stosunek do chorego rodzica

01.10.06, 01:10
Może zacznę od tego, że mam bardzo chorą mamę. Choroba nie jest śmiertelna, ale, co chyba jest gorsze, jest przewlekła. Mama z dnia na dzień jest coraz słabsza. Od kilku lat jest na rencie inwalidzkiej, ale ostatnio choroba galopuje. Widzę jak mama cierpi, czasem mówi że chciałaby już umrzeć. Może to okrutne, ale gdy patrzę na jej meki czasem nachodzi mnie myśl, że może i lepiej by było gdyby odeszła. Ja sama nie radzę sobie z jej chorobą. Mój problem polega na tym, że im bardziej ona choruje tym bardziej ja się od niej oddalam. Nie potrafię na to patrzeć, nie potrafię nawet podejśc i pocieszyć ją kiedy mówi mi jak ją boli. Zmieniam temat, odwaracam głowę, udaję że nic nie widzę. Opieką nad mamą niemal w całości zajmuje się tato. Nie wiem jak mam zmienic swoje postępowanie. Czuję że jest we mnie jakas blokada, której nie mogę przełamać, a wiem że powinnam, dla dobra mamy. Dodam, że zawsze miałysmy bardzo dobry kontakt, ona była i jest dla mnie największym autorytetem, wzorem postępowania. Jest mi źle ze sobą, momentami myslę, że jestem potworem. Nie mam pojęcia z czego wynika to moje postępowanie. Może powinnam pójść do psychologa, żeby porozmawiać. Nie wiem co robić, stąd mój post. Będe wdzięczna za każdą pomoc.
    • czulaglista postaraj się 01.10.06, 01:32
      postaraj się zmusić i okazywać mamie serce - wyobraz sobie, ze jej juz nie ma
      i że żalujesz swojej oschłości. badz cierpliwa po prostu.
    • ela282 Re: stosunek do chorego rodzica 01.10.06, 01:48
      Mnie się wydaje, że Ty boisz się jej cierpienia. Nie chcesz patrzeć jak mama
      się męczy. Chciałabyś jej pomóc ale nie wiesz jak.Pokaż jej dużo ciepła i bądź
      przy niej. Ważne jest żeby mama wiedziała, że ma kochających ją ludzi przy
      sobie w tak trudnych chwilach. Znam to, bo takie same uczucia miałam gdy moja
      babcia cierpaiała.
    • wichrowe_wzgorza Re: stosunek do chorego rodzica 01.10.06, 02:41
      mam chorego Ojca, co noc i dzień krzyczy, że chce odejśc, bo sie nie czuje
      pełnowartosciowy, a ja... jestem daleko. Spala się mama, ja sie opiekuje, ale z
      dala, zresztą On mnie nie chce... Najgorsze są NOCE, kiedy On swoim zalem budzi
      caly dom, i już tez nie wiem, o co prosic - czy o jego spokoj, czy o odejscie.
      Jestem daleka, zimna i nie wiem, co byłoby lepsze.....?
      • mamosz Re: stosunek do chorego rodzica 01.10.06, 03:36
        Wiesz co anka wydaje mi sie ,ze ty po prostu jestes niedojrzala .Piszesz ,ze
        mama byla zawsze dla ciebie aytorytetem -pewnie tez opieka i opoka ,a teraz
        role sie odwrocily -az wczesnie chyba (bo wydaje mi sie ,ze musisz byc dosc
        mloda) i ty nie potrafisz tego zaakceptowac ,ze w tej sytuacji ty jestes silna
        i ze mam juz mie moze sie toba opiekowac.Ale pomysl o tym jakie byly wasze
        wiezy wczesniej i pomysl patrzac na cierpoaca mame ,ze to przeciez ta sama mama
        nie ubylo jej tego co powodowalo,ze byla dla ciebie autorytetem,ze byla tak
        bliska i wazna .ona po prostu potrzebuje teraz zebys jej troche "oddala" tej
        milosci ktora ona dawala zawsze tobie.Ja cie nie krytykuje -bo to naprawde
        trudne stawic czola cierpieniu najblizeszej osoby ,szczegolnie kiedy to jest
        mama.Ale sprobuj,bo to wazne nie tylko dla Niej ale rowniez dla
        ciebie .Pozdrawiam Ciebie i Mame
    • oeuia Re: stosunek do chorego rodzica 01.10.06, 04:08
      Ja cię dobrze rozumiem, bo jakkolwiek moja mama jest zbyt młoda żeby chorować
      to miałam chore babcie i ciotki (niektóre wciąż mam). I wiesz co ci poradzę.
      Idź do kościoła, (kiedy nie ma mszy i jest prawie pusto) i się módl o jej
      zdrowie. Nic jej nie mów tylko się módl z serca, bo widzę że chcesz jej pomóc,
      choć nie masz odwagi być przy niej. U mnie w rodzinie zawsze tak jest że jak
      chcemy komuś pomóc lub coś powiedzieć to nie idziemy do tej osoby tylko do
      kościoła, a Bóg za nas to zrobi. Jak do tej pory działa, tylko czasem trzeba
      czekać i jedna modlitwa może nie wystarczeć.
    • owocoskala Re: stosunek do chorego rodzica 01.10.06, 09:46
      Nie potrafię na to
      > patrzeć, nie potrafię nawet podejśc i pocieszyć ją kiedy mówi mi jak ją boli.
      > Zmieniam temat, odwaracam głowę, udaję że nic nie widzę.

