czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.01, 23:46
Co sądzisz o Bogu?
    • Gość: Kreska Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: 10.129.132.* 12.11.01, 00:38
      Gość portalu: anne napisał(a):

      > Co sądzisz o Bogu?
      Nic.
      Nie wierzę.
      (Nawiasem mówiąc pytanie chyba obraźliwe dla wierzących???)
      Przykro mi, za to rozczarowanie, jakie Ci sprawiam, jednak piszę żeby Ci
      uświadomić, że mimo to możemy się porozumiewać. Jeśli chcesz.
      Kreska

      • Gość: motek Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.BrockU.CA 12.11.01, 23:52
        Ha! Niedawno czytalem taka sobie ksiazke, "Devices and Desires" chyba; nie
        pamietam dokladnie. Z ust jednego z bohaterow padla tam taka kwestia
        (tlumaczenie moje ;-)).
        "Nie, nie wierze w Boga. To znaczy, nie wierze, ze Jezus byl Bogiem. Ale wierze
        w to, co glosil."

        Pozdrawiam,

        -m-
    • konstancja Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 12.11.01, 05:43
      Uslyszlam pare dni temu, ze Bog jest w kazdym z nas. Po angielsku Bog to God,
      ktos powiedzial, ze God to jedynie skrot od slow "God of Your Destiny".
      Czy wierze???
      Wierze i ufam. Odkrywalam go powoli i mysle ze sie udalo.

      Pozdrawiam
      :)))
      • Gość: Anna26/7 Anne i Kreska IP: *.244.227.250.Dial1.Washington1.Level3.net 12.11.01, 21:11
        Kresko, ja jestem wierzaca, ale Twoj brak wiary mi zupelnie nie przeszkadza ani
        mnie nie obraza. Moj maz jest niewierzacy i jakos jeszcze nigdy nie klocilismy
        sie o religie.

        Odpowiadajac na pytanie Anne: Wierze, bo mam taka potrzebe. Jako istota
        niedoskonala i potrzebujaca pomocy dosyc czesto zakladam istnienie KOGOS, kto
        jest wszechmocny i kochajacy.
        • Gość: mag stworca? IP: *.homechoice.co.uk 02.01.02, 20:37
          Bog stworzyl ludzi a kto stworzyl boga...?
    • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 13.11.01, 13:14
      Wierzę w Boga i ufam całkowicie. Bardziej pomaga mi ufność niż wiara. Wiara
      może budzić niepokój, obawy. Ufność, to całkowite bezpieczeństwo.
      Mimo mojej wiary, nie potrafię jednak odnaleźć się w żadnej religii.
      Chodzę do kościoła, żeby nie robić przykrości rodzinie. Rozmawiam sobie z
      Bogiem po swojemu. Nie potafię uwierzyć w sakramenty. Patrzę na tych ludzi
      chodzących do spowiedzi, czy do komuni i zastanawiam się, czy są przez to
      szczęśliwsi. Czy rzeczywiście w to wierzą, może powinnam im zazdrościć?
      Bóg jest miłością i kocha wszystkich. Wierzycie,że jest dla Niego ważne jaką
      wyznajecie religię, albo czy w ogóle jakąś wyznajecie?
      Dla mnie to nie jest ważne. Wolę oceniać ludzi po tym co robią w życiu.
      A przecież Bóg jest ponade mną. Czy może być tak małostkowy?
    • Gość: Lech Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 13:30
      Ostrzeżenia dla tych, którzy są niewierzącymi znajdziecie na tymże forum w
      wątku "Sekty niszczą rodziny!!!"
      Problem ludzi niewierzących nie tkwi bowiem w ich braku wiary w Boga, ale w
      tym, że są gotowi uwierzyć we wszystko. Łatwo mogą dać się uwieść i dostać w
      szpony jakiejś obłednej sekty.

      Pozdrawiam
      • kornik2 Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 13.11.01, 14:11
        jestem niewierzący, ale nigdy nie dostałem się w szpony żadnej sekty, choć
        jestem bardzo otwarty na różne inne wizje świata niż ta przedstawiana przez
        jedynie słuszną religię. I nie sądzę abym kiedykolwiek w takie szpony wpadł
        gdyż po prostu uważam, że mam swój rozum, i nie lubię gdy ktoś /czy religia czy
        sekta, choć doprawdy nie wiem gdzie przebiega ta granica/ mówi mi co mam robić.

        ludzie nie przystępują do sekt/religii ot tak sobie

        często szukają czegoś czego takie czy inne podejście filozoficzne im nie daje

        I bardzo się sobie dziwię, że dałem się wciągnąć w dyskusję z Panem. Bo
        przecież Pan i tak wie lepiej.
        • Gość: Lech Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 16:23
          kornik2 napisał(a):

          > jestem niewierzący, ale nigdy nie dostałem się w szpony żadnej sekty, choć
          > jestem bardzo otwarty na różne inne wizje świata niż ta przedstawiana przez
          > jedynie słuszną religię. I nie sądzę abym kiedykolwiek w takie szpony wpadł
          > gdyż po prostu uważam, że mam swój rozum, i nie lubię gdy ktoś /czy religia czy
          >
          > sekta, choć doprawdy nie wiem gdzie przebiega ta granica/ mówi mi co mam robić.
          >
          > ludzie nie przystępują do sekt/religii ot tak sobie
          >
          > często szukają czegoś czego takie czy inne podejście filozoficzne im nie daje
          >
          > I bardzo się sobie dziwię, że dałem się wciągnąć w dyskusję z Panem. Bo
          > przecież Pan i tak wie lepiej.
          Ty wiesz o tylko o sobie samym. Wątpię, że rozmawiałeś z tyloma ludżmi, jak ja w
          ramach Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki, w którym się udzielam. Wielu rodzinom
          udzielałem porady i informacji o tzw. sektach. Z tych rozmów wiem, kto jest
          najbardziej podatny na werbunek sekty. Niestety, przeważają sekty, do których
          trafiają głównie ci, którzy wcześnie deklarowali się jako zagorzali ateiści. Są
          też sekty, które specjalnie nastawiły się na werbowanie ludzi gorliwie wierzących
          w Boga.
          Różnica między nami, jako dyskutantami tego forum, jest taka, że ja na co dzień
          stykam się z ofiarami sekt, a ty prawdopodobnie z zetknąłeś się z tylko
          teoretycznie tym problemem na forum dyskusyjnym.

          • kornik2 Re: Spowiedź ateisty 13.11.01, 21:14
            Nie jestem zagorzałym ateistą i wcale się nim nie urodziłem, oficjalnie gdzieś
            tam w jakiś kartotekach figuruję. Tylko, że moi rodzice byli na tyle mądrzy, że
            pozostawili mi możliwość wyboru. Nie chciałem chodzić na religię /a jestem z
            tych roczników, na których w liceum wymuszono oficjalne zdeklarowanie się w tej
            kwestii/, to nie chodziłem. Bo już wcześniej doszedłem do wniosku, że to
            wszystko było takie powierzchowne. Dają ci parę zasad, karzą ich przestrzegać i
            zwalniają człowieka od jakiejkolwiek odpowiedzialności i myślenia.

            Dlaczego Pan zakłada, że każdy musi gdzieś należeć? A jak jeszcze nie należy to
            na pewno wkrótce się gdzieś zapisze? Dobrowolnie, pod przymusem, czy też
            zostanie do tego zmuszony jakimś podstępem? A co z ludźmi, którzy mają silne
            poczucie niezależności?

            Otarłem się o wielu ludzi o bardzo różnych poglądach /w życiu, a nie jak mi Pan
            wmawia w teorii/ i wiele im zawdzięczam, bo pozwolili mi spojrzeć na wiele
            spraw zupełnie z innej strony. I myślę, że dzięki temu moje horyzonty myślowe
            są jednak dużo szersze niż Pana, bo ta dyskusja toczy się na tym forum już dość
            długo ale do Pana i tak, żadne argumenty, które tu padły, niestety nie
            docierają.

            I trzeba by było się zastanowić jaki sens ma takie trzymanie na siłę przy
            rodzinie?

            Gdyby mnie moja rodzina chciała tak na siłę przywracać na własne łono /bo
            przecież głoszę takie heretyczne poglądy, więc napewno wpadłem w jakąś sektę/
            to by pewnie tego nie wytrzymał i zniknął bez śladu. I to pomimo bólu, jaki bym
            im sprawił. Po prostu uważam, że ludziom powinno się pozwolić swoim życiem i
            pozwolić im na ponoszenie pełnej odpowiedzialności za to co z tym życiem robią.

            A wszystkim przydałoby się poszerzanie horyzontów, a nie zamykanie się tylko na
            swoim podwórku. I traktowanie wszystkiego co inne jako patologię, którą trzeba
            zwalczać.

            • Gość: Lech Re: Spowiedź ateisty IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 23:36
              Kornik2: "Gdyby mnie moja rodzina chciała tak na siłę przywracać na własne
              łono /bo przecież głoszę takie heretyczne poglądy, więc napewno wpadłem w jakąś
              sektę/ to by pewnie tego nie wytrzymał i zniknął bez śladu. I to pomimo bólu,
              jaki bym im sprawił. Po prostu uważam, że ludziom powinno się pozwolić swoim
              życiem i pozwolić im na ponoszenie pełnej odpowiedzialności za to co z tym
              życiem robią"

              LR: Trochę dziwne by było bierne przyzwalanie na związanie się dziecka z np.
              ideologią satanistyczną i jego uczestniczenie w rytuałach satanistycznych jak
              zabijanie kota lub, co goprsza - jak w Rudzie Śląskiej - zabijania dwojga
              młodych ludzi w ofierze dla szatana.

              Wydaje mi się, że jesteś młodym i przesadnie pewnym siebie - jak to w tym wieku
              bywa - człowiekiem. Tolerancję rozumiesz zapewne tylko jednostronnie. To
              rodzice powinni tolerować wszelkie poglądy, kaprysy i wynaturzone zachowania
              swoich dzieci, natomiast owe dzieci nie muszą nawet najmniejszym stopniu
              tolerować tego co pragną ich rodzice, np. wspólnie uczestniczyć i pomagać w
              gospodarzeniu domem, gdzie mieszkają. To zjawisko jest dziś dość powszechne, a
              ulubionym zajęciem dorastającej młodzieży jest stwarzanie problemów
              wychowawczych. Wiąże się to z ostatnio modnym "bezstressowym" stylem
              wychowania, a wtedy ten stress przechodzi na rodziców i wychowawców...
              Młodzi ludzie, czy to wierzący, czy nie, często buntują się przeciwko
              otaczającej ich rzeczywistości, ochoczo przyjmują infantylne poglądy o
              możlwości szybkiego i łatwego naprawienia świata. Tacy idealiści, w tym także
              ateiści, są często łatwym łupem dla sekt, które doskonale się kamuflują. Sekty
              kryją się np. za grupami ekologów albo wegetarian. Czy młody i niedoświadczony
              człowiek jest w stanie się zorientować, że za np. propozycją spędzenia
              atrakcyjnych i tanich wakacji w gospodarstwie ekologicznym może kryć się sekta?
              Sekty mają tysiące pomysłów, jak przyciągnąć adeptów. Może to być flirt,
              zaproszenie na wykład "naukowy", kurs doskonalenia pamięci itp. Tylko mi nie
              mów, że znasz już wszystkie metody werbunku i prawdziwe oblicza wszystkich
              sekt. Najlepszym przykładem, jak sekta potrafi manipulować ludźmi są zbiorowe
              samobójstwa czy przypadek ataku gazowego w tolijskim metrze, dokonanego przez
              sektę "Najwyższa Prawda", której członkowi to niemal wyłącznie lekarze,
              naukowcy i inni ludzie z wyższym wykształceniem.
              • Gość: kwieto Re: Spowiedź ateisty IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 23:54
                To ze czlonkowie sekt sa wyksztalceni nie zwalnia ich od zwyklej glupoty - ilu jest
                wyksztalconych (czyt: z dyplomem) imbecyli w Polsce? (przepraszam za uogolnienia)

                No i niestety - ale za infantylne podejscie dzieci do swiata odpowiadaja (rownie infantylni)
                rodzice. Nie wierze, ze ktos sie rodzi "z trudnym charakterem" czy "taki juz jest". To tylko
                wymowka na swa nieudolnosc wychowawcza.

                A! i przypomina mi sie fragment programu w TV o chlopaku z USA ktory zabil swoich
                rodzicow, a nastepnie urzadzil masakre w szkole. No i przez pol programu mowi sie nam -
                byl wyalienowany, mial jedna przyjaciolke, nie dogadywal sie z matka. Ojciec (ktory go nie
                rozumial kompletnie) uznal, ze najlepszym sposobem na jego problemy jest sport, wiec
                zapisal go na futbol, co okazalo sie porazka, bo chlopak wogole sie do tego nie nadawal. Ale
                ojciec postanowil - wiec na treningi musial chodzic.
                A nastepnie lektor zadaje pytanie: "DLACZEGO WIEC, WYCHOWYWANY W
                KOCHAJACEJ RODZINIE CHLOPAK SIEGNAL PO BRON?"
                Jak uslyszalem to "KOCHAJACEJ" - ogarnal mnie histeryczny smiech....
                • Gość: Lech Re: Spowiedź ateisty IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 00:10
                  Gość portalu: kwieto napisał(a):

                  > To ze czlonkowie sekt sa wyksztalceni nie zwalnia ich od zwyklej glupoty - ilu
                  > jest
                  > wyksztalconych (czyt: z dyplomem) imbecyli w Polsce? (przepraszam za uogolnieni
                  > a)
                  >
                  > No i niestety - ale za infantylne podejscie dzieci do swiata odpowiadaja (rowni
                  > e infantylni)
                  > rodzice. Nie wierze, ze ktos sie rodzi "z trudnym charakterem" czy "taki juz je
                  > st". To tylko
                  > wymowka na swa nieudolnosc wychowawcza.
                  >
                  > A! i przypomina mi sie fragment programu w TV o chlopaku z USA ktory zabil swoi
                  > ch
                  > rodzicow, a nastepnie urzadzil masakre w szkole. No i przez pol programu mowi s
                  > ie nam -
                  > byl wyalienowany, mial jedna przyjaciolke, nie dogadywal sie z matka. Ojciec (k
                  > tory go nie
                  > rozumial kompletnie) uznal, ze najlepszym sposobem na jego problemy jest sport,
                  > wiec
                  > zapisal go na futbol, co okazalo sie porazka, bo chlopak wogole sie do tego nie
                  > nadawal. Ale
                  > ojciec postanowil - wiec na treningi musial chodzic.
                  > A nastepnie lektor zadaje pytanie: "DLACZEGO WIEC, WYCHOWYWANY W
                  > KOCHAJACEJ RODZINIE CHLOPAK SIEGNAL PO BRON?"
                  > Jak uslyszalem to "KOCHAJACEJ" - ogarnal mnie histeryczny smiech....

                  Wypisujesz mi tu swoje teorie i infantylne przemyślenia nie podbudowane żadnym
                  praktycznym doświadczeniem. A znasz się na tym problemie jak przysłowiowa "kra na
                  pieprzu".
                  Ja osobiście przeżyłem uczestnictwo dziecka w sekcie, mój syn NIE BYŁ I NIE JEST
                  ŻADNYM IMBECYLEM. Na co dzień stykam się z ofiarami sekt, którzy TEZ NIE SĄ
                  IMBECYLAMI...
                  W ogóle nie mam ochoty już czytać twoich wydumanych farmazonów i inwektyw pod
                  adresem ludzi, których spotkało nieszczęście. Jestem przekonany, że nie nadajesz
                  się na założyciela rodziny i na ojca i wychowawcę dzieci, bo jak by coś było nie
                  tak, to zaraz byś ubliżał im od durniów, imbecyli itp.
                  • Gość: kwieto Re: Spowiedź ateisty IP: *.ipartners.pl 14.11.01, 00:34
                    Glupota dla mnie oznacza "brak myslenia" brak stawiania sobie pytan, brak refleksji w
                    stosunku do tego co sie robi.
                    Natomiast slowo "imbecyl" dotyczylo jakiejs szerokiej grupy, a nie koniecznie Ciebie,
                    nieprawdaz? Jesli odebrales je osobiscie - przepraszam, nie o to mi chodzilo.
                    Mi chodzi wylacznie o to, ze jesli ktos zastanawia sie nad soba, tym co robi, jakie sa tego
                    skutki - ciezko jest mu w czambul przyjac pewne wzorce, jesli widzi ich negatywne efekty.

                    Jesli jest to myslenie infantylne - na pewno nie bardziej infantylne niz Twoje, wiec nie
                    zarzucaj mi tego, czym sam grzeszysz - Tobie sie wydaje, ze proste wprowadzenie zakazu
                    istnienia sekt zalatwi problem. I to jest myslenie bardzo naiwne.
                    Nie wpadlem w sekte dlatego, ze trudno by bylo mnie zwerbowac - a nie dlatego, ze nie
                    trafilem na "oddzial werbunkowy". Gdyby sekty uzaleznialy wszystkich tak jak probjesz to
                    wmowic - wtedy wszyscy bez wyjatku bylibysmy czlonkami sekty (lacznie z Toba
                    oczywiscie). Tak jednak nie jest, wiec musi po temu byc jakis powod?
                    Ja uwazam, ze tym powodem jest zdolnosc do samodzielnego myslenia, krytycznosc wobec
                    siebie i swiata. I potrafie ta teze obronic.
                    Ty natomiast swoje tezy po prostu powtarzasz, a zamiast je uzasadniac przytaczasz relacje
                    ludzi manipulowanych przez sekte, ktore to relacje jednak nie nie odpowiadaja na watpliwosci
                    zglaszane przez czytelnikow forum (w tym mnie)

                    Wydaje mi sie, ze jestes strasznie dogmatyczny, i odstepstwo od przyjetych przez siebie
                    wartosci traktujesz jako "dewiacje" lub "infantylnosc". Dlatego coraz bardziej sie
                    zastanawiam - czy Ty sam nie jests czlonkiem jakiejs sekty???
                    • Gość: Lech Manipulacja informacją w sektach IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 16:47
                      Już pierwsze spotkanie z werbownikami sekty najczęściej wiąże się z zatajeniem
                      informacji, z kim rozmawiamy - podaje się fałszywe lub mylące dane. Kult
                      uniemożliwia w ten sposób skorzystanie ze społecznego doświadczenia,
                      zgromadzonego w "uprzedzeniach" wobec toksycznych organizacji. Doskonałą okazją
                      dla sekt są imprezy typu festiwal kultury, obóz językowy, kurs doskonalenia
                      osobowości, a nawet pielgrzymka, gdzie werbownicy mogą pozostać anonimowi.
                      Kiedy już grupa ma pierwsze nitki kontroli nad nowicjuszem nadal starannie
                      chowa "trudne elementy doktryny" (nie znajdzie się ich również dokładnie
                      czytając całą literaturę udostępnioną przez kult), a nawet oszukuje go
                      podając "tymczasowe interpretacje". Tak samo traktuje społeczeństwo, zachowując
                      prawdziwe przekonania dla najbardziej wtajemniczonych. W samookreśleniu kulty
                      uwielbiają podszywać się pod uznane społecznie autorytety: instytut,
                      uniwersytet, nauka, wiedza, ośrodek badawczy czy tradycje religijne, np.
                      hinduizm, buddyzm.
                      • Gość: kwieto To nie jest odpowiedz IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 17:45
                        No tak - ja tu argumentuje, prezentuje swoj punkt widzenia, staram sie wejsc w
                        jakas polemike...

                        I dostaje odpowiedz jak z automatycznej sekretarki.

                        Nabieram coraz wiekszego przeswiadczenia, ze jestes z jakiejs sekty. Bo
                        poslugujesz sie glownie formulkami wyuczonymi na pamiec, mam wrazenie, ze nie
                        potrafisz samodzielnie myslec, ze ktos Ci zrobil wode z mozgu i powiedzial co
                        "powinienes" glosic.
                        Szkoda.
                        • kornik2 Re: To nie jest odpowiedz 14.11.01, 18:04
                          ja doszedłem do identycznego wniosku i dlatego już przestałem się wogóle odzywać
                          • Gość: Lech Podjąłeś słuszną decyzję... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 18:45
                            kornik2 napisał(a):

                            > ja doszedłem do identycznego wniosku i dlatego już przestałem się wogóle odzywa
                            > ć
                            I BARDZO DOBRZE!!! Lepiej się więc już nie odzywaj, bo przedstawionym przeze mnie
                            faktom i doświadczeniu z autopsji potrafisz tylko przeciwstawić swoją
                            wyidealizowaną wizję rzeczywistości, podbudowaną na wyjątkowym egoiźmie i
                            fanatycznej wierze we własną nieomylność.

                        • Gość: Lech To jest odpowiedż na wcześniejsze wątpliwości IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 18:28
                          Gość portalu: kwieto napisał(a):

                          > No tak - ja tu argumentuje, prezentuje swoj punkt widzenia, staram sie wejsc w
                          > jakas polemike...
                          >
                          > I dostaje odpowiedz jak z automatycznej sekretarki.
                          >
                          > Nabieram coraz wiekszego przeswiadczenia, ze jestes z jakiejs sekty. Bo
                          > poslugujesz sie glownie formulkami wyuczonymi na pamiec, mam wrazenie, ze nie
                          > potrafisz samodzielnie myslec, ze ktos Ci zrobil wode z mozgu i powiedzial co
                          > "powinienes" glosic.
                          > Szkoda.

                          To jest odpowiedź na twoje wąpliwości, tyle że to nie do ciebie, bo ty i tak nie
                          czytasz moich postów i nawet nie starasz się ich zrozumieć (to chyba niezbyt
                          zdrowe), ale dla innych ewentualnych czytelników forum.

                          • Gość: kwieto Re: To jest odpowiedż na wcześniejsze wątpliwości IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 20:14
                            Wiesz, jak z kims rozmawiam, to nie lubie, jesli on mowi "nie do mnie, a kolo
                            mnie"

                            Po tym, co odpowiedziales Koscie mam pewnosc, ze nalezysz do sekty. Tylko
                            jakiej?
                            • Gość: kwieto sprostowanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 20:15
                              Nie koscie oczywiscie, ale kornikowi.

                              Pozdrawiam
              • kornik2 Re: Spowiedź ateisty 14.11.01, 00:32
                Jest Pan bardzo, ale to bardzo chory

                na coś co jest skrzyżowaniem sklerozy umysłowej z fanatyzmem,

                a ja to na własny użytek nazywam pierdołowatością starczą

                i obawiam się, że w tym stadium , które Pan tu zaprezentował, jest to już

                nieuleczalne!!!!!!!

                I uważam, że ktoś powinien był to Panu w końcu powiedzieć
                • kornik2 Re: Spowiedź ateisty -PS. 14.11.01, 00:38
                  i wcale się teraz nie dziwię dlaczego Pana syn związał się z sektą
                  • kornik2 Re: Spowiedź ateisty -PS. 14.11.01, 00:41
                    za to bardzo przepraszam wszystkich to czytających za słowa, których zostałem
                    zmuszony użyć
                    • Gość: Lech Oj...jak prawda zabolała IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 08:07
                      kornik2 napisał(a):

                      > za to bardzo przepraszam wszystkich to czytających za słowa, których zostałem
                      > zmuszony użyć

                      Prawda zabolała, że musiałeś aż w trzech kolejnych postach mi naubliżać?
                      A potem przepraszać wszystkich za niestosowne słowa? Nie bądź smieszny.
                      Życże ci młody, gniewny człowieku dalszego niezmiennie dobrego samopoczucia,
                      samozadowolenia (może samouwielbienia?) oraz satysfakcji z poznawania
                      własnej "prawdy"

      • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 13.11.01, 14:23
        Nie wydaje mi się, aby niewierzący byli specjalnie zagrożeni wciągnięciem do
        sekty. Chyba, że szukaliby namiastki Boga w ziemskim guru. Bardziej chyba grozi
        to wierzącym, którzy sądzą, że do zbawienia potrzebują przewodnika, a
        jednocześnie religia, ktorą do tej pory byli karmieni nie daje im duchowego
        wsparcia.
        Osobiście nie chcę, żeby ktokolwiek mówił mi co mam robić, ani guru, ani ksiądz.
        Powiedziałąm księdzu, przy okazji chrzcin córki, że do spowiedzi nie chodzę (od
        14 lat), bo żyję w zgodzie z Bogiem. Oczywiście stwierdził, że to niemożliwe,
        ale kartkę podpisał (może dla dobra dziecka). A dzieci mam ochrzczone, bo nie
        chcę ich narażać na problemy w naszej społeczności. W przyszłości same wybiorą,
        co dla nich dobre. Dla mnie ważne jest, by nie krzywdziły innych.
        • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 13.11.01, 14:43
          Tak, tez mam z tym problem - jak juz sie tych dzieci "dorobie" to chyba bedzie wypadalo je
          ochrzcic, i wypuszczac na lekcje religii (no bo lekcje religii sa w takich samych grupach jak
          klasa szkolna (i w szkole), wiec pozostale dzieci moglyby zameczyc odmiencow)

          I rowniez uwazam, ze to osobe wierzaca latwiej jest sciagnac na droge sekty - bo
          (przepraszam za uogolnienie), mam wrazenie, ze spora czesc wierzacych nie mysli
          samodzielnie, a tylko przyjmuje do wiadomosci dogmaty.
          A co za problem zastapic jedne dogmaty innymi?
        • fnoll chrzest dzieci - tak na marginesie 13.11.01, 15:23
          a ja mam nadzieje, ze nie ochrzczenie dziecka nie sprawi mu wiekszych problemow niz
          piegi na nosie, okulary czy spora tusza :-)

          bo gdyby bylo inaczej - skad ta odwaga u protestantow, prawoslawnych, zydow i pozostalych ludzi innych
          niz katolickie wyznan by nie chrzcic dzieci w kosciele katolickim? dlaczego tak strasznie narazaja swoje
          dzieci? czy ich nie kochaja? nie zalezy im na ich szczesciu?

          ja cenie sobie odwage bycia soba, bycia innym niz przecietny przyzwoity, dostrzegania i doceniania roznic
          miedzy ludzmi - i to chce przekazac swojemu dziecku

          pzdr!

          fnoll
          • Gość: kwieto Re: chrzest dzieci - tak na marginesie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 16:03
            Inne wspolnoty religijne sa wspolnotami - latwiej im, bo "trzymaja sie razem".
            Poza tym, o ile tolerancja do innych wyznan jeszcze jakos tam istnieje, o tyle
            ateista czasem jest traktowany jak sam diabel wcielony

            Mam rozne wspomnienia z dziecinstwa
            A moj ojciec (nauczyciel) dostal kiedys wypowiedzenie z jednej ze szkol w
            ktorych uczyl (calkiem niedawno, jakies 3-4 lata temu) wylacznie dlatego, ze
            byl ateista i sie z tym nie kryl - prowadzil dysputy na ten temat ze szkolnym
            katecheta, ktorego wiara opierala sie na slepej wierze w dogmaty...
            A w Olecku (tego od przystanku Woodstock) swego czasu ksiac z ambony
            powiedzial, ze nie da rozgrzeszenia ludziom ktorzy ogladaja serial
            "Dynastia"...

            Jest wiec czego sie bac.

            Co prawda jeden z moich wujow jest proboszczem pewnej parafii i nie jest
            dogmatyczny, mozna z nim pogadac - ale jest w zdecydowanej mniejszosci. Wiecej
            widze "Ojcow Rydzykow" niz "Tischnerow". Moze po prostu Rydzyki glosniej
            krzycza?
            • Gość: fnoll Re: chrzest dzieci - tak na marginesie IP: 195.150.224.* 13.11.01, 19:04
              nie strasz kwieto, nie strasz

              wiesz - tyrani wszelakiej masci karmia sie strachem swych potencjalnych ofiar

              najmocniejszy tyran siedzi w tobie

              jak moglbym podpisywac sie pod idea wolnosci religii i swiatopogladu i wzajemnego
              poszanowania, gdybym sam jej nie realizowal?

              chrzczenie dziecka w religii do ktorej de facto nie naleze jest poza tym nie w porzadku wobec
              tej religii, osobiscie traktuje wszelkie religie z szacunkiem - i wykorzystywanie jakiegos z religijnych
              obrzadkow dla wlasnych utylitarnych celow (zeby dziecko, a zatem i ja, mialo swiety spokoj)
              uwazam za niemoralne - oszukuje kaplana udzielajacego sakramentu, bo wiem przeciez, ze
              nie wychowam swej pociechy na katolika sam nim nie bedac

              z drugiej strony - w chrzczeniu dziecka "dla swietego spokoju" jest ukryte zalozenie, ze katolicy sa
              potencjalnie niebezpieczni dla nie grajacych w ich klubie i nie majacych ochrony ze strony innych
              klubow, zatem lepiej sie do nich, chocby tak troche na niby, przylaczyc

              ja nie uwazam, zeby w katolicyzmie krylo sie cos szczegolnie wrogiego wobec bezwyznaniowych,
              niebezpieczni sa konkretni ludzie - a przed tymi nie uchroni cie ani wstapienie do partii, ani do klubu
              strzeleckiego, ani do masonerii, ani do jakiegos kosciola itp.

              a czasy wojen religijnych mamy szczesliwie daleko za soba w tej czesci europy :-)

              no i, ze napisze raz jeszcze - religia jaka by nie byla jest dla mnie zbyt powazna sprawa, zeby sobie
              z niej robic jaja

              a we wszelkich konfliktach biora udzial dwie strony - postawa szacunku potrafi niejednego chama ostudzic,
              o ile, naturalnie, nie jest to czas mordobicia i nadmiernego spozycia

              sztuka jest takze nie prowokowac ognioglowych :-)

              pzdr!

              fnoll
              • Gość: kwieto Re: chrzest dzieci - tak na marginesie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 19:43
                Hmmm - wpadlismy w pulapke bo nie napisalem na poczatku (traktowalem jako
                oczywistosc), ze liczy sie tu zdanie partnerki (matki dziecka), ktoras jakos
                tak nie wiedziec czemu zalozylem jako wierzaca. No i tu trza by sie liczyc z
                jej zdaniem - nie bede specjalnie protestowal, jesli hipotetyczna ona zechce je
                ochrzcic. ALe jesli oboje bedziemy niewierzacy - wtedy rzeczywiscie chrzest nie
                ma sensu...
                • Gość: fnoll Re: chrzest dzieci - tak na marginesie IP: 195.150.224.* 13.11.01, 20:00
                  racja - to zupelnie zmienia postac rzeczy :-)

                  ukladanie sie z calym spoleczenstwem to zupelnie inna bajka niz ukladanie sie
                  ze swoja polowica :-)))) - tu trudno o jakies ogolne zasady, jak w koalicji,
                  podzial ministerstw (ministerstwo finansow, kuchni, odkurzania, wiary,
                  polityki, komputera etc.) wypada inaczej w kazdym przypadku, a w dodatku
                  podlega renegocjacjom :-))))

                  pzdr!

                  fnoll
      • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 13.11.01, 14:38
        Nie oceniaj ludzi niewierzacych skoro ich wogole nie znasz. Np. moj ojciec jest ateista, i
        doszedl do ateizmu za pomoca pewnego wysilku umyslowego - po prostu przemyslal pare
        spraw. Wyobrazenie sobie go jako wielbiciela jakiejs sekty wzbudza wylacznie moja wesolosc.

        Ja moglbym siebie okreslic jako agnostyka - moze to kwestia ostroznosci? W kazdym razie o
        ile dopuszczam istnienie Boga jako takiego, mam troszke inne wyobrazenie o nim. Dla mnie
        Bog jesli juz jest - jest wszedzie: w drzewie, kamieniu, czlowieku, odchodach, nawet i
        sekcie... I nie lubie modlic sie do Boga - wole go po prostu doswiadczac. Tyle, ze nie jestem
        taki znowu pewien czy on naprawde jest...
        • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 13.11.01, 15:00
          Gość portalu: kwieto napisał(a):

          > >
          >
          > Bog jesli juz jest - jest wszedzie: w drzewie, kamieniu, czlowieku, odchodach,
          > nawet i
          > sekcie... I nie lubie modlic sie do Boga - wole go po prostu doswiadczac. Tyle,
          > ze nie jestem
          > taki znowu pewien czy on naprawde jest...


          Całkowicie się zgadzam. Wierzę, że jest - w jakiejś formie. Nie wierzę w
          staruszka z brodą, ale ufam, że coś jest. I z tym CZYMŚ-KIMŚ lubię sobie pogadać.
          Wierzę,że mnie rozumie i nic Go nie obchodzi, czy chodzę do kościoła.

          Irytuj mnie jednoczesna wiara w duszę niesmiertelna i zmartwychwstanie ciała.
          • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 13.11.01, 15:03
            A mnie Chrzescijanskie zalozenie, ze czlowiek jest po to "by panowac nad swiatem" - zero
            rownouprawnienia. No i dlaczego Kosciol (chrzescijanski) uporczywie twierdzi, ze dusza
            ludzka jest niesmiertelna, ale juz na przyklad zwierzeca umiera? Dobrze, ze choc nie odmawia
            sie prawa zwierzetom do duszy wogole...
        • Gość: Dave Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: 195.117.238.* 13.11.01, 16:35
          Gość portalu: kwieto napisał(a):

          > Nie oceniaj ludzi niewierzacych skoro ich wogole nie
          znasz. Np. moj ojciec jest ateista, i doszedl do ateizmu
          za pomoca pewnego wysilku umyslowego - po prostu
          przemyslal pare spraw. Wyobrazenie sobie go jako
          wielbiciela jakiejs sekty wzbudza wylacznie moja
          wesolosc.

          > Ja moglbym siebie okreslic jako agnostyka - moze to
          kwestia ostroznosci? W kazdym razie o ile dopuszczam
          istnienie Boga jako takiego, mam troszke inne wyobrazenie
          o nim.
          Dla mnie Bog jesli juz jest - jest wszedzie: w drzewie,
          kamieniu, czlowieku, odchodach, nawet i sekcie... I nie
          lubie modlic sie do Boga - wole go po prostu doswiadczac.
          Tyle, ze nie jestem taki znowu pewien czy on naprawde
          jest...

          --------------------------

          Co do dojscia do ateizmu, droga spekulacji mysleniowych -
          do takich samych wnioskow, opartych na prawach fizyki i
          matematyki, Stephen Hawking udowodnil, ze Bog nie
          istnieje - to jedynie moge powiedziec, ze jest to
          absurdem. Nie mozna opierajac sie na prawach zarzadzycych
          wszechwiatam udowniac badz obalac istnienia kogos lub
          czegos, co z zalozenia jest ponad tymi prawami.
          Nie twierdze, ze Bog istnieje napewno (jedynie wierze, ze
          tak).
          I nie mam tez na celu, obrazenia ciebie lub twojego ojca,
          powiem wiecej, bardziej szanuje dobrego ateusza niz
          chrzescijanina, bo na katolika czeka nagroda po smierci,
          a dobry ateusz jest taki za darmo.
          Pzdr
          • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 19:47
            Powiedzmy, ze jest tak:
            Moj ojciec nie wierzy bo nie da sie udowodnic istnienia Boga (mimo "cudow" i
            innych takich)
            Ja nie wiem, czy wierzyc, z tych samych powodow.

            Bo to, ze nie da sie udowodnic, rzeczywiscie nie swiadczy, ze czegos nie ma.
            Przynajmniej moim zdaniem. Dlatego mimo wszystko nie moge sie zdecydowac i
            wybralem agnostycyzm - choc to nie jest dobre slowo dla tego co odczuwam...
      • Gość: qocur skąd pan to tak dobrze wie, panie Lechu? IP: *.*.*.* 13.11.01, 14:47
        Jestem "niewierzący". Miewam różne problemy, ale z całą pewnością żaden z nich
        nie wynika z mojej tzw. niewiary. Mogę nawet twierdzić, że większość problemów,
        z którymi się borykałem przez pierwsze dwadzieścia parę lat życia, wynikała z
        prób uwierzenia i dopasowania się do tego, co mi wkładali do głowy księża i
        katecheci. Dlatego nie "dostanę się w szpony" żadnej sekty - a już na pewno nie
        takiej, która się nazywa kościołem.
    • fnoll Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 13.11.01, 15:45
      wierzyc to mozna w dogmaty konkretnej religii albo w czyjes relacje o czyms, czego sie nie widzialo
      (np. w istnienie Afryki)

      Boga sie doswiadcza albo nie

      kwestia wtorna jest ujmowanie tego doswiadczenia w jezyku - jezyk nie jest lustrem rzeczywistosci,
      jest jedynie jej interpretacja - stad latwo o przypadek, gdy te sam werbalny konstrukt przyczepimy do
      dwoch roznych zjawisk, lub gdy na jedno zjawisko ukujemy szesc wzajemnie sprzecznych interpretacji

      taka milosc na przyklad - wszyscy wiedza o co chodzi, a nie ma jednego, dobrego, uniwersalnego
      opisu milosci (no chyba, ze ktos ja wepchnie w redukcjonistyczny jezyk nauki i nazwie odpowiednim
      stezeniem hormonow i neurotransmitterow w mozgu)

      no i tez padaja rownie wewnetrznie sprzeczne pytania - czy wierzysz w milosc?

      milosci sie doswiadcza albo nie

      i tyle

      tak uwazam - bo to upraszcza sprawe, a ja lubie rzeczy proste ;-)

      pzdr!

      fnoll
      • Gość: Kosta Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: 217.153.80.* 13.11.01, 16:15
        fnoll napisał(a):

        > Boga sie doswiadcza albo nie
        > milosci sie doswiadcza albo nie
        >
        > i tyle
        >
        > tak uwazam - bo to upraszcza sprawe, a ja lubie rzeczy proste ;-)
        >
        > pzdr!
        >
        > fnoll

        Istotnie, mocno to uprosciłeś. O ile miłości doświadcza się w wyniku kontaktu z
        drugą osobą lub grupą ludzi (miłuj bliźniego swego...) i w zasadzie dowody tej
        miłości możemy otrzymać w każdej chwili, o tyle doświadczanie Boga to chyba
        zupełnie coś innego i jednak bardziej skomplikowanego. I raczej tylko wybranym
        dane jest go doswiadczyć.
        Kosta
        • Gość: fnoll sprostowanie do kosty IP: 195.150.224.* 13.11.01, 19:19
          Gość portalu: Kosta napisał(a):

          > > Boga sie doswiadcza albo nie
          > > milosci sie doswiadcza albo nie

          to powyzej jest twoim dzielem sugerujacym, ze stawiam znak rownosci miedzy doswiadczaniem Boga
          i doswiadczaniem milosci - a wcale tak nie jest

          podalem milosc tylko i wylacznie jako bliski wiekszosci przyklad doswiadczenia ktore trudno ujac w slowach,
          i tylko w tej trudnosci jest analogiczna do doswiadczania Boga

          widzisz, jak to ciezko z tym jezykiem?

          poza tym w kwestii bycia wybranym do doswiadczania Boga - to wyraz ludzkiej pychy, tak uwazam, bo na przyklad
          Jezus mowil, ze gdzie dwoch sie zgromadzi w jego imieniu tam on wsrod nich bedzie, i beda czuc jego obecnosc,
          poza tym beda miec na stale towarzystwo Ducha Swietego - proste, nie? nie trzeba byc nikim specjalnie wybranym,
          by miec to doswiadczenie w chrzescijanstwie - wystarczy byc chrzescijaninem :-)

          pzdr!

          fnoll
        • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 19:48
          Bzduuuuuuuuuuuura!

          Nie trzeba byc Swietym aby byc blisko boga - trzeba miec w sobie choc odrobine
          subtelnosci
      • Gość: Z Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.radio.com.pl 13.11.01, 16:27
        Fnoll zaczął spierać się o słówka, idąc tym sposobem możemy się zacząć
        zastanawiać, c znaczy słowo Bóg, czy jest to tylko niewyobrażalna istota, czy
        też Bogiem może zostać ktoś dla nas? Ktoś całkiem ziemski, można w tej roli
        zobaczyć np. idola.., ale nie o tym chciałem.

        Dlaczego wiara a nie doświadczanie? Może dlatego, że kojarzy się z
        doświadczeniem? I takim życiowym i takim w laboratorium. A jak doświadczenia
        pogodzić z Bogiem?

        A wiara może dlatego, że chyba najpierw trzeba zawierzyć w istnienie...

        Dlatego będę posługiwał się sformułowaniem wiara, zamiast doświadczanie, choć
        zgadzam się z postulatem w całej rozciągłości.

        Rozumiem potrzebę wiary. czasami doświadczam sytuacji, kiedy świadomość
        istnienia KOGOŚ, bardzo byłaby pomocna, ale będąc zatwardziały w swej
        niewierze, nie dopuszczam takiej możliwości.

        A sekty i niewierzący? Tak jak i przedmówcy jestem zdania, że to właśnie Ci
        wierzący, są w stanie znaleźć się w ramionach takiej instytucji. Określanie
        kościoła mianem sekty jest o tyle odważne co niebezpieczne w naszym kraju, może
        nie do końca prawdziwe, lecz mające dużo racji.

        Mam jedno pytanie do ogółu, czy waszym zdaniem potrzeba wiary (doświadczania
        istnienia) jest silniejsza u osób ze słabszą osobowością?
        • Gość: Forward Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: 213.25.166.* 13.11.01, 19:33
          Oczywiście że Boga nie ma. To pojęcie jest bezsensowne empirycznie.
        • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 19:54
          Z ta potrzeba wiary u osob slabszych psychicznie cos jest...

          No bo nie musisz odpowiadac za to co robisz - wystarczy stwierdzic, ze to Bog
          Cie doswiadcza, zaplakac nad losem, i nie musisz juz myslec...
          Poza tym - zaspokajasz w ten sposob potrzebe wsparcia, akceptacji - nawet jak
          wszyscy Cie opuszcza, jest ktos (Bog), ktory Cie nie zostawi...
        • Gość: fnoll Zeeeeeeet!!! ;-) IP: 195.150.224.* 13.11.01, 20:27
          Gość portalu: Z napisał(a):

          > Fnoll zaczął spierać się o słówka

          wrecz przeciwnie, wrecz przeciwnie! chcialem wykazac, ze Bog, jako przejawiajacy
          sie w trudnym lub nawet niemozliwym do wyrazenia w slowach doswiadczeniu jest
          poza dyskusja - doswiadcza sie go albo nie i tyle

          spierac o slowa mozna sie w dyskusji o wierze - kto w co wierzy, co uznaje za
          prawdziwe, dobre i wskazane, i dlaczego

          bo wiara dotyczy po prawdzie przekazu werbalnego danej religii - ze mimo, ze nie
          ma dla nich bezposredniego uzasadnienia w doswiadczeniu (bo jakie doswiadczenie
          uzasadnia spowiedz czy pokute? - oczywiscie zanim sie w nimi nie oswoilo),
          uznajemy jej polecenia za sluszne i godne stosowania

          kwestia wiary jest to, co zapisane

          czy ktos zapisal Boga? nie - zapisano jedynie polecenia dotyczace tego, jak zyc,
          co jest dobre, a co zle - i w to mozna wierzyc, lub nie, o to tez mozna sie
          spierac proponujac inne zestawy polecen, inne hierarchie wartosci itp.

          religia poza tym jest kwestia spoleczna - trzeba jej dogmaty grupowo uzgodnic, i
          stad dyskusje na temat wiary sa calkiem zasadne

          Bog jest niejako obok religii i religia w swej sferze dogmatycznej moze sie
          wlasciwie bez doswiadczenia Boga obyc - wystarczy jej uprawomocnienie ze strony
          wierzacej spolecznosci

          bo Bog, jako osiagalny jedynie w drodze bezposredniego doswiadczenia (nie mozna
          sie go nauczyc jak teorii z podrecznika), ktore w dodatku niemozliwe jest do
          wyrazenia (a zatem wzajemnego uzgodnienia w drodze werbalnej czy to jest to, czy
          nie to) jest kwestia indywidualna - co nie znaczy, ze kazdy ma swojego Boga, o
          nie, znaczy to tylko tyle, ze kazdy nawiazuje kontakt z Bogiem sam, i dopiero za
          jego posrednictwem moze poczuc, ze inni sa w tym samym kontakcie - jednak
          niewiele moze o tym powiedziec

          aczkolwiek, trzeba przyznac, ze jak ktos jest juz mocno w tym kontakcie
          zaawansowany, i probuje go opisac, to te opisy bywaja ciekawie zgodne niezaleznie
          od religii ktora wyznaje dana osoba - ale tez jest to opis nie tyle samego Boga,
          co kontaktu z nim, a nawet - czlowieka bedacego w kontakcie

          mozemy, z trudem, opisac siebie samych w kontakcie z Bogiem - ale oczywistym
          jest, ze nasz jezyk nie nadaje sie do opisania czegos, co nas, mowiac prosto,
          przerasta (mozemy najwyzej powiedziec "oooo!") :-)

          > A wiara może dlatego, że chyba najpierw trzeba zawierzyć w istnienie...

          pewnie - ale wiara dotyczy wskazowek, slow ktore mozemy znalezc w przekazie
          religijnym, nie samego zas Boga - sprobuj tak o tym pomyslec

          nikt ci nie powie jak smakuje cos czego nigdy nie samkowales - ale moze ci
          pokazac gdzie to mniej wiecej lezy

          > Mam jedno pytanie do ogółu, czy waszym zdaniem potrzeba wiary (doświadczania
          > istnienia) jest silniejsza u osób ze słabszą osobowością?

          a feeee!

          i ty zapewne jestes ten z "mocniejsza" osobowoscia, hmm?

          nie ufam podzialom na lepszych i gorszych, gdy autor automatycznie stawia sie po
          lepszej stronie - sa bardziej etyczne sposoby na poprawianie sobie samopoczucia
          ;-)

          mysle, ze sprawa wiary w religie czy w odsetki czy w chirurgie plastyczna oraz
          doswiadczanie Boga przejawiaja sie u kazdego inaczej, ze wzgledu na to, ze kazdy
          w ta relacje czy w ta wiare wnosi innego siebie - i tyle da sie powiedziec

          inna jest wiara histeryka, inna sportowca, inna wrzodowca - i inne doswiadczenie

          nie ma tez osobowosci "generalnie" slabych - sa slabe w okreslonym kontekscie, w
          obliczu okreslonych zadan

          pzdr!

          fnoll
          • Gość: fanny Re: Garsc uwag IP: *.chello.pl 13.11.01, 23:01

            Do napisania sklonily mnie rozwazania kwieto i fnolla, chrzcic dzieci, czy ich
            nie chrzcic?
            Jestem osoba niewierzaca, chociaz dla ludzi wierzacych mam duzo szacunku, czasem
            zazdroszcze im oparcia, pomocy, kierunkowskazu zyciowego, ktory maja w Bogu.
            Bylam wychowana w luznym katolicyzmie. Moj maz podobnie. Nie mamy slubu
            koscielnego, ale syn w pierwszej klasie poszedl na religie. Zapytal czy moze
            chodzic i zgodzilismy sie na to, bo widac bylo, ze mu na tym zalezy. nie potrafil
            dokladnie powiedziec dlaczego, ale na pewno nie z powodu presji kolegow. Chodzi
            do amerykanskiej szkoly razem z muzlumanami, protestantami, metodystami. Religia
            jest nieobowiazkowa. W drugiej klasie chcial przystapic do Komunii. I
            ochrzcilismy go. Nasze rodziny byly tym nawet zaskoczone. Co ciekawe(to do fnolla
            i kwieto) okazalo sie, ze 7 letnie dziecko jest uwazane przez kosciol katolicki
            za zdolnego do wyrazenia checi przystapienia do tego sakramentu i moze go
            otrzymac mimo "takich" rodzicow. Ksiadz uznal, ze mimo tego, ze jestesmy
            niewierzacy umozliwimy synowi wychowanie w wierze. Oczywiscie przy wsparciu
            dodatkowym przykladem rodzicow chrzesnych. Uwazamy bowiem, ze prawdy zawarte w
            Ewangelii sa uniwersalne i tak samo uniwersalne jest najwazniejsze
            przykazanie "Kochaj blizniego swego jak siebie samego". Tak staramy sie zyc.

            Z napisal:
            > > Mam jedno pytanie do ogółu, czy waszym zdaniem potrzeba wiary (doświadczan
            > ia
            > > istnienia) jest silniejsza u osób ze słabszą osobowością?

            Fnollowi nie podobalo sie to zdanie. Coz, w jego konstrukcji mozna na sile
            dopatrzec sie wyzszosci autora nad wierzacymi. Ujme ta wiec nieco inaczej i
            sprobje nie wartosciowac. Opieram sie wylacznie na swoim doswiadczeniu, chetnie
            poslucham Waszych.
            Nie wiem, czy potrzeba wiary jest silniejsza u osob ze slabsza osobowoscia.
            Znalam kogos o b. silnej osobowosci i glebokiej wiary. Natomiast nie spotkalam
            sie z niewierzaca osoba o slabej osobowosci. Wszyscy znani mi, ktorzy deklaruja
            sie niewierzacymi to w potocznym znaczeniu silne osobowosci. Ludzie pewni siebie,
            ktorzy sami kieruja swoim zyciem, nie ulegaja opiniom innych, nie dostosowuja
            swojego postepowania do oczekiwan otoczenia. Wiedza czego chca i sami to
            realizuja. Sami sa swymi przewodnikami. Nie chcialabym, aby wyszedl z tego obraz
            jakis monstrow, ktorzy z nikim sie nie licza. Bo pewnie tez sa tacy. Ale nie
            wszyscy.

            Znam tez spora grupe, ktora wiara "zalatwia" sobie rozne leki. Np. lek przed
            smiercia, przed tym, ze umierajac definitywnie konczy sie nasza egzystencja. Ze
            dalej juz tylko nicosc. Lek przed samotnoscia, lek przed trudami i konsekwencjami
            roznych wyborow.

            No i nic mnie tak nie denerwuje jak katolicy, czy wyznawcy innych religi, ktorzy
            nauki swojego kosciola traktuja wybiorczo z premedytacja. Lubie konsekwencje.
            • Gość: fnoll do fanny IP: 195.150.224.* 14.11.01, 17:44
              przyklad twojej rodziny jest bardzo krzepiacy :-)

              mam nadzieje, ze rozwoj religijny mojej corki bedzie rownie bezkonfliktowy

              mam pytanie: czy masz jakis pomysl na to co sklonilo twojego syna do pojscia na
              lekcej religii? skad czerpal inspiracje? i jak wygladaja wasze relacje w
              kwestii wyznania obecnie?

              dzieki i pozdrawiam!

              fnoll
              • Gość: fanny Re: do fnolla IP: *.chello.pl 14.11.01, 20:14
                Gość portalu: fnoll napisał(a):

                > mam pytanie: czy masz jakis pomysl na to co sklonilo twojego syna do pojscia na
                >
                > lekcej religii? skad czerpal inspiracje? i jak wygladaja wasze relacje w
                > kwestii wyznania obecnie?

                Wywolany do odpowiedzi syn(10 lat) na pytanie dlaczego wierzysz w Boga
                odpowiedzial:"No bo cos musialo spowodowac Big Bang, no nie mamo?":-)))
                Powaznie mowiac, mysle, ze zauroczyla go mistyczna atmosfera kosciola, te
                wszystkie obrzedy, poczucie wspolnoty z obcymi ludzmi, magia swiat Bozego
                Narodzenia. Inspiracje czerpal chyba ze spotkan z prababcia, ciepla i madra
                kobieta, ktora potrafila przyblizyc mu wspolczesny Kosciol i pokazac, ze mimo
                wszystko potrafi On co raz lepiej odniesc sie do wspolczesnosci. A jednoczesnie
                to Ona wlasnie uczyla go modlitw, czytala jakies wyrywki z Biblii. Ale w sumie
                nie bylo tego jakos duzo, spotykaja sie rzadko i tylko czasami rozmawiaja o
                wierze. natomiast musze przyznac, ze bardzo niezadowolona bylam z katechetki.
                Pani ta jakos zupelnie nie zauwazyla, ze mamy XXI wiek, ze dzieciakom, ktore
                ogladaja Discovery i serfuja po Internecie nie nalezy opowiadac glupot o niebie z
                aniolkami i ogniu piekielnym. Sama duzo rozmawialam z dziecmi(mam tez corke,
                ktora poszla do pierwszej klasy) o tym, ze nie wiadomo jak naprawde wyglada
                niebo, bo nikt, kto zyje go nie widzial, a wyobrazenie piekla powstalo, by dawni,
                prosci ludzie z trwogi przed nim postepowali wlasciwie. Moze pieklem jest nie
                trafic do nieba? A propos Nieba. Najbardziej odpowiada mi wyobrazenie Marka
                Twaina.
                Niebo jest miejscem, gdzie spelniaja sie nasze o nim wyobrazenia. Dostajemy
                wszystko czego pragniemy.
                Jezeli chodzi o relacje, to przyznam, ze nie do konca zrozumialam o co Ci chodzi.
                Jezeli o to, jak umozliwiam synowi praktykowanie jego wiary, to pomagam pamietac
                mu o spowiedzi, chodzeniu do kosciola, czasem o modlitwie. Nie przywiazuje do
                tego wielkiej wagi, raczej musze przyznac, ze czasem uzywam autorytetu Boga aby
                wzmocnic jakies pozadane zachowania. Mowie, ze jego zachowanie jest zgodne z
                przykladem, ktory dawal Jezus. Ale rzadko.
                Jezeli chodzilo o cos innego - pisz.
                Pozdrawiam
                • Gość: fnoll Re: do fanny IP: 195.150.224.* 14.11.01, 20:45
                  dzieki! :-)

                  z tymi relacjami to chodzilo mi wlasnie jak sie religia przewija w waszym
                  codziennym byciu z soba - i wlasciwie juz mi odpowiedzialas :-)

                  sobie przypominam teraz z wlasnego doswiadczenia, ze choc moi rodzice nie byli
                  zdeklarowanymi bezwyznaniowcami - to przeciez do kosciola nie chodzili,
                  przejawow jakiejs religijnosci na codzien nie miewali, a bylo dla mnie calkiem
                  naturalne gdy bylem w okolicach wieku twojego syna, ze ja chodzilem do
                  kosciola, modlilem sie na wakacjach w namiocie do zawieszonego u powaly rozanca
                  wygoniwszy wczesniej siostre, a oni nie

                  ciekawi mnie, jak to jest pozniej - gdy religia naklada sie na faze buntu i
                  moze stac sie linia podzialu, jezykiem mlodzienczych niepokojow - co wtedy?

                  moi de facto niereligijni rodzice nie potrafili ze mna znalezc wspolnego
                  jezyka, gdy jako 15-16to latek staralem stac sie chrzescijaninem... nie byli
                  zainteresowani zbawieniem! w moim owczesnym odczuciu bylo to bardzo dla mnie
                  trudne

                  jak zaradzic takim niebezpieczenstwom? masz jakis pomysl?

                  nie chcialbym z wlasna corka prowadzic kiedys takiej domowej "wojny
                  religijnej", choc moze roznice religijne sa tu po prawdzie drugorzedne? jedynie
                  odbijaja bardziej istotne pekniecia?

                  pozdrawiam!

                  fnoll
        • arcobaleno Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 13.11.01, 20:52
          Gość portalu: Z napisał(a):

          > Mam jedno pytanie do ogółu, czy waszym zdaniem potrzeba wiary (doświadczania
          > istnienia) jest silniejsza u osób ze słabszą osobowością?

          moze inaczej: brak wiary zmusza cie (tzn. mnie, bo znam to z autopsji) do bycia
          silniejszym, nie ma sie zadnego punktu oparcia, ktory z pewnoscia daje religia. i
          wplywa chyba na wieksza odpowiedzialnosc za siebie samego
          • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.01, 22:12
            No to pytanko do wszystkich silnych i niezaleznych: czy zetkniecie z czyms
            silniejszym od nas nie jest dopiero wyzwaniem? Jestem silna, niezalezna, i...
            jest mi z tym dobrze, az tu nagle... Leki egzystencjalne o 3 nad ranem i anieli
            sie dobijaja? i watpliwosci? Pascal? Zrezygnowac ze swojej sily majac silna
            osobowosc to sprawa nieprosta...Jezeli jest Bog, to ponad moim intelektem lub
            jego brakiem. Trzeba wyjsc na zupelnie inna plaszczyzne, cos jak
            egzystencjalizm. Jezeli Chrystus zmartwychwstal, to to sprawa zycia i smierci,
            a nie rozwazan z olowkiem w reku. Zmierzyc sie z tym wszystkim to dopiero
            sprawa odwagi,( odwagi do leku i pokory, no masa w tym wszelkich paradoksow).
            Wiem co mowie oj wiem.
            • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 22:26
              To znaczy - co bym zrobil kiedy bym na swojej drodze spotkal aniola?
              A czy to nie jest wlasnie "rozwazanie z olowkiem w reku"
              Bo pytanie jak wyjasnic zmartwychwstanie Chrystusa jest bledne - jesli ktos nie wierzy, po
              prostu nie wierzy rowniez w zmartwychwstanie...

              Leki egzystencjalne? - jesli ja trafiam na cos, co mnie przerasta - po prostu obchodze to cos
              bokiem. Sila to nie tylko slepa wytrzymalosc - to rowniez umiejetnosc bycia elastycznym,
              dostosowania sie do sytuacji, a nastepnie przetworzenia jej tak aby byla znosna dla Ciebie.
              Jakos nie mialem lekow egzystencjalnych, i nie spodziewam sie ich w blizszej lub dalszej
              przyszlosci.
              Moja "Sila" jest dogadywanie sie z zyciem, a nie slepy prostest i badanie "kto silniejszy?"
              • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.01, 22:40
                No nie zrozumiales. Wyjscie na inna plaszczyzne mowie. Poza siebie, poza to w
                co wierze albo nie, poza stawianie siebie w centrum; siebie jako punkt wyjscia.
                • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 22:52
                  No ale zeby wyjsc "poza siebie" - trzeba sie dobrze ukonstytuowac - ktos, kto nie zna z
                  grubsza choc swoich ram, nie moze poza nie wychodzic.

                  No i co rozumiesz pod pojeciem "wyjscie poza siebie"?
                  Bo mi sie wydaje, ze to nie jest az tak trudne - na razie nie bede jednak tego rozwijal
                  • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.01, 22:58
                    Gość portalu: kwieto napisał(a):

                    > No ale zeby wyjsc "poza siebie" - trzeba sie dobrze ukonstytuowac - ktos, kto n
                    > ie zna z
                    > grubsza choc swoich ram, nie moze poza nie wychodzic.

                    A czy ja mowie, zeby nie znac siebie?
                    > No i co rozumiesz pod pojeciem "wyjscie poza siebie"?

                    wyjasnione w reszcie cytowanego przez Ciebie zdania.
                    > Bo mi sie wydaje, ze to nie jest az tak trudne - na razie nie bede jednak tego
                    > rozwijal

                    Alez rozwin. :)
                    • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 23:15
                      Ale ja nie rozumiem - wyjscie poza siebie mozna rozumiec na wiele sposobow:

                      1. Wyjscie z ciala
                      2. Zainteresowanie problemami innych (empatia, altruizm itd.)
                      3. Wyjscie poza utarty tok rozumowania
                      4. Poczucie jednosci z innymi, swiatem, poczucie wspolnoty
                      5. Poczucie wiezi z Bogiem, wyzsza swiadomoscia, jakims Jestestwem...

                      To ktore z tych punktow wybierasz? bo odpowiadac na wszystkie kompleksowo mi sie nie
                      chce... :"))))
                      • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.01, 23:30
                        Gość portalu: kwieto napisał(a):

                        > Ale ja nie rozumiem - wyjscie poza siebie mozna rozumiec na wiele sposobow:
                        >
                        > 1. Wyjscie z ciala
                        > 2. Zainteresowanie problemami innych (empatia, altruizm itd.)
                        > 3. Wyjscie poza utarty tok rozumowania
                        > 4. Poczucie jednosci z innymi, swiatem, poczucie wspolnoty
                        > 5. Poczucie wiezi z Bogiem, wyzsza swiadomoscia, jakims Jestestwem...
                        >
                        > To ktore z tych punktow wybierasz? bo odpowiadac na wszystkie kompleksowo mi si
                        > e nie
                        > chce... :"))))
                        i wszyskie wydaja Ci sie latwe? :)Zadne nie brzmi jak to, o co mi chodzi, juz
                        punkt 3 najpredzej. Ale chyba po trzeciej nocy forumowania ( sprobowalam i
                        oszalalam) trace zdolnosc do skupienia sie i w miare sensownego formuowania
                        mysli, wiec chyba odezwe sie jutro czy kiedys. pzdr T.
                        • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 23:33
                          Wszystkie jak wszystkie, punkt 1. jest dla mnie nieosiagalny (przynajmniej w tej chwili, nigdy
                          nie probowalem)

                          Jesli masz ochote to pisz: kwieto@it.com.pl
                          • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.01, 23:38
                            No dzieki za zaproszonko, milo mi bardzo; a co, teraz nie piszemy?
                            (Zaintrygowalo mnie.:-) )
                            • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ipartners.pl 13.11.01, 23:55
                              Teraz idziemy spac, i czekamy az Toi sie zdecyduje co dla niej znaczy "wyjsc poza siebie"
                              :"))))
                              • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 14.11.01, 00:07
                                Znow nieporozumienie; zaintrygowalo mnie 'pisz' plus adres osobisty, skoro
                                piszemy publicznie. Nie moge wyjsc z forum, mowie przeciez ,ze oszalalam na
                                jego punkcie. Czyzbys sugerowal, ze robie uniki bo niby nie wiem jak
                                odpowiedziec na pytanie ?:) Szczerze sie wytlumaczylam, z mozgu mam galaretke,
                                a jutro do pracy. A poza tym to niech kwieto sie zdecyduje, to nie ja podaje
                                ponumerowane odpowiedzi. :))) Dobranoc stanowczo, na prywatny moze wpadne. T.
                                • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 14.11.01, 12:29
                                  Prywatny dlatego, ze zbaczamy z tematu "co sadzisz o bogu", dyskusja jest interesujaca,
                                  moze zalozyc nowy watek? Ale mi sie nie chce...

                                  Ponumerowane odpowiedzi... no bo wszystko mozna zinterpretowac na -dziesiat sposobow.
                                  Ja oczywiscie "wyjscie poza siebie" traktuje nieco z boku, i wychodzi mi, ze jesli nie stawiam
                                  sobie granic - to wyjscie poza siebie staje sie bez sensu! :")))
                                  Utarte sposoby postrzegania swiata? Ciezko jest mi o czyms takim mowic, moj sposob
                                  widzenia swiata jest dosc plynny, i nic nie stoi na przeszkodzie aby sie zmienil z tego, czy
                                  innego powodu.
                                  Wyjscie poza siebie to tyle co zapomnienie o sobie, zapomnienie o wlasnym ja. No ale czym
                                  jest owo ja? Dla mnie jest to zbior okreslen jaki jestem (czyli zarazem granic mego
                                  jestestwa). Jesli nie okreslam siebie nijak - znikaja owe granice, problem ich przekraczania
                                  przestaje istniec. Oczywiscie - sa pewne "granice obiektywne" np. fizycznosc - nie zmusze
                                  swego ciala do tego, aby sie zawiazalo w osemke. Ale czy takie ograniczenia mozna
                                  traktowac jak ograniczenie - wynika to jedynie z natury cielesnosci, i zaprzeczenie temu
                                  byloby bez sensu. Cialo tylko w znikomym stopniu okresla "Ja" czy jesli wolisz "Ego".

                                  Teraz bedzie mysl z mojego ulubionego Zen: jesli nie bedziesz zastanawial sie jaki jestes - a
                                  tylko bedziesz "roztopisz sie" w rzeczywistosci, zarazem nie tracac wlasnej tozsamosci (sic!).
                                  Zen ma taka alegorie pt. czlowiek robiacy costam. jesli on pochlonie sie robieniem tego
                                  czegos tak bardzo, ze zapomni o sobie samym - nagle zniknie i podmiot, i przedmiot, a
                                  zostanie samo "robienie"
                                  Gdy nie stawiasz sobie granic - nie ma czego przekraczac...
                                  • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 14.11.01, 13:07
                                    No widzisz, o cos takiego mi chodzilo gdy mowilam o wyjsciu poza siebie, tylko
                                    w troszke innym kontekscie.W kontekscie naszego tematu.
                                    Jesli chcemy wiedziec, czy Chrystus czy reinkarnacja czy czarna dziura moze,
                                    musimy pozbyc sie wszystkiego, w co chwilowo wierzymy, 'wyjsc z
                                    siebie',przestac traktowac siebie jako centrum ( czyli zerwac z mysleniem 'nie
                                    posluguje sie pojeciem x wieczastanawianiesie nie ma dla mnie sensu')i jakos
                                    doswiadczyc tego co tam jest poza nami. Cos jak ateista - agnostyk
                                    wolajacy 'boze, jesli tam jestes...to chce to wiedziec i poznac twoje zasady
                                    gry')Nie mowie, ze musimy to robic, ale jak ktos usiluje poznac /doswiadczyc
                                    prawdy... Jest to niewatpliwie wykanczajace psychicznie, na granicy popadniecia
                                    w szalenstwo i wymaga odwagi jak diabli, a moze tylko desperacji.
                                    • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 14.11.01, 13:16
                                      Ale mnie na prawde nie interesuje czy jest Bog, czy jest reinkarnacja, czy po smierci dostane
                                      siedem naloznic i zastep wojownikow, czy tez po smierci zostane zakopany w ziemi, tudziez
                                      spalony, czy okaze sie, ze moje zycie to "gra" ktora wlasnie przegralem/wygralem, albo czy
                                      nie okaze sie nagle, ze jestem niesmiertelnym kosminta (bez czulek).

                                      I takie dywagacje nie sa wcale wykraczaniem poza siebie! Bo powiedz mi - jak odroznisz
                                      takie doznanie "duchowe" od zwyklej halucynacji? Doswiadczenie Boga - ja doswiadczam
                                      bliskosci swiata, rzeczywistosci. Moge to okreslic jako bliskosc Boga (bo tak jest
                                      najwygodniej), ale moge tez mowic o jednoczeniu sie z natura, czy wrecz o jakims
                                      wahu-wahu, ktorego obecnosc czuje.
                                      Osobiscie, choc lubie rozne filozofie/religie kladace nacisk na "rozwoj duchowy" mistycyzm
                                      uwazam za niepotrzebne komplikowanie swiata!

                                      A powiedz mi - jak juz sie dowiesz, czy jest to reinkarnacja, czy niebo, czy pieklo, czy jeszcze
                                      cos innego - co to wlasciwie w Tobie zmieni?
                                      • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 14.11.01, 14:15
                                        Gość portalu: kwieto napisał(a):

                                        > Ale mnie na prawde nie interesuje czy jest Bog, czy jest reinkarnacja, czy po s
                                        > mierci dostane
                                        > siedem naloznic i zastep wojownikow, czy tez po smierci zostane zakopany w ziem
                                        > i, tudziez
                                        > spalony, czy okaze sie, ze moje zycie to "gra" ktora wlasnie przegralem/wygrale
                                        > m, albo czy
                                        > nie okaze sie nagle, ze jestem niesmiertelnym kosminta (bez czulek).

                                        Totez mowie ze to dla tych co chca i sie interesuja.

                                        > I takie dywagacje nie sa wcale wykraczaniem poza siebie! Bo powiedz mi - jak od
                                        > roznisz
                                        > takie doznanie "duchowe" od zwyklej halucynacji? Doswiadczenie Boga - ja doswia
                                        > dczam
                                        > bliskosci swiata, rzeczywistosci. Moge to okreslic jako bliskosc Boga (bo tak j
                                        > est
                                        > najwygodniej), ale moge tez mowic o jednoczeniu sie z natura, czy wrecz o jakim
                                        > s
                                        > wahu-wahu, ktorego obecnosc czuje.

                                        A moze to wlasnie tak jest najwygodniej? Dlaczego mowisz, ze okreslenie o
                                        bliskosci Boga jest najwygodniejsze?

                                        > Osobiscie, choc lubie rozne filozofie/religie kladace nacisk na "rozwoj duchowy
                                        > " mistycyzm
                                        > uwazam za niepotrzebne komplikowanie swiata!

                                        1. A rozwoj duchowy to nie mistycyzm? Czemu nie mowisz 'rozwoj
                                        emocjonalny', 'rozwoj psyche'?
                                        2. A moze on (swiat)jest bardziej skomplikowany niz nam sie wydaje?

                                        > A powiedz mi - jak juz sie dowiesz, czy jest to reinkarnacja, czy niebo, czy pi
                                        > eklo, czy jeszcze
                                        > cos innego - co to wlasciwie w Tobie zmieni?
                                        Zmienia sie wtedy caly nasz swiat, zmienia sie nasze postrzeganie, pewnie w
                                        konsekwencji to jak budujemy nasze zycie i siebie; jezeli ktos szalal, ze nie
                                        moze znalezc, przestaje szalec i rozpaczliwie wypytywac ludzi w Internecie o sens
                                        zycia itd.

                                        • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 16:56
                                          O "bliskosci boga" mowie wylacznie dlatego, ze jest to okreslenie wygodne
                                          spoleczno/socjologicznie - chodzi o to, aby operowac pojeciami znanymi,
                                          przyswajalnymi dla wielu, a nie abstrakcjami ktorych nikt nie rozumie.

                                          Jesli chodzi o mistycyzm-rozwoj duchowy, to ciezko mi powiedziec... mnie rozwoj
                                          siebie samego raczej kojarzy sie z grzebaniem w swojej psyche (umysl, rozum,
                                          emocje, uczucia) niz w duszy... wiec rozwoj osobowosci jest dla mnie scisle
                                          zwiazany z materialna czescia mnie.

                                          A co do zmiany wszystkiego po dojsciu do tego czy reinkarnacja czy pieklo, czy
                                          jeszcze cos innego - ja tak tego nie odbieram. Owszem, moje widzenie swiata
                                          moze zmienic jesli dowiem sie czegos o sobie, o swiecie mnie otaczajacym (jego
                                          naturze). Ale jesli nagle ktos przyjdzie do mnie i powie mi: sluchaj, czlowiek
                                          jest niesmiertelny, a dusza ludzka przechodzi szereg wcielen w inne istoty -
                                          nie wywrze to na mnie jakiegos szczegolnego wrazenia. No bo niby dlaczego?
                                          • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 14.11.01, 18:09
                                            Gość portalu: kwieto napisał(a):

                                            > O "bliskosci boga" mowie wylacznie dlatego, ze jest to okreslenie wygodne
                                            > spoleczno/socjologicznie - chodzi o to, aby operowac pojeciami znanymi,
                                            > przyswajalnymi dla wielu, a nie abstrakcjami ktorych nikt nie rozumie.

                                            'Bliskosc Boga' jest pojeciem przyswajalnym czy 'wahu- wahu' bo sie pogubilam

                                            > Jesli chodzi o mistycyzm-rozwoj duchowy, to ciezko mi powiedziec... mnie rozwoj
                                            > siebie samego raczej kojarzy sie z grzebaniem w swojej psyche (umysl, rozum,
                                            > emocje, uczucia) niz w duszy... wiec rozwoj osobowosci jest dla mnie scisle
                                            > zwiazany z materialna czescia mnie.

                                            No to wlasnie dlatego pytam czemu mowisz 'rozwoj duchowy' a nie 'psychiczny'
                                            skoro mistycyzm uwazaz za niepotrzebny; przeciez to wskazuje na mistycyzm jakis.
                                            A poza tym Zen i wylacznie materializm?

                                            > A co do zmiany wszystkiego po dojsciu do tego czy reinkarnacja czy pieklo, czy
                                            > jeszcze cos innego - ja tak tego nie odbieram. Owszem, moje widzenie swiata
                                            > moze zmienic jesli dowiem sie czegos o sobie, o swiecie mnie otaczajacym (jego
                                            > naturze). Ale jesli nagle ktos przyjdzie do mnie i powie mi: sluchaj, czlowiek
                                            > jest niesmiertelny, a dusza ludzka przechodzi szereg wcielen w inne istoty -
                                            > nie wywrze to na mnie jakiegos szczegolnego wrazenia. No bo niby dlaczego?

                                            Nic nie rozumiem. Jesli dowiedzialbys sie w jakis mistyczny sposob (bo
                                            sposob 'jesli ktos nagle przyjdzie do mnie...' nikogo by chyba nie
                                            satysfakcjonowal)o tych wcieleniach, to czy nie jest to wlasnie dowiedzenie sie o
                                            naturze swiata itd?



                                            • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 20:11
                                              Oczywiscie "Bliskosc boga" jest przyswajalna.

                                              A co so rozwoju "duchowego" - po prostu ladniej brzmi niz "rozwoj psychiczny"
                                              nie sadzisz? Okreslenie to uznalem na tyle nieistotne, ze nie chcialo mi sie
                                              myslec nad stworzeniem jakiegos specjalnego okreslenia - pewnie i tak juz ktos
                                              cos takiego za mnie zrobil.

                                              AD. Zen - a nie uwazasz, ze Zen jest wlasnie strasznie materialistyczne?

                                              A co do tych reinkarnacji - moze i bylaby to jakas informacja o naturze swiata.
                                              Ale czy naprawde az tak istotna? Jak umre to i tak sie dowiem (albo nie dowiem,
                                              bo bede lezal dwa metry pod ziemia). Wole sie zajac terazniejszoscia, a na te
                                              rewelacje moge sobie poczekac...
                                              • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 15.11.01, 00:39
                                                Gość portalu: kwieto napisał(a):

                                                > Oczywiscie "Bliskosc boga" jest przyswajalna.

                                                A dlaczego?

                                                > A co so rozwoju "duchowego" - po prostu ladniej brzmi niz "rozwoj psychiczny"
                                                > nie sadzisz? Okreslenie to uznalem na tyle nieistotne, ze nie chcialo mi sie
                                                > myslec nad stworzeniem jakiegos specjalnego okreslenia - pewnie i tak juz ktos
                                                > cos takiego za mnie zrobil.
                                                No a dlaczego ladniej brzmi, jesli sklaniam sie ku materializmowi?


                                                > AD. Zen - a nie uwazasz, ze Zen jest wlasnie strasznie materialistyczne?
                                                Nie uwazam. A Ty dlaczego tak uwazasz?

                                                > A co do tych reinkarnacji - moze i bylaby to jakas informacja o naturze swiata.
                                                > Ale czy naprawde az tak istotna? Jak umre to i tak sie dowiem (albo nie
                                                dowiem,
                                                > bo bede lezal dwa metry pod ziemia). Wole sie zajac terazniejszoscia, a na te
                                                > rewelacje moge sobie poczekac...

                                                Alez wiele osob wariuje nie wiedzac co zrobic z terazniejszoscia, bo nie wiedza
                                                co bedzie po niej. Potrzebuja tej wiedzy, by wiedziec jak i po co zyc w
                                                terazniejszosci. A co sadzisz o zalozeniu Pascala? No i co, nie jest informacja o
                                                naturze swiata wsciekle istotna?



                                                • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 15.11.01, 04:18
                                                  toi@poczta.gazeta.pl
                                                • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ipartners.pl 15.11.01, 08:09
                                                  Przysfajalnosc "Bliskosci boga" czy "rozwoju duchowego" polega na tym, ze wychowalem
                                                  sie w srodowisku katolickim, otrzymalem takowe wyszkolenie (mam nawet gdzies
                                                  swiadectwo ukonczenia kursu przedmalzenskiego!) i przyzwyczailem sie do tego, ze takimi
                                                  pojeciami operuje oraz operuja ludzie wokol mnie

                                                  Materialnosc Zen - przeciez Zen najwiekszy nacisk kladzie na zwyczajne obserwowanie
                                                  terazniejszosci! Na obserwowanie swiata (materialnego oczywiscie). Celem medytacji zen nie
                                                  jest zglebienie tajemnicy czy jest reinkarnacja, czy nie, ale pogrzebanie we wlasnej psychice,
                                                  sprawdzenie co za mysli sie tam pojawiaja...
                                                  A tak zwana "codzienna praktyka"?
                                                  Pewien dialog zen, pomiedzy mistrzem, a nowym mnichem, ktory poprosil o wskazowki
                                                  dotyczace wlasnie codziennej praktyki:

                                                  mistrz: - zjadles kleik ryzowy?
                                                  mnich: - tak
                                                  mistrz: - to umyj miske

                                                  Jak dla mnie, jest to skupienie sie na terazniejszosci i materialnosci "az do bolu". Nie ma tu
                                                  wogole miejsca na rozmyslania o Bogu, czy czymkolwiek takim.

                                                  A owo zalozenie Pascala? na czym to polega? Bo mi sie Pascal jedynie z rozwaleniem beczki i
                                                  wymysleniem czegos takiego jak cisnienie atmosferyczne kojarzy...
                                                  • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 15.11.01, 09:24
                                                    Tu mnie zaskoczyles :-). Wyjasnienie bedzie, tylko zjem sniadanko (i umyje
                                                    miske :-))
                                                  • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 15.11.01, 13:55
                                                    Czekam z niecierpliwoscia! :"))
                                                  • toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 15.11.01, 14:21
                                                    No to jednak napisze na osobisty, bo cos tu drugim nurtem lecimy. A moze bysmy
                                                    sie tak odniesli do tomekm, tam sie ciekawe rzeczy dzieja. pzdr Toi
                                                  • Gość: kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.*.*.* 15.11.01, 14:45
                                                    Wlasnie sie stosunkuje... :")))

                                                    Ok. Czekam na list (kwieto@it.com.pl)
    • Gość: dike Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.icpnet.pl 13.11.01, 21:12
      Gość portalu: anne napisał(a):

      > Co sądzisz o Bogu?

      Zastanawiałam się, czy wziąć udział....
      Najpierw powiem, że wierzę. I w Boga i... Bogu.

      I dzielę ludzi na tych, którzy wierzą, że Bog istnieje, na tych, którzy wierzą,
      że Go nie ma, i na tych, którzy w ogóle się nad tym nie zastanawiają,
      aż...przyjdzie stawić czoła jakiemuś nieszczęściu...chorobie bliskiego, śmierci...

      Często ludzie dzisiaj deklarują swoją niewiarę w Boga. A jednak to, że poszukują
      miłości, mówią stop nienawiści, jakoś...potrzebują wspólnoty, nie odpowiada im
      konsumpcyjny model życia...To chyba jest jakoś bliskie Ewangelii...

      Na koniec takie ..coś.
      Zydowski żart, bardzo mi się podoba..
      " Jeżeli, co daj Boże, Pana Boga nie ma - to chwała Bogu.
      Ale jeżeli, co nie daj Boże, Pan Bóg jest...to niech nas ręka boska broni!"

      Pozdrawiam Poszukujących.



      • Gość: paulka2 Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.tucson1.az.home.com 13.11.01, 23:56
        Tak, wierze.Mam swoje male, wlasne dowody na Jego istnienie nie tylko w moim
        zyciu.Lapie sie jednak na tym, ze do konca Mu nie ufam...I tego sie troche
        przed Nim wstydze.Jest Kims bardzo dla mnie waznym, choc troche odleglym i, jak
        mawiaja, Jego wyroki sa niepoznane.W kazdym razie ciesze sie , ze JEST.
        • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 14.11.01, 12:40


          hi,

          niechcialo mi sie czytac poprzednich postow, wiec nie wiem, jak przedstwaia sie
          dyskusja.powiem tylko ze ja osobiscie wierze.w zasadzie sprawa wyglada
          nastepujaco:to ze jezus zostal ukrzyzowany, to ze zyl, i to ze czynil cuda...to
          fakt.i teraz masz dwa wyjscia:albo przyjmiesz, ze jest on rzeczywiscie synem
          boga, albo nie.
          ja osobiscie jestem przekoany ze jest.w jego slowach,jego zyciu nie znajduje
          zadnego klamstwa, natomiast niepojeta madrosc, i milosc.zyl na ziemi jako
          prosty ciesla, nie przyszedl w wielkiej chwale,i swiat go naturalnie nie
          poznal.nie poznali go ci, ktorzy badali ksiegi, kaplani, powiem wiecej, oni go
          ukrzyzowali.
          i dzisiaj jest wciaz tak samo.przez wiekszosc jest niepoznany, i w tym tkwi
          rowniez sama jego boskosc.kierujac sie madroscia tego swiata, pogonia za
          pieniedzmi, pozadaniem, raczej trudno go odnalesc.religia uczynila rowniez z
          niego pewien rodzaj przegranego czlowieka, ktory wycierpial, zostal
          ukrzyzowany, co oczywiscie kloci sie raczej z dzieszejsza polityka sukcesu.kto
          by chcial byc taki jak on?wiekszosci sie wydaje, iz wiara w boga, to caly zbior
          zakazow, swego radzaju niewola, co rowniez sie mija z prawda.jak napisal
          dawid:w bogu moja nadzieja, moja radosc, w bogu rowniez moj smutek.
          malo kto lubi jego imie.zyjemy rzekomo w kraju katolickim, chrzescijanksim, ale
          powiedz na jakiejs imprezie slowo..jezus..a wywolasz konsternacje, i ironiczny
          usmiech.to akurat fakt, bog nigdy nie byl zbyt modny, zwykle tylko stal na
          drodze do uciech, kasy, i zabawy.kiedys widzialem animacje przedstwiajaca zbity
          tlum ludzi, przepychajacy sie nawzajem, i wypelniajcy cala droge, biegnacy
          wedlug drogowskazow "bogactwo, seks, pozycja, wladza, szpan".ludzie sie
          tratowali aby do nich dobiec.i z boku widac bylo pewna bardzo waska drozke,
          biegnaca tuz nad przepascia, bez zabezpieczen, ktora niemalze przyparty do
          sciany poruszal sie czlowiek, moze dwoch czy trzech.na drogowskazie wedlug
          ktorego oni obierali droge byl napis "jezus".
          nie sadze aby ktos poznal boga uczeszczajac do kosciola katolickiego.wystarczy
          przeczytac kilka stron pisma, aby zreflektowac sie, ze raczej nie tak ma
          wygladac nabozenstwo.smutek, stale powatarzajace sie regulki, 5 min wybranego
          fragmentu pisma.nikt o nic nie zapyta..nikt nie nie opowie nic o sobie.to
          troszke tak, jaby syn odwiedzal ojca co niedziela mowiac mu "czesc, kocham cie
          tato".i tak przez lata.niedziela i owe kocham cie tato.no, moze jeszcze"daj mi
          pieniadze, zdrowie, i pozwol w kancu wyjechac na karaiby".chcial(a)bys miec
          takie dziecko?mysle, ze kosciol katolicki wcale nie powstal po jezusie, tak
          naprawde byl on duzo wczesniej,oparty na rytualach, calej piramidzie urzedow
          koscielnych, bez mocy boga,.. z tym ze zmienil szyld.ale nie o tym mialo
          byc.tak naprawde jezus to prawdziwa milosc, wyzwolenie od problemow, i zycie
          wieczne.jezus mowi "cialo upada, gnije, ale duch zyje wiecznie".i ja w to
          wierze...poza tym, co przeszkadza miec traka nadzieje?kiedy cos ci nie
          wychodzi, mowisz "jakie to ma znaczenie, nic to".i dobrze.poza tym, jesli
          wierzy sie w boga, tak samo wierzy sie w zlo.i trudna jest droga tego, ktory
          poszukuje jezusa, bo jak mowi pismo, wszystko wtedy sprzeciwia sie przeciwko
          tobie, probuje cie od niego odwiesc.trwa ciagla walka, i pozostaje niewielu.
          pozdrawiam wszystkich

          tomek
          • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 14.11.01, 13:12
            Chyba calkiem niedawno do tego doszedles, co? ;) pzdr rowniez
    • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 14.11.01, 14:30
      Tomek napisał:
      nie sadze aby ktos poznal boga uczeszczajac do kosciola
      katolickiego.wystarczy
      przeczytac kilka stron pisma, aby zreflektowac sie, ze
      raczej nie tak ma
      wygladac nabozenstwo.smutek, stale powatarzajace sie
      regulki, 5 min wybranego
      fragmentu pisma.nikt o nic nie zapyta..nikt nie nie opowie
      nic o sobie.to
      troszke tak, jaby syn odwiedzal ojca co niedziela mowiac
      mu "czesc, kocham cie
      tato".i tak przez lata.niedziela i owe kocham cie tato.no,
      moze jeszcze"daj mi
      pieniadze, zdrowie, i pozwol w kancu wyjechac na
      karaiby".chcial(a)bys miec
      takie dziecko?mysle, ze kosciol katolicki wcale nie powstal
      po jezusie, tak
      naprawde byl on duzo wczesniej,oparty na rytualach, calej
      piramidzie urzedow
      koscielnych, bez mocy boga



      Zgadzam się z tym. Dlatego powtarzam - wierzę w Boga, ale religia mnie odpycha.
      Dlaczego dobry, kochający Bóg miałby skazywać swego syna na śmierć za cudze
      grzechy? Przecież jest wszechmocny. Jeżeli chce wybaczyć to wybacza. Nie chcę
      wierzyć w to, że potrzebował krwawej ofiary.
      Co powiedzielibyście o królu, który ogłasza: wypuszczę wszystkich więźniów,
      którzy żałują za swoje winy, ale muszę najpierw zabić swojego syna?
      • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 14.11.01, 15:43


        regina napisala:

        Zgadzam się z tym. Dlatego powtarzam - wierzę w Boga, ale religia mnie odpycha.
        Dlaczego dobry, kochający Bóg miałby skazywać swego syna na śmierć za cudze
        grzechy? Przecież jest wszechmocny. Jeżeli chce wybaczyć to wybacza. Nie chcę
        wierzyć w to, że potrzebował krwawej ofiary.
        Co powiedzielibyście o królu, który ogłasza: wypuszczę wszystkich więźniów,
        którzy żałują za swoje winy, ale muszę najpierw zabić swojego syna?


        rozumiem cie, i twoje watpliwosci.dlaczego bog potrzebowal krwawej ofiary?
        przed wszystkim zacznijmy moze od samej kwestii wybaczania.bog jest ojcem
        kochajacym, dlaczego nie przebaczyl ot tak po prostu?"chce wybaczyc, to
        wybaczam"
        niemniej wowczas cale slowo boze zawieralo by sie w tym jednym slowie.wszystko
        inne bylo by zbedne.otworzylabys biblie i zobaczyla napis "wybaczam".i co dalej?
        czy dobry ojciec to taki, ktory mowi "jasne stary, jestes juz duzy, robta co
        chceta, cobys nie zrobil twoj tatus cie kocha , i ci wybaczy.wiec korzystaj,
        idz sie baw"?po pierwsze, bog daje ci wolna wole.mowi, beda ci wtedy ojcem,
        kiedy sam/a tego chcesz.jednak to nie ojciec ma sie przemienic na podobienstwo
        syna, aby byc mu ojcem, ale syn na podobienstwo ojca.i bog daje mu na to
        szanse, wskazujac droge, objawaiajac mu prawdy.bog stwierdza, ze nie ma na
        ziemi czlowieka sprawiedliwego.pierwsza czesc pisma wskazuje na to, ze na
        poczatku czlowiek i bog zyli w jednosci, bliskosci.czlowiek zawsze jednak mial
        wolna wole, prawo wyboru, i w podobienstwie z jablkiem,jest opis, iz przyszedl
        dzien, kiedy czlowiek postawil sam siebie w centrum.znal slowo boga, ale
        postanowil go nie usluchac.czlowiek mial wolnosc calkowita.nie bylo w raju
        zakazow, poza jednym.tym co symbolizowalo jablko.niemniej rowniez to stanowilo
        wlasnie wolnosc czlowieka.bog nie skazal go na siebie, dal mu prawo
        wyboru.zjesz jablo, utracisz moja moc.i czlowiek zjadl owe jablo, a innymi
        slowy postawil siebie w centrum.jak mowi pismo, pan tak jednak kochal ludzi,
        ze wlasnego syna wydal na meki, aby ten kto w niego uwierzy ponownie mial zycie
        wieczne, i dawna spolecznosc.dlaczego wlasnie tak?to trudne do wyjasnienia, bo
        madrosc boza, a ludzka, to zupelnie dwie inne sprawy.
        mysle, ze dlatego ze w ten wlasnie sposob czlowiekowi ponownie zostaje
        powierzona wolna wola.a ze wydal wlasnego syna?czyz to nie pokazuje jego
        milosci.syn za syna.zauwaz jednak, ze po pierwsze jezus zmartwychwstal, co bylo
        by raczej nie mozliwe w twoim przykladzie o krolu.poza tym, jezus stal sie
        rowniez czlowiekiem.rowniez mial swoje slabosci, rowniez mial swoja wolna
        wole.zmagal sie z pozadliwosciami, kuszeniami, mimo to znal rowniez swoja
        misje, i wypelnil ja do konca.dlaczego jednak tak?pamietaj ze bog odzyskal
        swojego syna, uwielbil go, niemniej ´poprzez niego pokazal cos jeszcze.jezus
        zmartwychwstal.pokonal smierc, smierc go nie zatrzymala.nie okazal sie wcale
        byc koncem, ale dopiero poczatkiem.zastanawialas sie nad tym?gdyby jezus zostal
        ukrzyzowany, poniosl smierc, moj umysl od razu by sie doszukal klamstwa.tzn..no
        okej, facet glosil wspaniale rzeczy, moze byl swirem, ale na krzyzu zmarl, i
        koniec bajki.i nawet gdyby mi powiedziano, on byl synem boga.mialbym wciaz
        watpliwosci, ale on zmartwychwstal!!!!!jezus nie stanowi tylko ofiary, kogos
        kto wycierpial, innymi slowy przegral..tak naprawde on zwyciezyl.wczesniej
        wychowujac sie w srodowisku raczej katolickim, zawzse wydawalo mi sie, ze bog
        to taki smutny facet, ktory majestatycznie, spokojnie, jednym tonem glosil
        swoje prawdy.blad!wierze ze to byl facet jakioch malo, rozesmiany, pelen pogody
        ducha, choc znal swoj los.mimko wszystko wypelnil wole ojca, jak mowil, i co
        najwazniejsze, wiedzial, ze nigdy go nie utraci.nie ma tak, ze jezus zmarl, i
        koniec.on jest u ojca...w twoim przykladzie, gdyby krol powiedzial do syna,
        janka.janek, idz odkup winy swoich braci, ktorych sam bardzo kochal, i gdyby
        jednczesnie wiedzial, ze mimo cierpienia wciaz pozostanie przy ojcu, a nie
        zginie..mysle, ze moglby to zrobic.byc moze przy pierwszym cierpieniu by
        zrezygnowal, ale jezus nie byl synem krola,byl synem boga.i wykonal jego wole
        do konca.bog daje ci reggina przez niego wolna wole.nie zmusza cie do niczego.
        a ze tak to sobie ulozyl...
        jak mowi pismo, aby poznac pana trzeba byc troche jak dzieci.ktos powie, dzieci
        sa naiwne, ale w swojej ufnosci sa jednak niesamowite.
        ale sie rozpisalem...
        nie wiem, czy ci pomoglem reggina.moze kiedys sama postawisz mu to pytanie:-)

        3maj sie
        • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 15.11.01, 12:27
          Gość portalu: tomekm napisał(a):

          >.dlaczego bog potrzebowal krwawej ofiary?
          > przed wszystkim zacznijmy moze od samej kwestii wybaczania.bog jest ojcem
          > kochajacym, dlaczego nie przebaczyl ot tak po prostu?"chce wybaczyc, to
          > wybaczam"
          > niemniej wowczas cale slowo boze zawieralo by sie w tym jednym slowie.wszystko
          > inne bylo by zbedne.otworzylabys biblie i zobaczyla napis "wybaczam".i co dalej
          > ?
          > czy dobry ojciec to taki, ktory mowi "jasne stary, jestes juz duzy, robta co
          > chceta, cobys nie zrobil twoj tatus cie kocha , i ci wybaczy.wiec korzystaj,
          > idz sie baw"?

          Raczej wolałabym, żeby powidział: wybaczę ci, jeżeli naprawdę ci na tym zależy,
          jezeli udowodnisz to swoim życiem.
          Bzdurą jest dla mnie odpust zupełny za pójście na cmentarz i odmówienie jakiejś
          modlitwy.


          > pan tak jednak kochal ludzi,
          > ze wlasnego syna wydal na meki, aby ten kto w niego uwierzy ponownie mial zycie
          > wieczne,


          Problem w tym, że nie potrafię właśnie w tym fakcie dostrzec miłości.
          To tak jakbym chciała mieć chłopca do bicia. Ja coś przeskrobię, a on oberwie i
          będzie cacy?

          >.po pierwsze jezus zmartwychwstal, co byloby raczej nie mozliwe w twoim
          przykladzie o krolu.

          Skazać syna na śmierć wiedząc, że to tak na prawdę nie śmierć?
          To gdzie ta miłość?

          > poza tym, jezus stal sie
          > rowniez czlowiekiem.rowniez mial swoje slabosci, rowniez mial swoja wolna
          > wole.zmagal sie z pozadliwosciami, kuszeniami, mimo to znal rowniez swoja
          > misje, i wypelnil ja do konca.

          Dlatego jest dla mnie Mistrzem. Za to jaki był. Nie obchodzi mnie, czy przez to
          mnie zbawił, a raczej jeżeli nie zbawił to i tak jest dla mnie Mistrzem.
          A nie jestem pewna, czy aby ludzie dobrze odczytali cel tej misji.

          dlaczego jednak tak?pamietaj ze bog odzyskal
          > swojego syna, uwielbil go, niemniej ´poprzez niego pokazal cos jeszcze.jezus
          > zmartwychwstal.pokonal smierc, smierc go nie zatrzymala.nie okazal sie wcale
          > byc koncem, ale dopiero poczatkiem.zastanawialas sie nad tym?gdyby jezus zostal
          > ukrzyzowany, poniosl smierc, moj umysl od razu by sie doszukal klamstwa.tzn..no
          > okej, facet glosil wspaniale rzeczy, moze byl swirem, ale na krzyzu zmarl, i
          > koniec bajki.i nawet gdyby mi powiedziano, on byl synem boga.mialbym wciaz
          > watpliwosci,

          A ja wierzę w nieśmiertelnego ducha i nawet gdyby ogłoszono, że Jezus nie
          zmartwychstał, dla mnie i tak będzie Mistrzem.

          > ale on zmartwychwstal!!!!!

          A jednak zmienił formę. Nie zmartwychstał do dalszego zwykłego życia na ziemi.
          Pokazał nam niewątpliwie, że śmierć ciała to nie koniec. Ale po co tak się
          upierać przy tym zmartwychwstaniu ciała.


          jezus nie stanowi tylko ofiary, kogos
          > kto wycierpial, innymi slowy przegral..tak naprawde on zwyciezyl.

          Oczywiście, że zwyciężył. Więc dlaczego traktujemy Go jak ofiarę.

          Wierzysz w to, że Boga można zranić?





    • Gość: grobciu Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.bez.problemow.cj.com.pl 14.11.01, 18:51
      Oczywiście że tak jest kimś wielkim, przez duże W. Każdy ma Go za dalekiego
      gdzieś schowanego "osobnika", a On jest Wielkim Gościem przyjacielem i kumplem
      z który można zawsze pogaać.powaga, pozdrawiam i życzę żebyście takiego go
      poznali On rozumie pomaga i jest wielkim bogatym Królem.
    • Gość: saba Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: 111.12.111.* 15.11.01, 11:05
      Czy wierzę w Boga ? Wierzę. Kim dla mnie jest ? Drogowskazem, pocieszycielem,
      powiernikiem, otuchą, lekarstwem na choroby i smutki, nadzieją na lepsze jutro,
      pomocą w przetrwaniu przy fałszywych oskarżeniach, radością gdy widzę dzieci,
      słońce, kwiaty, zwierzęta itp. Oprócz dobra i piękna jest dużo zła i przemocy.
      Ale bez nadziei i wiary czy można to przetrwać? Chyba nie. Dla mnie pytanie "Co
      sądzisz o Bogu" jest trochę drażliwe, bo czy ja mogę sądzić Boga. Wiem kim on
      dla mnie jest i że bez niego dawno nie chciałoby mi się żyć. Ale ja nie mogę go
      sądzić, bo jestem za mała wobec jego zamiarów i wyroków aby Go osądzać. Napewno
      ma ukryty dla mnie cel (bo mój rozum tego nie rozwikła), ale skoro on mi pomaga
      przeżyć trudne dni , to to muszę mu ufać, że nie chce dla mnie źle. A to czy
      ja będę starała się być z Nim, czy bez Niego zależy odemnie i ja wolę być z
      NIM. A co do Rydzyków i Tischnerów. To jest gorzka prawda, że czasami 10 lat
      ciężkiej pracy takiego Tischnera , którego słuchałabym ciągle , taki Rydzyk
      potrafi zniszczyć w 1 godz. Przecież w żadnej religii nie można być fanatykiem.
      Trzeba umieć nie tylko mówić i każdemu udowadniać, oraz na siłę wciskać swoje
      racje, ale również wysłuchać, próbować zrozumieć, powiedzieć co o tym sądzę ale
      każdy ma wolną wolę i tak musi być. Papież przecież też apeluje, prosi i
      ogłasza swoje poglądy i sprzeciwy ale nikogo nie zmusza i za to nie karze. Kara
      czy nagroda należy do kogo innego. Natomiast agitowanie na siłę zawsze odnosi
      odwrotne skutki. Czytałam poprzedzające mnie wypowiedzi i myślę, że zeszliście
      na inny temat tzn. na temat sekt (choć to temat też niełatwy). Tyle moich
      skromych refleksji, pozdrawiam Wszystkich.
      • Gość: tomekm do regginy IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 15.11.01, 13:33


        dobrze, ale mowisz:

        Dlatego jest dla mnie Mistrzem. Za to jaki był. Nie obchodzi mnie, czy przez to
        mnie zbawił, a raczej jeżeli nie zbawił to i tak jest dla mnie Mistrzem.
        A nie jestem pewna, czy aby ludzie dobrze odczytali cel tej misji.


        jezeli jezus jest dla ciebie mistrzem, dlaczego po prostu nie wezmiesz bibli do
        reki, i nie przeczytasz co mowil?
        jestem pewien ze odpowie ci na wszystkie pytania.

        poza tym, pytasz, czemu musial cierpiec, co to za bog ze wydal wlasnego syna?
        zobacz jak to widzial sam jezus.czy oskarzyl ojca?nie, on go uwielbil, poczytaj
        co mowil jezus.dlaczego on bedac mistrzem nie dostrzegl tego co ty?czyzby to
        przeoczyl?nie, on po prostu mial zupelnie inne rozumienie.mowisz rowniez ojciec
        wydal syna.ale jezus mowi" bog mieszka we mnie a ja w nim",cialo mial ludzkie,
        ale on sam byl bogiem.

        • reggina Re: do regginy 15.11.01, 14:11
          A może Jezus mówił tak, bo rozumiał swoją misję inaczej niż tłumaczy to religia.
          Dla mnie tłumaczenie Biblii przez Hunę ma o wiele głębszy sens niż dosłowne jej
          czytanie. Przez Hunę doświadczam Boga, a w kościele od dziecka nie mogę
          powstrzymać ziewania, jakby coś wysysało ze mnie energię.
          A kiedy wszyscy mówią "wierzę w ...ciała zmartwychwstanie" myślę sobie: Boże,
          żeby to nie była prawda. Dlaczego ludziom tak zależy na tych ciałach. Przecież
          duch ma wiele większe możliwości (bo jeżeli nie, to po co nam dusza
          nieśmiertelna?)
        • Gość: kwieto Re: do regginy IP: *.*.*.* 15.11.01, 14:34
          Wiesz, to co mowisz o smierci Jezusa, przypomina mi pewna alegorie przedstawiona przez
          Ziwlonoswiatkowcow. Bylem na ichnim spotkaniu, czy nabozenstwie (juz nie pamietam
          dokladnie), w kazdym razie odbywalo sie tam cos w rodzaju Katolickiego "kazania"

          No i pan mowil, ze Bog nam daje wybor, szanse unikniecia smierci (bo oni nie uznaja piekla,
          uwazaja ze grzesznika czeka smierc, bez szans na zmartwychwstanie). No i alegoria byla
          taka: Wpadaja nagle terrorysci, i mowia: nie wypuscimy nikogo, zabijemy wszystkich. Macie
          jednak szanse - tu w pierwszym rzedzie siedzi niewinny chlopiec. Ja go zabije, i on bedzie
          zakladnikiem za was. No i wypuszcze kazdego, kto zaakceptuje jego smierc za wlasne
          grzechy, a na znak tego, umoczy reke w krwi zabitego dziecka.

          Wiesz... ja sie poczulem dziwnie. No bo skoro to moje grzechy, wiec dlaczego mam
          akceptowac czyjas smierc za swoje uczynki? Dla mnie to jest proste unikanie
          odpowiedzialnosci za to co robie. No bo skoro to ja zgrzeszylem, a potem z ulga oddycham
          na propozycje - "to ja zabije za ciebie kogos innego" to czy nie jestem hipokryta? Czy nie
          unikam odpowiedzialnosci?
    • Gość: orange Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.sieradz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.01, 14:38

      Nie sądzę by możliwe było istnienie Boga. Boga jako siły sprawczej kierującej
      naszym istnieniem, czy może nadzorcy „ingerującego” z nudów i sobie wyłącznie
      znanych powodów. Nieskończoność wszechświata dopuszcza jednak
      prawdopodobieństwo obecności istot, które z naszego punktu widzenia poprzez
      swoją doskonałość, lub chociażby potęgę intelektualną czy fizyczną mogą być
      Bogiem.
      Jeżeli Bóg istnieje to jego system wartości jest cholernie rozciągliwy,
      zważywszy na całe zło wyrządzane jego i przez jego poddanych.

      Jestem tylko kruchym skrawkiem życia.

    • Gość: ewawo Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.01, 14:30
      Wierzę w Boga. Wiem, że jest kochającym Ojcem, który nigdy ze mnie nie
      zrezygnuje. Msza święta to dla mnie ożywcze ładowanie akumulatorów, sakramenty
      mnie cieszą.
      Studia techniczne, liczne dyskusje z mądrzejszymi ode mnie, setki książek -
      wszystko to potwierdziło mój wybór wiary, ale nie szukałam dowodów, bo nie były
      mi potrzebne. W katolicyźmie poza uderzającą logiką zachwyca mnie afirmacja
      dobroci. Tu miłość jest najważniejsza.
      Ci, którzy wybrali wiarę w Boga mnie zrozumieją (prawda, jakie to fantastyczne?)
      Ci, którzy wybrali wiarę w Jaśnie Oświecony Sceptycyzm uznają zapewne, że mam
      słabą osobowość i nie umiem samodzielnie myśleć (od dawna się za to nie
      obrażam).
      Bóg i tak nas wszystkich kocha.
      Za jakiś zaś czas pogadamy sobie o tym w niebie i uśmiejemy się po pachy z
      naszych maleńkich mądrości.
    • zaholec Co sądzę o Bogu?? 18.11.01, 21:13
      jest taki stary żydowski dowcip;
      " Jeśli , Boże broń, Bóg nie istnieje, to niech nas ręka boska
      broni. Ale jeśli, co daj Boże, Bóg jest, to chwała Bogu".
      A moje zdanie?
      Jeśli Bóg istnieje to chcę mu spojrzeć w twarz, za moje życie i spytać co ja mu
      zawiniłem?
      Jeśli zaś Bóg nie istnieje, to wszystko jest dla mnie jasne, nikt nami się nie
      opiekuje i miejmy żal tylko do siebie za swoje życie....
      • Gość: tomekm Re: Co sądzę o Bogu?? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 19.11.01, 13:32


        zaholcu ..nic mu nie zawiniles.o co masz do niego zal?

        chcialbym sie odniesc jeszcze do pewnej sprawy.w kilku bowiem postach
        zauwazylem pytanie, i swego rodzaju oburzenie, dlaczego jezus musial
        cierpiec.innymi slowy, co to za bog, ze na cos takiego pozwolil?

        to moze pytanie powinno brzmiec, a co bys chcial aby uczynil?

        i sprawa staje sie duzo trudniejsza.kiedy jezus przyszedl na ziemie, jako syn
        bozy, rowniez faryzeusze, czy raczej badajacy pisma go nie poznali.oni rowniez
        wyobrazali sobie boga inaczej.ze przyjdzie moze otoczony jasnoscia, z armia
        aniolow, i w potedze.wyobrazali sobie wszystko, tylko nie boga...syna ciesli.
        a przeciez jeszcze mojzesz zapoawiadal przyjscie i cierpienie jezusa.
        faryzeusze chcieli jednak boga, ktory mialby byc dodkladni taki sam, jak oni by
        chcieli aby byl.
        co mnie jeszcze dziwi..to, ze niektorzy z nas w tej dyskusji pytaja..jak mogl
        ojciec cos takiego uczynic synowi, natomiast malo kto chce widziec, co sam syn
        na ten temat mowi.a jezus podobnie przed 2000 laty, i dzisiaj stawia to samo
        pytanie.pyta.."a kimze ty jestes marny czlowieku aby osadzac wyroki boskie????"

        jezus pyta wiec sam..dlaczego podwazasz madrosc boza?stawiasz sie na rowni z
        bogiem, chcesz powiedziec, ze ty...zrobilbys to inaczej?.inaczej
        zaminifestowalbys swoja milosc?to jak bys to zrobil?

        problem moim zdaniem polega w tym, ze wielu z nas tak naprawde chcialo by sobie
        samemu ustanowic boga..wedlug wlasnego pojecia sprawiedliwosci, swojej wlasnej
        madrosci.wielu z nas bardziej niz milosci boga, nienawidzi jednak nagany.i
        kiedy bog mowi..nie rob tego, zyj tak, niech to dla ciebie bedzie wazne...to
        wcale sie na tym nie koncentrujemy, tylko za wszelka cene probujemy wynalesc
        cos co bynam pozwolilo nie trzymac sie owych slow.bo ilu z nas mowi..tak,
        szukam boga, a zyje w grzechu, i wcale nie ma zamiaru z niego zrezygnowac.

        jezus w imieniu boga nie obiecuje domonstracji swojej sily na ziemi, pozostawia
        nam wolna wole.wierze, ze gdyby tylko chcial, to pokazalby najwiekszemu
        sceptykowi cos, co sprawiloby, ze ten padl by na kolana, i jesli z wrazenia
        moglby mowic, to chwalilby jego imie.tak, duzo prostsze, ale czy pozostawilby
        ci wowczas wolna wole? jezus obiecuje jednak "po smierci duch twoj zobaczy
        rzeczy ktorych oko ludzkie nie widzialo, uslyszy to czego ucho nie slyszalo, i
        poczuje to, co do serca ludzkiego jeszcze nie wstapilo.to przygotowal bog tym,
        ktorzy go miluja."ktos moze powiedziec teraz...eeee, po smierci.to ja nie
        chce.prosze bardzo, taka jest twoja wola.ja jednak wierze w to, bo po pierwsze
        daje mi to wspaniala nadzieje, a po drugie, bardzo mi to pomaga juz teraz.dla
        wielu bog to same zakazy, ja w nim zanjduje wolnosc, i radosc, i kiedy pomysle,
        ze mnie odnalazl, w otoczeniu jakim sie wychowalem...dla mnie to maly cud.
        a teraz ide cos zjesc...bo mi zamkna stolowke.

        pzdr
      • reggina Re: Co sądzę o Bogu?? 19.11.01, 13:34
        "Jeśli - co daj Boże - Pana Boga nie ma - to chwała Bogu,
        a jeśli - co nie daj Boże - Pan Bóg jest - to niech nas ręka boska broni"
    • fantasia Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 19.11.01, 16:53
      Nie wierzę w Boga.
      Jest dla mnie postacią mitologiczno-kulturotwórczą o wielu obliczach.
      Sądzę o tejże postaci co nieco, skoro jednak w ten sposób postrzegam, chyba mój
      opis własnych sądów nie będzie pożądaną odpowiedzią na pytanie "co sądzisz o
      Bogu". Niech będzie zatem, że nic nie sądzę.

      Ale (co widać zresztą również z przebiegu wątku) - kogo to w gruncie rzeczy
      obchodzi???
      • Gość: IRON MAN Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 22:37
        Bóg czyli Ojciec , Tata , Tatus kochany . Potrafi nam wybaczac i dziekuje Mu
        czesto za to co mam . Kim jest Bog ? Gdzie jest ? Racjonalnie nie da sie
        odpowiedziec na te i inne pytania . Ale czy koniecznie trzeba .Dla mnie Bog
        jest miloscia bez granic i choc jestem slaby i grzesze to nadal Go kocham i mu
        ufam i cokolwiek bedzie zgodze sie z nim .
        Jest tyle religii , ale jest jeden Bóg , nasz kochany Tatus .
        Dziekuje Mu ,ze jest z nami :)
      • anomen Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 08.12.01, 00:58
        Wierzę. Brez Boga (autorytatywnie objawionego) nie można sklecić sensownie
        zdania.
    • Gość: Acro Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.01, 23:45
      Mam pytanie natury teologicznej. Czy jest grzechem niewiara w Boga? Przecież
      nic na to nie poradze. żeby sobie uzmysłowić problem, spróbuj uwierzyć np w
      UFO. Wierzy się albo nie.
    • Gość: Zuzia Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.chello.pl 24.11.01, 18:33
      To piękny mit z tym Jezusem ale dla mnie tylko mit.
      Poza tym nie udało mi sie poznać kogoś kto wyznając katolicyzm stosuje się w
      pełni do wszystkich zasad.
      Temat kleru jest tematem rzeką. Dla mnie jest to hipokryzja do n-tej potęgi.
    • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 29.11.01, 13:46
      Grzechem jest tylko to, co jest krzywdą dla innych. Tym większym im bardziej
      swiadomie kogoś krzywdzisz.
      Wiara to dobra rzecz. Jezeli ktoś jest szczesliwy bez niej i jest dobrym
      czlowiekiem, to niech mu bedzie na zdrowie. Ale gdyby mu czegos brakowalo, to o
      wiare mozna prosic, mozna sie o nia modlic.
      Prosilam i dostalam. Teraz latwiej mi sie zyje.
      Prosilam tez o to, by móc wybaczyc komus, kto bardzo mnie skrzywdził, bo taka
      rana jest upierdliwa, a ja chcialam sie uwolnic.
      Prosilam ponad dwa lata, ale kiedy otrzymalam moj dar to bylo wspaniale.
      • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 29.11.01, 13:57
        Krzywdzenie innych niekoniecznie jest grzechem - amputowanie nogi, wyrywanie
        zeba - to przeciez krzywdzenie, delikwent cierpi...
        A twierdzenie, ze to dla jego dobra - to taka troche nagieta retoryka -
        mniejsze zlo? Eeee tam!

        A co to jest grzech wogole?
        • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 29.11.01, 14:15
          Fakt, że coś kogoś zaboli nie oznacza wyrzadzonej krzywdy.
          Dla mnie grzech to właśnie świadome działanie w celu wyrzadzenia krzywdy,
          przede wszystkim. Ale jezeli skrzywdzisz kogoś przez przypadek, tez jesteś za
          to odpowiedzialny. Taki dług energetyczny bezpieczniej jest spłacic, inaczej
          moze nadejsc wezwanie do zaplaty odsetek w najmniej odpowiednim momencie.
          • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 29.11.01, 16:08
            Nadal argumentacja ktora nie bada wszelkich niuansow - czy na przyklad sedzia,
            skazujac czlowieka na dozywocie - grzeszy? Przeciez wyzadza mu krzywde (bo go
            zamyka), a tlumaczenie tego resocjalizacja jest naiwne - przeciez ma dozywocie,
            wiec i tak nie wyjdzie z wiezienia?

            A zabicie kogos w obronie wlasnej? A na przyklad wojna - wkoncu walczac robisz
            krzywde innym ludziom (i to swiadomie), niezaleznie od tego po ktorej stronie
            sie opowiadasz.
            A klaps "wychowawczy"? - przeciez mozna dziecko tylko upomniec, prawda?
            A instalacje alarmowe - przeciez zlodziej, ktory dzieki nim zostanie zlapany -
            jest przez Ciebie krzywdzony? (i to, ze chcial skrzywdzic Ciebie nie powinno
            miec znaczenia - grzech to grzech)
            Oj, przykladow takiej krzywdy ludzkiej moglbym wymieniac tysiace

            A na przyklad pracodawca, ktory zatrudnia pracownika na czarno - grzeszy czy
            nie? Bo z jednej strony pomaga czlowiekowi ktorego zatrudnia (daje mu prace) -
            ale oszukuje urzad skarbowy, czyli poniekad wszystkich tych, ktorzy sa
            "uczciwi"?
            • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 29.11.01, 17:54


              czesc,

              moze sie wtrace.bog mowi wyraznie, ze kazdy powinien rowniez wypelniac prawo na
              ziemi, a wiec tym samym placic podatki, jezeli jest wojna, i panstwo wzywa,
              nalezy pojsc, jezeli przestepca morduje, badz kradnie nalezy go ukarac.wowczas
              nie mowi sie o jego krzywdzeniu, tylko o jego karaniu, badz wypelnianiu
              obowiazku wobec panstwa.jezeli wiec bog mowi wypelniaj rowniez prawo ziemskie,
              a jednoczesnie miluj blizniego swego, i nie krzywdz go, to nie ma tu juz
              miejsca dla ulaskawienia przestepcy.
              chce przez to powiedziec, ze na biblie nalezy spogladac jako na calosc, i
              dobrze ja poznac, a wyciagnietymi z kontekstu fragmentami mozna tylko popasc w
              zaplatanie, i niezrozumienie.
              kara jest czyms naturalnym, i rowniez bog karze.podobnie dobro pacjenta,
              ktoremu nalezy przykladkowo amputowac noge(czy panstwa) sprawia ze, osoba to
              czyniaca nie bedzie z tego sadzona.
              dobrym przykladem moga byc tez opisy prowadzenia panstwa przez krola dawida,
              ktory zyl wedlug slowa boga, ale jednoczesnie byl sedzia swego ludu, i
              przestepcow karal.
              pytania?
              • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 29.11.01, 23:14
                A jesli mamy prawo wedlug ktorego za kradziez mamy obciecie reki? (patrz: Hammurabi)
                To czy wypelniania prawa ziemskiego nie jest bestialstwiem? Ergo - bestialstwo nie jest
                grzechem???

                A eksmisja na bruk? (zaznaczam - nie do tanszego mieszkania, nie do noclegowni, ale na
                bruk) tez nie jest grzechem, skoro prawo tak stanowi?

                A czy branie narkotykow, czy tez handlowanie nimi jest grzechem? Bo sa kraje, gdzie jest to
                dozwolone, czyli zgodne z prawem...
                • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 10:06
                  Dla mnie osobiście istniejace prawo ziemskie nie jest ostateczna wykladnia.
                  Niestety decydujace moze tu byc osobiste odczucie osoby popelniajacej konkretny
                  czyn. Pisze niestety, bo jezeli ktos wierzy, ze robi cos dobrego,a krzywdzi tym
                  innych, to nigdy nie zrozumie o co mamy do niego pretensje, a i chyba Bóg nie
                  może go karać. Natomiast konsekwencje beda na pewno, ale nie rozpatrywalabym
                  tego jako kary. Mam wewnetrzne 100% przekonanie, ze to trzeba bedzie jakos
                  naprawic i wynagrodzic, ale nie moze tu byc mowy o karze.
                  Np. Mao, wg analizy psychometrycznej byl dobrym czlowiekiem, tylko o wypaczonym
                  poczuciu dobra, naprawde wierzyl, ze robi cos wspanialego dla swiata.
                  Na nieszczescie dla tego swiata.
                  • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 10:17
                    Czyli Mao nie byl grzesznikiem?
                    Stalin, Hitler... ciekawe, ciekawe...
                    • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 12:19
                      Nie rozszerzaj. Analiza psychometryczna jest rzecza indywidualna.
                      Efekty działan roznych osob moga byc identyczne, a jednak jeden moze dzialac np
                      z checi wladzy, a drugi naprawde wierzy, ze innym pomaga.
                      • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 14:06


                        witam,

                        rzeczywiscie odnoszac sie do prawa ziemskiego, nalezy rowniez kierowac sie
                        swego rodzaju wyczuciem.przeciez na poczatku samo prawo w cesarstwie rzymkim
                        przeslakowalo wierzacych.tak wiec spotykajac sie, i modlac, niejako lamali
                        prawo...

                        niemniej kiedy ktos popelnia przestepstwo,musi poniesc odpowiedzialnosc.

                        powracajac do pierwszych chrzesciajn, i oni ponosili odpowiedzialnosc.znamy to
                        nawet z quo vadis, innymi slowy byli wydawani na smierc.ukrywali sie przed
                        rzymianami, ale bedac juz rzuceni lwom, czy wieszani, mysle, ze swietnie to
                        rozumieli.mieli bowiem jako przyklad rowniez samego chrystusa, i znosili to ze
                        zrozumieniem, w prostocie.

                        pytanie o ucinanie rak, i bestwialstwo.

                        owszem, to okrutne, ale stanowilo to prawo.zlodziej musial zdawac sobie sprawe
                        co ryzykuje.poza tym, jesli trafilby na chrzescijanina sprzedajacego jablko,
                        madrzejszym bylo by o nie po prostu poprosic.

                        a rozumiane dzisiaj szeroko bestialstwo?
                        i uciecie reki?
                        proponuje tu zaglebic sie w ksiegi mojzeszowe, opisujace m.in. wyjscie mojzesza
                        i jego ziomkow z egiptu.caly lud , nie ´jestem pewien, ale bodajze 200000
                        narodu udalo sie do przepowiedzianej mojzeszowi ziemim obiecanej.
                        stanowili oni wszyscy panstwo zyjace wedlug slowa boga, znali jego
                        obietnice.prawo wedlug ktorego zyli, to ziemskie, opieralo sie zatem
                        praktycznie rowniez na boskim.i jedno z praw boga mowilo, nie bedziesz skladal
                        ofiar bostwom, i modlil sie do bozkow.kiedy pewnego ladnego dnia mojzesz udal
                        sie wysoko w gory, kierowany bozym prowadzeniem, w tym samym czasie wielu
                        sposrod jego ludu uczynilo sobie ze zlota balwana (czyt.bozka:-)), i skladalo
                        mu czesc, bawiac sie i oddajac rozrywce szeroko rozumianej.kiedy wiec mojzesz
                        wrocil, jak mowi pismo zaplakal nad swoim ludem, poczym zgromadzil swoich
                        ludzi, poslusznych prawu, ktorzy urzadzili taka rzez, ze jednego dnia wycieli
                        okolo 23000 ziomkow, oddajacych chwale szatanowi.
                        wszyscy jednak oni posluszni byli mojzeszowi, ktorego slowa nie opieraly sie na
                        swoim wlasnym rozumie (mao), ale wypelnial wole boga, czyniac przy tym liczne
                        cuda, i objawiajac moc pana.widzac to, nie mieli watpliwosci co do slusznosci
                        swojego czynu.
                        zresza sam mojzesz przepowiedzial potem przyjscie jezusa, i usprawiedliwienie
                        przez wiare.przed chrystusem podstawe dostapienia zbawienia bylo zycie wedlug
                        zakonu, a wiec 10 przykazan.

                        dzieki



                        • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 14:37


                          a, zapomnialem czego dodac.historia ta, wyjscie mojzesza z egiptu ma rowniez
                          aspekt duchowy.nalezy ja bowiem rozumiec, jako swego rodzaju droge kazdego
                          chrzescijanina.wyjscie z egiptu jest tu tym samym czym jest nawrocenie kazdego
                          czlowieka.tak jak lud mojzesza, tak chrzescijanin wychodzi z egitpu, ktory
                          symbolizuje tu grzech, niewole.maja oni przepowiedziana ziemie obiecana, innymi
                          slowy dla kazdego nawroconego raj, i zycie wieczne po smierci.mamy wiec swoj
                          cel.

                          czym jest raj?dla wielu slowa jak raj, pieklo, czy nawet bog, brzmia dzisiaj
                          troche smieszne, ale w taki sposob opisujemy cos, czego tak naprawde nie
                          jestesmy w stanie opisac.jezus opisuje raj troszeczke lepiej:

                          "a po smierci twoim udzialem stanie sie to, czego oko ludzkie jeszcze nie
                          widzialo, ucho nie slyszalo, i co do serca ludzkiego nie wstapilo.to
                          przygotowal pan tym, ktorzy go miluja".

                          tak wiec mamy lud wychodzacy z ziemi egipskiej, a tym samym chrzescijanina
                          ktory decyduje sie podazac droga boga.lud wychodzi wiec praktycznie w nieznane,
                          w ufnosci, ze ten facet ktory zwie sie mojzeszem rzeczywiscie jest poslem
                          boga.musza wiec zaufac slowu.
                          ich codziennoscia staje sie pustynia.rowniez ona ma swoj symbol.nie latwo
                          podaza sie pustynia, tak jak nielatwo podaza sie wierzacemu w dzisiejsym
                          swiecie, pelnemu pozadliwosci, cielesnosci, kuszenia.tak jak ludowi mojzesza
                          wial piasek w oczy, tak i dzisiejszemu wierzacemu wieje piasek w oczy, i czesto
                          nie ma sie z czego napic:-)
                          nastepnie mamy owa rzez, ktora przedstwia nastepny element zycia
                          chrzescijanina.bardzo mozliwe, ze w koncu sie zmeczysz, zapragniesz tez sie
                          zabawic, i zapomnisz o prawach boga.jesli nie bedziesz uwazal, podobny los jaki
                          spotkal owe 23000 spotka i ciebie.wielu jest dzisiaj ludzi, ktorzy mowia ze
                          wierza, ze przynaleza do kosciola, ale jednoczesnie nie zyja wedlug slowa boga.
                          wielu wiec ktorzy obrali droge boga, po prostu zejda z niej.
                          jezus mowil rowniez o tym, ze nastapi dzien, ktory ponownie przyjdzie na
                          ziemie, ale wowczas w chwale ktora sprawi ze jak mowi pismo:"kazde kolano ugnie
                          sie przede mna".polecam tu objawienie sw.jana.
                          i ten dzien jest wlasnie nasza ziemia obiecana.wielu sposrod ludu mojzesza
                          wciaz ufala, i wierzyla, ale za zycia nie zdazyla zobaczyc ow ziemi, bo droga
                          do niej trwala wiele lat, i ludzie umierali.podobnie ma sie to z nami
                          chrzescijanami.wierzymy w ow dzien, ale wielu z nas ow dzien nie zastanie
                          zywymi.tak jak jednak niektorzy z ludu mojzesza doszli, tak i beda tacy ktorzy
                          dojda zywymi do ziemi obiecanej.tak wiec ziemia ktora przepowiedzial mojzesz,
                          mimo ze wielu watpilo, i wielu sie odlaczylo, okazala sie byc prawda.

                          • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 15:36
                            Hmmm... ladne, ale pytanie nastepne jest takie - dlaczego w takim razie potepia
                            sie atak terrorystow na WTC? przeciez oni wierza w Boga, a atak na WTC jest dla
                            nich niczym innym, jak tylko rzezia owych "oddajacych czesc balwanowi". I to i
                            tak nalezy sie cieszyc, bo w WTC zginelo raptem okolo 5tys, a Mojzesz wytlukl
                            23 tys. Mojzesz Fundamentalista? Na to by wychodzilo.

                            No i to jest jeden z powodow, dla ktorych odwrocilem sie od wiary. Nie
                            odpowiada mi Bog, ktory popiera krwawe rzezie w imie wiary. W koncu jesli potem
                            jest sad ostateczny, to i tak zostana "pokarani" - wiec po co sie nad nimi
                            znecac na ziemi?

                            Zawsze mnie zastanawial ogromny rozdzwiek pomiedzy starym i nowym Testamentem.
                            Bo w ST Bog jest zadnym krwi i gwaltu potworem, apodyktycznym wladca, ktory
                            zsyla plagi, potopy i tak dalej (patrz: zarzadzanie I generacji). A w NT Bog
                            jest lagodny i nawoluje do pokoju, milosci blizniego, tolerancji i tak dalej
                            (patrz: zarzadzanie IV generacji lub wyzsze). Jakby to nie byl ten sam Bog!
                            Bog zmadrzal? Ale Bog jest nieskonczenie madry, wiec jak to?
                        • Gość: Toi uwaga odnosnie Starego Testamentu IP: *.cm-upc.chello.se 30.11.01, 16:18
                          Gość portalu: tomekm napisał(a):

                          przed chrystusem podstawe dostapienia zbawienia bylo zycie wedlug
                          > zakonu, a wiec 10 przykazan.

                          Excuse me, tomekm, ale po pierwsze Zakon to nie tylko 10 przykazan bylo, a po
                          drugie Biblia podkresla do znudzenia, i to nie tylko w NT, ze samo zycie wg
                          Zakonu nikogo zbawic nie jest w stanie. Oczywiscie NT pokazuje, ze dopiero
                          Chrystus niesie uwolnienie od 'przeklenstwa Zakonu', ale nie zmienia to faktu, ze
                          wiara i oddanie sa w ST zawsze na pierwszym miejscu, a wypelnianie Zakonu to ich
                          nastepstwo, tzn tak byc mialo, a bywalo roznie, jak wiemy z lektury i nie tylko.
                          'I Abraham uwierzyl Bogu, a On poczytal mu to ku usprawiedliwieniu' glosi Genesis
                          na przyklad; jest tez dlugi fragment w Liscie do Hebrajczykow o 'bohaterach
                          wiary' ze Starego Testamentu. Tyle sprostowanie.
                          • Gość: tomekm Re: uwaga odnosnie Starego Testamentu IP: *.wiinf.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 16:36


                            oczywiscie za tak toi.jesli tego nie podkreslilem, to
                            tylko dlatego ze moja wypowiedz byla dosyc dluga, i nie
                            wszystkiemu poswiecilem tak samo wiele
                            uwagi.wyszedlem z zalozenia, ze osoba zyjaca wedlug
                            zakonu, jednoczesnie wypelnia go nie dlatego ze ktos jej
                            karze,a poprzez milosc, i oddanie swego zycia bogu.
                            naturalnie samo wypelnianie zakonu, bez szczerej wiary,
                            i oddania bogu wcale nie gwarantuje zbawienia.
                            rowniez po przyjsciu jezusa zakon wciaz jest
                            aktualny.osoba wierzaca, nie moze pokierowac sie
                            slowami jezusa, ze wiara w jego imie prowadzi do
                            zbawienia, i oczyszcza z grzechu.mowi o tym swietnie
                            list pawla do rzymian.nie mozma zyc w grzechu,
                            opierajac sie tym, ze grzechy nasze i tak sa poprzez
                            krew uniewaznione.
                      • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 14:11
                        No dobra, ale tak czy siak - Mao grzesznikiem nie byl?
                        Ciekawe, ciekawe...
                        • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 14:33
                          Napisalam juz wyzej, ze nawet jezeli skrzywdzisz kogos nieumyslnie, tez jestes
                          za to odpowiedzialny. Ale nawet w chrzescijanstwie, zeby uznac kogos za
                          grzesznika musi istniec swiadomosc popelniania grzechu w chwili czynu.
                          Jest odpowiedzialnosc i koniecznosc poniesienia skutkow czynu, ale nie ma
                          grzechu.
                          • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 14:39


                            a, zapomnialem czego dodac.historia ta, wyjscie mojzesza z egiptu ma rowniez
                            aspekt duchowy.nalezy ja bowiem rozumiec, jako swego rodzaju droge kazdego
                            chrzescijanina.wyjscie z egiptu jest tu tym samym czym jest nawrocenie kazdego
                            czlowieka.tak jak lud mojzesza, tak chrzescijanin wychodzi z egitpu, ktory
                            symbolizuje tu grzech, niewole.maja oni przepowiedziana ziemie obiecana, innymi
                            slowy dla kazdego nawroconego raj, i zycie wieczne po smierci.mamy wiec swoj
                            cel.

                            czym jest raj?dla wielu slowa jak raj, pieklo, czy nawet bog, brzmia dzisiaj
                            troche smieszne, ale w taki sposob opisujemy cos, czego tak naprawde nie
                            jestesmy w stanie opisac.jezus opisuje raj troszeczke lepiej:

                            "a po smierci twoim udzialem stanie sie to, czego oko ludzkie jeszcze nie
                            widzialo, ucho nie slyszalo, i co do serca ludzkiego nie wstapilo.to
                            przygotowal pan tym, ktorzy go miluja".

                            tak wiec mamy lud wychodzacy z ziemi egipskiej, a tym samym chrzescijanina
                            ktory decyduje sie podazac droga boga.lud wychodzi wiec praktycznie w nieznane,
                            w ufnosci, ze ten facet ktory zwie sie mojzeszem rzeczywiscie jest poslem
                            boga.musza wiec zaufac slowu.
                            ich codziennoscia staje sie pustynia.rowniez ona ma swoj symbol.nie latwo
                            podaza sie pustynia, tak jak nielatwo podaza sie wierzacemu w dzisiejsym
                            swiecie, pelnemu pozadliwosci, cielesnosci, kuszenia.tak jak ludowi mojzesza
                            wial piasek w oczy, tak i dzisiejszemu wierzacemu wieje piasek w oczy, i czesto
                            nie ma sie z czego napic:-)
                            nastepnie mamy owa rzez, ktora przedstwia nastepny element zycia
                            chrzescijanina.bardzo mozliwe, ze w koncu sie zmeczysz, zapragniesz tez sie
                            zabawic, i zapomnisz o prawach boga.jesli nie bedziesz uwazal, podobny los jaki
                            spotkal owe 23000 spotka i ciebie.wielu jest dzisiaj ludzi, ktorzy mowia ze
                            wierza, ze przynaleza do kosciola, ale jednoczesnie nie zyja wedlug slowa boga.
                            wielu wiec ktorzy obrali droge boga, po prostu zejda z niej.
                            jezus mowil rowniez o tym, ze nastapi dzien, ktory ponownie przyjdzie na
                            ziemie, ale wowczas w chwale ktora sprawi ze jak mowi pismo:"kazde kolano ugnie
                            sie przede mna".polecam tu objawienie sw.jana.
                            i ten dzien jest wlasnie nasza ziemia obiecana.wielu sposrod ludu mojzesza
                            wciaz ufala, i wierzyla, ale za zycia nie zdazyla zobaczyc ow ziemi, bo droga
                            do niej trwala wiele lat, i ludzie umierali.podobnie ma sie to z nami
                            chrzescijanami.wierzymy w ow dzien, ale wielu z nas ow dzien nie zastanie
                            zywymi.tak jak jednak niektorzy z ludu mojzesza doszli, tak i beda tacy ktorzy
                            dojda zywymi do ziemi obiecanej.tak wiec ziemia ktora przepowiedzial mojzesz,
                            mimo ze wielu watpilo, i wielu sie odlaczylo, okazala sie byc prawda.

                            • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 15:44
                              Reggina - to cala koncepcja grzechu jest do kitu. Bo mozna robic
                              najokrutniejsze rzeczy i nie byc grzesznikiem, a mozna ukrasc koledze jablko, i
                              zostac za to pokaranym.
                              A twierdzenie - powinna byc kara, ale grzechu nie ma, to troche tak, jakbys
                              powiedziala - dobrze zrobiles, ze zabiles sasiada, ale ja Cie teraz za to
                              ukarze. Dla mnie to jest rozdwojenie jazni.

                              Tomekm - To co mowisz, to sa (przepraszam za ostre slowa) dyrdymaly.
                              Przynajmniej dla mnie - ja sobie postepuje z wlasnym sumieniem, i nie odbieram
                              swiata jako osrodek pelen zla i zepsucia, ktoremu ja, biedny zuczek musze sie
                              przeciwstawiac, aby zostac zbawionym. To jest taka retoryka bitego dziecka,
                              ktore usprawiedliwia sie, ze to ze je kopia to nie jego wina. Moze nie jest, a
                              moze jest. Osobiscie czynienie "dobra" przychodzi mi o wiele latwiej niz
                              czynienie "zla". Czyzbym byl SWIETYM??????
                              • Gość: tomekm Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 15:58


                                czyzbys byl swietym?

                                wlasnie problem w tym ze nie, kwieto.pismo mowi, ze nie ma na swiecie
                                sprawidliwego czlowieka.wszyscy grzeszymy, i tylko poprzez wiare w jezusa, mamy
                                szanse dostapic zbawienia.na tym polega jego ofiara?

                                mozesz czynic dobrze, ale bez wiary w jezusa, i tak jestes skazany, bo nie
                                przyjales daru boga, wyparles sie go.wierzac zas w jezusa, masz automatycznie w
                                sobie zakon.nie mozesz mowic , wierze w boga, a jednoczesnie swiadomie
                                grzeszyc, i trwac w tym grzechu.jak mowi pismo, "co nie wyplywa z przekonania
                                jest z grzechu".kiedy wiec jest grzech?wtedy kiedy jest zakon.kiedy jest zakon?
                                kiedy wierzysz w boga.kiedy wiec sprzeciwiasz sie woli boga, ale popelniasz cos
                                w przekonaniu ze i tak dobrze to czynisz, przyjmujesz wowczas ze nie ma
                                zakonu., a wiec nie ma boga.jesli wiec tak sadzisz, i rzeczywiscie po smierci
                                nie bedzie boga, ani cierpienia, ani raju..ok, dobrze to rozgryles.ale jesli on
                                naprawde jest?
                                • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 30.11.01, 17:05
                                  Uprzedzajac pytanie kwieto: :)
                                  Co to znaczy grzeszyc?
                                  Co to znaczy 'wyprzec sie Boga'?
                                • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 30.11.01, 17:18
                                  Acha. czyli mozna ni grzeszyc, ale bez wiary w Boga to i tak do niczego?

                                  A mozna byc grzesznikiem i wierzyc w Boga, i wtedy sie bedzie zbawionym?

                                  Nie wierze, ze Bog jest takim idiota.

                                  Co jesli Bog jest? - licze na zwykla sprawiedliwosc, ewentualnie kapke
                                  milosierdzia.
                                • kwieto Dopisek. 30.11.01, 17:20
                                  Wiesz, mnie nie interesuje co mowi pismo. Uwazam, ze stwierdzenie, ze nie ma
                                  sprawiedliwego czlowieka na swiecie, moze dotyczyc ewentualnie okresu w ktorym
                                  bylo pisane - a od tego czasu minelo juz pare tysiecy lat.

                                  Nie twierdze, ze jestem sprawiedliwy, natomiast z cala swiadomoscia stwierdzam,
                                  ze nie jestem grzesznikiem. I co Ty na to?
                                  • Gość: tomekm Re:wiara w boga IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 18:24


                                    hi!

                                    gosc forum kwieto napisal:

                                    "Acha. czyli mozna nie grzeszyc, ale bez wiary w Boga to i tak do niczego?

                                    A mozna byc grzesznikiem i wierzyc w Boga, i wtedy sie bedzie zbawionym?

                                    Nie wierze, ze Bog jest takim idiota.

                                    Co jesli Bog jest? - licze na zwykla sprawiedliwosc, ewentualnie kapke
                                    milosierdzia.

                                    zas w dopisku kwieto dopisal:-), ze moze kiedys , tzn w okresie kiedy byla ta
                                    wypowiedz jezusa spisana, nie bylo sprawiedliwych, ale teraz juz sa.

                                    i ze on moze nie jest sprawiedliwy ale nie grzeszy!i co ja na to?

                                    to fantastycznie, ciesze sie.zalezy jednak wedlug jakiej miarki sie
                                    oceniasz.skoro nie wierzysz pismu, a pismo jest wlasnie slowem boga, to
                                    jednoznacznie oceniasz sie wedlug swojej wlasnej miarki, a tym samym stawiasz
                                    sie ponad boga.innymi slowy postanowiles oprzec sie tylko na swojej madrosci,
                                    opartej na pewno na wlasnych przypuszczeniach, i kilku ksiazkach, i w ten oto
                                    sposob stworzyles sobie boga dokladnie takiego, jakiego samemu bys chcial aby
                                    byl.tak wiec, nie bog stworzyl kwieta, ale w tym kotekscie bog narodzil sie z
                                    kwieto, i nie bedzie go osadzal, bo po pierwsze jakze twor moze sadzic tworce,
                                    a po drugie, zanim zaczal sie juz sad, kwieto byl juz zbawiony, bo jak sam
                                    stwierdzil..nie grzeszy.

                                    po drugie nie grzeszyc znaczy dokladnie to samo co byc sprawiedliwym.w
                                    niezgodzie wiec stoi powyzsze zdanie :"moze nie jestem sprawiedliwy, ale nie
                                    grzesze."

                                    zdanie :"mozna nie grzeszyc, ale bez wiary w boga to i tak do niczego?

                                    -nie mozna nie grzeszyc.wszyscy grzeszymy, i nie ma na ziemi sprawiedliwego.byl
                                    tylko jeden sprawiedliwy, jezus chrystus.wedlug pisma!mysle, ze trzeba bac
                                    bardzo zakochanym w sobie, i bardzo przekonanym o swojej madrosci, aby
                                    stwierdzic, nie grzesze, i malutko mi moze brakuje do tego aby byc
                                    sprawiedliwym.jezeli jednak stworzyles sam sobie boga, to tym samym sam
                                    stworzyles sobie swoj wlasny zakon, i na jego podstawie nie boisz sie
                                    mowic "jestem bez grzechu", to masz naturalnie takie prawo.

                                    moja miarka jest jednak pismo, i reguly, ktore ja sobie nie wymyslilem.pismo to
                                    powstawalo tysiace lat, pisane poprzez prorokow, ktorzy nigdy sie nie widzieli,
                                    ktorzy nigdy o sobie nawet nie wiedzieli, ktorych dzielily setki, a nawet
                                    tysiace lat,piszacy bedacy krolami, ludzmi bogatymi, jak i zwyklymi
                                    robotnikami, lekarzami, i zebrakami, a jednak pismo to tworzy jedna doskonala
                                    calosc,jest natchnione slowem pana.

                                    zdanie:"A mozna byc grzesznikiem i wierzyc w Boga, i wtedy sie bedzie zbawionym?

                                    Nie wierze, ze Bog jest takim idiota."

                                    pewnie sie teraz strasznie wstydzi, ze ktos wytknal mu bledy:-)
                                    w ksiedze salomona krol mowi "madrosc boza pochlania ludzka", madrosc
                                    faryzeuszy, paradoksalnie, uczonych w pismach, nie poznala jezusa, boga, ktory
                                    przyszedl.czytali o nim codziennie, wyglaszali mowy, a kiedy ten przyszedl, nie
                                    poznali go.w ten sposob bog pokazal zakpil sobie z tych medrcow.mineli sie
                                    zupelnie.
                                    poza tym oczywiscie ze nie wierzysz ze bog jest idiota, bo tak naprawde sam
                                    jestes dla siebie bogiem, a chyba nigdy bys nie powiedzial o sobie, ze jestes
                                    idiota.ty jestes przeciez sprawiedliwym, i nie grzeszysz.

                                    pozdrawiam cieplo







                                    • kwieto Re:wiara w boga 30.11.01, 18:47
                                      1. Przejezyczenie, ktorego nie poprawilem - nie tyle "moze nie jestem sprawiedliwy" co
                                      "moze nie jestem sprawiedliwy wg owych ksiag"

                                      Co ciekawsze - mimo, ze nie dbam o dekalog, nie lamie regul dekalogu! wiecej! nie grzesze
                                      w mysl tego co mowi pismo! (chyba, ze brak wiary w pismo nazwiesz grzechem). I co Ty
                                      na to? Czyli - postepuje zgodnie z zaleceniemi Jezusa czy Dekalogu, odcinajac sie
                                      jednoczesnie od Biblii. A wlasciwie nie tyle "postepuje zgodnie z zaleceniami" - po prostu
                                      doszedlem do identycznych wnioskow na temat swiata.

                                      No i jeszcze jedno pytanie, na ktore nie raczyles mi odpowiedziec. Jaka jest roznica miedzy
                                      Bin Ladenem a Mojzeszem? Bo obaj zabijaja(li) za wiare, przy czym te pare tysiecy bin
                                      Ladena jest niczym wobec tych 23 tys Mojzesza.

                                      I dlaczego Bog kazal tych ludzi wymordowac??
                                      Usprawiedliwiony holocaust?
                                      • Gość: Toi Re:wiara w boga IP: *.cm-upc.chello.se 30.11.01, 19:10
                                        tomekm, co to znaczy (uzyles takich slow) 'wyprzec sie Boga'?
                                        • Gość: tomekm Re:wiara w boga..do toi IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 19:19


                                          czesc toi:-)

                                          wyjasnilem to juz chyba wyzej.moment...kurcze, pisalem podczas konferencji w
                                          firmie odpowiedz, i ..chyba zapomnialem wyslac.pamietam tylko, ze strasunie mi
                                          sie spieszylo:-)

                                          co znaczy wyprzec sie boga?

                                          mowi o tym rowniez pawel,piszac "jezeli nie przyjmujesz ofiary zlozonej przez
                                          boga (w postaci jezusa)wyrzekasz sie wowczas jezusa, a tym samym wyrzekasz sie
                                          boga i jego milosci."
                                          opierajac sie na sobie samym przyzanjesz sie tylko do siebie samego, bog
                                          przestaje dla ciebie istniec.wyrzekasz sie wiec tego, o czym mowi bog, jego
                                          praw, nie polegasz na nim, slowo jego uznajesz za nieaktualne, wyrzekasz sie
                                          go, czyniac z niego klamce.
                                          • Gość: tomekm Re:wiara w boga..do kwieto IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 30.11.01, 19:44


                                            czesc kwieto,

                                            w poprzednim poscie napisales:
                                            "
                                            1. Przejezyczenie, ktorego nie poprawilem - nie tyle "moze nie jestem
                                            sprawiedliwy" co "moze nie jestem sprawiedliwy wg owych ksiag"
                                            Co ciekawsze - mimo, ze nie dbam o dekalog, nie lamie regul dekalogu! wiecej!
                                            nie grzesze w mysl tego co mowi pismo! (chyba, ze brak wiary w pismo nazwiesz
                                            grzechem). I co Ty na to?

                                            -w porzadku.nie moge cie oceniac.chce tylko powiedziec, ze bog, i akurat sie tu
                                            z nim zgadzam mowi, ze nie ma idealnego sprawiedliwego.tak czy inaczej, bdziesz
                                            osadzony, i jesli rzeczywiscie nie ma w tobie grzechu..to chwala ci za to.

                                            pewnego razu ktorys z apostolow bodajze, nie pamietam dokladnie ktory, zapytal
                                            jezusa, ktore z przykazan jest najwazniejsze.jezus odpowiedzial "pierwsze".
                                            a wiec :1)bedziesz milowal pana boga swego, z calego serca swego, i z calej
                                            duszy swojej, i ze wszystkich sil swoich".
                                            dlaczego wlasnie to?bo jesli je wypelniasz, tym samym wypelniasz wszystkie inne
                                            przykazania.
                                            jezeli mowisz ze jestes bez grzechu kwieto, znaczy sie, ze w ten sposob
                                            milujesz boga.
                                            ja az tak bardzo nie potrafie, i jestem marnym grzesznikiem:-)
                                            serio, mam swoje slabosci, nie raz ani nie dwa bieglem za wszystkim, tylko nie
                                            za bogiem.nie raz ani nie dwa kierowalem sie chciwscia, nie raz ani nie dwa
                                            klamalem, nie raz pozadliwosci ciala kierowaly moimi poczynianiami.nie raz i
                                            nie dwa wypowiedzialem falszywe swiadectwo przeciwko blizniemu memu.nie raz ani
                                            nie dwa przeszedlem obojetnie wobec potrzebujacego.nie raz ani nie dwa nie
                                            przyznalem sie do boga, bylem zazdrosny, pelny gniewu, lenistwa.a znasz 7
                                            grzechow glownych kwieto?
                                            :pycha, chciwosc, nieczystosc,zazdrosc, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu,
                                            gniew , lenistwo.

                                            chcesz powiedziec kwieto, ze nie znasz niczego z wyzej wymienionych spraw?

                                            ja raczej mialbym problemy w znalezieniu choc jednego punktu, w ktorym bylbym
                                            bez grzechu.wiesz, mysle, ze jezeli uwazasz ze rzeczywiscie jetes bez grzechu,
                                            to moze jakis cud zademontrujesz.jezus tez byl bez grzechu, i czynil
                                            cuda.kiedys powiedzial, (uzdrowienie) to nie wyjdzie inaczej jak przez modlitwe
                                            i post.te dwie rzeczy rowniez naleza do pierwszego przykazania.on je wypelnial,
                                            i chodzil po wodzie, uzdrawial, wzbudzal zmartwych.a u ciebie?
                                            wierz mi, nie ma tu ironii.

                                            pytanie o bin ladena chyba przeoczylem.ale odpowiem chetnie.teraz jednak nie
                                            mam juz czasu, i musze lecic.nastepnym razem.







                                            Czyli - postepuje zgodnie z zaleceniemi Jezusa czy Dekalogu, odcinajac sie
                                            jednoczesnie od Biblii. A wlasciwie nie tyle "postepuje zgodnie z zaleceniami" -
                                            po prostu doszedlem do identycznych wnioskow na temat swiata.
                                            No i jeszcze jedno pytanie, na ktore nie raczyles mi odpowiedziec. Jaka jest
                                            roznica miedzy Bin Ladenem a Mojzeszem? Bo obaj zabijaja(li) za wiare, przy
                                            czym te pare tysiecy bin Ladena jest niczym wobec tych 23 tys Mojzesza.
                                            I dlaczego Bog kazal tych ludzi wymordowac??
                                            Usprawiedliwiony holocaust?
                                            • kwieto Re:wiara w boga..do kwieto 30.11.01, 20:11
                                              Sek w tym, ze ja w cuda nie wierze... I podoba mi sie tekst kogos madrego: "wydaje sie
                                              nam, ze chodzenie po wodzie jest cudem. A tak na prawde, to cudem jest chodzenie po
                                              ziemi" - takie cuda zdarzaja mi sie ciagle :"))))

                                              "pycha, chciwosc, nieczystosc,zazdrosc, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu,
                                              gniew , lenistwo"

                                              Nie wiem, czy jestem pyszny - nikt mnie nie jadl jak na razie... choc kiedys ugryzl mnie pies,
                                              moze jego spytac?
                                              Chciwosc - nie zauwazam
                                              Nieczystosc - kapie sie czesto, co to znaczy "nieczystosc"?
                                              zazdrosc - niestety brak
                                              nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu - chocbym chcial, nie potrafie - mam taki metabolizm :((
                                              Gniew - to mnie zawsze interesowalo, od kiedy uslyszalem o "slusznym gniewie" czy sie
                                              rozni "sluszny gniew" od tego zwyklego?
                                              Lenistwo - nie, nie jestem leniwy - natomiast pozwalam swojemu organizmowi wypoczac,
                                              jesli on tego potrzebuje - co czasem wyglada tak, ze leze i gapie sie w sufit przez tydzien - ale
                                              to niestety nie lenistwo, tylko regeneracja organizmu, pech...
                                          • kwieto Re:wiara w boga..do toi 30.11.01, 20:03
                                            No a jesli "wypieram" sie ofiary Jezusa, bo nie chce aby ktos inny cierpial za moje grzechy?
                                            Bo dla mnie jest to jak wrobienie sasiada w zabojstow ktore ja popelnilem :(((
                                            • Gość: Toi Re:wiara w boga..do toi IP: *.cm-upc.chello.se 30.11.01, 21:33
                                              kwieto, to chyba nie jest pytanie do mnie, tylko do tomekm? :)))
                                              • kwieto Re:wiara w boga..do toi 30.11.01, 22:09
                                                Tak, oczywiscie, tylko tytulu nie zmienilem :")
    • Gość: dike Jakie wnioski??? IP: *.icpnet.pl 30.11.01, 21:47
      "Baran sie rozindyczyl
      A indyk zbaranial..."

      (to oczywiscie stan mojego ducha po przeczytaniu tego wszystkiego...)

      Pozdrawiam.
      • kwieto Re: Jakie wnioski??? 30.11.01, 22:11
        oj tak. A pomidor zzielenial.
    • onnanohito Pytania, pytania 01.12.01, 00:06

      Sprawa wygląda następująco.
      Szczerze przyznam, że parę razy zabierałam się do przeczytania tego wątku, ale
      bez przekonania. Czemu? Ano swego czasu byłam osobą (młodziutka) bardzo
      wierzącą, bardzo aktywną religijnie i miałam okazję poznać Pismo Święte i osoby
      w nim uczone. Ale zaczęłam myśleć. I zaczęłam najpierw odchodzić od samego
      Kościoła, potem - przestawałam wierzyć. Teraz nie wierze, nie - to nie tak.
      Jestem pewna, że nie ma Boga. Stwierdzenie "nie wierzę" sugeruje, że On jest.
      NIE CHCĘ NIKOGO URAZIĆ. Wiecie dlaczego? Bo to wszystko byłoby za
      proste. "Każdy musi nieść swój krzyż". Ludzie! Nie odpowiada mi to. Co ja złego
      zrobiłam w życiu? Nie, no za dużo pisania. Ale tak: Adam i Ewa, różni ludzie
      przychodzą na świat. Ja. Z grzechem. URODZIŁAM SIĘ Z GRZECHEM. Czemu????? To
      dla mnie po prostu bez sensu. Okradli mnie - Bóg tak chciał, taka jego wola,
      nie znam Jego planu itd. Bez sensu.
      PYTANIA do tomekm:
      1. Rozumiem skąd - wedle Twojej koncepcji, religii - zło na świecie - wynik
      naszej wolnej woli itd. To dla mnie logiczne nawet, szatan się wmieszał, zło
      jest na świecie, OK. Ale wytłumacz mi proszę skąd, dlaczego i po co są choroby
      GENETYCZNE???? Czy rozumiesz, czemu to dla mnie bez sensu? Bóg nas stworzył - z
      błędem genetycznym? To jest głupie!
      2. Z tego, co wiem o chrześcijaństwie - sam to mniej więcej powyżej napisałeś -
      do zbawienia potrzebna jest wiara, łaska wiary. Najważniejsze jest 1.
      przykazanie itd. To odpowiedz mi, proszę na pytanie - co z ludźmi
      upośledzonymi, niezdolnymi do WIARY, do jakiegokolowiek zrozumienia
      czegokolwiek. Oni nie będą zbawieni? A jeżeli tak - to czemu nie wszyscy ludzie
      są traktowani sprawiedliwie - ja np. nie wierzę i nie będę zbawiona?
      3. Dlaczego mój KOT nie może zmartwychwstać? (oczywiście jeżeli ludzie
      upośledzeni mogą - mój kot i ktoś ciężko chory, np. na silny zespół Downa
      zapewne w podobny sposób są niezdolni do wyższych refleksji). Kocham moje koty,
      nie rozumiem, czemu nie mają miec duszy??????? Ich spojrzenie jest często
      mądrzejsze niż niektórych dwunożnych.
      4. Czemu wg religii MUSZĘ mieć dzieci - a może ja dokładnie nie wiem, jakl to
      jest. Ale to: "Idźcie i rozmnażajcie się". Nie chcę mieć dzieci. Czy to grzech?
      5. Sam początek, tzn. stworzenie świata, złamanie zasad i wygnanie Ewy i Adama
      z Raju to moim zdanie bardzo naciąganaq bajka uzasadniająca całe zło. Przecież
      Bóg ich stworzył, Bóg, który jest wszechmocny i wszechwiedzący - czyli od
      samego początku WIEDZIAŁ, że zgrzeszą. Czemu Jego zdaniem tak miało być. Nie
      rozumiem.

      Koniec pytań, na razie.

      Nie, nie wierzę w Boga, wiem, że Go nie ma (na pewno nie takiego, jakim go
      przedstawia chrześcijaństwo).
      Wierzę w Lema, tak, tak. Bardzo pomogły mi Jego mądre książki, Jego wiedza i
      inteligencja.

      Mam nadzieję, że się odezwiesz, bo dyskusja mnie wciąga.

      P.S.: Czy naprawde to byłoby takim wielkim błędem, gdyby Bóg uczynił raz
      (teraz, za naszego życia i tak raz na parę pokoleń) taki cud, żeby WSZYSCY
      ludzie uwierzyli? Np.: Budzimy się 12 wrezśnia, a tam ... WTC stoją, jak stały,
      nikt nie zginął. Kto mógłby coś takiego zanegować, usunąć, zaprzeczyć.

      Pozdrawiam

      Naiwna Onnanohito
      • kwieto Re: Pytania, pytania 01.12.01, 00:43
        Piekne... Podobne watpliwosci ktore i ja mam. Pamietam jak kiedys na religii probowalem
        udowodnic, ze zwierzeta maja dusze (a stoi to jak wol w ksiedze Koheleta), tudziez, ze
        czlowiek nie jest stworzony "aby panowac nad swiatem" - a raczej jest jego czescia, na rowni
        z innymi zwierzetami, roslinami - niestety sie nie udalo :((

        Problem Adama i Ewy jest podobny do problemu Judasza - dlaczego Judasz mial byc
        potepiony, skoro KTOS MUSIAL wydac Jezusa - Judasz z wlasnej woli sie na to zgodzil, i
        za to powinien zostac swietym. Rozmawialem o tym kiedys ze swoim wierzacym znajomym,
        i on mi zaczal udowadniac, ze Judasz popelnil grzech pychy - ze uwierzyl, ze jego wina jest
        tak wielka, ze Bog mu tego nie wybaczy. Ale ta interpretacja tez mi sie wydaje naciagana...

        No i ten rozdzwiek (o ktorym juz pisalem) pomiedzy starym i nowym Testamentem - Zadny
        krwi i zemsty Bog nagle ni stad ni zowad lagodnieje i namawia do milosci blizniego, pokoju i
        tym podobne...

        Moglbym ostroznie powiedziec, ze wierze w Boga. Ale bardzo ostroznie, bo jesli juz - nie
        jest to cos, co miesci sie w ramach jakiejkolwiek religii. I dlatego uwazam, ze spora czesc
        NT i wlasciwie caly ST jest wielkim wypaczeniem tego czym jest Bog (o ile rzeczywiscie jest)

        Idea "grzechu pierworodnego" dla mnie tez jest wielkim absurdem (choc traktuje ja z pewna
        sympatia, od kiedy dowiedzialem sie, ze jest to fragment Biblii, w ktorym jest wyraznie
        napisane o komputerach - kiedys uslyszalem tekst: "no a ten waz, co mial Macintosha?")
        Dlaczego mam cierpiec za grzechy rodzicow?

        No i idac dalej - wedlug mnie, twierdzenie, ze to co sie nam przytrafia, jest wynikiem Boskiej
        woli i karania/nagradzania za grzechy, lub "testowania" nas - jest przejawem zbytniego
        egocentryzmu. Nam sie wydaje, ze jesli sasiadowi peknie rura, i nam zaleje mieszkanie - to
        stalo sie to WYLACZNIE z naszego powodu, aby nam dokopac. Tego, ze jestesmy w tym
        peknieciu rury wogole nieistotni, nie jestesmy w stanie przelknac. Dziwne. Kiedy ktos mi sie
        zali i pyta "dlaczego akurat ja?" mam czesto ochote odpowiedziec - "a dlaczego nie?"
        I teraz, jesli juz odejdziemy od koncepcji zycia na ziemi jako "proby" przed przystapieniem do
        raju - ten raj wogole przestaje byc potrzebny, nagle okazuje sie, ze Niebo nie jest wcale takie
        oczywiste... ech.. rozpisalem sie.

        A nadal czekam na odpowiedz Tomkam w sprawie fundamentalizmu-terroryzmu Mojzesza i
        mojej bezgrzesznosci.

        P.S.
        Onnanohito - a o ktorych ksiazkach Lema mowisz? Mozesz mi podeslac tytuly mailem?
    • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 03.12.01, 10:13
      Podsumowujac, zasadniczo w ogolnych zarysach moj poglad na swiat jest bardzo
      zblizony to tego co pisze Kwieto. Za wyjatkiem tego, ze wierze w cuda, albo
      raczej w to, ze nie ma rzeczy niemozliwych, tylko niektore z nich nie sa tak
      powszechne. No i wierze w zycie poza cialem fizycznym.




      < Reggina - to cala koncepcja grzechu jest do kitu. Bo mozna robic
      < najokrutniejsze rzeczy i nie byc grzesznikiem, a mozna ukrasc koledze
      <jablko, i zostac za to pokaranym.
      < A twierdzenie - powinna byc kara, ale grzechu nie ma, to troche tak, jakbys
      < powiedziala - dobrze zrobiles, ze zabiles sasiada, ale ja Cie teraz za to
      < ukarze. Dla mnie to jest rozdwojenie jazni.

      To nie tak. Skutek dzialania to nie to samo co kara.
      Co to wlasciewie jest kara? Dla mnie to wyrzadzenie jakiejs krzywdy winnemu,
      nie koniecznie majacej bezposredni zwiazek z jego czynem. Np ktos cos ukradl -
      idzie do wiezienia. Tym, ze siedzi w wiezieniu nikomu nie naprawi krzywdy, a
      jeszcze musimy placic za jego utrzymanie.
      Nie wiem, czy potrafie ci to wytlumaczyc, bo dla mnie skutki dzialania na ziemi
      mozna ponosic po smierci ciala. Jezeli w to nie wierzysz, to zbraknie mi
      argumentow. Wierze, ze nasze cialo astralne, czy inne bedzie musialo wykonac
      pewne prace, aby splacic swoje dlugi z obecnego zycia zanim bedzie moglo udac
      sie w dalsza droge. I fakt, czy ktos juz "odsiedzial to" zgodnie z prawami
      ziemskimi moze tu nie miec znaczenia.

      Jeżeli chodzi o wypowiedzi tomekm typu:
      < mozesz czynic dobrze, ale bez wiary w jezusa, i tak jestes skazany, bo nie
      przyjales daru boga>
      to uwazam to za najwieksza bzdure i kompletne niezrozumienie nauk Jezusa.

      Tomekm, to oczym ty piszesz to nie prawda z ksiag, tylko interpretacja tych
      ksiag. Dla mnie o wiele sensowniejsze jest interpretowanie Biblii przez Hune.
      Tekst niby ten sam a zupelnie inne wnioski...

      <,piszacy bedacy krolami, ludzmi bogatymi, jak i zwyklymi robotnikami,
      lekarzami, i zebrakami, a jednak pismo to tworzy jedna doskonala
      calosc,jest natchnione slowem pana.>

      Nie jestem znawca Biblii, wiec moze przypomnisz mi, ktore to fragmenty pisane
      byly przez zwyklych robotnikow i zebrakow. Nie wiedzialam, ze oni w ogole
      umieli pisac. A moze i ja cos dopisze? Poza tym pamietaj, ze tekst, ktory znasz
      to tylko tlumaczenie ograniczone wiedza i zrozumieniem swiata tlumacza.

      Czekam niecierpliwie na twoja odpowiedz dla Kwieto na pytanie:
      " Jaka jest roznica miedzy Bin Ladenem a Mojzeszem? Bo obaj zabijaja(li) za
      wiare, przy czym te pare tysiecy bin Ladena jest niczym wobec tych 23 tys
      Mojzesza.I dlaczego Bog kazal tych ludzi wymordowac??
      Usprawiedliwiony holocaust?"





      • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 03.12.01, 11:49
        No wlasnie ja nie wierze w konsekwencje zycia juz po smierci bo:
        1. Sklaniam sie ku tezie o zwyklej smiertelnosci, czyli po zyciu nie ma niczego
        2. Nawet jesli cos jest, to bez sensu mi sie wydaje przenoszenie konsekwencji
        dzisiejszego zycia na to przyszle bo:
        a) po co taki wyrazny rozdzial na dwa rozne swiaty? moze lepiej bylo uczynic
        ludzi niesmiertelnymi?
        b) koszmarna strata czasu, bo zanim zdam sobie sprawe, ze ponosze konsekwencje
        przeszlego zycia moze uplynac wiele lat, i co wtedy? Trzecie zycie i wszystko
        od nowa w kolko? bez sensu...
        d) nie przekonuje mnie teoria "karmy" - a do tego chyba sie odwolujesz piszac o
        konsekwencjach tego zycia w zyciu przyszlym... Karma jest bez sensu, mam to
        przyblizac?


        A.D. biblii - pamietajcie, ze jesli chnodzi o Biblie i jej interpretacje to
        jest jeszcze jeden drobny problem. Otoz Biblia w tej postaci jaka jest obecnie
        nie jest pelna. Jest to tak zwana wersja Masoteryczna, ktora ustalila sie okolo
        8-6 w. p.n.e. I wyrzucono z niej sporo ksiag, uznanych potem za apokryfy, np.
        ksiege Henoha, w ktorej ufolodzy doszukuja sie dowodow na istnienie obcych
        cywilizacji. Dziwne, ze ta ksiege usunieto, biorac pod uwage, ze ow Henoh byl
        jednym z jedynych dwoch prorokow ktorzy wizytowali niebo za zycia...

        W kazdym razie po odkryciu starozytnej biblioteki w grotach Qurman (jesli
        dobrze pamietam nazwe), okazalo sie, ze mamy co najmniej 3 rozne wersje Biblii
        (pokrywajace sie czesciowo, ale nie do konca) i jest problem z tlumaczeniami,
        bo obok Hebrajskiego pojawil sie tez jezyk Aramejski na przyklad.

        Wiec z ta Biblia to moze byc cos nie tego...
        • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 03.12.01, 12:17
          kwieto napisał(a):

          > 2. Nawet jesli cos jest, to bez sensu mi sie wydaje przenoszenie konsekwencji
          > dzisiejszego zycia na to przyszle bo:
          > a) po co taki wyrazny rozdzial na dwa rozne swiaty? moze lepiej bylo uczynic
          > ludzi niesmiertelnymi?

          A dlaczego dwa? Nie wierze w to, ze jest poprostu ziemia i raj. Wierze w swiaty
          duchowe czy energetyczne (nie wiem jak to dokladnie nazwac)


          > b) koszmarna strata czasu, bo zanim zdam sobie sprawe, ze ponosze konsekwencje
          > przeszlego zycia moze uplynac wiele lat, i co wtedy? Trzecie zycie i
          wszystko od nowa w kolko? bez sensu...

          Czym sa te lata w stosunku do wiecznosci?

          > d) nie przekonuje mnie teoria "karmy" - a do tego chyba sie odwolujesz piszac o
          > konsekwencjach tego zycia w zyciu przyszlym... Karma jest bez sensu, mam to
          > przyblizac?
          >
          > Nie zupelnie do tego. Uwazam, ze nie mozna wykluczyc takiej ewentualnosci, ze
          jest mozliwy powrot na te ziemie w innym ciele. Ale mysle, ze nie musi to byc
          koniecznoscia. Tak mi sie nasunelo - czytales moze "Mewe", nie pamietam autora.
          Ten ptak tez przechodzil w kolejne swiaty, ale w kazdym z nich musial zdobyc
          jakies umiejetnosci, zeby poradzic sobie w nastepnym. Albo bardziej prozaicznie -
          moze to jak zwykla gra komputerowa - z poziomu na poziom...
          >

          Brak mi tylko zupelnie koncepcji dlaczego to wszystko w ogole sie zaczelo.
          • kwieto Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 03.12.01, 16:45
            Jesli chodzi o dwa swiaty - bo tak sie przyjelo. Liczba nie ma znaczenia, wazne
            sa ostre granice miedzy nimi

            Jesli chodzi o pytanie "czym sa lata wobec wiecznosci" - nie lubie tracic
            czasu, wiec jak ktos uwaza, ze dal mi zycie abym cos z nim zrobil, to niech
            zalaczy instrukcje obslugi. Bo inne wyjscie jest nieuczciwe zwyczajnie:
            1. Bo moge sie meczyc cala wiecznosc rownie dobrze (bo dlaczego nie?)
            2. Bo dlaczego sasiad ma sie meczyc lat piec, a ja dziesiec? Albo wiecznosc?
            Przypomina mi to walenie lbem w sciane - nie wiesz po co, nie wiesz dlaczego,
            ale walisz... Moze sie przebijesz, a moze bedzie Cie tylko glowa bolala?
            A gdybym wiedzial jak ta sciane obejsc, to bym nie tracil czasu...

            I to wyczerpuje w zasadzie temat karmy, z tym ze prawo karmiczne mowi "jesli
            walisz lbem w sciane, to dlatego, ze kiedys w innym zyciu zgrzeszyles". Nie
            pamietam tego, wiec moze tak, a moze nie. Mozna mi w ten sposob wmowic wszystko
            i usprawiedliwic nalogowe nabijanie guzow - a ja nie lubie miec guzow na
            glowie...

            Koncepcja przechodzenia przez swiaty i uczenia sie czegos mi nie opdpowiada.
            Opowiadania nie czytalem, ale zapewne owa "Mewa" przechodzila przez te swiaty
            aby gdzies dojsc? widziala cel podrozy? A ja nie widze, i jesli on jest to jest
            skrzetnie przede mna skrywany. To ja wole sobie posiedziec i sie poopalac,
            skoro nawet nie wiem, czy ide gdzies, czy donikad.

            Mam sie poruszac jak slepiec we mgle w imie... no wlasnie, w imie czego? Bo
            ten "Cel" to wlasciwie co to jest? zycie wieczne? Na grzyba mi zycie wieczne,
            nie chce. A moze cos innego? Ale co?
        • Gość: Toi Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 17:41
          Qumran
    • reggina Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? 04.12.01, 09:28
      Drogi Kwieto, myślę dokładnie tak jak Ty. Az budzi to we mnie niepokoj. Kazde
      Twoje slowo oddaje to co czuje, za wyjatkiem, no wiesz.
      Po prostu od dziecka uwielbialam wszystko co magiczne i niezwykle, pasjonowala
      mnie parapsychologia itp. Caly czas mialam dziwne odczucie, ze cos na tym
      swiecie nie dziala tak, jak powinno, ze jestem nie na swoim miejscu. Oczywiscie
      mozna to podciagnac pod zaburzenia psychiczne, tylko po co? Nie jestem
      niebezpieczna, ot taki lagodny bzik, ktory pozwala mi zyc. Gdybym nie wierzyla
      w to , w co wierze nie wiem co by ze mna bylo, rozumiesz?
      • Gość: tomekm Re: mojzesz, bin laden, i inni IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 04.12.01, 12:12


        witam ponownie

        ostatnoi bylem troche zajety ale ostatnio chyba stanelo na mojzeszu, rzezi 23000, i bin ladenie:-)

        tak wiec mamy lud wybrany przez boga, ktory wyruszyl do ziemi swietej.dochodza do gor, rozbijaja sie tam na
        dluzej.w czasie kiedy mojzesz wychodzi w gory, spora czesc grupy wypalila sobie bozka z kosztownosci,
        i postanowila sie zabic.pewnie znalezli sobie jakis wawoz, miejsce w ktorym mogli sie swobodnie bawic.mijesce
        to stanowilo na pewno jednoczesnie pulapke.kiedy mojzesz wraca z gor, dowiaduje sie o tym. nastepnego
        wieczora ponownie zaczyna sie balwochwalstwo, mojzesz zbiera wiernych slowu, i dochodzi do rzezi.jakies
        10% calego ludu zostalo wymordowane.pytanie,dlaczego?

        aby uratowac pozostale 90%.przypominam ze to byly poczatki ludu wybranego.kto naniego wyciagnal reke,
        wyciagnal reke na boga.a tak wlasnie zachowali sie balwochwalcy.
        mimo wszystko okrutne?

        Wiemy, że pierwsze przymierze, jakie Bog zawarl z człowiekiem, dotyczylo narodu izraelskiego i polegało na tym,
        że Bog postawił pewne wymagania, ustalił wytyczne dla postepowania czlowieka, nadal mu przepisy i prawa, i
        za ich przestrzeganie przyrzekl człowiekowi blogoslawienstwo i zycie, natomiast za ich nieprzestrzeganie
        przeklenstwo i smierc (5Mo 30:15-19).

        nadal powiecie, nieee, co za okrutny ten bog?dlaczego wszystkim wydaje sie, ze bog nie ma prawa byc
        surowy?ze surowosc, i kara nie naleza do milosci?
        i jeszcze raz powtorze, madrosc boze przewyzsza ludzka.dla porownania paewl mowi, ze najwieksze glupstwo
        boga, jest madrzejsze niz najwieksza madrosc czlowieka.oczywiscie nie ma glupstwa u boga, pawel mowi tak,
        aby latwiej po prostu przekazac swoja mysl.

        bin laden?

        po pierwsze bin laden kieruje sie tym, o czym mowi koran..nie biblia.mialem okazje czytac koran, podobnie
        rowniez jak swieto slowo mormonow, i jeszcze inne ksiegi....tak dla porownania.po prostu bog mowi, szukajcie, a
        znajdziecie, wiec szukalem.
        przede wszystkim roznica polega na tym, ze wedlug koranu jezus nie byl synem boga, a zwyklym
        prorokiem.podkresla on rowniez religijnosc, tak wiec nieznajduje w nim parwdy.zreszta mohamed zabral sie za
        opisywanie przykladowo zycia jezusa dopiero w 6 wieku naszej ery.cale wiec nowe przymierze jakie bog
        zawarl z nami wedlug pisma poprzez jezusa, dla koranu praktycznie nie istnieje....wszystko chyba jasne.

        spotykam wielu arabow, i parktycznie kazdy...na wzmianke o biblii mowi.".zostala zmieniona.nasza jest
        prawdziwa"jednak sama religijnosc (rabadan i iine ich swieta) czynia dla mnie islam kolejna religia.

        jesli wiec bin laden byl sprawca owych atakow terrorystycznym..wedlug wlasnego boga bedzie
        usprawiedliwiony, podobnie jak przykladowo kwieto poprzez swojego..niemniej wedlug boga, ktorego ja znam,
        wierze, ze bin laden bedzie sie smazyl.

        aa, moze jeszcze sprawa religijnosci.religia ma w bibli wlasciwie negatywne znaczenie.slowo pojawia sie w
        pismie zaledwie 5 razy. przymiotnik religijny tylko 2 razy.podobnie slowo msza swieta.niemniej w katolicyznie
        slowa te przyjely sie bardzo dobrze.

        wedlug apostolow, wedlu jezusa..bog jest zywy, istanieje...i ten kto w niego wierzy, nie moze przykryc swoja
        wiez z nim religia, podobnie jak wiez taka nie moze istniec miedzy zywa matka, a jej zywym dzieckiem.mysle, ze
        nikt z was niechcialby miec dziecka, ktore co jakis czas wpadnie do ciebie, i wyrecytuje "czesm mamo, kocham
        cie."nastepnie nastepnej niedzieli "czesc mamo , kocham cie", i kiedy wypadnie jakas data, wedlug tradycji
        przyniesi ci jeszcze maly prezent, ten sam , ktory przynosi ci juz od wielu lat, i doda jeszcze ze jestes
        wspaniala.oczywiscie z checia cie jeszcze o cos poprosi.kiedy mu sie bedzie powodzic, zapomni o tobie, ale
        kiedy mu sie cos przytrafi, przyleci od razu pelne gniewu, i niezrozumienia pytajac "czemus nic nie uczynila, i
        dlaczego jestes taka okrutna".

        tak wiec dla mnie wiara w boga nie jest religia.nalezy rozrozniac powiedzenia "wierze w boga", i "wierze bogu".
        moje pytanie do was "wierzycie ze ja jestem?".tak wierzycie, w koncu prowadze z wami owa dyskusje.ale
        wierzycie mi, memu slowu?".to juz nie jest takie proste, co?.podobnie ma sie sprawa z bogiem

        aa, i tak jak bog istnieje dla mnie tak samo istnieje i szatan.czym wiec sa wszystkie religie na swiecie?osobiscie
        uwazam, ze ciezka praca szatana aby jak najwiecej poplatac, namieszac, ro niez wokol samej osoby
        jezusa.wiekszosc jednak oferuje spokoj, medytacje, i generalnie sa cacy, i dobrze usposobione.w sam raz aby
        sie latwiej znlaesc w koszyku jakze dzisiaj wymagajacych konsumentow.

        ok, ale sie rozpisalem.

        lece, pa






        • kwieto Re: mojzesz, bin laden, i inni 04.12.01, 13:13
          No dobrze, zostawmy bin Ladena, choc moglbym zapytac zaraz o konkwiskadorow
          "szerzacych wiare", wyrzynanie w pien pogan, krucjaty ale to juz inna historia

          Zdumiewa mnie niekonsekwencja Boga. No bo z jednej strony, daje czlowiekowi
          wolna wole, i mowi: "chcecie, to wierzcie, nie chcecie, nie wierzcie - wasza
          sprawa". A z drugiej strony, jak ludzie jawnie przestaja wierzyc - to mu sie
          nie podoba i nasyla zbirow, aby wymordowali tych niewierzacych. Taka taktyka w
          stylu Ojciec Rydzyk... No to po diabla mi wolna wola, skoro za nieposluszenstwo
          dostane w dziob? Mam udawac ze wierze (bo mnie nie zabija) a po cichu
          niewierzyc? Milujacy Bog namawia do hipokryzji?
          Jakies takies to nie takie.
          • reggina Re: mojzesz, bin laden, i inni 04.12.01, 14:54
            O ile dobrze pamietam z nauk kosciola, to wiara jest laska dana od Boga.
            Wierzy sie, albo nie. Tu chyba nie bardzo jest miejsce na wolna wole. Tak samo
            chyba jest z wiara w zalozenia jakiejs religii, ze nie bardzo mamy wplyw na to,
            co czujemy. Czy Bog moze wiec nas za to sadzic?
            No i ta nieszczesna kara. Kara kojarzy mi sie ze slaboscia tego, kto ja
            wymierza. To tak jak krzyk, kiedy juz brak argumentow.
            Chcialabym, zeby Bog pomogl mi zrozumiec moje bledy i naprawic je. Kara nic tu
            nie da. Poza tym nie ma dla mnie takiej winy, ktora zaslugiwalaby na kare
            wieczna.

            I slowo do Tomekm.
            <jesli wiec bin laden byl sprawca owych atakow terrorystycznym..wedlug wlasnego
            boga bedzie usprawiedliwiony, podobnie jak przykladowo kwieto poprzez
            swojego..niemniej wedlug boga, ktorego ja znam, wierze, ze bin laden bedzie sie
            smazyl.>

            to raczej wg Boga, w ktorego wierzysz, a nie tego, ktorego znasz(tak
            przypuszczam). Zakladajac teoretycznie, ze Bin Laden robi to wszystko z milosci
            do Boga i w obronie jego zdaniem jedynej slusznej religii (nie znamy jego
            prawdziwych pobudek) jak Bog moglby go usmazyc za tak wielkie oddanie?



            • Gość: onnanohi TOMEKM!!!!! IP: 213.17.193.* 04.12.01, 15:18
              TomekM, proszę przeczytaj mój post - kilka wyżej. Czekam na Twoją odpowiedź.
              Proszę.

              Pozdrawiam
              Onnanohito
            • Gość: tomekm Re: mojzesz, bin laden, i inni IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 04.12.01, 15:37



              czesc,

              jesli z mojego ostatniego postu mozna bylo odniesc wrazenie, ze osadzilem bin
              ladena, to popelnilem blad.bin laden bedzie mial swoj sad..i oadzony bedzie.


              regina napisala:

              "Zakladajac teoretycznie, ze Bin Laden robi to wszystko z milosci
              do Boga i w obronie jego zdaniem jedynej slusznej religii (nie znamy jego
              prawdziwych pobudek) jak Bog moglby go usmazyc za tak wielkie oddanie?"

              bo sluszna milosc wynika w tym wypadku z posluszenstwa.w ten sposob okazujesz
              swoja milosc, pelniac jego wole.bín laden kieruje sie jednak koranem.nie uznaje
              nowego przymierza.dlatego napisalem, jezeli bedzie go sadzil jego wlasny bog,
              bedzie pewnie usprawiedliwiony.nie wiem.ja wowczas pewnie bede potepiony..

              ale na swiecie mamy mnostwo religii, i jezeli kazdy wykonuje ich slowo w
              przekonaniu ze czyni to w obronie swojej wiary,to nie zmiania to faktu, ze w
              koncu wielu z nich moze stanac przed bogiem, ale nie takim, jakiemu sluzylismy,
              czy wedlug ktorego slowa zyjemy.

              dlatego trzeba dobrze poszukac, i stale modlic sie o poznanie."kto szuka ten
              znajdzie".to bardzo madre zdanie.czy z wielu zn as naprawde szukalo, czy zawsze
              juz mialo swoja religie, bo srodowisko, bo tradycja, bo kultura..wybraly juz za
              nas".slowo mowi wyraznie..posukaj.

              • kwieto Re: mojzesz, bin laden, i inni 04.12.01, 16:56
                Ej, ale zupelnie nie zrozumiales!

                Ja sie pytam jakie prawo mial Mojzesz wyrznac te 23000 ludzi, a Ty mi zaczynasz
                o wygnaniu z raju. Wygnanie z raju oczywiscie - ostrzegal - jest kara.

                Ale wymordowanie tych 23000 wyglada tak - ostrzegal, ze kara bedzie po
                smierci, a nastepnie postanowil ta smierc przyspieszyc? Aby "uratowac" innych?
                A czy nie jest to forma szantarzu? - "bedziecie wierzyc, bo inaczej, to Mojzesz
                ma ostry miecz i was zalatwi".

                No wiec - albo wolna wola i liczenie sie z "kara" (to czy ta kara jest
                uzasadniona to inna historia, wg mnie nie), albo posluszenstwo wymuszane
                mieczem. Tego sie pogodzic nie da!

                Poza tym - a co jesli Bin Laden powie, ze mu sie Bog ukazal i dlatego on te WTC
                zburzyl - to oznacza, ze bin Laden jest swietym?
                Jakos mnie to nie przekonuje
                Mord to mord, niezaleznie, czy robisz to z woli Boga, Guru, czy kogokolwiek
                innego.
                • Gość: tomekm Re: mojzesz, bin laden, i inni IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 04.12.01, 17:26


                  hej !

                  niezrozumiec sie ludzka rzecz.
                  widze ze glowkujesz kwieto, bo ostatnio tego mejla skomentowales propozycja
                  zostawienia bin ladena juz w spokoju.to dobrze.

                  niemniej tez czegos nie rozumiem..
                  kwieto napisal:
                  ...ja pytam o mojzesza, a ty mi zaczynasz o wygnaniu z raju"

                  sorry kwieto, ale nie mowielm o wygnaniu z raju.napisalem:

                  tak wiec mamy lud wybrany przez boga, ktory wyruszyl do ziemi swietej.dochodza
                  do gor, rozbijaja sie tam na dluzej.w czasie kiedy mojzesz wychodzi w gory,
                  spora czesc grupy wypalila sobie bozka z kosztownosci, i postanowila sie
                  zabic.pewnie znalezli sobie jakis wawoz, miejsce w ktorym mogli sie swobodnie
                  bawic.mijesce to stanowilo na pewno jednoczesnie pulapke.kiedy mojzesz wraca z
                  gor, dowiaduje sie o tym. nastepnego wieczora ponownie zaczyna sie
                  balwochwalstwo, mojzesz zbiera wiernych slowu, i dochodzi do rzezi.jakies
                  10% calego ludu zostalo wymordowane.pytanie,dlaczego?

                  aby uratowac pozostale 90%.przypominam ze to byly poczatki ludu wybranego.kto
                  na niego wyciagnal reke, wyciagnal reke na boga.a tak wlasnie zachowali sie
                  balwochwalcy.
                  mimo wszystko okrutne?

                  Wiemy, że pierwsze przymierze, jakie Bog zawarl z człowiekiem, dotyczylo narodu
                  izraelskiego i polegało na tym, że Bog postawił pewne wymagania, ustalił
                  wytyczne dla postepowania czlowieka, nadal mu przepisy i prawa, i za ich
                  przestrzeganie przyrzekl człowiekowi blogoslawienstwo i zycie, natomiast za ich
                  nieprzestrzeganie przeklenstwo i smierc (5Mo 30:15-19).

                  nadal powiecie, nieee, co za okrutny ten bog?dlaczego wszystkim wydaje sie, ze
                  bog nie ma prawa byc surowy?ze surowosc, i kara nie naleza do milosci?
                  i jeszcze raz powtorze, madrosc boze przewyzsza ludzka.dla porownania
                  paewlmowi, ze najwieksze glupstwo boga, jest madrzejsze niz najwieksza madrosc
                  czlowieka.oczywiscie nie ma glupstwa u boga, pawel mowi tak, aby latwiej po
                  prostu przekazac swoja mysl.


                  ok,moze inaczej..

                  mojzesz zabija 23000.kara boga za nieposluszenstwo, bazujaca na przymierzu
                  jakie zawarl pan ze swoim ludem.owszem, dla boga zgineli oni juz wowczas, kiedy
                  oddwali chwale balwanowi, i wywyzszali bozkow.dlatego wydal ich tez bog na
                  smierc, aby nie zarazali innych.tyle

                  • kwieto Re: mojzesz, bin laden, i inni 04.12.01, 23:41
                    Rozumiem, ze jesli teraz rozwale pol Warszawy, bo Bog tak chcial, i dbal o to, abym sie nie
                    zarazil - to w porzadku?
                    Gdzie ja ta atomowke podzialem...
          • Gość: tomekm Re: mojzesz, bin laden, i inni IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 04.12.01, 15:17


            hej,

            na poczatku male sprostowanie.piszac o mojzeszu napisalem cos w
            stylu..."postanowili sie w tych gorach zabic".mialo byc.."zabawic".:-)


            a co do niekonsekwencji boga, w pelni cie rozumiem.niemniej to troche nie tak,
            ze bog jest niekonsekwentny.moze to wcale nie on jest niekonsekwentny.na nim
            sie wszystko zaczelo, i opierajac sie na bibli wiemy, ze pierwsi ludzie zyli w
            milosci bozej.nie znali chorob, ani smierci.byli tam, gdzie obecnie mozemy sie
            znalesc tylko po smierci.nastepnie jednak czlowiek postawil sie w centrum.czemu
            ma rzadzic bog a nie ja?i bog mu pozwolil pobyc pierwszym.czlowiek znal zasady,
            ale je zlamal.tak samo koncem jest i bog.jezeli wiec go nie przyjmujesz, nadal
            wolisz sie opierac na sobie, ale nie jestes go w stanie wyprzec.tak wiec to czy
            zyjesz razem z nim, czy bez niego, niezmienia faktu ze on jest panem
            wszechrzeczy.bog wiec ostrzega, pokazuje jablko.jezeli go jednak nie sluchasz,
            i je zrywasz, dlaczego pada potem oskarzenie "bog jest niekonsekwentny"?
            jezeli je zerwiesz, utracisz ze mna relacje.jezeli go nie zerwiesz bedziesz we
            mnie a ja w tobie.punkt, kropka.

            wczesniej pojawil sie rowniez watek sfalszowania bibli, byl nawet odnosnik do
            ewangelii napisanej przez samego jezusa w jezyku aramejskim.

            z pismem sprawa sie tak szczesliwie ulozyla, ze szczegolnie ewangelie napisalo
            kiku apostolow.rowniez pisane przez nie listy byly wysylane do przeroznych
            zakatkow europy, i wschodu.nikomu nie udalo sie wiec zebrac je wszystkie na
            raz..poczatkowo.jedna posiadal jeden zakon, inne drugi, gdzie byly nastepnie
            tlumaczone.wszystkie jednak opisywaly wlasciwie to samo.trudno wiec bylo
            zmienic sens wypowiedzi pawla, jesli inne zakony, zbory czy krolowie posiadali
            inna czesc jego listow, a wszystkie mowily praktycznie o tym samym.mozna by
            wiec latwo odkryc falsz.

            mimo to w pismie, szczegolnie w bibli tysiaclecia faktycznie mozna znalesc
            zmiany.czesto pojawia sie slowo, ktore w zapisie nie istnialo, a ktore rzekomo
            mialo naprowadzic czytajacego na lepsze zrozumienie tekstu.takie slowa
            pojawiaja sie np.w nawiasach, lub tworza rzekomy tytul wypowiedzi.na
            przyklad "pawel gani piotra"....albo "o darach ducha swietego", "o roli zony i
            meza".oslawiony jest juz cytat mowicy rzekomo o tym, ze piotr jest glowa
            kosciola, i kazdy jego nastepca przejmuje od niego paleczke.w ten sposob
            powstalo wlasnie papiestwo!.jedna wielka bzdura, i klam...

            do najlepszych polskich bibli nalezy szczegolnie biblia gdanska, wydana
            pierwszy raz bodajze w 15, albo 16 wieku.

            o ewangelii jezusa napisanej po aramejsku kraza tylko legendy.coz mozna
            powiedziec, moze czarny papiez bedzie cos wiedzial:-)jeden z bardzo wysokich
            urzednikow watykanu, ktory zdecydowal sie opusisc potege rzymskokatolicka,
            zanim z niewiadomych przyczyn utracil swoje zycie, udawadnial ponoc, ze wladze
            w watykanie sprawuje tak zwany czarny papiez, zas ten znany wszystkim jest w
            rzeczywistosci tylko pionkiem.ponoc...

            ostatnio tez udalo mi przeczytac ksiegi spisane przez sekretarza ksiecia
            bawarii, opisujacych konflikt lutra z wyslannikami kosciola
            katolickiego.opisane intrygi, i prze wszystkim reakcja papiestwa po ogloszeniu
            niekorzystengo dla rzymu wyroku....wlos na glowie sie jezy.
            generalnie wypowiadam sie przeciwko kosciolowi katolickiemu, ale nie przeciwko
            wielu ksiezom, i wierzacym.zauwazam coraz czesciej naprawde szukajacych pana
            ksiezy, ktorzy nie daja sobie juz tak latwo wbijac regulek, i postanowien
            olejnych soborow..ale sami zaglebiaja sie w slowo, sami osadzaja.

            kult maryjny, obrazy, sakramenty,religia, sposob prowadzenia nabozenstw..nic
            nie maja wspolnego ze slowem boga.to tylko tak na marginesie.

            kwieto wczesniej napisal:

            "Reggina - to cala koncepcja grzechu jest do kitu. Bo mozna robic
            najokrutniejsze rzeczy i nie byc grzesznikiem, a mozna ukrasc koledze
            jablko, i zostac za to pokaranym."

            wszyscy jestesmy grzesznikami.zarowno ten kto zabil, jak i ten kto ukradl
            jablko.grzech wiec jest.usprawiedliwienie nie ma jednak podstawy w wielkosci
            grzechu, a w przyjeciu boga, a tym samym zmienieniu swego zycia.

            przyklad pawel...pawel to tak naprawde saul, osoba tepica chrzescijan.malo kto,
            tak ich sciagl jak pawel.az do pewnego dnia, kiedy bog mu sie objawil..dostal
            takiego duchowego kopa, ze rzucil wszystko co mial, i oddal swoje zycie
            jezusowi.ktory po zmartwychwstaniu rowniez i jemu sie ukazal.pawel nosil
            rowniez stygmaty...ciekawe.

            regina napisala:
            "Tomekm, to oczym ty piszesz to nie prawda z ksiag, tylko interpretacja tych
            ksiag. Dla mnie o wiele sensowniejsze jest interpretowanie Biblii przez Hune.
            Tekst niby ten sam a zupelnie inne wnioski".

            przepraszam bardzo, ale co znaczy interpretacja tych ksiag.one zostaly
            przetlumaczone, nie zas zinterpretowane.jezeli zas w kawalku przkladowo listu
            pisze "a droga do mnie prowadzi tylko przez jezusa", to nie potrzebuje
            interpretacji kogos, bo z nia sam sobie poradze.w koncu pawel mowi jdnak po
            ludzku...
            na tym polega roznica miedzy wielkim hune, ktory podlozyl ci zinterpretowany
            przez siebie tekst pisma o charakterze ..(z tego co widze) ..mistralno,
            parapsychologiczno astralnym, a ktory tobie przypadl po prostu do gustu, a mna,
            ze ja sam staram sie interpretowac pismo.w koncu jest ono dla ludzi.jak go nie
            rozumiesz, pomodl sie o prowadzenie.zreszta to bardzo wazne.skoro jednak bog
            zwraca sie w nim nietylko do uczonych, ale wlascie do kazdego..wiec na pewno
            nie jest az takie trudne.





            • malwinamalwina Re: mojzesz, bin laden, i inni 04.12.01, 15:50
              ale dlaczego warum pourquoi takie to nudne ????
              • Gość: tomekm do onnahi..onahatoo..onnahito..on...... IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 04.12.01, 17:11


                sympatyczna onnanohito wyslala kilka pytan.twoj tekst wkladam w "".

                "Sprawa wygląda następująco.
                Szczerze przyznam, że parę razy zabierałam się do przeczytania tego wątku, ale
                bez przekonania. Czemu? Ano swego czasu byłam osobą (młodziutka) bardzo
                wierzącą, bardzo aktywną religijnie i miałam okazję poznać Pismo Święte i osoby
                w nim uczone."


                jak juz pisalem wczesniej religijnosc ma u boga raczej negatywne
                znaczenie.religia jest droga na skroty..ale okej.ze mna bylo dokladnie tak
                samo.na poczatku bylem katolikiem, i chodzilem do kosciola, choc boga jeszcze
                nie znalem...tzn.wydawalo mi sie ze znam, ale nie za bardzo mnie
                zainteresowal.byl nudny, i tak smutny...


                "Ale zaczęłam myśleć. I zaczęłam najpierw odchodzić od samego
                Kościoła, potem - przestawałam wierzyć. Teraz nie wierze, nie - to nie tak.
                Jestem pewna, że nie ma Boga. Stwierdzenie "nie wierzę" sugeruje, że On jest.
                NIE CHCĘ NIKOGO URAZIĆ. Wiecie dlaczego? Bo to wszystko byłoby za
                proste. "Każdy musi nieść swój krzyż". Ludzie! Nie odpowiada mi to. Co ja złego
                zrobiłam w życiu? Nie, no za dużo pisania. Ale tak: Adam i Ewa, różni ludzie
                przychodzą na świat. Ja. Z grzechem. URODZIŁAM SIĘ Z GRZECHEM. Czemu????? To
                dla mnie po prostu bez sensu. Okradli mnie - Bóg tak chciał, taka jego wola,
                nie znam Jego planu itd. Bez sensu."



                co rozumiesz prze pojecie "kazdy musi niesc swoj krzyz"?
                tak naprawde znaczy to tyle co "nie przejmuj sie.mi tez nie bylo latwo."slowa
                jezusa.co zlego jest w tym pojeciu?
                mowi ono tyle, ze czesto bedzie cos nie tak.mozesz zachorowac, mozesz stracic
                prace, moze zlamalas sobie noge.to sie zdarza..nie oczekuj ze wszystko zawsze
                bedzie cacy, i fantastycznie.zdanie to mi bardzo pomaga.dzieki niemu staram sie
                nie plakac nad rozlanym mlekiem.
                grzech pierworodny?
                owszem, na nas wszystkich po narodzinach ciazy grzech.wynika on z odtracenia
                przez boga, czy raczej zerwania jablka.czyz bog nie mogl tego jablka zawiesic
                wyzej, albo schowac gdzies?mogl, ale po co.on cie do niczego nie zmusza.i
                czlowiek je zerwal.przypomian ze jablko to tylko metafora.tak naprawde czlowiek
                nosi te jabklo zawsze przy sobie.kiedy nie postepuje wedlug woli boga..mowi
                sie "zrywa je".
                grzech zas juz od narodzin?..tak, ale on jest jak najbardziej realny.uwazasz ze
                bobas jest bez grzechu?on juz w nim jest.jestem o tym przekonany.problem w tym,
                ze maly poprzez wzglad na rozwoj, i ograniczenia nie jest go jeszcze w stanie
                zamanifestowac.nie mowi, nie ma sily,ale pozwol dorosnac, a pojawi sie
                klamstwo, zazdrosc..juz w przedszkolu.coprawda jeszcze w prostej formie ale
                juz.ktos teraz zauwazy.."ale to przez wplyw innych, doroslych..jako dziecko
                jest bez winy".nawet gdyby wyrosl sam,(na wyspie) nie bedzie taki jaki byl w
                raju, kiedy mial spolecznosc z bogiem.uczucie jak zlosc,chciwosc czy pozadanie
                przyjda same.
                wyobrazasz sobie zycie bez pozadania?cielesnego, materialnego?



                "PYTANIA do tomekm:
                1. Rozumiem skąd - wedle Twojej koncepcji, religii - zło na świecie - wynik
                naszej wolnej woli itd. To dla mnie logiczne nawet, szatan się wmieszał, zło
                jest na świecie, OK. Ale wytłumacz mi proszę skąd, dlaczego i po co są choroby
                GENETYCZNE???? Czy rozumiesz, czemu to dla mnie bez sensu? Bóg nas stworzył - z
                błędem genetycznym? To jest głupie!"

                hmm. wlasnie przez owy grzech.zaraz choroby genetyczne..nawet 7 dniowa grypa
                jest cierpieniem, czy katar.powiesz pewnie "nie powinno byc chorob,cierpienia,
                wojen".owszem, masz absolutna racje.bog sie z toba zgadza..
                ale to dlaczego sa wynika z grzechu, ktory popelnil czlowiek.chcesz
                powiedziec "gdybym ja byla w raju, nigdy bym jablka nie zerwala"?sadze zebys
                zerwala.tak jak i ja bym zerwal.ziemia jest krolestwem szatana i nie bardzo mu
                sie podoba, kiedy ktos pokazuje chwale boga, i jego drogi.roztacza on swoje
                wizje, pokazujac ci wszystko co bazuje na ciele, zadowoleniu.w raju rowniez on
                roztoczyl taka wizje przed adamem.innymi slowy jabklo zrywamy rowniez
                dzisiaj.jeden byl czlowiek, ktory go nie zerwal.tu na ziemi.jezus chrystus.i
                popatrz, smierc go nie pokonala.zmartwychwstal..i ukazal sie jeszcze ponad
                piecsetce ludzi.jezus pokazuje wszystko...zyjac na ziemi wskrzeszal z martwych,
                uzdrawial...niemniej nie to bylo jego celem.on mial inna misje, ktora
                wykonal.ale nie zrywajac jablka tu na ziemi, w krolestwie szatana pokazal ze ma
                wladze nad smiercia.moglby zrobic cos takiego, ze kazdy by padl na kolana...ale
                nie to bylo jego misja.dzisiaj wszyscy lubimy toczyc dyskusje, lapac innych za
                slowka, badac przeszlosc, ale czemu nie cierpimy tak sluchac jezusa?chyba nikt
                na tym forum nie zadal pytania o jezusa?wszyscy szukaja czego innego..
                tak wiec ..grzeszysz..wiec ponosisz konsekwencje rozlaki z bogiem.



                "2. Z tego, co wiem o chrześcijaństwie - sam to mniej więcej powyżej napisałeś -
                do zbawienia potrzebna jest wiara, łaska wiary. Najważniejsze jest 1.
                przykazanie itd. To odpowiedz mi, proszę na pytanie - co z ludźmi
                upośledzonymi, niezdolnymi do WIARY, do jakiegokolowiek zrozumienia
                czegokolwiek. Oni nie będą zbawieni? A jeżeli tak - to czemu nie wszyscy ludzie
                są traktowani sprawiedliwie - ja np. nie wierzę i nie będę zbawiona?


                dlaczego powiedzmy rodzi sie male dziecko smiertelnie chore, czesto nawet po
                latach nie zdatne do samodzielnego myslenia?nie spodoba ci sie to, ale mysle,
                ze za kare.jest powiedziane, ze ciezkie grzechy beda sie manifestowac w calych
                pokoleniach.nawet czyjes dalekie potomstwo moze byc przeklete za sprawa jego
                grzechu.bog moze okazac komus laske..
                czemu komus , nie wszystkim?
                jest tak jak z jezusem, spotykal rowniez sparalizowanych na swej
                drodze..przynosili mu chorych, i uzdrawial ich.zawsze jednak tych, ktorzy
                przecieli jego droge.mysle, ze swietny motyw stanowi tu przyniesie do jezusa
                pewengo sparalizowanego, ktory sam nigdy by nie dal rady, i ze tlum byl wielki,
                jego bracia zdjeli dach domu, w ktorym byl jezus..i mu go podali. a on go
                uzdrowil.mysle, ze bardzo duzo moze modlitwa.mysle, ze mozna kogos pomoc
                przeciac droge boga, ale jesli dana osoba nie bedzie w stanie przyjac
                daru,wyrok juz zapadl.wiele jest w pismie o konsekwencjach grzechu, jaki beda
                ponosic cale pokolenia.





                "3. Dlaczego mój KOT nie może zmartwychwstać? (oczywiście jeżeli ludzie
                upośledzeni mogą - mój kot i ktoś ciężko chory, np. na silny zespół Downa
                zapewne w podobny sposób są niezdolni do wyższych refleksji). Kocham moje koty,
                nie rozumiem, czemu nie mają miec duszy??????? Ich spojrzenie jest często
                mądrzejsze niż niektórych dwunożnych."

                bo kota bog nie stworzyl na swoje podobienstwo.stworzyl go dla czlowieka, nie
                dla siebie.




                "4. Czemu wg religii MUSZĘ mieć dzieci - a może ja dokładnie nie wiem, jakl to
                jest. Ale to: "Idźcie i rozmnażajcie się". Nie chcę mieć dzieci. Czy to grzech?"

                nie musisz miec dzieci.lepiej jest je miec, ale nie musisz ich rodzic.wiele o
                tym mowi pawel, i sam siebie poleca mowiac "wezcie ze mnie przyklad, i nie
                kojarzcie sie".chyba wlasnie w ten sposob katoliccy ksieza maja swoje
                sluby,choc te sa bez sensu.jezeli nie ma w tym zupelnego dobrowolnego oddania
                bogu, taki slub obietnicy bardziej moze zaszkodzic.stawiasz bowiem sobie 11
                przykazanie, ktorego mozesz nie wypelnic (jako ksiadz), albo bedzie cie nekalo
                sumienie, kiedy bedziesz pozadal.poza tym, ow fragment idzcie i rozmnazajcie
                sie, moze miec rowniez to samo znaczenie co "jestescie moimi dziecmi, bo we
                mnie wierzycie.ciesze sie, kiedy jest was wiecej."nie musi wiec chodzic o
                narodzenie z ciala, ale z ducha.



                5. Sam początek, tzn. stworzenie świata, złamanie zasad i wygnanie Ewy i Adama
                z Raju to moim zdanie bardzo naciąganaq bajka uzasadniająca całe zło. Przecież
                Bóg ich stworzył, Bóg, który jest wszechmocny i wszechwiedzący - czyli od
                samego początku WIEDZIAŁ, że zgrzeszą. Czemu Jego zdaniem tak miało być. Nie
                rozumiem.

                "bo dla boga jeden dzien moze by
                • Gość: tomekm Re: do onnahi..onahatoo..onnahito..on...... IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 04.12.01, 17:48


                  czesc,

                  kurcze, chyba nie wszystko zamarkowalem, i ucielo mi odpowiedz:-)

                  czemu wiec, skoro wszechmogacy bog wiedzial co sie wydarzy, do tego dopuscil?

                  bo uczynil cie wolnym czlowiekiem, i nie skazal tylko na siebie.i tak sie
                  wszystko na nim skonczy, ale nie musisz chodzic jego sciezkami.
                  bog patrzy teraz coprawda na nasza smiertlenosc, i slabosc bez niego, ale
                  pozostawil nas wolnymi.
                  hmm, moze woli jednego, ktory przyjdzie do niego z wlasnej woli, i powie
                  mu "ojcze kocham cie ", niz tysiace , ktore musialby do tego zmusic.o jablku
                  juz pisalem.jego miejsce w raju uwidacznia nie ograniczenie, ale wolnosc
                  wyboru.ludzie wybrali jablko...innymi slowy, siebie, swoja chwale.oddalajac sie
                  jednak od stworzyciela....sa nadzy, smiertelni, choruja...itp.
                  ale nie mozna chyba powiedziec.."to wina boga"
                  • kwieto Chyba sie nie dogadamy :( 04.12.01, 22:18
                    Wychodzimy z zupelnie roznych zalozen.

                    Dla Ciebie swiat jest kara za grzechy
                    Dla mnie swiat jest radoscia (a stwierdzenie, ze noworodek umiera w ramach kary uwazam
                    za absurd - to klamstwo, zawisc i inne o ktorych piszesz, ktore pojawiaja sie pozniej - wg
                    mnie pojawiaja sie jako efekt procesu wychowania - po prostu... Ja zakladam, ze czlowiek
                    jest z gruntu dobry. W kazdym razie JA jestem z gruntu dobry - nie widze powodu, aby
                    uwazac, ze jestem inny niz pozostali, wiec...oni tez sa z gruntu dobrzy)

                    Ty uwazasz, ze czlowiek jest stworzony na podobienstwo Boga, a zwierzeta nie
                    Ja uwazam, ze albo i czlowiek, i zwierzeta, albo tylko zwierzeta. Wystarczy sobie popatrzec
                    na efekty "panowania" czlowieka na ziemi... Jesli Bog dziala podobnie, to ja wysiadam z tego
                    autobusu.

                    Ty uwazasz za logiczne, ze ludzie cierpia za "grzech" spowodowany przez kogos wiele
                    tysiecy lat temu
                    Dla mnie jest to tyle samo co hiszpanska wendetta - wqyrzynanie sie w pien z pokolenia na
                    pokolenie, w sprawie, ktora od wiekow jest nieistotna

                    Ty uwazasz, ze dawanie wolnej woli i wyboru ludziom nie przeszkadza w wyrzynaniu tych,
                    ktorzy wybrali "zle"
                    Ja uwazam, ze jesli dajemy czlowiekowi wybor - badzmy konsekwentni i dajmy mu zyc
                    spokojnie, a "sady" odbedziemy po jego smierci

                    I tak dalej, i tak dalej - Zbyt fundamentalne roznice nas dziela, abysmy doszli do jakichs
                    wnioskow...
                    • onnanohito Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 05.12.01, 00:43
                      Dzięki Kwieto, że się tu wypowiedziałeś - ja tylko przeczytałam tomkam
                      wypowiedź i nie miałam siły, żeby znowu w kółko to samo. Poza tym, gdybym
                      chciała się ustosunkować do wszystkich treści, to zajęłoby to z dziesięć stron.
                      Cóż. Dobrze, że nie będę miała dzieci. Sądząc po moich przodkach - same z
                      wadami koszmarnymi by się rodziły, nie wspominając o grzechu pierw. Co za
                      koszmar.
                      Dla mnie w tym wszystkim jedna sprawa jest niesamowita. Gdzie tu DOBROĆ?
                      Miłość? Za grzechy będzie cierpiało wiele pokoleń. Paranoja!!!!!!!!! I to, że
                      ludzie rodzą się źli i to że uposledzeni nie będą zbawieni ... RATUNKU.
                      Idę odetchnąć świeżym powietrzem
                      • kwieto Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 05.12.01, 09:40
                        No wiec wlasnie ja tez tego nie rozumiem - bo wychodzi na to, ze czlowiek jest
                        zlym, krwiozerczym, klapiacym ociekajaca krwia paszczeka stworem, a gniewny Bog
                        usiluje go trzymac w ryzach...
                        Jak juz wspomnialem, dla mnie czlowiek jako taki, z gruntu jest dobry, a od
                        modelu zamordyzmu zawsze wolalem wspolprace...

                        No ale to sie w ramach biblii nie miesci. A idee grzechu pierworodnego uwazam
                        za zwykle swinstwo. :((

                        P.S.
                        Nie dyskutujmy juz na ten temat, to meczace
                        • anomen Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 08.12.01, 01:04
                          Człowiek nie jest tak zły, jak by mógł być, ale jest całkowicie skażony. Innymi
                          słowy, nie ma w nas nic, co by mogło się podobać Bogu.
                          Tak jest. Twoje sumienie mówi Ci to samo. Co do grzechu pierworodnego - jak
                          myślisz, skąd bniora się wludziach poczucie niskiej wartości? brak
                          samorealizacji? zrozumienie pojęć (samych - potrzebych do wartościowania w
                          jakimkolwiek systemie) dobra i zła? Biorą się z naszej moralnej natury. W
                          naturze człowieka jest znać dobro i zło od Upadku. I - niestety - nie jesteśmy
                          w stanie od tego zła w nas uciec. Wartościujemy swoje zachowanie, nieuchronnie,
                          i stąd nasze kłopoty.

                          Więc lepiej wierz w Boga (konkretnie Chrystusa jako jedynego posrednika
                          pomiędzy ludźmni a człowiekiem)i pokutuj. To się w Biblii nazywa nawrócenie.

                          • kwieto Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 08.12.01, 01:13
                            No wiec potwierdza sie teza, ze sie nie dogadamy - wedlug mnie czlowie nie jest ani
                            skazony, a moje sumienie mowi mi, ze czynie dobrze, robiac to co robie. Poczucia niskiej
                            wartosci nie obserwuje.

                            Wiec wyjscia sa dwa: albo z ta teoria na temat "grzesznej natury czlowieka" i jego "skazenia"
                            jest cos nie tak, albo ja jestem po prostu swietym...
                            Aureolki nad glowa nie zauwazylem, wiec drugie wyjscie raczej odpada...

                            Sek w tym, ze Ty mi nie uwierzysz, ze nie mam wyrzutow sumienia, i ze czuje sie "z gruntu
                            dobry" a ja nie potrafie tego udowodnic, bo to moje wewnetrzne uczucie.
                            Z drugiej strony, Ty mi nie udowodnisz, ze czlowiek jest "skazony", i dlaczego taki mialby
                            byc.

                            Wiec nie nawracajmy sie wzajemnie na "jedynie sluszna wiare" i idzmy swoja droga...
                            • anomen Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 08.12.01, 21:45
                              kwieto napisał(a):
                              a moje sumienie mowi mi, ze czynie dobrze, robiac to co robie. Poczuci
                              > a niskiej
                              > wartosci nie obserwuje.

                              wszystko, co robisz, robisz w zgodzie z przyjętymi przez siebie samego normami?
                              nie znasz uczucia wyrzutów sumienia?
                              wstydu?
                              nic nie ukrywasz?
                              nie starasz się czasem czegoś naprawić? zmienić?
                              nie łapiesz się czasem na dziwnym uczuciu, że zrobiłeś coś, na myśl o czym skręca
                              ci zoładek, a juz nie mozesz tego naprawić?

                              nie odczuwasz czasem, że coś ważnego zaniedbałeś? kogoś skrzywdziłeś?
                              zignorowałeś?
                          • onnanohito Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 08.12.01, 09:18
                            Jak mozna w rozmowie urzyć sformyułowania:"Więc lepiej wierz w Boga i pokutuj"?

                            RATUNKU.

                            Chyba znikam z tego wątku, bo sie duszę.

                            Więcej nic nie powiem, bo się co niektórzy poobrażają a inni utwierdzą w
                            przekonaniu, żem grzesznica.

                            Jeszcze jedno - myślę ciągle o tym, co napisał TomekM, że wady genetyczne,
                            choroby inne noworodków itd. są karą za grzechy ich przodków. Myślę o tym,
                            włosy mi się jeżą na głowie i nie rozumiem jak można żyć z takim przekonaniem?
                            No chyba, że w takiej atmosferze jak w szpitalu bez klamek. To jest dla mnie
                            najgorszy koszmar z horroru. Wyobrażam sobie wciąż i wciąż - kobieta rodzi
                            chore dziecko i WIERZY, że to za grzechy przodków. Nieeeeeeeeeee
                            • anomen Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 08.12.01, 21:47
                              onnanohito napisał(a):

                              > Jak mozna w rozmowie urzyć sformyułowania:"Więc lepiej wierz w Boga i pokutuj"?

                              normalnie. składasz litery w słowa, a słowo w zdanie.
                              Masz jakieś zastrzeżenia co do metody?

                              A może co do przesłania?
                              uważasz, że przesłanie: wierz w Boga i pokutuj z jakiegos powodu na starcie jest
                              niewłaściwe? Dlaczego?

                              • kwieto Re: NA PEWNO sie nie dogadamy :( 08.12.01, 23:33
                                Bo narzuca "jedynie sluszna wiare" i nie dopuszcza innych wyjsc. ZERO tolerancji.
                                Nie wiem czy wierze w Boga, a pokutowac nie mam za co. Przynajmniej jedna sprawa mi
                                odpada...
    • reggina Re: do Tomekm 05.12.01, 10:23
      Napisałeś:...
      " na tym polega roznica miedzy wielkim hune, ktory podlozyl ci zinterpretowany
      przez siebie tekst pisma"
      Dawno sie tak nie usmialam.
      Chodzilo mi oczywiscie o cala folozofie Kahunow i ich widzenie swiata, w tym
      rowniez ich zrozumienie nauk z Biblii.
      Swoja droga dziwie sie, ze jestes przeciwny kosciolowi, a tak upierasz sie przy
      Biblii i swoim jej zrozumieniu. A zatem i ty masz SWOJEGO Boga, tak jak i my.
      • Gość: tomekm Re: do reginna IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 06.12.01, 12:31


        czesc,

        rzeczywiscie sie nie dogadamy...

        powstalo chyba ogolne przekonanie ze bog jest okrutny.zgadzam sie ze do czasow
        ofiary jezusa tak bylo.bog byl rzeczywiscie surowy.i nie dziwie sie ze trudno
        komus zrozumiec, jak milosc moze byc tak surowa.chcielibysmy wszyscy aby bog
        spelnial dokladnie takie same normy, jakie naszym zdaniem sa sluszne, aby to co
        wazne, dobre czy zle dla ludzi, bylo tak samo wazne, dobre, czy zle dla boga,
        zas jego jako sedziego widzielibysmy najchetniej faceta z dlugimi wlosami z
        wyluzowanym spojrzeniem,w trampkach, i krotkich spodenkach, pociagajacego
        browarek.

        notabene grzechow, ktore ciaza rowniez na pokoleniu, nie chodzilo mi o
        tysiacletnie wiezy, ale chociazby o grzechy z ojca lub matki.

        zas do wypowiedzi regginy:

        "Swoja droga dziwie sie, ze jestes przeciwny kosciolowi, a tak upierasz sie
        przy Biblii i swoim jej zrozumieniu. A zatem i ty masz SWOJEGO Boga, tak jak i
        my."


        powinnas chyba dodac kosciolowi katolickiemu w jego formie...jesli cie dobrze
        zrozumialem.tak..jestem?dlaczego?bo dla wielu kosciolow, w tym katolickiego
        wspolnym mianownikiem w ich sluzbie jest wlasnie pismo swiete, ktore
        najzwyczajniej w swiecie lustruje same koscioly.(pewnie dlatego az do 16 wieku,
        w polsce jeszcze pozniej, biblia postanowieniami soborow wedlug kosciola
        katolickiego znajdowala sie na liscie ksiag zakazanych.
        poza tym kazdy zarzuca tu okrucienstwo wierzacych za czasow przed jezusem,
        kiedy obowiazywalo jeszcze stare przymierze.natomiast nikt, rowniez sposord
        katolikow nie wspomnial o ich morderstwach zaledwie kilkaset lat temu (nowe
        przymierze, poprzez jezusa).ale okej, w zasadzie nie o tym byla mowa.
        poza tym sposob w jaki rozumiem ja biblie nie jest taki niespotykany.po prostu
        bardziej sprzyja nauce kosciola protestanckiego, zielonoswiatkowego.
        jesli ktos powiedzialby o sobie "jestem muzulmaninem", czy "jestem
        katolikiem "..protestantem,czy wodzem zulusow, ale jednoczesnie wierzy slowu
        boga, i wedlug niego zyje...wszyscy tworzymy wowczas jeden kosciol.(nie
        religie).i mozemy nawet o sobie nic nie wiedziec.

        zas okreslenie.."swoj bog",tak, tak wlasnie jest.wierze w boga, w jakiego
        wierze.kazdy ma swojego boga, nawet ten ktoremu sie wydaje ze nie ma.tak wiec i
        ja mam.

        a co jest twoja biblia reginna?


        • reggina Re: do reginna 06.12.01, 12:56
          Czesc,
          caly czas wydawalo mi sie, ze bronisz jedynie slusznej racji kosciola
          (katolickiego), dlatego tak mnie zaskoczyl twoj poprzedni post.
          Czy kiedy pisalam, ze wierze w Boga, ale nie w religie nie byles przeciwko mnie?
          Nie chce mi sie czytac ponownie Twoich starych wypowiedzi, bo sa takie dlugie...
          Moze mi sie cos pomylilo?
          Nie mam swojej Biblii, jedynej madrej ksiegi, w ktorej znajde odpowiedz na
          wszystko. Codziennie prosze Boga, zeby wskazywal mi droge, zeby mnie prowadzil.
          Mowie mu czego pragne i prosze o pomoc w osiagnieciu celu, jezeli nie jest
          sprzeczny z wola Boga. Zawsze, gdy programuje cele, dodaje "Niech to, lub cos
          lepszego, stanie sie udzialem wszystkich z tym zwiazanych". Pozostawiam w tem
          sposob ostateczna decyzje Bogu, bo mam swiadomosc, ze nie zawsze to, co nam
          wydaje sie dobre, jest takie w istocie. Ale "proscie, a bedzie wam dane" wiec
          prosze o rozne rzeczy, wielkie i drobne. Zyje z Bogiem na co dzien. To wszystko.
        • Gość: Acro Dyskusja IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.01, 23:01
          Ludziska! Nie kończcie tej dyskusji! Bardzo fajnie się Was czyta. żeby Was
          uaktywnić, to dwa problemy:
          - zatem, jeśli dobrze zrozumiałem, to tylko dlatego, że miałem pecha nie zostać
          oświecony i w związku z tym nie ma we mnie wiary, czeka mnie kara?
          - ciągle nie rozumiem, po co ten cyrk z życiem, skoro Bóg wie wszystko, więc
          może nas od razu umieścić odpowiednio w loży w niebie, celi w czyścu czy klatce
          w piekle.

          I jeszcze taka refkelksja. Nie macie wrażenia, że generalnie znajomość Biblii,
          myśli i filozofii kościoła jest znacznie wyższa wśród ateistów, agnostyków itd
          niż wierzących. Jest do przyczyna czy skutkiem?
          • kwieto Refleksja 07.12.01, 23:14
            Bo ateisci i agnostycy wiedza dlaczego nie wierza w Boga albo watpia. A do tego znajomosc
            Biblii jest niezbedna, bo trzeba wiedziec z czym sie nie zgadzasz, prawda?
            • anomen Re: Refleksja 08.12.01, 21:53
              wcale nie.
              wystarczy, że tak ci sie wydaje.
              zresztą, każdy znajduje odpowiednią wymówkę dla sowjej niewiary - odpowiednią
              dla jego poziomu.
              sednem jest tak czy inaczej brak chęci poddania się, czyli ukorzenia przed
              objawionym autoryatywnie Bogiem.
              • kwieto Re: Refleksja 08.12.01, 23:35
                Kiedy mi sie zaden Bog autorytatywnie nigdy nie objawil, wiec nie mam sie przed kim
                ukorzyc... Druga sprawa - nie mam sie za co ukorzyc.
      • anomen Re: do Tomekm 08.12.01, 21:56
        Kto to jest Kahun?
        • toi Re: do Tomekm 08.12.01, 23:50
          Kochani, skonczmy juz ten watek, to jest nudne, wszyscy sie powtarzaja
          pzdr!
          Toi
    • Gość: mika Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.lubin.dialog.net.pl 09.12.01, 18:16
      Ze mna to jest tak.Generalnie nie wierze w Boga.dla mnie moim "Bogiem" jest
      moje sumienie. To ono mowi mi jak mam w zyciu postepowac, co jest dobre a co
      zle. To ja jestem dla siebie najwyzszym sedzia. Jakos nie potrafie przyjac do
      wiadomosci ze gdzies tam istnieje cos lub ktos kogo nawet nie potrafie sobie
      wyobrazic o zobaczeniu nie wspominajac. Jednoczesnie uwazam GLOWNE zalozenia
      wiary za calkiem rozsadne. Gdyby wszyscy postepowali wedlug dekalogu, to zycie
      byloby piekne. Inna sprawa ze moj wlasny, osobisty "dekalog" niewiele sie rozni
      od tego z Biblii. Co do pojecia "Szatana", to adekwantnie wedlug mnie jest to
      uosobienie naszych slabosci, pokus.No i tyle.
    • Gość: Bartek Re: czy wierzysz w Boga? kim dla Ciebie jest? IP: *.ltk.com.pl 09.01.02, 20:38
      Mnie sie zdaje ze nie jest tak naprawde wazna wiara czy niewiara w Boga, bo
      znam takich co deklaruja ze wierza, a nie chodza do kosciola i w zyciu sa
      czesto po prostu zli (oklamuja najblizszych, bija slabszych, sa nieuczciwi
      wobec swoich zyciowych partnerow itp.). Ja wierze ze Bog istnieje, do kosciola
      nie chodze, ale mysle ze jestem dobrym czlowiekiem na codzien tzn. nie zabijam,
      nie kradne, jestem po prostu uczciwy. To tyle
      pozdrawiam
    • czarodziejka Re: czy wierzysz w Boga? 07.04.02, 00:01
      wierze
      czuwa nade mna
      mowie do niego
      dziekuje mu
Inne wątki na temat:
Pełna wersja