POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kochankę

18.10.06, 11:04
Jestem w szoku. Dowiedziałam się, że mój brat ok.35 lat od roku ma kochankę
(poznał ją przez internet!- sympatie!!-takie niebezpieczne narzędzie do
rozbijania rodzin!), mającą męża(nie pierwszą),starszą od siebie i każe ten
fakt bezwzględnie akceptować żonie rówieśniczce, która poświąciła dla
jego "wielkiej" miłości studia i zajęła się wychowaniem jego czworga dzieci
(5-13 lat). Brat pracuje dorywczo a żona nie pracuje i pewnie nie dostanie
pracy (wykształcenie ogólnokształcące). Jest zupełnie na jego łasce. On
całymi dniami wybywa z domu niby za pracą a potem godzinami siedzi u
kochanki. Nawet w niedzielę kiedy dzieci czekają na niego potrafi cały dzień
być u niej.Jest agresywny dla niej i jego "ukochanych" dzieci, które rodził
z nią wspólnie. Co robić. Bratowa jest już cieniem człowieka i boję się, że
się jej coś stanie.Serce mi pęka i od kilku tygodni myślę jak im pomóc.Brat
jest osobą nie znoszącą sprzeciwu i trudny w dyskusji. Obawiam się, że ma
jakieś zaburzenia psychiczne. Już kilka lat nie ma stałej pracy. Pracował
kilka lat za granicą. Może to przyczyniło się do zmian w psychice.
Dowiedziałam się, że ma obsesję na punkcie podobania się kobietom. Żonie
powiedział,że on musi mieć więcej kobiet i może kochać je wszystkie. Przecież
nie jesteśmy Mormonami.Jednak wobec żony jest agresywny,nie współżyje z nią i
tylko pomiata i poniża,(jego kochanka ma tylko wykształcenie
zawodowe),wystarczy drobny pretekst by zrobić awanturę. Dzieci się już
domyślają i cierpią. Nasza rodzina jest porządna, katolicka, wykształcona.
Martwię się współnie z siostrą. Mamie i tacie staruszkom nawet nie możemy
powiedzieć, bo by to ich zabiło. Bardzo kochają nas i swoje wnuki. Nawet się
nie domyślają. Pracuję zawodowo i oprócz wieczornych wizyt i drobnej pomocy
materialnej nie mogę im więcej zaoferować. Przecież nikt nie weźmie na pełne
utrzymanie takiej licznej rodziny. Poradźcie co robić?. Jak można by było im
pomóc? Tam cierpią małe przekochane dzieci! Sprawa bardzo pilna.
    • hyper_mouse Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 18.10.06, 11:42
      Przede wszystkim to nie wina serwisu internetowego, że twój brat jest złym
      człowiekiem, ani też nie jego żony. Z drugiej strony zdała się na wygodne życie
      niepracującej kobiety i teraz cierpi z tego powodu, bo nawet nie stać jej żeby
      odejść od męża łajdaka. Na poczatek powinna chyba znaleźć jakąkolwiek pracę i
      usamodzielnić się, a potem zażądać od niego alimentów.
      • maga_luisa Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 18.10.06, 13:14
        Wygodne życie niepracującej kobiety??? Z czwórką dzieci??? Zastanów się, co
        piszesz.
        • jolak14 Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 19.10.06, 08:07
          zgadzam się z Tobą. Pomyliłam odpowiedź.to było do poprzednika.
        • hyper_mouse Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 19.10.06, 12:23
          Tak, moim zdaniem każda niepracująca kobieta idzie na łatwiznę. Nie chodzi tu o
          wkład pracy, ale raczej o spokój psychiczny. Praca to ciągły stres, walka o
          byt, niepewność, a niepracująca kobieta nie doświadcza takich emocji, żyje
          sobie spokojnie na garnuszku, no ale często okazuje się że do czasu.
      • jolak14 Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 19.10.06, 08:04
        Przykro mi ale wobec przedmiotowego problemu spotkałam się z opinią wielu
        mądrych osób, którzy znają przypadki takich zachowań mężczyzn (mniej kobiet)pod
        wpływem znajomości internetowych. Te znajomości są głębsze, gdyż
        mężczyzna/kobieta przed ekranem bardziej otwiera się niż w bezpośrednim
        kontakcie.Zastanawiam się czy gdyby małżeństwa rozmawiały ze sobą za pomocą
        tego narzędzia być może zawiązałyby większe więzi i odkryłyby ich wzajemną
        wrażliwość. Ciekawy byłby taki eksperyment, w którym żona/mąż przedstawiając
        się jako osoba nieznana prowadziłby/aby otwartą szczerą rozmowę bez barier. Być
        może zapłonęliby do siebie gorącym uczuciem. Uważam, że należałoby ten problem
        zbadać naukowo. Do dzieła studenci psychologii/socjologii!
    • solaris_38 dasz radę 18.10.06, 13:22
      przykre to jejst uzależnić sie od kogoś niezaleznie jak bardzo sie go kocha
      umarałbym ze strachu gdybym miał zostać na łąsce
      świat bowiem zmienny jest a partner mozę umrzeć odejść lub zazyczyć sobie
      takich wygodncyh ukłądów
      nie doszłoby do tego gdybyś była samodzielną przynajmniej potencjalnie

      nie wyzwolisz sie z tego jesli sie nie usamodzielnisz
      jesli on ma kochankę sąd nei da mu dzieci i przydzieli alimenty

      jasne ze to nei wystarczy i tzreba bedzie sie zabrać za pracę a to mozę być
      trudne bo czwórka dzieci wymaga sporego zaangazowania
      nie wiem ile mają lat ale czasem nie warto pzretryzmac razem wiek
      gimnazjalno-licealny

      mozesz tez pogadac z facetem i umówić sie z nim że ty staniesz na nogi i z
      zcasem odejdziesz aby pomógł ci zdobyć jakieś kwalifikacje
      w koncu nie musi mu sie usmiechac utrzymywanie ciebie keidy dzieci dorosną
      jakąs sympatie też pewnie czuje choć woli swoją wygodę i komfort erotyczny

      wazne jednak abyś pojęła że ponosisz konsekwencje włąsnych wyborów
      jesli to zrozumiesz wyjdziesz z tego ukłądu i .. nie wejdziesz w podobny

      i to jest jedyna sznasa na jakś godność zadowolenie i ... coś miłego od życia
      :) czego ci życzę
      • jolak14 Re: dasz radę 18.10.06, 14:13
        Dzięki. Tak pokierujemy nią. Damy jej oparcie.Brat nie wie, że my z siostrą już
        wiemy o tym.
        Jak myślisz, czy jest sens wywarcia na nim presji by zerwał z tą kochnką.Boję
        się, że wyżyje się na żonie. Czy okazanie mu przez rodzinę potępienia jego
        postępowania może coś zmienić na lepsze? Czy warto porozmawiać z tą kochanką?
        Czy to jest bez sensu?
        • 5aga5 Re: dasz radę 18.10.06, 14:15
          Ja myślę że jeśli rodzina okaże mu potępienie, coś dojdzie do jego głowy.
          Zapewne bedzie się głupio tłumaczył ale napewno coś mu w głowie zostanie.
        • mozambique Re: dasz radę 18.10.06, 14:28
          dla brata bojkot rodzinny , finansowy, towarzyski, każdy . za agresję słwoną i
          czynną zawidamaiac policję,
          zonie brata wspólczuc ze sama siebei usadziła na miejscu podkuchennej i
          opeikunki do dzieci i daje sobą pomiatać
          kochance dac spokój - ma włąsne problemy z włąsnym mężem
          • jolak14 Re: dasz radę 19.10.06, 07:52
            Naprawdę uważasz, że kochanka powinna mieć spokój?
            • mozambique Re: dasz radę 19.10.06, 12:26
              zawsze uwazałam i bede uwazać ze katem i winowajca w taki związku jest OSOBA
              ZDRADZAJĄCA .
              Zdradza mężuś zonę i walsne dzieci i ON jest za to odpowiedizalny i on powinine
              byc ukarany,
              Kochanka jesli juz zdradza to tylko włąsnego męza i on jej powienie robic
              problemy.
        • jan_stereo Re: dasz radę 20.10.06, 21:55
          jolak14 napisała:

          ... czy jest sens wywarcia na nim presji by zerwał z tą kochnką.

