Gość: Lech
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
11.11.01, 08:29
Wyjeżdżaliśmy wtedy całą rodziną często w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą
wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne, a syna staraliśmy
się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii... Właśnie w górach po
raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce z
synem wstąpiliśmy obejrzeć "farmę ekologiczną", znajdującą się w sąsiedztwie
ówczesnego schroniska PTTK "Czartak" w Czarnowie, reklamowaną także w broszurze
zatytułowanej: "Ekoturystyka".
W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię.
Mówiono wtedy, że jest to farma posiadająca atest EKOLAND-u i produkuje zdrową
żywność w oparciu o tradycję Indii, że propagują "zdrowe żywienie"
i "wegetarianizm" oraz "życie w zgodzie z naturą". Gospodarze farmy - młodzi
ludzie - zaprowadzili nas do budynku, w którym stały woły mówiąc, że używają
ich do orki. W trakciespotkania poczęstowali nas wegetariańskim posiłkiem.
Byliśmy wtedy przekonani, że jest to świecki ruch społeczny o orientacji
proekologicznej, co wydawało się być zgodne z naszymi poglądami i
zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem i sprzedali jemu
książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego zaniepokojenia...
Prawdziwe oblicze sekty poznaliśmy dopiero później, jak syn zaczął przynosić do
domu i czytać coraz więcej książek z tekstami jej założyciela - Prabhupady.
Kiedy codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin odmawiał 32-sylabową
mantrę "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama...", było już za późno na
wyciągnięcie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych naczyniach
(nasze były "duchowo nieczyste") odrębne pożywienie, zaczął notorycznie kłamać
i wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę, a tak naprawdę to
wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria
kultowe. Coraz więcej czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i
zainteresowaniami harcerstwem i turystyką, zaniedbał naukę i przerażająco
chudł. Znikał też na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków sekty, m.in. na farmę w
Czarnowie. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców kultu, gdzie
odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą ekstatycznych tańców i
śpiewów... Jego "bogiem" stali się liderzy sekty, tzw. "mistrzowie duchowi",
którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie myśli.
Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni,
kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezrani wobec oszustw i
manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na
rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał
prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w
Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero wówczas, kiedy profesor napisał w
liście: "(...) Jest to nieprawda. (...) Z moich obserwacji wynika, że wielu
młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (...) Z
podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on
stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla
zdrowia"...
Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj,
cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w
szczątkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i
roślin strączkowych. Cały kalendarz postów i głodówek liczy kilkanaście stron
maszynopisu. Stwierdziliśmy, że ta dieta nie ma nic wspólnego ze "zdrowym
żywieniem". Jednak wtedy syn miał już tak "wyprany mózg", że nawet nie zauważył
jak okropnie chudnie, a tylko stale powtarzał: "ja nie jestem tym ciałem".
Prosiliśmy liderów sekty, aby uszanowali nasze prawa rodzicielskie i nie
angażowali go w tak intensywne praktyki. Niestety, bez żadnego skutku... Nasze
obawy miały się wkrótce potwierdzić. Po upływie ok. 2 lat związania się z
sektą, najprawdopodobniej pod wpływem ekstazy i fizycznego osłabienia
wywołanego surową dietą i innymi praktykami destrukcyjnymi, syn zasłabł i upadł
na ulicy, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go
na leczenie szpitalne.
Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja oskarżeń lekarzy kierowanych pod naszym
adresem: "Co zrobiliście z tym chłopcem? Dlaczego on tu nie chce niczego jeść?
Czy brał jakieś narkotyki?" To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli
zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od "niewielbicieli
Kryszny", bo "może się duchowo skalać", oraz że tak silny wpływ może mieć na
człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. Początkowo karmiono go
kroplówką... Do normalności powracał długo. Po wyjściu ze szpitala chciał do
nich wrócić, choć w domu nie brakowało mu rodzinnego ciepła i opieki. Często
wyjeżdżał do ich ośrodków, m.in. na farmę do Czarnowa, wyprowadził się też z
domu i zamieszkał z wyznawcami kultu. Trwało to wszystko jeszcze dalsze dwa
lata. W końcu zrozumiał, że jest wykorzystywany do celów nie mających nic
wspólnego z rozwojem duchowym i zerwał z sektą i jej praktykami kultowymi...
Nadal nie możemy się do końca otrząsnąć z po tym nieszczęściu. To nie tylko
koszty mozolnego leczenia syna, przedłużonego okresu nauczania, utraty pełnej
zdolności do pracy i nauki - poniesione przez całą rodzinę (krzywdy doznała też
nasza córka), ale również cierpienia moralne, których nie da się przeliczyć na
pieniądze.
Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego
reprezentowali uczciwą religię, o zdrowych zasadach etyczno - moralnych, a nie
kult oparty na obłudzie, fałszywych obietnicach i zastraszaniu. Liderzy sekty,
kiedy stało się nieszczęście, wyparli się wszystkiego. Zaczęli obłudnie
twierdzić, że kontakty syna z ruchem były sporadyczne i on sam narzucił sobie
to wszystko.
Zainteresowanych szczegółami zjawisk patologicznych w sekcie Hare Kryszna
odsyłamy do pracy doktorskiej Anny E. Kubiak, wydanej przez Instytut Filozofii
i Socjologii PAN, zatytułowanej "Delicje i lewa ręka Kryszny" (Warszawa, 1997),
gdzie można znaleźć opis metod psychomanipulacji i sposobu funkcjonowania
wyznawców sekty oraz potwierdzenie wielu naszych przykrychdoświadczeń.
Potwierdzają to choćby same tytuły rozdziałów i podrozdziałów jak: "Instytucja
totalna", "Izolacja", "Degradacja osobowości", "Unieważnianie dotychczasowych
znaków tożsamości", "Piętnowanie", "Poniżanie i dryl", "Pozbawianie
samodzielności", "Dyktatura kontrolerów" itp.
Hare Kryszna to wyjątkowo nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy
grunt. A wydawać by się mogło, że przecież nie może nieść nic złego przepojona
z pozoru szczerą duchowością ideologia, popierana przez liczne autorytety i
stanowiąca alternatywę dla życia pełnego pośpiechu w pogoni za karierą i
pięniądzem... Zrozumieliśmy, że Hare Kryszna może być wyborem tylko dla
mocnych, w pełni dojrzałych ludzi - cwaniaków umiejących zrobić na tej
ideologii niezły interes. Paradoksem zaś jest, że sekta wciąga nastolatków o
nie wykształconej jeszcze osobowości, ludzi wrażliwych i idealistów szukających
oparcia w grupie rówieśniczej, w której stają się ślepymi narzędziami do
realizacji celów jej lidera.
Zofia i Lech Rugałowie (Zofia jest przewodnikiem turystycznym PTTK, Lech
przodownikiem turystyki górskiej PTTK i przewodnikiem PTT)