gryczany_marian
26.09.06, 19:29
Od dawna mam ze sobą olbrzymie kłopoty w sprawach pożycia z kobietami, więc
postanowiłem napisać na forum. Oczywiście nie jestem na tyle naiwny, aby
sądzić, iż znajdę wreszcie na siebie i swoje erotyczne kłopoty środek
zaradczy, ale trzeba wyczerpać wszystkie środki. Jestem zwolennikiem walki do
końca. Po tym może nizbyt jasnym wstępie przystąpię do rzeczy. Mam 40 lat i
kończę studia zaoczne. Mnóstwo zainteresowań artystycznych, głównie sztuki
stosowane i śpiew. Nadto zbieranie pieknych książek (głównie albumy o
malarstwie), fotografia i film. Piszę do Was ( z niką, cichą nadzieją na
skuteczną poradę), ponieważ niemal od chłopięcych lat odczuwam silny
nieustający pociąg do kobiet. Jest to silne, natrętne, codzienne pragnienie
kobiety!
Mam już drugą żonę, która jest młodsza ode mnie o 18 lat. Dziwny przypadek
sprawił, że i ta druga żona, choć dużo młodsza, nie daje mi satysfakcji. Co
mówię, jest to osoba, która chorobliwie uchyla się od współżycia seksualnego
ze mną. Tak się złożyło, że tak pierwsza żona, młodsza ode mnie o 4 lata, jak
i druga, są słabego zdrowia. Wszakże nie to jest przyczyną uchylania się od
współżycia (co doprowadza mnie do wściekłości). Pierwsza bowiem była surowo
chowana, druga zaś ma prawdopodobnie jakieś schorzenie, lecz odmawia pójścia
do lekarza. Dla obydwu kobiet byłem pierwszym mężczyzną, z którym podjęły
współżycie. Uchylanie się od współżycia było główną przyczyną odejścia od
pierwszej żony, zresztą wspaniałej, nadzwyczajnie delikatnej, inteligentnej i
wielostronnie uzdolnionej kobiety, która do dziś pragnie mojego powrotu. Może
nie jest za dobrze, jeśli kobieta jest wspaniałapod każdym względem prócz
jednego. Nie potrafi być czasem, oczywiście ze mną, przepraszam za określenie,
dziwką w łóżku! Druga moja żona, jako już rzekłem, nienormalnie wręcz unika
wszelkimi sposobami współżycia płciowego, a kiedy wreszcie, zwykle po bojkocie
z mojej strony, czego nie wytrzymuje, i awanturach (nie ordynarnych, broń
Boże) godzi się na współżycie, to znowu w różny sposób utrudnia, a nawet
uniemożliwia współżycie, narzekając w początkowej fazie na duży ból, podczas
wprowadzania członka, choć czynię to bardzo delikatnie. Nie dopuszcza też, aby
członek wprowadzony był glebiej, a tylko przy samym wejściu do pochwy.
Absolutnie nie godzi się na zmianę pozycji, od tyłu, z boku, itp., co dla mnie
ma istotne znacznie. Zawsze wted, ku mojemu oburzeniu i wielkiemu
zdenerwowaniu, leży w jednym miejscu, odmawia z reguły podniesienia nóg, leżąc
z nogami kurczowo wyciągniętymi i kurczowo je zaciskając. Drażnią ją nawet
jakieś śmielsze pieszczoty, uchyla się od pieszczot, dłuższych pocałunków.
Uchyla się od pieszczot narządu płciowego i nie pozwala pieścić piersi. Nie
bardzo też godzi się być całkiem naga w takich sytuacjach. Sądząc ze słów i
czynów, kocha mnie bardzo, choćby dlatego, że od początku naszej znajomości
okazywałem jej wiele ciepła. Pomagałem w różnych osobistych sprawach,
chroniłem przed różnymi nieprzyjemnościami w pracy (pracuję, gdzie i ona),
gdyż jest to kobitea nieporadna, bierna i powolna. Dzięki mojej czynnej pomocy
ukończyła jako prymus szkołę średnią, a obecnie uczy się dalej i nadal jej
pomagam.
Żeby wyczerpać wszystkie możliwe ważne okoliczności, powiem, że jestem
człowiekiem podobno przystojnym, potrafię siebie, ponoć dzięki umiejętnemu
podejściu i urokowi osobistemu, zjednać nawet kobietę - diabła. Znam zasady
ars amandi, jestem delikatny. Nie jestem jakimś rekordzistą, jeśli chodzi o
rozmiar członka, ot przeciętniaczek. Ale uwielbiam kochanie, a tak pechowo
trafiam? A może to jednak jakaś prawidłowość? Może popełniam jakiś błąd w
sztuce kochania? Choć chyba nie. Jestem, a przynajmniej tak sądzę, człowiekiem
rozumnym i bardzo oczytanym. Wielokrotnie badałem swoje postępowanie. Starałem
się w różny sposób postępować. Wszystko na nic. Pragnę zaznaczyć, że jestem
człowiekiem zaradnym, energicznym i przedsiębiorczym, choć nigdy nie
interesowałem się tzw. karierą. W domu robię prawie wszystko. Umiem prać,
gotować, czynię zakupy. Nie jestem zatem zależny od kobiety. W pierwszym
małżeństwie nie czyniłem tego wszystkiego, a było podobnie, więc nie tu tkwi
przyczyna.
Potem przychodzi noc, a partnerka nic. Nigdy nie zdarzyło się, alby próbowała
sama coś zacząć. Ale o ile ze strony pierwszej zony były ciągłe próby poprawy
i chęć dopasowania się, to ze strony tej drugiej nic takiego nie ma. Tu mam
ciekawostkę. Dotyczy ona obecnej, tej dużo młodszej żony. Uczy się. Ale za
każdym razem ja wyszukiwałem jej pasujące i odpowiadające możliwościom szkoły,
zalatwiałem wszystko, co możliwe, łącznie z podaniami, zapisem,
formalnościami, itp. Nawet doprowadzałem na egzamin, gdyż byłem o to usilnie
proszony za pomocą różnych sposobów. Jakie to sposoby? Ano, właśnie. Proszę na
to zwrócić uwagę! Zastanawia mnie i oburza fakt, że kiedy owa druga żona
potrzebuje czegoś ode mnie, a zdarza się to niemal codziennie, w pracy, gdzie
ze względu na jej rodzaj mogę sobie pozwolić, aby być dla niej tarczą; i w
nauce, ponieważ bez mojej pomocy, nawet w drobnych sprawach formalnych nie
poradziłaby sobie. Kiedy chce, aby jej doradzić, a najczęściej napisać, "od A
do Z" jakąś pracę, to potrafi być wtedy mniej mniszką, i nawet pzowala, choć
nie bez oporów, na stosunki w innej pozycji. Choć bywa najczęściej, że wabi
mnie tą obietnicą, a ja, zapominając o honorze, wykorzystuję "okazję", a potem
nie dotrzymuje obietnicy.
Dlaczego tak się dzieje. Namiętność do kobiety, bo w tej sytuacji gotów byłbym
romansować niemal z każdą, powoduje, że mam różne kłopoty. Ratuję się
proszkami uspokajającymi, czasem nawet, choć nie piję, wypijam trochę wina,
choć nie cierpię alkoholu. Czasem na krótko to pomaga, ale wywołuje agresję,
ponieważ w mojej opornej partnerce widzę przyczynę swego nieszczęścia. Już
radbym w tej sytuacji, rozejść się i z tą drugą kobietą, ale więcej nie
chciałbym próbować. Jestem normalnym mężczyzną, tyle, że mam duży temperament.
Nie szukałem nigdy i nie szukam przygodnych znajomości. Nie leży to w moim
charakterze. Poza tym nie znoszę kobiet, które przede mną miały mężczyznę.
Obie "moje" kobiety były dziewicami.
Ratuję się moją wielką pasją, jaką jest grafika i śpiew. Gdyby nie to, dawno
już pozbyłbym się mojej młodziutkiej żony. Niechby sobie poszukała mnicha!
Poza tym jestem miękki. Dotychczasowe próby rozejścia się kończyły fiaskiem,
ponieważ uległem niesamowitej wręcz histerii, zapewnieniom poprawy i objawom,
zresztą widocznym i prawdziwym, niewolniczego wręcz przywiązania. Potrafię
bowiem być wyrozumiały, niczego nie narzucam i nie wymagam specjalnie od
kobiet. Kobieta musi być bowiem nie tylko kochanką, ale pomocą, przyjacielem.
Nie potrafię być wyrozumiały na tyle, żeby tygodniami (kiedy mam codziennie,
bywa wielokrotne, pragnienie kobiety) kobieta unikała współżycia cielesnego ze
mną. Obawiam się, że długo ze swoją drugą żoną mimo wszystko nie wytrzymam.
Zastanawiam się, że kiedy czegoś potrzebuje, nie waha sie oddawać mi się za
coś! Ja zaś, choć to nie jest w porządku, zaczynam w tej sytuacji postępować
jak ktoś, kto kupuje kobietę za coś (zwykle za pieniądze), choć tym się
brzydzę, ale nie mogę wytrzymać. Bywa przeważnie, ponieważ nie mam zwyczaju
korzyć się przed kobietą, że przez wiele dni nie odzywam się do żony,
bojkotuję ją, nie dostrzegam jej pilnych potrzeb co do kupna np. odzieży itp.
Nie próbuje jej dotknąć, choć wtedy moje seksualne potrzeby męczą mnie ze
zdwojoną siłą.
Wtedy, ponieważ żona nie wytrzymuje sytuacji, obiecuje "być miła', ale kończy
się to, kiedy do niej się zbliżam. Wręcz panicznie boi się wprowadzenia
członka. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, abym tak naprawdę wykochał się z
kobietą, żeby mi nie czyniła wstrętów, żeby nie przeszkadzała i żeby brała
udział w tym wszystkim, żeby nie leżała jak kłoda na łóżku, zawsze w
jednakowej pozycji, wyciągnięta jak deska, ględząca w trakcie moich zabiegów
i narzekająca,