          Problem wcale nie lezy w tym,ze on ma kochanke,ja bym to zostawil.
    • julinka601 Re: znam to z autopsji... 18.10.06, 16:53
      Znam to z autopsjii.Mój mąz po 30 latach małżenstwa poznal rowniez przez
      internet kobiete swojego zycia./jestesmy sześcdziesiolatkami/około pół roku
      temu.Ja zorientowałam sie w polowie czerwca.Byliśmy
      normalnym ,przyzwoitym ,katolickim malżenstwem /mąz wręcz ortodoksyjnym
      katolikiem,co niedziela do komunii/.Dzieci usamodzielnione ,ja pracuje a mąż na
      zasilku przedemerytalnym...i ten nadmiar wolnego czasu...również od dawna
      wycofany zawodowo,bo niby niedobre czasy i wszystkiemu winni "Oni".Zachowuje
      się jakby oszalał,rozkojarzony,nieobecny,śpi i chodzi do wc z komórką,ciągle
      wysyła SMSy i infantylne kartki Onet,pisze wiersze ,do tej pory wstydliwy i
      zachowawczy a teraz biega do seksuologa,kupuje viagre...słowem czyste
      szlenstwo/pani jest rozwódką w jego wieku,ma dorosła córke , mieszka w innym
      mieście/.Przeżyłam szok.Robilam co mogłam zeby ratowac małżeństwo/wizyta i
      spowiedz nas obydwojga na Jasnej Górze,próba terapii rodzinnej,liczne serdeczne
      rozmowy/zero porozumienia.To był dialog rozumu z emocjami.On chciał ten związek
      ciagnąc równolegle,np.spotykac sie z nia raz w tygodniu.To czyste
      szaleństwo.Przegiął.Ja bylam tolerancyjną i kochajacą bezwarunkowo kobietą,więc
      sądzil,że ten układ zaakceptuję,zwłaszcza,że dla mnie był bardzo dobry.
      Czekałam 2 miesiace ,przeszłam wszystkie chyba etapy załamania
      nerwowego,korzystalam z pomocy psychologa,rozmawialam z księdzem.I powiedziałam
      dość!Nie był latwym partnerem,ale byl lojalny i uczciwy/byłam dotąd jego
      pierwszą i jedyną kobietą/a teraz nie jest ani lojalny ani uczciwy.Ksiadz mi
      powiedział znamienne słowa "ratowac mmałżenstwo tak,chronic Sakrament tak,ale
      nie za wszelka cenę.Zachowanie godności jest bardzo ważne ,bo w przeciwnym razie
      niszcy sie związek jeszcze bardziej a samego siebie wykańcza".Zgodziłam sie na
      separację,choć mieszkamy pod jednym dachem i mamy wspólna kasę na prowadzenie
      domu/oplaty,żywnosc,chemia/.Jest to duzy dyskomfort dla mnie patrzec jak
      szykuje się na wyjazd do kochanki/mniej wiecej 2x w m-cu/Jest grzeczny,a nawet
      usłuzny,ale to tez irytuje.Ja schudłam , zaczęłam chorować to przez ten
      cholerny stres.Nie potrafie jeszcze dawac rad/zreszta jestem niezalezna
      finansowo i mam odchowane dzieci/ale wiem napewno,że nie nalezy
      odpuszczać,godzić sie na role męczennicy,bo to i tak nic nie da a dziewczyne
      zniszczy.Ona jest jeszcze młoda,ma dla kogo życ,jest potrzebana dzieciom
      zdrowa.Musi ratowac siebie i dzieci a moze i przy okazji jego?Jest taka
      ksiazka ,godna uwagi "Kobiety,które kochaja za bardzo",polecam.I trzymam
      kciuki,choc i mnie by sie to przydało.
      • jolak14 Re: znam to z autopsji... 19.10.06, 07:43
        Dzięki za wsparcie. Twoja historia jest równie smutna. To pozwala mi zrozumieć
        mechanizm takich podłych zachowań i skalę tego zjawiska. Pomogłaś mi. Życzę ci
        byś mimo tych przeżyć była jeszcze bardzo szczęśliwa!!!
    • d.o.s.i.a Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 18.10.06, 17:18
      Moje rady sa takie. Zapomniec o mezu/bracie - z niego juz i tak nic nie bedzie,
      z malzenstwa tez juz nie. Ratowac na sile, upominac, bojkotowac - czemu to ma
      niby sluzyc? A zostawcie go w spokoju, niech robi swoje, niech sobie lata do
      kochanki jak taki madry - na zdrowie. Przeciez aniola z niego na sie nie
      zrobicie.

