Juz cie nie kocham! - dlugie

16.10.06, 11:08
Sama nie wiem jak to opisac, ale czuje ogromna potrzebe wyrzucenia z siebie
tego wszystkiego.
Jestesmy w zwiazku od trzech lat i mamy dwuletniego (prawie) chlopca. Od dnia
naszego slubu przy kazdej najmniejszej klotni on straszy mnie rozwodem i mowi
ze juz mnie nie kocha, juz nie chce byc ze mna itd. A ja oczywiscie plakalam.
Plakalam , bo sie balam.A po klotni byly przprosiny i zapewnianie , ze to
wszystko nie jest prawda. Na poczatku szybko o tym zapominalam i prosilam ,
ze jezeli to nie jest prawda to zeby mi takich rzeczy juz nie mowil, bo to
bardzo rani. Ale po paru miesiacach zaczelam sie zastanawiac. Mialam
watpliwosic. Rozumiem ze w klotni mowi sie czasami rzeczy, ktorych nie chce
sie powiedziec, ale to sie powtarzalo za czesto. Myslalam: Nad tym mozna
jeszcze popracowac.
Wrocilam do pracy ... i do rutyny - praca, dziecko, sprzatanie itd. A ze moj
maz jest niiezlym balaganiarzem, myslalam , ze bede tak sprzatac w
nieskonczonosc. Gdy go prosilam o cos, odpowiadal mi : Nie mozesz sobie
radzic sama? A o wiele nie prosilam - zabranie jego butow ze srodka pokoju,
pozbieranie jego ubran, ktore byly wszedzie, pozmywanie naczyn. Bo tak po
prostu trafialo mnie, gdy go widzialam wylozonego na kanapie przed
telewizorem albo komputerem. A on mi tylko odpowiadal: Nie mozesz sobie
radzic sama? Dlugo by tu jeszcze opowiadac....
Stawalam sie coraz bardziej nerwowa i samotna. Nie mialam poczucia
bezpieczenstwa. Zaczelam mowic do niego podniesionym glosem i byc
pretensjonalna. I zle mi z tym bylo, bylo i jest. Nie poznawalam siebie
samej. To mnie frustrowalo jeszcze bardziej. Po jeszcze paru wydarzeniach
czulam sie nikim, bo: nie jestem kreatywna, bo mam gowniana prace, bo ze
wszystkim przesadzam, bo to i tamto. Czulam sie takim zerem. Nie mialam z kim
pogadac, bo on sie bal co inni pomysla, a mi samej tez bylo latwo mowic zle o
nim, bo go kochalam. I tak sie zamknelam w sobie. Nawet jemu przestalam mowic
co czuje i jak sie czuje, co moglibysmy zmienic, bo przy nastepnej klotni
slyszalam jego ironiczne: Bo teraz Madame (tak mnie nazywa) sie czuje tak, bo
Madame sie czuje samotna itd. I tak coraz bardziej sie zamykalam. Trwalo to
okolo 7 miesiecy.
W kwietniu bylismy na wakacjach, odwiedzic jego rodzicow (w podrozy od 1.5
roku). Byly tez jego siostry. Bardzo lubilam jego rodzine i to z wzajemnoscia.
Przed wyjazdem powiedzial mi, ze bedzie mnie wkurzal i robil mi na zlosc, ze
to beda moje najgorsze wakacje w zyciu. I tak sie stalo...
Wybuchlam, nie potrafilam juz dluzej. Blam sie i zaczelam troche panikowac.
Spedzilam dwa tygodnie z ludzmi, ktorzy stali sie dla mnie obcy. Czulam sie
jak owca ze swoim jagnieciem w stadzie wilkow. Wydarzenia byly dramatyczne.
Nie jestem w stanie tego opisac. Tam uslyszalam od jego rodzicow, ze
potrzebuje pomocy psychologa, ze mam depresje poporodowa itd. A moj maz mi
powiedzial, ze po powrocie sie rozwodzimy ( z tym sie zgadzalam) i odbierze
mi dziecko. On sie szarpal z siostra (z naszym synem na reku), a ona
krzyczala: zobacz to twoja wina, zepsulas nam cale wakacje, wynos sie stad
teraz. Wszyscy klocili sie z wszystkimi. Codziennie slyszalam: To twoja wina,
to twoja wina. Zadnego wsparcia ze strony mojego meza. Spakowalam plecak i
chcialam stamtad wyjechac. Juz nawet synka chcialam zostawic, tylko zeby
stamtad uciec. Nie moglam...
Teraz to wszystko potrafie analizowac z perspektywy czasu. Oboje sie staramy
(kazdy na swoj sposob) zeby to wszystko naprawic, ale do tej pory za bardzo
nic sie nie zmienilo. Zaczelam sie zastanawiac czy go jeszcze kocham. Coraz
czesciej mysle o separacji... Szkoda mi tylko naszego synka.
Mieszkam ze granica. Proponowalam juz, zebysmy sie rozstali na jakis czas
(czas pokaze na jak dlugi), zeby odpoczac chwile od siebie. Moj maz nie jest
za bardzo ugodowy - albo separacja czy rozwod oficjalny albo nic. Co robic?
Mam jeszcze nadzieje, ze cos moze sie zmienic, ale sama tego nie dokonam.

Ostatnio jak mielismy krotki okres poprawy powiedzialam mu, ze chcialabym
miec drugie dziecko, on mi odpowiedzial, te tez chcialby. Kolejna klotnia:
nie chce zadnego dziecka z toba! nawet mnie o to pros! ................

Czasami mysle ze on jest chory psychicznie ...............

Co robic? Napiszcie cos!
    • wiedzma15 Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 11:51
      twój mąż to niedojrzały terrorysta, będzie cię tak przez resztę życia wykańczał, jeśli sama nie podejmiesz decyzji o rozstaniu

      tkwiłam w podobnym związku przez 11 lat, wiem co mówię, ja już z tego wyszłam

      ty też sobie poradzisz, wiem to na pewno
    • alfika Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 12:00
      żal Ci waszego dziecka, ale chcesz drugie??? gdzie tu jakakolwiek konsekwencja?

      najpierw terapia męża - i Twoja, bo dajesz się terroryzować
      (to nie jest wyraz Twojej dobroci, więc zapomnij, że zdobędziesz jakiekolwiek
      uznanie poddając się czyimś głupim zachowaniom i je podsycając)

      jeśli po terapii uda Wam się porozumieć, po umówionym okresie próby i szacunku
      do Ciebie i z Twojej strony, i z jego - może Wam się uda ułożyć wspólne życie

      do rodziny więcej bym nie pojechała w nagrodę za jego zachowanie -
      chciał zepsuć wakacje, zepsuł je, więcej szansy na takie kretyństwo nie będzie
      (tylko przemyśl to, bo zmiana potem podejścia i wyjazd do jego rodziny to
      powiedzenie "sama nie szanuję tego, co postanawiam, więc rób ze mną co tylko ci
      się podoba" - tu trzeba konsekwencji, której dopiero będziesz się uczyć, o ile
      pomyślisz o terapii)

      jest jeszcze inne wyjście - urodzisz drugie dziecko i stworzysz piekło również
      jemu

      Twoja decyzja
      • hyper_mouse Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 14:20
        ty chyba też nie jesteś zupełnie zdrowa jeżeli w tej sytuacji myślisz o drugim
        dziecku, twój mąż zupełnie cię nie szanują, a ty mu na to pozwoliłaś i teraz
        ciężko to będzie zmienić. Poza tym zachowuje się jak totalny dupek, raz Cię
        kocha, raz nie kocha, ile ona ma lat? 18?
      • blue_boule Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 15:00
        Chciec zawsze moge, a od checi do czynu czasami droga daleka. To tylko
        swiadczy, ze mam jeszcze nadzieje, ze sie poprawi, ze sie nie poddalam. Bo on
        nie zawsze byl taki. Cos sie musialo stac, ze taki sie stal. Podejrzewam ze to
        narodziny dziecka go tak poturbowaly. Jasne jest, ze w tej sytuacji o drugim
        dziecku poki co to nie ma mowy.
        Dzieki za Twoje uwagi.
        Pozdrawiam
    • blue_boule Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 14:53
      Dzieki za wasze refleksje.
      Juz po samym napisaniu tego zrobilo mi sie lepiej.
      Opowiedziec takie historie wcale nie jest latwo. Jest przeciez tak wiele
      detali, ktore moga zmienic punkt widzenia czytajacego, a o ktorych sie nie
      napisalo. Bo wszystkiego nie da sie napisac tak po prostu napisac. I ja tez nie
      napisalam. Ale chociaz sie wyzalilam troche.
      Dzieki za chwile uwagi.
      Pozdrawiam
      • alfika Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 14:59
        Twoja decyzja
        teraz we własnych oczach złagodzisz sytuację - a tak naprawdę nic się nie zmieni

        pomyśl chociaż o terapii, wygadanie pomaga na 5 minut, co dalej?
        • hyper_mouse Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 15:52
          Nie ma się co nad nią rozczulać, typowa ofiara, która wyżali się i wypłaczę, a
          potem pobiegnie bronić swojego misia przed atakami otoczenia. Żal to czytać,
          zróbcie sobie jeszcze 10 dzieci i żyjcie jak chcecie, burzliwe kłótnie raz na
          tydzień, wyzwiska itp. Powodzenia.
    • maureen2 Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 16.10.06, 15:07
      kiedy ten rozwód wreszcie ?
    • solaris_38 oboje macie duzy problem 18.10.06, 00:08
      bo i jego zachowanie i twoje na to przyzwilenie sa wielkim problemem i hamuja
      was w rozwoju i zadowoleniu z zycia

      możesz z nim jesli zechce popracowac z psychologiem alebo jesli nei zechce
      możesz sama spróbowac
      mzoęsz też latami pozstawać na tej pochyłej równi ale .. tam nie będzie ci dobzre
      potrzrebujesz żeby było ci dobrze
    • mskaiq Re: Juz cie nie kocham! - dlugie 18.10.06, 08:23
      To co zrobisz musi byc tylko Twoja decyzja, nikt nie wie lepiej niz Ty co
      zrobic dalej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja