Sekty niszczą rodziny!!!

IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 08:29
Wyjeżdżaliśmy wtedy całą rodziną często w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą
wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne, a syna staraliśmy
się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii... Właśnie w górach po
raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce z
synem wstąpiliśmy obejrzeć "farmę ekologiczną", znajdującą się w sąsiedztwie
ówczesnego schroniska PTTK "Czartak" w Czarnowie, reklamowaną także w broszurze
zatytułowanej: "Ekoturystyka".
W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię.
Mówiono wtedy, że jest to farma posiadająca atest EKOLAND-u i produkuje zdrową
żywność w oparciu o tradycję Indii, że propagują "zdrowe żywienie"
i "wegetarianizm" oraz "życie w zgodzie z naturą". Gospodarze farmy - młodzi
ludzie - zaprowadzili nas do budynku, w którym stały woły mówiąc, że używają
ich do orki. W trakciespotkania poczęstowali nas wegetariańskim posiłkiem.
Byliśmy wtedy przekonani, że jest to świecki ruch społeczny o orientacji
proekologicznej, co wydawało się być zgodne z naszymi poglądami i
zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem i sprzedali jemu
książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego zaniepokojenia...
Prawdziwe oblicze sekty poznaliśmy dopiero później, jak syn zaczął przynosić do
domu i czytać coraz więcej książek z tekstami jej założyciela - Prabhupady.
Kiedy codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin odmawiał 32-sylabową
mantrę "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama...", było już za późno na
wyciągnięcie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych naczyniach
(nasze były "duchowo nieczyste") odrębne pożywienie, zaczął notorycznie kłamać
i wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę, a tak naprawdę to
wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria
kultowe. Coraz więcej czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i
zainteresowaniami harcerstwem i turystyką, zaniedbał naukę i przerażająco
chudł. Znikał też na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków sekty, m.in. na farmę w
Czarnowie. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców kultu, gdzie
odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą ekstatycznych tańców i
śpiewów... Jego "bogiem" stali się liderzy sekty, tzw. "mistrzowie duchowi",
którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie myśli.
Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni,
kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezrani wobec oszustw i
manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na
rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał
prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w
Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero wówczas, kiedy profesor napisał w
liście: "(...) Jest to nieprawda. (...) Z moich obserwacji wynika, że wielu
młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (...) Z
podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on
stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla
zdrowia"...

Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj,
cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w
szczątkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i
roślin strączkowych. Cały kalendarz postów i głodówek liczy kilkanaście stron
maszynopisu. Stwierdziliśmy, że ta dieta nie ma nic wspólnego ze "zdrowym
żywieniem". Jednak wtedy syn miał już tak "wyprany mózg", że nawet nie zauważył
jak okropnie chudnie, a tylko stale powtarzał: "ja nie jestem tym ciałem".
Prosiliśmy liderów sekty, aby uszanowali nasze prawa rodzicielskie i nie
angażowali go w tak intensywne praktyki. Niestety, bez żadnego skutku... Nasze
obawy miały się wkrótce potwierdzić. Po upływie ok. 2 lat związania się z
sektą, najprawdopodobniej pod wpływem ekstazy i fizycznego osłabienia
wywołanego surową dietą i innymi praktykami destrukcyjnymi, syn zasłabł i upadł
na ulicy, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go
na leczenie szpitalne.
Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja oskarżeń lekarzy kierowanych pod naszym
adresem: "Co zrobiliście z tym chłopcem? Dlaczego on tu nie chce niczego jeść?
Czy brał jakieś narkotyki?" To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli
zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od "niewielbicieli
Kryszny", bo "może się duchowo skalać", oraz że tak silny wpływ może mieć na
człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. Początkowo karmiono go
kroplówką... Do normalności powracał długo. Po wyjściu ze szpitala chciał do
nich wrócić, choć w domu nie brakowało mu rodzinnego ciepła i opieki. Często
wyjeżdżał do ich ośrodków, m.in. na farmę do Czarnowa, wyprowadził się też z
domu i zamieszkał z wyznawcami kultu. Trwało to wszystko jeszcze dalsze dwa
lata. W końcu zrozumiał, że jest wykorzystywany do celów nie mających nic
wspólnego z rozwojem duchowym i zerwał z sektą i jej praktykami kultowymi...

Nadal nie możemy się do końca otrząsnąć z po tym nieszczęściu. To nie tylko
koszty mozolnego leczenia syna, przedłużonego okresu nauczania, utraty pełnej
zdolności do pracy i nauki - poniesione przez całą rodzinę (krzywdy doznała też
nasza córka), ale również cierpienia moralne, których nie da się przeliczyć na
pieniądze.
Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego
reprezentowali uczciwą religię, o zdrowych zasadach etyczno - moralnych, a nie
kult oparty na obłudzie, fałszywych obietnicach i zastraszaniu. Liderzy sekty,
kiedy stało się nieszczęście, wyparli się wszystkiego. Zaczęli obłudnie
twierdzić, że kontakty syna z ruchem były sporadyczne i on sam narzucił sobie
to wszystko.

Zainteresowanych szczegółami zjawisk patologicznych w sekcie Hare Kryszna
odsyłamy do pracy doktorskiej Anny E. Kubiak, wydanej przez Instytut Filozofii
i Socjologii PAN, zatytułowanej "Delicje i lewa ręka Kryszny" (Warszawa, 1997),
gdzie można znaleźć opis metod psychomanipulacji i sposobu funkcjonowania
wyznawców sekty oraz potwierdzenie wielu naszych przykrychdoświadczeń.
Potwierdzają to choćby same tytuły rozdziałów i podrozdziałów jak: "Instytucja
totalna", "Izolacja", "Degradacja osobowości", "Unieważnianie dotychczasowych
znaków tożsamości", "Piętnowanie", "Poniżanie i dryl", "Pozbawianie
samodzielności", "Dyktatura kontrolerów" itp.
Hare Kryszna to wyjątkowo nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy
grunt. A wydawać by się mogło, że przecież nie może nieść nic złego przepojona
z pozoru szczerą duchowością ideologia, popierana przez liczne autorytety i
stanowiąca alternatywę dla życia pełnego pośpiechu w pogoni za karierą i
pięniądzem... Zrozumieliśmy, że Hare Kryszna może być wyborem tylko dla
mocnych, w pełni dojrzałych ludzi - cwaniaków umiejących zrobić na tej
ideologii niezły interes. Paradoksem zaś jest, że sekta wciąga nastolatków o
nie wykształconej jeszcze osobowości, ludzi wrażliwych i idealistów szukających
oparcia w grupie rówieśniczej, w której stają się ślepymi narzędziami do
realizacji celów jej lidera.

Zofia i Lech Rugałowie (Zofia jest przewodnikiem turystycznym PTTK, Lech
przodownikiem turystyki górskiej PTTK i przewodnikiem PTT)
    • Gość: Lech Jak zatem realizować prawo do wolności religii? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 08:33
      Dobrym dziedzictwem kultury Zachodu jest tradycja szacunku dla wyborów
      religijnych i ze wszech miar należy ją kontynuować. Warto zwrócić uwagę, że w
      innych kulturach często dzieje się inaczej, np. w Arabii Saudyjskiej modlitwa
      inna niż islamska we własnym domu czy nawet samo posiadanie Biblii jest
      poważnym przestępstwem, karanym więzieniem i ciężkim biczowaniem (nie pozwolono
      tam zbudować nawet jednej świątyni chrześcijańskiej). Podobnie w Indiach, mnożą
      się tam ostatnio napady i zabójstwa chrześcijan, a jednym z postulatów
      hinduistycznych fanatyków jest ustawowy zakaz konwersji na chrześcijaństwo.
      Także buddyjski Bhutan nie pozwala na ceremonię chrztu na swoim terytorium.

      Niedawno Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przypomniał (przy okazji skargi
      na umieszczenie wizerunku Matki Bożej w masce przeciwgazowej), że wolność
      publicznego propagowania swoich poglądów religijnych wiąże się z koniecznością
      tolerowania ich krytyki. To bardzo ważne, ponieważ w Polsce "nietolerancja"
      polega najczęściej na publicznej krytyce, a przecież w imię religii dzieją się
      rzeczy dramatyczne, żeby wspomnieć choćby koszmar systemu kastowego w Indiach
      czy wynaturzenia w traktowaniu kobiet w Afryce. Społeczeństwa Zachodu potrafią
      zresztą zareagować oburzeniem na niesprawiedliwości istniejące w tych.

      Jakże często sekty w swojej walce o zmuszenie do milczenia krytyków powołują
      się na argument wolności religijnej, a przecież prawo do krytyki przekonań
      religijnych jest jej częścią. Stanowi ono jakby jeden z systemów "wczesnego
      ostrzegania" społeczeństwa. Gdyby pozbawić nas tego mechanizmu, o toksycznym
      charakterze "ruchu religijnego" dowiadywalibyśmy się grzebiąc setki, a może
      tysiące jego ofiar. Niestety istnieją wpływowe środowiska usiłujące wyciszyć
      krytykę sekt.

      Szacunek dla wyborów religijnych ma jeszcze jeden arcyważny aspekt - stawia
      poważne wymagania kultom głoszącym swoje przekonania. Przyjęcie światopoglądu i
      przynależności do grupy religijnej, jeśli ma odpowiadać godności osoby ludzkiej
      musi odbywać się w warunkach pełnego dostępu do niezafałszowanej informacji, w
      niezakłóconej sprawności umysłowej oraz w atmosferze wolności od potężnych
      presji, jakie może wywierać grupa. Właśnie tutaj sekty poważnie łamią zasady
      wolności religijnej. Stosują techniki nazywane przez ruchy obrony
      psychomanipulacjami.

      Państwo powinno żądać od kultów przestrzegania wolności religijnej w tym
      zakresie. Te, które uporczywie i dotkliwie łamią jej zasady należy z mocy prawa
      delegalizować, co w warunkach polskich oznacza pozbawienie przywilejów, a nie
      prawa do istnienia.
      • Gość: Czart Re: Jak zatem realizować prawo do wolności religii? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.11.01, 11:50
        Temat jest bardzo trudny. Bo i kto mialby w Polsce decydowac o tym ktora sekta
        jest niebezpieczna i jakimi kryteriami sie tu kierowac? Sprawa z ruchem Hare
        Krishna jest mocno kontrowersyjna, owszem namawiaja ludzi do wstapienia do
        sekty, ale stosowane metody nie sa agresywne - no moze poza malym prankiem
        muzgu - sam bylem wielokrotnie namawiany bylem na kilku spotkaniach,
        przeczytalem trzy tomy "Srimad Bhagavatam" i "Bhagavat Gite" i nie uleglem, nie
        zdecydowalem sie na wstopienie w ich szeregi, pomimo iz wtedy poszukiwalem.
        Pomimo ze namawial mnie do tego moj dobry kolega. Z tego co udalo mi sie
        zaobserwowac wynikalo, ze sekta ta nie jest zamknieta dla rodziny osob tam
        przebywajacych, a osoba zwiazana z ruchem moze w kazdej chwili zrezygnowac.
        Rozumiem co czuja rodzice gdy ich dziecko zrywa nagle kontakt, ma wielkie
        (czesto irracjonalne) pretensje do calej rodziny i calego swiata, ze trzymane
        bylo dotychczas w nieswiadomosci, ze poglady ich bliskich sa nic niewarte, ze
        tak naprawde zycie powinno wygladac innaczej... Jednak musial istniec jakis
        konflikt wczesniej badz pojawil sie w momecie kiedy rodzina zorientowala sie,
        ze syn zdazyl juz nasiaknac dziwna filozofia. Wtedy moze byc juz za pozno na
        rozmowy - staja sie one bardzo trudne niekiedy wrecz niemozliwe. Wiele lat temu
        bylem mocno zaangazowany w pewna sange Buddyzmu Zen, dwa lata jezdzilem do
        osrodka niekiedy spedzalem tam kilka dni i musze powiedziec, ze przyczynilo sie
        to do polepszenia stosunkow w rodzinie, choc na poczatku rodzina miala powazne
        obawy czy to sie zle nie skonczy. Szokiem dla nich chrzescijan byl fakt zmiany
        religii. Przekonywali mnie ze daje sie manipulowac. Czas pokazal, ze tak nie
        jest a Buddyzm Zen to nie jakies podejrzane sekciarstwo. Moje obawy dotycza
        wlasnie tego, ze jesli niewlasciwi ludzie dorwa sie do sadzenia co jest sekta a
        co nie - zwlaszcza w naszym "bardzo religijnym" kraju, to wrzuca do jednego
        wora - Hare Krishna, Buddyzm, "Niebo", Moona itd, a zapomni sie o pracy z
        rodzicami i ich dziecmi. Ale czy 18-latek to dziecko? Jezeli dokonuje
        samodzielnie wyboru, czesto glupiego (niszczac dotychczasowe stosunki w
        rodzinie, przerywajac nauke czy prace) wstepujac do podejrzanej sekty, czy
        mozemy go sila z tego wyrwac?
        Czy musi sam sie obudzic?
        Pozdrawiam
        • a-r Re: Jak zatem realizować prawo do wolności religii? 11.11.01, 14:54
          Czy wiesz, że kulty mogą rozgrzeszyć wyznawców z niegodziwości. Tak
          oto "naucza" Śri Śrimad A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada, założyciel Hare
          Kryszna w USA:

          W obliczu śmierci (fragment)

          "Należy zrozumieć różnicę między czynnościami w oddaniu a zwykłymi pobożnymi
          uczynkami. Kultywowanie wiedzy oraz spełnianie pobożnych uczynków to działania
          materialne. Pobożność nie jest równoznaczna z wyzwoleniem. Człowiek pobożny
          znajduje się pod wpływem dobroci, lecz nadal pozostaje duszą uwarunkowaną,
          związaną następstwami swych uczynków. Ktoś może nawet stać się braminem, osobą
          niezwykle pobożną, co nie oznacza, że jest bhaktą1). Czasami wydaje się, że
          bhakta działa sprzecznie z zasadami zwyczajnej pobożności. Arjuna był wzniosłym
          bhaktą Pana Kryszny, ale pozbawił życia swoich krewnych. Nieoświeceni ludzie
          mogliby powiedzieć: "Arjuna nie był dobrym człowiekiem. Zabił przecież swego
          dziadka, nauczyciela oraz bratanków, unicestwiając tym samym całą rodzinę".
          Lecz w Bhagavad-gicie (4.3) Kryszna zwraca się do Arjuny słowami: bhakto 'si
          me. "Jesteś Moim najdroższym przyjacielem". W oczach świata Arjuna może nie
          uchodzić za dobrego człowieka, trzeba go jednak uznać za bhaktę, jako że jest
          duszą podporządkowaną pragnieniu Najwyższego Pana. To prawda, że zabił
          krewnych, ale dla Kryszny pozostał ukochanym przyjacielem i bhaktą. Na tym
          polega różnica między bhaktą a dobrym człowiekiem tego świata. Dobry człowiek
          zawsze stara się działać pobożnie, ponieważ wie, że za niewłaściwe postępowanie
          czeka go kara. Bhakta natomiast, chociaż z natury bardzo dobry, NA POLECENIE
          KRYSZNY MOŻE POSTĄPIĆ JAK NIEGODZIWIEC, A MIMO TO NIE UPADA2). Pozostaje
          czystym bhaktą bardzo drogim Panu."

          PRZYPISY:
          1) Bhakta - wielbiciel Śri Kryszny
          2) wytłuszczenie moje (TD).

          ŹRÓDŁO:
          Śri Śrimad A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada "W obliczu śmierci", The
          Bhakivedanta Book Trust Int'l 1996, str. 113-114 (wydanie polskie)

          PS. Sekty orientalne mają to do siebie, że życie nie jest tam traktowane (jak w
          polskim prawie) jako wartość najwyższa. A zabijanie dla Allacha, Kryszny guru
          jest tam czymś zupełnie normalnym. Pokazał to już superterrorysta i fanatyk
          islamski Osama ben Laden. Drżyjcie więc "niewierni" nie będący sługami Kryszny
          (bhaktami). Krysznowiec na polecenie swego guru, który jest reprezentantem
          Kryszny, może Was zabić, tak jak Arjuna zabił dla Kryszny swoich krewnych:
          dziadka, nauczyciela oraz bratanków... Niestety, w Polsce wyznawcy tak
          niebezpiecznej doktryny mają zagwarantowane szczególne przywileje związane z
          nadaniem sekcie statusu związku wyznaniowego.
    • Gość: kwieto Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.ipartners.pl 11.11.01, 13:08
      Taka refleksja - gdzie byli w tym wszystkim rodzice?

      No bo z tego co wyczytalem, rola rodzicow polegala na tym, aby sie biernie przygladac temu
      co dzieciak robi. On sobie pral mozg, a rodzice przygladali sie temu, zastanawiali co by tu z
      tym zrobic, ale... w sumie nie zrobili wiele.

      Nie ma tu nawet slow "walczylismy o niego", a raczej "porozmawialismy z przywodcami
      sekty". A myslenie, ze przywodcy sekty zrozumieja i powiedza potem chlopakowi "idz sobie,
      bo rodzice sie martwia" jest mysleniem co najmniej naiwnym...

      Moze trzeba bylo z nim rozmawiac? pokazac mu inne filozofie, religie mniej niszczace?
      Moze takie rozmowy nie skutkowaly - wtedy moze trzeba bylo mu "przylozyc" i po prostu
      zabronic?
      Ja to odbieram mniej wiecej tak - chlopak szukal czegos, co w jakis sposob okresliloby jego
      byt, nadalo sens jego zyciu. Rodzice nie umieli mu czegos takiego pokazac, albo czegos
      takiego po prostu nie znali. Nie umieli tez wyjsc poza proste stwierdzenia typu "porozmawiaj
      z ksiedzem".
      Ja w swoim domu mialem dosc podobnie - moglem sobie pogadac z ojcem, tyle ze z nim
      widuje sie srednio raz na pol roku...

      No i jedni maja szczescie - jak Czart, czy ja, inni maja go nieco mniej...


      Natomiast pierwsze wrazenie, ktore mnie odepchnelo, to stwierdzenie, ze: "Dobrym
      dziedzictwem kultury Zachodu jest tradycja szacunku dla wyborów religijnych i ze wszech
      miar należy ją kontynuować" Na poczatku drugiego postu autora watku.
      Rozumiem, ze ten szacunek dla wyborow religijnych mozemy dobrze zrozumiec na
      przykladzie wojen krzyzowych, wypraw konkwiskadorow (przeciez oni "krzewili wiare"
      wsrod Indian) oraz na przyklad demagogicznych wystapieniach roznej masci "ojcow
      Rydzykow"?
      Wiecej szacunku i znajomosci dla obcych kultur.
      Owszem, Islam ma rozne dziwne pomysly (jak rowniez i chrzescijanstwo, z ICH punktu
      widzenia), system kastowy w Indiach jest dyskryminacja ludzi i tak dalej...

      Ale szanowny pan zapomina, ze juz pare tysiecy lat temu, w takich cesarskich Chinach zyli
      sobie jednoczesnie Buddysci, Taoisci, Konfucjanisci - i nie potrzeba bylo XX wiecznej idei
      "ekumenizmu" aby wszyscy oni dogadywali sie ze soba bez cienia nienawisci, czy wrogosci!
      Prosze sie przyjrzec natomiast kosciolowi Chrzescijanskiemu - dopiero teraz, po wielkich
      bojach zaczynaja sie dogadywac koscioly rzymsko- i grecko-katolicki.
      A w Irlandii Katolicy podkladaja Protestantom bomby.

      No i nie wszystkie sekty przychodza ze wschodu, ze wspomne tylko Scientologach
      (wymyslone przez Amerykanow), czy ostatnio poznanym Totalizmie pana prof. Pajaka

      I taka refleksja na koniec - jesli ktos choc troche zastanawia sie nad tym co robi - trudno mu
      bedzie byc manipulowanym przez sekte. Bo bedzie w stanie ocenic, zweryfikowac czy jego
      osiagniecia przyblizaja go, czy oddalaja od celu ktory sobie zalozyl... I jesli ma wlasny rozum
      - nie bedzie tak latwo przyjmowal tego co mu podpowiadaja inni.
      Moze potrzeba troche wiecej refleksji nad swoimi dzialaniami, myslami, zachowaniami?
      • Gość: Lech Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 14:38
        Jesteś typowym przykładem reprezentanta obiegowych opinii na temat sekt, że
        problem odchodzenia młodych ludzi do sekt tkwi w rodzinie. To jeden z mitów
        wymyślonych przez same sekty i chętnie przyjmowanych jako bardzo wygodne i
        proste wytłumaczenie zjawisk patologicznych towarzyszących działalności sekt,
        które przez ich popleczników uważane są za prześladowaną mniejszość religijną.

        Twórcy nowożytnej demokracji zadbali o interesy mniejszości, nie
        sprawującej aktualnie władzy. Temu miały służyć konstytucyjnie gwarantowane
        prawa. Strona słabsza nie musiała obawiać się ucisku i dyskryminacji.
        Obserwując współczesne wydarzenia widzimy, że niejednokrotnie manipulując
        mediami i organizacjami ponadnarodowymi mniejszości potrafią narzucić swoją
        wolę większości ... .

        Sekty czasami wręcz perfekcyjnie wykorzystują możliwości manipulacji opinią
        publiczną i organizacjami praw człowieka do ... uniemożliwienia publicznej
        krytyki swojej działalności oraz by żądać dla siebie wszelkich przywilejów
        należnych sprawdzonym przez wieki religiom. Wiele współczesnych sekt to
        niesłychanie potężne organizacje - dysponują milionami, jeśli nie miliardami
        dolarów, własnymi mediami, zespołami bezwzględnych i utalentowanych prawników,
        zorganizowanym lobbingiem, własnymi "uczonymi" i finansowym udziałem w ... w
        walce z sektami!!! Publiczna krytyka kultów to bardzo ryzykowna działalność -
        nawet jak uniknie się nazwania fanatycznym mordercą inkwizycji czy
        sfabrykowanych oskarżeń o przestępstwa kryminalne, to usłużne
        media, "oświeceni" politycy i sprzedajni naukowcy przedstawią takiego śmiałka
        jako ... fanatyka religijnego usiłującego narzucić swe przekonania innym.

        Prawdziwą mniejszością w sporze z kultami są rodziny ofiar. Nie mogą liczyć
        na pomoc Państwa (chyba, że już po śmierci swoich bliskich, bo wtedy, że to
        sekta wiedzą wszyscy!). Media ich działania przedstawiają
        jako "zaściankowość", "ksenofobię", "nietolerancje religijną". Uczeni
        religioznawcy, szczególnie ci, którzy niedawno jeszcze wyznawali jedynie
        słuszny "naukowy" światopogląd lub ci , którzy wyznają aktualnie
        jedynie "poprawny politycznie" światopogląd chętnie świadczyć będą , że sekta
        to ruch religijny jak inne, więc problem tkwi w ... cierpiącej rodzinie nie
        potrafiącej znieść konfliktu kulturowego i odmienności światopoglądowej. To
        naprawdę smutne widzieć zadowolonych z siebie "oświeconych Europejczyków"
        stających po stronie katów przeciwko zdezorientowanej i samotnej rodzinie
        walczącej o swoich bliskich.

        Nie jest prawdą, że w imię tolerancji i szacunku dla odmienności religijnej
        społeczeństwo powinno przyznawać równy status każdej religii. Pozycja uznanej i
        szanowanej grupy wyznaniowej wiąże się z wieloma przywilejami, a na przywileje
        trzeba zasłużyć i wykazać, że jest się godnym zaufania. Również w życiu
        codziennym nie dajemy kluczy do własnego mieszkania komuś tylko dlatego, że
        nazywa siebie uczciwym i godnym zaufania. Nasi sąsiedzi - Niemcy takiej głupoty
        jak równe przywileje dla wszystkich grup deklarujących się jako religijne nie
        umieścili w swoim prawie ... . Polscy parlamentarzyści powinni gorliwiej uczyć
        się od kolegów zdrowego rozsądku w tej problematyce.
        • Gość: kwieto Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.ipartners.pl 11.11.01, 18:34
          Ostatnia rzecza jaka chce tutaj proponowac jest obrona sekt.

          Ale mowisz mi, ze "rodzina jest osamotniona w walce" i odwolujesz sie do mediow, rzadu,
          politykow... Czy Ty walczysz o swoje dziecko, czy chcesz po prostu zniszczenia sekty?
          Bo jesli walczysz o dziecko, to zaprzeganie do tego mediow, czy rzadu jest troszke na
          wyrost...
          Ja uwazam, ze rzad, polityka powinna sie jak najmniej mieszac w sprawy obywateli. Proby
          "nawracania" na "jedynie sluszna" droge moga byc bardzo niebezpieczne - Prohibicja w USA
          miala zmniejszyc alkoholizm, przyniesc ogolna szczesliwosc, a stworzyla najgrozniejsze
          zorganizowane siatki przestepcze - gangi, mafie.
          Postepujac zgodnie z Twoim tokiem rozumowania nie zdziwilbym sie gdyby zabroniono w
          Wlk. Brytanii wyznawania Katolicyzmu - Przeciez Katolicy to terrorysci, zabijaja bogu ducha
          winnych ludzi, podkladaja bomby...

          I rzecz ktora uwazam za najwazniejsza. Nalezy aktywnie korzystac ze swojego intelektu,
          swojego mozgu. Tu jest pole do popisu! dla rodzicow, dla szkol, kolek religijnych - nauczyc
          mlodego czlowieka myslec, samodzielnie oceniac to co widzi, slyszy, czego doswiadcza.
          Pare postow wyzej "a-r" przedstawil tekst, w ktorym jest przedstawione, ze mozna zabic w
          imie idealow. Wydaje mi sie, ze czlowiek myslacy zastanowi sie choc na chwile nad tym, czy
          rzeczywiscie mozna zabic swych najblizszych (czy kogokolwiek) w imie posluszenstwa
          swojemu mistrzowi. A takich rzeczy uczy nawet chrzescijanstwo! Przeciez Izaak, zlozony
          przez swego ojca w ofierze Bogu, ocalony zostal w ostatniej chwili! I gdyby nie Boska
          interwencja, posluszny ojciec by go po prostu zabil!!!!!!!! Pod tym wzgledem smiem
          twierdzic, ze nie widze roznicy pomiedzy Chrzescijanstwem a Hare Krishna. Jedyne
          rozroznienie, to poswiecenie swych bliskich Bogu (Chrzescijanstwo) lub Mistrzowi
          (Krishna). To troche zbyt malo, aby moglo mnie przekonac co do wyzszosci "Sprawdzonej"
          religii jaka jest Chrzescijanstwo.

          Wydaje mi sie (na podstawie wlasnych doswiadczen), ze osoba myslaca (i/lub czujaca oparcie
          w swojej rodzinie) nie bedzie tak latwo poddawac sie roznego rodzajom "prania mozgu".
          O ile oparcie i akceptacja wsrod najblizszych to glownie rola rodziny, o tyle nauczenie
          myslenia to kwestia szkoly, czy organizacji religijnych. Niestety szkola uczy pamieciowego
          przyswajania wiedzy, bez mozliwosci ferowania wlasnych wyrokow ("Slowacki sie nie
          podoba? - siadaj, dwoja!"), a lekcje religii (na ktore uczeszcza wiekszosc uczniow szkol) to
          juz totalna porazka - nie pozwalaja na jakiekolwiek odstepstwo od doktrynerstwa (czyli tego
          samego co proponuje nam Hare Krishna). Znam przyklad katechety, ktory jawnie twierdzil,
          ze teoria ewolucji Darwina, jako sprzeczna z Biblia jest oczywista bzdura!!!!!!!
          (przypominam, ze Kosciol jako taki nie poddaje Darwinizmu w watpliwosc).

          Rowniez wizytowalem wspomniany osrodek Hare Krishna. Jako pachole lat parunastu (moze
          z 14 lat?). Rowniez bylem czestowany wegetarianskimi potrawami. Mimo to, nie stalem sie
          nigdy wyznawca zadnej sekty. Czym roznie sie ja, ktory nie wpadl w sekciarstwo, od
          Twojego syna, ktory sie w czyms takim pograzyl? Nie sadze, abysmy na podstawowym
          poziomie sie roznili...
          Wiec dlaczego on sie pograzyl, a ktos inny nie?

          Rowniez poszukiwalem "sposobu na zycie". Przeszedlem przez Joge, Buddyzm Zen,
          przesliznalem sie po Buddyzmie jako takim, Taoizm... liznalem Scientologow. Prowadzilem
          dlugie dysputy z Jehowitami (udalo mi sie ich "przegadac"!!).

          Wszystko jest dla ludzi - trzeba tylko umiec z tego korzystac. I tu jest wlasnie wielka rola
          RODZICOW, NAUCZYCIELI, PEDAGOGOW, PRZEDSTAWICIELI RELIGII. Aby
          nauczyli swoje dzieci/podopiecznych korzystac ze wszystkiego tak, aby nie przynosilo im
          szkody. Aby nauczyli zastanawiania sie nad motywami, skutkami oraz przebiegiem procesu
          jakim sa ich wybory, decyzje. Niestety wiekszosc do tej roli nie dorosla....
    • Gość: pytanie Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.icpnet.pl 11.11.01, 17:04
      Ile lat miał syn, jak się zetknął z sektą?
      • dike Pytanie do Lecha 11.11.01, 17:12
        (poprzednio wpisało mi sie pytanie w autora )
        Więc jeszcze raz ponawiam pytanie:
        Ile lat miał syn, gdy po raz pierwszy spotkaliście tę sektę?
        • Gość: Lech Odpowiadam IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 17:57
          dike napisał(a):

          > (poprzednio wpisało mi sie pytanie w autora )
          > Więc jeszcze raz ponawiam pytanie:
          > Ile lat miał syn, gdy po raz pierwszy spotkaliście tę sektę?

          Na początku nie wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z sektą. Zresztą kto z nas
          wtedy o tym słyszał? Werbownicy sekty sprawiali wrażenie inteligentnych i dobrych
          chłopców. To nas zmyliło. Wyglądało to niegroźnie kiedy 16-letni syn zaczął
          interesować się zdrowym żywieniem, a kontakty z ruchem ekologicznym (jako
          działacze turystyczni już wcześniej staraliśmy się synowi zaszczepić
          zainteresowania ochroną przyrody)i wegetarianami, za jakich się podawali, nie
          wzbudzały żadnych podejrzeń. Ich wrogi stosunek do nas zaczął ujawniać się
          dopiero wtedy, kiedy syn zbliżał się już do wieku 18-lat, a my nie chcieliśmy
          być "tolerancyjni" wobec coraz bardziej wynaturzonych wymagań, jakie zaczęła
          wobec niego stawiać sekta. Co dziwne, oni nie mieli najmniejszej ochoty tolerować
          ogólnie przyjętych zasad współżycia w rodzinie, jak choćby obowiązku syna wobec
          domu i nauki w szkole...

          Pozdrawiam

          Lech
      • Gość: Lech Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 17:51
        Gość portalu: pytanie napisał(a):

        > Ile lat miał syn, jak się zetknął z sektą?

        Na początku nie wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z sektą. Zresztą kto z nas
        wtedy o tym słyszał? Werbownicy sekty sprawiali wrażenie inteligentnych i dobrych
        chłopców. To nas zmyliło. Wyglądało to niegroźnie kiedy 16-letni syn zaczął
        interesować się zdrowym żywieniem, a kontakty z ruchem ekologicznym (jako
        działacze turystyczni już wcześniej staraliśmmy się synowi zaszczepić
        zainteresowania ochroną przyrody)i wegetarianami, za jakich się podawali, nie
        wzbudzały żadnych podejrzeń. Ich wrogi stosunek do nas zaczął ujawniać się
        dopiero wtedy, kiedy syn zbliżał się już do wieku 18-lat, a my nie chcieliśmy
        być "tolerancyjni" wobec coraz bardziej wynaturzonych wymagań, jakie zaczęła
        wobec niego stawiać sekta. Co dziwne, oni nie mieli najmniejszej ochoty tolerować
        ogólnie przyjętych zasad współżycia w rodzinie, jak choćby obowiązku syna wobec
        domu i nauki w szkole...

        Pozdrawiam

        Lech
        • dike Re: Sekty niszczą rodziny!!! 11.11.01, 18:00
          Przepraszam, ale ...
          Czy Ty zawsze tak "wyczerpująco" odpowiadasz na proste pytanie?
          Więc po raz pierwszy zetknął się w szkole podstawowej...
          Bo chyba nie od razu zaczął być"wyznawcą"?...
          Pozdrawiam
          • Gość: Czart do rodzicow IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.11.01, 19:53
            Do rodzicow
            Cos mi tu dziwnie pachnie. Bardzo duzo piszecie o sektach, manipulacji, zbyt
            wielkiej tolerancji religijnej itd., a bardzo malo o swoich relacjach z synem,
            ciagle mam wrazenie, ze jest na dalszym planie i to nie tylko w tej dyskusji.
            Czy nie jest tak, ze staracie sie szukac winnego aby usprawiedliwic wlasne
            slabosci i slabosc wlasnego syna.
            • Gość: Lech Re: do rodzicow IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 20:10
              Gość portalu: Czart napisał(a):

              > Do rodzicow
              > Cos mi tu dziwnie pachnie. Bardzo duzo piszecie o sektach, manipulacji, zbyt
              > wielkiej tolerancji religijnej itd., a bardzo malo o swoich relacjach z synem,
              > ciagle mam wrazenie, ze jest na dalszym planie i to nie tylko w tej dyskusji.
              > Czy nie jest tak, ze staracie sie szukac winnego aby usprawiedliwic wlasne
              > slabosci i slabosc wlasnego syna.

              To bardzo charakterystyczny pogląd, często lansowany przez różnej maści
              popleczników sekt i manipulatorów działających na rzecz niedopuszczenia do
              krytyki różnych kultów destrukcyjnych czyli tzw. sekt. Według nich zawsze
              coś "dziwnie pachnie" niewłaściwymi relacjami między rodzicami a dzieckiem, winni
              są zawsze rodzice albo cała rodzina, jej słabości itp., nigdy zaś sekta i
              stosowane przez nią perfidne metody uzależniania młodego człowieka od grupy. Ja
              często spotykam sie z takimi ludźmi, którzy są bardzo "mądrzy", ponieważ ich ten
              problem nie dotknął. Jednak bardzo wątpię, że na moim miejscu by potrafili
              zachować spokój i cierpliwość, utrzymać kontakt z dzieckiem i wydostać je z sekty
              oraz przywrócić poprawne relacje z rodziną i środowiskiem, co nam się jednak
              udało.

              Lech

              • Gość: kwieto Re: do rodzicow IP: *.ipartners.pl 11.11.01, 20:17
                No i cudownie!!!

                Ale od zakazywania sekt (pytanie: jak odroznic "wartosciowa" religie od sekty, skoro (jak
                pisalem wyzej) nawet w Biblii sa sekciarskie stwierdzenia?)
                Kroczek do zakazywania
                Alkoholu
                Papierosow
                Seksu w celach innych niz prokreacja
                Ogladania telewizji
                Czytania "zlych" ksiazek
                Sluchania "zlego" radia
                Zakazywania "wywrotowej" dzialalnosci (wlasciwie pod okreslenie "wywrotowa" mozna
                wstawic wszystko)

                i tak dalej, i tak dalej...

                Czlowiek rozum ma i rozumem (i wyczuciem, uczuciami) sie powinien kierowac. Tak aby
                siebie nie ranic, a i blizniemu niczego zlego nie robic.

                P.S.
                Prosze "Lecha" o ustosunkowanie sie do mojego postu powyzej - tego w ktorym porownuje
                Chrzescijanstwo do sekty...
                • Gość: Lech Re: do rodzicow IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 20:37
                  Gość portalu: kwieto napisał(a):

                  > No i cudownie!!!
                  >
                  > Ale od zakazywania sekt (pytanie: jak odroznic "wartosciowa" religie od sekty,
                  > skoro (jak
                  > pisalem wyzej) nawet w Biblii sa sekciarskie stwierdzenia?)
                  > Kroczek do zakazywania
                  > Alkoholu
                  > Papierosow
                  > Seksu w celach innych niz prokreacja
                  > Ogladania telewizji
                  > Czytania "zlych" ksiazek
                  > Sluchania "zlego" radia
                  > Zakazywania "wywrotowej" dzialalnosci (wlasciwie pod okreslenie "wywrotowa" moz
                  > na
                  > wstawic wszystko)
                  >
                  > i tak dalej, i tak dalej...
                  >
                  > Czlowiek rozum ma i rozumem (i wyczuciem, uczuciami) sie powinien kierowac. Tak
                  > aby
                  > siebie nie ranic, a i blizniemu niczego zlego nie robic.
                  >
                  > P.S.
                  > Prosze "Lecha" o ustosunkowanie sie do mojego postu powyzej - tego w ktorym por
                  > ownuje
                  > Chrzescijanstwo do sekty...

                  Odpowiedź na poruszony tu problem i związane z tym pytania w zasadzie znajdziesz
                  na tym forum, czytając uważnie i analizując (bez uprzedzeń) moje wszystkie posty
                  i odpowiedzi na pytania dyskutantów.
                  Nie zamierzam natomiast wdawać się w dyskusję na tematy teologiczne. Nie ma
                  bowiem sensu spierać się o prawdziwość czy słuszność wierzeń jakiejś religii,
                  powiedzmy chrześcijańskiej. Nie można jednak być obojętnym wobec skutków praktyk
                  stosowanych przez pewne grupy religijne czy parareligijne zwane sektami. A jakich
                  skutków doznał mój syn i w efekcie cała rodzina, to też możesz przeczytać. A mam
                  kontakty z ludźmi, którzy całkowicie stracili swoich bliskich w sektach. Nie
                  tylko na Zachgodzie, ale i w Polsce były już przypadki rytualnych samobójst i
                  zabójstw w sektach. Nam w końcu udało się odzyskać syna, wprawdzie częściowo ze
                  zrujnowanym zdrowiem, ale wraca do normalności i ma się już całkiem dobrze.

                  Pozdrawiam

                  Lech
              • Gość: Czart Re: do rodzicow IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.11.01, 20:35
                Gość portalu: Lech napisał(a):

                > To bardzo charakterystyczny pogląd, często lansowany przez różnej maści
                > popleczników sekt i manipulatorów działających na rzecz niedopuszczenia do
                > krytyki różnych kultów destrukcyjnych czyli tzw. sekt. Według nich zawsze
                > coś "dziwnie pachnie" niewłaściwymi relacjami między rodzicami a dzieckiem, win
                > ni
                > są zawsze rodzice albo cała rodzina, jej słabości itp., nigdy zaś sekta i
                > stosowane przez nią perfidne metody uzależniania młodego człowieka od grupy. Ja
                >
                > często spotykam sie z takimi ludźmi, którzy są bardzo "mądrzy", ponieważ ich te
                > n
                > problem nie dotknął. Jednak bardzo wątpię, że na moim miejscu by potrafili
                > zachować spokój i cierpliwość, utrzymać kontakt z dzieckiem i wydostać je z sek
                > ty
                > oraz przywrócić poprawne relacje z rodziną i środowiskiem, co nam się jednak
                > udało.
                >
                > Lech
                >

                Panie Lechu czego Pan sie ostatnio naczytal? Mam wrazenie ze cytuje Pan
                jakas "dziwna" ksiazke lub jest pan "automatem".
                Moze Pan sie wreszcie zastanowi, nad tym dlaczego ja i Kwieto i wielu innych a
                znam takich - nie wpadlismy w szpony tej okrutnej sekty choc mielismy kontakt w
                mlodosci.
                • Gość: Lech Re: do rodzicow IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 20:59
                  Gość portalu: Czart napisał(a):

                  > Gość portalu: Lech napisał(a):
                  >
                  > > To bardzo charakterystyczny pogląd, często lansowany przez różnej maści
                  > > popleczników sekt i manipulatorów działających na rzecz niedopuszczenia do
                  >
                  > > krytyki różnych kultów destrukcyjnych czyli tzw. sekt. Według nich zawsze
                  > > coś "dziwnie pachnie" niewłaściwymi relacjami między rodzicami a dzieckiem
                  > , win
                  > > ni
                  > > są zawsze rodzice albo cała rodzina, jej słabości itp., nigdy zaś sekta i
                  > > stosowane przez nią perfidne metody uzależniania młodego człowieka od grup
                  > y. Ja
                  > >
                  > > często spotykam sie z takimi ludźmi, którzy są bardzo "mądrzy", ponieważ i
                  > ch te
                  > > n
                  > > problem nie dotknął. Jednak bardzo wątpię, że na moim miejscu by potrafili
                  >
                  > > zachować spokój i cierpliwość, utrzymać kontakt z dzieckiem i wydostać je
                  > z sek
                  > > ty
                  > > oraz przywrócić poprawne relacje z rodziną i środowiskiem, co nam się jedn
                  > ak
                  > > udało.
                  > >
                  > > Lech
                  > >
                  >
                  > Panie Lechu czego Pan sie ostatnio naczytal? Mam wrazenie ze cytuje Pan
                  > jakas "dziwna" ksiazke lub jest pan "automatem".
                  > Moze Pan sie wreszcie zastanowi, nad tym dlaczego ja i Kwieto i wielu innych a
                  > znam takich - nie wpadlismy w szpony tej okrutnej sekty choc mielismy kontakt w
                  >
                  > mlodosci.

                  A czy każdy, kto pójdzie niebezpieczną i oblodzoną drogą w czasie złej pogody w
                  górach zsuwa sie w przepaść. Czy każdemu, kto przechodzi ulicą, spadne dachówka
                  na głowę. Po prostu Wam się udało. Czy można obwiniać dziecko, że wpadło w sidła
                  sekty i dało się nabrać na pozytywne (z pozoru) hasła. Przecież nawet Owsiak daje
                  się naciągać i angażuje Krysznowców na swój festiwal "Woddstock" do Żar robiąc im
                  doskonała reklamę. Tam oni nie pokazują swojego prawdziwego oblicza. Prawdziwe
                  oblicze sekty znają jej ofiary, z którymi mam kontakty. Przy czasie zamieszczę
                  na tym portalu fragmenty niektórych listów i pism ze skargami i prośbami o pomoc
                  jakąkolwiek, słanych do różnych instytucji przez zbolałe rodziny.

                  Pozdrawiam

                  Lech
                  • Gość: Czart Re: do rodzicow IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.11.01, 21:14
                    Dzis musze juz konczyc, ale jutro jak czas pozwoli - pewnie cos jeszcze dorzuce.
                    Pozdrawiam.
                  • Gość: Lech Relacja ofiary sekty (1) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 21:23
                    Rodzinę założyłem mając 25 lat. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 6 lat.
                    Żona urodziła dwoje dzieci, nie pracowała zawodowo.

                    Sytuacja zmieniła się, kiedy to żona poznała nowych "przyjaciół", którzy
                    preferowali zdrowy styl życia. Wegetarianizm, pokojowa postawa wobec życia
                    teoretycznie była pozytywna. Nie znając wewnętrznych zasad uważałem ich za
                    niegroźnych dziwaków. Pod wpływem tych ludzi żona zmieniła się nie do poznania.
                    Początkowo myślałem, że jest to w wyniku kryzysu małżeńskiego, szukałem winy w
                    sobie.

                    W domu pojawiali się "siostry i bracia duchowi" z sekty "Hare Kryszna". Żona
                    zachowywała się jak nawiedzona. W smrodzie kadzideł od godz. 4:00 uprawiała
                    swoje praktyki. Odsunęła się od bliskich, rodziny, przestała być żoną, matką -
                    zaniedbywała dzieci. Nazywała nas ludźmi III kategorii czyli "demonami"
                    i "karmitami" Dzieciom zabraniała jeść mięso mówiąc, że to trupy. Nie wolno
                    było jadać również ryb, jajek, czosnku, cebuli... Wprowadzała dziwne posty i
                    głodówki. Dzieci bardzo źle znosiły tę zmianę. Były osłabione i wystraszone.
                    Przeciążone obowiązkami sekciarskimi niechętnie uczyły się, z ledwością
                    przechodziły do następnej klasy. Wiele razy zamiast chodzić do szkoły
                    wyjeżdżały z żoną w góry do farmy i miejsca kultu. Praktyki, w których
                    uczestniczyły dzieci (bez mojej zgody!), doprowadziły do kłopotów zdrowotnych.
                    Syn cofał się w rozwoju. Córka czyniła próby odebrania sobie życia. Żona, nie
                    bacząc na problemy, realizowała program sekty - "udoskonalała się". Żyła i
                    pracowała dla sekty.

                    Żona emocjonalnie dla nas nie istniała, byliśmy dla niej przeszkodą
                    w "samorealizacji", mówiła o nas "słupy soli". Potrafiła zostawić dzieci bez
                    opieki i wyjechać w góry na farmę w celu "oczyszczania się". Okradała nas,
                    popadała w długi aby mieć pieniądze dla sekty. Twierdziła, że dla Kryszny
                    należy się wyzbyć dóbr materialnych. Musiałem sprzedać samochód by spłacić jej
                    długi.

                    Ażeby pojąć i zrozumieć ten problem zacząłem uczestniczyć w spotkaniach sekty.
                    Dobrze poznałem zasady i formy ich działania. Co innego głoszą oficjalnie, a co
                    innego dzieje się wewnątrz grupy. Działają w wyrafinowany sposób. Mają dobrych
                    psychologów i prawników na własny użytek. Umieją manipulować nie tylko
                    młodzieżą, ale i dojrzałymi ludźmi. Ośmieszają (wulgarnie) wszystkie autorytety
                    (władze, szkołę, Kościół itp.). Jedynym celem liderów sekty jest całkowite
                    podporządkowanie mojej żony (w zamiarze całej rodziny) sobie i materialny zysk.

                    O patologii sekty "Hare Kryszna", ich wewnętrznym życiu, które poznałem z
                    autopsji powiadomiłem policję, prokuraturę. Według naszych władz nie miałem
                    wystarczających dowodów na przestępstwa sekty, a za zniszczenie psychiki
                    ludzkiej paragrafu jeszcze nie wymyślono.

                    Po 7 latach pobytu mojej żony w sekcie mam zrujnowane życie. Działalność sekty
                    uważam za przestępczą. Jesteśmy rodziną rozbitą, skrzywdzoną moralnie i
                    okradzioną z dóbr materialnych - bez perspektyw na lepszą przyszłość. Stawiam
                    sobie pytanie: Czy moje dzieci mają szansę zasilić normalne społeczeństwo?
                    Jestem w swoim kraju i powinienem mieć zagwarantowane środki prawne aby bronić
                    rodzinę przed patologią jaką jest sekta.

                    Istnieje pilna potrzeba zmiany zbyt liberalnego prawa w stosunku do sekt, które
                    powinno przeciwdziałać zjawiskom patologicznym jak:

                    a.. społecznej i zawodowej dezintegracji osób ulegających wpływom sekty, w
                    tym rozbijaniu rodzin,
                    b.. werbowaniu nieletnich do sekty i przymuszaniu ich do praktyk kultowych
                    szkodzących zdrowiu fizycznemu i psychicznemu,
                    c.. odciąganiu dzieci i młodzieży od nauki,
                    d.. wyłudzaniu pieniędzy, zwłaszcza od nieletnich i młodzieży,
                    e.. przymuszaniu członków sekty do darmowej pracy i pozbawianiu ich
                    zabezpieczenia socjalnego.
                    Ponadto należy uruchomić środki prawne umożliwiające:

                    a.. wprowadzenie obowiązku rozliczania się sekty z działalności finansowej w
                    celu przeciwdziałania nielegalnemu handlowi, przestępstwom podatkowym i innym
                    nadużyciom,
                    b.. sprawdzanie członków sekty co do ich faktycznego źródła utrzymania,
                    zabezpieczenia emerytalnego, świadczeń socjalnych w zakresie ochrony zdrowia
                    itp., oraz wymuszenie stosownych uregulowań zapewniających tym osobom należne
                    świadczenia,
                    c.. prowadzenie badań odnośnie wpływu na ludzką psychikę środków,
                    prawdopodobnie halucynogennych, które używają w przesadnie nadmiernych
                    ilościach (kadzidełka, nieznane przyprawy, wielogodzinne powtarzanie tych
                    samych słów), szkodliwości stosowanej diety itp.
                    Sławomir W.
                  • Gość: Lech Relacja ofiar sekty (2) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 21:25
                    (świadectwo ojca, którego syn trafił do odłamu Hare Kryszna znanego pod nazwą:
                    Instytut wiedzy o tożsamości "Misja Czatanii")

                    Czy wierzę, że mój syn wróci kiedyś do normalnego życia? Muszę wierzyć,
                    przecież to moje dziecko... A czy tak rzeczywiście się stanie? Prawie dwa lata
                    pobytu w szpitalu psychiatrycznym niewiele mu pomogły. Pragnienie powrotu do
                    sekty wciąż w nim tkwi. Jak długo jeszcze? Nikt nie wie...

                    Robert był normalnym młodym człowiekiem. Jak każdy bez mała osiemnastoletni
                    chłopak buntował się przeciw władzy rodzicielskiej. Czuł się bardzo dorosły i
                    tak chciał być traktowany. Nic nie wskazywało na to, że będzie inny niż wszyscy
                    jego rówieśnicy, że nagle jego życie zostanie podporządkowane tylko jednemu
                    celowi - służeniu sekcie. I że od sekty zostanie całkowicie uzależniony, odda
                    jej całego siebie...

                    Wszystko zaczęło się w lutym 1992 r. Syn był wtedy w klasie maturalnej. Nagle
                    zaczął znikać z domu, zaniedbywać naukę. Przestał jadać mięso, choć do tej pory
                    schabowe były jego ulubionym daniem. W domu zaczęła się pojawiać dziwna
                    literatura, syn przestał oglądać telewizję, słuchać radia. Nie chciał już
                    chodzić do kościoła. Na moje pytania - co się z nim dzieje - odpowiadał
                    półsłówkami. Dopiero później dowiedziałem się, że syn bierze regularnie udział
                    we wszystkich spotkaniach (nawet wyjazdowych) Instytutu... Mimo tej negującej
                    postawy do otaczającej rzeczywistości Robert zdał maturę i dostał się na
                    studia. Widać było jednak, że nauka w ogóle go nie interesuje. Myślami był
                    gdzie indziej. Już nie krył się z tym, że chce żyć inaczej. Zaczął opuszczać
                    zajęcia odrzucił wszystkie książki i czasopisma. "Studia są niepotrzebne
                    człowiekowi w jego drodze do szczęścia." - powiedział mi kiedyś. Nie
                    wiedziałem, co się z nim dzieje. Sekty? A kto o nich wtedy słyszał?

                    Z dnia na dzień Robert się zmieniał. Wstawał o 4 rano, przez godzinę mantrował
                    i medytował. Sam przygotowywał sobie posiłki i znikał na cały dzień. Na uczelni
                    pojawiał się już sporadycznie, dziś wiem, że przez cały czas służył sekcie.
                    Jeśli trzeba było, pracował dla niej, jeśli tego od niego żądano - nauczał...
                    Wracał do domu wieczorem i znowu mantrował i medytował...

                    Z czasem jego praktyki stały się jeszcze bardziej ortodoksyjne. W szafce
                    urządził ołtarz ku czci Boga i guru, zażądał oddzielnych naczyń do gotowania.
                    Te, których my używaliśmy, były w jego mniemaniu "skażone". Krytykował wszystko
                    i wszystkich, uporczywie powtarzał, że nigdy nie osiągniemy wiecznej
                    szczęśliwości, że żyjemy źle. My, jego rodzice, nagle staliśmy się "wcieleniami
                    diabła". Wszelkie próby krytyki z naszej strony spotykały się z natychmiastową
                    reakcją - syn zakrywał uszy, uciekał do swojego pokoju. Jemu tych "bluźnierstw"
                    nawet nie wolno było słuchać. Uczestniczył we wszystkich połączonych z modłami
                    zebraniach Instytutu, w domu słuchał bez końca z taśm magnetofonowych wykładów
                    guru i jego przedstawicieli, śpiewanych mantr. To samo oglądał na wideo.
                    Zażądał, by w domu zawsze były produkty niezbędne do przyrządzania jego
                    posiłków - orzechy, kiełki, soje i rodzynki - i to w ilościach wystarczających
                    na wykarmienie co najmniej kilku osób. Wynosił później tę żywność na spotkania
                    w sekcie. Nagle, i to bardzo stanowczo, zaczął domagać się pieniędzy. Pytał, co
                    w tym domu jest jego, co mu się należy. Mówił, że chce to natychmiast dostać...
                    Poza tym kategorycznie stwierdził, że obowiązek utrzymywania go należy do
                    rodziców. Ci jednak nie powinni wtrącać się do jego spraw. Jest dorosły i ma
                    prawo o sobie decydować. We wszystkim...

                    Nie bardzo wiedziałem, co mam robić. Zdawałem sobie sprawę z tego, że z moim
                    synem dzieje się coś bardzo niedobrego, że ktoś nim steruje. Nie wiedziałem
                    tylko, jak mam to zmienić, do niego nic już nie docierało... Nawet w sprawach
                    prostych i drobnych nie potrafił samodzielnie podjąć decyzji. Mówił, że musi
                    się skonsultować. Na pytanie z kim, odpowiadał, że z "prawdziwymi"
                    przyjaciółmi. Pewnego dnia zabrałem więc wszystkie jego rzeczy związane z sektą
                    i zamknąłem w drugim pokoju. Syn oszalał, włamał się do tego pomieszczenia,
                    zabrał swoje rzeczy i wyprowadził się z domu na stancję prowadzoną przez sektę.
                    Zaczął pracować w drukarni po to tylko, by móc opłacić swój pobyt i mieć
                    pieniądze na nowe publikacje Instytutu. Nie wiedziałem, co mam robić, zupełnie
                    straciłem z nim kontakt. Jedyną osobą, którą czasem tolerował, była moja
                    kuzynka. To ona "biegała" do Instytutu, zadawała tam dociekliwe pytania. To ona
                    nie chciała ustąpić, mimo że nieraz potraktowano ją jak intruza. To one
                    sprawiła, że Robert stał się wkrótce dla sekty niewygodny. Z prostej przyczyny -
                    ktoś o niego walczył. Zębami i pazurami. Jemu wydawało się, że osiągnął wyższy
                    stopień wtajemniczenia i jako takiemu należy się szacunek.

                    Mniej więcej na początku 1995 r. Robertowi ograniczono prawo przychodzenia na
                    spotkania w Instytucie. Do dwóch razy tygodniowo. "Pozwolono" mu też wrócić do
                    domu. Syn oszalał. Kompletnie się od nas odizolował. Przez cały dzień leżał w
                    swoim pokoju, mantrował, medytował. Nie mógł zebrać myśli. Do dziś mamy jeszcze
                    w domu olbrzymią ilość jego notatek, nieskładnych, pozbawionych sensu. Wpadał
                    nagle do pokoju, czegoś od nas żądał, ale nie potrafił skonkretyzować czego. W
                    nocy budził sąsiadów, chciał dzwonić po policję. Twierdził, że nie chcemy mu
                    dać tego, czego on potrzebuje. Widać było wyraźnie, że z jego psychiką jest
                    bardzo źle... Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Robert przestał sypiać,
                    odmawiał przyjęcia pożywienia, przestał się myć. Przez cały czas twierdził, że
                    czeka na śmierć, utracił przecież kontakt z Bogiem i guru. Przez cały czas był
                    w stanie panicznego lęku, zastanawiał się, co z nim będzie po śmierci, skoro
                    ciążą na nim tak okropne winy. W akcie rozpaczy zgodził się na badania
                    psychiatryczne - w grudniu 1995 r. Został skierowany na obserwację w Klinice
                    Psychiatrycznej AM. Uciekł stamtąd, ale został zatrzymany. Po otrzymaniu listu
                    z Instytutu nakazującego mu leczenie zgodził się pozostać w szpitalu. Przebywa
                    tam z przerwami po dziś dzień.

                    Jerzy O.
                  • Gość: Lech Relacja ze skargi na sektę (3) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 21:27
                    (ze skargi do Administracji Budynków Komunalnych)

                    My, lokatorzy, nie zgadzamy się na użytkowanie mieszkania prywatnego nr 8 przez
                    sektę "Hare Kryszna" (jest to ich centrum, tzw. ISKCON).

                    Funkcjonują oni bez przestrzegania podstawowych zasad współżycia w
                    społeczeństwie, są dla nas uciążliwi, zakłócają ład, porządek i spokój.

                    W ww. mieszkaniu mieszka ok. 10 osób (w ciągu dnia więcej:

                    a.. zajmują lokal bez meldunku,
                    b.. zakłócają spokój już od godz. 4 nad ranem (kłamią mówiąc, że są
                    studentami),
                    c.. prowadzą stołówkę (prawdopodobnie bez zezwolenia), co powoduje, że
                    zapachy wydobywające się z mieszkania są nie do wytrzymania,
                    d.. na niedzielne spotkania sekty werbowane jest niepełnoletnia młodzież.
                    Matki, które odnalazły swoje dzieci pod ww. adresem są okłamywane i nie są
                    wpuszczane do środka.
                    Prosimy o zainteresowanie się tą sprawą i pozbawienie nas problemów z tym
                    związanych.

                    Z poważaniem

                    Lokatorzy (podpisy 11 osób)
                  • Gość: Lech Relacja (4) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 21:30
                    Z listu z prośbą o pomo (fragmenty)

                    Od kiedy umarła moja Mama, przejęłam opiekę nad swoją młodszą siostrą. Teraz
                    ona ma już dwadzieścia lat i jest dorosła, ale nadal czuję się za nią
                    odpowiedzialna.

                    Kilka miesięcy temu siostra zetknęła się z ruchem Hare Kryszna. Od tego czasu
                    zupełnie nie potrafię się z nią porozumieć. Na początku myślałam, że to tylko
                    niewinna fascynacja inną kulturą, ale ona angażuje się w tą filozofię coraz
                    bardziej. Przestała jeść mięso, odurza się jakimiś kadzidłami, dziwacznie się
                    ubiera, na całe tygodnie znika z domu i mieszka w jakiejś komunie, przestała
                    chodzić do szkoły.

                    Próbuję z nią rozmawiać, mówię, że marnuje sobie życie, ale ona w ogóle mnie
                    nie słucha... (...)

                    Agata M.
                  • Gość: Lech Relacja (5) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 21:31
                    Zasady obowiązujące wewnątrz grupy kultowej o nazwie Międzynarodowe Towarzystwo
                    Świadomości Kryszny poznałam poprzez moją córkę, która przez kilka lat była
                    członkinią sekty. Zwerbował ją jeden z przywódców, którego poznała w czasie
                    studiów i którego później została żoną.

