miminko
24.09.06, 00:04
moja sytuacja w skrocie: chlopak zostawil pod koniec planowanej ciazy, po
kilku latach zwiazku "bo sie zakochal". poprosilam zeby sie wyprowadzil bo
nie chcial nic naprawiac, wprowadzil sie prosto do tamtej. tamta - znala nas
oboje, wiedziala o ciazy, mimo to aktywnie starala sie go zdobyc. on:
oklamywal mnie, jej pewnie tez calej prawdy nie mowil. miedzy jego
deklaracjami o tym ze mnie kocha i ze chce o nas walczyc a oznajmieniem ze
sie zakochal w innej i nie chce ze mna byc byly zaledwie 2 tyg.
teraz sama wychowuje dziecko i jestem calkiem szczesliwa, kocham je bardzo.
on nie ma praw rodzicielskich (dziecko rejestrowalam sama), placi
nieregularnie coraz mniejsze kwoty, odwiedza je rzadko (deklaruje chec raz w
tyg, zdarzaja sie kilkutyg. przerwy). nie zabranialam mu nigdy odwiedzin,
akceptuje brak konkretnych zobowiazan finans. (zostawil mnie z ogromnym
kredytem i wysokimi rachunkami). ja pracuje praktycznie od narodzin dziecka,
od niedawna tez poza domem. dziecko ma 5 mies., jest bardzo ze mna zwiazane
ale tez pogodne, ladnie sie rozwija. karmie je nadal piersia.
po okresie poczatkowej zlosci i niezgody na sytuacje ochlonelam i staralam
sie byc wyrozumiala, nie naciskac. kiedy przychodzil zabieral dziecko na
krotki spacer po okolicy albo zostawal z nim w domu a ja wychodzilam na pare
godzin. niestety zdarzalo sie ze dziecko plakalo w jego obecnosci - on widuje
je zbyt rzadko by go rozpoznawalo i sam jest wobec niego niepewny.
ostatnio za kazdym razem kiedy przychodzil dzwonila tamta dziewczyna, czasem
wiecej niz raz. mialam wrazenie, ze ona jakos probuje kontrolowac sytuacje i
powiedzialam mu to, raz po kolejnym telefonie kazalam mu wyjsc.
teraz on chce widywac sie z dzieckiem takze w jej obecnosci. ja sie nie
zgadzam, nie uwazam ze dziecku jest to potrzebne, poza tym nie ufam jej - wg
mnie jest zbyt skupiona na sobie, zeby wyszlo z tego cos pozytywnego. mowie
mu, ze potrzebuje czasu i jesli ich zwiazek przetrwa rozwaze to ale poki co
najwazniejsze jest zeby to on sie widywal z dzieckiem, poswiecal mu czas i
uwage, uczyl sie jego. on na to, ze jesli nie z nia, nie bedzie widywal sie
wcale. i od kilku tygodni nie odzywa sie i nie przychodzi. ostatnim razem po
prostu chcial zabrac dziecko i "pokazac" jej bez mojej wiedzy. potem oddal
jej sluchawke zeby mi wytlumaczyla ze "chce pokochac moje dziecko", ze
potrzebuje je zobaczyc i ze oni chca byc szczesliwi i ze przeciez on mogl sie
na nas zupelnie wypiac i ze nigdy nie bedzie takim ojcem jakbym chciala.
moim zdaniem: ona po prostu chce miec wieksza kontrole nad sytuacja, wiedziec
co on robi kiedy jest z dzieckiem,nie sadze zeby ktos kto tak bardzo kocha
siebie mogl pokochac cudze dziecko. a zobaczyc je moze na zdjeciach. z jego
strony jest za malo dobrej woli i checi bycia z dzieckiem, zebym wierzyla w
te "dobre intencje".
waszym zdaniem: czy powinnam zgodzic sie na oddwanie 5-mies dziecka dwom
praktycznie obcym osobom? ktos wie co na to psychologowie rodzinni?
ja juz glupieje i nie wiem kto tu jest egoista a kto chce dobrze.