Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej.....

21.03.03, 10:01
Mieszkam na peryferiach miasta, w okolicy nieliczne nowe domki na działkach
jeszcze niedawno będących polami uprawnymi. Tuż obok naszego terenu leży duża
działka ze zrujnowanym starym domem i takąż szklarnią. Wydawała się zupełnie
opuszczona i zapomniana, aż tu zeszłego lata "wprowadzili" się tam jacyś
ludzie - kobieta, facet i kilkuletni chłopczyk. Postawili jakieś koszmarne
tekturowe budy i tam koczowali. Nieraz słychać było awantury i niewybredne
obelgi, jakimi się obrzucali. Myśleliśmy - trudno, przeczekamy, na zimę się
wyprowadzą. A tu niespodzianka - przyszła jesień, potem zima, a "koczownicy"
pozostali. Nie ma tylko tego chłopczyka. Facet pojawia się czasem, a kobieta
jest cały czas. Mieszka w tej budzie, niewiele lepszej i większej niż psia,
bez wody, prądu, grzeje się gazem z butli, opiekuje się czterema psami, dla
których zwozi odpadki z bazarów i stołowek. Obecnie dwie suki się oszczeniły
i przybyło 11 (jedenaście) szczeniąt. Proponowałam jej, że część chociaż
zabiorę do uśpienia, ale nie pozwoliła. Ostatnio dałam jej kilka kocy, żeby
zrobiła sobie i szczeniętom, z którymi śpi jakieś lepsze legowisko. Ona sama
jest w 9-tym miesiącu (to będzie jej piąte dziecko, najstarsza córka ma 19
lat). Kiedy spytałam jej co będzie z psami, kiedy ona pójdzie rodzić,
powiedziała "iii, a co to 2-3 dni mnie tylko nie będzie". Ona zamierza z
noworodkiem wrócić do tych koszmarnych bud!
Najlepsze w tym jest to, że ta działka należy do jej matki, ale na skutek
różnych formalnych zaniedbań ona nie może jej prawnie objąć w posiadanie. Nie
znam dokładnie szczegółów. W każdym razie ziemia jest warta setki tysięcy
złotych, może więcej, tyle że "ugryzć" tego nie można.....
No i tak sobie myślę o tym wszystkim i zastanawiam się - jak można jej pomóc?
Czy w ogóle wtrącać się? Jak do tej pory jedyne co robię to dokarmiam jej psy
(no i te koce dałam). W końcu nie jest sama, ma tego faceta, dzieci, matkę,
wygląda na to że to jej wybór, to koczowanie...Ale jakoś nnie mogę na to
wszystko patrzeć spokojnie. Co o tym sądzicie?
    • julla Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 21.03.03, 10:36
      Spróbuj tym problemem zainteresować pomoc społeczną, ten przypadek zalicza się
      już do bezdomności czyli mają obowiązek się tym zająć.
    • alfika Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 21.03.03, 10:41
      Powiedz jej, że możesz popytać znajomych, czy nie chcą psa i postaraj się te
      psiaki rozdać jakimś mądrym ludziom, którzy są w stanie się nimi zaopiekować.
      Zafunduj z własnej kieszeni sterylizację jej psów izadbaj o kontakt z
      weterynarzem, zawieź te psy - może z pomocą sąsiadki, będą przy niej
      spokojniejsze, nie będą się aż tak bały.
      Wysłuchaj jak należy opiekować sie psami po takim zabiegu razem z nią, jeśli
      pojedzie.
      Możliwe, że ta kobieta nie zapamięta co weterynarz powie.
      Delikatnie zasugeruj, że dzieci można oddać do adopcji - o ile można, nie każda
      kobieta, nawet z poplątanym życiem, jest w stanie o tym rozmawiać!
      Wspomnij o opiece społecznej, a jak będzie tragicznie, to sama
      możesz zgłosić - ale tu moze się skończyć odebraniem dziecka do domu dziecka
      bez pozbawienia praw rodzicielskich. Ty lepiej niż jawiesz, czy to lepsze
      wyjście.
      Możesz też sama karmić jej rodzinę, ale to chyba żadna pomoc.
      Może ten mężczyzna mógłby pracować? Wtedy możesz znaleźć pracę lub sama im
      płacić za np. przekopanie ogródka, podcięcie drzewek.
      Możesz polecić znajomym - o ile ten człowiek sprawdziłby się u ciebie. Ta
      kobieta potem też mogłaby przynajmniej pomagać, ale to też zależy od tego, czy
      choć na tyle mogą być obowiązkowi. I najpierw prace nie w domu! Nie znasz ich
      chyba na tyle.
      Jeszcze zdobądź adres najbliższego domu samotnej matki i podaj go tej kobiecie -
      i sobie zatrzymaj (jak przyjdzie zima, ona może ten adres dawno zgubić).
      Pozdrowienia.
    • kamfora Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 21.03.03, 10:47
      Zastanawiam się, czy jest coś takiego jak "szczęście obiektywne"?
      To znaczy, czy każdy człowiek MUSI być szczęśliwy na jedną modłę
      (przeważnie równoznaczne to jest z "MOIM_wyobrazeniem_szczęścia")

      Doszliśmy, jako ludzie do pewnego etapu rozwoju.
      Jeśteśmy(?) dumni ze zdobyczy cywilizacji, nie potrafimy się obejść
      bez...tu wstawić, co kto uważa za stosowne.

      Czy inny człowiek( dorosły) ma PRAWO, żeby ze zdobyczy cywilizacji nie
      korzystać? Czy ma prawo jednocześnie żyć OBOK tego, który korzysta?
      Kto powinien się do kogo dostosować?

      Czy też człowiek ma OBOWIĄZEK korzystać z tego, co jest?
      Żeby tym "normalnym" nie było przykro/nieswojo/niepokojąco...

      No...czy jeśli ktoś nie prosi o pomoc - to należy mu pomagać
      (i domagać się, żeby był z tej pomocy zadowolony)?
      • Gość: aiszka4 Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... IP: 217.8.186.* 21.03.03, 11:18
        kamfora napisała:

        > No...czy jeśli ktoś nie prosi o pomoc - to należy mu pomagać
        > (i domagać się, żeby był z tej pomocy zadowolony)?


        To, że ktoś nie prosi o pomoc, nie musi oznaczać, że jej nie potrzebuje. Czasem
        bardziej, niż ten co prosi.
        W opisanym przypadku trudno jednoznacznie ocenić, jakie są motywy postępowania
        tej kobiety, może jej tak dobrze. Ale myślę, że dziecku, które ma się urodzić,
        należy się coś więcej niż barłóg wspólnie z psami - chociażby ze względów
        higienicznych. To chyba nie będzie uszczęśliwianie na siłę?

        A w ogóle, to bardzo podnoszące na duchu, że są osoby, które interesuje coś
        więcej, niż własne podwórko.
        Alfiko, gratuluję świetnych pomysłów :)))
        Pozdrawiam serdecznie
        • anahella Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 04:13
          Gość portalu: aiszka4 napisał(a):


          > Alfiko, gratuluję świetnych pomysłów :)))


          Zwlaszcza pomysl z namowieniem kobiety zeby oddala dzieci do adopcji jest
          swietny:/ No bez przesady. Fajnie jest gadac takie rzeczy jak ma sie swoj
          cieply kacik. Moze po prostu nalezy jej pomoc prawnie, zeby mogla mieszkac w
          domu a nie budzie z tektury? Nie wiem czemu zrobila sobie legowisko skoro na
          posesji jest jakas chalupa, ale moze tu jest problem?
          • alfika Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 08:33
            Anahello, ani ja, ani - jak sądzę - Ty nie znamy tej kobiety. Do adopcji czasem
            dzieci jednak są oddawane i myślę, że nie jest to najgorsza rzecz, jaka może
            zrobić matka.
            Ale czy to dobry pomysł - nie wiem, bo tej kobiety nie znam ni w ząb.
            Jeśli jesteś pewna, że akurat w przypadku tej konkretnej kobiety byłoby to
            najgorsze rozwiązanie, to przyznaję Ci rację - nie powinnam była tego w ogóle
            pisać. Nawet z zastrzeżeniem, które dodałam: że nie zawsze jest to dobre
            rozwiązanie, nie każda matka jest w stanie w ogóle o tym mysleć.
            Pozdrawiam.
            • anahella Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 08:56
              alfika napisała:


              > Ale czy to dobry pomysł - nie wiem, bo tej kobiety nie znam ni w ząb.
              > Jeśli jesteś pewna, że akurat w przypadku tej konkretnej kobiety byłoby to
              > najgorsze rozwiązanie, to przyznaję Ci rację - nie powinnam była tego w ogóle
              > pisać.
              Oczywiscie ze jej nie znam. Ale uwazam ze to ostatecznosc. Przycisnieta zlymi
              warunkami kobieta moze oddac dziecko, a za jakis czas finansowo jej sie
              polepszy i nie bedzie mogla domagac sie przywrocenia praw, bo zrzeczenie sie
              praw rodzicielskich robi sie raz na cale zycie, bez mozliwosci odwrotu.
              • alfika Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 09:20
                anahella napisała:

                Przycisnieta zlymi
                > warunkami kobieta moze oddac dziecko, a za jakis czas finansowo jej sie
                > polepszy i nie bedzie mogla domagac sie przywrocenia praw, bo zrzeczenie sie
                > praw rodzicielskich robi sie raz na cale zycie, bez mozliwosci odwrotu.
                >

                Ja sie nie chcę czepiać, ale jeśli zeszłyśmy na temat oddawania dzieci - domy
                dziecka są zapełnione dziećmi czekającymi, aż rodzicom się poprawi...
                • saana Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 11:03
                  i nie mozna tych dzieci adoptowac, poniewaz rodzice czekaja kiedy sie wzbogaca??
                  +troche ironizuje , ale czy wiesz moze jak to wyglada?
                  • alfika Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 12:14
                    saana napisała:

                    > i nie mozna tych dzieci adoptowac, poniewaz rodzice czekaja kiedy sie
                    wzbogaca?
                    > ?
                    > +troche ironizuje , ale czy wiesz moze jak to wyglada?

                    Tobie naprawdę zupełnie nic o uszy się nie obiło co dotyczy sytuacji prawnej
                    dzieci z domów dziecka?
                    Pytam poważnie.
      • default Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 21.03.03, 11:43
        kamfora napisała:

        > Czy inny człowiek( dorosły) ma PRAWO, żeby ze zdobyczy cywilizacji nie
        > korzystać? Czy ma prawo jednocześnie żyć OBOK tego, który korzysta?
        > Kto powinien się do kogo dostosować?
        >
        > Czy też człowiek ma OBOWIĄZEK korzystać z tego, co jest?
        > Żeby tym "normalnym" nie było przykro/nieswojo/niepokojąco...
        >
        > No...czy jeśli ktoś nie prosi o pomoc - to należy mu pomagać
        > (i domagać się, żeby był z tej pomocy zadowolony)?

        No więc właśnie dlatego narazie nic nie robię konkretnego, bo wydaje mi się, że
        ona sama to wybrała. Ma też w tym swój interes, związany z przejęciem tej
        ziemi - woli siedzieć na miejscu, żeby w razie co było wiadomo, że jest
        tu "zasiedziała". Kiedy zapytałam z niedowierzaniem "to chce pani tego
        noworodka tu w tej budzie chować???", odpowiedziała beztrosko "a jak Indianie w
        szałasach, wigwamach żyją i dzieci chowają?". Nam to się może nie mieścicć w
        głowie, że można tak żyć, a może jej to nie przeszkadza? Reszta jej dzieci
        mieszka chyba z jej matką - ona też chyba mogłaby. Może najrozsądniejsze byłoby
        pomóc jej w rozwikłaniu tych notarialno-własnościowo-majątkowych spraw, gdyby
        sprzedała część tej olbrzymiej działki, miałaby kupę forsy. Tu ziemia kosztuje
        90-100 zł/m2.
        • alfika Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 21.03.03, 14:48
          Wiesz, jeśli komuś chcesz pomóc, to ta osoba raczej powinna zaaprobować sposób
          pomocy. Skoro oni nie chcą sprzedać ziemi, a Ty chcesz pomóc, to jest jeszcze
          trochę możliwości. Pozdrawiam
          • default Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 21.03.03, 15:06
            Oni bardzo chcą sprzedać, ale nie mogą - właśnie z uwagi na zabagnione sprawy
            własnościowe...Myślę, że to ludzie kompletnie nie umiejący poruszać się w
            takich sprawach, po prostu nawet nie wiedzą jak się do tego zabrać, gdzie się
            udać....
        • Gość: brenda A ja - z innej strony IP: *.at.ibm.com 21.03.03, 15:10
          To co napisałaś najlepiej świadczy o tym, że nie należy się takimi luźmi
          przejmować. Sorry, ale ja jestem zdania, że niektórzy sami sobie taki a nie
          inny los wybrali i wcale mi ich jakoś nie szkoda. Nie daję pieniędzy Cyganom na
          ulicy, nie roztkliwiam się specjalnie nad rodzinami z 8 dzieci, co to on na
          rencie od 10 lat, ona nigdy nie pracowała, co rok prokrok, a potem rozkładają
          ręce, żeby ktoś pomógł. Są ludzie, którzy nawet w bardzo ciężkiej sytuacji
          walczą z przeciwnościami losu i tacy zasługują na szacunek i są tacy, którzy po
          prostu siedzą i czekają, aż przyjdzie pomoc społeczna i DA. Tacy mają pretensję
          do całego świata, ze państwo nie dba, że oni nigdy pracy nie mogą znaleźć i w
          ogóle mają pod górkę. Sama miałam taką osobe w rodzinie, wieczna malkontentka,
          żółć ją zalewała, że ja dobrze zarabiam, a ona ma tak "ciężko", potem kuzyn jej
          zaproponował pracę u siebie w firmie, ale "przecież ona nie będzie tak daleko
          dojeżdżać". Z kolei zdarza się czasami, że tacy biedni chodzą po domach i
          prosza o wsparcie. Tyle, że jak zaproponujesz, żeby coś w zamian zrobili,
          choćby skosili trawę w ogródku, to się okazuje, że czasu nie mają. Wszystko to
          bardzo pięknie, że się chce pomagać, ale nie do każdego według mnie należy z tą
          pomocą wyrywać. A z tego co piszesz, twoja sasiadka należy do tego drugiego
          gatunku. Zresztą pewnie jest nie w ciemnię bita i jak podejrzewasz ma swój
          interes w tym koczowaniu. Co możesz zrobić? Poradzić jej, gdzie może się
          zgłosić po pomoc (choć wątpię, żeby jej to było naprawdę potrzebne) i trzymać
          się z daleka. Pomagając jej przejmujesz po prostu jej obowiązki, utwierdzając
          ją w przekonaniu, że jak jej się nie chce, to ktoś inny powinien ponosić
          konsekwencje jej poczynań, ktoś POWINIEN zająć się jej sprawami itd. Opieka
          społeczna co najwyżej wniesie o pozbawienie jej praw rodzicielskich i tyle.
          Zamiast dokarmiać jej psy, zawiadom towarzystwo opieki nad zwierzętami.
          Jak nieopatrznie zaczniesz pomagać sąsiadce, to najpierw może i podziękuje, a
          za miesiąc cię opieprzy, że zupę za zimną przyniosłaś, albo że pomidorowa to
          już jej bokiem wychodzi i mogłabyś się szarpnąć na schaboszczaka.
          • Gość: Malwina Re: A ja - z innej strony IP: *.d1.club-internet.fr 21.03.03, 15:34
            uff -tyle tego brzydactwa ...:-(
            • julla Re: A ja - z innej strony 21.03.03, 21:27
              Chciałabym powiedzieć, że to nie jest tak, że opieka społeczna przyjdzie,
              wyrwie matce dziecko od piersi i odda do przytułku, ale np. zaproponuje miejsce
              w schronisku, przyzna zasiłek, bony na obiady itd. Jeśli kobieta powie, że
              niczego nie potrzebuje a dzidziuś będzie najedzony smacznie spał, to opieka
              sobie odejdzie.
              Nie ma obowiązku korzystania z opieki społecznej, jest tylko taka możliwość.
              • saana Re: A ja - z innej strony 21.03.03, 22:33
                bylam kiedys na wystawie fotograficznej , zdjecia przedstawialy zycie roznych
                dziwnych ludzi. np jakiegos super bgacza, ktory wyobraza sobie ze zyje w 15
                wieku przeniosl sie do lasu i tam koczuje, inna dziewczyna ktora zobaczyla ze
                jest stworzona do zycia ze zwierzetami wyniosla sie z miasta i samotnie mieszka
                mieszka w jakies lepiance z konmi itd. ciekawe ze to sa ludzie ktorymi opieka
                spoleczna moglaby sie zajac ale zostawia ich sie zyjacych wedlug swojego planu.
                Oczywiscie dopoki nie staja sie niebezpieczni dla siebie lun innych.
                a wracajac do Twojej sasiadki czy Ona Cie prosi o pomoc?
                jezeli ten plac jest duzo warty to pewnie znajdzie sie prawnik ktory poprowadzi
                sprawe za czesc placu. Bo jak sie domyslam nie ma nikogo kto by zalozyl.
                na marginesie kiedys mieszkalam na Saskiej Kepie -dziwne czasem chodzily nam
                osoby, ale czesto okazywalo sie ze to ludzie nawet z herbowych rodzin. Ktorym
                kiedys cos przeskoczylo w mozgu. jezeli dom jest stary itd itd to w koncu ktos
                go kiedys wybudowal mial na to pieniadze...moze tez komus cs kiedys
                przeskoczylo.
                a moze to wszystko zaczarowany swiat Twojej sasiadki.
                • marina2 Re: A ja - z innej strony 24.03.03, 10:27
                  probowalabym wskazac im miejsce gdzie uzyskaja pomoc prawna.W moim miescie
                  funkcjonuje zespol prawnikow i studentow prawa , ktorzy za friko wprawiaja sie
                  na zywych nieporadnych bez kasy ludziach.Wystarczy zapytac na wydziale prawa
                  lub w parafiach zwlaszcza przyklasztornych.Ni wiem skad jestes , ale zawsze prz
                  dominikanach , jezuitach sa prawnic , ktorzy naprawde pomagaja za darmo.Sprawa
                  uporzadkowania wlasnosci moze byc ciezka , ale ....M
    • komandos57 Beznadziejnosc szuka towarzystwa 21.03.03, 22:39
      Jak wyzej.
    • Gość: Ola Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... IP: 212.160.130.* 24.03.03, 22:59
      Jesli chodzi o samą sąsiadkę, to jesli nie chce pomocy odpuść sobie. Z drugiej
      strony piszesz, że często słychać awantury... Mozliwe, iż w tym "domostwie" ma
      miejsce przemoc. Jesli tak to wejdź na stronę niebieskiej linii, tam sie
      dowiesz, co robić.

      Co do psow: jesli są zabiedzone, zagłodzone, to bezzwłocznie zawiadom tow.
      opieki nad zwierzetami. To, że ludzie nie dają sobie rady, nie zawracaja sobie
      głowy kastracją nie znaczy, ze zwierzaki maja cierpieć!

      No i ostania, najważniejsza wg mnie rzecz - dzieci. Mówisz, że mieszkał tam
      mały chłopiec, teraz dziecka nie ma, ale jest to następne, w brzuchu... Jeśli
      tak, jak piszesz mieszka on z babcią, to dobrze, że nie w takiej ruderze. W
      drodze następny malec... Tez do babci? Mówisz, że ta kobieta ma 5 dzieci? I
      jedna babcia daje rade? To wszystko bardzo niepokojące, proponuję oprócz
      sugerowanych tu już interwencji w opiece społecznej zlożyć do sądu, wydziału
      rodzinnego i nieletnich "wniosek o wgląd w sytuację dziecka". Jest coś takiego.
      Wtedy zjawi się ktoś i zbada, w jakich te dzieci żyją warunkach, jak się
      mają... Mogę Ci taki wzór pisma przesłać pocztą e-mail, podaj tylko adres. O
      ile ludzie dorośli mają prawo wybrać sobie takie zycie, choćby alternatywą było
      spanie na pieniądzach, o tyle nie można pozwolić, żeby w takich warunkach
      wychowywały się malutkie dzieci.
      Pozdrawiam!
      • default Re: Dzięki wszystkim za komentarze i rady... 25.03.03, 08:48
        Mój adres w GW - default@NOSPAM.gazeta.pl, gdybyś mogła mi Olu przesłać ten
        dokument, o którym wspominasz. Może zdecyduję się przedsięwziąć jakieś kroki.
        Ale nie myślcie, że jestem taka szlachetna, raczej niewygodnie mi moralnie z
        takim obrazkiem za oknem.
        pozdr, def
        • alfika Re: Dzięki wszystkim za komentarze i rady... 25.03.03, 08:59
          default napisała:

          Ale nie myślcie, że jestem taka szlachetna, raczej niewygodnie mi moralnie z
          > takim obrazkiem za oknem.
          > pozdr, def

          Ale się uśmiałam! Default, przecież właśnie takie podejście nazywamy
          szlachetnym :)))
          Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam.
          • default Re: Dzięki wszystkim za komentarze i rady... 25.03.03, 15:29
            alfika napisała:

            > default napisała:
            >
            > Ale nie myślcie, że jestem taka szlachetna, raczej niewygodnie mi moralnie z
            > > takim obrazkiem za oknem.
            > > pozdr, def
            >
            > Ale się uśmiałam! Default, przecież właśnie takie podejście nazywamy
            > szlachetnym :)))
            > Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam.

            No ale ja to tak odbieram jakbym to robiła właściwie dla siebie, dla swojego
            świętego spokoju, a nie dlatego że tak bardzo przeżywam los tej baby. Uwiera
            mnie to, za każdym razem kiedy wyjrzę przez okno i widzę te koszmarne budy i
            tego obdartego flejtucha obstawionego wiadrami pełnymi resztek dla psów. Ładne
            będą zapaszki, jak się zrobi cieplej! :(((
            >
        • Gość: ola Re: Dzięki wszystkim za komentarze i rady... IP: 212.160.130.* 25.03.03, 13:37
          już dwókrotnie wysyłałam Ci tego maila. Raz ja sie machnęłam, zamiast NOSPAM
          napisałam NONSPAM.
          Ale potem naprawiłam błąd i znowu nic. W mailu który mi zwrócił moją wiadomość
          było między innymi cos takiego: "no such domain: nospam.gazeta.pl" Spróbuję
          jeszcze raz - ostatni. Jeśli to nie przyniesie skutku napisz do mnie Ty:
          aleksandrynka@poczta.onet.pl Wtedy odpowiem....
          Pozdrawiam serdecznie!

          > Mój adres w GW - default@NOSPAM.gazeta.pl, gdybyś mogła mi Olu przesłać ten
          > dokument, o którym wspominasz. Może zdecyduję się przedsięwziąć jakieś kroki.
          > Ale nie myślcie, że jestem taka szlachetna, raczej niewygodnie mi moralnie z
          > takim obrazkiem za oknem.
          > pozdr, def
          • joanna_1 Re: Dzięki wszystkim za komentarze i rady... 25.03.03, 13:58
            bo nazwą domeny jest gazeta.pl, więc adres powinien brzmieć: default@gazeta.pl
            bez tego nospam
            powinno dojśc, tez kiedys popelnilam ten błąd i bez nospam doszlo
            • Gość: ola Re: Dzięki wszystkim za komentarze i rady... IP: 212.160.130.* 25.03.03, 14:08
              Własnie zaczęły się we mnie rodzic takie podejrzenia... Dzięki, juz wysyłam pod
              dobry adres!
              • default Re: Olu, doszło, dzięki!! n/t 25.03.03, 15:22
                • Gość: ola Re: Olu, doszło, dzięki!! n/t IP: 212.160.130.* 25.03.03, 23:43
                  FAJNIE, MAM NADZIEJĘ, ŻE SIE PRZYDA.
    • komandos57 Re: Moja (patologiczna?) sąsiadka i co dalej..... 24.03.03, 23:51
      Peryferie.To cos dla ciebie.Beznadziejnosc lubi towarzystwo.Twoja sasiadka ciebie.
Pełna wersja