                    Początek jej kontaktów z grupą to pełen zachwyt osobami, które ją otaczały oraz
                    ideami, które głosiły. Pod ich wpływem zmieniła całkowicie swój tryb życia.
                    Stopniowo wciągnęli ją w swoje praktyki kultowe polegające na stosowaniu
                    ścisłej diety religijnej, zwanej przez nich "wegetarianizmem" i wielogodzinnych
                    medytacji. Pierwszy powodował szkodliwe dla zdrowia wycieńczenie organizmu,
                    mantra zaś, odmawiana dla "oczyszczenia ze złej karmy", zaczynająca się o godz.
                    3 w nocy wśród dymu palonych kadzideł i specyficznej muzyki, powodowała
                    otępienie mózgu. Bezwzględnie zakazano jej przyjaźnić się z ludźmi nie
                    należącymi do sekty, zmuszana była do studiowania literatury obowiązującej w
                    sekcie i zabraniano jej czytania innych książek i prasy, oglądać telewizję itp.
                    musiała wykonywać wszelkie zakazy i nakazy. Zmieniła sposób wyrażania myśli i
                    uczuć; jej język stawał się coraz mniej zrozumiały, pełen obcych słów i zwrotów.

                    Pod wpływem owej "religii" zerwała więzi uczuciowe z rodziną, kontakty ze
                    środowiskiem i wszystkim co nazywali "światem karmitów i demonów", porzuciła
                    studia, wyrzekła się własnej tradycji religijnej, nastąpiła całkowita zmiana
                    osobowości i trybu życia.

                    Każde najmniejsze uchybienie względem nowej "religii" było karane przez męża
                    głodem, dodatkowymi "modłami", poniżaniem godności człowieka. W czasie ciąży
                    musiała spać na podłodze jako "nieczysta". Za sprzeciw była bita, pozbawiana
                    swobody wychodzenia z domu, zamykana na klucz. Po urodzeniu dziecka z guru -
                    mężem nie tworzyli normalnej rodziny. Mąż nie dawał jej pieniędzy na
                    utrzymanie, bo pracował "dla Kryszny" i wmawiał jej, że intensywne modły mają
                    zaaranżować spełnienie wszelkich potrzeb. Jako "guru" rodziny "oczyszczał ją ze
                    złej karmy" i dóbr materialnych, oddając swoim "braciom duchowym" pieniądze
                    (które córka otrzymywała od nas na utrzymanie jej i dziecka), kosztowności
                    (bransoletka, pierścionki, naszyjnik, łańcuszki) itp. W czasie karmienia
                    dziecka musiała iść do kąta i odwrócić się, aby "nie obrażać bóstw".

                    Mąż nie meldował się, a w celu uniknięcia odpowiedzialności przed prawem
                    posługiwał się wyłącznie zmienionym, trudnym do zapamiętania imieniem. W
                    piwnicy był magazyn, gdzie znajdowały się przedmioty, którymi wyznawcy -
                    darmowi akwizytorzy handlowali bez zezwolenia na ulicy i po domach jak: żywność
                    i przyprawy niewiadomego pochodzenia, płyty, kasety, kadzidełka, zioła itp. Mąż
                    zabrał córce bezprawnie dowód osobisty i paszport, dowód rejestracyjny
                    samochodu, prawo jazdy. Wynosił sprzęty wyposażenia mieszkania jak telewizor,
                    magnetowid, radio, sztućce itp. Mieszkanie córki było zarazem ośrodkiem i
                    świątynią sekty, gdzie w oparach kadzideł odbywały się obrzędy wyznawców (w tym
                    osób nieletnich). Tam też mieszkali nielegalni akwizytorzy. Córce nie wolno
                    było wchodzić do jednego z pokoi - dużego, który był przeznaczony do
                    specjalnych celów kultowych. Córka nie mogła korzystać ze służby medycznej
                    (dotyczyło to również dziecka), a należało intensywnie się modlić (choroba - to
                    kara za przewinienia).

                    Życie duchowe w sekcie sprowadzało się do mantrowania i intensywnych praktyk
                    kultowych dla osiągnięcia odmiennych stanów świadomości czyli "najwyższej
                    boskiej miłosnej ekstazy". W celu jeszcze większego uzależnienia od kultu córkę
                    wywożono do świątyni we Wrocławiu i farmy w Czarnowie, gdzie odbywała posty i
                    głodówki. Wycieńczona i będąca w stanie ograniczonej świadomości podpisała w
                    Kamiennej Górze uprzednio sporządzony akt notarialny, w którym zrzekła się
                    samochodu i odpisała połowę mieszkania własnościowego na potrzeby sekty.
                    Głównym celem sekty było całkowite podporządkowanie mojej córki sobie i
                    materialny zysk.

                    Kiedy udało się nam wydostać córkę z ruchu Kryszny była ciągle zastraszana,
                    śledzona, szantażowana (telefony o każdej porze doby) groźbami porwania
                    dziecka, pozbawienia życia za pomocą hipnozy, okaleczenia itp.

                    Aby powrócić do normalnego życia i funkcjonowania w społeczeństwie, córka
                    musiała przechodzić mozolną terapię. Była osobą znerwicowaną, psychicznie
                    rozbitą i nieporadną. Urzędy państwowe nie udzieliły nam żadnej pomocy, a ich
                    pracownicy zupełnie nie rozumieli sytuacji. Dramat nasz był konsekwencją braku
                    elementarnych informacji o zagrożeniach dla rodziny i jednostki ze strony
                    kultów pseudoreligijnych.

                    Oprócz osobistej tragedii znane mi są liczne przykłady destrukcyjnego
                    oddziaływania kultu Hare Kryszna jak:

                    a.. posługiwanie się kłamstwem i oszustwem w celu pozyskania nowych członków,
                    zwłaszcza nieletnich,
                    b.. rozbite małżeństwa, gdzie ofiarami są również dzieci,
                    c.. okradanie rodzin z dóbr materialnych i przekazywanie ich sekcie,
                    d.. przeciążone praktykami kultowymi dziecko czyniło próbę targnięcia się na
                    swe życie (zgłaszał mi ojciec dziecka),
                    e.. odciąganie młodzieży od rodzin i nauki,
                    f.. wykorzystywanie nieletnich do darmowej pracy w nielegalnym handlu
                    ulicznym,
                    g.. przetrzymywanie lub ukrywanie nieletnich w "świątyni" - wbrew woli ich
                    rodziców.
                    Jadwiga R.
                    • Gość: kwieto Ale jaki cel maja te relacje? IP: *.ipartners.pl 11.11.01, 23:01
                      Gość portalu: Lech napisał(a):


                      > (...) Początek jej kontaktów z grupą to pełen zachwyt osobami, które ją otaczały oraz
                      > ideami, które głosiły. Pod ich wpływem zmieniła całkowicie swój tryb życia.
                      > Stopniowo wciągnęli ją w swoje praktyki kultowe polegające na stosowaniu
                      > ścisłej diety religijnej, zwanej przez nich "wegetarianizmem" i wielogodzinnych
                      > medytacji. Pierwszy powodował szkodliwe dla zdrowia wycieńczenie organizmu,
                      > mantra zaś, odmawiana dla "oczyszczenia ze złej karmy", zaczynająca się o godz.
                      > 3 w nocy wśród dymu palonych kadzideł i specyficznej muzyki, powodowała
                      > otępienie mózgu. Bezwzględnie zakazano jej przyjaźnić się z ludźmi nie
                      > należącymi do sekty, zmuszana była do studiowania literatury obowiązującej w
                      > sekcie i zabraniano jej czytania innych książek i prasy, oglądać telewizję itp.
                      > musiała wykonywać wszelkie zakazy i nakazy. Zmieniła sposób wyrażania myśli i
                      > uczuć; jej język stawał się coraz mniej zrozumiały, pełen obcych słów i zwrotów
                      > Pod wpływem owej "religii" zerwała więzi uczuciowe z rodziną, kontakty ze
                      > środowiskiem i wszystkim co nazywali "światem karmitów i demonów", porzuciła
                      > studia, wyrzekła się własnej tradycji religijnej, nastąpiła całkowita zmiana
                      > osobowości i trybu życia.

                      No i tu mamy streszczenie tego, co sie dzieje z ludzmi. Ja chce powiedziec tylko - czlowiek
                      myslacy, analizujacy swoje postepowanie jest w stanie zauwazyc to, ze oddala sie od swoich
                      bliskich, ze jego organizm staje sie coraz bardziej wycienczony, ze jego zdolnosc do uczenia sie,
                      myslenia sie ogranicza, ze calkowicie zmienia sie w niepozadanym kierunku.

                      Nie traktuje sie jako "szczesciarza" z powodu unikniecia sekciarstwa - po prostu widzac co
                      dzieje sie z ludzmi ktorzy tam "wpadaja" wyrobilem sobie zdanie wystarczajace.

                      Moze dlatego, ze zbyt cenie sobie swoj mozg oraz niezaleznosc myslenia, aby poddac sie slepo
                      nakazom i zakazom sekty?
                      Ale co w takim razie kieruje adeptami sekt, ze chca aby decydowano za nich, manipulowano
                      nimi, ze uwazaja, ze sposob na zycie mozna od kogos "dostac" pod postacia prostych regulek
                      do zapamietania?
                      To tutaj lezy problem.

                      A nie w zakazie czy tepieniu sekt. Bo sekty beda sie pojawiac zawsze dopoki beda chetni do
                      zasilenia ich szeregow. I nie problem jest niszczyc podaz, pytanie jak ograniczyc popyt?

                      Inaczej - wielu ludziom nie podoba sie muzyka DiscoPolo. Ale poki znajda sie ludzie ktorzy
                      chca tego sluchac, poty beda powstawaly nowe utwory tego gatunku. I zakaz grania
                      DiscoPolo naprawde niczego nie zmieni.

                      A przerazanie tym co potrafia zrobic sekty z ludzmi - wszyscy to wiemy, wiec jaki jest cel tych
                      wszystkich postow?

                      Tak samo jest z sektami.
                      • Gość: Lech Re: Ale jaki cel maja te relacje? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 07:37
                        Gość portalu: kwieto napisał(a):

                        >
                        > A przerazanie tym co potrafia zrobic sekty z ludzmi - wszyscy to wiemy, wiec ja
                        > ki jest cel tych
                        > wszystkich postow?
                        >
                        Nie wszyscy o tym wiedzą, zwłaszcza że sekty występują pod zakamuflowanymi czy
                        parawanowymi organizacjami realizującymi (z pozoru) szlachetne cele, np. akcje
                        charytatywne, które obliczone są jedynie na zrobienie dobrego wrażenia i
                        przyciągnięcie potencjalnych adeptów i sympatyków.

                        Celem tych postów jest ostrzeganie i uświadamianie czytelników forum i
                        dyskutantów w jaki sposób werbuje i działa sekta, jak początkowo ukrywa swoje
                        prawdziwe oblicze i jakie mogą być skutki angażowania się wynaturzone praktyki
                        kultowe.

                        To bardzo ważne, ponieważ sekty zainteresowanym na ogół nic o tym nie mówią.
                        Każdy ma prawo wyboru grupy, do której chce przynależeć. Ma prawo jednak
                        wiedzieć, jaka jest jej prawdziwa przeszłość, jakie są jej prawdziwe wierzenia i
                        jakich metod używa werbując swoich członków. Przecież mało kto związałby się z
                        grupą, o której by wiedział, że pod pozorem troski o np. rozwój duchowy swoich
                        członków, wykorzysta ich fizycznie, psychicznie i finansowo i uzałeżni od grupy.
                        Dlatego dużym nieporozumieniem jest przypisywanie aktu w pełni świadomego i
                        wolnego wyboru osobom, które znalazły się w sekcie na skutek psychicznej
                        manipulacji.

                        • Gość: Czart Re: Ale jaki cel maja te relacje? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.11.01, 13:44
                          Gość portalu: Lech napisał(a):

                          > Celem tych postów jest ostrzeganie i uświadamianie czytelników forum i
                          > dyskutantów w jaki sposób werbuje i działa sekta, jak początkowo ukrywa swoje
                          > prawdziwe oblicze i jakie mogą być skutki angażowania się wynaturzone praktyki
                          > kultowe.
                          >
                          > To bardzo ważne, ponieważ sekty zainteresowanym na ogół nic o tym nie mówią.
                          > Każdy ma prawo wyboru grupy, do której chce przynależeć. Ma prawo jednak
                          > wiedzieć, jaka jest jej prawdziwa przeszłość, jakie są jej prawdziwe wierzenia
                          > i
                          > jakich metod używa werbując swoich członków. Przecież mało kto związałby się z
                          > grupą, o której by wiedział, że pod pozorem troski o np. rozwój duchowy swoich
                          > członków, wykorzysta ich fizycznie, psychicznie i finansowo i uzałeżni od grupy
                          > .
                          > Dlatego dużym nieporozumieniem jest przypisywanie aktu w pełni świadomego i
                          > wolnego wyboru osobom, które znalazły się w sekcie na skutek psychicznej
                          > manipulacji.
                          >

                          Nikt nie neguje prawa dostepu do informacji, ale tez wiadomo ze latwo nami
                          manipulowac, a media i tzw. autorytety potrafia robic to swietnie. Kilka lat temu
                          ogladalem w tele. WOT bardzo tendencyjny program o sektach, w ktorym
                          uczestniczyli sami ksieza i osoby zwiazane z ruchem chrzescijanskim pomagajacym
                          ofiara sekt. Takich glupot na temat Buddyzmu, jakie tam uslyszalem nie warto
                          powtarzac. Wnioski po programie nasuwaly sie takie, ze jedyna sluszna i
                          bezpieczna droga jest chrzescijanstwo, a reszte najlepiej zdelegalizowac...
                          Nawet Papiez w jednej ze swoich ksiazek pisal rzeczy nieprawdziwe o Buddyzie,
                          widac bylo w tym nieznajomosc tematu, mial za to przeprosic ale czy to zrobil,
                          nie wiem.
                          Relacje rodzicow tez nie sa dla mnie pewne - doskonale wiem, ze rodzice czesto
                          szukaja winnego bo sami sa winni...
                          Rozwiazan trzeba szukac gdzie indziej, nauka samodzielnego myslenia to dobry
                          pomysl - bo jesli ktos jest glupi i nieuwazny, to i tak jego los bedzie marny.

                    • a-r Zaczynam dostrzegać ogromną przepaść.... 13.11.01, 10:17
                      Dzięki wam za te świadectwa. Zaczynam dostrzegać ogromną przepaść pomiędzy
                      przepełnionym dobrymi chęciami wegeterianizmem a tym czymś, co proponują
                      niektóre sekty.

                      Pozdrawiam
          • Gość: Lech Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 20:17
            dike napisał(a):

            > Przepraszam, ale ...
            > Czy Ty zawsze tak "wyczerpująco" odpowiadasz na proste pytanie?
            > Więc po raz pierwszy zetknął się w szkole podstawowej...
            > Bo chyba nie od razu zaczął być"wyznawcą"?...
            > Pozdrawiam

            Zawsze tak "uważnie" czytasz. Wyraźnie napisałem (w dwóch postach), że kiedy
            zetknął się z werbownikami sekty miał ukończone 16 lat. Jeśli nie mi wierzysz, że
            w tym wieku dzieci chodzą już do szkoły średniej (np. liceum), to zapytaj
            sąsiadów albo znajomych mających dzieci w tym wieku.

            Pozdrawiam

            • Gość: dike Re: Sekty niszczą rodziny!!!-do Lecha IP: *.icpnet.pl 11.11.01, 21:34
              Ja tez, tak jak Czart, mam dziwne odczucie, że w tym wszystkim nie chodzi Ci
              wcale o syna...I że próbujesz się jakoś ...usprawidliwić?
              Zazwyczaj tak jest, że sukcesami człowiek nie chce się dzielić z innymi,
              natomiast porażkami najchętniej innych by obarczył ...
              Napiszę coś jutro, bo muszę zwolnić komputer.
              PS.
              Czytam uważnie. Wiem ile lat się ma w podstawówce. wydawało mi się tylko, że
              nie od razu wpadł w to wszystko. I wyliczyłam, że skoro został "wyznawcą" w
              wieku 16 lat, to spotkanie mogło nastąpić w wieku lat 14-15.
              Sama mam syna 17 latka. Dlatego to mnie interesuje.
              Pozdrawiam
              • Gość: Lech Re: Sekty niszczą rodziny!!!-do Dike IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 21:57
                Gość portalu: dike napisał(a):

                > Ja tez, tak jak Czart, mam dziwne odczucie, że w tym wszystkim nie chodzi Ci
                > wcale o syna...I że próbujesz się jakoś ...usprawidliwić?
                > Zazwyczaj tak jest, że sukcesami człowiek nie chce się dzielić z innymi,
                > natomiast porażkami najchętniej innych by obarczył ...
                > Napiszę coś jutro, bo muszę zwolnić komputer.
                > PS.
                > Czytam uważnie. Wiem ile lat się ma w podstawówce. wydawało mi się tylko, że
                > nie od razu wpadł w to wszystko. I wyliczyłam, że skoro został "wyznawcą" w
                > wieku 16 lat, to spotkanie mogło nastąpić w wieku lat 14-15.
                > Sama mam syna 17 latka. Dlatego to mnie interesuje.
                > Pozdrawiam

                Przeczytak relacje od 1 - 5 na tym portalu (później zamieszczę jeszcze inne), to
                będziesz mogła mieć podobnych odczuć więcej.
                A jeśli o mnie chodzi, to jako działacz Ruchu Obrony Rodziny i Jednoski stram się
                informować o zagrożeniach ze strony sekt. Nie można bowiem odgórnie zakazać
                pseudoreligii i sekt. Można jednak ograniczyć ich wpływy poprzez szeroko
                zakrojoną działalność informacyjno -edukacyjną, co staramy się czynić.
                Jeśli uważasz, że się przeed kimś usprawiedliwiam, to sobie tak uważaj. To Twój
                problem. Ja dzielę się nie tylko porażką ale i sukcesem, że udało się syna
                wyciągnąć z uzależnienia od sekty.

                Pozdrawiam

                Lech
                • Gość: dike Re: Sekty niszczą rodziny!!!-do Lecha IP: *.icpnet.pl 12.11.01, 08:13
                  Przepraszam, jeśli uraziłam - nie było to moim zamiarem.
                  Po prostu, czasem wydaje mi się, że wklejając już wcześniej napisane teksty -
                  w jakiś sposób lekceważy się rozmówcę...
                  A poza tym - wybacz - ja trochę chyba jestem uczulona na zbyt długie posty...
                  I taki sposób mówienia/pisania kojarzy mi się (naprawdę przepraszam) z sektą
                  świadków Jehowy.
                  To tyle na razie.
                  Pozdrawiam
                • Gość: dike Re: do Lecha jeszcze raz IP: *.icpnet.pl 12.11.01, 08:54
                  Nie przysyłaj mi tego na skrzynke, proszę.
                  • Gość: Yoanna ...watpliwosc... IP: *.infocity-nrw.com 12.11.01, 10:10
                    Co to za dlugasne posty... raz "syn", raz "zona" raz "corka"....
                    Mala watpliwosc: czy forum to odpowiednie miejsce do batalii religijnych?
                    Niech Lech napisze ksiazke, bo materialu by mu na to starczylo... a moze on
                    spisuje juz z jakiejs ksiazki??? brrr...
                    • Gość: Lech Re: ...watpliwosc... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 14:02
                      Gość portalu: Yoanna napisał(a):

                      > Co to za dlugasne posty... raz "syn", raz "zona" raz "corka"....
                      > Mala watpliwosc: czy forum to odpowiednie miejsce do batalii religijnych?
                      > Niech Lech napisze ksiazke, bo materialu by mu na to starczylo... a moze on
                      > spisuje juz z jakiejs ksiazki??? brrr...

                      Pozwalam sobie stwierdzić, że powyższe zarzuty uważam za bardzo subiektywne. Na
                      tym forum można znaleźć nie tylko dłuższe wątki, ale i niestosowne wulgaryzmy i
                      epitety wykraczające daleko poza granice dobrego obyczaju, a jakoś nikt tego się
                      nie czepia. A jeśli komuś się nie chce uważnie czytać, bo coś jest "długasne" i
                      zastanowić się nad faktami, a tylko potrafi wyłapywać pojedyńcze wyrazy:
                      raz "syn", raz "zona" raz "corka"... to coś tu musi być nie tak z takim
                      dyskutantem...
                      Religia jest często mocno związana z ludzką psychiką i psychologia - tytułowy
                      wątek tego forum - jest jak najbardziej miejscem do wymiany poglądów także na
                      tematy religijne. Wielu dyskutantów, jak zauważyłem, porusza tu tematy religijno-
                      światopoglądowe.
                      Ja jednak nie dyskutuję na tematy teologiczne i nie spieram się o prawdziwość czy
                      słuszność wierzeń tzw. sekt. Ja tylko ukazuję, do czego doprowadzają sekty i
                      jakie stanowią zagrożenia dla psychiki młodego człowieka. Bowiem sekta,
                      posługując się technikami psychomanipulacji, w stosunkowo krótkim czasie jest w
                      stanie uzałeżnić od siebie młodego człowieka, zdeformować jego sposób widzenia
                      świata, ludzi i siebie oraz wywołać paniczny lęk przed opuszczeniem grupy. Ci,
                      którzy mieli do czynienia z sektami i byli od nich uzależnieni, doskonale o tym
                      wiedzą... Ci , którzy tego nie doświadczyli mogą mieć wątpliwości... więc niech
                      uważnie czytają i słuchają innych, często tragicznie doświadczonych...

                    • Gość: AS Re: ...watpliwosc... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 18:20
                      Gość portalu: Yoanna napisał(a):
                      > Mala watpliwosc: czy forum to odpowiednie miejsce do batalii religijnych?

                      Tak uważasz? Przekonaj o tym tych, którzy założyli na tym forum wątek:
                      "• czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest?"
                      i na ten temat zagorzale dyskutują


                  • Gość: Lech Re: do Lecha jeszcze raz IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 15:24
                    Gość portalu: dike napisał(a):

                    > Nie przysyłaj mi tego na skrzynke, proszę.

                    Czy mam przez to rozumieć, że umieścić ten tekst na forum dyskusyjnym?

                    • Gość: dike Re: do Lecha jeszcze raz IP: *.icpnet.pl 12.11.01, 15:34
                      Gość portalu: Lech napisał(a):

                      > Gość portalu: dike napisał(a):
                      >
                      > > Nie przysyłaj mi tego na skrzynke, proszę.
                      >
                      > Czy mam przez to rozumieć, że umieścić ten tekst na forum dyskusyjnym?

                      Tego Ci nie mogę zabronić, umieszcza i rozumie każdy jak wola.
                      Ale na skrzynke mi tego nie wysylaj. Po prostu klikam "usuń",
                      jak tylko widze Twoj mail.
                      PS Miałam rację co do Świadków Jehowy?

                      • Gość: Lech Re: do Dike jeszcze raz IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 17:02
                        Gość portalu: dike napisał(a):

                        > PS Miałam rację co do Świadków Jehowy?

                        Gratuluję satysfakcji z przyznawania racji sobie samej.
                        Osobiście wolę, kiedy czasami rację przyznają mi moi wcześniejsi adwersarze. Np.
                        przyjaciółka mojej żony kiedyś nie dowierzała moim informacjom na temat pewnej
                        sekty. Później zmieniła zdanie, kiedy miała okazję "na własnej skórze przekonać
                        się" jaka naprawdę jest ta sekta.

                        Pozdrawiam



                        • Gość: dike Re: do Lecha jeszcze raz IP: *.icpnet.pl 12.11.01, 17:48
                          Gość portalu: Lech napisał(a):

                          >
                          > Gratuluję satysfakcji z przyznawania racji sobie samej.
                          > Osobiście wolę, kiedy czasami rację przyznają mi moi wcześniejsi adwersarze. Np
                          > .
                          > przyjaciółka mojej żony kiedyś nie dowierzała moim informacjom na temat pewnej
                          > sekty. Później zmieniła zdanie, kiedy miała okazję "na własnej skórze przekonać
                          >
                          > się" jaka naprawdę jest ta sekta.
                          >
                          > Pozdrawiam
                          >
                          >Wydawało mi sie zawsze, ze jak postawię znak "?" na końcu, to to jest pytanie, a
                          nie odpowiedź...
                          A wracając do satysfakcji i racji i czego tam jeszcze.
                          Może powiem tak: kocham swojego syna. Chcialabym, żeby był szczęśliwy.
                          NIE chciałabym, żeby został złodziejem, mordercą ani..żeby np się zaraził
                          syfilisem od prostytutki w jakimś burdelu, lub przy drodze...
                          Czy w związku z tym mam go zaznajamiać z technikami kradzieży i morderstw
                          relacjami z procesów sądowych złodziei i morderców? Czy mam mu podtykać pisemka
                          pornograficzne i opisy leczenia chorych na syfilis i mówić: tego nie rób, bo..?

                          A jezeli wybierze źle, pomimo moich najszczerszych chęci i starań - czy mam w
                          związku z tym po jego wyleczeniu/resocjalizacji zasypywać forum w każdym miejscu
                          i o każdej porze, rewelacjami typu: morderstwo/kradzież/syfilis...tudzież sekty..?

                          I nie mów mi, że powtarzanie matką wiedzy.
                          Gdzieś czytałam, że Pan Bóg powinien jeszcze jedno przykazanie dać: NIE NUDŹ
                          BLIŹNIEGO SWEGO.

                          Pozdrawiam, przepraszam, jeśli Cię znudziło, co napisałam...
                          • Gość: Lech Re: do Lecha jeszcze raz IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 22:32
                            Gość portalu: dike napisał(a):

                            > I nie mów mi, że powtarzanie matką wiedzy.
                            > Gdzieś czytałam, że Pan Bóg powinien jeszcze jedno przykazanie dać: NIE NUDŹ
                            > BLIŹNIEGO SWEGO.
                            >
                            > Pozdrawiam, przepraszam, jeśli Cię znudziło, co napisałam...

                            Cóż, jeśli moje posty kogoś nudzą nie musi ich czytać. Ale nie wszyscy tak
                            uważają. Dzięki założonej przeze mnie dyskusji na podobnym forum nawiązałem
                            kontakt z osobą szukającą informacji o pewnej sekcie, przesłałem jej pocztą
                            elektroniczną materiały, za co mi serdecznie podziękowała.
                            A więc czasami warto "zanudzać", nawet gdyby to mogło pomóc choćby tylko jednej
                            osobie.
                            Pozdrawiam

                            "Nudziarz" < rugala@poczta.gazeta.pl >

    • Gość: yeah Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: 195.187.97.* 12.11.01, 15:57
      Oj, Lechu, ale kantujesz.
      • Gość: Lech Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 16:49
        Gość portalu: yeah napisał(a):

        > Oj, Lechu, ale kantujesz.
        Kto tu kantuje, "yeah"? Boisz się posłużyć prawdziwym imieniem? Po co ta
        maskarada?


        • Gość: yeah Re: Sekty niszczą rodziny!!! IP: 195.187.97.* 16.11.01, 09:16
          A jak ci powiem, że mam na imię Adam, to coś zmieni?

          Kanciarz z ciebie i tyle. Mącisz ludziom w głowie, bo pewnie chcesz ich na coś naciągnąć.
    • Gość: Lech Sekty i kulty a prawa mniejszości IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 20:28
      Twórcy nowożytnej demokracji zadbali o interesy mniejszości, nie sprawującej
      aktualnie władzy. Temu miały służyć konstytucyjnie gwarantowane prawa. Strona
      słabsza nie musiała obawiać się ucisku i dyskryminacji. Obserwując współczesne
      wydarzenia widzimy, że niejednokrotnie manipulując mediami i organizacjami
      ponadnarodowymi mniejszości potrafią narzucić swoją wolę większości ... .

      Sekty czasami wręcz perfekcyjnie wykorzystują możliwości manipulacji opinią
      publiczną i organizacjami praw człowieka do ... uniemożliwienia publicznej
      krytyki swojej działalności oraz by żądać dla siebie wszelkich przywilejów
      należnych sprawdzonym przez wieki religiom. Wiele współczesnych sekt to
      niesłychanie potężne organizacje - dysponują milionami, jeśli nie miliardami
      dolarów, własnymi mediami, zespołami bezwzględnych i utalentowanych prawników,
      zorganizowanym lobbingiem, własnymi "uczonymi" i finansowym udziałem w ... w
      walce z sektami!!! Publiczna krytyka kultów to bardzo ryzykowna działalność -
      nawet jak uniknie się nazwania fanatycznym mordercą inkwizycji czy
      sfabrykowanych oskarżeń o krucjatę przeciwko mniejszościom wyznaniowym albo
      przestępstwa kryminalne, to usłużne media, "oświeceni" politycy i sprzedajni
      naukowcy przedstawią takiego śmiałka jako ... fanatyka religijnego usiłującego
      narzucić swe przekonania innym.

      Prawdziwą mniejszością w sporze z kultami są rodziny ofiar. Nie mogą liczyć
      na pomoc Państwa (chyba, że już po śmierci swoich bliskich, bo wtedy, że to
      sekta wiedzą wszyscy!). Media ich działania przedstawiają
      jako "zaściankowość", "ksenofobię", "nietolerancje religijną". Uczeni
      religioznawcy, szczególnie ci, którzy niedawno jeszcze wyznawali jedynie
      słuszny "naukowy" światopogląd lub ci , którzy wyznają aktualnie
      jedynie "poprawny politycznie" światopogląd chętnie świadczyć będą , że sekta
      to ruch religijny jak inne, więc problem tkwi w ... cierpiącej rodzinie nie
      potrafiącej znieść konfliktu kulturowego i odmienności światopoglądowej. To
      naprawdę smutne widzieć zadowolonych z siebie "oświeconych Europejczyków"
      stających po stronie katów przeciwko zdezorientowanej i samotnej rodzinie
      walczącej o swoich bliskich.

      Nie jest prawdą, że w imię tolerancji i szacunku dla odmienności religijnej
      społeczeństwo powinno przyznawać równy status każdej religii. Pozycja uznanej i
      szanowanej grupy wyznaniowej wiąże się z wieloma przywilejami, a na przywileje
      trzeba zasłużyć i wykazać, że jest się godnym zaufania. Również w życiu
      codziennym nie dajemy kluczy do własnego mieszkania komuś tylko dlatego, że
      nazywa siebie uczciwym i godnym zaufania. Nasi sąsiedzi - Niemcy takiej głupoty
      jak równe przywileje dla wszystkich grup deklarujących się jako religijne nie
      umieścili w swoim prawie ... . Polscy parlamentarzyści powinni gorliwiej uczyć
      się od kolegów zdrowego rozsądku w tej problematyce.
      • Gość: Lech Manipulacja informacją w sektach IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 16:45
        Już pierwsze spotkanie z werbownikami sekty najczęściej wiąże się z zatajeniem
        informacji, z kim rozmawiamy - podaje się fałszywe lub mylące dane. Kult
        uniemożliwia w ten sposób skorzystanie ze społecznego doświadczenia,
        zgromadzonego w "uprzedzeniach" wobec toksycznych organizacji. Doskonałą okazją
        dla sekt są imprezy typu festiwal kultury, obóz językowy, kurs doskonalenia
        osobowości, a nawet pielgrzymka, gdzie werbownicy mogą pozostać anonimowi.
        Kiedy już grupa ma pierwsze nitki kontroli nad nowicjuszem nadal starannie
        chowa "trudne elementy doktryny" (nie znajdzie się ich również dokładnie
        czytając całą literaturę udostępnioną przez kult), a nawet oszukuje go
        podając "tymczasowe interpretacje". Tak samo traktuje społeczeństwo, zachowując
        prawdziwe przekonania dla najbardziej wtajemniczonych. W samookreśleniu kulty
        uwielbiają podszywać się pod uznane społecznie autorytety: instytut,
        uniwersytet, nauka, wiedza, ośrodek badawczy czy tradycje religijne, np.
        hinduizm, buddyzm.
    • a-r Re: Sekty niszczą rodziny!!! 14.11.01, 09:14
      Dzięki Wam za te świadectwa. Zaczynam dostrzegać ogromną przepaść pomiędzy
      przepełnionym dobrymi chęciami wegeterianizmem a tym czymś, co proponują
      niektóre sekty.
      Bardzo Wam współczuję. Trudno jest rozmawiać fanatykami. Jako rodzice - możecie
      wytoczyć sekcie proces prawny o narażenie życia Waszego syna, o ograniczenie
      jego rozwoju intelektualnego i o rekompensatę za wszystkie nieprzewidziane dla
      Was straty materialne.
      Wyłudzanie pieniędzy nie ma nic wspólnego z przekonaniami religijnymi - jest po
      prostu nielegalne.
      Wysłałabym również, ten wstrząsajacy list do wszystkich środków masowego
      przekazu. Napewno znajdziecie kogoś, kto będzie chciał Was reprezentować pro
      bono.
      W Ameryce podobne sekty zniszczyły dużo istnień - w latach 60-tych i 70-tych.


      Pozdrawiam
    • Gość: fnoll kazdy medal ma dwie strony - tez swiadectwo IP: 195.150.224.* 14.11.01, 18:28
      bedac wrazliwym, poszukujacym i ciekawym swiata nastolatkiem wybralem sie
      kiedys stopem do osrodka hare kriszna w kamiennej gorze i spedzilem tam dwa dni
      wstajac razem z nimi zdaje sie o 5-tej rano i biorac udzial w calej ichniej
      liturgii - jedzenie mi smakowalo, muzyka byla spoko (dzwoneczki i marimba to
      naprawde niesamowite polaczenie), ale nikt ze mna jakos dorzecznie nie chcial,
      czy moze nie mogl, porozmawiac - do opieki nade mna wyznaczono mlodego mnicha
      ktory poza mechanicznym cytowaniem bhadavat gity nie mial wiecej do
      zaoferowania, co mnie zniechecilo, poza tym chlopak ktory mnie potem podrzucal
      wozem pare kilometrow przez cala droge powtarzal w kolko "hare kriszna" co
      wydalo mi sie dosc glupawe, ale, generalnie - nie narzucali sie

      niektore wyznania chrzescijanskie (jak zielonoswiatkowcy czy baptysci) z
      ktorymi tez mialem kontakt wydaja mi sie bardziej "osaczajace" - ich wspolne
      modlitwy, nakladanie rak i duzo uwagi poswiecanej "nowemu" ma swoje plusy i
      minusy, to samo mozna powiedziec o ruchu odnowy w duchu swietym w kosciele
      katolickim i jemu podobnych - moga niezle namieszac, szczegolnie, ze posluguja
      sie jezykiem bardziej angazujacym emocjonalnie, bo w naszej kulturze slowa
      "jezus", "zbawienie" itp. wiekszosci jakos znaczaco sie kojarza - ale to tez
      zalezy od osobowosci konkretnych wyznawcow z ktorymi wchodzi sie w kontakt

      takze to konkretni ludzie wydaja mi sie potencjalnie niebezpieczni dla siebie
      lub dla innych, a nie doktryna

      albo swiadkowie jehowy - istniejacy u nich przymus gloszenia dla wielu ludzi
      jest chyba bardzo trudny, w ogole bardzo "przeksztalcaja" zycie - ale niektorym
      to lezy, spotkalem kiedys starsza kobiete rozdajaca "straznice" ktora miala
      sobie tyle ciepla i charyzmy i szczerej, naiwnej checi uczynienia swiata
      lepszym, ze w takim chlodnym katolicyzmie by sie po prostu nie zrealizowala, a
      jednoczesnie nie byla dla nikogo zagrazajaca - tak ja odebralem

      kiedys w ramach praktyk w klinice psychiatrycznej spotkalem sie znowuz z mlodym
      czlowiekiem, ktoremu w trakcie pobytu w swiatyni hare kriszna rozwinela sie
      psychoza - zaniepokojeni jego naglym wybuchem "wizji" wspolwyznawcy sami
      odwiezli go do psychiatry (dzialo sie to zdaje sie w warszawie), jest to wyraz
      calkiem niezlej przytomnosci z ich strony

      czy intensywne praktyki duchowe moga byc czynnikiem spustowym psychozy? wiele
      na to wskazuje, ze u osob predysponowanych ku temu moze tak sie zdarzyc - stad
      nauczyciel duchowy powinien byc osoba dojrzala i uwazna

      inna sprawa, ze "nauczycielem" czesto zostaje osoba, ktora sama jest zaburzona,
      ba, taka osoba moze zostac np. szefem partii (vide hitler, stalin i inni tacy),
      jak sie przed tym bronic? mysle, ze jedynym srodkiem jest cos tak miekkiego jak
      oswiata, jakies zakazy czy naznaczanie pewnych organizacji "sektami" jest
      nieskuteczne, a poza tym sprzeczne z duchem demokracji

      w dyktaturze zas osoby zaburzone, z lekka autystyczne, nie empatyczne,
      odnajduja sie nad wyraz swietnie - bryluja w pomiataniu i znecaniu sie nad
      bliznimi, stanowia cialo wszelkich tajnych policji

      pzdr!

      fnoll
      • Gość: Lech kazdy medal ma dwie strony - świadectwo (c.d.) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 19:23
        Dziękuję za post. Pewne Twoje spostrzeżenia pokrywają się z moimi, choć nie
        mogę zgodzić się z niektórymi poglądami.
        Otóż nie uważam, aby nie należało krytykować takich grup jak Hare Kryszna i
        nazywać jej "sektą" (według terminologii zachodniej gupa ta zakwalifikowana
        jest jako "kult", ang. "cult"). Czy nazywając ich sektą naruszam wolność
        religijną? Bez wątpienia nie! Wolność sumienia i wyznania nie polega na zakazie
        krytyki różnych grup kultowych, które przybyły do Polski z innych krajów i
        cywilizacji. O zjawiskach patologicznych w tych grupach społeczeństwo ma prawo
        być poinformowane. Bo jeżeli by był wydany odgórny zakaz takiej informacji, to
        o wszyskim dowiadywano by się dopiero wówczas, kiedy na pomoc by było za późno.
        A kontaktowałem się z ludźmi, którzy przeżyli takie tragedie, że całkowicie
        stracili swoich bliskich. W 1999 r. popełnił samobójstwo długoletni członek
        Hare Kryszna, miała też miejsce próba samobójcza pewnej wyznawczyni w
        Czarnowie. Młody człowiek z tego ośrodka, opowiedział o tym pewnej osobie, a na
        drugi dzień go usunięto i ślad o nim zaginął...
        Tzw. "guru" to po prostu partacze. Religia, do której odwołuje się owa mutacja
        hinduizmu zrodzona w 1966 r. w USA, jest w Indiach zupełnie inaczej pojmowana.
        Poza tym, aby ją naprawdę zrozumieć trzeba się tam urodzić. W Polsce to po
        prostu nieudany przeszczep "amerykańskiego hinduizmu" (tak określają ten kult
        Hindusi), a domorośli guru zwykle cwaniacy z niejasną przeszłością, którzy
        angażując się w życie sekty chcąc zapewne zapomnieć o swoim poprzednim, być
        może nieudanym życiu.
        Bardzo dobrze rozszyfrowałem pewnego prezydenta fundacji Hare Kryszna,
        Rozmawiałem z jego drugą byłą żoną. Opowiadała mi co wcześniej wyczyniał, o tym
        jak traktował swoje dzieci z pierwszego i drugiego małżeństwa. Mówiła mi
        koszmarze, jaki przechodziła od kiedy związał się z Hare Kryszna i szantażach,
        oszustwach i w końcu rozwodzie...

        Pozdrawiam

        Jeśli by były jakieś pytania to podaję mój mail: rugala@poczta.gazeta.pl
        • Gość: fnoll Re: kazdy medal ma dwie strony - sprostowanie IP: 195.150.224.* 14.11.01, 20:11
          Gość portalu: Lech napisał(a):

          > Otóż nie uważam, aby nie należało krytykować takich grup jak Hare Kryszna i
          > nazywać jej "sektą" (według terminologii zachodniej gupa ta zakwalifikowana
          > jest jako "kult", ang. "cult"). Czy nazywając ich sektą naruszam wolność
          > religijną?

          nie wyraziłem poglądu, że nie należy krytykować organizacji religijnych - to twój
          własny bzik, ustawiający mnie niesłusznie w roli oponenta w tej kwestii

          słowo "sekta" ma znaczenie pejoratywne - chyba nie zaprzeczysz? dlatego
          zarezerwowałbym je dla organizacji 100% szkodliwych społecznie, zakazanych
          prawnie (a są w końcu takie) - używanie ich w stosunku do legalnie działającej
          wspólnoty religijnej jest nadużyciem

          jeśli intencją kierujących daną organizacją religijną nie jest dokonywanie na
          wyznawcach czynów sprzecznych z prawem lub namawianie ich do tego - to pojedyncze
          przypadki ludzi, ktorzy zaszkodzili sobie uczestnictwem w danym ruchu nie są
          wystarczającą przesłanką by dany ruch delegalizować czy zwalczać, a to z tego
          względu, że każdy z nas ma prawo do szkodzenia sobie - stosowania ryzykownych
          diet, balowania każdej nocy, palenia papierosów, tłuczenia głową w mur itp.

          jeśli u danej osoby występuje podejrzenie, że jej szkodzenie sobie jest wynikiem
          procesu chorobowego (choroby psychicznej) - to postępowanie w takich przypadkach
          reguluje odpowiednia ustawa

          nie zdziwiłbym sie, gdyby wielu ludzi, ktorzy żyjąc w dość obciążających
          warunkach których wymagają od wiernych niektóre wspólnoty religijne, zaczęło
          podpadać właśnie pod ustawę "o ochronie zdrowia psychicznego", ale orzecznictwo w
          takich sprawach nie jest proste (na szczęście - inaczej jak w ZSRR psychiatria
          mogłaby być narzędziem politycznym)

          jeśli chodzi o samobójstwa, to z różnych grup społecznych wybijają się na czoło
          np. studenci - czy jest to powód aby rozpocząć kampanię przeciwko uniwersytetom,
          które mącą w głowach naszym dzieciom?

          nie można udawać, że ludzie lgnący do różnych ekstremalnych form religijności są
          jedynie ofiarami, bo nie są bierni - niejeden potencjalny członek jakiejś grupy
          zajmującej się "intensywnym rozwojem duchowym" nie spotkawszy nikogo
          odpowiedniego na swej drodze zajmuje się... ufologią, psychotroniką albo tarotem
          i czarną magią, praktykami także nieobojętnymi dla naszej kondycji psychicznej

          ale czy ktoś przy zdrowych zmysłach walczyłby z tą "niebezpieczną" literaturą?

          jedyną możliwą "obroną" społeczności jest oferowanie atrakcyjnych,
          konkurencyjnych i bardziej bezpiecznych sposobów na życie

          jestem zwolennikiem pozytywnej i konstruktywnej walki z czychającymi na nas i
          naszych bliźnich niebezpieczeństwami (nie wysadzałbym np. fabryk papierosów), a
          nie polowania na czarownice, prohibicji i tym podobnych złych, bo nieskutecznych,
          a o wielu niedobrych skutkach ubocznych, sposobów

          pozdrawiam

          fnoll
          • Gość: Lech Re: kazdy medal ma dwie strony - sprostowanie IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.01, 06:53
            fnoll: "jestem zwolennikiem pozytywnej i konstruktywnej walki z czychającymi na
            nas i naszych bliźnich niebezpieczeństwami (nie wysadzałbym np. fabryk
            papierosów), a nie polowania na czarownice, prohibicji i tym podobnych złych,
            bo nieskutecznych, a o wielu niedobrych skutkach ubocznych, sposobów:

            LR: Ja też nie jestem za wysadzaniem siedzib tego czegoś, co w Polsce przyjęto
            nazywać "sektami" (osobiście jestem za określeniem: "grupy
            psychomanipulacujne") i nigdzie czegoś takiego nawet nie zasugerowałem. Jestem
            natomiast za szeroką działalnością informacyjno-edukacyjną, aby potencjalni
            kandytaci do tych grup mogli je wcześniej zidentyfikować i uruchomić mechanizmy
            obronne przed technikami manipulacji psychiką.
            Fakt nadania takiej grupie statusu związku wyznaniowego i w rezultacie
            zrównanie ich wobec prawa z tradycyjnymi i znanymi dobrze religiami, nie
            skutkuje automatycznie zakazem ich krytyki. Tradycyjny Kościół Katolicki też
            bywa przedmiotem krytyk, o jego hierarchach często mówi się rzeczy mogące być
            przedmiotem "obrazy uczuć religijnych", różne obraźliwe teksty można znaleźć
            otwierając niemal każdą popularną gazetę, nie mówiąc już o brukowcach w
            rodzaju "Nie". Dlaczego więc tzw. "sekty" miałyby być otoczone szczególną
            ochroną w tym względzie? Trudno zrozumieć, ale wydaje mi się, że niektórzy już
            zgłupieli sądząc, że stosunek społeczeństwa do tzw. "mniejszości wyznaniowych"
            ma - w ich mniemaniu - być elementarnym sprawdzianem poszanowania praw
            człowieka i demokracji w ogóle.
            A co do praw człowieka, to nie jest to dziedzina statystyki ani danych
            liczbowych w skali ogólnospołecznej. Podmiotem uprawnionym jest osoba ludzka,
            KAŻDA OSOBA LUDZKA, a problem dotyczy pogwałcenia praw choćby jednej osoby.
            Jeżeli owa grupa doprowadziła mojego syna przez narzuconą dietę, niedobór snu i
            itp. szkodliwe praktyki do stanu skrajnego osłabienia, że wylądował w szpitalu,
            to ja mam się teraz "ugryźć w język" i nie nazywać ich sektą czy kultem? To
            jest nie do przyjęcia. Ja będę przestrzegał młodych ludzi przed angażowaniem
            się w taką organizacją patologiczną jak przed narkotykami.
            Niech wiedzą, że ta sekta potrafi w stosunkowo krótkim czasie uzależnić od
            siebie młodego człowieka, zdeformować jego sposób postrzegania świata, ludzi i
            siebie oraz wywołać paniczny lęk przed opuszczeniem grupy.
            Każdy ma prawo do wyboru grupy, do której chce przynależeć, ale ma prawo także
            wiedzieć jaka jest prawdziwa przeszłośćtej grupy i jakich metod grupa używa
            werbując swoich członków. Dlatego uważam, że dużym nieporozumieniem jest
            przypisywanie aktu świadomego i wolnego wyboru osobom, które znalazły się w
            grupie na skutek psychicznej manipulacji i stosowaniu psychotechnik
            uzależniających.

            Pozdrawiam

            Lech
            • Gość: fnoll Re: kazdy medal ma dwie strony - sprostowanie IP: 195.150.224.* 15.11.01, 10:47
              drogi Lechu

              widzę, że tylko pobieżnie przeglądasz posty z którymi polemizujesz, bo masz już
              wyrobiony pogląd na sprawę i chcesz go po prostu wygłaszać, dlatego powtórzę coś,
              co chyba umyka twojej uwadze:

              ludzie, którym zaszkodził kontakt z jakąś doktryną religijną NIE SĄ BIERNYMI
              OFIARAMI - są współodpowiedzialni za zaistniałą sytuację

              ty chciałbyś widzieć w swoim synie bezwolną ofiarę, dobrego człowieka który
              został skrzywdzony przez złych ludzi

              sprawa jest jednak bardziej złożona - polecam powtórną lekturę mojego
              poprzedniego postu

              "grupy psychomanipulacyjne" to dość głupawy termin - jego znaczeniem fasadowym
              jest to, że coś jest groźne i może zamieszać nam w głowach, czyli znaczy tyle co
              np. "grupy uprawiające czary" tylko brzmi bardziej "naukowo" - to po prostu
              epitet, etykieta, nie zbliżająca nas do poznania problemu a wręcz oddalająca

              oświata na temat higieny psychicznej byłaby znacznie lepsza niż straszenie,
              szczególnie, że wspólnoty religijne tworzą różni ludzie - w jednej oazie może być
              bardzo fajnie, a w drugiej niebezpiecznie, choć religia ta sama

              to co robisz, drogi Lechu, to grzech nadmiernej generalizacji, chcesz widzieć
              czarno-biało, a rzeczywistość jest nieco bardziej złożona

              pozdrawiam

              fnoll

            • Gość: fnoll Re: kazdy medal ma dwie strony - sprostowanie IP: 195.150.224.* 15.11.01, 10:49
              drogi Lechu

              widzę, że tylko pobieżnie przeglądasz posty z którymi polemizujesz, bo masz już
              wyrobiony pogląd na sprawę i chcesz go po prostu wygłaszać, dlatego powtórzę coś,
              co chyba umyka twojej uwadze:

              ludzie, którym zaszkodził kontakt z jakąś doktryną religijną NIE SĄ BIERNYMI
              OFIARAMI - są współodpowiedzialni za zaistniałą sytuację

              ty chciałbyś widzieć w swoim synie bezwolną ofiarę, dobrego człowieka który
              został skrzywdzony przez złych ludzi

              sprawa jest jednak bardziej złożona - polecam powtórną lekturę mojego
              poprzedniego postu

              "grupy psychomanipulacyjne" to dość głupawy termin - jego znaczeniem fasadowym
              jest to, że coś jest groźne i może zamieszać nam w głowach, czyli znaczy tyle co
              np. "grupy uprawiające czary" tylko brzmi bardziej "naukowo" - to po prostu
              epitet, etykieta, nie zbliżająca nas do poznania problemu a wręcz oddalająca

              oświata na temat higieny psychicznej byłaby znacznie lepsza niż straszenie,
              szczególnie, że wspólnoty religijne tworzą różni ludzie - w jednej oazie może być
              bardzo fajnie, a w drugiej niebezpiecznie, choć religia ta sama

              to co robisz, drogi Lechu, to grzech nadmiernej generalizacji, chcesz widzieć
              czarno-biało, a rzeczywistość jest nieco bardziej złożona

              pozdrawiam

              fnoll

              • reggina Re: kazdy medal ma dwie strony - sprostowanie 15.11.01, 11:16
                A ja bym prosiła trochę więcej na temat tych metod psychomanipulacji. Jakieś
                przykłady i jak się przed tym bronić.
                Kilka lat temu byłam na paru spotkaniach pewnej grupy. Mówili różne rzeczy,
                które bedąc tam, przyjmowałam jako oczywistą prawdę objawioną, ale po pewnym
                czasie bez kontaktu z nimi, widziałam to zupełnie inaczej. Na czym to polega?
                • Gość: fnoll psychomanipulacja? co to takiego? IP: 195.150.224.* 15.11.01, 12:25
                  droga Reggino

                  jako że grzebię się w psycho-logii, to wszelkie słowa z "psycho" budzą moje
                  zainteresowanie - termin "psychomanipulacja" nie jest jednak terminem naukowym,
                  choć tak brzmi, lecz potocznym, gazetowo-ulotkowym

                  jego znaczenie jest proste - że ktoś kimś manipuluje, i to "psychicznie" czyli
                  że w bezpośrednim oddziaływaniu zmienia jego postrzeganie i odczuwanie, bo są
                  też inne sposoby manipulowania (czyli sprawiania, że ktoś postępuje zgodnie z
                  naszą wolą nie wiedząc o tym) - poprzez fałszywe informacje itd., artykułami w
                  prasie można manipulować "nastrojami społecznymi" itd.

                  to co Lech nazywa "psychomanipulacją" to zwykły zestaw technik sugestywnych, z
                  tymże poddany sugestii nie jest świadom celu sugestii (dlatego jest to
                  manipulacją), a czasem i sugerujący po prawdzie nie jest tego świadom (możemy
                  komuś "zasugerować" swoje własne lęki na przykład zupełnie nie będąc tego
                  świadomym, zasugerować bezwiednie można także własny obłęd - zwie się to
                  obłędem udzielonym - co jak sądzę jest częstym przypadkiem w różnych ruchach
                  apokaliptycznych)

                  do sugestii zalicza się takie techniki jak hipnoza, wizualizacja, różne
                  kierowane techniki relaksacyjne i wiele innych - które mogą być wykorzystywane
                  z korzyścią dla naszego zdrowia

                  każdy z nas na codzień ulega fenomenowi sugestii (gdy ktoś nagle spojrzy w
                  jakimś kierunku my automatycznie robimy to samo - przykład sugestii), jednakże
                  sugestia może zmieniać nasz stan psycho-fizyczny w mniejszym lub większym
                  stopniu, mniej lub bardziej trwale - może to być chwilowe ulegnięcie zachętom
                  akwizytora, może to być nawrócenie na jakąś wiarę polityczną czy religijną,
                  można komuś zasugerować złe samopoczucie, a można śmierć (voodoo)

                  także sugestia niejedno ma oblicze

                  by umysł był bardziej podatny na sugestię można go dopowiednio urobić - świetne
                  tu są monotonne bodźce (jak sławny zegarek hipnotyzera, czy transowa muzyka lub
                  śpiewy chóralne często towarzyszące obrzędom religijnym) oraz kontekst
                  społeczny (gdy dziesięciu ludzi nagle spojrzy do góry to po prostu trudniej się
                  oprzeć chęci spojrzenia tam także, niż jak zrobi to tylko jedna osoba)

                  ludzie poza tym różnią się między sobą podatnością na sugestię (dlatego nie
                  każdego da się np. zahipnotyzować, a nieliczni popadają w ten stan całkiem
                  spontanicznie) i jest to dość trwała cecha osobowości

                  wracając do twojego pytania - jak się bronić?

                  sama znajomość mechanizmów sugestii już wiele daje, bo może nam ułatwić
                  zdystansowanie się do swoich aktualnych doświadczeń, lub gdy wiemy, że jesteśmy
                  bardzo podatni na sugestię - uczyni nas bardziej ostrożnymi

                  ćwiczenie w sobie uważności, krytycyzmu itp. to chyba najlepsza obrona - ludzie
                  zajmujący się nawracaniem wręcz ignorują ludzi, którzy już w pierszym kontakcie
                  nie ulegają ich "urokowi"

                  jeśli ma się potrzeby religijne i chce się uczestniczyć w jakiejś wspólnocie -
                  dobrze jest dać sobie i im "okres kontrolny", w żadnym wypadku nie wywracać
                  swojego życia do góry nogami z dnia na dzień - ale czy to się da? myślę, że
                  tak, wielu ludzi zanim przyłączyło się do Chrystusa chodziło za nim i się mu
                  przyglądało - nie ma w tym nic zdrożnego

                  także - nie zapominać o sobie, być wyczulonym na swoje dobro

                  ale - jak pisałem i tu i w poprzednich postach, niektórzy ludzie po prostu lgną
                  do różnych odjechanych praktyk religijnych - jest to taki fantastyczny sposób
                  radzenia sobie z własnymi problemami

                  z tego wynika jeszcze jeden wniosek a'propos obrony - być dojrzałą osobą w
                  dobrych kontaktach ze światem, która nie musi uciekać przed jakimś cierpieniem
                  w sobie w ekstatyczne doświadczenia religijne

                  to uważam za możliwą linię obrony - gdyż walka z organizacjami religijnymi na
                  niewiele się zdaje (zawsze mogą działać w podziemiu przyciągając jeszcze
                  bardziej ekstremalne jednostki), i szkodzi demokracji, naturalnie zwalcza się
                  organizacje ewidentnie przestępcze i szkodliwe społęcznie, jak kościół moona -
                  którego praktyki są sprzeczne z polskim prawem

                  ale oddzielenia ziarna od plew w kwestii religii to naprawdę zadanie niemalże
                  niewykonalne - jesteśmy tu zdani na żywioł ludzki i jego bez- lub rozumność

                  pozdrawiam

                  fnoll
                  • Gość: reggina Re: psychomanipulacja? co to takiego? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.01, 13:58
                    >
                    >

                    Dziękuję za poważne potraktowanie tematu.
                    Orientuję się czym jest manipulacja, ale jestem ciekawa jakichś konkretnych metod.
                    Czy stwierdzono np.stosowanie czegoś w żywnosci, albo czy jakieś dźwięki
                    zwiększają podatność na sugestię. Czy wprowadzenie w rodzaj transu wystarczy,
                    żeby zmienić widzenie świata. Dlaczego ten stan utrzymuje sie tak długo. Czy
                    stosowanie mantry obronnej jest wtedy skuteczne.
                    Od dzieciństwa interesowałam się psychologią i parapsychologią. Może stąd moja
                    ówczesna podatność. Od tego czasu minęło 10 lat, a ja wciąż nie wiem czego
                    właściwie doświadczyłam. Może to taki obłęd udzielony, jak mówisz.

                    > > ale - jak pisałem i tu i w poprzednich postach, niektórzy ludzie po prostu
                    > lgną do różnych odjechanych praktyk religijnych - jest to taki fantastyczny
                    > sposób radzenia sobie z własnymi problemami

                    Niestety muszę się z tym zgodzić.
                    Podczas pierwszego spotkania (kilkudniowego) przyśnił mi się jeden z ich
                    nieżyjących guru,którego zdjęcie stało na ołtarzu obok tego żyjącego.
                    Zapytał: "Po co to robisz? Żeby czynić cuda? Czy warto?"
                    >
                    > jeszcze jeden wniosek a'propos obrony - być dojrzałą osobą w
                    > dobrych kontaktach ze światem, która nie musi uciekać przed jakimś cierpieniem
                    > w sobie w ekstatyczne doświadczenia religijne
                    >
                    Absolutnie tak.
                    Tylko pan Lech straszy, że mogę pojechać na wykład naukowy, a trafię na sektę.
                    Dlatego pytam, czy stwierdzono jakieś metody skutecznej psychomanipulacji w
                    przypadku osób, które nie szukają ekstatycznych doświadczeń religijnych.
                    Wiesz, jakieś czary-mary i świat wyda mi się inny. Nagle zapragnę jeść korzonki i
                    ucieknę z domu... a przedtem chciałam tylko poprawić sobie pamięć.
                    • Gość: kwieto Re: psychomanipulacja? co to takiego? IP: *.*.*.* 15.11.01, 14:13
                      Gość portalu: reggina napisał(a):


                      > Czy stwierdzono np.stosowanie czegoś w żywnosci, albo czy jakieś dźwięki
                      > zwiększają podatność na sugestię. Czy wprowadzenie w rodzaj transu wystarczy,
                      > żeby zmienić widzenie świata. Dlaczego ten stan utrzymuje sie tak długo. Czy
                      > stosowanie mantry obronnej jest wtedy skuteczne.

                      A czy stosowanie "mantry obronnej" nie jest przypadkiem wypedzaniem diabla szatanem?


                      > Tylko pan Lech straszy, że mogę pojechać na wykład naukowy, a trafię na sektę.

                      Trafic na sekte, a "wpasc w jej szpony" to dwie rozne rzeczy...

                      > Dlatego pytam, czy stwierdzono jakieś metody skutecznej psychomanipulacji w
                      > przypadku osób, które nie szukają ekstatycznych doświadczeń religijnych.
                      > Wiesz, jakieś czary-mary i świat wyda mi się inny. Nagle zapragnę jeść korzonki
                      > i
                      > ucieknę z domu... a przedtem chciałam tylko poprawić sobie pamięć.

                      To moze Fnoll bedzie wiedzial cos wiecej, mi sie nie wydaje aby to bylo prawdopodobne, przy
                      spelnionym kryterium krytycyzmu, samodzielnego myslenia, autorefleksji...

                      • reggina Re: psychomanipulacja? co to takiego? 15.11.01, 14:27
                        Gość portalu: kwieto napisał(a):


                        >
                        > A czy stosowanie "mantry obronnej" nie jest przypadkiem wypedzaniem diabla szat
                        > anem?

                        Mam nadzieję, że nie. To pomaga niedopuścić do głosu niechcianych myśli.
                        Napewno przytrafiła Ci się kiedys sytuacja, kiedy do głowy przychodziły różne
                        watpliwości czy obawy. Wtedy można próbować myśleć o czymś przyjemnym lub
                        zastosować mantrę obronną.

                        >
                        > Trafic na sekte, a "wpasc w jej szpony" to dwie rozne rzeczy...

                        Oczywiście. Czy mogę wpaść w jej szpony, jeżeli nie szukam doświadczeń
                        religijnych?

                        > >
                        > To moze Fnoll bedzie wiedzial cos wiecej, mi sie nie wydaje aby to bylo prawdop
                        > odobne, przy
                        > spelnionym kryterium krytycyzmu, samodzielnego myslenia, autorefleksji...
                        >

                        Myślę tak samo, ale czekam na kontrargumenty.
                        Mnie przeszła chęć na kontakty ze wspomnianą wcześniej grupą, gdy powiedzieli, że
                        przed podjęciem ważnych decycji trzeba pytać guru o zgodę.
                        • Gość: kwieto Re: psychomanipulacja? co to takiego? IP: *.*.*.* 15.11.01, 14:44
                          reggina napisał(a):

                          > Gość portalu: kwieto napisał(a):
                          >
                          > > A czy stosowanie "mantry obronnej" nie jest przypadkiem wypedzaniem diabla
                          > szat
                          > > anem?
                          >
                          > Mam nadzieję, że nie. To pomaga niedopuścić do głosu niechcianych myśli.
                          > Napewno przytrafiła Ci się kiedys sytuacja, kiedy do głowy przychodziły różne
                          > watpliwości czy obawy. Wtedy można próbować myśleć o czymś przyjemnym lub
                          > zastosować mantrę obronną.

                          No tak, ale czy nie prosciej po prostu zastanowic sie nad tymi watpliwosciami? Dlaczego te
                          mysli sa "niechciane"? Osobiscie staram sie nie rozrozniac swych mysli na "chciane" i
                          "niechciane".

                          A mantra obronna, myslenie o czyms przyjemnym - nie jest to wlasnie forma sugestii, czy
                          manipulacji soba samym? Z tego co pisal fnoll, wychodzi na to, ze tak. Wiec jak - mam
                          wypedzac jedna sugestie inna sugestia? A skad wiem, ze ta druga sugestia jest lepsza od tej
                          pierwszej?
                          A moze lepiej wogole unikac sugestii?
                          >
                          > >
                          > > Trafic na sekte, a "wpasc w jej szpony" to dwie rozne rzeczy...
                          >
                          > Oczywiście. Czy mogę wpaść w jej szpony, jeżeli nie szukam doświadczeń
                          > religijnych?

                          Nie sadze. Ja nie szukam doswiadczen religijnych, a Krishnowcow traktuje jako ludzi ktorzy
                          maja swojego bzika - nie musze sie ich bzikiem interesowac.
                          Jak sobie wyobrazasz taka manipulacje - przychodzi do mnie agent ubezpieczeniowy, a po jego
                          wizycie jestem wielbicielem Wielkiego BaraBara? To chyba tylko ktos o slabej psychice...
                          >
                          > > >
                          > > To moze Fnoll bedzie wiedzial cos wiecej, mi sie nie wydaje aby to bylo pr
                          > awdop
                          > > odobne, przy
                          > > spelnionym kryterium krytycyzmu, samodzielnego myslenia, autorefleksji...
                          > >
                          >
                          > Myślę tak samo, ale czekam na kontrargumenty.
                          > Mnie przeszła chęć na kontakty ze wspomnianą wcześniej grupą, gdy powiedzieli,
                          > że
                          > przed podjęciem ważnych decycji trzeba pytać guru o zgodę.

                          No widzisz - zadzialal ow krytycyzm - zadalas sobie pytanie "a dlaczego niby mam pytac guru o
                          zgode np. na pojscie na randke?" czy cos w tym rodzaju. Gdybys po prostu przytaknela -
                          pewnie bys "wpadla". Mnie wlasnie zastanawia, dlaczego wielu nie zadaje takich pytan, jak to
                          powyzsze...
                          Ale od tego mamy rozum, aby z niego korzystac?
                          (Moze to zabrzmialo nieco protekcjonalnie, ale to chyba wlasnie o to chodzi - aby korzystac z
                          wlasnego rozumu)
                          • Gość: Katepa Re: Do Lecha i pozostalych dyskutantow IP: 204.155.16.* 15.11.01, 19:31
                            Ja stane w obronie Lecha. Bez wzgledu na to, jak subiektywne, skrzywione czy
                            zbyt generalne moze nam sie wydawac jego podejscie, dla Lecha i dla wielu
                            innych ludzi nie jest to temat dywagacji, ale wielki zyciowy problem, ktory
                            odmienil nie tylko zycie jego dziecka (i tu wiek nie ma dla rodzica wielkiego
                            znaczenia), ale takze zycie jego wlasne i calej rodziny.

                            Tylko ktos, kto sam przez to przeszedl, moze zrozumiec i uszanowac. A
                            zarzucanie mu, ze pisze zbyt dlugie posty, ze sie powtarza, ze generalizuje i
                            tak dalej, jest wyrazem braku zrozumienia i szacunku.

                            Podziwiam wysilek i upor, z jakim Lech walczy z sektami. Nie kazdemu sie chce.
                            Ta determinacja jest wynikiem wlasnego zaangazowania emocjonalnego. Gdyby nie
                            byl tak zaangazowany, nie wdawalby sie z zadne dyskuzje, nie podejmowalby
                            wysilku, bo i po co? By sie spierac na temat sensu lub braku sensu?

                            Prawda jest taka, ze w Polsce nie definiuje sie, co jest sekta, a co sekta nie
                            jest. Albo raczej - wszystko, co nie jest katolicyzmem, jest sekta. I tu tkwi
                            problem. Sekty sa tematem sensacyjnych artykulow w prasie albo programow w TV.
                            Malo mowi sie o tym, jak pomoc dziecku, jak pomoc rodzinie. Gdzie szukac
                            pomocy? Gdzie sa specjalisci, grupy wsparcia, ksiazki?

                            Takie tu mozna wyczytac madrosci na temat religii, wolnosci wyznania,
                            sensownosci dzialan Lecha lub jej braku, a czy ktos potrafilby odpowiedziec na
                            te pytania? Oczywiscie, jako rodzic rozumiem, ze najwazniejsze jest miec dobry
                            kontakt z dzieckiem, nauczyc je rozpoznawac prawde od falszu itp., itd. Wszyscy
                            to wiemy. Ale co zrobic, kiedy jest juz za pozno na nauke samodzielnego
                            myslenia? Bo dziecko jest juz poddane praniu mozgu i nic do niego nie
                            przemawia?

                            Ktos zasugerowal, by wytoczyc grupie proces. To nie jest takie proste. Bo
                            trzeba miec podstawy, czyli musi dojsc do naruszenia prawa. Spozywanie potraw
                            wegetarianskich i powtarzanie mantry nie jest lamaniem prawa. Sytuacja jest
                            szczegolnie niejasna, kiedy dziecko jest juz pelnoletnie. Wtedy naprawde
                            niewiele mozna zrobic w sensie prawnym.

                            Ja osobiscie praktykuje buddyzm Zen. Znam ludzi z grupy Hare Kryszna. Niektorzy
                            sa OK. Niektorzy sa fanatyczni i pewno ci moga byc niebezpieczni. Tak jak
                            niebezpieczni moga byc fanatyczni tzw. zenkowie, katolicy czy muzulmanie.
                            Roznica jest taka, ze w Zen nikt Ci nie mowi, ze nie mozesz spozywac miesa czy
                            jajek. Nikt ci nie mowi, ze masz porzucic rodzine, prace czy nauke. Nikt ci nie
                            mowi, ze masz oddac wszystkie dobra materialne grupie. Nikt ci nie mowi, ze
                            masz ogolic glowe i nosic specjalne ubrania.

                            Tam, gdzi religia czy praktyka duchowa nakazuje praktykujacym odmienic
                            calkowicie styl zycia i namawia do rozluznienia kontaktow z rodzina i
                            przyjaciolmi, albo do porzucenia nauki, pracy, tam gdzie nieodlaczna czescia
                            tej praktyki jest kontrola praktykujacego, tam mamy zazwyczaj do czynienia z
                            sekta. I musi to dotyczyc wszystkich, takze zwyklych praktykantow, nie tylko
                            jednostki, ktore sie decyduja isc na calego, na przyklad wejsc w stan mnisi.

                            Ktos wspomnial o kradziezach, syfilisie itp. Te zjawiska sa powszechnie uznane
                            za szkodliwe. Dzialalnosc sekt, jako ze sluzy poraktyce duchowej, to "teren"
                            szczegolnie sliski, o ktorym w Polsce malo tak naprawde sie mowi i wie, a jesli
                            juz to, tak jak napisalam, w sposob czesto niezgodny z prawda, i nastawiony
                            na "rozrwyke" i tania sensacje, a nie rzetelna pomoc.

                            Pisze to, bo rok temu 20-letnia corka mojego brata zaangazowala sie w ruch
                            Kosciola Chrystusa. Brzmi ladnie, ale jak sie okazalo jest to jedna z
                            najbardziej fanatycznych sekt. Przeczesalam Internet i znalazlam duzo
                            materialow w jezyku angielskim, a akurat znam, wiec moglam bratu cos podeslac.
                            Niestety, polskie zasoby internetowe sa pod tym wzgledem bardzo ubogie. Jest za
                            to wiele stron, gdzie do sekt zalicza sie astrologow, radiestetow, oraz
                            doradcow Feng Shui oraz wrozbiarzy. Ale informacji o Kosciele Chrystusowym na
                            tych stronach znalezc nie mozna.

                            Na tym koncze. Pozdrawiam i przestrezgam przed zbyt latwym ocenianiem innych,
                            czy to rodzicow, czy "sekciarzy".

                            Katepa



                            • Gość: Czart Do Katepy i pozostalych dyskutantow IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.11.01, 21:18
                              Mam wrazenie, ze czegos nie zrozumialas. Nie chodzilo nam o to aby pograzyc
                              Lecha, a zwrocic uwage, ze nie jest to tak prosta sprawa. Lech w swoim poscie
                              obwinia jedynie sekty. Czytajac jego posty mialem wrazenie, ze cytuje jakas
                              ksiazke, ktora dla niego stala sie "biblia swieta" i od ktorej nie odstapi na
                              krok. Chyba dlatego wywolal tak ozywiona dyskusje.
                              • Gość: Katepa Re: Do Czarta IP: 204.155.16.* 15.11.01, 21:42
                                Ciekawe, czy Lech zrozumial Twoje intencje.

                                Ciekawe, ze piszesz "Nie chodzilo NAM...."

                                Wole jednak nie zbaczac z tematu i nie robic osobistych wycieczek, choc jesli
                                to Ty wspomniales o osrodku Zen, to ciekawam, ktory to byl, jesli w Falenicy to
                                czy ten na Malowiejskiej czy na Filmowej? Obydwa dobre.

                                Pa, Katepa
                                • Gość: Czart Re: Do Katepy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.11.01, 22:48
                                  Gość portalu: Katepa napisał(a):

                                  > Ciekawe, czy Lech zrozumial Twoje intencje.
                                  >
                                  > Ciekawe, ze piszesz "Nie chodzilo NAM...."
                                  >
                                  > Wole jednak nie zbaczac z tematu i nie robic osobistych wycieczek, choc jesli
                                  > to Ty wspomniales o osrodku Zen, to ciekawam, ktory to byl, jesli w Falenicy to
                                  >
                                  > czy ten na Malowiejskiej czy na Filmowej? Obydwa dobre.
                                  >
                                  > Pa, Katepa

                                  Faktycznie napisalem nam, gdyz zgadzam sie z wypowiedziami innych, ktorzy
                                  podobnie jak ja starali sie pokazac, ze nie tylko sekty ponosza wine i nalezy
                                  problemowi przyjrzec sie z roznych stron...
                                  Co do mojej praktyki to bylem zwiazany z sanga Koreanska w falenicy jakies dwa
                                  lata, ale mialem kontakt z innymi sangami. Od 10 lat nie praktykuje, tak ze juz
                                  nie mowie o sobie , ze jestem buddysta, co najwyzej sympatykiem... ale jeszcze
                                  kiedys do tego wroce :-)
                                  bo:
                                  "Jakze chcialbym zobaczyc
                                  Miedzy kwiatami o swicie
                                  Twarz Boga"
                                  Basho
                                  Pozdrawiam
                                  • Gość: kwieto Ojeja! IP: *.ipartners.pl 15.11.01, 23:09
                                    Zgadzam sie z Czartem. I Fnollem. I Katepa...

                                    No bo tak:
                                    Czartowi co Czarta: To nie sekty sa zagrozeniem, z ktorym nalezy walczyc, prosta
                                    delegalizacja spowoduje powstanie organizacji jeszcze bardziej agresywnych, a czlowiek nie
                                    jest biedna owieczka wiedziona na rzez, ale ma swoj rozum...

                                    Fnollowi co Fnolla: Tak - higiena psychiczna, i mocne oparcie w sobie, rzeczywistosci,
                                    krytyczne myslenie itd...

                                    Katepie co Katepy: rzeczywiscie, wyciaganie dziecka z sekty to ciezkie przezycie, i zostawia
                                    swoj uraz na psychice, jest to bol , gorycz, wrecz nienawisc do sekty...

                                    I teraz tak: Czart mogl powiedziec "My" - ja sie zgadzam z tym, co on pisal
                                    Tez uwazam, ze Lech wpada w ten sam problem z ktorego wyciagnal syna - przeraza mnie
                                    jego dogmatycznosc, i zrzucenie calej winy na sekty - choc moze to byc usprawiedliwione z
                                    racji sytuacji w jakiej sie znalazl. Ja staralem sie caly czas wytlumaczyc, ze to nie jest tak, ze
                                    cala wine ponosza sekty. Nie byloby sekt, bylyby gangi, dewiacje czy cos jeszcze innego...

                                    Moze przekonywalem o swoich racjach zbyt agresywnie - na swoje usprawiedliwienie
                                    powiem jedynie, ze jesli mowie do kogos, a on ignoruje to co mowie, nie zastanawia sie
                                    nawet nad tym, tylko powtarza swoje twierdzenia reaguje agresja - chce go zmusic do
                                    przerwania serwowania mi dogmatow, a do myslenia... Moze to moj blad.

                                    Acha. Na koniec jeszcze jedno! Co powiecie na historie Izaaka? Ta z Biblii? Kiedy to ojciec
                                    na polecenie Boga bierze wlasnego syna w gory, gdzie urzadza oltarz, na ktorym zlozy swe
                                    ukochane dziecko w ofierze Bogu?
                                    Oczywiscie w Biblii w ostatniej chwili aniol powstrzymuje rodzica - ale gdyby nie ten aniol to
                                    syn zostalby zamordowany przez ojca bez drgniecia okiem.

                                    Czy nie jest to zachowanie typowe dla czlonka sekty??
                            • Gość: fnoll katepa - popieram! :-) IP: 195.150.224.* 15.11.01, 22:30
                              informacja - to najlepsze w kulturze obywatelskiej (do ktorej mam nadzieje
                              nalezymy) narzedzie walki ze stylami życia szkodliwymi dla jednostki i
                              otoczenia, nie podpadajacymi jednak pod kategorie przestepstw

                              dodalbym do tego jeszcze oswiate propagujaca wiedze o czlowieku jako istocie
                              nie tylko literacko-biologiczno-historycznej ale takze "psychicznej" i promocje
                              zdrowia i higieny psychicznej

                              szczegolnie warte jest takze podkreslenie, ze osoba w okresie dojrzewania
                              niezdolna jest po prostu do zaawansowanych "praktyk duchowych" - nie posiadajac
                              jeszcze dobrze osadzonej, zintegrowanej osobowosci nie ma po prawdzie jeszcze
                              czego "uszlachetniac" - wszystko po kolei!

                              pozdrawiam!

                              fnoll
                          • Gość: fnoll do regginy i kwieto IP: 195.150.224.* 15.11.01, 21:29
                            Gość portalu: kwieto napisał(a):

                            > A mantra obronna, myslenie o czyms przyjemnym - nie jest to wlasnie forma
                            > sugestii, czy
                            > manipulacji soba samym? Z tego co pisal fnoll, wychodzi na to, ze tak. Wiec jak
                            > - mam
                            > wypedzac jedna sugestie inna sugestia? A skad wiem, ze ta druga sugestia jest l
                            > epsza od tej
                            > pierwszej?
                            > A moze lepiej wogole unikac sugestii?

                            sugestii nie da sie uniknac :-)

                            jest to zjawisko, ktore "dostraja" nas nawzajem do siebie, ulatwia podejmowanie
                            dzialan przy niedostatku informacji (gdy wszyscy biegna w panice nie masz
                            mozliwosc czy czasu, by sprawdzic jak obiektywnie wyglada zagrozenie - nogi same
                            podrywaja sie do biegu) - a nigdy nie mamy wszystkich "koniecznych" informacji,
                            dlatego korzystamy z pamieci i sugestii wlasnie

                            zjawisko sugestii nawet nie jest ograniczone do gatunku ludzkiego - specyficzne
                            dla czlowieka jest to, ze sugestii podlegaja procesy nie wystepujace u innych
                            gatunkow - tzw. wyzsze czynnosci psychiczne, czyli, ogolnie - myslenie

                            nie mieszalbym pojec sugestii i manipulacji poza tym

                            manipulacja to celowe wywolywanie w kims stanu przez nas zamierzonego, przy
                            nieswiadomosci "ofiary" co do charakteru tego wplywu, a nawet wbrew jej woli
                            (czyli, ze gdyby wiedziala o co chodzi, to by nie chciala)

                            przykladem sugestii w sluzbie manipulacji jest reklama

                            ale jest tez manipulacja bez sugestii - na przyklad artykuly w prasie "na
                            zamowienie", czy w ogole bledne informacje (choc niektorzy by sie spierali, czy
                            to tez nie jest sugestia - ja stoje jednak na stanowisku, ze sugestia wymaga
                            bezposredniego oddzialywania, bo inaczej bysmy uznali, ze znaki drogowe maja na
                            nas wplyw "sugestywny", a to by rozdelo i rozmylo pojecie sugestii)

                            dla mnie, ze powtorze, sugestia to zjawisko wzajemnego, spontanicznego
                            dostrajania sie organizmow zywych w ich zachowaniu i stanie

                            mecze pilki noznej, pielgrzymki, wiece, strajki - bez sugestii nie byloby tego,
                            bo by sie ludzie nie dostrajali

                            takze sugestia sama w sobie nie jest ani zla ani dobra, mozna sie poprostu
                            "dostroic" z korzyscia lub ze szkoda dla siebie (ludzie bioracy udzial w
                            zbiorowych brutalnych czynach potem mowiacy "stracilem glowe!" i czujacy sie z
                            tym zle - przyklad)

                            jesli chodzi o mantre obronna to laczy sie z nia takie ryzyko (ktore trafnie ujac
                            kwieto piszac o zwalczaniu sztana diablem), ze sama moze stac sie natretna
                            "niechciana" mysla - takze zdecydowanie zdrowiej jest tak sie uksztaltowac, by
                            nie mialo sie mysli "niechcianych" - takie mysli sa wyrazem niepelnego
                            zintegrowania osobowosci (ze czesc nas samych uznajemy za "nie-ja" i zwalczamy na
                            rozne sposoby - nie da sie jednak kawalka siebie z siebie wyrzucic, wiec taka
                            odrzucona czastka ciagle trzyma nas w szachu, wymaga ciaglego "pilnowania", co
                            moze prowadzic do rozwiniecia sie nerwicy, lub przy sklonnosciach psychotycznych
                            do powstania osobowosci wielokrotnej - jak u osob zwanych "medium")

                            poza tym takie "odrzucone czesci nas samych" moga nas wlasnie wbrew "naszemu"
                            interesowi zaprowadzic w bardzo niebezpieczne regiony - bo "nie-ja" w nas to te
                            same procesy ktore buduja "ja" - chca sie urzeczywistniac

                            takie wypieranie popedu seksualnego moze zaowocowac popelnianiem przestepstw na
                            tle seksualnym przy chwilowym zamroczeniu swiadomosci (czyli "ja")

                            podobny proces moze stac za podjeciem praktyk religijnych ktore w efekcie gleboko
                            zaburzaja osobowosc

                            dlatego obrona przed "ciemna strona sugestii" to wlasnie uwaznosc, krytycyzm i
                            zintegrowanie (czyli dojrzalosc)

                            wspomne jeszcze, ze nie jest tak, ze jest sie zintegrowanym albo nie, raczej jest
                            tak, ze wieksza lub mniejsza ilosc procesow psychocznych stanowi spojna calosc
                            budujaca "ja" - jestesmy mniej lub bardziej zintegrowani

                            z obrazem skrajnej dezintegracji (rozszczepienia) mamy do czynienia w ostrej
                            fazie schizofrenii

                            takie to piekne jest kontinuum naszego zdrowia psychicznego :-)

                            pozdrawiam

                            fnoll

                            aha - do regginy: nie wydaje mi sie by wysoce zintegrowana osobe dalo sie wessac
                            w przeksztalcaje ja ze szkoda praktyki religijne, chyba, ze przy pomocy silnych
                            oddzialywan rozbijajacych jej zintegrowanie (jak frustracja podstawowych potrzeb,
                            odurzanie, zastraszanie, umieszczanie wsrod ludzi swoim zwartym zachowaniem
                            stanowiacych silne oddzialywanie sugestywne ("a moze to oni maja racje, a ja
                            jestem szalony?") - czyli cos, co wlasnie zwiemy praniem mozgu, czego jednak
                            zdrowa osoba po prostu unika, chyba, ze jest "prana" sila, np. w wiezieniu, w
                            wojsku, podczas przesluchan)
                            • reggina Re: mantra obronna 16.11.01, 10:05
                              Mantra obronna jest dla mnie rodzajem wzmocnionej modlitwy.
                              Np. musze przejsc przez ciemny las, ale sie boje. Moge pozwolic na to, zeby
                              strach mnie opanowal i nie pojsc, moge pojsc, ale bedzie to dla mnie potworny
                              stres, albo moge isc powtarzajac mantre i czuje sie bezpieczna.
                              Nie chodzi mi o to aby w ten sposob odrzucac czesc swojej osobowosci.
                              A ze jest to sugestia.. stosuje autosugestie rowniez w innej formie, np.
                              afirmacje czy programowanie. Robie to swiadomie, aby osiagnac konkretne cele.
                              Czy uwazasz, ze to jest zle?
                              • fnoll Re: mantra obronna 16.11.01, 12:13
                                nie uwazam mantry obronnej za zla, o nie! jest zdecydowanie lepsza od nurzania
                                sie w paralizujacym, irracjonalnym leku! to tak jak liczenie oddechow przy nauce
                                medytacji - moze byc praktycznym narzedziem

                                chcialem tylko wskazac na ryzyko zwiazane ze stosowaniem mantr obronnych - ze z
                                praktycznego narzedzia moga stac sie juz nieprzystosowawczym, a nawet uciazliwym
                                nawykiem (ze trzeba ja "stosowac" w coraz wiekszej ilosci sytuacji)

                                pewna dawka strachu w roznych sytuacjach jest nam potrzebna, bo wyostrza nasza
                                uwage, przygotowuje nas do ewentualnej ucieczki lub walki - i zaklocenie tego
                                naturalnego dostrojenia do potencjalnie niebezpiecznej sytuacji moze nam
                                zaszkodzic (mowiac bajkowo: wyluzujemy, nie uslyszymy skradajacego sie wilka i
                                nas zje!)

                                jesli znajdujesz umiar w poslugiwaniu sie mantra obronna i nie jest dla ciebie
                                przymusem i jedynym dostepnym sposobem radzenia sobie ze strachem - to w
                                porzadku!

                                chodzi o to, aby nasze narzedzia nie rzadzily nami

                                afirmacja i NLP (jesli o to ci chodzilo) tez nie sa same w sobie zle czy dobre,
                                madrze wykorzystane przysporza nam korzysci - lecz nieodpowiedzialnie pograza nas

                                afirmacja na przyklad moze uruchomic psychotyczne, niedojrzale mechanizmy
                                obronne, ktore skutecznie odcinaja czlowieka od kontaktu z rzeczywistoscia (nasze
                                zycie bedzie takie sobie lub gorsze, lecz my bedziemy czuc sie wspaniale,
                                bedziemy krzywdzic innych - ale zyjac w przekonaniu, ze okazujemy im milosc)

                                stad ostrzezenie od pradawnych nauczycieli duchowych - ze na sciezce "rozwoju
                                duchowego" (ktory jest wlasnie opanowywaniem sztuki wolicjonalnego
                                transformowania umyslu) czycha wiele niebezpieczenstw

                                mozna sobie pomoc - mozna zaszkodzic

                                tylko to chcialem napisac - nie ze mantry sa zle, ale ze podstawa jest
                                zintegrowana osobowosc - mantry, afirmacje sa dodatkiem, nie moga byc receptka na
                                dyskomfort wynikajacy wlasnie z niskiego zintegrowania osobowosci - bo wtedy
                                zamiast pomagac szkodza

                                najpierw trzeba zmierzyc sie z soba "nauralnym" w kontakcie ze swiatem - a potem
                                dopiero, gdy wyszlo sie z tego starcia wzmocnionym, mozna zajac sie swoim umyslem
                                i "natura" rzeczywistosci

                                takie jest moje zdanie - najpierw rozwoj "doczesny" - a potem "duchowy"

                                pozdrawiam!

                                fnoll
                  • fnoll jeszcze o terminie "psychomanipulacja" 16.11.01, 12:25
                    napisalem:

                    "termin "psychomanipulacja" nie jest jednak terminem naukowym,
                    choć tak brzmi, lecz potocznym, gazetowo-ulotkowym"

                    a potem Lech zarzucil mi, ze wcale tak nie jest wskazujac na konferencje
                    naukowa pod tytulem "psychomanipulacja w sektach, bizniesie i grupach
                    spolecznych" z ktorej sprawozdanie jest pod adresem:
                    www.thfac.poznan.pl/PWT98/psyche/index.htm

                    jest taka zasada, zwana brzytwa Ockhama - by nie mnozyc bytow ponad miare

                    zjawiska poruszone na tej konferencji tak po prawdzie nie potrzebuja do ich
                    opisu stworzenia nowego terminu "psychomanipulacja", bo doskonale mozna je
                    opisac przy pomocy juz istniejacych terminow naukowych

                    jednakze termin "psychomanipulacja" jest lepszy marketingowo np. od sugestii, a
                    dla powodzenia konferencji istotne jest ilu ludzi sie nia zainteresuje

                    takze sama nazwa konferencji jest swietnym przykladem "psychomanipulacji" :-)

                    termin ten swietnie pasuje do jezyka gazet - ale nie nauki

                    studiujac problematyke sugestii i oddzialywan sugestywnych, a takze psychologie
                    spoleczne i rozne sposoby manipulacji jednostka i grupa - nigdy sie z nim nie
                    spotkalem

                    manipulacja to manipulacja

                    dodawanie tego "psycho-" z przodu to zagrywka reklamowa (taka jak nagminne
                    dodawanie "eko-" do nazw roznych produktow), szczerze mowiac draznia mnie takie
                    zagrywki wsrod naukowcow - bo dbalosc o czystosc terminologii jest dla nauki
                    bardzo istotna, niektorzy jednak uwielbiaja zasmiecac ja kolejnymi zbednymi
                    bytami

                    pozdrawiam

                    fnoll
    • Gość: Lech Jestem dyskriminowany za prawdę o sektach! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.01, 07:53
      UWAGA!!! TA WIADOMOŚĆ JEST WYSŁANA NIE Z MOJEGO KOMPUTERA!!!
      NIE MOGĘ JUŻ UCZESTNICZYĆ W DYSKUSJI NA TEMAT SEKT BO ONE MAJĄ SWOICH
      POPLECZNIKÓW, KTÓRZY ZAŁATWILI ZANLOKOWABIE MI DOJŚCIA DO FORUM Z MOJEGO
      KOMPUTERA!!!
      PONIŻEJ OSTATNI POST, KTÓRY WYSYŁAM DZIĘKI ŻYCZLIWOŚCI WŁAŚCICIELA INNEGO
      KOMPUTERA:

      Re: kazdy medal ma dwie strony - sprostowanie
      Autor: reggina@poczta.gazeta.pl
      Data: 15-11-2001 11:16

      A ja bym prosiła trochę więcej na temat tych metod psychomanipulacji. Jakieś
      przykłady i jak się przed tym bronić.
      Kilka lat temu byłam na paru spotkaniach pewnej grupy. Mówili różne rzeczy,
      które bedąc tam, przyjmowałam jako oczywistą prawdę objawioną, ale po pewnym
      czasie bez kontaktu z nimi, widziałam to zupełnie inaczej. Na czym to polega?

      Odpowiadam: Prowadząc dyskusję o sektach na forum gazeta.pl cenzura "Wyborczej"
      zablokowała mi możliwość prowadzenia dalszej dyskusji. Wszystko wskazuje na to,
      że sekty mają tam swoich popleczników i to oni doprowadzili w ten sposób do
      uniemożliwienia przekazywania niewygodnych dla nich informacji. Co ciekawe,
      owej cenzurze zupełnie nie przeszkadzają im posty, gdzie już w samych tytułach
      wątków nie brak wulgarnych wyrazów i niewybrednych obelg nawet pod adresem
      znanych osób publicznych. Oto jaki komunikat pojawił się po próbie wysłania
      postu zawierającego moją odpowiedź do jednego z dyskutantów:

      "Wiadomosc nie zostala wyslana, powód: twój host zostal zabanowany z powodu
      naruszenia zasad uzytkowania forum, odwolanie od tej decyzji mozna zlozyc na
      adres: forum@gazeta.pl "

      Dlatego ustosunkuję się do postu mojego poprzednika


      fnoll napisał: "jako że grzebię się w psychologii, to wszelkie słowa z "psycho"
      budzą moje zainteresowanie - termin "psychomanipulacja" nie jest jednak
      terminem naukowym, choć tak brzmi, lecz potocznym, gazetowo-ulotkowym..."

      Otóż jest NIEPRAWDA!!!. Sam uczestniczyłem konferencji naukowej, której
      współorganizatorem był Instytut Psychologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w
      Poznaniu, a jej tytuł brzmiał: "Psychomanipulacje w sektach, buiznessie i
      grupach społecznych"
      Czy sądzi Pani, że organizatorzy tak poważnej konferencji, jak m.in. prof.
      Tomasz Maruszewski, by pozwolili sobie w jej tytule użyć terminu "potocznego,
      gazetowo-ulotkowego"?

      Proponuję zajrzeć na stronę internetową z tej konferencji:
      www.thfac.poznan.pl/PWT98/psyche/index.htm

      Przeglądając tą stronę może Pani, jak i pozostali dyskutanci, dowiedzieć sie
      nieco o tym, co to jest psychomanipulacja.

      Muszę przenieść się na inne fora dyskusyjne, które szanują prawo do wolności
      słowa i nie blokują swobodnego przekazu informacji.

      Pozdrawiam i żegnam szanownych dyskutantów

      Lech Rugała (represjonowany za pisanie prawdy o sektach)
      • Gość: Czart Re: Jestem dyskriminowany za prawdę o sektach! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.11.01, 18:17
        Jak ja "kocham zapach napalmu poranna pora".
        ps.
        Lechu nie poliwoj.
        ;o)


        • Gość: Lech MÓWI DYSKRYMINOWANY ZA PRAWDĘ...! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.01, 20:39
          UWAGA!!! TEKST WYSŁANY NIE Z MOJEGO KOMPUTERA!!!
          Opis koszmarnych przeżyć rodziny w związku z uczestnictwem syna w sekcie Hare
          Kryszna zamieściłem na forum dyskusyjne gazeta.pl już w sierpniu br. ...
          Później doszło do wymiany poglądów na temat już nie tylko tej jednej,
          krytykowanej przeze mnie sekty, ale dyskutanci poruszali coraz to nowe wątki w
          dyskusji. Zaczęli włączać się zwolennicy sekt i ich zakamuflowani adepci
          udający bezstronnych uczestników forum...

          Przedwoczoraj forum dyskusyjne gazeta.pl założyło blokadę na dostęp z mojego
          komputera. Teraz dyskutanci forum gazeta.pl wypisują co chcą, a moi adwersarze
          ubliżają mi, ale fabrykują zarzuty jakie tylko im pasują, bo wiedzą, że ja i
          tak nie mogę na tym forum tego sprostować.

          Pytam: czy to jest w porządku wobec innych dyskutantów, których cenzura
          pozbawiła dostępu do informacji o sektach opartej na osobistym doświadczeniu?
          Czy tak ma wyglądać poszanowanie prawa do do wolności słowa i swobodnego
          dostępu do informacji, czego tak głośno domagają się owe mniejszości wyznaniowe?

          Na forum gazeta.pl nie brak dyskutantów, których długo nie byłbym w stanie
          doścignąć w ilości przesyłanych znaków, w używaniu wulgarnych wyrazów itp. Ale
          oni mogą być spokojni. Ich nikt z forum nie usunie, bo nie poruszają tematów
          niewygodnych. Bo oni nie ujawniają prawdy o sektach, która tak nie podoba się
          niektórym dyskutantom.

          A co do zablokowania mojego SDI, to dobrze wiem, czyja to sprawka. Nie jest
          przecież żadną tajemnicą, że ekspertem na obu forach: "Kuchnia wegetariańska"
          i "Wegetarianizm" na portalu gazeta.pl jest Kinga Błaszczyk-Wójcicka z Hare
          Kryszna i niewątpliwie musi mieć dobre układyć z całym tym towarzystwem
          administrującym forum dyskusyjne, a możliwe, że z samym głównym szefem -
          Michnikiem.
          • Gość: dike SPISEK IP: *.icpnet.pl 16.11.01, 20:58
            Nieodzalowany sp Kisiel napisal kiedys:

            "Mowienie bzdur jest dowodem wolnosci.
            Tym razem, niestety, wolnosci od mozgu..."

            Pozdrawiam
          • Gość: kwieto Re: MÓWI DYSKRYMINOWANY ZA PRAWDĘ...! IP: *.ipartners.pl 16.11.01, 22:43
            Michnik przywodca sekty?
            Rowno w gowno, rama rama, om, om!

            Jak widac z reakcji Lecha, banowanie IP jego komputera mija sie z celem - wiec po co cos
            takiego robic?

            P.S.
            Czy w regulaminie forum jest wogole przewidziana mozliwosc zabanowania czyjegos IP?
            A jesli tak, to za co? I czy wogole jest cos takiego jak "regulamin forum?"

            P.S. 2. (dla Lecha)
            Chcialbym zobaczyc ten komunikat - mozesz mi zrobic "print screen'a" i podeslac?
            adres: kwieto@mac.com
            • Gość: Lech Cenzura GW w żaden sposób nie ingeruje??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.01, 19:50
              To jest tekst wysłany z innego komputera. Jeśli ten zablokują mogę iść do
              kawiarenki internetowej. a może zablokują całe moje miasto???

              W stopce Forum dyskusyjnego gazeta.pl znajduje taka oto informacja:

              "Agora S.A. informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i W ŻADEN SPOSÓB NIE
              INGERUJE w treść wątków i komentarzy umieszczanych przez użytkowników na Forum.
              Usuwane mogą być jedynie listy o treści reklamowej lub rażąco sprzecznej z
              zasadami Netykiety, zgodnie z Regulaminem Forum."

              Zakładanie blokady na dostęp do dyskusji to nie jest żadna ingerencja? To czym
              to jest, bo w końcu nie jest też usuwaniem listów? Zaiste, zdumiewające!
              Przecież blokada została założona właśnie z powodu przesyłanych przeze mnie
              listów, których treść, bynajmniej nie reklamowa, nie spodobała się cenzorom
              zarówno ze względu na temat, jakiego dotyczyła, jak i w miarę wyczerpującego
              podbudowania tego tematu odniesieniem do autentycznych świadectw ludzi i
              faktów, których nie znajdzie się w żadnej literaturze.

              O co tu więc chodzi? Oczywiście, że o ingerencję w związku z "niestosownym"
              tematem. Po prostu niektórzy już pogłupieli sądząc, że pełne poszanowanie i
              uznanie należy się tylko tzw. "nowym i mniejszościowym grupom wyznaniowym" (w
              rzeczywistości często nadużywającym wolności religii ze szkodą dla ludzi). W
              ich ujęciu ma to wręcz być elementarnym sprawdzianem poszanowania praw
              człowieka i demokracji w ogóle. Jak widać po tym forum wolno krytykować
              szanowane autorytety, uznanych polityków i papieża, kościół katolicki i
              prawosławny oraz inne tradycyjne wyznania, nie przebierając w tu środkach:
              obelżywości i nikczemności, ale od sekt - wara!!!

              Chyba nie tędy droga, by popierać absolutną wolność religii, bo czasami możemy
              ocknąć się na łózku szpitalnym po jakimś ataku gazowym, jak "Najwyższej Prawdy"
              w tokijskim metrze, albo zasypani w zawalonym biurowcu po samobójczym ataku
              terrorystów islamskich...

              Tym wszystkim, którzy zachowali trochę trzeżwości i zdrowego rozsądku proponuję
              zajrzeć na stronę internetową Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki, członka
              federacji podobnych ośrodków działających w Unii Europejskiej (FECRIS):

              free.ngo.pl/rorij/

              Pozdrawiam

              Lech Rugała, RORiJ
              • Gość: yeah Re: Cenzura GW w żaden sposób nie ingeruje??? IP: 195.187.97.* 19.11.01, 14:04
                Ej, gościu, a słyszałeś kiedyś o schizofrenii paranoidalnej? Ta choroba ma dosyć charakterystyczne
                objawy.
Pełna wersja