anka.g1
01.10.06, 01:10
Może zacznę od tego, że mam bardzo chorą mamę. Choroba nie jest śmiertelna, ale, co chyba jest gorsze, jest przewlekła. Mama z dnia na dzień jest coraz słabsza. Od kilku lat jest na rencie inwalidzkiej, ale ostatnio choroba galopuje. Widzę jak mama cierpi, czasem mówi że chciałaby już umrzeć. Może to okrutne, ale gdy patrzę na jej meki czasem nachodzi mnie myśl, że może i lepiej by było gdyby odeszła. Ja sama nie radzę sobie z jej chorobą. Mój problem polega na tym, że im bardziej ona choruje tym bardziej ja się od niej oddalam. Nie potrafię na to patrzeć, nie potrafię nawet podejśc i pocieszyć ją kiedy mówi mi jak ją boli. Zmieniam temat, odwaracam głowę, udaję że nic nie widzę. Opieką nad mamą niemal w całości zajmuje się tato. Nie wiem jak mam zmienic swoje postępowanie. Czuję że jest we mnie jakas blokada, której nie mogę przełamać, a wiem że powinnam, dla dobra mamy. Dodam, że zawsze miałysmy bardzo dobry kontakt, ona była i jest dla mnie największym autorytetem, wzorem postępowania. Jest mi źle ze sobą, momentami myslę, że jestem potworem. Nie mam pojęcia z czego wynika to moje postępowanie. Może powinnam pójść do psychologa, żeby porozmawiać. Nie wiem co robić, stąd mój post. Będe wdzięczna za każdą pomoc.