malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - dlugie

10.12.06, 23:20
od niejakiego czasu jestem mezatka i zapewne standardowo pojawil sie problem
albo moze zagadnienie stosunkow z rodzina meza;)

probuje sobie jakos to poukladac w glowie - jako domorosly psycholog i licze
ze rzucicie nowe swiatlo na moje przemyslenia. przemyslenia maja jak
najbardziej praktyczny cel:) tak ustawic sobie stosunki naszej nowej komorki
spolecznej z rodzinami obiema w sposob optymalny - serdecznie, z szacunkiem,
ale nie pozwalajac na zbytnia ingerencja.

Ale do rzeczy. Pochodzimy z roznych rodzin - u moi rodzice byli zawsze
autonomiczni, dosc demokratyczni, u nas sie duzo rozmawialo, malo rzeczy
przyjmowalo za pewnik, teraz kiedy dzieci dorosly uklad jest prawie partnerski
- czasem ktores z rodzicow zapedzi sie z dawaniem rad, ale generalnie maja
swoje zycie,ktore ich zajmuje. jednoczesnie jestesmy blisko - sa to ludzie na
ktorych moge zawsze moge liczyc. kiedy sie spotykamy rozmawaimy o wszystkim.
rodzice rozumieja ze wyszlam z domu, doroslam i tak mnie traktuja.
oczywiscie jak wszedzie dostrzegam tez pewne minusy ukladu rodzinnego z
ktorego wyszlam - tata, ktory zawsze mial problem z okazywaniem uczuc, czy
stosunek do pieniedzy - jakby nie istnialy, w zwiazku z czym sama musialam sie
uczyc jak o nich myslec.

Rodzina meza jest bardzo tradycyjna, wloska;) - glowa jest dziadek, ktory
najchetniej decydowalby o wszystkim - od finansow poszczegolnych czlonkow po
rozmnazanie:) jesli chodzi o rodzicow to stosunki miedzy a dziecmi sa z jednej
strony serdeczne, z drugiej dosc oficjalne. u marcina w domu nigdy nie mowilo
sie o tym co sie czuje, o czym sie marzy. dzieci nigdy nie byly i nie sa
partnerami do rozmowy, zawsze sa dziecmi ktore sie kocha, o ktore sie martwi,
ale ktore, wedlug rodziny, nie dadza sobie rady, rodzice zawsze wiedza co
dzieci powinny myslec i robic. dzieci bronily sie przed ingerencja w swoje
zycie, nie postawieniem granic, ale potakiwaniem i robieniem swojego.

oczywiscie nie odsadzam ich od czci i wiary - pozytywy sprawily ze moj maz
jest kochanym, cieplym czlowiekiem, okazujacym uczucia, dbajacym o mnie.
jednoczesnie niestety ma problemy z poczuciem wlasnej wartosci, jako ze
rodzice zawsze udawadniali mu ze nie da rady, nie potrafi a ponadto nie
pozwalali sprobowac i podjac jakichs wyzwan i decydowac.

my oboje jestesmy gdzies pomiedzy tymi modelami - okazujemy sobie duzo uczica,
czego mi brakowalo, pozwalamy na branie odpowiedzialnosci i sukcesow czego
brakowalo mezowi.

pytanie sie rodzi - jak ustalic stosunki z oboma rodzinami - moi rodzice sa
latwiejsi o tyle ze uwazaja ze mamy swoje zycie, oni swoje i swietnie. marcina
rodzice - najlepiej zebysmy mieszkali w jednym miecie, jak to sie nie udalo to
rozmawiali z nimi codziennie, odwiedzali co tydzien, o wszystko pytali itd.
co raz to sa spiecia glownie o to ze chcemy podejmowac sami decyzje dotyczace
naszego zycia, pracy, dzieci, mieszkania, czy przebiegu slubu. wedlug tesciow
odkad wyszedl z domu,moj maz sie zmienil - juz nie jest ukladny, przytakujacy,
tylko ma wlasne zdanie. ciagle slyszymy co wypada, co powinnismy, jak mamy
zyc. co powiedziec, do kogo sie usmiechnac itd itp.

szanuje ich i chce im to okazywac, wychowali wspanialego czlowieka ktory jest
moim mezem, ale jak na razie z doswiadczen wynika, ze okazywanie im szacunku
traktuja oni jako przyzwolenie na ingerencje, jedynie sluszne dobre rady itp.

mam juz metlik w glowie - jak sobei dawac z tym rade? jakies pomysly?
    • solaris_38 Deborah Tannen 10.12.06, 23:25
      odpowiedz jest złożona ale polecam książki Debory Tannen "mówie ci to bo cie
      kocham " i "ty nic nie rozumiesz"
      one sa własnie o stylach komunikacji
      i bardzo pięknie otwiera oczy na logikę i prawdę odmiennych stylów istnienia i
      komunikowania się
      • marinata78 Re: Deborah Tannen 11.12.06, 09:55
        Tylko jak rozmawiac z ludzmi, ktorzy nie chca rozmawiac? wydaje mi sie ze
        podstawowym warunkiem rozmowy jest gotowosc na nia.
        moj maz jest na rozmowe otwarty, dlatego pomimo innych rodzin z ktorych
        pochodzimy potrafimy sie komunikowac.
        ale co jesli tesciowie uwazaja ze ja jako nowa osoba mam "wejsc do rodziny" -
        przyjac ich model zycia, nie zwazajac na roznice w sytuacji zyciowej, typach
        osobowosci, mozliwosciach itp. zeby bylo smieszniej wartosci/zasady ktorymi sie
        kieruja powinny byc dla mnie oczywiste - powinnam je znac nie wiadomo skad.
        moze problem lezy w tym ze cale zycie obracaja sie w konkretnym srodowisku,
        moze nigdy nie musieli kogos poznawac.
        i z tego wynika ich postawa - zamiast - powiedz nam kim jestes, co lubisz,
        jakim jestes czlowiekiem - postawa - u nas sie robi tak i tak, powinnas,
        wypada, musisz, trzeba.
        ja mialam zawsze kontakt z "innoscia" - wyjazd na studia do innego miasta,
        podroze, stypendium zagraniczne. mam wrazenie ze bardziej to innosc akceptuje i
        chce poznac. choc pierwwszy raz jest ona tak blisko i tak mnie dotyczy.
        jak szanowac ich i nauczyc sie z nimi rozmawiac stawiajac jednoczesnie granice
        tozsamosci naszej rodziny/zwiazku?
        • meg303 Re: Deborah Tannen 11.12.06, 11:16
          Mam identyczną sytuację dwie zupełnie różne rodziny.Rodzina męża(też
          Marcin:)uważa,że musi nam radzić w każdej sprawie.Wcześniej mnie to
          denerwowało.Teraz wysłuchuję rad ze spokojnym uśmiechem,a robię to,co uważam za
          słuszne.
          • walnientaenta Re: Deborah Tannen 11.12.06, 11:27
            w moim przypadku - jestesmy samodzielni, ani jedna strona ani druga nie
            ingeruje, ale też nie interesuje sie - to też nie jest znowu takie miłe.
            Moze dobrze ze u was jedni "zaglądają wam w garnki" drudzy nie, jest to
            swoista równowaga. Czasami miło posluchac rad ( wyciągnąc wnioski i zrobic
            swoje)
    • renebenay Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 11.12.06, 13:57
      A jak masz na tyle czasu to zajmnij sie Twoja wlasnie rodzina,tj Ciebie i meza
      czy partnera,przestan przemyslac i truc.
      • quebeczka26 Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 11.12.06, 14:17
        a czy gdzies z postu wynika ze sie nie zajmuje?
        mialam podobnie na poczatku malzenstwa - 99% klotni bylo o tesciow i rodzicow.
        tylko u mnie mama potrafila przejsc sama siebie, nie tylko tesciowa...
        teraz po kilku latach jest ok. nie super, nie tak jakbym chciala, ale poprawnie.
        moze po prostu masz zbyt idealistyczne podejscie? mam wrazenie ze chcesz miec w
        tesciach drugich rodzicow-przyjaciol. czasem to nie mozliwe - nie te fale, nie
        ta chemia.
        trzeba obie strony troszke wychowac, powtarzac pewne sprawy jak zdarta plyta,
        az dojdzie. swoja droga po paru latach sie czlowiek przywyczaja i nabiera
        troche dystansu, puszcza glupie teksty mimo uszu itp.
        powodzenia!
    • ibookg4 Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 13.12.06, 15:01
      Z tego co widac problem jest zdecydowanie powszechny.
      Po krotce u mnie: moi rodzice cudowni, otwarci, przyjacielscy, partnerzy, nawet jako dzieci
      wspoldecydowalismy o tym jaki samochod kupic, z czym i jaki kolor, wyrozumiali, oddani bez reszty
      rodzinie, ale odniesza sukcesy zawodowe rowniez; moi tesciowie sa zadumani i zapatrzeni w siebie,
      zakochani w przeszlosci opozycyjnej dziadkow i pradziadkow, trzeba robic tak jak chce i kaze tesciowa,
      bo wszyscy jej ulegaja i tak trzeba, a jak tak sie nie robi to jest sie chorym psychicznie i laduje sie w
      wariatkowie (niemal tego doswiadczylam).

      Ogolnie - sytuacja dosc podobna. Moi rodzice wtracaja czasem trzy grosze, a jego - ciagle we wszystko
      sie wtracali, co niedziele ich widywalismy i byla "spowiedz", a nastroje w czasie ciazy - to trzeba leczyc
      hormonami (moja tesciowa tak chciala).

      U nas skonczylo sie pobiciem mnie przez meza w 3 miesiacu ciazy i opuszczeniem go na poltora
      miesiaca, adwokatami, policja, lakarzami, psychologami. Potem wrocilam na innych warunkach: ich
      traktuje jak powietrze, u nas w domu nie ma tematu rodziny mojego meza, jak sie z nimi spotykamy to
      traktuje ich chlodno, jak kogos obcego.

      Proponuje tak: spokojna powazna rozmowe z mezem co Cie gryzie i co Ci nie odpowiada. Musiz byc
      bardzo kochajaca i wspolczujaca dla niego, dawac mu maksymalnie duzo ciepla, dodawac sil i odwagi
      (to dzieciak jeszcze, jak i moj byl), niejako manipulowac.
      Twoj wybor to albo oni zmanipuluja Wasze zycie, albo Ty troche pokierujesz swoim mezem i bedziecie
      szczesliwi.
      Musicie wspolnie ustalic postepowanie.
      Wedlug mnie najlepiej zaprosic ich na kawe w niedziele, posadzic przy stole z kawa i ciastem i poprosic
      o cisze. Nastepnie ze spokojem acz stanowczoscia i grzecznoscia powiedziec, ze nie chcecie aby oni
      decydowali za Was, wtracali sie do Waszego pozycia i psuli krew. Bardzo ich kochacie i szanujecie, ale
      taka jest Wasza prosba i niech sie do niej zastosuja.
      Popatrzec i poczekac na reakcje.
      A jesli ktos zacznie mowic, ze manipulujesz mezem i zmienilas go, ze nie jest mily itd. - grzecznie
      poprosic o opuszczenie Waszego domu osoby, ktorym nie podoba sie Wasza zasada.

      Tak ja zrobilabym kilka miesiecy temu, gdybym wiedziala, ze przyjdzie mi przezyc to, co przezylam.
      Trzeba troche rznac glupa tez - ze ich kochacie, szanujecie itd... mysl co chcesz, ale polechtasz ich
      godnosc i dadza Ci spokoj. I pamietaj - Twoj maz wie najlepiej jak ich traktowac, radzil sobie z nimi
      cale zycie - i rzeczywiscie - niezwracanie uwagi to najlepsza droga.
      A jak nie masz nerwow sluchac porady nr 10001, to powiedz, ze musisz isc do toalety albo, ze nie
      masz ochoty o tym rozmawiac i jesli nie przestanie/tana - wyjdziecie.

      Zycze powodzenia.

      Kluczem do sukcesu jest STANOWCZOSC i szybkie ustalenie GRANIC - tak wynika z kilkudziesieciu
      ksoazek psychologicznych, ktore przerylam i porad psychologow.

      Wy jestescie najwazniejsi. Pamietaj - dawaj mu nader duzo uwagi, milosci, otuchy. To dziala.

      Moj byl maminsynkiem, a przeszedl porod jakby byl lekarzem - od strony dziecka patrzyl, z
      problemem najmniejszym dzwonil do mamusi, a zmienil sie niewyobrazalnie.

      Pozdrawiam i zycze powodzenia z calych sil.

      Ja z moimi tesciami sie nienawidze, nie istnieja dla mnie, a ja dla nich... i mam to w nosie. My jestesmy
      szczesliwa rodzinka.
    • aserath Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 15.12.06, 11:20
      hehe, masz przechlapane - znam twoją sytuację az za dobrze. Jedyne rozsądne
      wyjście to robić swoje. Podkreślać ze jest się dorosłym, ze teraz ma sie wlasną
      rodzinę itd itd. Albo zrozumieją w koncu, albo sie obrażą. Ale jezeli nie
      postawicie sprawy jasno, to będą się zawsze i wszędzie wtryniali.

      polecam wątek o teściowych:

      www.forum.wellnesslife.pl/viewtopic.php?t=449
    • smoothna Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 18.12.06, 02:19
      Osobiscie wydaje mi sie, ze lepiej by bylo gdybyscie mieszkali daleko od
      rodziny meza. Jak najdalej. Oczywisce, "z waznych powodow zawodowych" (lub
      innych). Nawet najdlusze rozmowy telefoniczne beda mniejsza ingerencja w Wasze
      zycie niz stala obecnosc rodzinki z dziadkiem na czele w waszych sprawach.
      Przez telefon mozesz uprzejmie wysluchac ich rad (i zalecen) i spokojnie
      zrobic, to co uwazacie za sluszne. O wielu sprawach nie musicie im mowic.
      Latwiej tez bedzie wychowac wasze dzieci.

      Z twojego postu, Marinato, wylania sie inteligentna, wrazliwa i zyciowo
      madra... osobowosc autorki. Zapewne stosunki z rodzina meza nie beda latwe, ale
      uwazam, ze sobie poradzisz :) Potrzeba taktu i duzej dozy dyplomacji oraz
      cierpliwosci. Sama wiesz :)
      • marinata78 Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 18.12.06, 22:45
        na szczescie mieszkamy daleko:) i widzimy sie pstatnimi czasy nie czesciej niz
        raz na 2 miesiace.
        nie wiem tylko czy dyplomacja uczy jak odpowiadac na szantaz emocjonalny i inne
        tego typu manipulacje.i rozne preztensje wyciagane po paru miesiacach - jak juz
        mysle ze zaczyna sie ukladac, zaczynam panowac nad soba i relacja z nimi, daje
        sobie z tym rade i przestaje sie przejmowac to z czyms wyskocza.
        albo jakies wypominanie ze cos tam na slubie nie bylo jak trzeba czytaj nie tak
        jak oni chcieli, awantura o spedzanie swiat byla juz we wrzesniu, na poczatku
        bylo tez uczenie jak sie pierze itd.
        Dzieci? ostatnio tesc powiedzial ze ludzie sa teraz egoistami bo nie maja
        dzieci. taka mala aluzja. nie mamy na razie dzieci, nie mamy warunkow - tzn
        mieszkania. co wiecej, mam policystyczne jajniki, z dziecmi moga byc problemy.

        najgorsze jest to ze sie zbiera, dorzucaja do kupki a potem ja czuje jak sie
        cala spinam jak tam jade, jakbym juz nie potrafila podejsc do nich z czysta karta.

        co ciekawe mam wrazenie ze taki model rodziny w polsce to standard - zaklada sie
        rodzine ale jakby sie jej nie zakladalo naprawde, bo i tak najlepiej jakby
        zamieszkac "na kupie". a potem to juz tylko "mlodym" zaplanowac mieszkani,
        prace, dzieci...

        a potem rodzice, ktorzy nie mogli sami decydowac o swoim zyciu,ktorzy
        doswiadczyli presji, wtracania sie, zarzadzania ich zyciem przez dziadkow robia
        to samo swoim dzieciom...
    • hellio Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 18.12.06, 10:43
      Jestem przekonana, ze dasz sobie radę i będziesz umiała ułożyć stosunki z
      rodziną męża. Nie jesteś listkiem na wietrze, miotanym w różne strony
      tajemniczymi siłami - bardzo dobrze wiesz, co się dzieje, jakie są zagrożenia,
      jak działają. Wiesz również czego i dlaczego nie chcesz zaakceptować. Mozna ci
      pogratulować wnikliwości i dyplomacji. Nie chcesz zrobić błędu i narazić
      małżeństwa - stąd chyba potrzeba, tak na wszelki wypadek, napisania postu i
      upewnienia się, czy strategia, którą zaplanowałaś jest słuszna. Więc służę
      uprzejmie - jest słuszna jak najbardziej. Wyszłaś za konkretnego mężczyznę,
      przed wami wspólne zadanie tworzenia "komórki" - nowej jakości. Jeżeli ktoś ma
      wizję wykorzystania ciebie jako ornamentu dla "swojej komórki" - komunikuj, ze
      się na to nie zgadzasz. Stanowczo, łagodnie, bez lęku (nikt tego zgrabniej nie
      opisał niż Król Fijewska, moze zresztą warto przekartkować dla wzmocnienia?).
      Trzymaj się (tego kursu), pozdrowienia dla ciebie i męża, Hania
      • marinata78 Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 18.12.06, 22:27
        Dzieki za slowa otuchy;) ale to nie jest takie proste. rozumowo i teoretycznie
        ja to wszystko wiem. dlugo do tego dochodzilam. tylko rozum i to ze wiem co sie
        dzieje i moze dziac nie zawsze jest lekiem na sama sytuacje.
        strategia istnieje ale ma sie lepiej kiedy siedze w fotelu z goraca herbatka z
        dala od tesciow:) w ich obecnosci bywa roznie.
        wbrew pozorom - jak moze wynikac z postu - nie jestem osoba ktora tylko na zimno
        kalkuluje "strategie". czasem jestem tak wsciekla ze az mi placki lataja przed
        oczami...
        Stanowczo, lagodnie, bez leku... to ideal, ale wlasnie ja zatsnawiam sie jak to
        osiagnac. jak sie nie przejmowac. bo to chyba najwiekszy problem. nie to jacy
        oni sa, tylko to jak na nich reaguje. to dla nmie nowa sytuacja i jeszcze sie
        nie przyzwyczailam.
        • hellio Re: malzenstwo-spotkanie dwoch modeli rodziny - d 19.12.06, 11:39
          Oczywiscie, ze to nie jest takie proste. To, ze wnikliwie diagnozujesz problem
          nie jest kompletnym lekiem na całą sytuację. Ale jest, wierz mi, bardzo ważnym
          składnikiem tego leku. Czytam dalej twój post - i dalej masz rację. Problemem
          nie jest to, jacy oni są, tylko jak ty na nich reagujesz. Za tym stoi niezwykle
          istotne założenie - że nie ma co porywać się na próby zmieniania teściów, tak,
          żeby ci "placki nie latały przed oczami". Bo to są spacery po manowcach i mogą
          do nikąd nie doprowadzić.Natomiast to, co będziesz robiła ze sobą - zależy tylko
          od ciebie. Boze uchowaj, nie zachęcam do położenia uszu po sobie. Zachęcam do
          pracy z własnymi emocjami, ustalenia priorytetów, zagrożeń, zabezpieczeń,
          przemyślenia i określenia, gdzie dokładnie są granice ustępstw, w którym miejscu
          zdecydowanie ich nie przekroczysz i jak konkretnie bedziesz to robić. Przełóż to
          na konkretne sytuacje, wygłoś "przed lustrem" na przeponie parę kwestii, które
          bedziesz mogła wykorzystac w trudnej sytuacji. To jest właśnie obmyslanie "na
          zimno" strategii. Ale co w tym złego?
          Zawsze jest "coś za coś". Jeżeli precyzyjnie i uczciwie przyjrzysz się co i za
          co i kiedy - zaczniesz się przejmować tyle, ile trzeba.
          Powodzenia, Hania
Pełna wersja