłaś, że zerwałaś - na razie może trzymaj się
              tego. Całym sercem namawiam do zastosowania rad kwieto - masz czas na pracę nad
              sobą! A Twój ukochany jeśli Cię kocha, jak zapewnia, to poczeka. Przy okazji
              przekonasz się o jego słowności.
              Chyba, że nie chcesz i zaraz znowu nawiążecie kontakt, który Cię bardziej
              niszczy niż dodaje sił.
              Życzę owocnej terapii!
            • Gość: Maja Re: ciekawe co z tego bedzie? IP: VPN:* / 192.168.0.* 13.03.03, 09:11
              Ja przerabiałam już to wszystko z swoim partnerem życiowym. Jesteśmy razem 8
              lat, w tym 4 lata małżeństwa. Musiałam tak długo w tym trwać aby to naprawdę
              zrozumieć. Tylko, że w moim przypadku jest juz za późno. O wiele trudniej.
              Również miałam takie wątpliwości po takim czasie jak Wy, i nawet probowałam to
              skończyć, ale w głębi duszy wierzyłam, że on się zmieni, że zrozumie swoje
              błedy i uszanuje moje oczekiwania, marzenia, plany na przyszlość. Nie mogłam
              zrozumieć jednak jego oziębłości, braku czułości, zrozumienia i te sprzeczne
              sygnały - raz jest kochający a za chwilę mówi coś co zupełnie temu zaprzecza.
              Kiedy widział, że ja się wycofuję, on starał się zawsze zrobić coś co łagodziło
              sytuację, dawało mi poczucie normalności i nadzieję, że będzie dobrze. Ale
              potem znów było to samo. Z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy. Ale teraz
              wiem, że on mnie nigdy tak naprawdę nie kochał.Kiedy odkryłam tą bolesna prawdę
              wszystko stałao się wyraźniejsze. A najgorsze, że to on sam otworzył mi oczy
              jaka jest prawda. Ktoś kto Cię kocha szanuje, bierze pod uwagę Twoje
              pragnienia, jest szczęśliwy kiedy i Ty jesteś i nie stara Cię zdominować ani
              nie powoduje, że jesteś przy nim kimś kim tak naprawdę się nie czujesz. Chociaż
              ja też tak jak Ty żyłam i żyje nadal w przekonaniu jak wygląda prawdziwe
              uczucie i co ja rozumiem pod tym pojęciem. Niestety nie z każdym da się tworzyć
              związek oparty na takich założeniach, pełen ciepła, wzajemnej tolerancji,
              zrozumienia i partnerstwa.
              Gdybym mogła się cofnąć wstecz zakończyłabym ten związek czym prędzej. Gdybym
              tylko miała świadomość taką jaką w tej chwili.
              Powiem tylko że po ślubie ( o ile wcześniej zachowywał się w miarę rozsądnie),
              całkiem zapragnął mnie zdominować, aż przestał przebierać w środkach.
              Przeczytaj sobie "Moletowanie moralne" - to książka ktora dała światło mojej
              przeszłości z nim.
              Zrobiłaś coś najlepszego co mogłaś. Takie osoby się nie zmieniają.
              To jest niestety najboleśniejsza prawda. Nic nie jesteś w stanie z tym zrobić.
    • wannia Re: bardzo zapewne oklepane 13.03.03, 14:21
      Malutka, przede wszystkim - choć emocje każą Ci wierzyć, że coś może się
      zmienić na lepsze - musisz trwać w swoim postanowieniu. Tak, jak pisało Ci tu
      już kilka osób - dorośli ludzie się nie zmieniają, a taki klimat w związku,
      gdzie partner zbliża się i oddala, powoduje jedynie rozbicie emocjonalne i
      dezorientację. Do tego rodzaju braku stabilności trudno przywyknąć. A to, że
      teraz do Ciebie dzwoni i pisze, wyznaje gorące uczucie i przywiązanie? To
      przecież także manipulacja! Zechciej tylko powrócić do niego - za tydzień
      wszystko powróci "do normy". Bliska mi osoba była w takim układzie, odchodziła
      i wracała, i choć sporo już czasu minęło od rozstania, a ona powoli zaczyna
      widzieć sprawy racjonalnie i cieszyć sie z podjętej decyzji, wciąż oducza się
      wdrukowanego jej przez ówczesnego partnera poczucia winy.

      • Gość: malutka Re: bardzo zapewne oklepane IP: *.union01.nj.comcast.net 13.03.03, 15:02
        obudzilam sie dzisiaj rano z potwornym poczuciem winy i juz chcialam napisac do
        niego maila. ciesze sie, ze najpierw weszlam na forum. dziekuje wam wszystkim
        za rady i podtrzymywanie mnie na duchu. teraz wiem, ze zadnego maila ni
        napisze, nie zadzwonie do niego, chocby (jak on to mowi) skaly sraly i nie
        odbiore zadnej wiadomosci od niego. tak, macie racje, dorosli ludzie nie
        zmieniaja sie tylko dlatego, ze druga osoba tego chce. otwieraja mi sie powoli
        oczy, chcoc na poczatku myslalam, ze moze to z emmna cos est nie tak. poza tym -
        nawet jesli to ja jestem skrzywiona to nie znaczy, ze musze przez caly czas
        naginac sie do kogos, tylko po to,zeby drugiej osobie bylo dobrze.
        bardzo chcialabym zdobyc jakas literature na te teamty, ale niestety jestem za
        granica, a z kolei moj angielski nie jest na tyle dobry, zeby czytac fachowe
        ksiazki napisane po ang. moze ktos zna jakas porzadna stronke na ten temat,
        gdzie moge cos znalezc. chcialabym zrozumiec siebie. mam na to jeszcze 8
        miesiecy. moze to jest wlasnie najlepszy czas na zwrocenie sie ku sobie i na
        uporzadkowanie wlasnych spraw. potem wroce do domu i bedzie mi trudniej, bo nie
        bede miala juz tej perspektywy, ktora daje 11 tys. km od Polski. wiem, ze teraz
        potrzebuje pomocy w odnalezieniu siebie samej sprzed trzech lat, tylko kto mi
        pomoze? czy starczy mi sil, zeby zrobic to samemu?
        jeszcze raz dziekuje wszystkim, za to, ze chcialo wam sie czytac o moich
        problemach!!!
        • Gość: Maja Re: bardzo zapewne oklepane IP: VPN:* / 192.168.0.* 13.03.03, 15:31
          Jak masz ochote to poczytaj sobie wątek "chorobliwa zazdrość męża". To trochę
          inny, dalszy etap. W moim przypadku przecież mąż przed ślubem wcale nie był
          zazdrosny, dopiero kiedy zaczeło mi brakować swojej dawnej przestrzeni i
          zapragnęłam też trochę mieć coś dla siebie, poczuł się tak zagrożony, że
          dopiero pokazał na co go stać. Mój związek tak długo trwał, bo to tylko ja
          byłam zawsze gotowa do kompromisów, to ja rezygnowałam z siebie dla naszego
          dobra ( wydawało mi się że cel uświeca środki). A teraz kiedy stoimy na
          krawędzi i on wie, że nie żartuję, dalej w tym wszystkim nie widzi własnego
          udziału, dalej to wszystko to tylko moja wina. A na dodatek, po tym wszystkim
          co zrobił to ja powinnam znów ustapić aby wszystko było jak dotąd na jego
          warunkach. Czy tego byś chciała dla siebie?
Pełna wersja