Matka mojego chłopaka...

14.10.06, 20:43
Cześć! Potrzebuję pomocy. Zupełnie nie wiem co mam robić i kogo prosić o
radę. Mojego chłopaka, z którym jestem od 5 lat, łączy niezwykle silny
związek z matką. Nie potrafię tego zrozumieć, bo to nie jest zwykła miłość
matka-syn. Jego matka jest samotna i jego siostra (która ma 40 lat i wciąż
mieszka z matką) też. Obie nigdy nie potrafiły sobie ułożyć życia. Na dodatek
siostra nigdy nie pracowała i nie ma żadnych dochodów, żyją więc obie z renty
matki i pieniędzy od mojego chłopaka. Najgorsze jest to, że one nie tolerują
żadnej kobiety w jego życiu. Wszystkie były złe i nieodpowiednie dla niego.
Oczywiście ja jestem też tą niewłaściwą. Bardzo kocham mojego chłopaka, ale
obawiam się, że już po 5 latach walki o nas nie mam więcej siły...Kupiłam
ostatnio mieszkanie i chciałam żebyśmy zamieszkali razem. Chciałam ułożyć
nasze życie, założyć rodzinę, ale pomiędzy nami stoi jego matka. Ponieważ nie
wystarcza jej pieniędzy z renty (wynajmuje piękne mieszkanie z ogrodem, które
jest zbyt drogie jak na jej dochody) namawia syna na wzięcie kredytu na dom-
bliźniak, w którym mieliby razem zamieszkać. Szantażuje go płaczem, napadami
histerii, obciążając go psychicznie. On natomiast czuje się odpowiedzialny za
nią. Nie potrafi jej niczego odmówić, mi cały czas mówi, że ona nie zasłużyła
na takie życie i że musi jej pomóc, że matka to świętość. Czuję że nigdy nie
będę dla niego najważniejszą kobietą życia. Na dodatek do tego wszystkiego
dochodzi jego bezrobotna siostra, której najwyraźniej matka chce za wszelką
cenę zapewnić przyszłość, uwiązując ją do brata, który do końca życia miałby
ją utrzymywać. Jestem zrozpaczona i bezradna. Każda nasza rozmowa kończy się
kłótnią. Ostatnio nie potrafimy już o tym rozmawiać w ogóle. Temat matki i
siostry stał się tematem tabu, a moje prośby o kontakt z specjalistą od
problemów rodzinnych jest przyjmowany jako moja próba uznania matki i siostry
za "wariatki, które miałyby pójść do psychologa". Zupełnie nie wiem jak
uratować Piotra i nasz związek. Pomóżcie!
    • maureen2 Re: Matka mojego chłopaka... 14.10.06, 21:28
      trzeba będzie chyba zamieszkać całą rodziną razem
      • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 14.10.06, 23:18
        ty sobie żartujesz, a ja sobie nerwy strzepię ;(
    • ela282 Re: Matka mojego chłopaka... 14.10.06, 23:49
      Coś mi się wydaje, że będziesz miała taki problem całe życie. Twój chłopak jest
      między mlotem a kowadłem. I tak naprawdę to trzeba jemu współczuć, bo czy Ty
      będziesz jego żoną czy inna, to zawsze matka bedzie na pierwszym planie. On
      jest od nich uzalezniony, brak mu stanowczości i swojego zdania. Wątpię aby
      zrozumiał, że on też ma swoje życie i nie musi być pod rządami swojej matki.
      Przykre to jak najbliżsi krzywdzą swoje dzieci wtrącając im się do życia.
      • blackforever Re: Matka mojego chłopaka... 15.10.06, 13:39
        Matka i siostra nie dopuszczą do małżeństwa z Twoim chłopakiem bo w ten
        sposób stracą źródło utrzymnia. Współczuję Tobie i Twojemu chłopakowi, ale
        jeżeli on sam nie zrozumie, że jest wykorzystywany przez te dwa pasożyty (bo
        granica pomocy najbliższym została tu przekroczona)to Tygo nie przekonasz. A
        one wykorzystują go , bo facet nie ma charakteru i sobie na to pozwolił.
        Sama byłam w 5 -letnim zwiazku z jedynakiem wychowywanym przez samotną
        matkę, która na różne sposoby nie chciała dopuścić do tego, aby syn opuścił dom
        i założył rodzinę. Postawiłam sprawę ostro po 5 latach i przegrałam z mamusią.
        Zastanów się, czy warto brnąć w ten związek. Nawet jeśli się pobierzecie, to
        będzie koszmar, bo całe życie będzie ustawione pod mamę i siostrę.
        • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 15.10.06, 14:21
          Blackforever, gdybym go tak bardzo nie kochała i gdyby mi tak ogromnie na nim
          nie zależało, już dawno bym się wycofała. Ale te cholerne 'serce nie sługa'.
          Nie wyobrażam sobie z nim rozstania, to wspaniały facet, a z drugiej strony
          wiem, że nie mam siły tego dalej ciągnąć. To prawda, w sprawie matki i siostry
          straszna z niego fujara, aż sama wto nie wierze! Postanowiłam sobie dzisiaj, że
          zmuszę go do wizyty w poradni rodzinnej. Pójdę z nim i poszukam tam pomocy.
          Jeżeli to nic nie da, wtedy przyrzekam, że zostawię go...
          • maureen2 Re: Matka mojego chłopaka... 15.10.06, 14:32
            proszę nas poinformować o wynikach
    • solaris_38 Re: Matka mojego chłopaka... 15.10.06, 17:25
      zcasem mozna pkochac chłopaka razem z jego matką
      zcasem to niemozliwe

      ale generalnei związek wymaga jednak pewnej dawki niezaleznosci i dojzrałosci
      któej bardzo wielu nei osiąga

      może m zatem czujesz ze wasza miłość jest piekna ale czy mozna liczyć na
      miłośc osoby niedojrzałej ?

      osoby dojzrałe z reguły nei zakochują sie w osobach neidojzrałych i nie
      kuszą ich zielone jabłka

      twoja miłośc wydaje sie wskazywać że zamiast martwić sie przyjacielem z
      wiekszą korzysąic mozęsz zainteresowac sie swoją neidojzrałością i popracowac
      nad nią ostro aby następnym razem nei kusiło cie to co do zwiazku nei dojzrało


      • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 15.10.06, 21:47
        Solaris bardzo ciekawy wywód. Chcesz mi powiedzieć, że jestem niedojrzała gdyż
        jestem w takim właśnie związku?
        A powiedz mi, od kiedy to miłość jest racjonalna i dojrzała?
        Nie, odrzucam tą teorię. Gdybym miała traktować miłość dojrzale i racjonalnie
        to zapewnie dotąd byłabym sama.
        Rozumiem że ty solaris rozkoszujesz się dojrzałym i racjonalnym związkiem....
        hmmm.. wiesz, to ja już wolę swoje cholerne problemy. Buziaki, isa
        • friendii Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 09:31
          odpowiedź na wpis Solaris swiadczy, że t5ak naprawdę niczym się nie różnisz od
          jego matki i siostry. Jesteś od niego uzależniona i czegoś od niego
          potrzebujesz. Jego wybór - którą (które) z Was weźmie sobie na kark
          :)
        • solaris_38 Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 00:18
          częsc twojej niedojzrałosci polega włąsnie na tym ze wierzywsz w to że miłośc
          to cos głupiego i nieracjonalnego
          a miłośc jest mądra
          głeboka mocna i mądra

          piszesz że dotąd byłabyś sama gdybyś miała miłośc traktowac dojrzale
          ale skad wiesz
          mzoe pzrez niemadry i niepełny zwiazem straciłas okazje spotkania kogoś
          wartosciowego

          jesteś uszczypliwa
          dalej piszesz że ty to już wolisz swoje problemy

          zwróć jednak uwage że skoro lubisz swoje problemy to sie nimi ciesz a nie proś o
          pomoc
          mysle że niedojzrałe uczucia mają swój smak i rozumiem ze na razie jest on
          wszystkim czego pragniesz ale .. ty sie zmieniasz

          w koncu będziesz chciała w swoim życiu miłości rozumianej nieco głębiej niż
          emocje
          bo to jest potrzebne

          ideałów nie ma ale dojzrałośc jednak jest i ... dobrze jest z nią

    • jackulus Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 13:59
      Jak sama doskonale czujesz, układ i rzeczywistość, w której funkcjonuje Twój
      facet, odbiegają od czegoś, co możnaby uznać za normę albo stan prawidłowy. To
      są oczywiście dosyć względne pojęcia, ale fakt, że się w tym źle czujesz
      dowodzi, że nie nie wszystko jest w porządku...

      W tej sytuacji nie za bardzo widać złoty środek. Jeśli sama masz kłopoty z
      przekonaniem Piotra o tym, że sytuacja nie jest zdrowa, potrzebna jest pomoc z
      zewnątrz, a poparcie swojej oceny i konieczności zmian, uzyskasz od każdego
      psychologa, tudzież każdego rozsądnego człowieka. Argument Piotra o "Twoim"
      uznawaniu matki i siostry za wariatki nie jest racjonalny. Ty nie mówisz, że
      one takie są, tylko prosisz o konsultację z bezstronnym specjalistą. Albo
      kilkoma, jeśli jeden jest mało wiarygodny. Jeśli On jest przekonany o swojej
      racji i "niewinności" kobiet z jego rodziny, zostanie to potwierdzone. Inaczej
      opór, to tylko przyznanie się do braku racji w tym względzie...

      Nie masz zbyt dużych szans na normalne funkcjonowanie w takich warunkach.
      Oczywiście możesz się poświęcać w imię "miłości", ale to rzutuje na tak wiele
      aspektów życia... Związek rodzinny, w którym tkwi Piotr świadczy o dużej
      niedojrzałości - on opiekując się "swoimi" kobietami, tak naprawdę im nie
      pomaga, tylko pozwala trwać w urojonym świecie... Jeśli to zaakceptujesz,
      będziesz współodpowiedzialna...

      A racja jest po Twojej stronie... :-))))
      • maureen2 Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 14:18
        ciekawa jest nagła misja wyrywania ukochanego ze szponów rodziny,ktora mu
        wcale nie przeszkadza i używanie do tego celu różnych instytucji. Skąd takie
        samozaparcie,jest tylu ciekawych mężczyzn dookoła, nawet sierot bez rodziców.
        On nie ma problemu,problem ma jego narzeczona, i zamierza leczyć narzeczo-
        nego ze swojego problemu. Genialne.
    • 5aga5 Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 14:27
      Doskonale Cię rozumiem.
      Mój partner ( 49 lat ) też jest ,, uzależniony " od mamusi i brata ( starego
      kawalera lat 52.
      Kiedyś uważałam że to dobrze że o nich dba i troszczy się, ale kiedyś ich
      potrzeby były mniejsze.
      Po narodzinach naszej córki wszystko stanęło na głowie.
      Moim obowiązkiem powinno być wychowanie dziecka i usługiwanie niby teściowej i
      szwagrowi.
      Mieszkają w zasadzie w tym samym mieście ale odległość to 15 km. mój parner po
      pracy zamiast do domu pędził tam bo coś się wydarzyło.Wszystko ok, ale
      codziennie?Wracał o 24.
      Teraz są na etapie zakupów.Brat jest na rencie ( ale jest w pełni sprawny )
      ale : potrzebował pilnie komputera, braciszek kupił. Teraz słyszę że przydałby
      się samochód i coś tam jeszcze.
      Już słyszałam nawet opinię że niby teściowa chyba wychodzi za mąż bo zaczyna
      robić remonty i zakupy do domu, a ma 78 lat.
      Oczywiście w planach było wspólne zamieszkanie ale kategorycznie się
      sprzeciwiłam i usłyszałam że jestem zła, wredna itd.
      Telefonami bombardują nawet o 24 i nie przeszkadza im że dziecko śpi. W domu
      nawet gwoździe wbijam ja bo partner nie ma czasu, ale do nich leci na każde
      zawołanie.
      Dużo bym tu mogła jeszcze pisać.
      W każdym razie ja przymierzam się do ucieczki z tej złotej klatki, ze względu
      na mój stan zdrowia ale też i córki
    • anna10000 Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 16:22
      Masz rację w tego typu związku nie będziesz najważniejsza i później Wasze
      dzieci. Jeżeli "rodzinka" twojego ukochanego nie wykończy cię psychicznie, to
      sama zwarjujesz. Twój narzeczony jest niedojrzały i potrzebuje z zewnątrz
      dobrej pomocy psychologa (choć wątpię żeby w twgo typu sytacjach lekarz cos
      pomógł). Tego typu sytuacje są chore, walczyć z nimi się nie da.
      Z czasem wasza miłość przyjmie inne kolory, nie będzie już taka ekscytująca a
      wtedy może sie okazać że znaczysz dla niego niestety mniej niż dla
      jego "świętości". Tacy mamisynkowie często lubią powtarzać: matkę ma się jedną.

      Z perspektywy czasu mogę tylko jedno Ci doradzić: odejdź od niego, poboli i
      przestanie, ale będziesz żyła normalnie.
      Te "babole" nigdy cię nie zaakceptują, a z czasem i ty możesz odczuwać do nich
      niechęć, a mężem będziesz musiała sie dzielić.
      • 5aga5 Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 16:24
        Anna! 100 % racji.
        Ja już też słyszałam że matkę ma się tylko jedną a kobiet mozna mieć dużo.
        • maureen2 Re: Matka mojego chłopaka... 16.10.06, 16:32
          mąż czy zona to rzecz nabyta,podlegająca zbyciu.
          Często zdarza się taka ocena prognostyczna, troszczy się o mamusię,siostrę,
          to znaczy szanuje kobiety i o mnie będzie się troszczył. Czasami to się nie
          sprawdza.
    • maftik Re: Matka mojego chłopaka... 17.10.06, 14:25
      Moje dwie koleżanki były w podobnych sytuacji. Jednej się udało bo matka
      zmarła, druga przegrała. Dla męża najważniejsza jest matka,dla której jest
      dyspozycyjny 24 godziny na dobę, nie liczy się żona i rodzina. Jeśli masz dość
      siły uciekaj z tego związku bo nie masz żadnych szans na normalny układ.
    • izabella68 Re: nie wygrasz 17.10.06, 14:42
      już jesteś strzepkiem nerwów, a co dopiero będzie potem? zastanawiałaś sie że
      kiedyś będziesz potrzebowala jego pomocy i może wasze dziecko również a on
      zamiast pomóc Tobie poleci do matki? To jet możliwe a nawet powiem że pewne. Ja
      jestem taka żoną. Domyślam się że go bardzo kochasz, tacy faceci potrafią być
      bardzo uroczy, nie będzie ci łatwo podjąć decyzje. Sama piszesz że kłócicie sie
      o to, a on nie rozumie problemu i nie zrozumie! musisz to wiedzieć. Nie masz
      szans, zwłaszcza że jesteś jeszcze w o wiele gorszej sytuacji bo do tego
      dochodzi siostra.
      przykro mi ale zniszczysz siebie, a jemu i tak nic nie pomoże. Wątpię czy
      chciałby z Toba iść do psychoterapełty, jeśli możesz wybierz sie tam sama,
      pomoże ci podjąć decyzje.
      pozdr
    • silence3 Re: Matka mojego chłopaka... 17.10.06, 17:46
      Zabierz go i wyjedźcie do Stanów albo Australii. Innej możliwości nie widzę.
      Taka rodzina to typowy bluszcz, mocno wczepiony w życie Twojego chlopaka. Nawet
      wyprowadzka do innego miasta nic nie da. Skutkuje min. 5 tys. km.
      • lila122 Re: Matka mojego chłopaka... 17.10.06, 18:15
        Jego siostra powinna posadzic dupe do pracy,a nie w wieku 40 lat(!!!)siedziec w
        domu!Matce jest wygodnie,bo chce juz wynajac albo kupic inne mieszkanie
        za...Twojego chlopaka pieniadze.Oczywiscie,ze im nie pasuja inne
        dziewczyny,bo...zabiora nie tylko chlopaka,ale dochody,ktorymi zyje leniwa
        siostra i matka.Ty dziewczyno uciekaj jak jeszcze mozesz,bo potem bedzie tylko
        gorzej,a nie lepiej!Nie widzisz tego?????????????Jesli po 5 latach masz juz
        teraz klotnie to co bedzie potem????Medzie Twoj facet utrzymywal Ciebie z
        dziecmi,oplacal dom,oplacal soistrzyczke i mamuske??!!!!!!Potem zazyczy sobie
        abys poszla do pracy b. szybko,bo mamusia nie ma co z siostra do geby
        wlozyc?????!!!!!!Maminsynek juz taki jest,a nie mysl,ze zrezygnuje z
        mamuski!!!!!!!
      • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 07:13
        Silence, cwiczylismy juz przeprowadzki. Zmienialismy miejsce zamieszkania 2
        razy i matka z siostra jak cien wlokly sie za nim. Juz ostatnio mialam
        nadzieje, ze zostana tam gdzie sa, bo twierdzily, ze nie stac ich na drozsze
        miejsca, ale jednak sa tutaj, na wyciagniecie reki. Wszystko moga wywalczyc i
        wytupac ze łzami. Tak naprawde to mi szkoda mojego chlopaka, bo na to wszystko
        nie zasluzyl. Ja wiem, ze jak przestane walczyc, on nigdy nie wyrwie sie ze
        szponow tego ukladu i nie zrozumie jak nieprawidlowy jest ten uklad. Boje sie,
        ze juz nigdy nie bedzie umial wartosciowac uczuc i priorytetow w zyciu
        prywatnym...
        • maureen2 Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 10:02
          może ta desperacja w wyrywaniu chłopaka ze szponów rodziny wynika z wrogości
          do własnej matki i rywalizacji z nią ?
    • romka_p Re: Matka mojego chłopaka... 17.10.06, 19:51
      Marne szanse dziewczyno. Współczuję ci bardzo ale matka i siostra zawsze bedą
      go wykorzystywać a o pozwoli na to. Jemu wróżę że bedzie kawalerem całę życie a
      Ty uciekaj od tego jak najdalej.
      To jest chory związek rodzinny bez żadnej szansy na wyzdrowienie gdyż on tego
      nie widzi.
    • fnoll Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 03:34
      a co się stanie z matką twojego chłopaka i jego siostrą, gdy przestanie im
      pomagać, bo zajmie się tobą?

      same straszne rzeczy! więc się spodziewaj, że już wynajęły płatnego mordercę i
      wręczyły mu twoje zdjęcie - przywiązanie człowieka do koryta bywa silniejsze niż
      rozum, niestety
    • 5aga5 Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 13:16
      A tak mnie jeszcze zastanawia.
      Piszesz że matka z siostrą ciągle wynajmują mieszkania.
      Matka wychowała dwoje dzieci i przez całe życie wynajmowała mieszkania?
      Przez tyle lat nie mieli zadnego własnego kąta?
      Przecież kiedyś dużo łatwiej było z mieszkaniami jak teraz.
      • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 21:55
        5saga, matka wyjechala za granice i zostawila nastoletnie dzieci w Polsce,
        potem, gdy juz sama troche sie ustawila, sciagnela je na do siebie i pomogla
        skonczyc studia. Ciagle mowi o tym ze dala im wszystko lacznie z
        wyksztalceniem. Nie jestem psychologiem, ale sobie tak mysle, ze moze oboje:
        moj chlopak i jego siostra, maja wbite w glowe, ze gdyby nie matka, to do
        niczego by nie doszli w zyciu. Moze ta przepasc, ktora dzielila zachod od
        komunistycznej Polski tak sie wbila w ich glowy, ze rzeczywiscie matka to dla
        nich swietosc, wybawca i Bog w jednej osobie. Moze ma nad nimi taka sile, ze
        moze kierowac ich zyciem i wykorzystywac dla swojej wygody. Oni czytaja to ja
        milosc, a ja widze jako toksyczny zwiazek wyniszczajacy ich wszystkich.
        Psychologa!!!! ;))
    • vlastovka Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 13:51
      A czy próbowałaś zrozumieć postępowanie twojego chłopaka? Matka i siostra wydają
      się być osobami niezaradnymi życiowo, może jakieś zaburzenia osobowości. (Wątpię
      żeby lenistwo, jak ktoś to subtelnie podsumował. 40 lat i nigdy nie
      pracowała?)Jeśli puścić je na głęboką wodę, bardzo prawdopodobne, że... utoną
      (wylądują w przytułku czy coś). Nie wiem, może dałoby się pomóc,np. znaleźć
      pracę dla siostry, zapewnić matkę, że nie zostanie osamotniona. Na pewno
      sytuacja jest trudna i jeśli nie czujesz się na siłach jej sprostać, lepiej odejdź.
      • pia.ed Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 20:10
        Propozycja pomocy w znalezieniu pracy siostrze, bardzo mi sie podoba!
        Nawet najnizej platna praca wyrownalaby braki w budzecie.

        No a jak jest z ubezpieczeniem siostry? Chyba nie jest w dalszym ciagu zapisana
        na matke staruszke???
        • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 21:29
          No coz, oczywiscie ze probowalam znalesc prace siostrze. Poprosilam znajomych,
          ktorzy maja dobre kontakty i znalazl sie dla niej projekt do wykonania za
          bardzo interesujaca sumke. Po satysfakcjonujacym wykonaniu tego projektu
          istniala szansa na stale zatrudnienie. Byla na poczatku bardzo zadowolona i
          rozentuzjazmowana, ale caly jej optymizm szybko wywietrzal. Projekt nie zostal
          wykonany, na dodatek ludzie ktorzy powierzyli jej te prace, nie zostali przez
          nia poinformowani, ze nie zamierza w koncu dostarczyc umowionych materialow.
          Oczywiscie za swoje niepowodzenie obwiniala wszystkich, lacznie ze mna. Nie
          umiala sobie poradzic z niczym, byla niezaradna, mojego chlopaka angazowala w
          spotkania z pracodawca, kazala mu sie dowozic, nie potrafila nawet wykonac
          telefonu sama. Zapytacie o proste prace...hmmm...wlasnie tu jest problem, bo
          siostra chlopaka ma doktorat i jest przekonana ze nie nadaje sie do zwyklych
          prac, poza tym ma klopoty z kregoslupem i bardzo wysokie wymagania. Wymyslalam
          jej dziesiatki rzeczy ktore moglaby robic i miec dochod, ale mam wrazenie, ze
          jest na tyle leniwa i przyzwyczajona do wygodnego, spokojnego zycia, ze po
          prostu nie chce. Na dodatek ona naprawde jest przekonana o swojej genialnosci i
          byciu stworzona do wyzszych celow (co zreszta wciaz powtarza jej matka). A o
          rente lub bezrobotne sie nie chce starac, bo twierdzi ze to upokarzajace...sami
          teraz rozumiecie, ze sprawa jest nietuzinkowa....
      • isabelle Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 21:36
        Najprosciej jest odejsc...Chcialabym pomoc im wszystkim, ale nie wiem jak!
        O matke sie nie martwie, bo ma super rente, ktorej nie ma maly tlumek naszych
        mam-emerytek razem wzietych. Tylko renty sie nie dziedziczy i tutaj jest
        problem. Wedlug mnie matka sie martwi o corke, ktorej stara sie za wszelka cene
        zapewnic przyszlosc. Nie znalazl sie jeszcze ksiaze na bialym koniu (chociaz
        wciaz nie traca nadziei, bo ona przeciez jest taka sliczna, madra i wspaniala),
        ale przeciez jest moj chlopak, ktory zamiast zajmowac sie jakimis obcymi
        kobietami i wydawac na nie kase, moglby zaadoptowac wlasna siostre i z nia
        ulozyc sobie zycie...czy to nie wspaniale, proste rozwiazanie?
        • blackforever Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 22:40
          ale on sobie na to pozwala! niestety! I jesli on nie widzi /nie chce widzieć
          tego problemu, to ty nie przywrócisz mu wzroku, wręcz przeciwnie, jeszcze
          staniesz się ta zła, która próbuje rywalizować i mieć go na wyłączność. Uwierz
          mi, przeszłam to. I słusznie ktos tu powiedział, że to Tymasz problem a nie on.
          Bo on w tym problemu NIE WIDZI, a żąda abyś to Ty zaakceptowała sytuację taką
          jaka jest.
          Co do siostry - złej baletnicy to i abek u spódnicy przeszkadza, ona poprostu
          nie chce pracować i tyle! Daj sobie spokój, tyle fjnych facetów wokół, a ty
          chcesz wdepnąć kupę :(
        • cammelia Re: Matka mojego chłopaka... 18.10.06, 23:23
          Tak właściwie o co Ci chodzi? Bo najpierw piszesz że chcesz pomocy, że nie
          rozumiesz a gdy ludzie Ci radzą to wychodzi na to że wszystko właściwie wiesz i
          wszystko rozumiesz. Na wszystko masz właściwie odpowiedz.
          Jest w Twoich słowach trochę zarówno obłudy, pogardy, zazdrości ("bo ona
          przecież jest taka śliczna, mądra i wspaniała"). Jesteś zgorzkniała i to można
          zrozumieć.
          Czego chcesz? Nikt z nas nie porozmawia z nim, z jego siostrą, matką...bo Ty
          sama problem bardzo dobrze rozumiesz.
          Jest coś więcej w tym wszystkim, pytanie jest "co".
          • lila122 Re: Matka mojego chłopaka... 20.10.06, 00:40
            Wszyscy Ci radza i maja racje.Mi sie wydaje,ze to Ty sama ich
            usprawiedliwiasz.Jak czytam jeszcze wiecej o jego rodzinie to widze jaka to
            chora sytuacja!Jedno wiem: dla nich to normalna sytuacja i trzymaja sie
            razem.To od Ciebie zalezy czy spieprzysz sobie zycie z nieudacznikiem czy
            nie.Bedziesz miala naprawde duuuuuzy problem jak z tym facetem zostaniesz...ale
            pewnie i tak nas wszystkich tutaj nie posluchasz i sp... sobie zycie.
    • dzidzia214 Re: Matka mojego chłopaka... 20.10.06, 09:58
      współczuje..... narawde współczuje.... egoistka i jeszcze raz Ci wspolczuje,
      dziewczyno pomysl czy chcesz z nim byc bo jesli nie wywalczysz z nim tego,
      zebys to Ty byla na pierwszym miejscu to awsze do jej smierci bedziesz tak miala
      jak Wasze np. malzenstwo by wygladalo... przemysl.... wspolczuje i mam
      nadzieje, ze chlopak zrozumie, ze Cie krzywdzi, moze jakbys go zostawila to
      zrozumie co stracil....
      mialam pdooban sytuacje ale nie az tak drastyczna, matka mojego bylego chlopka
      musial wszytsko wiedziec itp. nie dzwonila do niego, ale zawsze co mama
      powiedziala bylo najwazniejsze... mieszkal z rodzicamiw duzym domu a ja w2
      pokojowym mieskzanu z 4 rodzicami siostra ijej dziecmi.... wiedziala o tym, ale
      ja nie mogla tam chodzic bo to dzierwczynie nie przystoii.... takie matki to
      masakra, teraz utrzymuje kontakt z tego chlopaka bratowa, ma przesrane, u nich
      w domu uwaza sie, ze jak sie wyszlo za maz to za tesciowa terzeba wszystko
      robicc.... nie dosc, ze sprzata swoj dom, firme to musi u nich, a ja np. musi
      sie uczyc to tesciowa sie obraza.... uciekaj dziewczyno albo ich calkowicie
      oddziel, chcoiaz ona moze byc grozna, przez swoja zazdrosc....
      wspolczuje....... i zycze powodzenia
      • romka_p Re: Matka mojego chłopaka... 20.10.06, 10:21
        dzidzia214 napisała:

        > współczuje..... narawde współczuje.... egoistka i jeszcze raz Ci wspolczuje,
        > dziewczyno pomysl czy chcesz z nim byc bo jesli nie wywalczysz z nim tego,
        > zebys to Ty byla na pierwszym miejscu

        Co Wy macie jakas taka obsesje aby byc na pierwszym miejscu, aby byc
        najwazniejsza? Nie wystarcza aby byc WAZNA osoba??? Nie ma tak w zyciu
        czlowieka ze wazne osoby numeruje sie. Kazdy (powiedzmy) ma kilka waznych,
        bliskich, kochanych osob i najglupsze co moze byc to taka licytacja w rodzinie
        kto kogo najbardziej "kocha".
        Maz ma sluchac zony bo ona ma zawsze racje, ma stawiac zone i ich wspolne
        dziecko na pierwszym miejscu a to z poprzedniego najlepiej gdyby zapomnial, ono
        sie nie liczy...
        I to ma byc chrzescijanskie, katolickie wychowanie. Egoizm i tyle.
      • romka_p Re: Matka mojego chłopaka... 20.10.06, 10:21
        dzidzia214 napisała:

        > współczuje..... narawde współczuje.... egoistka i jeszcze raz Ci wspolczuje,
        > dziewczyno pomysl czy chcesz z nim byc bo jesli nie wywalczysz z nim tego,
        > zebys to Ty byla na pierwszym miejscu

        Co Wy macie jakas taka obsesje aby byc na pierwszym miejscu, aby byc
        najwazniejsza? Nie wystarcza aby byc WAZNA osoba??? Nie ma tak w zyciu
        czlowieka ze wazne osoby numeruje sie. Kazdy (powiedzmy) ma kilka waznych,
        bliskich, kochanych osob i najglupsze co moze byc to taka licytacja w rodzinie
        kto kogo najbardziej "kocha".
        Maz ma sluchac zony bo ona ma zawsze racje, ma stawiac zone i ich wspolne
        dziecko na pierwszym miejscu a to z poprzedniego najlepiej gdyby zapomnial, ono
        sie nie liczy...
        I to ma byc chrzescijanskie, katolickie wychowanie. Egoizm i tyle.
    • dzidzia214 Re: Matka mojego chłopaka... 20.10.06, 10:01
      czytalam Twojego posta tez na mlodizutkie....
      wspolczuje
      i podziwiam, jak moglas wytrzymac 5 lat....
      uciakaj....
      i tak kiedys sie zmeczysz i bedziesz szukala czegos innego, bo kazda z nas chce
      sie czuc czasami najwazniejsza....
    • kryzolia Re: Matka mojego chłopaka... 20.10.06, 11:01
      Z opisanej sytuacji wynika że Twój chłopak rzeczywiscie ma obowiązki wobec
      swojej rodziny, skoro nie może im starczyć na życie. I to właśnie swiadczy o tym
      że jest dojrzały, czyli nie potrafi zamknąć oczu i nie widzieć problemu,
      przeprowadzić się np. i zapomnieć że Matka jest głodna.
      To tak jakbyś poznała faceta który ma dzieci. I musisz się liczyć z tym że
      będzie się nimi opiekował.
      Z kolei nie dziwię się tak bardzo tamtym paniom że tak kurczowo sie Jego
      trzymają, poniewaz boją się ze nie dadzą sobie rady, i niestety nie dadzą.
      POza tym , jeśli matka Jego miała trudne zycie, to nie znaczy że jest odpadkiem
      i musi umierać z głodu. POpatrz na sprawę bezstronnie.
      Twój facet jest między młotem i kowadłem, myślę że MU ciężko.

Pełna wersja