Dodaj do ulubionych

Miłość jest zła...

30.10.06, 14:01
Proszę pomóżcie, tak bardzo potrzebuję teraz pomocy i wsparcia psychicznego
piszę tutaj bo nie mam do kogo z tym się zwrócić... moje wylanie żali na forum
traktuję jako swoistą terapię. Jestem na etapie walki samej z sobą - po raz
kolejny podejmuję próbę odkochania się w kimś, kogo nigdy nie powinnam
pokochać. Tyle razy już próbowałam... tyle razy miałam nadzieję że w końcu mi
się uda... walczę ze sobą, ze swoim ciałem, psychiką, rozumem, sercem... jak
długo tak można? Uczucie, które pojawia się w nieodpowiedniej chwili, dotyka
ludzi którzy nigdy nie powinni zwrócić na siebie uwagi, uczucie destrukcyjne,
które jest tylko bólem, cierpieniem, które zatruwa życie osób trzecich,
nieświadomie biorących udział w tych zdarzeniach – taka miłość jest zła, jest
karą zesłaną z góry, tylko dlaczego?
7 lat cudownego małżeńskiego szczęścia, harmonii, wzajemnego zaufania,
oddania, wspaniałego życia z ukochaną osobą – które miało trwać wiecznie nawet
jeszcze rok temu byłam pewna że tak będzie... Potem pojawia się zło, które
całą tą sielankę burzy, obraca w pył, rujnuje. Powoli w szczęście dwojga ludzi
zaczyna sączyć się trucizna – pojawia się ten drugi. Niby nic się nie dzieje,
ale też nic już nie jest takie jak wcześniej. Śnisz o tym drugim, myślisz o
nim, wszystko co robisz dla niego, zastanawiasz się jak on by cię dotykał,
porównujesz jak on by się zachował w danej sytuacji, co by powiedział, kochasz
się z mężem ale cały czas wyobrażasz sobie że kochasz się z nim. Całe twoje
życie jest podporządkowane jednej myśli ON. Czy to już jest zdrada? Czy na tym
etapie już zdradziłam mego męża czy jeszcze nie? A najważniejsze, jak się od
tego uwolnić? Może znajdzie się jakiś mądry psycholog i doradzi mi JAK MAM
SKUTECZNIE OSZUKAĆ SIEBIE SAMĄ???
Obserwuj wątek
    • hyper_mouse Re: Miłość jest zła... 30.10.06, 14:48
      wiesz, może po protu zdradź swojego męża, niezrezalizowane fantazje męczą 1000
      razy bardziej niż te zrealizowane.
      • yokooo Re: Miłość jest zła... 30.10.06, 14:54
        Nie takich rad oczekiwałam zakładając ten wątek... ja nie chcę zdradzać, chcę
        zniszczyć w sobie to złe uczucie, które tak zatruwa mi moje życie rodzinne...
        chcę od tego się uwolnić, tylko nie wiem jak to zrobić...
    • aska275 Re: Miłość jest zła... 30.10.06, 19:41
      Gdybyś naprawdę kochała męża to taka sytaucja by się nie zdarzyła. To jest
      bardzo proste.
      • yokooo Re: Miłość jest zła... 31.10.06, 11:07
        aska275 napisała:

        > Gdybyś naprawdę kochała męża to taka sytaucja by się nie zdarzyła. To jest
        > bardzo proste.


        Z całego serca życzę ci, aby tego twierdzenia życie nigdy nie zweryfikowało i
        żebyś dalej była tak pewna siebie.
        • aska275 Re: Miłość jest zła... 31.10.06, 13:41
          Bo to powtórzę - proste. Jak kogoś naprawdę kochasz to nie wywijasz takich
          numerów a tobie widać czegoś ewidentnie brak. Ale ludzie dorabiają sobie
          ideologię, ja siebie znam i wiem, że jak kocham to nikt innym dla mnie nie
          istnieje ale niedawno przeżyłam coś podobnego ale ja nie miałam męża, tylko
          faceta i go zostawiłam bo myślenie o tamtym było nieustające, choć nie wiem czy
          będziemy razem.
    • shangri-la Re: W tytule sprzeczność n/t 30.10.06, 21:56

    • lilit555 Re: Miłość jest zła... 31.10.06, 00:36
      yokooo napisała:

      JAK MAM SKUTECZNIE OSZUKAĆ SIEBIE SAMĄ???



      Na oszukiwaniu samej siebie z pewnoscia nie da sie zbudowac szczesliwego zycia.
      Przeciez wlasnie to robisz, snisz o tym drugim, a kochasz sie z mezem.
      Pozostaje wlasnie zrobic cos odwrotnego: przestac sie oszukiwac. Zadac sobie kilka pytan: czego zabraklo w moim malzenstwie? czego TERAZ potrzebuje, a co wyobrazam sobie, ze moge dostac od tego drugiego? czy kocham meza? z jakiego powodu z nim jestem?
      Tylko szczere odpowiedzi gwarantuja podjecie madrej decyzji, a pozniej podjecie jej i zaakceptowanie konsekwencji.
      Zycze Ci powodzenia i szczescia.
    • solaris_38 nałogi sa bardzo mocne i zwodnicze 31.10.06, 02:06
      kobito droga namietność jest nałogiem
      ale nie miłosc

      miłośc jest zaprzeczeniem nałogu

      z jakichś względów zaparagnęłaś mocncyh wrażeń
      a twoja wyobraxnei je jescze rozdyma do nierealnych pozomów i to cie jeszcze
      mocniej warunkuje
      wydaje cie sie ze coś tracisz

      coś bardzo ważnego


      lecz to tylko obsesja

      pielęgnowana pzrez ciebie karmiona najczulszymi fantazjami wymarzona :)

      hodujesz węża na włąsnym łonie

      sama sobie to robisz

      w rzeczywistośc wąż nie jest ci pewnie potrzebny tak bardzo jak myslisz

      ale czasem człowiek potzrebuje dostać troche w tyłek
      i jesli tego szukasz to ... zycze ciz eby to sie wszystko skończyło dobrze
      dla ciebie i was wszystkich
      • yokooo Re: nałogi sa bardzo mocne i zwodnicze 31.10.06, 11:09
        solaris_38 napisała:

        > kobito droga namietność jest nałogiem
        > ale nie miłosc
        >
        > miłośc jest zaprzeczeniem nałogu
        >


        Powiedz mi Solaris, jak odróżnić miłość od namiętności? a przede wszystkim jak
        wyzwolić się od takiej "namętności"?
        • solaris_38 nałogi sa bardzo mocne i zwodnicze 31.10.06, 11:55
          miłość nie daje takiego haju
          nałóg daje
          ma się po nim jazdy podobne tylko do narkotycznych

          zresztą substancja chemiczna która sie wyzwala w pierwszej fazie choć nie
          pomnę jej wzoru (jakaś amina ketamina ? ...) i buduje tak sile przeżycia ktore
          wywołują uzależnienie

          miłość nawet najsilniejsza zawiera w sobie silne dążenie do dobra i twojego i
          partnera zostawia czas na kontemplacje i nie cierpi kiedy jej pożądanie nie
          może być zaspokojone

          myślę że na początku każda miłość jest nałogiem i dlatego tak wielu ludzi w
          momencie odstawienia od źródła uniesień może popełnić samobójstwo zaniedbać
          dom rodzinę obowiązki i popaść w głęboka depresję

          to niezwykle silne doznania i mózg niestety zaczyna świrować

          najlepszym znakiem czy coś jest miłością czy nie sa OWOCE
          tylko miłość daje dobre owoce

          zaś namiętne pożądanie musi DOSTAĆ
          cierpi i musi być jak nałóg karmiony nowymi dawkami wywołuje bezsenność obsesję

          jeśli nawet oba stany występują razem to nałóg zdobędzie przewagę
          jego moc jest patologiczna

          zadaj sobie wiec pytanie
          czy chcesz mieć tego faceta czy chcesz być szczęśliwa

          jak się już totalnie z nim umęczysz - pojmiesz to i sama porzucisz bo .. to
          je st nie warte

          żadne zbyt silne fizjologicznie i niedostępne inna droga (poza narkotykami)
          przeżycie nie da w sumie nic dobrego żadnej ze stron



          • yokooo Re: nałogi sa bardzo mocne i zwodnicze 31.10.06, 14:27
            solaris_38 napisała:


            > myślę że na początku każda miłość jest nałogiem i dlatego tak wielu ludzi w
            > momencie odstawienia od źródła uniesień może popełnić samobójstwo zaniedbać
            > dom rodzinę obowiązki i popaść w głęboka depresję

            Może z tego "nałogu" też powstanie miłość? czy można to wykluczyć?


            > to niezwykle silne doznania i mózg niestety zaczyna świrować
            >
            > najlepszym znakiem czy coś jest miłością czy nie sa OWOCE
            > tylko miłość daje dobre owoce

            Żeby poznać owoce musiałabym spróbować, żeby spróbować muszę zdradzić mego męża,
            a tego nie chcę.


            > zadaj sobie wiec pytanie
            > czy chcesz mieć tego faceta czy chcesz być szczęśliwa

            Zadałam sobie pytanie i wychodzi na to, że abym była szczęśliwa musiałabym mieć
            i męża i tego drugiego, jak widać jestem skazana na nieszczęście.
    • ewiku To nie miłość... 31.10.06, 12:04
      tylko zwykłe pożądanie czyli coś, czego Ci być może brakuje w tej chwili w
      małżeństwie
      może warto szczerze się przez chwilkę zastanowić, że jednak nie wszystko było
      tak cudownie jak próbujesz sobie i nam wmówić
      więcej prawdy i otwartości przynajmniej ze sobą samą a to pożądanie minie Ci
      samo... lub odejdziesz od męża


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • adzna1 Re: To nie miłość... 31.10.06, 13:28
        Witam.
        Wiele niejasności i trudno nawet fachowcom byłoby się wypowiedzieć.
        Powiem tak, budzisz się i jeśli całkowicie się obudzisz, to podejmiesz decyzję.
        Życie zafundowało CI taki klops, żeby czegoś Cię nauczyć - czego? jak się
        dowiesz, to będziesz wiedziała co zrobić.
        Psychol. będzie wypytywał o szczególy, zwracał uwagę na niuanse Twego życia,
        pewnie będzie chciał, żeby dobrze się wszystko zakończyło.
        Pytanie: dla kogo dobrze?
        • beanr Re: To nie miłość... 31.10.06, 14:28
          Właśnie, dla kogo dobrze? Co to znaczy, w tym przypadku, dobrze?
          Na pewno dobrze by było czasem wiedzieć, czego się tak naprawdę chce i do czego
          dąży, ale zdarza się, że życie pisze taki scenariusz, że można się nieco
          pogubić w tym, co dla nas jest tak naprawdę ważne... Też trochę ostatnio
          pobłądziłam ...
          • cure.3 Re: To nie miłość... 31.10.06, 14:45
            Własnie przezywam to samo.Tkwię w dziwnej chociaż niesamowicie mocnej relacji z
            kimś oddalonym o kilkaset km ode mnie. Rozmaiwamy ptrzez
            internet,telefon,podsycając tą i tak olbrzymia juz tęsknotę za wspólna
            bliskością. Ale zdaje sobie sprawę,że to to chyba jedna z tych toksycznych
            relacji-silne skrajne emocje od wielkiej euforii aż po wściekłość przeplatane
            coraz czestymi rozstaniami. Oboje mamy pewne problemy emocjonalne,może dlatego
            wydaje mi sie tak bliski,sądzę,że mnie rozumie bo przezywa podobne dylematy co
            ja. Ale z drugiej strony jest ON. Mieszka w tym samym mieście co ja,byliśmy do
            niejdawna razem ale czułam,że cos się wypalało. Wciąz mnie kocha,jest
            czuły,dobry,wyrozumiały-idealny na męża i życiowego partenra. Jest tylko
            jedno :"ale"-wydaje mi się,że już go nie kocham, a może to po prostu juz inny
            etap miłości. No i tamto silne uczucie to tamtego meżczyzny. Czuje się
            zagubiona w tych uczuciach. Co o tym myslicie?Co wybrać?
            • aska275 Re: To nie miłość... 31.10.06, 16:59
              Skoro tak się kochacie z tamtym oddalonym o kilkaste km to dlaczego nie
              jesteście razem? Te km wam przeszkadzają?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka