ewka_1201
15.10.06, 14:55
Ja nie wiem..... Czasem mam wrażenie, że rozmówcy chcą się nawzajem przekonać
np. do jakiegoś pomysłu.Każdy broni swojego. I staje na grzecznym
potaknięciu, by nie doprowadzić do kłotni.A i tak każdy wie swoje. Ja mam
tak z dalszą rodziną. Mówią, co myślą na dany temat( są wszystkowiedzącymi) i
nie słuchają. Ja im zadaję pytanie, a oni swoje. W końcu rozmowa schodzi na
temat chorób. I tu powtarza się wyżej wymieniona sytuacja. Np. ciocia kasia
opowiada o tym, że w końcu nie wiadomo, i8le jest przyczyn zachorowania na
np. raka. Nie da sobie wytłumaczyć jakie mogą być przyczyny z punktu
widzenia medycyny alternatywnej, traktującej to samo zagadnienie z innego
punktu widzenia. Nie zadaje pytań, nie posłucha do końca, tylko mówi, co
wie.Aby ją przekonać, musiałabym ją przekrzyczeć lub być beszczelna. A tego
nie chce. W związku z tym, zwracam sie z pytaniem do Was. jak u Was wyglądają
rozmowy przy stole w większym gronie? Jak toczy się rozmowa, jak wycifujecie
się z tematu i kiedy to następuje. CVzy wtedy, gdy dochodzicie do wniosku, że
dalsza dyskusja jest jałowa, bo dana osoba nie chce się czegoś dowiedzieć?
Czy dalej argumentujecie?
Podzielcie sie spostrzezeniami, proszę.