      Trochę Cie rozumiem bo ja też tylko raz odwiedziłam chorą ciotkę na
      stwardnienie rozsiane w czasie zaawansowanego stadium jej choroby (bo też nie
      wiedziałam jak się zachować) a trochę cie nie rozumiem bo to Twoja matka. Nikt
      nie oczekuje żebyś coś powiedziała kiedy ktoś mówi że cierpi. Nie wiem jak
      można pocieszyć. Może wystarczy zapytac czy chce srodek przeciwbólowy albo czy
      nie powinna go zmienić na inny. Pomóc można robiąc posiłek, pytając czy wzięla
      wszystkie lekarstwa, rozmawiając z lekarzem. Im częsciej z nią będziesz tym ta
      blokada będzie mniejsza. Nie wiem jaka to choroba ale jeśli nieśmiertelna to
      czemu piszesz że może lepiej zeby umarła? Moi bliscy mimo męczącej
      chemioterapii do końca chcieli żyć ale nie mieli tej szansy....
      • anka.g1 Re: stosunek do chorego rodzica 01.10.06, 10:53
        Dziękuję za wasze opinie. Myślę, że racje ma osoba, która twierdzi że jestem nie dość dojrzała. To prawda, jestem jeszcze bardzo młoda, dotąd to zawsze mama była przy mnie, a nie ja przy niej. Życie zmusza mnie żeby to jak najszybciej zmienić. Postaram się, zobaczymy jak będzie.
    • bubster Re: stosunek do chorego rodzica 02.10.06, 23:32
      na początku uświadom sobie, ze tp nic złego
      po prostu jesteś wymęczona psychicznie a i może fizycznie całą sutuacją, więc
      reagujesz tak, jakbyś chciała wszystko od siebie odsunąć
      pozwól sobie czuć niechęć do sytuacji, to nie jest Twoja wina
      poza tym zrób coś dla siebie, wyjdź gdzieś, spraw sobie przyjemność
      jak będziesz zadowolona, wesoła, będziesz lepsza dla mamy

      jak uświadomisz sobie, że Twoja reakcja jest normalna, i zastanowisz się
      głęboko nad tym, co czujesz do mamy, powinno pomóc
      • mamosz Re: stosunek do chorego rodzica 02.10.06, 23:47
        Aniu przeczytaj sobie jeszcze raz to co napisala bubster bo to bardzo madre i
        dodaj do tego co juz przeczytalas.I trzymaj sie dziewczyno z czasem bedzie
        coraz latwiej oswoisz te chorobe.Podziwiam Twoja odwage w tym co napisalas i
        mysle ,ze to tez jest terapia -uswiadomic sobie swoje uczucia i reakcje.Bo
        latwiej wtedy nad tym jakos zapanowac.Zycze ci duzo sily,a Mamie zdrowia.Mysle
        ze jak w kazdej chorobie sa okresy lepsze i gorsze i oby tych lepszych bylo jak
        najwiecej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja