Gość: mika
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
15.11.01, 17:00
Przez 13 lat byłam w stałym, stabilnym związku, chyba dlatego teraz czuję się
zupełnie skołowana. Tak, jakbym musiała uczyć się mężczyzn od nowa. Jesteśmy po
oficjalnych zaręczynach, gość czasem wspomina o dziecku, pomieszkujemy razem, a
jednocześnie w internecie wciąż szuka "trwałego związku", z tego, co wiem jego
znajomości z różnymi paniami ograniczają się do maili, telefonów, może nawet
spotkań, ale niezobowiązujących. Wiem na pewno, że mnie kocha, wiem też, że
chyba nie potrafi zrezygnować z tej formy "aktywności". Poszukiwaniem partnerki
zajmuje się praktycznie całe swoje dorosłe życie po rozwodzie, ale właśnie-
poszukiwaniem, a nie budową trwałego związku. W ten sposób doszedł do liczby
grubo ponad 100 partnerek. Czasem wychodzi z niego typowe dziecko toksycznych
rodziców, ale ogólnie kiedy jesteśmy razem jest naprawdę dobrze. Zresztą
jesteśmy razem już dłuższy czas i poza tą przypadłością jest wierny i lojalny,
no i ma całą masę zalet. Przecież inaczej bym z nim nie była. Tylko boli, jak w
swoich mailach opisuje swoją wędrówkę w plenerze i tylko nie pisze, że ja też
tam byłam...itp. Zresztą oficjalnie nic o tym nie wiem, a o otwartej / i
szczerej!/ rozmowie na ten temat nie ma mowy, próbowałam. I naprawdę nie
wiem "czy z igły robię widły, czy też widły biorę za igłę?"/Simone de Beauvoir/
Dlatego będę wdzięczna za każdą opinię, może rzeczywiście faceci tak mają i
jest to niegroźne?