Gość: naiwna
IP: *.pppool.de
30.03.03, 00:15
witajcie,
no wiec tak: mam 25 lat, studiuje w niemczech, wcale mi sie nie przelewa a na
kolacje od tygodnia jem juz chleb tostowy z twarogiem, bo oszczedzam..
Niestety, moja rodzina ma mnie za bogacza, wykorzystywali mnie przez 2 lata,
ale wowczas faktycznie mialam pieniadze bo pracowalam na czarno, nie
studiowalam, nie wynajmowalam mieszkania i co zarobilam to niemal przywiozlam
calosc do polski. no i dzielilam sie z rodzinka, bratu pozyczylam najpierw
200 zl, po paru miesiacach 600 zl, oczywiscie dzis nawet brat nie powie
przepraszam ani nie czuje sie w obowiazku poruszyc ten temat. Siostrze
pozyczylam 1000 zl na dokonczenie remontu mieszkania, potrzebowali, maja male
dzieci, tak wiec uleglam. Mamie zaplacilam dlugi ok 2000 zl, ale mama
faktycznie potrzebuje pomocy tak wiec wspieram ja finansowo na tyle na ile
moge (50 euro miesiecznie dostaje ode mnie regularnie) Zawsze tez dzieciom i
rodzenstwu, rodzinie kupowalam prezenty wracajac do kraju, siostra zawsze
dostala albo perfumy albo jakies drozsze kosmetyki. Siostra mi okropnie
zazdrosci, ze nie wpakowalam sie w malzenstwo, ciaze i ze sama sie realizuje
w zyciu (nie mam nic, nic nie osiagnelam, ale jestem mloda, mam jakies tam
cele i nie tkwie w nieudanym malzenstwie) Siostra (majaca 33 lata) w
awanturze wykrzyczala mi, ze ja nie wiem nic o zyciu, ze ja mam ze wszystkim
latwiej, ze kiedy ona startowala w zycie bylo ciezej itp.. Zawsze sa winni,
tylko nie ona. Ja zas jestem czarna owca w rodzinie i obiektem zazdrosci bo
przeciez zyje w niemczech, robie sobie co chce a pieniadze zapewne mi z nieba
spadaja - tak moje rodzenstwo to widzi. W dodatku nie szanuja mnie, kiedy
kupowalam jedzenia na rodzinne spotkanie przy grillu na wsi, a robilam to po
to, aby nie nadwyrezac cienkich portfeli rodziny (moj portfel tez cienki, ale
raz sie zyje, nie mialam wielkich wydatkow wiec wolalam wydac pieniadze w
rodzinie) - wowczas szfagier podsmiewal sie "sponsorka przyjechala" itp..
Cholernie to boli, kiedy siostra ma mnie za nieodpowiedzialna smarkule, nie
wiedzaca nic o zyciu, bo nie urodzilam dziecka, nie zmienialam pampersow i
nie umiem ugotowac zupy pomidorowej - ale jakos nie doceni mnie ze zyje po
prostu inaczej, co nie znaczy ze jestem gorsza, to tez ciezka praca wyjechac
sama do obcego kraju (nie za bardzo lubianego w dodatku), odczuwac samotnosc,
stres, zarobic na siebie, uczyc sie jezyka, poradzic sobie na obczyznie,
kiedy stres wywolywala we mnie pierwsza jazda metrem, juz nie wspomne o
tysiacu innych rzeczy. Zmagalam sie z tym wszystkim, ciagle pamietajac o
rodzinie. Zalatwilam prace kuzynowi, mieszkal u mnie 3 miesiace, niby mial
odlozyc na studia (pod tym pretekstem mu pomoglam) ale kuzynek jak tu
przyjechal, tak balowal dniami i nocami, wracal podpity a do domu zawiozl
bodajze 200 euro (chodz mogl i 2000), tak wiec ponownie dalam sie wyrolowac,
bo utrzymywac faceta, specjalnie dla niego kupowac jedzenie przez 3 miesiace
(sama jem malo i 2 razy dziennie), oplacic tel, internet (i jeszcze sciagnal
mi dialer jakichs stron porno, znajomy musial czyscic komputer a ja sie
czerwienilam troche ze wstydu) i to wszystko po to aby kuzyn mial wakacje..
Wiem, moja wina, ale tak to jest kiedy chce sie byc dobrym.. tyle tylko, ze
ja od 2 lat nie mialam porzadnych wakacji i za koszta wydane na kuzyna
moglabym sobie sprawic urlop. Czuje sie jak frajerka, i chyba nia jestem :((
Teraz dopiero sklocilam sie z siostra: pozyczylam im kamere video, bo
narodzilo sie kolejne dziecko, a drugie szybko rosnie, tak wiec w
pazdzierniku bedac w polsce, zawiozlam kamere i powiedzialam, ze pozyczam im
ja do grudnia, niech przez miesiac sobie kameruja dzieciaczki (w koncu tak
szybko rosna), i cieszyli sie, a ja rowniez, ze sprawilam im radosc. Juz
przestalam pozyczac im pieniadze, bo nigdy nie oddawali ale tego sie nie
spodziewalam - nie chca mi do dzis oddac kamery, nie maja jej w domu, nie
wiem co z nia zrobili, siostra i szwagier sa jeszcze wielce obrazeni, ze sie
upominam (bo oni biedni w polsce a ja wolny ptaszek bez obowiazkow, w
niemczech i jak ja smiem robic im stres) Obrazeni sa, ze upominam sie o moja
wlasnosc, na ktora sama ciezko zapracowalam i jest (albo i byla) to jedna z
niewielu rzeczy jakie posiadam. To oni dostali mieszkanie po naszym tacie,
jak i inne wsparcie, nigdy sie nie upominalam o czesc dla mnie, ale skoro juz
sama sobie zarobilam na cokolwiek, to jakim prawem mi nie chca tego oddac ??
Podejrzewam, ze albo sprzedali komus, albo oddali do lombardu, sama juz nie
wiem, teraz sie poklocilismy a oni maja komorke ciagle wylaczona (ostatnio
dzwonilam i prosilam o zwrot) Nie bede jechala specjalnie do polski aby ich
osobiscie poprosic o moja kamere. Teraz juz nie popuszcze, powiedzialam
sobie, ze mam gdzies moja siostre skoro mnie nie szanuje, nie bede ich
odwiedzac i utrzymywac kontaktow, zero prezentow, tylko grzecznosciowe
rozmowy o pogodzie itp.. Niestety, to jeszcze ja czuje sie winna (ktos z
rodziny stwierdzil "po co pozyczalas", "taki zwyczaj nie pozyczaj", "ale ty
naiwna jestes") - czy dlatego jestem winna, ze chcialam aby mieli pamiatke
oni i ich dzieci, aby ponagrywali sie, a nie sadzilam ze posuna sie az do
tego stopnia..
Teraz prosze, poradzcie mi i powiedzcie jakie bledy popelniam, jak mam
wybrnac z sytuacji, jak sprawic aby mnie szanowali a nie podsmiewali sie, i
co robie zle, prosze, poradzcie i napiszcie cokolwiek, bo ja mam metlik w
glowie. A moze to ja przesadzam, moze oni mysleli, ze nie bede chciala tej
kamery spowrotem i zrobili z nia co chcieli, moze nie mieli pieniedzy na
podstawowe wydatki i jakos sie poratowali, sprzedajac sprzet..? I czy moja
dezycja o zerwaniu wiezi i kontaktow jest sluszna, czy co wg Was powinnam
zrobic ? Mnie juz to po prostu meczy, ciagle zamartwianie sie i staranie o
akceptacje, harmonie wsrod nas. Czuje, ze siostra mi zazdrosci ("mi sie niby
powodzi w zyciu a ona nie ma pieniedzy na porzadne perfumy") i przez to tez
czuje niechec do mnie, jest to pewne, bo myslalam o tym juz wielokrotnie i
wszystko wskazuje na to, ze siostra odczuwa zawisc, zazdrosc, moje
opowiadanie o mej codziennosci (naprawde jestem zwyczajna, tyle tylko ze
wieczna wesola optymistka ze mnie i nigdy nie narzekam na los, a sama staram
sie malowac moj swiatek) wzbudza w niej jakas niechec. Zdradzaly o tym
wzdychania typu "eh.. ty to masz szczescie, tobie sie lekko zyje" czy "jakbys
sie urodzila 10 lat wczesniej, w komunie, to bys zobaczyla jak to bylo wtedy
ciezko" - tyle tylko, ze jej kolezanki z tego samego rocznika maja 1 dziecko
albo wcale, pokonczyly studia, wioda lepsze zycie, a wiec jednak wziely los w
swoje rece, a nie jak moja bierna siostra zwala wine na wszystko (rodzina nie
taka, rodzice nie wspierali, politycy do dupy, kraj oszukuje, czasy ciezkie
itd..) Wiem tez, ze moja siostra miala ambicje, cele, chciala wlasnie sie
jakos w zyciu realizowac, ale w wieku 19 lat zaszla w ciaze, teraz udaje
szczesliwa, ale jest zgorzkniala, a moja obecnosc dziala na nia jeszcze
bardziej dolujaco, bo wowczas widzi swoja sytuacje w jeszcze gorszych
barwach. Na meza nie raz narzekala, ale niegdy nie chciala sie rozwiesc, bo
jak samotna kobieta ma poradzic sobie z dzieckiem - tyle, ze wiele innych
kobiet daje sobie rade i uwalnia sie z nieudanych zwiazkow. Naprawde przykro
mi, kiedy wiem, ze ona ma ciezko, ale przeciez to nie moja wina, tymczasem
niektorzy w rodzinie tak sie zachowuja, jakbym ja z powodu ich gorszej
sytuacji powinna na nich pracowac, ich utrzymywac i ratowac ich zycie.
Cholernie mi zle, bo przed laty ani brat ani siostra nie zabrali mnie nawet
na lody, ani na spacer, jak pozakladali rodziny a ja chodzilam do liceum w
polsce, mieszkalismy pare ulic dalej od siebie, nawet nie zaprosili mnie czy
mamy na obiad, pamietam ze nie moglam na nich liczyc. Teraz, kiedy to ja
jestem samodziel