en_tropia
20.11.06, 23:49
Proszę Was o wyrażenie opinii. Nie o mnie, raczej o nim, o niej... A może o
mnie - jaka jestem naiwna i beznadziejna? Ale to już wiem. Poza tym -
niewiele, albo prawie nic.
Od pół roku jestem kochanką pewnego bardzo ważnego człowieka. Wspaniałego,
niezwykle inteligentnego i przystojnego. Mogłabym być jego córką. To jest
seksualne szaleństwo, obsesja - z jego strony. Jasno komunikuje, że mnie nie
kocha, tylko lubi. I skoro do tej pory nie pokochał, to już nie pokocha.
Spotykamy się na wyjazdach, od czasu do czasu na miejscu - średnio raz na
tydzień, ale wtedy mamy jazdę aż padniemy... Potrafimy się kochać (?) 20 razy
pod rząd.
Ma żonę i dziecko. Żona jest stara i brzydka, moim zdaniem - brzydka. Jego
też nie kręci, ale - nigdy się z nią nie rozwiedzie. Co więcej - chcą mieć
drugie dziecko, własnie są "w trakcie"... Żona wie o zdradach męża i ma to
gdzieś. Podobno współżyją codziennie. Wyobraża sobie, kochając się z żoną, że
robi to ze mną...
Bardzo chciałabym, aby dał mi dziecko. Obiecał, że to zrobi, ale za parę
lat... Teraz moja sytuacja na to mi nie pozwala. Powiedział, że tego bardzo
chce, że będzie łożył na dziecko i da mu swoje nazwisko. Dlaczego tego chce?
Gdyż to dziecko, obojętnie po kim odziedziczy urodę i inteligencję, nie ma
takiej możliwości, aby wyszedł "nieudany egzemplarz".
Bardzo go kręcę. Minęło pół roku, a ja nie dostrzegam spadku pożądania,
powiedziałabym, że ono rośnie...
Mówi, że mnie lubi, lubi moje poczucie humoru, inteligencję, że bardzo lubi
spędzać ze mną czas. A ma wolnego czasu bardzo niewiele. Codziennie do siebie
dzwonimy, potrafi rozmawiać ze mną przez godzinę, codziennie rozmawiamy ze
sobą...
Nie wiem, dlaczego w tym tkwię... Wydawało mi się, że go kocham... Teraz -
nie wiem... Rozwala mnie ten związek, a raczej fakt, że jestem z człowiekiem,
który mnie obsesyjnie pożąda, ale nie kocha, którego poza seksem właściwie
nie obchodzę, chociaż deklaruje "ogólną troskę", ale są to tylko deklaracje
werbalne...
Nie jestem z nim dla pieniędzy, prezentów, itd., gdyż tego w naszym związku
nie ma. Mam za to obietnicę "zawodową" - obiecał mi w przyszłości pomóc w
sprawie, która jest dla mnie najważniejsza...
Napiszecie teraz, że jestem jednak skończoną idiotką, która daje się
wykorzystywać...?