      Natomiast skupic sie na bratowej i bezwzglednie ja wspierac. Uzyc wszelkich
      sposobow, aby ja usamodzielnic. Pomoc znalezc jakakolwiek prace (na poczatek) -
      nawet cos malego podbuduje jej poczucie wartosci, a tego jej tak naprawde teraz
      najbardziej trzeba - to nieprawda, ze "na pewno pracy nie dostanie" bo ma
      wyksztalcenie ogolne i w ogole zapomnijcie o takim mysleniu!!! Wlasnie, ze
      dostanie i stanie na nogi - takiej motywacji jej teraz najbardziej trzeba. Jest
      dzielna, madra, wychowala czworke dzieci, nic jej nie brakuje i na pewno sobie
      poradzi.

      Z dziecmi trzeba koniecznie porozmawiac i wyjasnic im sytuacje - tak, aby
      wiedzialy, ze ich pomoc jest mamie niezbedna. Dzieci to zrozumieja, ale trzeba
      z nimi siasc i jak doroslym wszystko wytlumaczyc. 13 letnie dziecko BARDZO DUZO
      rozumie.

      Powoli musicie ja wyrwac z tego zwiazku. Bez wsparcia madrych osob bedzie sie
      meczyc do konca swych dni.
      • jolak14 Re: POTWÓR-żonie i dzieciom każe akceptować kocha 19.10.06, 07:47
        Dzięki za radę. To brzmi bardzo rozsądnie i chyba zaoszczędziłoby wielu
        upokorzeń bratowej i nam.
    • facettt tu sie z Toba zgadzam -bedac zwolennikiem kochanek 18.10.06, 17:23
      i zon - rzecz jasna :)))

      Nigdy sie tego nie robic na oczach zony i dzieci...

      a tylko dyskretnie...

      1. Podtawowy obowiazek, to ochrona praw i wychowania dzieci
      2. szacunek dla partnera/ partnerki...

      a dopiero potem wlasne spelnienie i pragnienie posiadania kochanki...

      bardzo prosze.
      lecz dyskretnie.


      • jolak14 Re: tu sie z Toba zgadzam -bedac zwolennikiem koc 19.10.06, 07:50
        Gdyby zastosował przytoczone przez Ciebie zasady nie było by problemu.
        • taisy Re: Zgadzasz się na syf! 20.10.06, 13:14
          jolak14 napisała:

