Dlaczego faceci uciekaja...?

03.10.06, 18:31
Chcialabym podzielic sie z Wami pewnym przezyciem i moze ktos z Was bedzie
mogl powiedziec, dlaczego mezczyzni uciekaja?
Pojawiaja sie, jest super, nakrecaja siebie i te druga strone, wydzwaniaja,
opowiadaja rzeczy mile. I tak trwa i trwa...
Druga strona, chociaz z zasady ostrozna zaczyna sie z tym sila rzeczy
oswajac, a w koncu staje sie to dla niej czyms normalnym, co kazdego dnia sie
przydarza. I jest milo. Ale nagle, ktoregos dnia telefon przestaje dzwonic.
Proby nawiazania kontaktu sa ciezkie, bo On juz jakby nie chcial, ale nie
potrafi tego powiedziec. Wykreca sie, ze to nie rozmowa na telefon, ze
oddzwoni, jak tylko znajdzie czas etc. I nie dzwoni. Brak wyjasnien. Brak
porozumienia. Nagle czar pryska? Czy jak to jest?
Nie potrafie zrozumiec tego, dlaczego mezczyzni sa tak niestali w tym co
mowia. Jak mozna z dnia na dzien zmienic zdanie o 180 stopni i tak zniknac
bez slowa?
    • gszesznica Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 18:38
      jak to,tak z dnia na dzien przestaja?
      -moze im sie cos stalo?
    • spojler21 Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 19:12
      Nie wszyscy.
      A ci którzy tak robią, mogą się kierować różnymi powodami.
      Może dostali już to co chcieli?
      Może uznali, że nie warto, bo nie dostaną tego co chcieli (lub tasz szybko jak
      myśleli)?
      Może okazało się, że muszą coś dać, czego dać nie chcą?
      A może ...

      I tak dalej.
      Sądzę, że nie da się udzielić odpowiedzi bez analizy konkretnego przypadku.
      • shangri-la Re: Do Spojler 03.10.06, 19:16
        Zgadzam się z Tobą:)
        Lista ewentualnych powodów jest przekonywujaca , aczkolwiek niekompletna:)

        Z jednym natomiast zgodzić się nie mogę.....to nie są FACECI!
        To przedszkolaki....
        • spojler21 Re: Do Spojler 03.10.06, 19:25
          shangri-la napisała:
          > Lista ewentualnych powodów jest przekonywujaca , aczkolwiek niekompletna:)
          Uznałem, że już kilka będzie w stanie pokazać w czym może tkwić sedno :)

          > Z jednym natomiast zgodzić się nie mogę.....to nie są FACECI!
          > To przedszkolaki....
          Zgadza się.
          Ale w którym facecie nie ma przedszkolaka :)

          Każdy facet (większość, żeby było sprawiedliwie :)
          to dorosły dzieciak.
          Różnimy się tylko tym, w czym i jak często ową dziecinność przejawiamy.
          • shangri-la Re: Do Spojler 03.10.06, 19:30
            Wiec coś jest "nie tak" na tym świecie.....:(
            Duże dzieci robia małe dzieci....
            Tylko gady porzucają potomstwo na pastwę losu.(!)
            Nie wspominając o monogamii , która w przyrodzie jest zjawiskiem dosć powszechnym.
            Czy to znaczy, że "pan łabądz" jest doroślejszy od pana Kowalskiego?
            • spojler21 Re: Do Spojler 03.10.06, 19:42
              > Czy to znaczy, że "pan łabądz" jest doroślejszy od pana Kowalskiego?
              Pan Kowalski może się okazać dużo bardziej opiekuńczy od pana łabędzia, którego
              zachowanie podyktowane jest (prawdopodobnie)w dużej mierze tylko instynktem.
              Może być odpowiedzialnym ojcem, a jednocześnie w jakichś sytuacjach być
              "dorosłym dzieckiem".
              Kwestią do rozważenia jest sposób oceny, w czym analizowany osobnik: pan K.
              przejawia odpowiednie zaangażowanie i rozsądek, a w czym jest tylko dzieciakiem.
              Bo nie wolno zapominać, że sama chęć pana łabędzia nie jest obligatoryjna dla
              pani łabądz!
              To ona musi ocenić i zaakceptować kandydata zanim się z nim zwiąże.
              Ale niestety, często zapomina się o tym.
              Miłość, czy raczej ZAUROCZENIE, jest często jedynym kryterium doboru partnera.
              I dlatego potem wynikają problemy tego typu jak opisany na początku tematu.
              • shangri-la Re: Do Spojler 03.10.06, 19:50
                Problem opisany przez autorkę wątku nie ma nic wsólnego z ZAUROCZENIEM , ale
                raczej ODUROCZENIEM ...i to błyskawicznym.:)

                Dorosłość (czytaj odpowiedzialnosć) pana łabędzia manosfestuje się w jego
                wierności partnerce (ciekawe czy dla niego kryterim doboru było również
                ZAUROCZENIE;) oraz wypełnianiu swoich obowiązków wobec potomstwa.

                Dlaczego pan Kowalski został tak straszliwie pokrzywdzony przez naturę?
                • spojler21 Re: Do Spojler 03.10.06, 20:11
                  shangri-la napisała:
                  > Problem opisany przez autorkę wątku nie ma nic wsólnego z ZAUROCZENIEM , ale
                  > raczej ODUROCZENIEM ...i to błyskawicznym.:)
                  Ależ może mieć! :)
                  Aby się oduroczyć(błyskawicznie, czy też w miarę upływu czasu) najpierw trzeba
                  (nie chce uogulniać, ale też nie chce co chwila wtrącać, iż nie jest to
                  uogólnienie. Dlatego załóżmy, że wypowiadam się o analizowanym problemie, ale
                  dopuszczam istnienie wyjątków. Tu: trzeba/można ) się zauroczyć i podjąć pod
                  wpływem zauroczenia jakąś/ kilka błędnych lub nieprzemyślanych decyzji.

                  > Dorosłość (czytaj odpowiedzialnosć) pana łabędzia manosfestuje się w jego
                  > wierności partnerce (ciekawe czy dla niego kryterim doboru było również
                  > ZAUROCZENIE;) oraz wypełnianiu swoich obowiązków wobec potomstwa.
                  Tu pozostaje kwestia wpływu na jego zachowanie instynktu.
                  Pan K. też pozostaje pod jego wpływem, ale jest to wpływ mniej skuteczny.
                  Co do samego zauroczenia (i miłości) to moje poglądy na ich temat są dość
                  nietypowe, i dlatego nie chce się wypowiadać o tym, w jakim stopniu stanowiły
                  kryterium doboru partnera w przypadku łabędzia ;)

                  > Dlaczego pan Kowalski został tak straszliwie pokrzywdzony przez naturę?
                  Czy pan K. został pokrzywdzony?
                  To zależy od punktu widzenia.
                  Dla faceta, który związek traktuje jako drogę do ...hmhm TEGES ..., facet który
                  bierze odpowiedzialność np: za dziecko to frajer lub idiota. Dał się złapać i
                  stracił wolność, on właśnie został pokrzywdzony przez naturę. (oczywiście jest
                  to skrajny pogląd).
                  Prawdziwie szczęśliwy jest ten, który traktuje życie jak przygodę w której się
                  bierze do czasu, aż samemu musi coś dać. Wtedy kończy się przygodę i szuka
                  następnej.
                  • shangri-la Re: Do Spojler z pytaniem..... 03.10.06, 20:36
                    Czy ostatnie słowa Twego postu ( nawet nie śmiem ich cytować, brrrrr) wyrażają
                    Twoją, osobistą opinię na temat szczęścia?
                    • spojler21 Re: Do Spojler z pytaniem..... 03.10.06, 20:43
                      Ufff....
                      Ale mnie przestraszyłaś! :)
                      Już sie zacząłem bać, że coś głupiego tam napisałem.

                      Ostatni akapit to tylko kontynuacja poprzedniego. Dodatek do tego, jakie
                      podejście do życia przejawia część (na szczęście niewielka) facetów.

                      Z całą pwnością nie jest to moja defonicja szczęścia.
                      • shangri-la Re: Ufffffffff....odetchnęłam z ulgą:) n/t 03.10.06, 20:49

                      • kotopodobna2 Re: Do Spojler z pytaniem..... 04.10.06, 18:50
                        Ja bym powiedziala, ze niestety WIEKSZA czesc mezczyzn jest wlasnie taka jak napisales powyzej. Ku
                        naszej, kobiet, zgubie..... :-/
                        • spojler21 Re: Do Spojler z pytaniem..... 04.10.06, 19:13
                          kotopodobna2 napisała:
                          > Ja bym powiedziala, ze niestety WIEKSZA czesc mezczyzn jest wlasnie taka jak na
                          > pisales powyzej. Ku
                          > naszej, kobiet, zgubie..... :-/

                          No cóż ...
                          Wstyd mi za nas (facetów) :)

                          Ale gdyby spojrzeć na to z drugiej strony, to dzięki tej "większej części"
                          łatwiej jest docenić tych nielicznych :)
                  • shangri-la Re: Do Spojler z pytaniem nr 2 03.10.06, 20:40
                    Dlaczego INSTYNKT paną K jest "mniej skuteczny" od instynktu pana łabędzia?
                    Czy tu nie nastąpiła pomyłka boska lub ewolucyjna (wybierz właściwe słowo
                    zgodnie ze światopoglądem)? :)
                    • spojler21 Re: Do Spojler z pytaniem nr 2 03.10.06, 20:53
                      Tu wkraczam w pole domysłów i insynuacji co do świadomości i inteligencji
                      zwierząt. Są to tematy drażliwe, bo trudno jest udowodnić swoje przekonania.
                      Moje osobiste zdanie: zachowanie zwierząt w większym stopniu determinuje
                      instynkt, niż ma to miejsce u człowieka.

                      Jestem zwolennikiem intelektualnego i indywidualnego podejścia do życia, dlatego
                      wyżej stawiam te właśnie czynniki od instynktu, który wcale nie musi być
                      wyjściem najlepszym, a jedynie dającym największe szanse przeżycia w ramach
                      gatunku. (ogólnie. Nie konkretnie do odpowiedzialności w związku).
                      Dlatego nie mogę zgodzić się, że ograniczenie roli instynktu było pomyłką.
                      Odpada też kwestia pomyłki boskiej, bo jestem ... (napisałe bym ateistą, ale ma
                      to określenie masę definicji) niekatolikiem.
                      • shangri-la Re: Do Spojler z pytaniem nr 2 03.10.06, 21:01
                        "Jestem zwolennikiem intelektualnego i indywidualnego podejścia do życia, dlateg
                        > o
                        > wyżej stawiam te właśnie czynniki od instynktu, który wcale nie musi być
                        > wyjściem najlepszym, a jedynie dającym największe szanse przeżycia w ramach
                        > gatunku. (ogólnie. Nie konkretnie do odpowiedzialności w związku)."


                        Sorry, że uparcie drążę temat "o wyższości zwierzęcego instynktu nad wolną wolą
                        u ludzi" , ale w świetle zacytowanych powyżej Twoich słów można odnieść
                        wrażenie, że naturze/Bogu (niewłaściwe skreślić) NIE ZALEŻY NA PRZETRWANIU
                        GATUNKU LUDZKIEGO?!
                        Czy zgadzasz się ze mną?:)
                        • spojler21 Re: Do Spojler z pytaniem nr 2 03.10.06, 21:16
                          Jeśli pozwolisz, skoncentruje się na NATURZE. Temat Boga pominę :)
                          Kwestia natury i działania jej selekcji wobec gatunku ludzkiego jest o tyle
                          skomplikowana, że tak na prawdę nie wiadomo w jakim stopniu jej podlegamy.
                          W świecie zwierząt osobniki słabsze, gorzej przystosowane, przegrywają. Są
                          wypierane przez osobniki lub potomstwo lepiej przystosowanych osobników.
                          Natura nie tyle osłabiła człowieka, co dała mu potężne narzędzie w postaci
                          intelektu i rozwoju osobowości.
                          Mamy bardzo rozwinięty system zasad moralnych, który w połączeniu z inteleketem
                          pozwala przeżyć jednostkom zarówno przystosowanym jak i tym gorzej przystosowanym.
                          Połączenie to dało nam ogromne możliwości, które pozwoliły naszemu gatunkowi
                          opanowac planetę i podporządkowac ją sobie.
                          Ale też doprowadziły do tego, że niszczymy się na wzajem.
                          • shangri-la Re: Jednym słowem......;) 03.10.06, 21:23
                            ....wszytko sprowadza się do nie lubianego na tym forum i nie tylko na tym)
                            słowa MORALNOŚĆ.:)

                            "Mamy bardzo rozwinięty system zasad moralnych, który w połączeniu z inteleketem
                            pozwala przeżyć jednostkom zarówno przystosowanym jak i tym gorzej przystosowanym."

                            Zgadzam się z Tobą w pełni i zaryzykuję stwierdzenie, że pozbywając się
                            moralności (relatywizując ją ) czynimy zamach na samych siebie.....
                            • spojler21 Re: Jednym słowem......;) 03.10.06, 21:29
                              shangri-la napisała:
                              > Zgadzam się z Tobą w pełni i zaryzykuję stwierdzenie, że pozbywając się
                              > moralności (relatywizując ją ) czynimy zamach na samych siebie.....

                              Zamach który bardzo często przybiera fizyczną postać, a efektem są konflikty,
                              których obecnie nie brakuje.
                              • shangri-la Re: Jednym słowem......;) 03.10.06, 21:32
                                spojler21 napisał:

                                > shangri-la napisała:
                                > > Zgadzam się z Tobą w pełni i zaryzykuję stwierdzenie, że pozbywając się
                                > > moralności (relatywizując ją ) czynimy zamach na samych siebie.....
                                >
                                > Zamach który bardzo często przybiera fizyczną postać, a efektem są konflikty,
                                > których obecnie nie brakuje.
                                >
                                >


                                A efektem jest również statystycznie najwięcej singli do bardzo, bardzo dawna,
                                bardzo mało ślubów w stosunku do ilości rozwodów, ujemny przyrost naturalny itp.
                                Kryzys rodziny....:(
                                Koniec gatunku ludzkiego?
                                • spojler21 Re: Jednym słowem......;) 03.10.06, 21:44
                                  Nie należy miejscowej tendencji brać jako globalnego trendu.
                                  Nawet jeśli miałby być realizowany przez większą część populacji, to jest nas
                                  około 7mld. To za dużo by prognozować koniec gatunku ludzkiego.
                                  Chyba że w wyniku globalnej wojny, ale to była by sytuacja szczególna, na którą
                                  wpływ miały by jeszcze inne czynniki.

                                  Ja jestem singlem z wwyboru, i nie uważam, że to źle.
                                  Nie planuje ślubu w przyszłości, podobnie jak posiadania dziecka.
                                  Ale to akurat nie powinno być wynikiem wyzbycia się moralności?
                                  Wydaje mi się, że mogę się uważać za człowieka moralnego, mimo braku tych
                                  elementów w moich planach na przyszłość.
                                  Mogę stworzyć udany związek, do którego będę miał odpowiedzialne podejście, ale
                                  bez tych elementów (tak mniemam).
                  • shangri-la Re: Do Spojler z pytaniem nr 3 03.10.06, 20:42
                    Jakie są Twoje "dość nietypowe" poglądy na wspomniane zauroczenie i miłość, bo
                    moje są również nietypowe?:)
                    • spojler21 Re: Do Spojler z pytaniem nr 3 03.10.06, 20:57
                      :)
                      Prawdę mówiąc, ..... boję się napisać :)
                      Nie każdemu odpowiadają moje poglądy. Jedni starają się mnie nawrócić (co nie
                      jest takie straszne), ale sa tez i tacy, którym one bardzo nie odpowiadają.
                      Nauczyłem się, że lepiej nie dzielić się nimi tak otwarcie, wobec wszystkich.
                      • shangri-la Re: Do Spojler z pytaniem nr 3 03.10.06, 21:06
                        Ejże ....Mężczyzna , którego podlądy są tak radykalne, że BOI SIĘ do nich przyznać?!
                        Strach ma niewiele wspólnego z MĘŻCZYZNĄ, Mr Spoiler;)
                        • spojler21 Re: Do Spojler z pytaniem nr 3 03.10.06, 21:21
                          HA!
                          Ja nie wiem co to strach! ;)

                          Ale racjonalne podejście do tematu, karze mi się zastanowić, czy otwarcie
                          wyrażając moje poglądy na temat miłości nie strace więcej niż mógłbym na tej
                          otwartości zyskać.
                          To jest zimna kalkulacja.
                          Z wyjawieniem czekam, aż będę miał dosyć danych do analizy, a z owej analizy
                          wyjdzie, że ewentualne straty nie będa za wysokie.
                          • shangri-la Re: Ech, szkoda:( 03.10.06, 21:26
                            Przygotowałam się na długi elaborat a tu proszę, badacz-analityk zauroczenia i
                            miłości...:(

                            p.S. Będę zobowiązana , jeśli przynajmniej za jakieś 10 lat prześlesz mi wyniki
                            swoich badań na priv;))))
              • evva79 Re: Do Spojler 03.10.06, 20:57
                "Miłość, czy raczej ZAUROCZENIE, jest często jedynym kryterium doboru partnera.
                I dlatego potem wynikają problemy tego typu jak opisany na początku tematu."
                A przepraszam jakim niby kryterium mamy się nie kierować jeśli nie miłością?
                Miłość to chyba już wszystkoc o być powinno. Choć już raz usłyszałam od swojego
                byłego faceta, że nie samą miłością człowiek wyżyje. Więc co jeszcze?
                • shangri-la Re: Do Ewa ...:) 03.10.06, 21:02
                  Jak to co? KASA:)))))))
                • spojler21 Re: Do Spojler 03.10.06, 21:05
                  Nie wiem, jak to w miarę krótko i jasno napisać...

                  Chodzi o to, że zauroczenie to stan przejściowy. Bardzo krótki jeśli porównać go
                  z okresem życia jaki pozostaje do przeżycia w związku (małżeństwie).
                  Gdy zauroczenie przeminie, jedne pary się rozpadają, bo odkryły, że tak na
                  prawdę do siebie nie pasują, a drugie znajdują to "coś", co czyni ich związek w
                  dalszym ciągu szczęśliwym.(są też te, które trwają mimo braku tego czegoś)
                  Kryterium o którym mowa, to jest właśnie szukanie w partnerze tego czegoś, co
                  pozostanie, gdy już zauroczenie minie.
                  • shangri-la Re: A to miłość właśnie:)))))) 03.10.06, 21:08
                    "Kryterium o którym mowa, to jest właśnie szukanie w partnerze tego czegoś, co
                    > pozostanie, gdy już zauroczenie minie."

                    j.w
                    >
                    • spojler21 Re: A to miłość właśnie:)))))) 03.10.06, 21:24
                      shangri-la napisała:
                      > A to miłość właśnie:))))))

                      I to właśnie jest twierdzenie, z którym się nie zgadzam :)
                      • shangri-la Re: A to miłość właśnie:)))))) 03.10.06, 21:27
                        spojler21 napisał:

                        > shangri-la napisała:
                        > > A to miłość właśnie:))))))
                        >
                        > I to właśnie jest twierdzenie, z którym się nie zgadzam :)
                        >
                        I tego właśnie się obawiałam:(((((((((

                        P.S. Wiesz co? Możesz sobie darować te wyniki badań ;)
                        • spojler21 Re: A to miłość właśnie:)))))) 03.10.06, 21:35
                          Jakiż efekt mogło by przynieść otwarte wyrażenie mojego zdania na temat miłości
                          i zauroczenia, skoro tylko jego namiastka tak zadziałała! :)

                          Po raz kolejny ocaliłe skórę dzięki racjonalnemu podejściu i nie poddawaniu się
                          emocjom :)
                          • shangri-la Re: A to miłość właśnie:)))))) 03.10.06, 21:39
                            Spokojnie.....Twojej skórze nic nie groziło:)
                            Biorę poprawkę na Twój młodociany wiek i odpuszczam;)
                            Jeszcze nie raz zmienisz zdanie Mr Spojler.....;))))

                            P.S. Było mi bardzo miło z Tobą dyskutować, co nie jest zjawiskiem częstym na
                            tym forum .
                            Pozdrawiam i życzę dobrej nocki;)))))
                            • spojler21 Re: A to miłość właśnie:)))))) 03.10.06, 21:48
                              Dziękuję i na wzajem :)
                              I za ulgowe potraktowanie ze względu na mój wiek też dziękuje :)

                              Moja koleżanka (psycholog) zwykła mawiać w czasie wymiany zdań na tego typu tematy:
                              Z NATURĄ NIE WYGRASZ
                              Co sprowadza się do słów :
                              > Jeszcze nie raz zmienisz zdanie Mr Spojler.....;))))
    • gszesznica a czemu od niektorych kobiet 03.10.06, 21:03
      faceci nie uciekaja?
      na czym polega roznica?
    • liposom Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 21:29
      nie mysl tak o wszystkich mezczyznach bo to ty WYBRALAS cos z patologii niby
      skonczylas i dalej brniesz bo go nie zostawsz tu samego /! TO JEST CHORE !
      JESTES ZE ZLEM ZEBY ZLO MIALO SIE NA KIMS WYZYWAC ?!
    • 31wiosen Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 22:06
      bo są tchórzami, bo nie mają klasy!! Po prostu się boją..
      • aska275 Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 22:45
        Boże, co za beznadzieja z nimi. Jacy oni się biedni - bo się boją, ale czego
        się boją? Pewnie własnego cienia też.
        • aska275 Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 22:47
          Żałośni jeteście a właściwie Ci, któzy coś mówią, dają nadzieję, obiecują a
          potem jak gdyby nigdy nic zapominają? Zmieniają zdanie? Co my may wtedy myśleć?
          Walczyć o was? Czy dać spokój? No, ręce opadają.
    • solaris_38 Dlaczego faceci uciekaja...? 03.10.06, 22:19
      pytanie dlaczego mieliby zostać

      przychodza bo ich ciągnie seks często zawolaowany nawet dla nich samych
      a jakoże to seks czyli prosta i mijajaca emocje jest przyczyną ich zachowań i
      akcji to też ich zachowania pzrmijają

      i myślę że faceci nie sa cyniczni

      oni nie wiedza cio sie dzieje

      odczucia które mylą z uczuciami sie im przydarzają

      teraz coś czują a zaraz już nie i pozostaja tacy jak bezradni dzieci co to
      sie im zabaweczki psują

      (dobrze ze nowe sa w pobliżu !)

      faceci sa biedni i kobiety biedne
      ale an to sie nic nie poradzi
    • virusti Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 15:12
      1. Mija zauroczenie które dziła jak narkotyk.
      2. Ludzie zaczynaja dłużej ze sobą przebywać i sie poznają.
      3. Wraz z czasem zwieksza się zaufanie i każdy obnaża się ze swoich słabych stron.

      Jeżeli po wystąpieniu tego wsyztstkiego pojawi się miłość nie będzie takiej
      ucieczki jak opisujesz.
    • drak02 Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 15:59
      Bo faceci to takie "uciekające kurczaki".
    • pink.freud Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 18:02
      A jak długo trzeba z Tobą chodzic i opowiadać pierdoły?;)))
      • aga12322 Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 18:12
        A jak długo trzeba słuchać pierduł jakie opowiadasz?
    • kowianeczka Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 18:15
      Prawdziwi faceci i prawdziwe kobiety zawsze odejda. Zostana tylko niedojdy,
      ktore wierza, ze moze jednak ktos je kiedys zechce:-)
      k.
    • jan_stereo Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 21:25
      Mnie najbardziej podobal sie ten fragment:

      "...Wykreca sie, ze to nie rozmowa na telefon(!), ze
      oddzwoni(!), jak tylko znajdzie czas etc."

      Sprzeczny jakis ten facet w tym swoim mysleniu jest.

      Co do wyjasniej,pewnie jakby jasno powiedzial ze to zwyczajnie juz koniec,to
      tez to nie bylo by wyjasnienie dla Ciebie, bo jak to "koniec" pewnie bys
      spytala ?
      Natomiast,co do niestalosci,to ciezko powiedziec czy facet jest niestaly,bo
      powinien zmienic zdanie o 180 stopniu powiedzmy 5 razy w ciagu dnia,a zrobil to
      raz, a to jeszcze nic nam nie mowi.

      • aga12322 Re: Dlaczego faceci uciekaja...? 04.10.06, 22:16
        Lub mówi wszystko...o nim:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja