Wymiękłem dzisiaj....

IP: 213.231.15.* 10.03.03, 12:48
Podejście moje do juniora kiedy grymasi i jest w złym humorze jest zbyt
agresywne. Dlaczego tak jak kobieta nie potrfię zabawić go , zainteresowac
czymś, dlaczego mrucze pod nosem jakieś wyrazy zniecierpliwienia i mam
wrażenie że on robi mi to złośliwie, a tak raczej nie jest. Wydaje mi sie, że
on troszke stracił do mnie zaufanie i swoja sympatie. To sie pewnie ułoży,
ale nie chciałbym wyglądać w jego dziecięcych oczach jako ojciec niezbyt
lubiany bo nigdy nie wiadomo jakiej reakcji sie po nim spodziewać, a
najgorsze, że czasem może być opryskliwy i agresywny. Ja sam to przerabiałem.
Dziś ponieważ straciłem cierpliwość, przestałem sie w pewnym momencie odzywac
w ogóle poza jakims niezbednym minimum po to by nie nakrecac siebie i innych.
Boje sie że takie sytuacje będą coraz silniej rzutować na psychike juniora i
jego stosunek do mnie i bedzie miedzy nami tak jak miedzy mna i moim ojcem
tzn. ojciec mnie częściej denerwował lub przestraszał niż budził ciepłe
uczucia lub tez te pierwsze były silniejsze. Nie robie zlewki i uczestnicze w
wychowaniu i opiece nad naszym małym (11mies) ale chciałbym mieć pewnosc, ze
robie to dobrze. Przeciez nie powiem, ze skoro na dzień dzisiejszy ja nie
potrafie pozytywnie na niego wpłynąć to nie będę na razie sie nim zajmować.
Takiej przerwy nigdy bym nie nadrobił jak nie nadrobił mój stary. Strasznie
mi zależy na bliskim kontakcie z moim synkiem przede wszystkim dlatego, że go
kocham, ale jak wpłynac na siebie i nie popełniać błędów wychowawczych

    • miauczynska Re: Wymiękłem dzisiaj.... 10.03.03, 13:52
      Ej tam! Nie wymiękłeś lecz stwardniałeś jak wynika z Twojego postu! ;-)
      Junior także nie mięknie , on ma charakter i prawdopodobnie masz rację że co
      niektóre jego zachowania wynikają ze złośliwości bowiem jeśli zauważył ze tatuś
      bywa złośliwy , mrukliwy , agresywny to dlaczego on nie miałby odpłacić Ci
      pięknym za nadobne , no nie? On się uczy obserwując!
      Ciesz się że ma charakter i niewątpliwie inteligencję o czym świadczy jego
      zachowanie , zresztą po kimś je odziedziczył , nie sądzisz że po Tobie? :-)))
      Już dawno runął pogląd że rodzimy się czyści jak niezapisana tablica a rodzice
      otoczenie , warunki w jakich wzrastamy a później my sami zapisujemy tę tablicę.
      Rodzimy się z określonym zasobem cech , z pewnymi uwarunkowaniami a wymienione
      czynniki wpływają tylko na kształt ostateczny naszych zachowań , naszego
      charakteru. Z tych powodów nie rezygnuj z uczestnictwa w wychowywaniu małego.
      Masz rację nigdy nie nadrobisz czasu którym oddzielisz się od niego, zresztą
      nie w tym rzecz. Ważne że dobrze rokujesz , myślisz poważnie o ojcostwie,
      wahasz się i chcesz pracować nad sobą. Nie martw się tym że nie umiesz znależć
      jedynie skutecznej drogi do synka , wy uczycie się jeszcze siebie nawzajem
      a Ty nie chcesz powielić swego ojca i to daje nadzieję że będziesz doskonałym
      ojcem. Jeśli zniechęca Cię reakcja juniora , jeśli nie umiesz jej zaakceptować,
      pogrzeb u źródeł i przypomnij sobie czy reagowałes podobnie i dlaczego tak
      postępowałeś , to ułatwi Ci zrozumienie własnego dziecka i pozwoli znależć
      cierpliwość dla niego. On niczego nie odziedziczył z powietrza , w nim drzemie
      cząstka Ciebie (duża część - jak sądzę) a przecież nietrudno zaakceptować
      siebie samego w nieco zmodyfikowanym wydaniu! To piękne doświadczenie
      patrzeć jak rozwija się charakter naszego dziecka mając niewątpliwy wpływ na
      uwypuklanie pewnych pożądanych w przyszłości jego cech. Wierzę w ojcowską
      intuicję która nie pozwoli Ci popełniać błędów których się obawiasz.
      Kontynuuj i bądź cierpliwy! :-))
      Powodzenia!
      miauczynska

      • Gość: Malwina Re: Wymiękłem dzisiaj.... IP: *.d1.club-internet.fr 10.03.03, 14:06
        jedenascie miesiecy ???? czas sie wlasnym stanem nerwow zajac.
        • Gość: asplund Re: Wymiękłem dzisiaj.... IP: 213.231.15.* 10.03.03, 15:37
          Oj Malwina ty mądrala oczywiście jesteś. Powiedz mi jak to u ciebie było jeżeli
          oczywiście dobrze pamietasz.
    • Gość: Ewelina Re: Wymiękłem dzisiaj.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.03, 14:01
      Nie masz się czym przejmować!!!!! Nie karzdy jest doskonały i nie każdemu udaje
      się nad sobą zapanować. Moim zdaniem jesteś dobrym ojcem ponieważ potrafisz się
      przyznać do tego błędu który popełniłeś. Powiem Ci szczerze że ja nie miałam
      ojca nawet takiego który by mógł na mnie nawet pokrzyczeć . Moja rada do
      Ciebie : pomiętaj aby go kochać , cierpliwość przyjdzie później!!!!!!!!!!!!!!!!
      Powodzinia
    • Gość: moi Re: Wymiękłem dzisiaj.... IP: *.umwo.opole.pl 10.03.03, 14:44
      Na razie dostrzegłeś problem i go nazwałeś, ale to co wcale nie znaczy, że
      jesteś dobrym ojcem. Jeszcze musisz znaleźć jego rozwiązanie i go rozwiązać z
      efektem pozytywnym. Były mąż zatrzymał się na pierwszym etapie i dlatego teraz
      z 12-letnią córką widzi się raz na 2-3 tygodnie przez 2 godziny i to nie
      dlatego, że ja utrudniam spotkania, ale dlatego, że córka nie chce częściej.
      Wyciągnij wnioski.
      • Gość: asplund Re: Wymiękłem dzisiaj.... IP: 213.231.15.* 10.03.03, 15:32
        To co napisałem to właśnie po to aby wysłuchać mniej wiecej takicj opinii
        równiez. A mozesz napisac coś o twoim przypadku wiecej
    • mijaczek Re: Wymiękłem dzisiaj.... 10.03.03, 18:53
      wydaje mi sie, ze twoje nerwy wynikaja najbardziej z tego powodu, ze myslisz o
      tym jak nie popleniac bledow swojego ojca i nie dopuszczasz spontanicznych
      odruchow, na ktore mas zczasami ochote (nie chodzi mi tu o - mam ochote, zeby
      dziecko przestalo plakac, wiec zamkne go w szafie, nie bedzie go przynajmniej
      slychac).
      nie wiem czy jestem jakimkolwiek autorytetem w tej kwestii, ale od czterech
      miesiecy jestem opiekunka do dzieci w kraju za wielka kaluza. najpierw
      zajmowalam sie dwu - i - pol - letnim chlopcem, teraz mam dwie dziewczynki - -6
      i 9 lat. o co mi chodzi? o to, ze przed przyjazdem tutaj zastanawialam sie jak
      to mozliwe, zeby wychowywac dzieci bez krzyku i bicia. nie mysl sobie, ze mam
      zapedy sadystyczne, tylko u nas jest dosc powszechna sprawa nakrzyczec na
      dziecko kiedy nie wykonuje polecen, a w koncu dac mu po tylku kilka razy dla
      przypomnienia hierarchii. jestem tu troche wiecej niz 4 miesiace i ani razu nie
      podnioslam glosu ani reki na dziecko. nie dlatego, ze mi nie wolno, ale
      dlatego, ze pokazano mi sposob tlumaczenia dzieciom wszystkiego. ja wiem, ze
      mnie przychodzi to latwiej, bo po pierwsze nie jest to moje dziecko, a po
      drugie to jest moja praca, ja nic innego nie robie calymi dniami, a rodzice,
      ktorzy sami wychowuja swoje dzieci maja oprocz tego mnostwo innych spraw na
      glowie i czasami dla wlasnego dziecka nie starcza im juz tyle cierpliwosci ile
      powinno. nie chce teraz wnikac w amerykanski sposob wychowywania dzieci, bo w
      90% sie z nim nie zgadzam, wrecz uwazam go za chory, ale ta jedna rzecz, ktorej
      sie tu nauczylam mam nadzieje, ze zostanie we mnie na zawsze i nie bede musiala
      krzyczec na swoje dziecko, ani tym bardziej bic go.
      no dobrze, a teraz cos o sposobie. po pierwsze wydaje mi sie, ze nalezy sobie
      uswiadomic, ze dziecko niezalezni do tego ile ma latek, albo miesiecy jest
      tylko dzieckiem i to my mamy je wychowac, a nie ono ma sie wychowac obok nas.
      druga sprawa jest powtarzanie sobie za kazdym razem gdy cisnienie nam sie
      podnosi - "on ma 11 miesiecy, ona ma dopiero roczek, on ma 5 latek",
      niezaleznie od tego jak bardzo podziwiamy nasze dzieci za madrosc, inteligencje
      czy szybkosc przyswajania nowych wiadomosci dzieci sa zawsze dziecmi i mysla w
      zupelnie inny sposob niz dorosli. malenstwa od kiedy tylko zaczynaja
      rozpoznawac i kojarzyc twarze zaczynaja nas obserwowac i uczyc sie naszych
      zachowac, reakcji, sposobu mowienia, cierpliwosci czy wyrozumialosci. nie mozna
      myslec, ze 11-miesieczne dzieciatko robi komus na zlosc!!! jesli nasze
      malenstwo placze to trzeba postarac sie pomyslec troszke jego kategoriami
      (przeciez juniorek nie placze dlatego, ze na obiad miala byc marchewka a jest
      groszek, moze plakac dlatego, ze marchewka mu nie smakuje). nauczylam sie, ze
      dzieci zazwyczaj placza z trzech glownych powodow - sa albo glodne, albo
      zmeczone, albo cos im dolega. jest tez czawrty powod - trzeba im zmienic
      pieluche :). trzeba wyeliminowac te czynniki, a nie wsciekac sie, ze maly
      placze, a ty nie mozesz go uspokoic. oczywiscie nie mozna dopuscic do sytuacji,
      w ktorej dziecko bedzie panem wszystkich ludzi w rodzinie i praktycznie od
      urodzenia tlumaczyc mu wszystko, nawet jesli przez pierwszy rok nie bedzie z
      tego nic rozumial, to trzeba pokazywac mu granice, ale nie krzyczec kiedy
      wyleje sok, tylko mowiac mu, ze nic sie nie stalo wytlumaczyc, ze nastepnym
      razem trzeba uwazac. mowienie do dziecka, nawet wtedy gdy nam sie to wydaje bez
      sensu daje niewyobrazalne efekty. naprawde wydaje mi sie, ze poswiecanie
      odpowiedniej uwagi i zainteresowania swojemu dziecko to pelen sukces. nie ma
      ludzi idealnych, ale dobre jest to, ze mozemy uczyc sie cale zycie i wydaje mi
      sie, ze malenstwo uczy sie tak samo duzo od tatusia lub mamusi, jak tatus i
      mamusia od malenstwa. jedyne co trzeba zrobic to chciec uczestniczyc w zyciu
      swojego dziecka, a nie tak jak amerykanie zostawiac je rzeszy opiekunek, nian,
      operek, babc, przedszkolom i nie wiadomo komu jeszcze!
      zycze powodzenia!!!! i nie wymiekaj. to ty jestes dorosly i potrafisz myslec
      bardziej logicznie niz junior!!!!!on po prostu probuje tego,czego sie uczy,
      sprawdza co najlepiej skutkuje i jak skutkuje!
      trzymaj sie, a dla malego buziaczki!
Pełna wersja