uraz głowy a zmiana usposobienia

IP: 192.168.11.* 15.11.01, 16:17
Mój mąż,z którym już nie jestem 1 rok i 8 mies., miał ciężki wypadek za
granicą. Ledwo przeżył, miał ciężki uraz mózgu i liczne operacje. Żyje i wrócił
do pracy, ale to, co z nim przeszłam, było straszne! Najpierw, po wyjściu ze
szpitala, zamykał się całe dni w ciemnym pokoju i nie chciał nigdzie wychodzić,
denerwował go hałas, bał się jak 2-letnia córeczka do niego podchodziła, a
potem... wszystko mu przeszkadzało, zrobił się nerwowy, złośliwy i agresywny!
Wytrzymałam tylko 7 mies., zabrałam dziecko i wyprowadziłam się do rodziców.
Przeszłam depresję. Lekarz w szpitalu uprzedzał mnie, że mężowi zmieni się
usposobienie, tak jak ludziom po urazazach mózgu lub innych. Szkoda mi go, bo
nas kocha, ale nie mogę z nim być. Niecierpię go! Nie dotrzymałam przysięgi
małżeńskiej, że w zdrowiu i chorobie... Przynajmniej teraz dziecko nie ma
zwichniętej psychiki. Jak myślicie, jak dalece można sie dla człowieka
poświęcić w imię przysięgi małżeńskiej?
    • Gość: ida Re: uraz głowy a zmiana usposobienia IP: *.csk.pl 15.11.01, 17:11
      dotknęłaś tematu, który od dawna niesamowicie mnie interesował. I myślę, że to
      co powiem trochę pomoże Ci odpowiedzieć sobie na to pytanie.

      Otóż ostre urazy mózgu to niesamowicie fascynująca sprawa, między innymi
      dlatego, że nikt w 100% nie jest w stanie powiedzieć co będzie dalej.

      I to niezależnie od stopnia urazu.
      To wszystko trochę się wyjaśniło kilka lat temu, kiedy padł kolejny dogmat w
      biologii, że niby komórki nerwowe nie są w stanie się regenerować, a raczej, że
      wogóle się nie rozmnażają, tylko zanikają, ileś tam tysięcy dziennie.

      No i teraz dowiedziono, że jest to absolutną bzdurą /choć podejrzewam, że w
      podręcznikach biologii nadal piszą, że komórki nerwowe się nie rozmnażają/.

      Nowe komórki nerwowe powstają w naszych mózgach niezależnie od wieku. I
      podobnie włókna nerwowe też potrafią się zregenerować.

      A w przypadku ostrych urazów mózgu regeneracja tych wszystkich zniszczonych
      elementów przebiega dużo sprawniej, niż miało by to miejsce w przypadku zmian
      które narastają latami, jak w miażdżycy tętnic mózgowych, bo wtedy komórki
      mózgowe juz właścciwie tylko obumierają.

      Pamietam, jak na zajęciach z neurochirurgii opowiadano nam o przypadku
      studenta politechniki, któremu spadła na głowę cegła na budowie.

      Usunięto mu chirurgicznie bardzo dużo tej zniszczonej tkanki nerwowej. I
      chłopak leżał jak roślina przez wiele miesięcy.

      Powstał nawet dylemat, czy aby go juz nie odłączyć od respiratora, a on się
      któregoś dnia obudził, a potem do tego wszystkiego skończył studia. I co więcej
      stwierdził, że wcześniej, przed wypadkiem miał ogromne problemy np. z logicznym
      myśleniem, albo jak musiał się na coś zdecydować to przeżywał ogromne dylematy
      co wybrać.
      A po wypadku, i po rehabilitacji uznał, że teraz to wogóle znacznie "jaśniej"
      mu się myśli, i wszystko jest jakby łatwiejsze.

      Tylko, że 2 lata to w przypadku urazu mózgu to wciąż za mało, aby być pewnym
      czy te zmiany w zachowaniu Twojego męża już tak zostaną, czy jest to tylko
      jakiś etap przejściowy.

      I myślę, że powinnaś wziąć to pod uwagę zanim podejmiesz jakiekolwiek
      ostateczne decyzje. A już na pewno nie miej do siebie pretensji, że nie
      potrafiłaś udźwignąć takiego ciężaru.
    • toi Re: uraz głowy a zmiana usposobienia 15.11.01, 17:15
      W imie przysiegi - w ogole. Tylko w imie tego czlowieka, milosci, siebie,
      obojga. Jak dalece? No przeciez sama wiesz jak dalece moglas.
      Toi
    • Gość: Andrzej Re: uraz głowy a zmiana usposobienia IP: *.unl.edu 15.11.01, 23:02
      Mam kilka pytan i watpliwosci. Wytrzymalas 7 miesiecy i odeszlas. Nie jestes juz
      z nim od roku i 8 miesiecy. Czy nastapila poprawa w ciagu jednego roku i jednego
      miesiaca ? Piszesz, ze niecierpisz go. Kolezanko, nic nie napisalas w jakim celu
      Twoj maz wyjechal za granice ale moge przypuszczac, zeby zarobic na dom. Stalo sie
      nieszczescie, a Ty go teraz NIE CIERPISZ. Nie musze Ci pisac co czuje w takiej
      sytuacji. Sprawa druga. Gdybys wiedziala co i o czym nauczal Chrystus, to
      wiedzialabys ze kategorycznie sprzeciwial sie PRZYSIEGANIU na cokolwiek i na
      kogokolwiek. Zrobilas wiec cos, czego nie powinnas byla zrobic, gdybys byla
      sumienna wyznawczynia Syna Bozego. O ile rozumiem dobrze, Chrystus wiedzial
      doskonale ze nikt z nas w praktyce nie jest w stanie dotrzymac przysiegi, dlatego
      tak ja odradzal. Jak dalece mozna sie poswiecac dla czlowieka w imieniu zlozonej
      przysiegi ? Tak dalece Droga Kolezanko, jak prawdziwa i uczciwa byla Twoja milosc
      dla niego.
      Zycze powodzenia, Andrzej.

      • toi do Andrzeja 15.11.01, 23:21
        Andrzeju, przykre, ze miales zly dzien. Spanko moze byc dobrym rozwiazaniem,
        polecam. Kopiesz juz w kolejnym poscie i to lezacego.
        Toi
        • Gość: Andrzej Re: do Andrzeja IP: *.unl.edu 15.11.01, 23:31
          Juz taki jestem toi, dla mnie sprawy czesto wygladaja nieco inaczej niz
          dla ogolu. Czy kopie lezacego ? Moze raczej troszke zimnego, moralnego
          prysznica udzielam komus. Ciekawy bylby swiat, gdybysmy pakowali swoje manele
          od swych kochanych, bo nagle ktos zachorowal, nie myslisz ? Zreszta, wiele spraw
          nie wyjasniono w tym watku, spraw co do ktorych mialam watpliwosci.
          Pozdr, Andrzej.
          • toi Re: do Andrzeja 15.11.01, 23:38
            Gość portalu: Andrzej napisał(a):

            >Zreszta, wiele spraw
            > nie wyjasniono w tym watku, spraw co do ktorych mialam watpliwosci.
            ----------------------------------------------------------------------!!!!!!!!!

            POPROS O ROZWIANIE WATPLIWOSCI ZANIM ZACZNIESZ KOPAC i komentowac bez
            zastanowienia i dokladnego przeczytania listu autora. Dzieki
            Toi
    • Gość: fnoll Re: uraz głowy a zmiana usposobienia IP: 195.150.224.* 15.11.01, 23:49
      droga mono

      osobiście uważam, że zawarcie związku małżeńskiego nie zobowiązuje do narażania
      dobra (życia, zdrowia) swojego i dzieci w imię podtrzymania związku

      twój wybór był podyktowany chęcią ochrony siebie i dziecka, jak zrozumiałem -
      takiej motywacji trudno coś zarzucić, jest naturalna i dobra

      czasami jesteśmy bezradni, nawet wobec tych, których kochamy - nie potrafimy im
      pomóc, nie potrafimy się obronić przed krzywdą z ich strony, odmienić ich

      to dramatyczna sytuacja, ma w sobie coś z żałoby - człowiek odchodzi z naszego
      życia, choć żyje nadal, czasem niełatwo jest się pożegnać, powiedzieć "to
      koniec", nie wlec za sobą wątpliwości "czy mogłam zrobić coś więcej?"

      pożegnaj się, wybacz jemu i sobie

      ten wypadek dotknął was oboje - i rozbił, przerósł was, nie ze wszystkim
      jesteśmy w stanie sobie poradzić, człowiek w gruncie rzeczy jest słaby i
      delikatny, musi o siebie dbać

      zadbaj o siebie, zadbaj o swoje dziecko :-)

      powodzenia!

      fnoll
      • Gość: Andrzej do toi i fnolla IP: *.unl.edu 16.11.01, 15:37
        ladnie to ujmujecie ale... widzialem w swoim zyciu wiele, matki i ojcow
        opiekujacych sie niepelnosprawnymi dziecmi, dzieci opiekujace sie chorymi
        rodzicami, zony pozostajace przy mezach, mimo ich chorob, mezow opiekujacych
        sie chorymi nieuleczalnie zonami. To co Wy proponujecie to zwykle egoistyczne
        podejscie do zycia. To nie jak kopie lezacego, to autor tego watku skopal
        lezacego. Jest dla mnie jasne ze odejscie ze zwiazku moze byc spowodowane
        zagrozeniem zycia lub zdrowia, czyims flirtowaniem poza zwiazkiem, czyims
        wieloletnim aresztowaniem itp, ale niestety, dla mojego rozumienia moralnosci,
        opuszczenie kogos w chorobie jest nie do przyjecia. Jest to najgorszy z
        mozliwych przykladow jakie mozemy dac swoim dzieciom. Mam pytanie do toi.
        Czy zostawilabys swoje dziecko, ktore uleglo ciezkiemu wypadkowi i jest teraz
        niepelnosprawne ? Zastanow sie dobrze nad odpowiedzia, bo konkluzja moze byc
        jedna, a mianowicie, jak instrumnentalnie takie osoby jak ty traktuja swych
        tzw. ZYCIOWYCH partnerow.
        Nie zarzucaj mi ze nie wiem o co chodzi w tym watku. Dla mnie ten czlowiek,
        co zreszta wynika ze slow autorki, powrocil do pracy. Z tego wniosek, ze sa
        dobre nadzieje na calkowite wyzdrowienie. Ktoz przyjalby czlowieka do pracy,
        ktory ma mentalne problemy. Ten czlowiek kocha swa rodzine, co rowniez wynika
        ze slow autorki, wiec czy nie nalezaloby mu pomoc troche wiecej ?
        Ale nie, fnoll mowi: pozegnaj sie wiec, malzenstwo nie zostalo skonsumowane.
        Oj nie popisales sie fnoll. Twoje mechaniczne podejscie, od linijki i wedlug
        definicji nie raz juz stawialo cos miedzy nami. Ladnie mowic (to do fnolla)
        jeszcze nie znaczy dobrze mowic.
        A wogole jeszcze jedna sprawa. Poznalismy tylko jedna strone zagadnienia,
        stad tyle watpliwosci we mnie. I... za lekko spogladacie na zycie, kierujac sie
        biezacymi potrzebami i koniunktura.
        Pzdr, Andrzej.
        • fnoll ech, andrzeju :-( 16.11.01, 18:35
          wiem, ze empatia nie jest twoja mocna strona i wnioskuje, ze nie spotkales sie
          z kims po powaznym uszkodzeniu mozgu, u ktorego wystapily agresywno-dysforyczne
          zmiany osobowosci

          dlatego traktuje to co tu wypisujesz, jak wymadrzanie sie traktorzysty o
          metodach uzdrowienia budzetu - moze kieruje toba cos wiecej niz spontaniczna
          chec osadzenia, moze tez chcialbys komus troszke pomoc - ale nie wychodzi ci to
          nic a nic, zapewne z wymienionych przeze mnie przyczyn

          cnota jest wiedziec, kiedy nie ma sie nic dobrego do powiedzenia

          pzdr

          fnoll
          • Gość: Andrzej Re: ech, andrzeju :-( IP: *.unl.edu 16.11.01, 19:09
            Chcialem dobrze, nie wyszlo. Fnoll, widziales moja gebe, na stronie
            o poezji ?
            Pzdr, Andrzej.
    • Gość: bonobo Re: uraz głowy a zmiana usposobienia IP: 195.187.97.* 19.11.01, 13:49
      Spróbuj dowiedzieć się, na ile stan męża jest stały, czy nie rokuje poprawy, czy podjął leczenie, na ile
      jest ono skuteczne, itp. Jeżeli nadal jesteście małżeństwem (w sensie formalnoprawnym), to możesz
      wnioskować o zastosowanie leczenia nawet wbrew jego woli. Powinnaś skontaktować się z
      lekarzem/lekarzami, którzy zajmowali się mężem, i z adwokatem w razie potrzeby zastosowania
      leczenia (nawet z umieszczeniem w szpitalu psychiatrycznym). Tyle na pewno możesz i powinnaś dla
      niego zrobić.

      I mimo wszystko nie wiń siebie za całą sytuację.
    • Gość: mona Re: uraz głowy a zmiana usposobienia IP: 192.168.11.* 19.11.01, 16:16
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi! Andrzeju! Widać, że niemiałeś doczynienia z
      ludźmi chorymi nerwowo i psychicznie - powiem tylko tyle...
Pełna wersja