silence3
17.10.06, 18:01
I nie chodzi mi o banalne nieporozumienia, tylko taką szczerą niechęć.
Niechęć do ich: braku jakichkolwiek zainteresowań, braku tematów do rozmowy
(ile można gadać o kwiatkach na dzialce i sąsiadach), i poważniej: do ich
niesolidności, niewywiązywania się z zobowiązań (nie oddają długów!),
nieszczerości (obgadywanie za plecami) itd itp. Naprawdę przestaję ich lubić.
Wyprowadzam się dość daleko i zupelnie nie żaluję, nawet jeżeli mialabym ich
nie widzieć przez następne 10 lat. Czy to tylko kryzys wieku średniego, czy
to normalne? Jak jest u Was?