O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilka...

30.09.06, 10:56
Ludzie kochani..... toż to jakaś plaga!? dlaczego większość mężczyzn, mimo bycia już w wieku
przynajmniej teoretycznie wskazującym na dorosłość (min. 30-stka), jest tak naprawdę mentalnie
nadal na poziomie nastolatków?..... Syndrom Piotrusia Pana?.... Coraz częściej się o tym
przekonuję..... i coraz bardziej niestety, zniechęcam do wszelkich kontaktów z facetami w ogóle bo
jak tu rozpoznać który jest kim na samym początku?..... żeby się nie sparzyć, nie zostać
skrzywdzoną?.... Cóż z tego, że taki jeden z drugim jest wykształcony, ma jakąśtam lepiej czy gorzej
płatną pracę, swoje pasje i na pozór jest całkiem w porządku
    • zlota-puma Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 11:32
      Czy spotykaliście się na codzień, czy była to znajomość na odległość ?
      • kotopodobna2 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów.... 30.09.06, 11:35
        Na odleglosc. Niestety..... a moze i "stety"......
        • zlota-puma Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów.... 30.09.06, 11:37
          Odbierz pocztę :)
    • wichrowe_wzgorza Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 11:51
      kotopodobna2 napisała:

      > czułam jednak, że to nieprawda. Uprzedziłam jego ruch, po prostu..... Czy dobrz
      > e zrobiłam - nie wiem.....

      Dobrze zrobiłaś, o siebie nalezy dbać zwlaszcza.

    • jan_stereo Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:02
      Mialo byc "kilka" nie kilkadziesiat !
      • kotopodobna2 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:04
        Rozgadalam sie, ponioslo mnie..... :-)

        Ale moglabym nawet wiecej. Tych slow.....
    • waldek1610 Kobiety wcale nie sa lepsze..... 30.09.06, 12:03
      kotopodobna2 napisała:

      > Dlaczego, dlaczego taki człowiek nie powie szczerze i na wstępie o swojej
      > niegotowości, tylko nawiązuje romans, rozkochuje

      Dokladnie to samo mozna powiedziec o wielu kobietach, bawia sie uczuciami
      mezczyzn, traktuja ich przedmiotowo, jako dostarczycieli "fajnych rzeczy,
      przezyc seksualnych i krajoznawczych :)"

      Jest wiele kobiet ktore dbaja tylko o siebie, i zachowuja sie jakby jedynym
      celem zwiazku bylo zadowolenie kobiety, a facet jak przy okazji cos tam
      dostanie to juz trudno...

      Tez mialem taka dziewczyne, niby od razu wlasciwie poszla ze mna z jej
      incjatywy do lozka, ale nie chciala zaangazowac sie emocjonalnie. Myslala ze
      moze zatrzymac sobie mnie "na pozniej" gdy ona bedzie gotowa na powazny
      zwiazek, do tego wymagala bardzo wiele,a dawala absolutne minimum.

      Po krotkiej znalomosci byla znajaomosc na odleglosc prawie przez 2 lat, sadzila
      ze bede czekal w nieskonczonosc, zadko pisala, wciagu tych dwoch lat zaledwie
      10 listow, a potem nagle pisze ze przyjezdza (ona byla Japonka) a ja mieszkam w
      USA, ale przyjechala na przeciwlegle wybrzeze nie do mnie ale na studia, i mowi
      ze chce sie spotkac za nastepne pol roku w czasie jej wakacji na...7-9 dni.
      Wiem ze jej kariera byla najwazniejsza, a ja dla niej bylem tylko dodatkiem do
      szczescia.

      Pewnego dnia mialem dosc, nawet nie odpisalem, bo co tu odpisywac jesli ktos
      nie traktuje ciebie powaznie. I zapomnialem na wiele lat.


      > Uprzedziłam jego ruch, po prostu..... Czy dobrze zrobiłam - nie
      > wiem...... tęsknię za nim. Wydawał się być moim ideałem..... świetny gość.
      > Ale nie chcę takiego rozchwianego związku. Smutno...... :-(
      > Przykro mi bardzo i nie mam pojęcia, jak jeszcze kiedykolwiek będę w stanie
      > zaufac komuś jeszcze.....

      Nie martw sie Kotopodobna, ja znalazlem sobie dziewczyne prawie
      natychmiasotowo, po tym jak przestalem czekac na Junko, i moja nowa dziewczyna
      Chanieng dbala o mnie duzo weicej, ale i z nia rozstalem sie po 2 latach bo nie
      pasowlismy do siebie. Zaledwie miesiac po zerwaniu z nia, spotkalem milosc
      mojego zycia, i jestesmy szczesliwym malzenstwem od ponad 3 lat :)

      Nie warto marnowac czasu na kogos kto chce brac, a nie jest w stanie nic
      zaoferowac.Trzeba dacz szanse ludziom ktorzy zasluguja na milosc!

      Sorry ze sie tak rozpisalem, ale mysle ze da to tobie do myslenia. Zycze
      powodzenia!!!
    • mskaiq Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:14
      Zrobilas dokladnie to co zarzucasz przeciwnej plci. Po prostu przestraszylas
      sie tego ze On moze Cie zostawic.
      Dlaczego nie poczekaklas, nie przekonalas sie o co MU chodzi. Przyczyny
      ograniczen w spotkaniach mogly byc inne.
      Strach jest jedna z najczestszych przyczyn rozpadu zwiazkow i dzieje sie to tak
      samo u kobiet jak i mezczyzn.
      • evva79 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:16
        No właśnie - po co faceci w dość poważnym już wieku dają dziewczynie nadzieję a
        potem cisza? Czegoś się boją?
        • gszesznica Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:21
          evva79 napisała:

          > No właśnie - po co faceci w dość poważnym już wieku dają dziewczynie nadzieję
          a
          >
          > potem cisza?

          Czegoś się boją?
          -boja sie utracic wlasna wolnosc
          -boja sie ze kobieta w pewnym wieku chce "tylko"zdobyc meza,ojca jej dzieci i
          kogos kto bedzie to wszystko utrzymywal,
          -boja sie czy zdolaja utrzymac rodzine
          -wpadaja w panike pod wplywem nacisku i czesto wbrew sobie odchodza.

          • evva79 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:29
            To po co takie rzeczy mówią? A ten facet, którego ja poznałam ma 35 lat,
            pisałam o tym tu na forum, i nadal piszę, powiedział mi m.in. żebym nie
            wychodziła za mąż bo za parę miesięcy zostanę jego żoną. Po co oni to robią
            skoro z góry wiedzą, że się potem nie odezwą a może nie wiedzą? Ale wted to oni
            byliby jacyś nienormalni.
            • zlota-puma Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:30
              A może nie uogólniajmy ? ...
              Nie każdemu psu na imię Burek. Bez urazy, Panowie ...
              • zalamany84 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 16.10.06, 02:32
                Czyli to znaczy, ze jesli ja mam 22 lata i oddalbym za moja kobiete zycie... i
                to raczej ja mowie o jakims malzenstwie a Ona sie opiera, to jestem nienormalny
                ? Czy to nienormalne ze w tym wieku wiem, ze chcialbym reszte zycia spedzic
                wlasnie z ta jedna, jedyna kobieta ?? Jak to jest ?
      • zlota-puma Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:18
        Dokładnie tak myślę. Problem tylko w tym, by zatrzymać się w odpowiednim
        momencie, kiedy już wiadomo, że jednak wszelkie starania nie przynoszą
        rezultatu. I wycofać się, czasem...mimo wszystko ...

        Nie znoszę manipulacji, psychotechnik. I nie namawiam nikogo do tego.
        Ale z czasem przychodzi w sposób naturalny takie uczucie, które każe zawiesić
        się, oddalić... Poczucie straty wiele może uświadomić ...
      • kotopodobna2 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów..... 30.09.06, 12:37
        Hmm tak, pewnie sie przestraszylam ale chyba bardziej nawet chcialam uchronic sie przed totalnym
        zlamaniem serca i jednoczesnie ochronis swoje poczucie godnosci!.... czyli wlasciwie wychodzi na to
        samo?.... :-)

        Czy nie dac sie zranic i bawic soba jest strachem??

        • zlota-puma Przeczytajcie, proszę, z uwagą ... 30.09.06, 12:41
          Potrzeba bliskości



          Każdy obawia się bliskości, bez względu na to, czy jest tego świadomy, czy
          nie. Bliskość oznacza odkrycie się przed obcym. Wszyscy jesteśmy sobie obcy:
          nikt nie zna nikogo. Jesteśmy obcy nawet sobie samym, gdyż tak naprawdę nie
          wiemy kim jesteśmy.

          Bliskość, zbliżenie się do kogoś obcego oznacza, że musisz odrzucić wszystkie
          mechanizmy obronne; tylko wtedy owa bliskość jest możliwa. Ale powstaje lęk, że
          gdy przestaniesz się "bronić"; gdy zrzucisz wszystkie maski jakie nosisz... kto
          wie, co zrobi z tobą ten obcy, ta druga osoba?

          Wszyscy ukrywamy tysiące rzeczy - nie tylko przed innymi, ale nawet przed
          samymi sobą - gdyż byliśmy wychowani w chorym społeczeństwie, które narzuciło
          nam tysiące zahamowań, tysiące zakazów, nakazów, tabu. Stąd lęk przed obcym,
          bez względu na to, czy żyjesz z tą osobą dziesięć, dwadzieścia, czy trzydzieści
          lat - owa obcość nigdy nie znika. I czujesz się lepiej, gdy zachowujesz trochę
          dystansu i masz w zanadrzu swoje mechanizmy obronne, gdyż ktoś może wykorzystać
          twoją słabość, twoją podatność na zranienie. Tak, każdy, dosłownie każdy obawia
          się bliskości.

          Ten problem staje się znacznie bardziej poważny, gdyż każdy PRAGNIE bliskości.
          Każdy pragnie bliskości, gdyż bez niej jesteś samotny we wszechświecie, żyjesz
          bez przyjaciela, bez ukochanej, bez kogokolwiek komu mógłbyś ufać, bez
          kogokolwiek przed kim mógłbyś odkryć swoje rany. A pamiętaj, że rany nie
          zabliźnią się, jeśli nie są odsłonięte. Gdy je zasłonisz, wypełnią się jedynie
          jeszcze większą ropą.

          Bliskość jest podstawową potrzebą człowieka, więc każdy jej pragnie, ty też...
          ale jednocześnie pragniesz też, aby to ta DRUGA osoba się zbliżyła; aby się
          odsłoniła, odrzuciła swoje mechanizmy obronne, odkryła swoje rany, zerwała
          maski które nosi, odkryła swoją autentyczną osobowość, stanęła zupełnie "nago"
          przed tobą. A jednocześnie pragnąc bliskości, sam obawiasz się odrzucić
          swoje "obrony".

          Jest to jeden z zasadniczych konfliktów pomiędzy przyjaciółmi, ukochanymi: nikt
          nie chce się odsłonić, stanąć w "nagości", zupełnie szczerze przed tym drugim.
          A oboje pragną bliskości...

          Stąd, jeśli nie odrzucisz zahamowań i stłumień, którymi "obdarowali" cię twoi
          rodzice, twoje wychowanie, twoje społeczeństwo, twoja kultura i twoja religia,
          wtedy nigdy tak naprawdę nie zbliżysz się do nikogo. Ale to TY musisz przejąć
          inicjatywę, nie przerzucaj tego na tę drugą osobę.

          Często, nawet gdy ktoś inny jest gotowy by obdarzyć cię swoją miłością... wtedy
          wycofujesz się. Pojawia się obawa: "tak, to piękne, ale jak długo będzie to
          trwać? Wcześniej, czy później będę musiał się odkryć". A miłość oznacza
          bliskość, miłość to dwie osoby zbliżające się do siebie, miłość to dwa ciała w
          jednej duszy. I pojawia się lęk, lęk o swoją duszę, swoje wnętrze... "przecież
          nie jestem doskonały, lepiej się ukryć, lepiej się nie odkrywać, niż narazić na
          odrzucenie"... I w ten sposób lęk przed odrzuceniem nie pozwala ci przyjąć
          miłości, nie pozwala ci zbliżyć się do innej osoby.

          Co zatem robić? Pierwszy, podstawowy krok to akceptacja siebie samego, takiego
          jakim jesteś... odrzuć tradycję, która doprowadziła niemal cały świat do
          szaleństwa. Spójrz do wewnątrz i odrzuć wszystko, co zostało ci narzucone;
          wszystko co powoduje twój wstyd. Musisz zaakceptować swoja naturę, taką jaka
          jest, a nie taką jaka "powinna być". Nie nauczam żadnych "powinienem/nie
          powinienem". Wszystkie "powinienem/nie powinienem" to przyczyna choroby
          ludzkiego umysłu. Odrzuć wszystkie powinności bycia kimś ważnym, pobożnym,
          respektowanym... nie ma nic piękniejszego od bycia prostym i zwyczajnym, od
          bycia po prostu sobą. Możesz wyrażać siebie autentycznie i szczerze - stajesz
          się otwarty i ta otwartość pomoże innej osobie otworzyć się przed tobą. Twoja
          bezpretensjonalna, autentyczna prostota to zachęta dla bliskości, zaufania i
          otwartości ze strony drugiej osoby. Gdy znikają wszystkie "powinienem/nie
          powinienem", gdy nie musisz się już ukrywać i bać, wtedy pojawia się bliskość.

          Kiedy pojawia się miłość, kiedy chcesz w nią głębiej wejść, powstaje następny
          problem. Wchodząc głębiej w miłość, tracisz swoje fałszywe "ja". I zaczynasz
          się bać, unikać głębi miłości, gdyż ta głębia jest jak śmierć. Zaczynasz
          tworzyć bariery między sobą a twoją ukochaną, gdyż kobieta wydaje się jak
          przepaść, przepaść przez którą możesz zostać wchłonięty. Powstałeś z kobiety,
          ona jest łonem, przepaścią... jeśli może dać ci życie, może dać ci też śmierć.
          Kobieta jest niebezpieczna, tajemnicza. Nie potrafisz żyć bez niej i
          jednocześnie nie potrafisz żyć z nią. Nie możesz się od niej oddalić, gdyż bez
          niej życie jest puste; nie możesz się do niej zupełnie zbliżyć, gdyż wtedy
          tracisz swoje "ja".

          Ten konflikt jest typowy w każdej miłości. Zatem czynisz kompromisy: nie
          oddalasz się zbyt daleko, ale też nie zbliżasz się totalnie. Stoisz gdzieś w
          środku, balansując sobą... ale wtedy miłość nie może się pogłębić. Głębia
          miłości jest osiągalna tylko wtedy, gdy odrzucisz lęk i skoczysz z zamkniętymi
          oczami głową w przód.

          Jest to niebezpieczne - miłość może zabić twoje ego, twoje "ja". Miłość to
          trucizna dla twojego fałszywego "ja". Miłość to życie dla ciebie prawdziwego,
          miłość to śmierć dla twojego ego. Musisz skoczyć. Musisz się zbliżyć i
          dosłownie rozpłynąć w kobiecie... ta bliskość to drzwi do boskości, do
          wieczności.

          Kobieta ma podobny problem. Im bardziej zaczyna zbliżać się do mężczyzny, ten
          tym bardziej stara się od niej uciec i znajduje tysiące wymówek by się oddalić.
          Zatem kobieta musi czekać, a czekanie to następny problem: jeśli kobieta nie
          przejmuje inicjatywy, wygląda to na obojętność, a obojętność może zabić miłość.
          Nic nie jest bardziej zabójcze dla miłości niż obojętność. Nawet nienawiść jest
          lepsza, gdyż jest przynajmniej pewnym rodzajem relacji miedzy dwojgiem osób.
          Miłość może przetrwać nienawiść, ale nie znosi obojętności. I stąd kobieta ma
          trudności; jeśli przejmuje inicjatywę, mężczyzna ucieka, gdyż większość
          mężczyzn nie znosi kobiet, które podejmują inicjatywę. Mężczyzna czuje, że
          zbliża się przepaść, więc lepiej uciec, zanim będzie za późno. Tak właśnie
          powstają donżuani. Krążą od jednej kobiety do drugiej, wypełnieni lękiem, że
          przepaść może ich wchłonąć. Donżuani nie są prawdziwymi kochankami, choć na
          nich wyglądają - każdego dnia nowa kobieta. Donżuani to przestraszeni ludzie,
          obawiający się bliskości.

          Zatem kobieta również stoi pośrodku; tak jak mężczyzna między lękiem przed
          przepaścią a pragnieniem bliskości, tak kobieta między przejęciem inicjatywy a
          obojętnością. Obie sytuacje są złe, to zwykłe kompromisy. A kompromisy nie
          pozwalają rozkwitnąć miłości. Kompromisy nie pozwalają niczemu rozkwitnąć.
          Kompromisy to kalkulacja, spryt... potrzebne w biznesie, ale nie mające nic
          wspólnego z miłością. Więc zaryzykuj, odrzuć bariery swojego ego i skocz...
          skocz w prawdziwą bliskość, skocz w prawdziwą miłość.

          Na początku miłość ma barwę seksu. Jeśli jest płytka, pozostanie do tego seksu
          zredukowana; tak naprawdę to nie będzie żadna miłość. A bez miłości seks
          sprowadza życie do prymitywnego, wręcz obrzydliwego poziomu. Seks może być
          piękny, gdy towarzyszy mu miłość. Sam w sobie jest obrzydliwy. To tak jakby
          najpiękniejsze oczy najpiękniejszej kobiety wyjąć z oczodołów. Pozbawione
          ciała, nawet najpiękniejsze oczy są obrzydliwe.

          Bliskość w stosunku do jednej kobiety lub mężczyzny jest dużo lepsza, niż
          mnogość relacji partnerskich. Może ta mnogość jest zabawna, ale powierzchowna -
          nigdy nie zdołasz rozwinąć się wewnętrznie. Miłość to nie sezonowy kwiatek,
          potrzeba jej wiele czasu by rozkwitła. Każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastek
          kobiecości, każda kobieta ma w sobie pierwiastek męskości. Jedyny sposób, aby
          się o tej jedności przekonać, to bycie w głębokiej bliskości. Postaraj się
          bliskości rozkwitnąć tak bard
          • zlota-puma Re: dokończenie :) 30.09.06, 12:43
            Bliskość w stosunku do jednej kobiety lub mężczyzny jest dużo lepsza, niż
            mnogość relacji partnerskich. Może ta mnogość jest zabawna, ale powierzchowna -
            nigdy nie zdołasz rozwinąć się wewnętrznie. Miłość to nie sezonowy kwiatek,
            potrzeba jej wiele czasu by rozkwitła. Każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastek
            kobiecości, każda kobieta ma w sobie pierwiastek męskości. Jedyny sposób, aby
            się o tej jedności przekonać, to bycie w głębokiej bliskości. Postaraj się
            bliskości rozkwitnąć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Pozwól rozkwitnąć
            zaufaniu, odrzuć wszystkie bariery dzielące cię od drugiej osoby.

            Według mnie, uduchowienie oznacza ciepło, miłość i bliskość. Źródłem ciepła
            jest kobieta. Jej miłość i oddanie, połączone z intelektem mężczyzny; jej serce
            połączone z głową mężczyzny, mogą uczynić cud...

            Dzielcie się swoja miłością, swoimi sercami. Pragnę, aby kobieta i mężczyzna
            rozwijali się wspólnie, w głębokiej harmonii i poczuciu nieograniczonej
            bliskości. Tylko w ten sposób możemy zmienić świat.
            • blue_as_can_be Re: dokończenie :) 30.09.06, 18:05
              jak już cytujesz, to wypadałoby podać autora albo chociaż wziąć w cudzysłów...
              • zlota-puma Re: dokończenie :) 30.09.06, 18:08
                Wypadałoby, owszem - przepraszam :) To z pośpiechu.

                Tekst autorstwa Osho.
                • anjakarenina Re: dokończenie :) 30.09.06, 18:13
                  tekst bardzo interesujący - dziękuję za przytoczenie
        • waldek1610 czyli lepiej ja jego niz on mnie...? :) 30.09.06, 12:43
          kotopodobna2 napisała:

          > Hmm tak, pewnie sie przestraszylam ale chyba bardziej nawet chcialam uchronic
          > sie przed totalnym zlamaniem serca i jednoczesnie ochronis swoje poczucie
          > godnosci!.... czyli wlasciwie wychodzi na to samo?.... :-)


          Ach czyli wedlug Ciebie; "lepiej gdy ja jego, niz on mnie"? :)
          Osoba naprawde zakochana nie wstydzi sie porazki, tylko szuka konfrontacji.
          Lepiej uslyszec; "nie" niez rozstac sie bez slow, bo potem zawsze bedziesz, sie
          zastanawiac: "coby.. gdyby?" Wiem cos o tym :)
    • allspice Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 12:43
      Bo to nie była jeszcze miłość. Jak ona,czyli, ta miłość przychodzi, to
      trudno oderwać od siebie wzrok i za chwilę już wiadomo,że chcemy już ze
      sobą zostać. I nic i nikt nie jest w stanie nam przeszkodzić.Liczymy się
      tylko MY. Czyli,nie żałuj. Nie było to nic waznego ani wielkiego.

      • kotopodobna2 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 03.10.06, 12:08
        Być może masz rację...... pewnie tak jest, to JESZCZE nie była miłość. Inaczej cierpiałabym męki,
        rzucając go - a nie jest aż tak źle..... :-)
    • mskaiq Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 13:38
      Kotopodobna napisala
      >Hmm tak, pewnie sie przestraszylam ale chyba bardziej nawet chcialam uchronic
      >sie przed totalnym
      >zlamaniem serca i jednoczesnie ochronis swoje poczucie godnosci!.... czyli
      >wlasciwie wychodzi na to
      >samo?.... :-)
      >Czy nie dac sie zranic i bawic soba jest strachem??

      Trzeba zawsze czekac do konca, wiele razy zdarzylo sie mi, a takze bylem
      swiadkiem ze ludzie rezygnowali sami z rzeczy ktore byly dla nich. Po prostu
      nie wytrzymywali nerwowo, strach potrafil przekonac ze nie ma na co czekac.
      Potrafi rowniez uzasadnic poczuciem godnosci. Nikt i nic nie jest w stanie
      odebrac Ci Twojego poczucia godnosci. To Ty decydujesz o Swoim poczuciu
      godnosci, a dokladnie zalezy to od tego ile masz Sama szacunku do Siebie.
    • elisa-lena Re: Przeciez kazdy kocha inaczej. 30.09.06, 22:13
      A ty chcialabys aby to za toba latano?
    • annaborowiak Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 22:36
      Wydaje mi się, że dobrze zrobiłaś dla "pocieszenia" Cię opowiem co by się stało
      dalej gdybyś nie uprzedziła jego ruchu... Na własnym przykładzie bo ja nie
      miałam na tyle sił by odejść bo uwierzyłam mu, że jest wrażliwy i bałam się go
      zranić...Kretynka! Ale do rzeczy...Też przestał tak często pisac i dzwonić, jak
      pytałam wszystko było ok albo słyszałam, że przechodzi trudny okres i czasami
      tak ma...Co miał??? Nową pannę na boku, której nie był pewien (takie uosobienie
      męskich pragnień blond panna potem jak sie okazało trafił jak kulą w płot ale
      to inna bajka) Ja nawet musiałam wymusić na nim pożegnanie na którym nie
      dowiedziałam sie o niej tylko nawciskał mi głupot jaki to jest beznadziejny i
      jak na mnie nie zasługuje...Ja sie dusiłam z tym martwiłam o niego pisałam
      czekając aż mu przejdzie...dopiero ona mnie uświadomiła, że istnieje i jak
      dobrze sie bawią...
      Potem wrócił, przeprosił, nadal bawił się moimi uczuciami raz głaskał po głowie
      potem dowiadywałam się ze znowu są jakies babeczki - po prostu fizycznie nie
      byłam jego ideałem natomiasr wiedział, że pod innymi względami lepszej kobitki
      nie znajdzie! Dzis pognał znowu do innej i daje mu 2 miesiące i powróci
      do "przystani" a ja zaliczyłam już malutką nerwicę...Ot tak cały syndrom
      Piotrusia Pana nie polega na strachu przed odrzuceniem i zranieniem - to jest
      ich broń i wabik na wrżliwe kobiety, które zanim rzucą takiego drania
      zastanowią się 1000 razy a On...brak słów!!! Dobrze zrobiłaś kotopodobna w
      przeciwnym razie skończyłabyś jak ja jako przystań, lecznica, czy juz nie wiem
      jak to nazwać...Gratuluję odwagi ja dzis czuje się jak kretynka i pozbawiłam
      się godności...A najgorsze jest to że ja na serio uwierzyłam w jego wrażliwość
      i nawet to nie była miłość tylko nie chciałam żeby ktoś go zranił i żebym to
      nie była ja...dzis juz wiem ze jak ktoś mówi ze jest wrażliwy albo ze boi się
      zranienia to tylko osłonka i sygnał ... nie rańcie mnie natomiast ja nie
      zagwarantuje tego samego


      • kotopodobna2 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 03.10.06, 12:09
        Mma nadzieję, że szybko uporasz się z tym oszołomem - odchodząc!?......
    • yagiennka To samo zauważyłam 30.09.06, 23:02
      Koto, masz dokładnie takie same spostrzeżenia co ja!!:) Z tm że to wg mnie nie
      jest niedojrzałośc ale nieradzenie sobie ze swoimi problemami i emocjami, jakis
      brak siły wewnętrznej. Owi faceci są wg mnie jacyś zbabiali. Ja spotykam
      dokąłdnie takich samych, jak facet ma lat min. 30 to jest: skrzywdzony,
      potłuczony, nie może zapomnieć, ciągle wraca do przeszłości, boi się
      zaangażować, udaje że nikt mu nie jest potrzebny i tak dalej. Ręce i nogi
      opadają! Każdy w pewnym wieku ma za sobą jakieś przejścia, każdy został zraniony
      ale z tego co widzę kobietki to popłaczą, podniosą się, otrzepią, zamykają
      rozdział i idą dalej. Ja tak robię :) A faceci zachowują się jak baby!!
    • braun_f Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 30.09.06, 23:41
      tak to jest jak sie leci na kase
      jest dupczenie?
      sa pieniazki!
      nie ma dupczenia?
      won!

      a im starszy, tym mniej kurtuazji
    • solaris_38 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 01.10.06, 00:36
      faceci pzoostyaja na opisanym poziomie ale za to my pozstajemy na równie
      nsikim w sparwach ttechniczno fizyczych
      i nei ma co sie wscikać na facetó tylko tzreba ich kochać

      bo kto mógłby nauczyc świat miłosci jak kobiety sie obrażą na facetów że nie
      tacy jak bysmy chciałąy :)
      • braun_f Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 01.10.06, 00:45
        juz wiecej wylewasz niz pijesz
        do lozka - raz!
        • solaris_38 sa jednak bratnei dusze co to rozumieją 01.10.06, 00:47
          nie strasz mnie ! to by była najgorsza rzecz zebym wiecej wylała niz wypiła
          brr.

          do rana by mi nie starczyło i ręce by mi sie trzesły!

          musze sie opamiętać
          dziekuje za przestrogę życzliwa osobo :) ;) :)
          • braun_f Re: sa jednak bratnei dusze co to rozumieją 01.10.06, 01:15
            wytrzymasz do rana?
    • savyer Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 01.10.06, 12:08
      Niepotrzebnie nadużywasz wielokropków.
      • kotopodobna2 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 03.10.06, 12:17
        Widzicie..... minęło kilka dni, i co? ano - NIC. Po moim liście pożegnalnym, który był bardzo miły, (a
        wcześniej były jeszsze 2 inne w których to wygarnęłam mu pewne rzeczy ale nie w ordynarny sposób a
        on na nie odpisał) - teraz milczy. Słowem nawet zawalczyć mu się nie chce....... bo mu nie zależy.
        Oczywista sprawa, nie?..... Tak więc widać, że dobrze uczyniłam...... choć nadal mi smutno.... hmm....
        oj faceci jak Was zrozumieć?..... przecież od ideału się nie ucieka?? a to są jego słowa - że byłam
        ideałem.... może byłam ZA dobra?.... ;-)
        • ida17 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 03.10.06, 12:48
          POdziwiam Cię! Myślę ,że zrobiłaś dobrze! Jesteś silna i dasz radę, a to ,ze ci
          smutno to normalne.W końcu masz uczucia a z nim przecież coś Cię łączyło.Wiem
          jak to jest kiedy jest się z kimś a nie czuje się, że on tego pragnie tak jak
          ja!JEstem od dwóch lat w związku ,który tak naprawdę sprawia że czuję się coraz
          gorzej.Niby wszystko jest ok,prawie mieszkamy juz razem ( wtedy kiedy moich
          rodziców nie ma , a nie ma ich często ,bo mają domek na wsi i tam przebywają)
          ale to wszystko jest tak jakby na siłę.Bo on wolałby mieć więcej czasu dla
          siebie, wolałby mieszkać u siebie bo tam ma warsztat a nie u mnie itd. Ślubu nie
          możemy zaplanować ,bo nie mamy gdzie mieszkać a on nie wynajmie mieszkania bo
          szkoda pieniędzy.Mieszka z rodzicami i chce zebym tam zamieszkała.Ja marzę o
          chociażby malutkim mieszkanku, w którym będziemy sami.Mamy po 30 lat !!!A on ma
          ciągle czas-robi studia zaoczne, dorabia się, ma hobby, pasje i to jest
          najważniejsze.Jest mi czasami tak ciężko.Są chwile kiedy nie mam juz siły, widzę
          jego niedojrzałośc ,ale brakuje mi odwagi żeby cos zrobić.Boję się samotności,
          pustki.I do konca nie jestem pewna czy to ja mam racje chcąc juz coś
          postanowić, zaplanować ślub ,czy on kiedy mówi że musimy najpierw dojśc do
          porozumienia czyli mojej zgody na zamieszkanie u niego czyli jego rodziców, co
          dla mnie jest koszmarnie trudne!!!!
          Nie potrafię nie martwić się tym ,żyć sobie własnym życiem...To mi przyćmiewa
          wszystko inne Mam potrzebę ciągłego rozmawiania z nim o nas , o ślubie. A
          przecież wiem, że te rozmowy nie prowadzą do niczego .Kończą sie zwykle kłotnią .
          Ale nie mam siły zerwać, odejść.Bo niby jest ok.Ale tylko wtedy kiedy nie mówimy
          o przyszłości...POZDRAWIAM CIĘ KOTOPODOBNA!!!! MYŚLĘ ŻE PODJĘŁAŚ SUPER DECYZJE
          I NIE BĘDZIESZ JEJ ŻAŁOWAĆ!!!!
    • aga12322 do Kotopodobnej2 03.10.06, 12:45
      Ja niestety musiałam zrobić tak jak Ty-wycofać się pierwsza.Facet lat
      30,wykształcony,mający pracę,poukładane w głowie itp. Mówił że mu
      zależy,zabiegał,gdy związek zaczął się uściślać on momentalnie dał kilka kroków
      do tyłu bo :niegotowy,zraniony,nie chce się z nikim wiązać.A ja już niestety
      zakochana...nie pozostało nic innego jak nie ranić się dłużej i kulturalnie
      podziękować panu,chociaż serce bolało bardzo i boli nadal:(
      • kotopodobna2 ........ 03.10.06, 13:09
        Ida
        • mea Re: ........ 03.10.06, 14:49
          Oj, bo chcialas od raz oswiadczyny, pierscionki i falbanki, wyznania i czule
          slowa... tak nie mozna.
          • kotopodobna2 Re: ........ 03.10.06, 14:54
            Nie, wcale nie.... o slubie nie marzylam i nie marze, o dzieciach takze. Pragnelam po prostu szczerosci i
            bliskosci. I oddania....


            • mea Re: ........ 03.10.06, 15:02
              Moze za malo napisalas, ale wydaje mi sie, ze z tego, co przeczytalam, nie mozna
              wnioskowac o nieszczerosci i niedojrzalosci Twojego pana. To Ty bawilas sie w
              jasnowidza zamiast z nim porozmawiac. "Uprzedzilam jego ruch" - o jego nastepnym
              ruchu moglas nie miec pojecia. Nie wolno udawac, ze jest sie wrozka, bo mozna
              sobie zrobic krzywde. Wierze, ze mialas podstawy (jakiekolwiek one by nie byly),
              zeby sie tak zachowac, ale lepiej nie rob tak wiecej. Bedziesz tak przed
              wszystkim uciekala i zostawiala lzawe (czasem tylko dla Ciebie) listy? Trzeba
              jak babka z klasa powiedziec sobie prosto w oczy, wiesz, jak lepiej moglabys sie
              poczuc?
              Moze jeszcze nie wszystko stracone. Pozdrawiam Cie serdecznie:)
              • aga12322 Re: ........ 03.10.06, 15:38
                W moim przypadku było tak:gdyby nie moje realne spojrzenie na sytuację po dziś
                dzień zastanawiałabym się co się wydarzy jutro,czy mój miły będzie miał dobry
                humor i stwierdzi że będziemy razem do końca życia czy też "poczekaj
                trochę,muszę się zastanowić czego właściwie chcę".To ja zadałam konkretne
                pytanie po wielu miesiącach znajomości:czy wiążesz ze mną jakieś plany?
                Stwierdził,jak wcześniej pisałam"nie chcę się z nikim wiązać".Podobno faceci są
                konkretni.W tym wypadku zmieniał chłopczyk zdanie równie często jak pani w
                ciąży.Z tego co wiem miał podobne problemy w poprzednich związkach.To co
                zrobiłam nie było ucieczką,jedynie całkiem normalnym zachowaniem spowodowanym
                taką nie inną sytuacją.
        • iza1973 Re: ........ 04.03.07, 10:09
          no tak, moja historia ma sporo wspólnego z tym co opisujecie. tylko ja mam 42
          lata, a mój przyjaciel 44.
          wątek chciałam zalożyć na tym forum, ale załozył mi się piętro wyżej:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=58352520
    • foxy_george Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 03.10.06, 15:44
      O, przeprrrraszam bardzo. Ja taki nie jestem. Więc proszę nie uogólniać.

    • luniz82 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 04.10.06, 00:00
      Ja jestem "Panem", mam mniej niż wspomniane 30 lat i część z opisanych powyżej
      rzeczy dotyczy i mnie.
      Jeżeli idzie o mnie, to nigdy nie miałem problemu z zapoznaniem kobiety.
      Wszystkie moja dziewczyny, czy też sympatie były pieknymi i atrakcyjnymi
      kobietami. Obiektywnie mówiąc, mogły sie podobać. W moim życiu była tylko jedna
      kobieta, którą kochałem. Kiedy mnie zostawiła i podała powód, to szczerze mówiąc
      najpierw w to nie mogłem uwierzyć, a później świat się zawalił.
      Piszesz, że nie potrafimy się zaangażować itd, itp. Ja ze swej strony chciałbym
      dodać tylko tyle, że... no właściwie to nie wiem co miałbym tu napisać. Nie
      wierze kobietom, nie ufam wam i trzymam was na dystans od jakiegoś czasu. Wiele
      słyszę, że ja to powinienem mieć kobietę, a ja nie znajduje w was zrozumienia.
      Oczywiście potraficie wysłuchać mnie, doradzić, ale jeżeli pojawia się chęc
      bycia razem, czy chociaż przekroczenia granicy zwykłej przyjaźni, to oczekujecie
      od zaraz i natychmiast bycia mężczyzną. Ja nie jestem maszyną, robotem, nie jest
      też to moją zagrywką, aby zdobyć kobietę. Możesz odpisać, że tylko "złe" lub
      "be" kobiety spotkałem w swoim życiu, ale to nie prawda. Nawet te najbardziej
      "kochane" nie potrafią udźwignąć ciężaru gatunkowego, tego że facet może się
      czuć zagubiony i niepewny. Nie macie cierpliwości, chęci, samozaparcia, a mówię
      to tylko dlatego, że słyszę i daje się mi odczuć, że jestem kimś wyjątkowym i
      niespotykanym dla kobiet.
      Ja nie wiem czy to wina czasów, czy tego, że każdy ma parcie na sukces, ale na
      ludzi z kłopotami, a mamy je wszyscy, nikt nie ma czasu.
      • mea Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 04.10.06, 09:24
        Szkoda, bo jak za kilka lat spojrzysz wstecz i zobaczysz, ile rzeczy milych Cie
        ominelo, bedziesz zalowal. Nie rob z siebie biednego Bolka, tylko fru! do
        przodu! Co z tego, ze sie nie uda? Bolek wstanie i pojdzie dalej:)
      • aska275 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 04.10.06, 11:42
        Oj rzeczywiście, jaki ty jesteś biedny i skrzywdzony. Nie ty pierwszy i nie
        ostatni. Każdy to zapewne przeżył. Nie rób z siebie ofiary, po za ty jesteś
        młody jeśli liczna przy twoim nicku to rok urodzenia i jeszcze wiele przeżyjesz.
    • drag3 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 04.10.06, 11:47
      Polecam książkę Anselma Gruna "Ustalać granice, szanować granice"
    • kotopodobna2 ........ 11.10.06, 09:57
      Hehe.... jest "ciag dalszy" - w pewnym sensie. Ow Pan napisal mi maila kilka dni temu, wyznajac ze
      "chcialby porozmawiac".

      Ale chyba nie porozmawiamy. Po co??.... czy nie lepiej nie widziec sie wiecej i po prostu za-po-
      mniec??.... :-/
      • hyper_mouse Re: ........ 12.10.06, 15:28
        myślę, że warto wyjaśnić co było przyczyną nieporozumień....trzeba się uczyć na
        błędach.
        • dr.rocco Re: ........ 14.10.06, 21:52
          Ludzie brak u was pokory hehe :)
      • jan_stereo Re: ........ 14.10.06, 21:56
        Nie dawno wiedzialas po co,to pewnie wiesz i teraz.
        • kotopodobna2 Re: ........ 15.10.06, 17:26
          No wlasnie o tym przeciez pisalam: wiem ze nie ma to sensu. :-)
    • solaris_38 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 15.10.06, 17:32
      kobiety sa słabsze w czym innym niż mężczźni

      nie ma co nazrekać na męski niedorozwój w sferze podstaw uczuć
      kobiet nich uczą uczuć i choc to trudne i tylko COŚ dfa sie osiagnąc
      mężczyźni niech uczą kompozycji i techniki

      kto powedziałą że bardziej ludzki to znaczy z lepsza techniką ? a kto
      pwoedziałą że bardziej ludzki to znaczy z lepszymi uczuciamia?

      wszystko to czyni nas ludzmi

      uzupełniajmy sie i nieśmy słąbszych skoro juz powiazani jesteśmy
      • kotopodobna2 Do Solaris 15.10.06, 23:08
        ... nie zrozumialam - a wiec sugerujesz, zeby jednak z nim pogadac??.... ja sie tego obawiam.... ze jak
        go zobacze to moje uczucia (pozytywne) jeszcze odzyja. Z drugiej strony nie jestem pewna, czy jakies
        jeszcze w ogole istnieja. Nie lepiej po prostu nie widziec sie wiecej i probowac isc dalej, kazde samo,
        swoja droga??....
        • a1901a Re: Do Solaris 16.10.06, 01:00
          Trzeba mieć odwagę, żeby zakończyć. A zakończyć można tylko rozmową. Maile czy
          SMSy to ucieczka od odpowiedzialności za drugą osobę.
          • hatroha do nikogo 16.10.06, 01:06
            zadzwon do mnie jak zajdziesz w ciaze przez internet - zalatwie ci alimenty
    • pink.freud Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 16.10.06, 01:42
      Odpowiedź jest prosta-takich sobie wybierasz bądź przyciągasz;)
      Jesteś estetką i kierujesz się w pierwszej kolejności wyglądem i pozorami jakie stwarza delikwent a miłość jako coś najpiękniejszego co nas spotyka też powinna być odpowiednio estetyczna:)
      Nie gniewaj się ale to jest właśnie poziom nastolatków.
      Proza życia Cię nie interesuje, trudno więc, żebyś spotkała kogoś konkretnego.
      Poza tym związki bez dzieci mają małe szanse, chyba, że facet ma już z poprzedniego związku.
      Mogę się mylić ale wydaje mi się ,że masz bardzo wysokie wymagania jeśli chodzi o facetów i nawet jeśli takich znajdujesz znajomość z Tobą traktują jako romans a nie coś poważnego, gdyż mimo, że jesteś atrakcyjną kobietą, nie stwarzasz wrażenia osoby, która nadawałaby się do założenia rodziny.
      A tym, którzy skłonni byliby zaryzykować;) nie dajesz szansy ze względu na powierzchowność czy np. zbyt pospolite zainteresowania:)
      No, ale życie jest piękne, mimo wszystko. Trudno się nie zgodzić;)
      Mam nadzieję, że nie zabraknie Ci optymizmu i jednak znajdziesz swojego księcia z bajki:)
      • kotopodobna2 Panie Pink Freud... 16.10.06, 12:26
        dzieki za doglebna analize. Ile place?.... :-)

        Po 1-wsze: a skad pomysl, ze patrze przede wszystkim na wyglad?.... owszem, facet musi mi sie
        podobac ale nie znaczy to, ze w moim typie sa modele. Jesli idzie o omawianego pana, to wlasciwie
        niektore z moich kolezanek widzac go na zdjeciach stwierdzily, ze jest nieciekawy. :-)
        Lubie mezczyzn meskich i juz. On taki wlasnie byl.

        Po 2-gie: chyba kazdy stwarza jakies pozory, wiec ciezko stwierdzic, zwlaszcza na poczatku
        znajomosci, co nimi jest a co nie.... Wiadomo, ze kazdy sie na poczatku stara i czasem zachowuje
        zupelnie nie tak, jakim jest naprawde, na codzien.

        I dlaczego stwierdziles, ze "Proza życia mnie nie interesuje"?.... Jesli zas chodzi o dzieci, i ew.
        malzenstwo to nie napisalam nigdzie, ze tego nie chce. Po prostu nie sadze, by od razu na pierwszych
        spotkaniach byly to tematy odpowiednie do poruszania. Nie jestem desperatka. Nie rozmawialismy
        nigdy o tym. Nie zdazylismy chyba.... Poza tym czy nie jest tak, ze goscie uciekaja gdzie pieprz rosnie
        od panien, ktore wspominaja o domu i gromadzce dzieciakow na 1 czy nawet i 3-ciej randce?.... ;-)

        To jego nie interesowala ta "proza". Ja bylam w stanie wiele zmienic w swoim zyciu, sadze.... A on nagle
        stwierdzil, ze: odleglosc, ze czas, ze praca, ze mieszkanie, ze..... No wiec kto tu sie migal - ja czy
        on?....

        Ech.....
        • pink.freud Re: Panie Pink Freud... 16.10.06, 13:40
          > dzieki za doglebna analize. Ile place?.... :-)
          Uważaj bo zażądam marionetki, bardzo mi się spodobały:)
          1. hmmm.. jakby się bardziej podpytać to podałabyś dokładny minimalny wzrost, dopuszczalne zakola w mm i tkankę tłuszczową w pasie z dokładnością do 0.5 cm;)
          Poprostu po pierwsze musi się nadawać do pokazania rodzinie i znajomym?
          2. Nie chodzi mi o pozory (w znaczeniu kit) jakie standardowo wciska się naiwnym laskom na Sympatii i innych serwisach randkowych w celach hmm.. konsumpcyjnych;) tylko o pozory po których oceniasz faceta, że jest męski (romantyczne czy niebezpieczne hobby, sporty ekstremalne, zamiłowanie do egzotycznych podróży, odpowiednia woda kolońska czy kształt podbródka.. mogę nie być na bieżąco na co lecą nastolatki;))))
          3.> Poza tym czy nie jest tak, ze goscie uciekaja gdzie pieprz rosnie od panien, ktore wspominaja o domu i gromadzce dzieciakow na 1 czy nawet i 3-ciej randce?.... ;-)
          Owszem to pewny sposób na pozbycie się większości absztyfikantów;)
          Poprostu odniosłem wrażenie, że nie lubisz się zajmować dziećmi lub nie możesz ich mieć.
          Z prozą życia miałem na myśli, że jesteś romantyczką i niechętnie schodzisz na ziemię, żeby się zajmować przyziemnymi sprawami.

          Ja bylam w stanie wiele zmienic w swoim zy
          > ciu, sadze.... A on nagle
          > stwierdzil, ze: odleglosc, ze czas, ze praca, ze mieszkanie, ze..... No wiec kto tu sie migal - ja czy on?....
          Hmm.. przeniosłabyś się z Krakowa do np. Kielc i z zatęchłej kamienicy do eleganckiej nowej płyty?:)))
          • kotopodobna2 Re: Panie Pink Freud... 16.10.06, 14:12
            Hej skąd wiesz.... że mieszkam w zatęchłej kamienicy?..... :-)

            A co do cech facetow, jakie wymieniles - to owszem, wole takich co odbywaja agzotyczne podroze i
            maja jakies pasje od tych, co spedzaja czas przed tv z piwkiem w reku lub non-stop laza po klubach.
            Nie widze niczego zlego wposiadaniu jakichs wybranych "preferencji", ze tak to nazwe....

            Co do dzieci... to nie powiem, zebym szalala za noworodkami, ale generalnie lubie dzieciaki. Zwlaszcza
            takie, z jakimi juz mozna miec kontakt. Mlodzi zas mnie wrecz uwielbiaja, bo wymyslam najlepsze
            zabawy itd.... :-)
            • pink.freud Re: Panie Pink Freud... 16.10.06, 23:49
              Hehe.. faktycznie jest zatęchła?:))))))))
              Nie wiem Czy Cię dobrze zrozumiałem? Narzekasz na facetów bo gość nie chciał rzucić pracy, mieszkania i przeprowadzić się do Twojego miasta?:)
              Czy te jakieś pasje to wolno facetowi wybrać czy muszą Ci odpowiadać? Wędkowanie, sztuka piwowarska, brydż, poker, gry komputerowe, piłka nożna mogą być?:)))
              Polska nie jest zamożnym krajem i przeciętnego nieboraka nie bardzo stać na egzotyczne podróże, szczególnie jeśli ma na utrzymaniu rodzinę. Do tego poważne związki preferują raczej domatorzy a nie amatorzy przygód;)
              Chyba niepotrzebnie czepiasz się facetów, choć poza tym miła jesteś:)
    • camel_3d winne mamusie 16.10.06, 08:34
      bo piotrus jest slodziutki, marcineczek, kubuniek, radusio. Synusio roczusie
      pobrudzil itd. Mamusie robia z dzieci takie ofiary, wybawiaja je z kazdych
      mozliwych obowiazkow i problemow. A petem maja "januszkow" :)))
      • hyper_mouse Re: winne mamusie 16.10.06, 10:57
        Krytykujesz facetów, że są niedojrzali, a tymczasem ty nie zachowujesz się
        lepiej, chcesz zakończyć związek nawet bez chwili rozmowy. Rzeczywiście bardzo
        to dorosłe...
        • kotopodobna2 ........ 16.10.06, 12:09
          Nie mowie, ze sama jestem idealem ale przeciez napisalam mu chyba ze 3 dlugie listy (maile) w ktorych
          wylozylam kawe na lawe i podalam powody "zerwania". Pisanie pozwolilo mi lepiej chyba zebrac mysli i
          uniknac tez emocji, jakie pojawilyby sie zapewne w trakcie rozmowy..... Nie lubie plakac przy facetach.
          :-)
          • camel_3d nieumiejetnosc rozmowy 16.10.06, 13:33
            a moze po prostu nie potraficie ze soba rozmawiac?
            bo osoby, ktore potrafia, nie pisza do siebie maili tylko spotykaja sie i
            rozmawiaja.
            moze to tez czesciowo twoja wina..
      • vestalinka Re: winne mamusie 16.10.06, 13:49
        Mój Piotruś jest właśnie nadal słodkim mamusinym 30-letnim bobaskiem
        hihi.Cóż,nie wiem co z niego wyrośnie
    • facettt chyba nie ma przymusu stalych zwiazkow? 16.10.06, 12:54
      Nawet kolo 30-tki? Rzecz jasna rozumiem, ze wiekszosc kobiet, z racji tykania
      zegara biologicznego jest w tym wieku juz "mocno gotowa" do dzidziusia, zapewne
      spory procent mezczyzn tez...

      Jednakze istotnie wzrasta procent mezczyzn nie chciacych jeszcze brac na siebie
      w tym wieku tego typu odpowiedzialnosci... raz, ze zyjemy coraz dluzej, a dwa,
      zy wspolczesne zycie niesie tyle ciekawych form jego spedzania...

      Coz Ci moge poradzic...
      Szukaj dalej, lub akceptuj zwiatki "niestabilne" :)))
      • vestalinka Re: chyba nie ma przymusu stalych zwiazkow? 16.10.06, 13:54
        A ja Ci poradzę-nie przejmuj się zbytnio facetami,traktuj ich z dystansem ,oni
        to uwielbiają!U mnie zawsze się sprawdza,nie zakochuj się zbyt szybko,a nawet
        jak to się stanie nie odchodź od zdrowych zmysłów,nie watro.Uczę się właśnie od
        facetów i dobrze na tym wychodzę:)
    • tygrysek27 Re: O niedojrzałości dzisiejszych Panów słów kilk 17.10.06, 12:05
      ech baby - trafiłeście na frajerów i osoądzacie wszystkich mężczyzn podług tych
      przypadków

      IDA - o jej historii czytałam już kilka ładnych miesięcy temu gdzie plakała i
      lamentowała jak jest żle..... Wszyscy radzili - zostaw, odejdż. Jak widac woli
      dalej narzekac niż coś zmienić.
      Jak jest żle - to na wasze życzenie, nikt Was nie uwiązuje na siłę do faceta.

      Zaraz naskoczycie,że miłość i takie tam. Pewnie, ja jestem kobietą i też
      przezyłam wiele ale wiem ze nic lepszego w zyciu spotkac mnie nie mogło niż
      decyzja (trudna) o pozostawieniu takiego buca.

      No bo jakbym go nie zostawiła to bym nie spotkała mego Kochanie - lat 34,
      pukładany, odpowiedzialny i co najsmieszniejsze - chce ślubu i dzieci :-)
      Ach te chłopy........ :-D
    • kotopodobna2 Hehehe..... 03.03.07, 21:06
      a więc, oczywiście, jest w pewnym sensie kontynuacja sprawy - i wątku, jak widać. Właśnie dziś - z
      nienacka - ów pan pojawił się "przejazdem" prawie pod mymi drzwiami z prośbą o spotkanie. Dodam,
      że jedno takie spotkanie - ale planowane - odbyło sie pod koniec Stycznia (pierwsze od połowy
      września, czyli końca naszego związku).... Zgodziłam się dziś wyjść z nim na kawę. Żartowałam,
      dogryzałam mu nawet nieco - w sympatyczny aczkolwiek sarkastyczny sposób. Byłam na luzie,
      zachowując się zupełnie jak niezainteresowana tym osobnikiem kobieta.

      Gadaliśmy na rozmaite tematy - praca, dom, hobby itd - ale ZERO watków osobistych.... ja nie
      poruszałam tego - byłam ciekawa, czy on cokolwiek w tę stronę zahaczy - ale nic. Między słowami,
      nakreślił aktualny obraz swej osoby jako samotnego faceta..... i czasem patrzył się na mnie w ten
      specyficzny sposób - jak, powiedziałabym, cielę w malowane wrota. ;-)

      Nic nie rozumiem. O co mu kurde może chodzić?..... Ja nie chcę sie z nim kolegować..... nie mogłabym.
      Hmm...
      • elsonador Re: Hehehe..... 03.03.07, 22:27
        Hm... A jak wyglądało styczniowe spotkanie?
        • kotopodobna2 Re: Hehehe..... 04.03.07, 00:22

          To spotkanie ze Stycznia wygladalo mniej-wiecej podobnie, z tym ze bylo jakby w nim wiecej napiecia -
          mysle, ze bylo oczekiwanie (prawdopodobnie z jego strony tez) ze o "nas" porozmawiamy - o
          przyczynach, decyzjach itd. Tymczasem nic nie bylo takiego poruszone. Ja cos probowalam zagadnac,
          ale z mizernym skutkiem, tj. nie podejmowal specjalnie tematu...... mowiac tylko cos, ze "tyle mial mi
          do powiedzenia, o tylu rzeczach myslal.... ale teraz wszystko to ulecialo z glowy". Haha, czyzby
          demencja w mlodym wieku?? No jak to z Wami panowie jest w koncu? Jak sadzicie - o co takiemu
          gosciowi chodzi? ja mysle, ze on sam tego nie wie....

Inne wątki na temat:
Pełna wersja