          > Gdyby zastosował przytoczone przez Ciebie zasady nie było by problemu.
          ....
          Co i ciebie wyprano z mózgu?
          Brata żona została przez męza zapędzona w kozi róg. To ofiara losu. Kto rodzi 4
          dzieci kretynowi?! Kto dla faceta poswieca swoją karierę? Los?
          Ona widać już taka cierpietnica jest i wiele nie zmienisz. Tu potrzebny
          psycholog od zachowania bo ona ma wypaczone zachowanie dlatego taki drań robi z
          nią co zechce! Ale kij ma dwa końce i nawet kat jest uzależniony od ofiary. To
          co wygląda czasami na małżeństwo przegrane, wcale nie jest do końca przegrane
          bo ludzie są, od siebie uzależnieni.On robi jej coraz więcej krzywd w ten
          sposób ona ma okazję cierpieć ponieważ tak jest nauczona z domu.
          Dużo by na ten temat pisać ale co radzić twojej bratowej. Jedynie wsparcie bo
          to jest już widać taka osoba kobieta ofiara. Trafiłby na inną z większym
          tupetem to by pognała go z domu na cztery wiatry, kochance zrobiłaby awanturę
          przy jej męzu i dzieciach oprócz tego w pracy i zajęłaby się sobą i swoimi
          dziećmi.Ale taka osoba jak twoja bratowa to inny typ i na tym polega dramat i
          problem.
          • piekielnica1 Re: Zgadzasz się na syf! 20.10.06, 18:18
            taisy napisała:
            > Ale taka osoba jak twoja bratowa to inny typ i na tym polega dramat i
            > problem.

            Masz rację, to duży problem, bo takich ofiar jest wiele. Czy to wskutek
            wychowania, czy braku wychowania, ale takie kobiety istnieją, rodzą dzieci i
            dramaty się powielają.
            Nie liczyłabym, że problem rozwiąże się sam, bo taka podporządkowana mężowi
            matka nie potafi wychować samodzielnych córek.
            Trafiają się wprawdzie zdeterminowane, ale jest ich niewiele i nie mają często
            żadnego wsparcia.
            W dzisiejszych czasach takiego wsparcia nie dostaną ani w szkole, ani w innym
            środowisku, bo obecnie oficjalnie obowiązującz rola kobiety to, rola wora do
            rodzenia dzieci.
            Uratować nas kobiety może tylko solidarność płci, a jak sama wiesz, stać Cię
            tylko na wzgardę i potępienie dla kobiet ofiar. I wiele kobiet w innej niż
            ofiary sytuacj stać tylko na dumę, że nie pozwoliły tak się traktować.
            Naprawdę musimy coś zrobić, by próbować zmieniać mentalność tych kobiet,
            często, od wczesnego dzieciństwa zahukanych, pozbawionych wiary we własne siły
            i możliwości.
            • d.o.s.i.a Re: Zgadzasz się na syf! 20.10.06, 20:25
              Ale jak to zmieniac, jezeli najblizsza rodzina utwierdza ta kobiete w roli
              ofiary? Zamiast probowac budowac jej poczucie wartosci, rodzina martwi sie jak
              biednego grzesznika sprowadzic na dobra droge - czyli nawet jezeli im sie to
              uda, to kobieta i tak w dalszym ciagu pozostaje zalezna od nastepnych wybrykow
              jej meza, bo nic jej ta sytuacja nie nauczy.

              Zalozycielka watku sama pisze o bratowej, ze ma "tylko" wyksztalcenie
              ogolnoksztalcace i pracy nie znajdzie. Czyli, ze wlasciwie nic z niej nie
              bedzie i tak wszystko skazane na niepowodzenie i jedyny ratunek dla niej to to,
              ze maz sie opamieta. No, nie wolno tak!!!
            • taisy Re: Zgadzasz się na syf! 20.10.06, 22:46
              Uratować nas kobiety może tylko solidarność płci, a jak sama wiesz, stać Cię
              tylko na wzgardę i potępienie dla kobiet ofiar. I wiele kobiet w innej niż
              ofiary sytuacj stać tylko na dumę, że nie pozwoliły tak się traktować.
              __________

              Mi jedynie ogromnie zal tych kobiet, nie mam dla nich wzgardy, czy
              potepienia.Po prostu nie wiedza ze maja mozliwosci innego zycia ale ich nie
              znaja.
Pełna wersja