Gość: Weronika
IP: 213.134.133.*
10.03.03, 14:06
Celowo użyłam sformułowania zmyśla, a nie kłamie, choć wiem, że to dośc
dziecinnie brzmi. Niestety taki mam infantylny problem. Mój mąż nie kłamie w
jakichś poważnych, życiowych sprawach, on okłamuje mnie w zwykłych
codziennych, na ogól bez znaczenia, drobnostkach. Zmyśla, że coś zrobił choc
tego nie zrobił ( ot jakiś drobiazg powszedni), że z kimś rozmawiał, a nie
rozmawiał, że ktoś mu coś powiedział,a w rzeczywistości okazuje się, że nic
takiego nie miało miejsca.Często te rzeczy rzeczywiście nie mają żadnego
znaczenia, np. podaje jakąś plotkę czy nie sprawdzoną wiadmość jako pewnik,(
z zapewnieniem wiem to na 100% od ....) czy w jakiejś abstrakcyjnej dyskusji
podaje jako argument, że on czytał takie dane gdzieś tam ( oczywiście nie
czytał), czy np upiera się, że był z dzieckiem na spacerze 40 minut a
faktycznie byl 20, wydawało by sie bzdury, ale... W tej chwili doprowadził
do tego, że ja zwyczajnie nie wierzę w to co mówi i prawie wszystko muszę
sprawdzić, zwyczajnie mu nie ufam i niestety już zaczynam przeginać,
dopatruję się kłamstwa w wielu jego wypowiedziach i czynach, choć być może są
prawdziwe. Nie muszę oczywiście dodawać, że nie wszystkie kłamstwa są
sprawdzalne, wiele razy przyłapałam go na kłamstwie, czy później się
okazywało, że minął się z prawdą,innym razem to co mówi w powiązaniu z
okolicznościami wydaje się po prostu baaardzo mało prawdopodobne.Powiązaną
przypadłością jest u niego też syndrom tzw. pustych obietnic ( znany pewnie
wielu żonom), wiecie o czym mówię - pytam go np. czy mógłby naprawić szafkę w
łazience, on oczywiście z uśmiechenm odpowiada naturalnie, jutro się tym
zajmę, oczywiście wcale się tym nie zajmuje, przypominam, mówi ok ok wtym
tygodniu na pewno, znowu nic z tego i tak mijają miesiące. Niby nie to samo:
kłamstwo i pusta obietnica- ale wspólny mianownik to to, że jego słowo jest
nic nie warte. Ostatnimi czasy jest już bardzo żle, bo zaczęłam być uczulona
na te kłamstewka, wściekam się i zaczynam go sprawdzać, a to nie oznacza
niczego dobrego dla małżeństwa. Przyczyny kłamstewek są na ogół dwa : nie
zrobiłem czegoś z lenistwa i nie chcę się przyznać, albo dziecinne
popisywanie się typu ja wiem więcej i mam rację w dyskusji, czy jestem taki
ważny będę miał to i to bo ktoś mi obiecał ( np. firma sfinansuje mi stdia
MBA na 100 %).Powiedzcie jak postępować z kimś takim, może jakiś rys
psychologiczny takiego gościa, i co zrobić żeby nie zostać podejrzliwą żoną
szpiegiem ( choć obawiam się że już jestm blisko tego). Pozdrawiam